Bezpieczeństwo Rzeczypospolitej w epoce Odrodzenia

Zamieszczony katalog zawiera książki z dziedziny historii Polski. Jest to swoisty przewodnik po literaturze poświęconej historii naszego państwa. Katalog jest podzielony na kategorie, aby usprawnić wyszukanie konkretnej pozycji.
Awatar użytkownika
stach
Posty: 518
Rejestracja: 19 cze 2010, 03:48

Bezpieczeństwo Rzeczypospolitej w epoce Odrodzenia

Post autor: stach » 21 mar 2013, 00:22

Trafiło do moich rąk opracowanie na tyle dziwne, że nie jestem w stanie zawartej w nim wiedzy zachować dla siebie. Tytuł: „Bezpieczeństwo Rzeczypospolitej w epoce Odrodzenia” brzmi poważnie, ale gorzej gdy zajrzeć do środka, bo książka jest niezbyt dociekliwą (a nawet i chyba dokonaną bez zrozumienia) kompilacją prac innych autorów.

Pisze autor np., że „zdobycie w 1492 r. Grenady (zwane rekonkwistą) oznaczało odzyskanie niepodległości przez Hiszpanię”. (s. 13) Jedno zdanie – dwa błędy. Maurowie byli stopniowo wypierani z Półwyspu Iberyjskiego i to była właśnie rekonkwista, w 1492 roku nastąpił jej koniec. Rzeczywiście efektem unii personalnej królestw Kastylii i Aragonu było zakończenie rekonkwisty i zjednoczenie kraju pod jednym berłem, ale przecież nie „odzyskanie niepodległości przez Hiszpanię”. Takich błędów jest więcej. Np. (s. 39) „W epoce Odrodzenia Polska była uwikłana w dwa wielkie konflikty ówczesnej Europy: wojny państw chrześcijańskich z islamem oraz walkę o powstanie scentralizowanych państw narodowych.” Znowu porażka, bo po Warnie Jagiellonowie starannie unikali konfliktów z Turcją, lokalne wojenki z Tatarami miały zupełnie inny ciężar gatunkowy. Ciężkie wojny z Turcją przyszły dużo później. I kolejna sprawa: państwa scentralizowane nie muszą być państwami narodowymi. Czas tych ostatnich również nastał znacznie później.

Tak samo nie mogę się oprzeć wrażeniu, że rozmaite militarne i dyplomatyczne dokonania polsko-litewskich Jagiellonów opisane są w zbyt jasnych barwach. Przydało by się nieco sarkazmu i logiki Władysława Konopczyńskiego (którego autor najwyraźniej nie zna), który w różnych źle bądź połowicznie załatwionych sprawach w tym czasie dostrzegał źródła późniejszego upadku Rzeczpospolitej i którego uczniowie później bardzo rozwinęli dorobek swojego mistrza. Tyle może o „wydarzeniówce”. Gdy mowa o koncepcjach bezpieczeństwa w myśli europejskiej, to autor chyba potrzebował „paszy treściwej”, bo kogo tam nie ma; jest Platon, Arystoteles, Cycero, święty Augustyn i św. Tomasz z Akwinu. Ale im później tym gorzej, pojawia się owszem Makiawel, ale „Księcia” autor już w bibliografii nie zamieścił (!). Myśliciele „z epoki”, jak Campanella i Bacon też są omówieni „po łebkach”. Podobnie jest w rozdziale o europejskiej myśli wojskowej, gdzie również dominują autorzy starożytni: Ksenofont, Eneasz i Gajusz Juliusz Cezar. Żeby było zabawniej, to ten ostatni figuruje w bibliografii jako „Cezar J. G.” (!)

Takie, fundamentalne, kwestie jak organizacja armii polsko-litewskiej i dorobek rodzimej myśli politycznej autor opisuje nader pobieżnie. Pojawia się parę znanych nazwisk (Jan Ostroróg, Stanisław Łaski, Jan Tarnowski, Andrzej Frycz Modrzewski), ale trudno w książce szukać refleksji nad ich dziełami, czy choćby ich rzetelnego omówienia. Raczej mamy wyliczankę tytułów.

