Kronika Janka z Czarnkowa

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:38

Kronika Janka z Czarnkowa obejmująca wydarzenia historii Polski w latach 1370-1384 powstała pod koniec XIV wieku, a jej autorem jest archidiakon gnieźnieński - Janko z Czarnkowa.
Kronika powstała prawdopodobnie pod koniec jego życia. W zasadzie możną ją traktować jako pierwszy pamiętnik w literaturze polskiej. Dzieło rozpoczyna opis śmierci Kazimierza Wielkiego i zawiera fakty, których Janko z Czarnkowa był świadkiem, ale przedstawione stronniczo i zgodnie z jego własnymi sympatiami politycznymi. Kazimierz Wielki zostaje ukazany jako prawdziwy wzór władcy, a czasy Ludwika Węgierskiego są ukazane jako okres chaosu i niepewności.
Kronika, napisana po łacinie, została przetłumaczona na polski przez Józefa Żerbiłłę w 1905 roku.
Tekst łaciński kroniki można znaleźć w Monumenta Poloniae Historica. Pomniki Dziejowe Polski, t. 2.

Kronika Jana z Czarnkowa

Jan z Czarnkowa

¤ ¤ ¤ ¤
tłum. Józef Żerbiłło

Spis treści

Wstęp
1. O Śmierci Władysława Łokietka, Króla Polskiego
2. O Koronacyi Króla Polskiego Kazimierza
3. Jakim Sposobem Rządził Kazimierz Państwem I Narodem
4. O Śmierci Kazimierza, Króla Polskiego
5. O Przybyciu Króla Węgierskiego Ludwika Do Krakowa I O Jego Przyjęciu
6. Dlaczego Nie Żaden Z Książąt Polskich, Lecz Ludwik, Król Węgierski, Był Powołany Na Króla
7. O Tem, Co Się Działo Przed Koronacyą Króla Węgierskiego
8. O Zdradliwem Wydaniu Zamku Santoka
9. O Stracie Zamku Włodzimierskiego Na Rusi
10. O Koronowaniu Króla Węgierskiego Ludwika W Krakowie
11. O Żałobnem Nabożeństwie Po Królu Kazimierzu
12. O Ofiarach, Złożonych Podczas Żałobnego Nabożeństwa Za Króla Kazimierza
13. O Przejeździe Ludwika, Króla Węgierskego I Polskiego Do Wielkopolski
14. O Podziale Skarbu Królewskiego
15. O Usunięciu Przecława, Starosty Wielkopolskiego
16. O Piorunie Spadłym Na Katedrę Poznańską
17. O Bardzo Wielkiem Morowem Powietrzu W Polsce
18. O Olśnięciu Jarosława, Arcybiskupa Gnieźnieńskiego
19. O Księciu Władysławie Białym
20. O Bitwie Pomiędzy Księciem Białym A Ludźmi Królewskimi
21. O Zabiciu Frydryka Z Wedla W Zamku Złotoryi
22. O Pochodzeniu Tego Księcia Władysława Białego
23. O Pobieranie Przez Króla Ludwika Podatku "Poradlne"
24. O Śmierci Mikołaja, Proboszcza Gnieźnieńskiego
25. O Statutach Jana, Arcybiskupa Gnieźnieńskiego, I Jego Kapituły
26. O Ustanowieniu Biskupstw Na Rusi
27. O Śmierci Jana, Biskupa Poznańskiego
28. O Wyborze Mikołaja Biskupa Poznańskiego
29. O Śmierci Przecława, Biskupa Wrocławskiego
30. O Śmierci Jarosława Arcybiskupa Gnieźnieńskiego
31. O Spustoszeniu Przez Litwinów Ziemi Sandomierskiej
32. O Zabiciu Węgrów I O Śmierci Jaśka Kmity
33. O Zmianie Kilku Starostów Królestwa Polskiego
34. O Zdobyciu Zamku Bełzkiego
35. O Śmierci Księcia Kaźka I Przyłączeniu Jego Zamków I Państw Do Królestwa Polskiego
