Zastosowanie i walory bojowe kopii w polskiej sztuce wojenne

Wszystko co nie pasuje do pozostałych sekcji, a dotyczy tego okresu.
PJN
Posty: 17
Rejestracja: 01 sty 2011, 20:22

Zastosowanie i walory bojowe kopii w polskiej sztuce wojenne

Post autor: PJN » 23 gru 2012, 20:13

Zastosowanie i walory bojowe kopii w polskiej sztuce wojennej XVII w
Jak skuteczna i przydatna była kopia w walce przeciwko różnym typom wojsk? Oddajmy głos siedemnastowiecznemu teoretykowi wojskowości. Fredro w swym "Porządku wojennym" pisał: "Kopia dobra jest na spiśnika pieszego niemieckiego, na huzarów węgierskich i tureckie dzidy, dla rozerwania i prześcignienia długością swoją. Rohatyna zaś dobra na rajtara niemieckiego, na Kozaka pieszego, na Tatarzyna konnego, bo dla lekkości i tam, i ówdzie łatwo się z nią obrócić. W ciągnieniu zaś, na sznurach z ramienia lewego może wisieć, żeby prawą ręką swobodnie można było władać"1.
Ten opis wydaje się być najbardziej kompetentną ocena przydatności obu typów broni drzewcowej. Kopia husarska była niezastąpiona tam, gdzie liczyła się długość broni drzewcowej. Kopia husarska była jedyną bronią odpowiednią do starć z pikinierami jak i dysponującymi stosunkowo długimi kopiami huzarami węgierskimi i jazdą turecką. W walce zaś z przeciwnikiem, który nie posługiwał się tak długą bronią drzewcową, ?rohatyna?, czyli lanca była bardziej przydatna. Czy to znaczy, że kopia była nieprzydatna? Zdecydowanie nie. Kopia mogła być z powodzeniem używana także przeciwko Kozakom czy Tatarom. Ale kopia miała przynajmniej cztery wady, których nie miała krótsza lanca:

1. Kopia była bronią jednorazowego użytku. Łamała się przy uderzeniu w przeciwnika. W przeciwieństwie do niej lanca była bronią, służącą w wielokrotnych starciach. Po pierwszym uderzeniu husarz musiał więc sięgnąć po inną ? a mniej skuteczną od lancy ? broń, lub wycofać się po nową kopię.

W przeciwieństwie do niego, pancerny nie miał takiego problemu. Choć w pierwszym starciu, jego broń nie dawała mu takiej przewagi jak husarzowi kopia, lecz za to nie musiał on wycofywać się po nową lancę

2. Kopia była bronią bardzo drogą. Jak to będzie można przeczytać w dziale poświęconym kosztom służby, kopia husarska była dziewięciokrotnie droższa od piki piechura. Pamiętając, że była bronią jednorazowego użytku, możemy sobie wyobrazić jak kosztowne było użycie husarskich kopii na polu bitwy. Jeśli charakter przeciwnika nie wymagał stosowania aż tak zaawansowanej i kosztownej broni, to korzystniej było użyć broni równie skutecznej, lecz przy tym wielokrotnie tańszej.

3. Podczas ciągnienia, pochodu wojsk, lanca była znacznie bardziej ergonomiczną bronią ? tak jak to notuje Fredro. Lanca nie zmuszała pancernego do stałego trzymania jej w ręku. Kopia niestety musiała być stale trzymana przez husarza, bo tylko w ten sposób można ją było mieć w stanie ?gotowości bojowej?. Można było co prawda kopię przewozić na wozach2, ale wtedy w razie nagłego ataku, nie można było liczyć na szybkie osiągnięcie pełnej gotowości bojowej przez husarzy.

4. Kopia husarska była bronią dającą husarzowi olbrzymia przewagę w szarży na wprost. Gdy jednak szarża taka nie była możliwa, a husarz zaangażował się w walkę z bliskiej odległości, to dokładnie tak jak pisał Fredro, nie miał on tak dużej możliwości ?obrócenia? się z nią ?tam i ówdzie?.. Znakomicie obrazuje to sytuacja z bitwy pod Parkanami 1683r., gdzie Pasza Sylistryjski uderzając ze skrzydła na chorągiew husarską ?[...] tak dobrze osobą swoją Turków przywiódł na nie [husarzy], że ledwie naszym kopiji z rękami nie poucinali Turcy?3.

