Czy Ziemia należała kiedyś do olbrzymów? -info ze strony Onet.pl

Tworząc „Ciekawostki historyczne” wyszliśmy z prostego założenia: tak naprawdę każdy lubi historię o ile jest to historia odpowiednio przedstawiona. W dziale tym zajmujemy się odkryciami, kontrowersjami, przypadkami przeplatania się historii z życiem codziennym i ze współczesnością.
IsabellaK
Posty: 529
Rejestracja: 07 cze 2011, 14:50

Czy Ziemia należała kiedyś do olbrzymów? -info ze strony Onet.pl

Post autor: IsabellaK » 30 cze 2014, 08:46

http://strefatajemnic.onet.pl/extra/czy ... ymow/13x7j
cytat z tekstu ponizej .."O olbrzymach na Atlantyku pisał już w czasach Chrystusa Claudius Aelianus, autor prac "Variae Historiae" i "De Natura Animalium". „Gdzieś na Atlantyku istnieją mężczyźni dwukrotnie wyżsi niż ludzie. Przywykli do tego klimatu i żyją od nas dwa razy dłużej”....

O ich istnieniu świadczą niezwykłych rozmiarów kości znajdowane na całym świecie oraz legendy i podania, żywe zwłaszcza wśród Indian amerykańskich. Uczeni jednak nigdy nie poświęcali się gromadzeniu i analizie tych świadectw – prawdopodobnie dlatego, że ich zdaniem istnienie olbrzymów jest niemożliwe.

W Genesis, rozdział 6, wiersz 4, czytamy, co następuje: „W owych czasach, gdy synowie boży obcowali z córkami ludzkimi, byli na ziemi olbrzymowie, których im one urodziły, to mocarze z dawien dawna sławni”.
Najbardziej znanym wśród olbrzymów opisanych w Biblii jest monstrualny filistyński wojownik Goliat z Gath. Księga Samuela opowiada, że Goliat został pokonany przez pasterza owiec, Dawida, który później został królem Izraela. Goliat, zgodnie z biblijnym opisem, miał ponad sześć łokci wzrostu, czyli około trzech metrów. Jego uzbrojenie ważyło około 420 kg, a metalowy oszczep osiągał wagę co najmniej 50 kg.

Znamy mnóstwo opowieści o olbrzymach, których lękają się władcy i wodzowie. W mitologii greckiej występuje Enceladus, olbrzym, który walczył z Zeusem; został rażony piorunem i Zeus nakrył go wulkanem Etna. Innym olbrzymem był Typhous, od którego wzięło początek słowo tyfon. Pochodził z ludu, który także był ciężko doświadczony gromami Zeusa.

W XIV wieku w Trapani na Sycylii odkopano szkielet rzekomego Polyphemusa, jednookiego króla Cyklopów, o 9 metrach długości. Indianie z Delaware opowiadają, że w dawnych czasach na wschód od Mississipi żyła rasa olbrzymów zwanych Alligewi, którzy nie chcieli ich przepuszczać przez swoje tereny. Indianie wypowiedzieli im wojnę i w końcu przepędzili ich. Siuksowie znają podobną legendę. W Minnesocie, gdzie mieszkali, pojawiła się rasa olbrzymów, których Siuksowie, jak opowiadają, wycięli w pień. Kości olbrzymów leżą jeszcze podobno w ich ziemi.

Na górze Shri Pada w Sri Lance widnieje głęboki odcisk męskiej stopy gigantycznych rozmiarów: ma 168 cm długości i 75 cm szerokości! Legenda głosi, że jest to odcisk stopy naszego praojca Adama. Wspomina o tym w XVI w sławny chiński nawigator, admirał Cheng Ho: "Na wyspie znajduje się góra tak wysoka, że jej szczyt sięga chmur. Na szczycie widnieje pojedynczy odcisk męskiej stopy. Wgłębienie w skale dochodzi do dwóch chi’ich, a długość stopy przekracza osiem chi’ich. Mówią tutaj, że ślad ten zostawił święty A-tan, praojciec ludzkości…".

W roku 1577 w Lucernie znaleziono ogromne ludzkie kości. Władze zwołały czym prędzej naukowców, którzy pracując pod kierunkiem sławnego wówczas anatoma, dra Felixa Platera z Bazylei, stwierdzili, że są to szczątki mężczyzny o wzroście 5,8 metra!