36. O Zwróceniu Przez Księcia Opolskiego Władysława, Zwanego Naderspan, Ziemi Ruskiej Królowi Polski I Węgier, Ludwikowi
37. O Nałożeniu Dla Stolicy Apostolskiej Dwuletniej Dziesięciny I Zasiłku Siódmej Części Dochodów
38. Jakim Sposobem Wspomniany Władysław, Książę Opolski, Został Wyznaczony Na Rządcę Królestwa Polskiego
39. O Wybieraniu Podatków W Majętnościach Kościelnych
40. O Spaleniu Miasta Wełcza
41. O Oblężeniu Miasta Człopy
42. O Śmierci Niezwyciężonego Cesarza I Króla Czeskiego Karola
43. O Spustoszeniu Wsi, Należących Do Biskupstwa Kamińskiego
44. O Spustoszeniu Ziemi Świętobora, Księcia Szczecińskiego
45. O Wypłaceniu Pieniędzy Księciu Władysławowi Białemu Za Ziemię Gniewkowską
46. O Śmierci Elżbiety, Starszej Królowej Polski I Węgier
47. O Zjeździe Szlachty Polskiej W Budzyniu
48. O Pojednaniu Się Księcia Władysława Opolskiego I Gniewkowskiego Z Biskupem Płockim
49. O Śmierci Ziemowita Starszego, Księcia Mazowieckiego
50. O Złupieniu Kościoła Wrocławskiego Przez Króla Czeskiego Wacława IV
51. O Przybyciu Wojewodów, Wysłanych Przez Króla Ludwika Dla Wymierzania Sprawiedliwości
52. O Wyprawie Przeciw Bartoszowi Na Odolanow
53. O Zajęciu Zaniku Uniejowa
54. O Śmierci Dobiesława Sówki, Biskupa Płockiego
55. O Zgodzeniu Się Jana, Arcybiskupa Gnieźnieńskiego, Oraz Biskupów Krakowskiego I Poznańskiego Na Opłatę Podatku "Poradlnego"
56. O Śmierci Zawiszy, Biskupa Krakowskiego
57. O Śmierci Mikołaja, Biskupa Poznańskiego
58. O Śmierci Jana, Arcybiskupa Gnieźnieńskiego
59. O Rzezi, Sprawionej Przez Książąt Litewskich Pomiędzy Sobą
60. O Obsadzeniu Katedry Biskupiej Wrocławskiej
61. O Śmierci Króla Węgierskiego I Polskiego Ludwika
62. O Niebezpiecznym Ruchu Między Polakami
63. O Przyjęciu Przez Kapitułę Bodzanty Na Arcybiskupstwo Gnieźnieńskie
64. O Zjeździe Ziemian W Radomsku
65. O Napadzie Bartosza Na Zamek Kaliski
66. Jak I Dlaczego Wincenty, Wojewoda Poznański, Wespółz (Wielko-)Polskimi Ziemianami Przystąpił Do Oblężenia Miast Królewskich
67. Jakim Sposobem Wojewoda Poznański Wincenty Zamek Kaliski Zdobywał
68. Co Robił Świdwa, Kasztelan Nakielski, Wszedłszy Do Miasta Poznania
69. O Potyczce Domarata Z Ziemianami
70. O Drugiej Bitwie Tego Samego Dnia Między Nimi Stoczonej
71. O Zjeździe, Odbytym Przez Szlachtę Królestwa Polskiego W Sieradzu W Czwartek Przed Niedzielą "Laetare"
72. Jakim Sposobem Oddany Został Ziemianom Zamek Kaliski
73. O Rzezi, Sprawionej Pomiędzy Grodziszczem I Kiebłowem
74. O Zdobyciu Zamku Drohiczyna
75. O Zjeździe Odbytym Przez Ziemian W Sieradzu
76. O Zjeździe Mieszkańców Królestwa, Odbytym W Sączu
77. O Ziemowicie, Księciu Mazowieckim, I O Bodzancie, Arcybiskupie Gnieźnieńskim.O Ziemowicie, Księciu Mazowieckim, I O Bodzancie, Arcybiskupie Gnieźnieńskim
78. Dlaczego Książę Ziemowit Ukrywał Się, Przybywszy Pod Kraków
79. O Zdradzieckiem Wydaniu Ziemi Kujawskiej
