Z Polski rodem

Wszystko co nie pasuje do pozostałych sekcji, a dotyczy tego okresu.
Awatar użytkownika
naiwniak
Posty: 97
Rejestracja: 04 gru 2010, 17:47

Z Polski rodem

Post autor: naiwniak » 04 sty 2013, 18:37

Z Polski rodem

Rządzili nie tylko nad Wisłą. Władców z Polski można znaleźć na wielu tronach w Europie, a nawet na egzotycznych, dalekich wyspach…

Zacznijmy od królowych – od żon europejskich władców, które przybyły do nich z kraju nad Wisłą. Przyczyny, dla których to na nie padł wybór, były różne. Na przykład król Francji Ludwik XV poślubił w 1725 r. Marię Leszczyńską, ponieważ była skromna, zrównoważona i bez rozbuchanych ambicji.

Prawie dwieście lat wcześniej Izabela Jagiellonka, córka Zygmunta Starego i Bony Sforzy, została żoną Jana Zápolyi, a poprzez to – królową Węgier. W tym wypadku liczyły się koneksje i polityczne sojusze z Madziarami.

Lista „eksportowych” polskich królowych, królewien, księżniczek i arystokratek jest długa. Osiągnięte przez nie pozycja i władza okazywały się zwykle dość symboliczne. To jednak były czasy rządów przede wszystkim mężczyzn.



W 1412 r. księżniczka mazowiecka i siostrzenica Jagiełły Cymbarka Piastówna poślubiła księcia austriackiego Ernesta Żelaznego – aby Jagiełło mógł zmontować koalicję przeciw rządzącej Świętym Cesarstwem Rzymskim dynastii luksemburskiej. Udało się: kolejnym cesarzem został Fryderyk III Habsburg, syn Cymbarki.

Nie przejawiał on jednak specjalnej życzliwości wobec państwa polsko-litewskiego. Na przykład podczas wojny trzynastoletniej liczył na zwycięstwo Krzyżaków. Najwyraźniej niezbyt dużo zostało mu piastowskiej i jagiellońskiej krwi w żyłach. Cymbarka przekazała w genach i jemu, i Habsburgom raczej coś innego: charakterystyczną zajęczą wargę.

Zdecydowanie mniej znamy konkretów o stosunku do Polski wnuka Mieszka I – Kanuta Wielkiego. Ten król Danii i Norwegii (a także pan na Pomorzu) zasłynął jako zdobywca Anglii. Ponoć uczestniczyły w tej wyprawie posiłki od wuja – Bolesława Chrobrego (matka Kanuta, Świętosława [Sygryda], była jego siostrą, zrodzoną z Dobrawy). Sojusznicze wsparcie, udzielone wikingowi przez władcę Polski, pozostaje jednak w sferze hipotez. Podobnie jak przypuszczenia, że Kanut pamiętał cokolwiek z polskiej mowy…



U sułtana i cara

Warto wspomnieć o dwóch młodych kobietach z Rzeczpospolitej szlacheckiej, które dotarły na szczyty władzy w dwóch mocarstwach – Turcji i Rosji – choć nie miały w żyłach ani kropli królewskiej krwi.

Roksolana, żona sułtana Sulejmana Wspaniałego, była wziętą w jasyr nastolatką z Rohatyna (niecałe 100 km na południowy wschód od Lwowa). Według niektórych źródeł nazywała się w rzeczywistości Aleksandra Lisowska, jednak brak na to jasnych dowodów. Na pewno trafiła do haremu sułtana, a tam zrobiła błyskotliwą karierę (bardziej dzięki usposobieniu i charakterowi niż urodzie). W końcu zakochany Sulejman pojął ją za żonę. Roksolana nie miała wielkiego wpływu na politykę sułtana, jednak z jej listów do króla Zygmunta Augusta można wnioskować, że zależało jej na utrzymaniu dobrych relacji między Rzeczpospolitą a Turcją. Być może miała ku temu jakieś sposoby. Wszak dzięki biegłości w pałacowych intrygach doprowadziła do tego, że to jej syn został następcą Sulejmana.

