O Leszku Moczulskim - spokojnie

Zamieszczony katalog zawiera książki z dziedziny historii Polski. Jest to swoisty przewodnik po literaturze poświęconej historii naszego państwa. Katalog jest podzielony na kategorie, aby usprawnić wyszukanie konkretnej pozycji.
Awatar użytkownika
stach
Posty: 518
Rejestracja: 19 cze 2010, 03:48

O Leszku Moczulskim - spokojnie

Post autor: stach » 21 mar 2013, 00:20

"[…] fakty teoriom bowiem przeczą, a to jest karygodną rzeczą".

Janusz Szpotański

Jestem nieco zdumiony, że to nie autor pracy „SB wobec Leszka Moczulskiego w latach 1969-1977” odpowiada na moją recenzję („Chroń mnie Panie od takich przyjaciół…”, www.historycy.pl). Tym bardziej, że Piotr Plebanek zamieścił ją w całości na pewnym forum internetowym i opatrzył komentarzem: „Pierwsza b. krytyczna recenzja mojej książki. Być może powiecie, że nie warto tego zamieszczać, bo jest obraźliwe... a ja chciałbym jeszcze raz zwrócić uwagę na argumentację olszewików. Niech piszą jak najwięcej!”. Dlaczego Plebanek uważa, że jestem „olszewikiem” i co to w ogóle dzisiaj znaczy? Szczęśliwie nigdy nie należałem do żadnej partii i nie mam w związku z tym mentalnych kłopotów ze światem polityki.

Mój polemista Mirosław Lewandowski broni np. marnych skanów papierów bezpieki, zamieszczonych w książce Plebanka, pisząc, że autor takie dostał w IPN-ie. Zgoda, tylko że istnieją zasady publikacji źródeł historycznych, które Plebanek – jako absolwent Instytutu Historycznego UW – powinien znać. Dokumenty się przepisuje, opatruje przypisami itd. Bo przecież nie śmiem podejrzewać, że autora rozzłościło to, iż dokumenty przeczą jego spekulatywnej teorii, więc specjalnie opublikował je tak, żeby były nieczytelne.

W ogóle polemika z Lewandowskim jest dość trudna z tej racji, że przeszłość Leszka Moczulskiego jest dla niego kwestią wiary i jako taka nie może być przedmiotem weryfikacji naukowej, sądowej ani żadnej innej. Lewandowski nie chce przyjąć do wiadomości, że Moczulski został w 1969 r. pozyskany do współpracy przez bezpiekę jako TW „Lech”, a przedtem przez wiele lat był usłużnym wobec władzy publicystą.

Lewandowski zarzuca mi np, że insynuuję Moczulskiemu autorstwo tekstu „O ludziach z UB – spokojnie”. I tu mój polemista myli się głęboko. To nie tak, że Leszek Moczulski „podobno” był autorem tego tekstu tylko on nim po prostu był! Moczulski przyznał się do autorstwa tego specyficznego tekstu. (por. K. Persak, Sprawa Henryka Hollanda, Warszawa 2006, s. 116)

Tekst Leszka Moczulskiego „O ludziach z UB – spokojnie” z końca 1956 r., podpisany pseudonimem „Jerzy Wiatr”, zawiera takie smaczne fragmenty: „…W imię czego dzieje się krzywda wielu uczciwym, oddanym bez reszty partii i socjalizmowi ludziom? (…) Jeszcze przed likwidacją Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zaczął się wśród pracowników BP oddolny proces odnowy. (…) Widać to było najlepiej w dniach października, kiedy to aparat bezpieczeństwa jak mur stanął po stronie żądań narodu [sic!] (…) pod presją ogółu pracowników w ostatnich tygodniach wiele osób z kierownictwa bezpieczeństwa publicznego zostało zmuszonych do ustąpienia. Trzeba oddzielić ziarno od plewy. …” (por. S. Marat, J. Snopkiewicz, Ludzie bezpieki, Warszawa 1990, ss. 262-263)

Kolejny przykład zaangażowanej publicystyki Moczulskiego z tego czasu dotyczy głośnej sprawy porwania Bohdana Piaseckiego, syna Bolesława szefa PAX-u. Chłopak został uprowadzony 22 stycznia 1957 r. (i najpewniej tego dnia zamordowany, zwłoki odnaleziono 8 grudnia 1958 r.). Motywy i sprawcy są nieznani: mówiono, że to Żydzi, albo że bezpieka lub że to dintojra w ramach aparatu władzy. W każdym razie organy śledcze i sądownicze nie paliły się do badania tej sprawy, bezpieka od czasu do czasu do niej wracała, żeby przesłuchiwać ludzi w tych sprawach, które jej były aktualnie potrzebne.