80. Jakim Sposobem Wszedł Ścibor Do Miasta Brześcia
81. O Zdradzieckiem Wydaniu Zamku Kruszwickiego
82. O Zjeździe Odbytym W Sieradzu Przez Księcia Ziemowita, Arcybiskupa Gnieźnieńskiego I Niektórych Ziemian
83. O Oblężeniu Miasta Kalisza Przez Księcia Mazowieckiego
84. O Zrabowaniu Zamku Królewskiego Gembicy
85. O Zdobyciu Zamku Kamień
86. O Umowie, Zawartej Pomiędzy Arcybiskupem A Grzymałą I Wierzbiętą
87. O Spustoszeniu Miasta Kwiecisowa
88. Jakiem Podejściem Wziął Żnin Domarat, Kasztelan Poznański
89. O Zjeździe Odbytym W Krakowie Przez Księcia I Arcybiskupa Z Krakowianami
90. O Zejściu Zbiluta, Biskupa Władysławowskiego
91. O Oblężeniu Twierdzy Lossow
92. O Wyborze Trojana Z Garnka Na Biskupa Władysławowskiego
93. Jakim Sposobem Drogosz, Starosta Sieradzki, Zajął Kasztelanię Wolborską
94. Jak Peregryn, Starosta (Wielko-)Polski, Pustoszył Dobra Kościelne
95. Jakim Sposobem Książę Konrad Otrzymał Poniec
96. Jakim Sposobem Starosta (Wielko-)Polski Odebrał Poniec
97. Jakim Sposobem Bartosz Rozproszył Wojsko Polaków Pod Winną Górą Około Miłosławia
98. O Spustoszeniu Turka I Grzegorzewa
99. O Spustoszeniu Powiatu Żnińskiego
100. O Spaleniu Miasta Łekna
101. O Oblężeniu Miasta Żnina
102. O Oblężeniu Miasta Brześcia
103. Jakim Sposobem Było Rozbite Wojsko Domarata
104. O Odzyskaniu Przez Arcybiskupa Żnina Z Rąk Grzymały
105. O Uwięzieniu Sędziwoja Z Szubina Na Węgrzech
106. O Zdobyciu Przez Krzyżaków Zamku Litewskiego Troki
107. O Powietrzu Na Ludzi, Grasującem W Różnych Częściachświata
108. O Przyjęciu Jana, Biskupa Władysławowskiego, Zwanego Kropidło
109. O Zjeździe, Odbytym W Radomsku
110. Jakim Sposobem Przeszkodzono Margrabiemu Zygmuntowi Wejść Do Polski
111. Jak Polacy Jedni Drugich Więzili
112. O Uwięzieniu Janusza Ze Skoków
113. O Uwięzieniu Marcina Ze Swanowa
114. O Zabiciu Janusza, Wójta Z Obornik
115. O Ponownym Zjeździe Szlachty W Sączu
116. O Spaleniu Ziem Około Wronek I Oblężeniu Bytynia

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:39

Wstęp
Jan z Czarnkowa

1. Dzieło, które obecnie w przekładzie polskim podajemy, powstało w ostatniej ćwierci XIV wieku. Nie jest to kronika we właściwem znaczeniu tego wyrazu; najodpowiedniej byłoby nazwać je pamiętnikami, gdyż ma wszelkie cechy tego rodzaju utworów, tak następnie szeroko rozpowszechnionych, szczególnie we Francyi, a przedstawiających materyał historyczny pierwszorzędnej wagi. Bo też w rzeczy samej pamiętnikarz jest źródłem pierwszej ręki: pisze o tem, na co patrzy, w czem sam bierze udział; pisze w środowisku swego czasu, więc daje tysiące takich drobnych rysów, których nikt z piszących o przeszłości zebrać nie jest w stanie; pisze o ludziach, których widzi, zna, kocha lub nienawidzi, więc z masą takich szczegółów, które się nie mogą odzwierciedlić ani i w aktach, ani w innych pomnikach historycznych.