Czy to wszystko oznaczało, że husaria wyposażona w kopie była mniej wartościowa od pancernego wyposażonego w lancę? Oczywiście nie. Husarz w przeciwieństwie do pancernego miał bowiem wybór ? tam gdzie charakter przeciwnika tego wymagał, mógł użyć długiej kopii; tam zaś gdzie nie było to niezbędne, husarz mógł sięgnąć po lancę pancernego. I robił to. Co ciekawe, nawet gdy husarz używał lancy, kopia husarska mogła stanowić znakomity środek do mylenia przeciwnika. W bitwie z Tatarami w wąwozie Lesienice pod Lwowem w 1675 r., Sobieski zarządził, aby husarze oddali swe kopie czeladzi, która pod komendą wydzielonych towarzyszy obsadziła podnóże i stoki wzgórza pomiędzy wąwozami, prowadzącymi do sił polskich. Dodatkowo powbijano kopie w gęstych zaroślach porastających te wzgórza. Tatarzy w obawie ataku bocznego, powstrzymali swe działania do czasu ściągnięcia przez Sobieskiego pozostających na innych kierunkach wojsk. Fortel ten dał więc czas Sobieskimu na skoncentrowanie sił i skanalizował działania Tatarów. Następnie atak husarzy ?z dzidami, których umyślnie król jm. kazał kilka tys. zrobić?4) w wąskim wąwozie, gdzie Tatarzy nie mogli wykorzystać swojej przewagi liczebnej, rozstrzygnął wynik bitwy na korzyść wojsk polskich5.

Podobnego fortelu zażył 24 lata wcześniej Jan Kazimierz w bitwie pod Beresteczkiem. Z tym, że w przeciwieństwie do Jerzego Teodorczyka, który stwierdził, że z uwagi na nieprzydatność kopii, husarze ?coraz częściej, jak np. pod Beresteczkiem w 1651r. czy Martynowem w 1624 r. walczyli bez kopii?6, husaria pod Beresteczkiem walczyła właśnie kopiami (o bitwie pod Martynowem czytaj kilka akapitów niżej). Świadczy o tym chociażby znaleziona tam ułamana kopia husarska, jak i następująca relacja z decydującego dnia bitwy (30 czerwca 1651): ?[...] pułk jm. pana Zamojskiego posiełkował, a zwłaszcza chorągiew usarska, która gdy skoczyła z kopiami, tedy tam tak ćma Kozaków uciekała, że aż trudno [opisać]? 7.

Widać też z tego jak piorunujące wrażenie wywoływał na Kozakach atak husarii dysponującej kopiami. Sam fortel polegał zaś na tym, że król Jan Kazimierz nakazał powbijać w obrębie taboru kopie husarskie w ziemię, aby stworzyć wrażenie, że w obozie pozostaje duży odwód wojsk8. Sam z resztą wojska uszykował się przed obozem. W sumie stworzyło to wrażenie olbrzymiej armii tak, że sam chan mamiony do tej pory szczupłością wojsk polskich, miał na ten widok powiedzieć: ?A co? Czy wytrzeźwiał wasz Chmielnicki, który mnie łudził płonnymi bajkami, że wojsko polskie słabe i młode??9.

Podkreślmy więc raz jeszcze ? husarz w przeciwieństwie do pancernego miał wybór, której broni użyć. To, że nie we wszystkich przypadkach użycie kopii było celowe, nie oznacza, że husaria jako jazda kopijnicza straciła na znaczeniu. Podkreślana przez XVII-to wiecznych obserwatorów wielozadaniowość tej jazdy świadczy właśnie o tym, że była to jazda bardzo wartościowa10. Wykonując zadania, które jako jedyna była w stanie wykonać (np. przełamywanie szyków pikinierskich), mogła także być użyta ? gdy sytuacja tego wymagała ? jak inne formacje.

Kopia husarska była bronią wymuszającą na przeciwniku stosowanie taktyki, która nie narażała go na bezpośrednie wystawienie się na ataki husarii (patrz rozdział Jazda a piechota). Samuel Maskiewicz ? porucznik chorągwi husarskiej biorącej udział walkach przeciwko Rosji na początku XVII-tego wieku ? podkreślał znaczenie kopii husarskich w walkach z Rosjanami. Z bitwy pod Kłuszynem pochodzi taka uwaga: ?Na koniec i to już nam było na małej pomocy, a zwłaszcza żeśmy i kopij wszystkich już postradali [...], a te są husarzowi bardzo potrzebne i tamtemu nieprzyjacielowi bardzo straszne?11.

