O krok od tronu

Wszystko co nie pasuje do pozostałych sekcji, a dotyczy tego okresu.
Awatar użytkownika
stach
Posty: 518
Rejestracja: 19 cze 2010, 03:48

O krok od tronu

Post autor: stach » 02 mar 2013, 20:35

Obrazek
Kto nie marzył o polskiej koronie! Pamiętamy z Potopu Sienkiewicza, jak szwedzki władca – Karol X Gustaw – został ogłoszony w Kiejdanach królem przez część polskiej szlachty. Pamiętamy okrzyk „Vivat Carolus Gustavus rex!”. Ale nie udało mu się. I nie tylko Szwed musiał obejść się smakiem…


Portret Jakuba Ludwika Sobieskiego, koniec XVII w.
Są i mniej znane przykłady władców, którzy otarli się o nasz tron, ale w dramatycznych okolicznościach ponieśli klęskę. Weźmy choćby Jakuba Sobieskiego, syna Jana III. Miał realną szansę na tron, jednak został uwięziony w Saksonii przez rywala – Augusta II Mocnego. W sukurs przyszedł mu wtedy Stanisław Leszczyński. Kiedy w 1704 r. Leszczyński walczył z Augustem II Mocnym, zapowiedział, że zdobytą koronę odda właśnie Jakubowi. Oczywiście, gdy tylko Sobieski będzie wolny. Ten faktycznie został po jakimś czasie wypuszczony z saskiej niewoli, jednak pozwolono mu odejść pod warunkiem, że… zrezygnuje z walki o tron! Cóż, w tej sytuacji zdobyta korona dostała się Leszczyńskiemu.

Ale to jeszcze nic. Kilku pechowców było jeszcze bliżej polskiego tronu niż Sobieski. Zostali nawet ogłoszeni królami!

Pech Maksymilianów


William Scrots – Cesarz Maksymilian II, połowa XVI w.
12 grudnia 1575 roku cesarz Maksymilian II Habsburg, ciesząc się poparciem polskich senatorów, został ogłoszony przez prymasa Jakuba Uchańskiego królem. Nic jednak z tego, skoro potem większość szlachty temu się sprzeciwiła. Wolała Stefana Batorego i Annę Jagiellonkę, którzy dotarli do Krakowa szybciej od Habsburga i tam się koronowali. Od wojny domowej uratowała pewnie Rzeczpospolitą śmierć cesarza jesienią 1576 r.

Historia trochę powtórzyła się 22 sierpnia 1587 r. Część szlachty, niezadowolonej z wyboru na tron Zygmunta III Wazy, głosem biskupa kijowskiego Jakuba Woronieckiego oznajmiła, że królem będzie kto inny: arcyksiążę Maksymilian III (zresztą syn cesarza Maksymiliana II). Tym razem do wojny już doszło. Habsburg poniósł jednak w 1588 r. klęskę pod Byczyną i jego plany legły w gruzach. Wzięty do niewoli, trafił pod klucz. Uwolniono go w 1589 r., a tytułu króla Polski wcale się nie zrzekł. Używał go jeszcze długie lata. A że w międzyczasie został jeszcze wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego (istniejącego wprawdzie w już w zmienionej formie niż za czasów świetności), to mieliśmy poniekąd niekoronowanego króla-Krzyżaka!

Nieszczęsny Mieszko Bolesławowic

Tacy niedoszli królowie to specjalność nie tylko czasów wolnej elekcji. W 2. połowie XI w. wygnany z kraju Bolesław Szczodry (Śmiały) – którego zastąpił brat Władysław Herman – miał syna o imieniu Mieszko. Dorastający na Węgrzech młodzieniec był silnym kandydatem na kolejnego władcę. A zatem osobą bardzo niewygodną dla Hermana.

Jak opisał kilkadziesiąt lat później Gall Anonim, Mieszko znakomicie się zapowiadał: „Tego chłopca wychowywał po śmierci ojca król węgierski Władysław (Święty) i kochał go miłością ojcowską jak syna. Sam zaś chłopiec istotnie przewyższał wszystkich zarówno Węgrów, jak Polaków szlachetnymi obyczajami i pięknością i zwracał na siebie uwagę wszystkich jawnymi dowodami, pozwalającymi wróżyć mu przyszłe panowanie”.

Najwyraźniej ludzie, którzy tego się obawiali, uknuli spisek: „Stryj jego, książę Władysław, postanowił wezwać chłopca – pod złą wróżbą – z powrotem do Polski i ożenić go (…) z ruską dziewczyną. (…) Lecz wrogi pomyślności śmiertelny los w boleść zamienił wesele i w kwiecie wieku przeciął nadzieję (pokładaną w) jego zacności. Powiadają mianowicie, że jacyś wrogowie z obawy, by krzywdy ojca nie pomścił, trucizną zgładzili tak pięknie zapowiadającego się chłopca; niektórzy zaś z tych, którzy z nim pili, zaledwie uszli niebezpieczeństwu śmierci”.

Pozostał żal po zmarnowanym, utalentowanym księciu. „Skoro zaś umarł młody Mieszko, cała Polska tak go opłakiwała, jak matka śmierć syna jedynaka (…) Nie czyta się też [nigdzie], aby śmierć jakiegokolwiek króla czy księcia nawet u barbarzyńskich narodów opłakiwana była tak długo i żałośnie” – napisał Gall Anonim.

Niespełniony Kaźko


Mniej tragiczny, ale chyba jeszcze bardziej pechowy był los wnuka Kazimierza Wielkiego, jego niedoszłego następcy na polskim tronie. Mowa o pomorskim księciu Kaźku Słupskim.

Kazimierz Wielki, nie mając męskiego potomka, adoptował wnuka w 1369 r., około rok przed swoją śmiercią. Król związany był jednak paktem z węgierskim władcą Ludwikiem (siostrzeńcem polskiego władcy). Umowa ta stanowiła, że to Węgier obejmie po nim tron, jeśli Piast nie doczeka się potomka z legalnego łoża.

Inna sprawa, że Ludwik też nie miał męskiego następcy. Przewidując taki rozwój wydarzeń, Kazimierz Wielki nadał w testamencie Kaźkowi – swemu usynowionemu wnukowi – szereg ziem, mających ułatwić mu w przyszłości starania o polską koronę.

Na niewiele jednak to się zdało, bo po śmierci króla Kazimierza testament został zaskarżony przez Ludwika i anulowany przez sąd. Polska szlachta w zasadzie nie protestowała. Kaźko stracił swoje nadania i szanse na tron, zresztą w 1377 r. zginął wskutek ran odniesionych podczas oblężenia Złotoryi. A polski tron po śmierci Ludwika Węgierskiego (1382) polscy panowie ofiarowali córce zmarłego, Jadwidze.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Polska króli elekcyjnych ogólnie”