Ale z drugiej znowu strony, dlatego właśnie, że sam działa, dlatego, że pisze o ludziach ukochanych lub nienawistnych, jest zawsze stronny, zwykle namiętny, zawsze patrzy na wszystko przez pryzmat swoich sympatyi i antypatyj, ze swego indywidualnego stanowiska. O ile więc cennym jest każdy pamiętnik, jako zbiór drobnych szczegółów, jako charakterystyka tła epoki, o tyle jednak z wielką ostrożnością należy z niego korzystać, aby nie patrzyć pod jego kątem widzenia. Najbardziej zimny, najbardziej objektywny pamiętnikarz pełnej historyi dać nie może, bo pisze jedynie o tem, co sam widzi, a często nic nie wie, co widzą w tem samem inni; pisze tak, jak wie, — ale częstokroć może, a nawet niekiedy musi błądzić. Dopiero pewna ilość pamiętników danej epoki razem zebrana mogłaby dać obraz jej wszechstronny i wierny.
Nasz autor również pisze o ludziach, których zna, widzi, lubi i nienawidzi; o faktach, na które patrzy, o czynach, w których bierze udział; podziela wierzenia i błędy swego czasu i swego środowiska. Nawet zewnętrzna forma jego dzieła jest pamiętnikowa, bo tylko trzy pierwsze rozdziały stanowią wstęp pragmatyczny, następne zaś wszystkie pisane były dorywczo, z roku na rok, prawie z miesiąca na miesiąc, bez powziętego z góry planu, w miarę tego, jak się materyał nagromadzał. A materyału był zasób nie mały. Że zaś nasz autor wykazuje umysł światły i wielką miłość do kraju, więc rzeczywiście daje nam taką masę szczegółów, taką ilość drobnych faktów, że z nich, jak z mozaiki, daje. się odtworzyć barwny obraz całego panowania Ludwika i bezkrólewia po nim, a tak charakterystyczny i wypukły, że poprostu żal bierze, gdy się jest ku końcowi dzieła, albo gdy autor rozmyślnie nie chce się o czemkolwiek rozpisywać. Takiej historyi do tego czasu nie mieliśmy wcale; jestto wspaniałe przejście od suchych zapisek rocznikarskich i uczonych kronik średniowiecznych do wiekopomnej trzynastej księgi dzieła Długosza.

2. Któż był tym autorem, który pozostawił nam tak cenne, a jak na owe czasy wielkie i znakomite dzieło?
W kronice nie nazwał siebie ani razu; nie nazwali go też późniejsi pisarze historyczni, chociaż czerpali z jego pracy, jak to zobaczymy, całą dłonią.
Był nasz autor wielbicielem Kazimierza W., — "o którego podziwienia godnych czynach, wspaniałości i cnocie" (rozdz. 1) — w dwóch rozdziałach, zresztą dosyć krótko i sumarycznie, pisze. Wylicza jego zasługi dla kraju, podnosi zwłaszcza jego wewnętrzną pracę w urządzeniu królestwa; gani jego skłonność do uciech zmysłowych, ale tłumaczy ją hojnem uposażeniem natury i krwią gorącą; w ogólności, cały rozdział trzeci, poświęcony szkicowi dziejów Kazimierza, tchnie miłością ku niemu i uwielbieniem i wykazuje dokładną znajomość jego czynów. Następny (4-ty) rozdział, poświęcony opisowi śmierci Kazimierza, stanowi właściwy początek pamiętników. Autor był obecny przy ostatniej chorobie króla, towarzyszył mu z Przedborza na Sandomierz do Krakowa; przez niego król w Krakowie czynił wyrzuty lekarzom, że go nie dość pilnie doglądali w drodze; jemu dał zlecenie, aby posłał do Płocka, dla zbadania rumowisk kościoła Ś. Zygmunta, który chciał odbudować. Ma nasz autor bardzo dokładną wiadomość o testamencie króla, jak gdyby był przy jego sporządzaniu. Bezpośrednio po śmierci króla bierze nasz pamiętnikarz udział w całej sprawie o nieuszanowanie jego ostatniej woli (rozdz. 7); ma w ręku nadania jego przedśmiertne i idzie z niemi do arcybiskupa; następnie oburza się na to, że postanowiono ich nie wykonywać, i widzi je pocięte przez komorników krakowskiego i sandomierskiego. Po koronacyi Ludwika bierze czynny udział w uroczystościach egzekwialnych po Kazimierzu... Z tego wszystkiego widać, że autor był osobą z najbliższego otoczenia króla, był niemal jego powiernikiem.