O ile jednak w bitwie kłuszyńskiej husaria po prostu zużyła kopie, o tyle już w czasie walk ulicznych w Moskwie, Rosjanie zastosowali fortel, który skutecznie uniemożliwił husarii ich użycie. ?Działek polnych wnet z baszt dobyli i w ulicach zasadziwszy parzyli naszych. My co się do nich z kopiami pomkniemy, to się oni wnet zarzucą tamą, [w] pogotowiu stoły, ławki, klosty [tj. kloce, kłody] drew mając. My znowu chcąc ich od tych fortelów wywabić, to poczniem wrzkomo ustępować nazad. Oni w ręku to wszystko niosąc za nami postępują i aby najmniej postrzegą, że nasi ku nim się obracają, to wnet ulice wszystkie zarzucą.. Od tych tarasów [zapór] z rusznic bili, żeśmy im nic uczynić nie mogli. [Mając] pogotowie z górnic wszędzie, z okien, to z samopałów, to kamieńmi, to dragami przez dylowanie nas razili?12.

Jak widać najlepszym sposobem na husarskie kopie było niewystawianie się na ich bezpośredni atak. Opisane przez Maskiwicza ?tamy?, to nic innego jak umocnienia polowe, czy też znane chociażby z drugiej wojny światowej zapory uliczne. Sam zresztą sposób walki z husarią w mieście bardzo przypomina walkę z czołgami w miastach. Zapory przecinające w poprzek ulice stanowiły odpowiednią ochronę do ostrzeliwujących się zza nich żołnierzy.

Wymuszenie na przeciwniku obrony było samo w sobie olbrzymim osiągnięciem. Husaria samą swoją obecnością narzucała przeciwnikowi ograniczenia w jego planach rozwiązania bitwy. Wymuszenie na przeciwniku użycia umocnień polowych, ograniczało mobilność przeciwnika, ograniczało jego ?przebojowość?. Każde bowiem wyjście spoza umocnień groziło wystawieniem się na atak jazdy, przed której bronią nie potrafiono się bronić. Sebastian Cefali notował w 1665 r.: ?Chorągwie husarskie były prawie zarzucone podczas wojen z Kozakami i Tatarami, bo za mało się przydawały [do walki] z nieprzyjacielem, nieznającym porządnej sztuki wojowania. Ale gdy zaczęła się wojna ze Szwedem i Moskwą, powróciły znowu do dawnego znaczenia?13.

Opisana przez Cefaliego sytuacja jest prostą konsekwencją przedstawionych przez nas uwarunkowań i najlepiej świadczy o przydatności husarii i jej kopii na polach bitew. Tatarzy to przeciwnik, który był bardzo groźny przez to, że błyskawicznie się przemieszczał, uderzał niespodziewanie i niemal zawsze znacznie przeważał liczebnie nad wojskiem polskim. Słynne jest twierdzenie hetmana Żółkiewskiego, że ?Tatary gromić, to tak niepodobna, jako kiedy kto chciał ptaki w powietrzu latające pobić?14.

Z kolei taktyka walki Kozaków opierała się o wykorzystanie taboru i walce zza umocnień polowych. O przydatności husarii w zwalczaniu przeciwnika chronionego przez umocnienia polowe będzie jeszcze mowa, tutaj podamy tylko jeden cytat, który pokazuje nieprzydatność kopii w takiej sytuacji: ?Nie mając nigdzie dziury od taboru, nie lza było naszemu kopijnikowi, jeno spieszyć się z koni a rozerwać tabor; i tak uczynili?15.

Oba więc typy wojsk były dla husarii trudnym przeciwnikiem, bo Tatarów najpierw trzeba było ?przechwycić? i zmusić do walki a Kozaków zwalczać za umocnieniami polowymi. Do tego typu zadań husaria nie nadawała się tak dobrze jak inne typy wojsk (w przypadku Tatarów lepsza była jazda lekka a na Kozaków piechota). Jednak właśnie obecność husarii wymuszała na tych przeciwnikach stosowania takiej a nie innej taktyki. Kozacy byli zmuszeni do walki zza umocnień, bo nie mogli stawić czoła husarii w otwartym polu. Tatarzy byli zmuszeni do walki manewrowej i wykorzystywania zaskoczenia, bo nie byli w stanie nawiązać walki z husarią w szarży na wprost. Kiedy już jednak z różnych przyczyn doszło do takiej walki, to wyglądała ona mniej więcej tak jak w poniższym fragmencie opisu bitwy zborowskiej w 1649 r.: ?Po tym, gdy poczęło Tatarów przybywać, udali się ku prawemu skrzydłu; gdy tedy już nadeszły drugie pułki ich pod trzema buńczukami, nastąpili na prawe skrzydło [...] owa szarańcza biegając, haniebnie gęsto, że i patrzyć ledwie deło [dało się, było można], strzały puszczając [...]. Tak gęsto strzelając, jako klosze jakie, tak strzały przed końmi okreły pole. [...] A gdy murza i sami [Tatarzy] strzały mieli wypuszczać z cięciw, tedy zaraz czynili drudzy Tatarowie plac wolny, a tylko co wystrzeleli, zaraz ich kupami zasłaniali strzelając sami. [...] Gdy tedy tak już blisko nacierali, pan chorąży [husarskiej chorągwi nadwornej króla Jana Kazimierza tj. Jakub Michałowski], obawiając się, aby pod kopie nie podpadli, pomknąć się na kilka sążni z chorągwią do nich [rozkazał], gdzie Tatarowie zaraz wzad [tj. uciekli]?16.