Z kolei Maryna Mniszchówna, córka wojewody sandomierskiego, wyszła za pretendenta do carskiego tronu – Dymitra Samozwańca. Powiodło mu się. Dzięki temu w 1606 r. osiemnastoletnia dziewczyna została koronowana w Moskwie na carową. Jednak nie chciała być tylko „dodatkiem” do swego męża. A kiedy ten padł ofiarą zbuntowanych bojarów i podburzonych mieszkańców Moskwy, rozpoznała go – rzekomo „cudem ocalonego” – w Dymitrze Samozwańcu II. Gdy i ten zginął, znalazła sojusznika w osobie kozackiego atamana Iwana Zaruckiego.

Ostatecznie bojarzy pozbawili ją praw do tronu. A nowo obrany car, Michał Romanow, krwawo rozprawił się z konkurencją. Zaruckiego złapał i wbił na pal. Kilkuletniego syna Maryny powiesił. Mniszchównę kazał zamknąć na zamku w Kołomnie, gdzie podejrzanie szybko zmarła. Rzeczpospolita dawno już wtedy o Marynie zapomniała, bo na carski tron czyhali Wazowie – Zygmunt III i Władysław IV…



Jagiellonowie z sąsiedztwa

Mało krzepiący jest też przykład Władysława Jagiellończyka – władcy Węgier i Czech, a syna króla Polski, Kazimierza Jagiellończyka. Walczył on o wpływy w regionie z kolejnym polskim królem, Janem Olbrachtem i przeciwdziałał objęciu władzy w Mołdawii przez Zygmunta (Starego), choć wszyscy trzej byli braćmi. To dowód, że w polityce nie ma sentymentów.

Dodajmy, że syn Władysława, Ludwik Jagiellończyk, zginął w walce z Turkami w bitwie pod Mohaczem w 1526 r. (choć w mniej epicki sposób niż król Polski i Węgier Władysław III Warneńczyk 82 lata wcześniej pod Warną). Tureckimi wojskami dowodził zresztą sułtan Sulejman Wspaniały, ukochany Roksolany z Rohatyna…

Cóż, szukać polskich tropów na europejskich tronach można długo i głęboko. Na przykład praprapradziadkiem księcia Karola (syna królowej Elżbiety II) jest Maurycy Hauke-Bosak – uczestnik powstania kościuszkowskiego i napoleoński generał. Jednak ciekawsze są historie awanturników z Polski, którzy swoje królestwa znaleźli na drugim końcu świata.



Na Madagaskarze i na Haiti

Maurycy Beniowski, konfederat barski, za walkę przeciw Rosji zesłany został na Kamczatkę. Uciekł stamtąd w 1771 r. do Europy przejętym carskim okrętem – przez Pacyfik, Ocean Indyjski i Atlantyk, po drodze zahaczając m.in. o Madagaskar. Na tę afrykańską wyspę wrócił w 1774 r. w służbie Francji. Zapanował nad miejscowymi plemionami, a te obwołały go w 1776 r. królem (ampansakebe), upatrując w Beniowskim potomka królewskiej rodziny Ramini.

Król Maurycy musiał stawić się w Paryżu przed zaniepokojonymi francuskimi władzami. Te nie pozwalały mu już wrócić na wyspę. Beniowski wyjechał więc do Ameryki, gdzie usiłował zrealizować pomysł wykorzystania Madagaskaru jako bazy korsarskiej przeciw Anglii w walkach o niepodległość USA. Nie przekonał Amerykanów do tak szeroko zakrojonych planów, ale z ramienia pewnej amerykańskiej firmy handlowej wrócił na wyspę w 1785 r. Zaczął przejmować Madagaskar z rąk Francuzów. Niestety, już rok później zginął w starciu z francuskimi żołnierzami…

Więcej szczęścia miał niejaki Faustyn Wirkus – urodzony w USA syn polskiego górnika. Jako sierżant marines służył w latach 1919–1925 na Haiti. Kiedy zaczął zarządzać wyspą Gonâve, miejscowi uznali go za wcielenie swego dawnego władcy. Niebawem ogłosili Faustyna królem. Rządził na wyspie przez 4 lata. Miał harem, poznał tajniki wudu, odnalazł też potomków polskich legionistów, wysłanych przez Napoleona na Haiti przeciw zbuntowanym niewolnikom.

Kiedy jednak strona amerykańska zaczęła robić „królowi Faustynowi” problemy, ten grzecznie wrócił do USA. W dawną rolę wcielił się już tylko w autobiografii Biały król Gonâve.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Polska króli elekcyjnych ogólnie”