Mówiąc jednak tak stosunkowo dużo o sobie, autor ani jednem słówkiem nie zdradza ani swej godności, ani swego urzędu. Dopiero następnie, opisując, także szczegółowo, olśnięcie arcybiskupa gnieźnieńskiego Jarosława (r. 18), po raz pierwszy, jakby się niechcący wygadując, daje nam o swej osobie już dokładniejszą wskazówkę. Oto stary arcybiskup, utraciwszy nagle wzrok, gdy się dowiedział, że nasz autor wszedł do jego komnaty, zawołał do niego: "Archidyakonie, oto nic nie widzę!" Frazes ten w rękopisach jest różnie oddany. W jednych czytamy — "Archidyakonie kościoła, nic nie widzę!" (archidiacone ecclesiae, nihil video!), w innych, jak wyżej, — "Archidyakonie, oto nic nie widzę!" (arch. ecce nihil video!) [1]. Nie zmienia to jednakże postaci rzeczy: oczywiście mówił to arcybiskup do swego archidyakona, t. j. do archidyakona gnieźnieńskiego. Ten frazes rozwiązuje nam zagadkę co do osoby naszego autora, z dokumentów bowiem wiemy, że w owe czasy archidyakonem gnieźnieńskim był Jan z Czarnkowa, podkanclerzy królewski, a więc rzeczywiście wysoki dygnitarz państwa i osoba zaufania króla.
Jan z Czarnkowa występuje w dokumentach jako podkanclerzy już na początku roku 1363 (K. d. Wp. III, 1493), ale jeszcze bez godności archidyakona gnieźnieńskiego, którą piastował wtedy Marcin (ib. 1499) — do kwietnia 1367 r. (ib. 1572) — lecz z tytułem dziekana władysławowskiego, którym był już dosyć dawno, bo zdaje się że od roku 1341 (K. d. Mp. III, 666). Jako archidyakon gnieźnieński występuje on, o ile mi wiadomo, po raz pierwszy w drugiej połowie 1367 r. (K- d. Mp. I, 293). Oprócz tych dwóch duchownych tytułów, miał Janko jeszcze tytuł kantora władysławowskiego, który znajdujemy przy jego nazwisku w dokumentach z r. 1365 i 1367 (K. d. Wp. III, 1554, 1573, 1575, 1576), — więc przed zamianowaniem na archidyakonat gnieźnieński, — i kanonika poznańskiego, może od r. 1357 (K. d. Wp. III, 1361), a w każdym razie od połowy r. 1360 (ib. 1436).
Czy należał nasz autor do wielkiej i możnej rodziny Czamkowskich herbu Nałęcz, którzy prowadzili za jego czasów, po śmierci króla Ludwika, taką zaciętą walkę ze starostą Domaratem, — nie wiemy, lecz zdaje się, że nie należał, bo ani jednem słowem nie wspomina o tej swojej tak świetnej parenteli, a nadto, opisując ową walkę, on — w ogólności krewki i namiętny — pozostaje zimnym, walka nie pociąga go wcale, nie jest on stronnikiem Nałęczów, owszem, przygania im, że powstali przeciwko Domaratowi, i w opowiadaniu swojem wcale ich nie oszczędza, czego nie byłoby z pewnością, gdyby z Nałęczami łączyło go pokrewieństwo. Prawdopodobnie pisał się on z Czarnkowa dlatego, że z tego miasta pochodził [2]. Ma on wprawdzie dobra ojczyste (bona paterna, rozdz. 56), lecz sama ta okoliczność nie stanowi na owe czasy dowodu szlachectwa.
W r. 1366 był autor, jak to widać z rozdz. 22 Kroniki, w Awinjonie, na dworze papieskim, gdzie widział się z ks. Władysławem Białym. Wśród dokumentów z owego roku, które mamy pod ręką, nie znaleźliśmy żadnego z jego podpisem, co pośrednio stwierdza nieobecność jego w kraju.