W 36 lat później Francja odkryła własnego olbrzyma, którego szczątki znaleziono w grocie w pobliżu zamku Chaumont. Człowiek ten miał mierzyć 7,6 metra! W grocie znaleziono gotycką inskrypcję „Tentobochtus Rex” oraz monety i medale pozwalające przypuszczać, że odkryto doczesne szczątki króla Cimbri.

Europejczycy, którzy zaczęli badać Amerykę Południową, także opowiadali o ludziach olbrzymiego wzrostu. Wysunięta najbardziej na południe część Argentyny i Chile została przez Magellana nazwana Patagonią od hiszpańskiego pata – kopyto, bowiem znaleziono tam ślady stóp przypominających wielkie kopyta. W roku 1520 załoga Magellana natknęła się w Port San Julian na olbrzyma, którego pojawienie się odnotowano w dzienniku pokładowym:

„Człowiek ten był tak wysoki, że my ledwie sięgaliśmy mu do pasa, a jego głos brzmiał jak ryk wołu”.

Ludziom Magellana udało się nawet podobno schwytać dwóch olbrzymów, którzy jednak, zakuci na pokładzie w łańcuchy, nie przeżyli podroży. Ponieważ ich zwłoki okropnie śmierdziały, wyrzucono je do morza.

Brytyjski podróżnik i odkrywca, Francis Drake, opisuje, że w r. 1578 wdał się na południowoamerykańskim lądzie w potyczkę z olbrzymami, których wzrost sięgał 2,8 metra. Drake stracił w tej walce dwóch ludzi.

Coraz więcej odkrywców spotykało w swych podróżach olbrzymów i dokumentacja na ich temat rosła. W roku 1592 Anthony Knyvet skonstatował, że wzrost znanych olbrzymów wynosi średnio od 3 do 3,5 metra. Inni podawali zbliżone dane.

Kiedy jednak Karol Darwin wylądował w XIX wieku w Patagonii, nie znalazł już po olbrzymach ani śladu. Wcześniejsze informacje odrzucono więc jako grubo przesadzone. Ale opowieści o olbrzymach wciąż napływały z innych regionów. Inkowie nadal opowiadali, że olbrzymy w regularnych odstępach czasu zstępują z obłoków, by żyć z ich kobietami.

Często trudno określić różnicę pomiędzy bardzo wysokim człowiekiem a olbrzymem. Dla Pigmeja człowiek o wzroście 180 cm jest prawdopodobnie olbrzymem. Jednak wszyscy mający ponad dwa metry muszą być chyba zaliczani do kategorii olbrzymów.

Takim właśnie olbrzymem był Irlandczyk Patrick Cotter. Urodził się w 1760 roku, umarł w 1806. Sławny z powodu swojego niezwykłego wzrostu, był postacią dobrze znaną w całej Wielkiej Brytanii, bo zarabiał na życie pokazując się w cyrkach i na jarmarkach. Patrick Cotter mierzył dokładnie 2 metry i 56 centymetrów.

W tym samym czasie żył w Stanach Zjednoczonych Paul Bunyan, drwal, o którym krążą liczne legendy. Podobno hodował on łosie jako zwierzęta domowe, a kiedy pewnego razu został zaatakowany przez bawoła, bez trudu skręcił mu kark. Współczesne świadectwa podają, że Bunyan miał 2,8 metra wzrostu!

"Najdziwniejszym artykułem, jaki kiedykolwiek przechowywało towarzystwo kolei żelaznych, są obecnie szczątki irlandzkiego olbrzyma. Ta monstrualna figura została odkopana przez niejakiego pana Dyora. który poszukiwał rud żelaza w pobliżu St. Patrick, w County Antrium w Irlandii. Podstawowe wymiary olbrzyma są następujące: wysokość 3,6 metra. Objętość klatki piersiowej: 1,95 metra. Prawa stopa ma sześć palców. Waga 350 kilogramów. Potrzebowano tuzina ludzi oraz dźwigu, by ulokować ten «artykuł» w magazynie. Dyer prezentował swoje niezwykłe znalezisko w Dublinie, a teraz przybył do Anglii. Odwiedził już Liverpool i Manchester, gdzie zadziwił zarówno widzów, jak i uczonych. Ten zmumifikowany tytan jest niezwykły. Mimo swoich ogromnych rozmiarów jest bardzo proporcjonalnie zbudowany. Leży w wielkiej skrzyni, z rękami skrzyżowanymi na piersiach i głową lekko przechyloną na bok, jakby pogrążony we śnie. Wydaje się, że drzemie w nim kolosalna, uśpiona chwilowo siła".