Jak widać to nie kopie husarskie były nieprzydatne w walce z Tatarami, lecz to Tatarzy znając ich skuteczność woleli nie ryzykować i nie wystawiać się na uderzenia kopii husarskich. W walce z Tatarami kopie były przydatne, choć to nie znaczy, że niezbędne. Husarze będąc znacznie lepiej chronieni przez zbroje niż nielicznie tylko opancerzeni Tatarzy (większość Tatarów w ogóle nie używała uzbrojenia ochronnego), nawet bez kopii byli bardzo groźnym przeciwnikiem dla Tatarów. Z bitwy pod Ochmatowem w 1644r. pochodzi taki opis: ?[...] JMP hetman [...] kazał zaraz na nich [Tatarów] nastąpić p. Czarnieckiemu [...] z kilką chorągwi usarskich, przez [bez] kopijej będących, którzy z taką furyją na nich napadli, że się im obrócić nie dali?17.

Powtórzmy raz jeszcze - husaria czy to z kopiami, czy tez bez nich, stanowiła dla Tatarów bardzo groźnego przeciwnika. Tatarzy woleli unikać bezpośrednich starć z husarią, a z kolei największym problemem husarzy było doprowadzić właśnie do takiego bezpośredniego starcia. Temu właśnie celowi służył rozkaz Stanisława Koniecpolskiego, który chcąc przechwycić Tatarów: ?Rozesłał do rot uniwersały rozkazując, aby bez wielkich ciężarów, osobliwie usarze bez kopii, we zbrojach z muszkietami tylko, jako najprędzej ku Kamieńcu na Tatarzyszczach JM przejmowali?18.

Cała akcja zakończyła się bitwą pod Martynowem (1624r.) i pogromem Tatarów a zadecydowała o tym przede wszystkim błyskawiczna mobilizacja wojsk polskich i odpowiednio szybki pochód w miejsce koncentracji wojsk. Kopie husarskie jako te, które należało w czasie marszu przewozić na wozach, takiemu szybkiemu pochodowi tylko by przeszkadzały. Dlatego ich wożenie uznał hetman za zbędne jak i zbędne było ciągnienie za sobą ciężkich wozów, które hetman nakazał pozostawić w zamkach.

Czy to wszystko oznacza, że taktyka Tatarów czy Kozaków była gorsza? Oczywiście nie. Na wojnie liczy się tylko jedna rzecz ? skuteczność. Kozacy i Tatarzy walczyli inaczej niż szukający rozstrzygnięć w otwartej bitwie Polacy, lecz to nie znaczy, że ?nie znali porządnej sztuki wojowania?. Bo nie ma czegoś takiego jak ?porządna sztuka wojowania?. Jest tylko skuteczna lub nieskuteczna sztuka wojowania. Tatarzy i Kozacy na swój sposób rozwiązali problem zagrożenia ze strony husarii i jej kopii, więc trzeba nazwać ich taktykę skuteczną. Husarii jednak zawdzięczać należy, że ta taktyka była mniej skuteczna niż gdyby Kozacy i Tatarzy walczyli bez zagrożenia ze strony husarii i jej kopii.

Przejdźmy jednak do najbardziej fascynującej możliwości, jaką zapewniała tylko i wyłącznie husarska kopia ? do przełamywania szyków pikinierskich. Trudno powiedzieć, kiedy po raz pierwszy husaria spotkała się z pikinierami na polu bitwy. Z całą pewnością miała z nimi wielokrotnie do czynienia w XVII-tym wieku. Pod Kircholmem w 1605r. było kilka tysięcy szwedzkich pikinierów19, pod Kłuszynem w 1610r. żołnierze zaciężni z Europy zachodniej na żołdzie Rosjan, także używali pik20. O zwycięskich starciach husarii ze szwedzkimi pikinierami w Inflantach w latach dwudziestych XVII-tego wieku wspomina Pac21) i hetman Krzysztof Radziwiłł22. Z drugiej połowy tego wieku mamy chociażby opisy rosyjskich pikinierów z bitwy nad rzeką Basią (r.1660)23. Niestety nie znaleźliśmy nigdzie dokładnego opisu jak wyglądało starcie husarz-pikinier, jedynie krótkie wzmianki typu: ?Napadli [husarze] na spiśniki [tj. pikinierów], bo inaczej nie mogło bydź, przełomili nieprzyjaciela, nie bez szkody swojej?24.