Od śmierci Kazimierza W. datuje się upadek polityczny naszego autora. Miał on na dworze nowego króla, a raczej jego matki, która królestwem polskiem rządziła, nieubłaganych wrogów w osobach Zawiszy z Kurozwęk, późniejszego biskupa krakowskiego, i Mikołaja z Kurnika, późniejszego biskupa poznańskiego, o zajściach z którymi szeroko się rozpisuje w rozdz. 56 Kroniki. Wrogowie ci zaszkodzili mu w opinii królowej Elżbiety tak dalece, że odebrała mu podkanclerstwo i oddała je temuż Zawiszy, podówczas archidyakonowi krakowskiemu. Musiało to się stać najpóźniej w połowie 1371 r., bo już dokument z 8 października t. r. był wydany przez Zawiszę, jako podkanclerzego królowej (K. d. Mp., III, 844), zaś z 4 czerwca 1372 r. — przez tegoż Zawiszę, jako podkanclerzego dworu królewskiego (vicecancellarius aulae nostrae regalis, K. d. Wp., III, 1661), któryto tytuł dosłownie potwierdza to, co autor (w r. 56) podaje. Że nie był on już wtedy podkanclerzym królestwa (vicecancellarius regni) dowodzi dokument z 24 grudnia 1371 r., gdzie w liczbie świadków jest on wymieniony tylko jako archidyakon gnieźnieński (ib. 1655). Nie powtarzamy tutaj opisu całej walki, którą stoczył nasz archidyakon ze swymi możnymi przeciwnikami, odsyłając czytelnika do powyższego rozdziału kroniki. Nadmienimy tylko to, na co we właściwym przypisku zwracamy uwagę, mianowicie na odkryty przez Helcla formularz, zawierający oskarżenie Janka o przywłaszczenie 16,000 grzywien groszy, które miały być pobrane od Żydów krakowskich, a należały do skarbu królewskiego, o trzymanie nałożnicy Rusinki, o posiadanie jakiegoś czarodziejskiego pierścienia Żyda Lewka i t. d., aż do zarzutu o nieszlachectwo (Helcel "Starod. prawa pols. pomniki" t. I, XIII, p. 5). Całe to oskarżenie, zawarte w formularzu, rzuca jaskrawe światło na sposoby, których używali przeciwnicy Janka i przemawia niewątpliwie na jego korzyść. Zemścił się srogonad swymi prześladowcami Janko, podając najdalszej potomności — "ohydne ich czyny, ażeby cnotliwi unikali ich spraw niebezpiecznych, a źli, haniebnem urągowiskiem zawstydzeni, od złego się odstrychnęli."
Pozbawiony godności dworskiej i usunięty, już autor o tem, co się na dworze dzieje, mówi tylko ze słyszenia — "podług pewnej relacyi" (rozdział 31). Opisuje jeszcze zabójstwo Jaśka Kmity i rzeź Węgrów w Krakowie w roku 1376 (rozdział 32) szczegółowo, więcej już jednak o tem, co się działo na dworze, wcale nie pisze. Zapewne przeniósł się już wtedy na stały pobyt do swojej dyecezyi. W Uniejowie bowiem doszło go powtórne oskarżenie Zawiszy o roztrwonienie skarbu królewskiego (rozdz. 56). Z powodu tego oskarżenia był on następnie w Krakowie uwięziony, lecz wkrótce, około dnia Ś. Stanisława na jesieni — więc około 27 września — uwolniony. W którym to było roku, autor nie pisze. Mogło to być w roku 1373 lub 1375; po tych wypadkach bowiem nastąpił proces kanoniczny archidyakona i jego wygnanie, w drugiej zaś połowie lutego 1375 r. był nasz autor jako kanonik na kapitule poznańskiej, podczas obioru Mikołaja z Kurnika na biskupstwo. Jeżeli ten obiór odbył się po owym procesie, to proces należy cofnąć do r. 1373, gdyż od końca września 1374 r. do połowy lutego 1375 roku za mało byłoby czasu na niego; ostatni wypadek z tego roku (1373) zapisany w Kronice — zajęcie Szarleja przez ks. Władysława Białego — nosi datę 10 września, mógł więc zaraz potem nasz archidyakon wyjechać do Krakowa. Z roku zaś 1375 mamy w Kronice ostatnią dokładną wiadomość — o zajęciu przez ks. Białego Złotoryi (rozdz. 19) — także z 9 września, możliwe więc również, że Janko po tej ostatniej dacie wyjechał do Krakowa, był tam uwięziony i przed 27-ym września uwolniony.
