Empire: Total War

Kategoria -Gry komputerowe- poświęcona jest zagadnieniom elektronicznej rozrywki ze wskazaniem na jej zabarwienie historyczne. Oczywiście preferujemy gry nawiązujące do historii Polski, choć nie do końca.
Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Empire: Total War

Post autor: Artur Rogóż » 12 cze 2010, 05:26

“Empire: Total War” jest z pewnością grą historyczną. Nie tylko w sensie dosłownym. Nowy “Total War” przejdzie do historii gier wideo jako kolejny tytuł wykreowany przez mistrzowski i agresywny marketing, tytuł niedokończony, którego beta testy przeprowadzają klienci, wreszcie - tytuł, który sprowokuje następną falę dyskusji o ograniczaniu praw legalnych użytkowników.

Podobne przygody jak z najnowszym dziełem Creative Assembly gracze mają już w zasadzie z każdym blockbusterem - najbardziej skrajne przypadki to pecetowe wersje “Call of Duty: World at War” i “GTA IV”, których premierowe, pudełkowe wersje, na skutek zastosowanych zabezpieczeń, złej optymalizacji i nieusuniętych błędów w zasadzie nie nadawały się do gry. Niestety, mimo protestów fanów, zwyczaj wprowadzania do sprzedaży programów, które ewidentnie powinny przejść szczegółowe beta-testy, staje się coraz częstszą praktyką, stosowaną przez potentatów rynku elektronicznej rozgrywki.

Pierwszy kontakt z “Empire: Total War” oznacza konieczność zainstalowania stworzonego przez Valve systemu elektronicznej dystrybucji Steam (nawet jeśli tylko zamierza się grać w trybie single), stworzenia konta, zarejestrowania programu i ściągnięcia za jego pośrednictwem 11 GB danych. Najbardziej niecierpliwi fani, którzy kupili grę w przedsprzedaży lub w pierwszych dniach po premierze, stanęli w obliczu kłopotów wynikających z nadmiernego obciążenia Steam’u, co oznaczało nawet kilka godzin oczekiwania na pierwsze uruchomienie programu (co akurat łatwo wytłumaczyć ogromnym zainteresowaniem graczy).

Potem, niestety, szybko okazało się, że “Empire: Total War” zawiera całą kolekcję błędów, z których najważniejsze i najczęściej wymieniane to niemożność rozpoczęcia gry (”Serwery Steam są w tej chwili zbyt zajęte, by zająć się twoją sprawą (!). Spróbuj ponownie za kilka minut.”), niestabilność i częste powroty do systemu, nie dający się ominąć (przez pewien czas) “problem 12 tury”, “biały ekran” pojawiający się w czasie bitew lądowych (po zainstalowaniu się kolejnej poprawki ściągniętej przez Steam), kłopoty z przyłączaniem się do rozgrywki sieciowej i wyrzucanie graczy z serwerów oraz, last but not least, irracjonalne zachowania AI, zarówno na poziomie strategicznym, jak i taktycznym.

Na gniewną reakcję fanów nie trzeba było długo czekać - wszędzie tam, gdzie użytkownicy mogą w sposób nieskrępowany wyrażać swoje opinie, pod adresem wydawcy “Empire: Total War” posypały się słowa, najłagodniej mówiąc, krytyki. Miłośnicy serii zgodnie stwierdzili, że najnowszy “Total War” jest, po prostu, płatną betą. Zadziwiające, jak bardzo opinie fanów różnią się od ocen recenzentów największych serwisów i pism poświęconym grom wideo - średnia ocen (zarówno za granicą, jak i w Polsce) nie spada poniżej 9/10, choć większość zwykłych użytkowników twierdzi, że program jest w tej chwili niegrywalny, a ci najbardziej wyrozumiali radzą dać Creative Assembly kilka miesięcy na usunięcie większości błędów. Czyżby zachwyceni recenzenci otrzymali inną, lepszą wersję “Empire: Total War”? A może pracujące tylko dla nich, nieobciążone jeszcze przed premierą serwery Steam tak bardzo ułatwiały rozgrywkę, że nie zdołali zauważyć większości błędów? Możemy dowolnie długo ironizować, ale faktem pozostaje, że rozpiętość ocen fanów i zawodowych recenzentów jest, po prostu, bezwstydna, a tych pierwszych raczej trudno posądzać o chęć manipulacji…

Co zobaczymy, jeśli w końcu uda nam się zainstalować i odpalić “Empire: Total War”? Już na pierwszy rzut oka widać, że gra z RTS-a wyposażonego w namiastkę trybu taktycznego powoli ewoluuje w stronę klasycznej strategii. O zwycięstwie w trybie “wielkiej kampanii”, bardziej niż w którejkolwiek poprzednich części “Total War”, decyduje potencjał państwa, który dopiero po pewnym czasie możemy zamienić na prawdziwą siłę militarną. Dobrym przykładem jest kampania polska (W “Empire: Total War” Rzeczpospolita jest ahistorycznie ozdobiona tym przymiotnikiem, a nasz rodzimy wydawca powinien wiedzieć, czym była Rzeczpospolita Obojga Narodów i dlaczego tak się nazywała), w której zdefiniowane warunki zwycięstwa wymagają od gracza zdobycia w latach 1700-1750 piętnastu prowincji, w tym Brandenburgii i Austrii.