Reportaż Leszka Moczulskiego, Zdzisława Szałkiewicza i Jerzego Woydyłły pt. „Zagadka cichej uliczki”, datowany 31 stycznia 1957, ukazał się w piśmie „Dookoła świata” 10 lutego 1957 r. Tekst jest mocno insynuacyjny, wynika z niego, że 16-letni Bohdan Piasecki porwał się sam, a najpewniej jacyś jego bliscy znajomi lub rodzina przeszmuglowali go za granicę. Cytuję ze wstępu do tekstu: „Po Warszawie krążą plotki, iż przed trzema laty, Bohdan miał w poszukiwaniu przygód próbować ucieczki na szwedzkim statku zagranicę.” Kolejny cytat: ”Dlaczego [porywacze] żądali dolarów? Czyżby chcieli uciec zagranicę? Jeżeli tak to dlaczego podali tak niską (jak na stosunki zagraniczne) sumę?”. I wreszcie na zakończenie tekstu: „Gdzie jest Bohdan Piasecki? W Warszawie, poza Warszawą, zagranicą?”

Skoro nie znamy sprawców, ani motywów zbrodni, to i nie jesteśmy w stanie stwierdzić komu dokładnie zależało na produkowaniu takich manipulacji medialnych. Z pewnością jednak ludzie ci stali po ciemnej stronie Mocy w warunkach PRL-u Anno Domini 1957.

Gdy powstawał KOR Jacek Kuroń kojarzył Moczulskiego właśnie jako autora propagandowych broszur. Jak wspominał: „W tym czasie u Wojtka [Ziembińskiego] spotkałem po raz pierwszy w życiu Leszka Moczulskiego. Dotąd kojarzył mi się tylko z antyamerykańskimi i antyniemieckimi broszurkami oraz publicystyką w Stolicy, więc słusznie czy nie, z moczarowską frakcją w PZPR” (J. Kuroń, Wiara i wina. Do i od komunizmu, Warszawa 1990, s. 357)

Skojarzenie nader trafne, czego dowodzi antyniemiecka broszurka „Szpony czarnego orła” autorstwa Moczulskiego, wydana w 1969 r. w Wydawnictwie MON w nakładzie 60 tys. egzemplarzy. Książeczka nie wiedzieć czemu wyszła w serii „Sensacje 20. wieku”, bo jest nudna i sztampowa. Oczywiście powiela wszystkie kalki pojęciowe tego czasu, streszcza to, co o NRF, USA i NATO mówił Władysław Gomułka i co w swoich wstępniakach pisała „Trybuna Ludu”. Jedynie dialogi generałów Bundeswehry były nieco żywsze, pewnie zresztą w całości zmyślone.

Jan Józef Lipski również wspominał o dystansie KOR-owców wobec Moczulskiego, którego powodem były nie tylko wcześniejsze dokonania publicystyczne tego ostatniego: „To wszystko nie stwarzało właściwej atmosfery do rozmów, tym bardziej, że sam Moczulski utrudniał, zapewne, mimo woli, jej polepszenie, opowiadając członkom KOR-u dziwne historie o propozycjach otrzymanych w KC PZPR – oczywiście odrzuconych przez niego – powołania równoległej do KOR-u, konkurencyjnej organizacji.” (J. J. Lipski, Komitet Obrony Robotników. Komitet Samoobrony Społecznej, Gliwice 1988, s. 103). Nawiasem mówiąc, świadectwo Lipskiego współgra mi z „Memoriałem” Leszka Moczulskiego z 21 grudnia 1976 r. o sytuacji w kraju, który autor przekazał bezpiece, a który Plebanek zamieścił w swojej książce.

Reasumując, wszystko wskazuje na to, że pozytywny przełom w biografii politycznej Leszka Moczulskiego nastąpił w II połowie lat 70. Przedtem było bardzo różnie.

Michał Kurkiewicz

ODPOWIEDZ

Wróć do „Książki historyczne”