Opisane tu zdarzenie miało miejsce w bitwie pod Kircholmem, gdy 300 husarzy Wincentego Wojny wraz z idącymi w posiłku 300 rajtarami kurlandzkimi uderzyło na pierwszy rzut piechoty szwedzkiej (ok. 3840 żołnierzy). Uderzyli i przełamali Szwedów, mimo pik piechoty i olbrzymiej dysproporcji sił. W samym starciu jazda poniosła jednak spore straty: zginęło 13 towarzyszy, 17 było rannych i utracono 150koni25. Do tego doliczyć trzeba straty w pocztowych.

Inny enigmatyczny opis starcia husarz-pikinier pochodzi z bitwy pod Kłuszynem: ?[...] sieła nasi w koniach przez mężne natarcie znosząc płoty, któremi zdradą nieprzyjaciel założył w obronie, a na spisy piersiami wpadając szkody odnieśli?26) W tym wypadku husaria miała podwójną przeszkodę, bo przed mieszanym szykiem pikiniersko-muszkieterskim stał płot. Uszykowaną za płotami piechotę przeciwnika opisuje uczestnik bitwy Samuel Maskiewicz: ?Niemcy [...] przy fortelach zwykłych stanąwszy jako przy błocie, przy płocie, przy gęstwinie pieszy, szkodzili nam, mając spiśników [tj. pikinierów] muszkietnicy?27.

Z tak uszykowaną piechotą poradzono sobie dopiero po odpędzeniu jej od płotu stojącego na zawadzie husarii. Od płotu jednak piechotę nieprzyjaciela odpędziła nie husaria, lecz piechota polska, która na miejsce bitwy przybyła z pewnym opóźnieniem. Niewiele wnoszą stwierdzenia typu: ?[...] którym kopijnik [tj. husarz] nie tylko jazdę ale i spiśnika, jako tego świeże przykłady były w Inflanciech, znosił?28 czy: ?Kopia dobra jest na spiśnika pieszego niemieckiego, [...] dla rozerwania i prześcignienia długością swoją?29.

Z tego wszystkiego dowiadujemy się tylko, że husarze walczyli i zwyciężali z pikinierami, że długość kopii miała tu zasadnicze znaczenie i że nie obywało się przy tym bez strat, szczególnie wśród koni. Ale kwestią otwartą pozostaje pytanie jak to robiono. Na to pytanie próbowali odpowiedzieć do tej pory tylko Jerzy Cichowski i Andrzej Szulczyński. Jednak według nas próba ta jest nieudana. O ile prawdziwym jest twierdzenie, że: ?Podczas ataku husarz trzymał kopię poziomo ? równolegle do ziemi, nieco tylko ku dołowi, zatem niemal prostopadle do stojącego celu ? pikiniera. Dlatego w momencie starcia kopia zyskiwała na długości w stosunku do stojącej naprzeciw spisy, końcem wbitej w ziemię i trzymanej przez pikiniera pod znacznym kątem?30.

O tyle, nie można się zgodzić z taką tezą: ?Dosięgnięty przez pędzącego z szybkością do 40 km na godzinę husarza stalowym grotem kopii piechur musiał paść i puścić pikę na pewno wcześniej, niż zdążył nią dotknąć piersi husarskiego rumaka?. Jak zawsze ?diabeł tkwi w szczegółach?. Jeśli podejdziemy do tego zagadnienia od strony nie jakościowej, lecz ilościowej, to okaże się, że ów ?zysk na długości? kopii w stosunku do pochylonej piki wynosi tylko kilka - kilkanaście cm (w zależności od długości piki i jej kąta pochylenia oraz od długości i kąta pochylenia kopii). Niestety te dodatkowe centymetry, jakie ?zyskuje? kopia, są zaledwie odrobieniem strat związanych z innym zjawiskiem. Husarz pochylając swą kopię do ataku nie wysuwa jej przecież całej przed pierś konia (w którą celuje pikinier). A liczy się właśnie to, jaka część kopii będzie wystawała przed końską pierś. Husarz ?tracił? przez to ok. 1,2 m długości kopii. Podobnie jest z pikinierem, dla którego istotne było, jak duża część piki znajduje się przed jego piersią. Pika także ?traci? na długości, gdyż jest oparta o cofnietą stopę pikiniera. Ale ta ?utrata długości? piki jest mniejsza niż w przypadku kopii i wynosi ok. 1m31. Gdy więc husarz pochyla swą np. 5-cio metrową kopię, to przed końską piersią znajduje się tylko jej 3,8 metrowy odcinek. Gdy zaś pikinier składa się swą np. 5-cio metrową piką, to przed jego piersią jest 4-ro metrowe drzewce. Dopiero tych kilkanaście dodatkowych centymetrów, które traci pika (gdyż jest pochylona pod większym kątem), pozwala na wyrównanie szans husarza i pikiniera.