Jest to zadanie niewykonalne bez osiągnięcia przewagi w dziedzinie organizacji państwa, zasobności jego skarbca, handlu, uprzemysłowienia i technologii. Szczególnie to ostatnie jest ważnym elementem rozgrywki - co nie powinno dziwić, skoro to właśnie w wieku XVIII rozpoczęła się rewolucja przemysłowa (której najlepszym symbolem jest atmosferyczny silnik parowy Thomasa Newcomana, po raz pierwszy zastosowany w 1712 roku do wypompowywania wody z kopalni węgla, co pozwoliło drążyć coraz głębsze szyby, więcej węgla oznaczało wytapianie większych ilości żelaza, więcej żelaza oznaczało głębsze kopalnie, więcej maszyn i broni…).

Z zagadnień technologicznych najbardziej interesujące są, oczywiście, te związane z bronią i techniką wojskową. Na liście dostępnych wynalazków znajdują się takie urządzenia jak bagnet szpuntowy - czyli wkładany po wystrzale do lufy muszkietu - wprowadzony na wyposażenie francuskich piechurów już w czasach Ludwika XIV, znane od XVI w. kartacze czy moździerze, stosowane przez europejskie armie już w wieku XV (dobrze więc, że nie musimy w “Empire: Total War” wymyślać prochu…).

Bitwy lądowe, czyli to, co najbardziej lubimy w “Total War”, nie zmieniły się aż tak bardzo od poprzedniej odsłony serii. Oczywiście, główną bronią w “Empire” są muszkiety (później karabiny) i armaty - to one dominują nad polem bitwy i decydują o zwycięstwie lub porażce. Nasi żołnierze strzelają nawet zbyt sprawnie - szybkość oddawania kolejnych salw, zarówno przez strzelców jak i artylerzystów jest nierealistycznie duża, dlatego walka bezpośrednia, z użyciem szabel i bagnetów, ma znaczenie drugorzędne. Poza dziwnie dobranymi współczynnikami jednostek, irytują zachowania sztucznej inteligencji - np. biegające tam i z powrotem kompanie piechoty, zajmujące z uporem ostrzeliwane przez artylerię pozycje oraz - łatwe przecież do usunięcia na etapie edycji - błędy w przedstawieniu barwy i nazw jednostek (włos jeży na głowie polska “piechota kolonialna”).

Tradycyjnie, najgorzej przedstawione są oblężenia, które oblężeniami w ogóle nie są. Nie dość, że przeciwnik po pierwszych stratach otwiera bramy i występuje do walki na przedpolu (tracąc w ten sposób wszelką przewagę pozycji, a przecież po to właśnie budowano twierdze, by mała grupa obrońców mogła skutecznie odpierać ataki liczniejszego przeciwnika), to jeszcze nawet same budowle obronne nie wyglądają tak jak powinny. Np. fortyfikacje europejskie w “Empire: Total War” są jakąś przedziwną fantazją na temat twierdz vaubanowskich i średniowiecznych murów miejskich - nie zgadza się obrys, wysokość, rola bastionu, nie występują takie elementy jak fosy, skarpy, przedmurza, lunety i podobne, a charakterystyczne dla epoki dzieła fortyfikacyjne.

Niespodziewanie dobrze wyglądają za to bitwy morskie, czyli ten aspekt, którym najchętniej (i słusznie) chwalą się twórcy nowego “Total War”. Modele okrętów (nie statków, jak uparcie pisze autor instrukcji) wykonano z wielką dbałością. Ich powolny ruch, zwroty w stronę przeciwnika, abordaż, salwy całą burtą - wszystkie te elementy robią naprawdę wielkie wrażenie (i “wielkie” jest tu dobrym słowem - burtowa salwa HMS Victory, uzbrojonego w 104 działa różnych kalibrów brytyjskiego liniowca, ważyła - bagatela - około 700 kg!). Morskie bitwy, lepsze niż w jakiejkolwiek dotąd grze, są i graficznie, i taktycznie, prawdziwym dziełem sztuki (w przeciwieństwie do bitew lądowych, nie zawieszają się).

“Empire: Total War” jest z pewnością tytułem o wielkim potencjale. Ale fani serii mają rację - aby się przekonać, jakie są naprawdę jego możliwości, trzeba poczekać na usunięcie większości usterek. Czy wydanie gry tak wcześnie miało przekonać nas do dystrybucji elektronicznej, ułatwiającej pobieranie uaktualnień (chyba mało skutecznie), czy jest, po prostu, przejawem lekceważenia, tego nie jestem w stanie rozstrzygnąć. Mam tylko nadzieję, że SEGA, będąca światowym wydawcą, postąpi podobnie jak EA w przypadku zabezpieczeń “Spore”, przyzna się do błędu i przeprosi fanów. Taki prosty gest z pewnością im się należy.

Zalety: Elementy strategii, grafika, bitwy morskie.

Wady: Błędy programu (!), słaba AI, oblężenia, przymusowa instalacja Steam.

Dla rodziców: Gra przeznaczona jest dla graczy co najmniej szesnastoletnich (PEGI 16+). Przesada.

Wymagania sprzętowe gry Empire: Total War: Windows Xp/Vista, procesor 2,4 GHz, karta grafiki z 256 MB RAM (shader model 2.0), pamięć 1 GB RAM dla Win XP, 2 GB dla Vista, 15 GB wolnej przestrzeni na dysku twardym.Wymagane połączenie z Internetem.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gry komputerowe”