W angielskich archiwach znajdujemy też bardzo interesujący dokument, a mianowicie "History and Antiquities of Allerdale". Praca ta jest zbiorem pieśni ludowych, legend i opowieści o Cumnerland i opowiada m.in. o odkryciu, kiedyś w średniowieczu, zwłok ogromnych rozmiarów. „Wspomnianego olbrzyma pochowano na głębokości czterech metrów w miejscu, gdzie obecnie znajduje się pole uprawne, a grób oznaczono ustawionym pionowo kamieniem. Zwłoki miały 4,5 metra długości i zostały złożone do grobu w pełnym uzbrojeniu. Miecz i topór bojowy zmarłego leżały przy jego boku. Miecz miał ponad dwa metry długości i 45 cm szerokości”.

W Irlandii Północnej znajduje się 40 000 ciasno obok siebie wbitych w ziemię, stożkowatych, sześcio- i pięciobocznych słupów, z wypukłymi i wklęsłymi zakończeniami, które uważa się za naturalne formacje. Stare legendy opowiadają jednak, że są to pozostałości wzniesionego kolosalnego mostu, który łączył Irlandię ze Szkocją.

Olbrzymom przypisuje się też "mamucie" schody prowadzące w głąb Atlantyku na północ od Puerto Rico. Ich stopnie mają po 2,4 m i ciągną się na przestrzeni 8 km, wbijając się w końcu w szelf kontynentalny. O olbrzymach na Atlantyku pisał już w czasach Chrystusa Claudius Aelianus, autor prac "Variae Historiae" i "De Natura Animalium". „Gdzieś na Atlantyku istnieją mężczyźni dwukrotnie wyżsi niż ludzie. Przywykli do tego klimatu i żyją od nas dwa razy dłużej”.

Wiosną 1969 roku we Włoszech przeprowadzono prace wykopaliskowe i dziewięć kilometrów na południe od Rzymu odsłonięto 50 oblicowanych cegłą trumien. Nie było na nich nazwisk ani żadnych inskrypcji. Wszystkie zawierały kości mężczyzn o wzroście od 200 do 230 cm. Bardzo wysokich, jak na Italię.

Archeolog, dr Luigi Caballucci, stwierdził, że mężczyźni ci zmarli mając 25-40 lat. Ich zęby były w zdumiewająco dobrym stanie. Nie ustalono niestety, kiedy dokładnie miał miejsce ten zbiorowy pochówek, ani w jakich okolicznościach do niego doszło.

I tak przybywa znalezisk. W różnych krajach. Najbardziej frapujące pytanie: skąd się biorą olbrzymy? – pozostaje jednak nadal bez odpowiedzi.

Pisarz francuski, Denis Saurat, sformułował fascynującą teorię. Zastanawiając się nad tym, co mogłoby się stać, gdyby jakieś inne ciało niebieskie zaczęło się coraz bardziej zbliżać do Ziemi, doszedł do wniosku, że efektem takiego wydarzenia byłby gwałtowny wzrost przyciągania ziemskiego. Przypływy mórz byłyby silniejsze, a to oznaczałoby zalewanie lądów. Innym, mniej powszechnie znanym skutkiem takiego stanu rzeczy, miałoby być olbrzymienie roślin, zwierząt i… ludzi, osiągających wzrost do pięciu metrów. Według tej teorii, rozmiary żywych organizmów zwiększają się wraz z nasileniem się promieniowania – w tym wypadku kosmicznego.