Drugim problemem jest ten, że pika puszczona swobodnie nie zdąży upaść w tak krótkim czasie. Zakładając, że kopia ma 6m a pika 5m, czyli że z przodu końskiej piersi wystaje 4,8m drzewce a z przodu pikinera (uwzględniając już pochylenie kopii) ok. 3,8m, to zobaczymy, że husarz ma 1m przewagi długości drzewca nad pikinierem. Dużo to czy mało? Wydaje się, że dużo, ale zakładając prędkość konia wynoszącą 36km/h (tzn. 10m/s) zobaczymy, że husarz na rozpędzonym koniu przebywa ten odcinek w 0,1 sekundy. Jest to czas bardzo krótki ? za krótki, aby swobodnie puszczona pika mogła upaść, lub choćby tyko zejść z linii końskiej piersi. Wydaje się, że jedynym możliwym rozwiązaniem jest przyjęcie, że gdy pikinier był powalany przez uderzenie kopią w pierś, to podrzucał trzymaną kurczowo pikę tak, że jej koniec schodził z linii końskiej piersi. Uderzenie kopią było potężne. Sebastian Cefali w 1665r. pisał, że: ?[...] kopią jeździec, pędząc na koniu, przebić może na wylot zbroję?32.

Znacznie barwniej siłę uderzenia kopii opisuje siedemnastowieczny husarz a zarazem historyk Wespazjan Kochowski. Była to swego rodzaju replika dana siedemnastowiecznemu szwedzkiemu historykowi, który w następujący sposób opisywał sławne wydarzenie z bitwy warszawskiej z 1656r.: ?Kiedy husarz zagroził królowi kopią, król uchylił jego pchniecie rapierem [...]?33. Kochowski z oburzeniem odpisał: ?Zaprawdę, gdyby autor napisał, że kiedyś miał weń uderzyć piorun, a on to uderzenie odwrócił, zastawiwszy się kapeluszem, to mniej by się minął z prawdą niż utrzymując, że kopię pędzącego husarza można odbić rapierem [...]?34.

Widać z tego, że uderzenie kopią było bardzo silne. Człowiek, w którego taka kopia uderzyła, był odrzucany w tył jak bezwładny manekin. Trzymając kurczowo pikę w ręku, musiał ją pociągnąć za sobą. Wszystko to działo się w ułamku sekundy. Pozostaje jednak pytanie, jak husarze ze złamanymi kopiami pokonywali kolejne rzędy pikinierów? Pierwszy rząd nie był przecież jedynym. Za nim stali inni żołnierze z pikami wycelowanymi w husarzy. Najprawdopodobniej husarze po uderzeniu w pierwszy rząd pikinierów gwałtownie zatrzymywali konie, aby nie wpaść na gotowy do obrony drugi rząd. Było to zupełnie możliwe, gdyż husarze trenowali takie hamowanie koniem niemalże w miejscu. Husarz nawet po złamaniu kopii, dysponował wciąż dość długim jej ułamkiem. Mógł go użyć do roztrącania pik piechurów, mógł także sięgnąć po inną broń np. szablę. Możliwe jest także, że husarze z tylnych rzędów wchodzili do akcji i to oni swoimi kopiami powalali kolejne rzędy. W takich sytuacjach, po złamaniu kopii, użyteczne byłyby też pistolety, z których prowadzony ogień mógł wspierać walczących z przodu husarzy. Możliwości było wiele. Husarze mogli np. równocześnie z frontem szyku atakować jego skrzydła, które są najbardziej wrażliwą częścią każdej formacji. Mogli się też wycofać i ponowić atak w pełnym pędzie. Nie możemy też zapominać o efekcie psychologicznym, jaki wywoływał na pikinierach padający w jednej chwili pierwszy rząd. Żołnierze z tylnych rzędów mogli na taki widok panikować i porzucając broń rozpocząć bezwładną ucieczkę.

