„Rok 1920: Co byłoby gdyby …”

Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

„Rok 1920: Co byłoby gdyby …”

Post autor: Adambik » 12 gru 2012, 04:14

Pytania o inny niż rzeczywisty przebieg istotnych wydarzeń z dawna już formułowane przez twórców literatury SF ostatnimi czasy doczekały się swoistej nobilitacji i dostrzeżenia również przez grono zawodowych historyków i politologów. Przykładem tego zjawiska są publikacje m.in. Henryka Samsonowicza czy Witolda Orłowskiego ukazujące odmienne warianty rozwoju dziejowych wydarzeń.

Tworzenie podobnych scenariuszy z pewnością znacznie więcej ma wspólnego z fantastyką niż ujętą w ramy naukowości analizą przeszłości. Niemniej ta atrakcyjna formuła wciąż przyciąga licznych twórców i całe tabuny czytelników. Do grona pisarzy celujących w tworzeniu fabuł osadzonych w realiach historii alternatywnej należy Jacek Dukaj niemal jednogłośnie okrzyknięty następcą nieodżałowanego Stanisława Lema. Podobną tematykę podejmował on m.in. w „Innych Pieśniach” i monumentalnej powieści „Lód”, a także jednym ze swych najwcześniejszych utworów – noweli „Xavras Wyżryn”. To właśnie na jej kartach rzeczony zawarł wizję Polski podbitej w 1920 roku przez Bolszewików. Wizja ponura, acz ponoć nie tak nieprawdopodobna jak mogłoby się to wydawać.

Gdy w połowie sierpnia wojska dopiero co odrodzonej Rzeczpospolitej podjęły ryzykowny manewr uderzając od południowej flanki na prących ku Warszawie najeźdźców mało kto wróżył tej operacji szansę powodzenia. Z zagrożonej stolicy w popłochu ewakuował się niemal cały korpus dyplomatyczny, a z szykującymi się do zdeterminowanej obrony Polakami pozostali jedynie przedstawiciel Turcji oraz nuncjusz apostolski Achille Ratti (późniejszy papież Pius XI). Wiele wskazywało, że pomimo zaangażowania wysiłku niemal całego społeczeństwa nie uda się powstrzymać wojsk Tuchaczewskiego, który tuż przed rozpoczęciem decydującego starcia miał rzec do swych żołnierzy: „Jeszcze szesnaście wiorst i Europa !”. I rzeczywiście, bo po złamaniu oporu Polaków przed bolszewickimi zagonami otworzyłaby się droga do ogarniętych wówczas rewolucyjnym wrzeniem Niemiec. Kolejną kwestią dyskusyjną pozostaje, czy rosyjscy Bolszewicy zdołaliby porozumieć się ze swymi niemieckimi towarzyszami pokroju Róży Luksemburg czy Karola Liebknechta, których wizja „Wszechświatowej Republiki Rad” nie do końca pokrywała się z pomysłami Lenina i Trockiego. Ponadto w Niemczech istniała silna opozycja nacjonalistyczna wrażo ustosunkowana wobec komunistów.

Mimo to nie jest pewne, czy w obliczu wewnętrznych perturbacji takich jak rewolucja w Bawarii, nawet skupieni we Freikorpsach bitni weterani nie dawno zakończonej I wojny światowej potrafiliby powstrzymać bolszewicki zalew na Niemcy. Co oznaczałby podobny scenariusz dla całej Europy nie trzeba chyba tłumaczyć. Nawet jeśli jednak szczęście dopisałoby weimarskim nacjonalistom, a Tuchaczewski, Stalin i Jegorow doznaliby klęski nie nad Wisłą, a nad Odrą lub Sprewą, to i tak niniejsza wersja rozwoju wypadków oznaczałaby dla nas katastrofę być może gorszą od rozbiorów. Świeżo odzyskaną niepodległość zastąpiłby przyniesiony na bolszewickich bagnetach reżim leninowskich figurantów pokroju Feliksa Kona, Juliana Marchlewskiego i Feliksa Dzierżyńskiego. Okrojona do obszarów podległego Rosji Królestwa Polskiego (z ewentualnym dodatkiem w postaci Galicji Zachodniej) Polska Republika Rad prawdopodobnie z czasem stałaby się częścią późniejszego Związku Sowieckiego zdana na łaskę komunistycznego totalitaryzmu. Trudno wręcz wyobrazić sobie katastroficzną skalę podobnego scenariusza. Znając brutalność bolszewickiego aparatu bezpieczeństwa jest niemal pewne, że polskie elity intelektualne zostałyby w szybkim czasie drastycznie przetrzebione o co gorliwe zadbałby wzmiankowany Dzierżyński - nieprzypadkowo zwany „Czerwonym Katem”. Nacjonalizacja przemysłu i gruntów oraz komunistyczny model gospodarowania prędko doprowadziłby do gospodarczej obstrukcji, a wszędobylscy przedstawiciele policji politycznej pokroju OGPU zapewne z przerażającą skutecznością zwalczaliby wszelkie przejawy „nacjonalistycznych odchyleń”. W podobnych warunkach rzecz jasna nie mogłoby być mowy o bujnym rozwoju polskiej kultury jaki miał miejsce w wyjątkowo obfitym pod tym względem dwudziestoleciu międzywojennym.

Podobnie jak na terenach Ukrainy przypadłych Bolszewikom ludność polska zostałaby poddana wzmożonej rusyfikacji – tym razem według znacznie bardziej bezwzględnej niż carska metodyki sowieckiej. Fizyczna likwidacja „wrogich elementów” do spółki z masowymi wywózkami daleko na wschód dopełniłyby całości tragedii. Stąd też pomimo mniej lub bardziej uzasadnionej antypatii zwolenników Narodowej Demokracji wobec Józefa Piłsudskiego (to właśnie oni ukuli termin „Cud nad Wisłą” dla umniejszenia roli marszałka w tym zwycięstwie) wypada cieszyć się, że ryzykowny manewr wojsk polskich zakończył się nadspodziewanym sukcesem. Przeprowadzona u schyłku września ofensywa niemeńska wypchnęła rozbitą Armię Czerwoną poza wschodnie granice II RP walnie przyczyniając się do utrwalenia politycznego bytu odrodzonej Polsce. Rozczarowany Lenin musiał odłożyć na czas nieokreślony podbój „burżuazyjnej” Polski.

Jak wyżej wspomniano trudno przecenić późniejszy okres dwudziestolecia międzywojennego dla kształtowania się nowoczesnej mentalności i kultury polskiej. Nie byłoby skamandrytów, „Żagarów”, twórczości Zofii Kossak-Szczuckiej, Witkacego, Teodora Parnickiego, Tamary Łempickiej, Jana Koszczyca Witkiewicza i wielu, wielu innych. Stad też nie sposób przecenić znaczenia „Cudu nad Wisłą” za sprawą którego Polacy zyskali dwie dekady wytchnienia pomiędzy zaborami, a równo półwiecznym okresem podległości jaki nastąpił po wrześniowej klęsce 1939 roku.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Alternatywna historia Polski”