„Zwiększone promieniowanie, także kosmiczne, daje na pewno dwa efekty: wywołuje mutacje oraz uszkadza bądź przekształca tkanki. Pewną ilustracją teorii o wpływie promieniowania na wzrost mogłyby być wydarzenia z roku 1902 na wyspie Martynika, gdy wybuchł tam wulkan Mount Pele, pochłaniając 20 000 ofiar w St. Pierre. Bezpośrednio przed wybuchem nad kraterem wulkanu utworzyła się purpurowa chmura, złożona z gęstych gazów i pary wodnej. Chmura ta rozrastała się do niebywałych rozmiarów i rozprzestrzeniła się nad całą wyspą, której mieszkańcy wciąż jeszcze nie wiedzieli, co im grozi. Nagle z wulkanicznej góry wystrzelił słup ognia wysokości 1300 stóp. Od ognia zajęła się owa chmura, która płonęła w temperaturze ponad 1000°C. Zginęli wszyscy mieszkańcy St. Pierre z wyjątkiem jednego, który siedział akurat w celi miejskiego więzienia, chroniony grubymi murami. Zrujnowanego miasta nigdy nie odbudowano, ale życie biologiczne na wyspie odradzało się szybciej, niż można było przypuszczać. Powróciły rośliny i zwierzęta – tyle tylko, że wszystkie były teraz znacznie większe: psy, koty, żółwie, jaszczurki, a także insekty były większe niż kiedykolwiek przedtem i każda następna generacja była większa od poprzedniej”.

Władze francuskie ulokowały u stóp wulkanu stację naukową i wkrótce stwierdzono, że mutacje zwierząt i roślin są wynikiem promieniowania wysyłanego przez minerały wyrzucone w czasie wybuchu wulkanu. Promieniowanie to miało wpływ także na ludzi: szef ośrodka badawczego, dr Jules Graveure, urósł o 12,5 cm, a jego asystent, dr Pouen – o 10 cm. Stwierdzono, że napromieniowany pęd rósł trzy razy szybciej niż normalnie i rośliny osiągały w ciągu sześciu miesięcy taki poziom rozwoju, na jaki w normalnych warunkach potrzebowałyby dwóch lat.

Pewna odmiana jadowitej jaszczurki, zwana copa, która przedtem mierzyła ok. 20 cm, przekształciła się w małego smoka o długości 50 cm, a jej ukąszenie, dawniej nieszkodliwe, stało się teraz bardziej niebezpieczne niż jad kobry. Ów dziwny fenomen nienormalnego wzrostu zanikał, gdy te rośliny i zwierzęta wywieziono z Martyniki. Na samej wyspie promieniowanie osiągnęło apogeum w pół roku po wybuchu, później zaś jego nasilenie zaczęło powoli wracać do normalnego poziomu.

Czyżby więc coś podobnego – może w większej jeszcze skali – zdarzyło się kiedyś w przeszłości? Zwiększone dawki promieniowania mogły ułatwiać powstanie nienormalnie wielkich organizmów. Teoria ta znajduje też pewne potwierdzenie w fakcie, że olbrzymie zwierzęta istniały na Ziemi jeszcze długo po wyginięciu dinozaurów.

Wielkoludy XX i XXI wieku
Bao Xishun (Xi Shun, ur. 1951 w Chinach) – pochodzący z Chifeng mieszkaniec Mongolii Wewnętrznej, w latach 2005-2009 wpisany do księgę rekordów Guinnessa jako najwyższy człowiek świata. Oficjalny pomiar jego wzrostu dokonany w szpitalu w Chifeng wykazał 236,1 cm, co spowodowało, że 15 stycznia 2005 został uznany przez księgę rekordów Guinnessa za najwyższego żyjącego człowieka świata.

W sierpniu 2007 niektórzy uważali, że najwyższym człowiekiem jest Ukrainiec Leonid Stadnik (miał mieć 257 cm). W roku 2008 Bao Xishun odzyskał tytuł, gdy Ukrainiec nie pozwolił na zrobienie sobie pomiarów w sposób wymagany przez procedury Księgi Rekordów Guinessa. Tytuł utracił ponownie w 2009 roku, gdy wykonano pomiary wzrostu Turka Sultana Kösena (246,5 cm).

W grudniu 2006 rozgłos przyniosła mu interwencja w akwarium w ogrodzie zoologicznym w Fushun, gdzie został poproszony o wyjęcie ciał obcych z żołądków dwóch delfinów. Bao Xishun wydostał poprzez pyski delfinów kawałki plastiku, wykorzystując swoje ręce o długości 106 cm. W marcu 2007 Xishun ożenił się z 29-letnią Xia Shujuan, mającą 1,68 m wzrostu, mieszkanką jego rodzinnego miasta. W październiku 2008 roku para doczekała się syna.
Autor: Janina Martyn, Źródło: Nieztejziemi.org


ODPOWIEDZ

Wróć do „Ciekawostki historyczne na HistoriaPolski.eu”