Jak wiadomo „koniec wieńczy dzieło”. I rzeczywiście; w zakończeniu pracy mamy „listę różnorodnych, wieloaspektowych odniesień renesansowych koncepcji bezpieczeństwa do współczesności”. (I tu mi się przypomniało Studium Wojskowe przy Uniwersytecie Warszawskim, którego słuchaczem byłem przez rok pod koniec lat 80…) W końcowym rozdziale książki Kubiaka mamy takie złote myśli: „Stan bezpieczeństwa Polski na początku XXI wieku charakteryzuje się, tak jak za czasów Jagiellonów, zdecydowaną przewagą czynników pozytywnych nad negatywnymi, szans nad zagrożeniami”. Nawet jeśli to prawda, to powyższe zdanie dowodzi tylko, że porównywać można wszystko ze wszystkim. Albo na przykład „Określenie sprawy obrony (bezpieczeństwa) państwa jako naczelnego zadania i moralnej powinności wszystkich obywateli Rzeczypospolitej. W XVI wieku podkreślał to, m.in. A.F. Modrzewski, a obecnie mocno te kwestię akcentuje Konstytucja RP.” Tu z kolei oczywista oczywistość, choć autor chyba nie zauważył, że właśnie skończył się u nas pobór do wojska.

Jednak samo zestawienie staropolskich konceptów militarno-politycznych z dzisiejszymi wydało mi się na tyle groteskowe, że postanowiłem sprawdzić, co na ten temat podaje nauka-polska.pl . I rzeczywiście: w 2000 roku Mariusz Kubiak obronił na Akademii Obrony Narodowej pracę doktorską pt. „Polskie koncepcje bezpieczeństwa okresu Odrodzenia i ich odniesienia do współczesności”, w której zapewne takich porównań jest znacznie więcej. Autor jest zastępcą dyrektora Instytutu Nauk Społecznych i kierownikiem Zakładu Bezpieczeństwa Państwa na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach.

I tu dochodzimy do clue problemu. Bo jak wiadomo w ciągu minionych dwóch dekad przybyło nam w Polsce studentów, wyższych uczelni i nowych kierunków do studiowania. Jednym z nich jest bezpieczeństwo, bardzo ostatnimi czasy modne w różnych uczyliszczach prywatnych i publicznych. Bezpieczeństwo (z dodatkiem „narodowe” lub „wewnętrzne”) można studiować oczywiście w Siedlcach, w Akademii Pomorskiej w Słupsku, na Uniwersytecie Szczecińskim, Uniwersytecie Zielonogórskim, w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Gorzowie Wielkopolskim, na Uniwersytecie Humanistyczno-Przyrodniczym im. Jana Kochanowskiego w Kielcach, Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie Wrocławskim, Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, w paru jeszcze innych publicznych uczelniach i w bardzo wielu prywatnych.

Wygląda na to, że ten boom bezpieczeństwa na polskich uczelniach wiąże się jakoś z trwającymi od pewnego czasu redukcjami w wojsku. Krótko mówiąc: wojskowi szeroką ławą ruszyli na podbój szkół wyższych. Wszystko wskazuje na to, że są w tym bardzo sprawni i, co ważne, umiejętnie się klonują. Oczywiście skoro w 1989 roku zafundowaliśmy sobie ustrój demokratyczny, a nie jakąś oligarchię profesjonalistów, to znaczy, że awansować może każdy, a więc i każdy może być akademickim wykładowcą. Mówi się trudno. Nie wiem tylko dlaczego ta quasinauka ma być finansowana z budżetu państwa. Szkoły prywatne też zresztą nie powinny wykładać zasad naukowych łysenkizmu, ani czarnej magii – nawet jeśli znajdą chętnych. Natomiast absolutnie nie ma powodu, żeby podatnicy składali się na porównywanie staropolskich i obecnych konceptów w dziedzinie bezpieczeństwa i na dostarczanie tej wiedzy studentom…

Mariusz Kubiak, Bezpieczeństwo Rzeczypospolitej w epoce Odrodzenia, Wydawnictwo Akademii Podlaskiej, Siedlce 2010, ss. 131.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Książki historyczne”