Przypisy

1) K. Górski, Historia jazdy polskiej, s. 67.

2) Kopie normalnie przewożono na wozach, jedynie w sytuacji gdy przewidywano bitwę, podbierano je z wozów. O wożeniu kopii na wozach wspomina np. Bogusław Maskiewicz (Pamiętnik Bogusława Kazimierza Maskiewicza, [w:] ?Pamiętniki Maskiewiczów? opr. Alojzy Sajkowski, s.255): ?[...] a także się swoim wozem, na którym kopie wiózł, pobłądził był [...]?.

3) Mikołaj Dyakowski, Dyaryusz wideńskiej okazyji, s. 82

4) ?Relacyja o potrzebie i transakcyjej z Tatarami, która się odprawowała 25 Augusti pod Lwowem, pod wsią Lisienicami? (cyt. za: Janusz Woliński, Materiały do wojny polsko-tureckiej, s. 219)

5) Opis na podst. Janusz Woliński, Bitwa pod Lwowem 1675 roku, s. 219-221.

6) Jerzy Teodorczyk, Bitwa pod Gniewem (22.IX.-29.IX.-1.X.1626). Pierwsza porażka husarii, [w:] SiMdHW, t. 12, cz.2, s. 170.

7) Diariusz nieznanego autorstwa znajduje się w III księdze woluminów J. Michałowskiego. PAN Kr. Rkps 2253/I, k.71v-81v. (cytat za: Mirosław Nagielski, Relacje wojenne z pierwszych lat walk polsko-kozackich powstania Bohdana Chmielnickiego okresu ?Ogniem i Mieczem? (1648-1651), s.249)

8) Romuald Romański, Beresteczko 1651, s.177.

9) Tamże, s. 179.

10) W 1633 r. Jakub Karol Madaliński pisał do Krzysztofa Radziwiłła: ?[...] proporców i drzewek nie mam, tedy nie chcąc omieszkiwać tej usługi, po rajtarsku się do WXM pospieszę?. AGAD, AR, dz.V, t.191 nr 9066; cyt. za Henryk Wisner: Wojsko litewskie w XVII wieku, SiMdHW, t.21, s.91). Husaria walczyła także jako piechota, gdy sytuacja tego wymagała. W rozdziale Jazda a piechota podajemy kilka przykładów, gdy husarze schodzili z koni i walczyli na szańcach. Teraz podamy przykład, jak spieszona husaria uczestniczyła w szturmie na mury Smoleńska w 1611r.: ?[...] ze czterech stron szturm do Smoleńska [...] takim sposobem: szedł pan kamieniecki z usarzami pułku swego [...] z drabinami [...]; pan Stefan Potocki starosta feliński szedł z usarzami do starego przełomu, przeciw któremu Moskwa [tj. Rosjanie] wały i przekop stary poprawiła?. Zob. O rekuperowaniu Smoleńska od Moskwy..., [w:] Konrad Zawadzki, Prasa ulotna za Zygmunta III, s.191). Husaria mogła zastępować także kozaków: ?Husarz, drzewko porzuciwszy, służy za rajtara; zbroję zdjąwszy za kozaka stanie?. Zob. Szymon Starowolski cyt. za: Jerzy Teodorczyk, Bitwa pod Gniewem (22.IX.-29.IX.-1.X.1626). Pierwsza porażka husarii, [w:] SiMdHW, t. 12, cz.2, s. 97)

11) Samuel Maskiewicz, Dyjariusz Samuela Maskiewicza. Początek swój bierze od roku 1594 po lata po sobie idące, [w:] Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i oficerów garnizonu polskiego w Moskwie w latach 1610-1612, s.168.

12) Tamże, s. 187.

13) Konstanty Górski, Historia jazdy polskiej, s. 65.

14) Leszek Podhorodecki, Sławne bitwy Polaków, s. 226.

15) Dyjariusz Samuela Maskiewicza, [w:] Moskwa w rękach Polaków..., opr. Andrzej Nowosad, s.190.

16) Diariusz ekspedycyjej zborowskiej, [w:] ?Relacje wojenne z pierwszych lat walk polsko-kozackich..., opr. Mirosław Nagielski, s.191-192.

17) Stanisław Oświęcim, Diariusz. Cyt. za: Zdzisław Spieralski, Jan Wimmer, Wypisy źródłowe do historii..., z. V, s. 280)

18) Pogrom tatarski, albo relacyja krótka zwycięstwa nad Tatarami..., [w:] Stanisław Przyłęcki Pamiętniki o Koniecpolskich, s. 250.

19) Interesujące są dwa źródła graficzne przedstawiające starcie pikinierów z husarzami pod Kircholmem. Jednym z nich jest miedzioryt z 1606 r. i stworzona na jego podstawie litografia G.Lauro (Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie) oraz odnaleziony przez Richarda Brzezinskiego obraz Petera Snayersa (Zamek Sassenage k. Grenoble). Ze źródeł pisanych wspomnieć można chociażby o ?Anonimowej relacji o bitwie pod Kircholmem? zamieszczonej w Zdzisław Spieralski, Jan Wimmer, Wypisy źródłowe do historii polskiej sztuki wojennej, z. V, str.184-185.

20) Samuel Maskiewicz, Dyjariusz Samuela Maskiewicza. Początek swój bierze od roku 1594 po lata po sobie idące, [w:] Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i oficerów garnizonu polskiego w Moskwie w latach 1610-1612, s.167 oraz: Anonimowa relacja o bitwie pod Kircholmem, [w:] Zdzisław Spieralski, Jan Wimmer, Wypisy źródłowe do historii polskiej sztuki wojennej, z. V, s.185.

21) ?[...] którym kopijnik nie tylko jazdę ale i spiśnika, jako tego świeże przykłady były w Inflanciech, znosił?. Józef Kazimierz Plebański, Obraz dworów europejskich na początku XVII w. przedstawiony w ?Dzienniku podroży królewicza Władysława syna Zygmunta III do Niemiec, Austryi, Belgii, Szwajcaryi i Włoch w roku 1624-1625? skreślony przez Stefana Paca pis. i refer. lit. star. preneńskiego, towarzyszącego królewiczowi w tej podróży, Wrocław 1854, s. 71-72.

22) Radziwiłł opisuje starcia, do jakich doszło 1 i 3 sierpnia 1622 r. pod zamkiem Mitawa. Brali w niej między innymi udział szwedzcy pikinierzy, którzy zostali pokonani przez piechotę wspartą jazdą kozacką. Po tym preludium z 1 sierpnia dwa dni później na większą skalę rozwinęła się bitwa, w której uczestniczyła husaria. Przybyło więcej piechoty szwedzkiej (ok. 2000), na którą szarżowały dwie chorągwie husarskie. Co ciekawe, rajtarskie chorągwie cudzoziemskiego zaciągu odmówiły szarżowania na Szwedów. Husaria przebiła się przez szwedzką piechotę, lecz nie posiłkowana przez inne chorągwie musiała się wycofać. Wojska szwedzkie także się wycofały. Straty husarii wyniosły dwóch zabitych. Opis na podst. Księcia Krzysztofa Radziwiłła sprawy wojenne i polityczne 1621-1632, s. 273-282.

23) Piszą o nich: Poczobut-Odlanicki (Pamiętnik. Jan Władysław Poczobut-Odlaniecki, opr. Andrzej Rachuba, s. 140,) który także wspomina o ranach od pik w jego chorągwi husarskiej, a także Jakub Łoś, Pamiętnik towarzysza chorągwi pancernej, s. 101.

24) Anonimowa relacja o bitwie pod Kircholmem, [w:] Zdzisław Spieralski, Jan Wimmer, Wypisy źródłowe do historii polskiej sztuki wojennej, z. V, s.185.

25) Henryk Wisner, Kircholm 1605, s.112.

26) Anonimowa relacja o bitwie pod Kłuszynem, [w:] Zdzisław Spieralski, Jan Wimmer, Wypisy źródłowe do historii polskiej sztuki wojennej, z. V, s.190.

27) Samuel Maskiewicz, Dyjariusz Samuela Maskiewicza. Początek swój bierze od roku 1594 po lata po sobie idące, [w:] Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i oficerów garnizonu polskiego w Moskwie w latach 1610-1612, s.167.

28) Józef Kazimierz Plebański, Obraz dworów europejskich na początku XVII w. przedstawiony w Dzienniku podroży królewicza Władysława syna Zygmunta III do Niemiec, Austryi, Belgii, Szwajcaryi i Włoch w roku 1624-1625 skreślony przez Stefana Paca pis. i refer. lit. star. preneńskiego, towarzyszącego królewiczowi w tej podróży, Wrocław 1854, s. 72.

29) Patrz przypis 1.

30) Te i kolejne cytaty z: Jerzy Cichowski, Andrzej Szulczyński, Husaria, s. 155-156.

31) Obie wartości autor uzyskał na drodze doświadczalnej.

32) Konstanty Górski, Historia jazdy polskiej, s. 64.

33) Wespazjan Kochowski, Lata potopu 1655-1657, s. 204.

34) Tamże, s. 204.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Polska króli elekcyjnych ogólnie”