We wrześniu 1376 r. bawił nasz autor we Wrocławiu, gdzie w imieniu kleru dyecezyi gnieźnieńskiej umawiał się z biskupem Majorki o opłatę od duchowieństwa na korzyść Stolicy apostolskiej (rozdz.30).—7-go grudnia tegoż roku było owo zabójstwo Kmity i Węgrów w Krakowie, które autor tak szczegółowo opisuje, jak gdyby to wszystko działo się w jego obecności (rozdz. 32), aczkolwiek o bytności swojej w tym czasie w Krakowie nie wspomina wcale.
W kwietniu 1378 r. odbywa Janko z polecenia arcybiskupa gnieźnieńskiego, poselstwo do Władysława ks. opolskiego z prośbą o niepobieranie opłat od kmieci kościelnych. Poselstwo to, jak wiadomo (roz.39), odniosło skutek tylko połowiczny — odroczenie opłaty. Stosunek jednak naszego autora z ks. opolskim musiał być dobry, skoro w parę lat potem, kiedy ten książę nie przestawał wymagać poborów od kmieci kościelnych i za to został wyklęty, nasz Janko był w liczbie czterech poręczycieli za niego o to, że zabrane pieniądze zwróci, wskutek czego książę został zwolniony z klątwy, w maju 1381r. (rozdz.48).
W lipcu 1381 r. (prawdopodobnie) widzimy autora u biskupa poznańskiego Mikołaja z Kurnika, gdzie w złą godzinę wyrzeczone słowo jego ściąga na biskupa febrę, a na proboszcza Mikołaja Strossberga najpierw upadek z wozu, wkrótce zaś potem długie więzienie (rozdz. 57), co nastąpiło w grudniu tegoż 1381 r. (rozdz. 54).
W kwietniu 1382 r. umiera arcybiskup gnieźnieński Janusz Suchywilk. Administratorami dyecezyi po nim zostają Jan archidyakon i Bronisław kanclerz. Z powodu małej niedokładności w tekście, nie wiemy napewno, czy pierwszy z nich był to Jan z Czarnkowa, czy też Jan z Trlangu, archidyakon kru-szwicki. Sądzę jednak, że mowa tu o naszym autorze, który jako archidyakon gnieźnieński był bliższy rządzenia dyecezyą po zmarłym pasterzu, aniżeli archidyakon kruszwicki, a to tem bardziej, że Kruszwica należała do dyecezyi kujawskiej, nie zaś gnieźnieńskiej.
W sierpniu 1383 r. występuje Janko w godności kanonika władysławowskiego przy obiorze, po śmierci Zbiluta, nowego biskupa (rozdz. 92). Znaliśmy go jako dziekana władysławowskiego przed zamianowaniem na archidyakonat gnieźnieński. Widocznie jednak kanonikiem kapituły włocławskiej pozostał on i nadal, zrezygnowawszy z godności dziekana. W ogóle, jak już powiedzieliśmy, po utracie godności . dworskiej, przeniósł się nasz autor do Wielkopolski i tutaj brał czynny udział w życiu kościołów, do których należał. Do spraw świeckich nie mieszał się wcale, lecz bacznem okiem spoglądał na wszystko, co się wkoło niego działo, dokładnie i szczegółowo opisał zamieszki wielkopolskie z lat 1383 i 1384, bolał nad wyludnieniem i spustoszeniem kraju, które w części i jego dotknęło — zrujnowaniem mu dwóch wsi, Jankowa i Michowa, które trzymał od kapituły poznańskiej (rozdz. 68).
Rok i dzień śmierci Janka z Czarnkowa niewiadomy. Ostatni wypadek, który w swej kronice zapisuje, jestto zjazd szlachty w Sączu 8 maja 1384 r. (rozdz. 115) i wypadki w kilka dni potem. O przybyciu Jadwigi do Polski, o koronacyi jej 15 października tegoż roku, nic już nie wie. Kronika się urywa tak, jakgdyby autora przy pisaniu jej śmierć zaskoczyła albo jakgdyby dalszy ciąg jej zaginął. Dokumenty w tym względzie także nie dają nam dokładnych wiadomości. Wprawdzie w jednym z nich spotykamy Janka, archidyakona gnieźnieńskiego, jeszcze w samym końcu r. 1386, lecz mamy również dokument z początku stycznia 1385 r., gdzie jest wymieniony Bronisław archidyakon gnieźnieński (K. d. Wp. III, 1827); później znowu wraca Janko, jako archidyakon, jeszcze w trzech dokumentach, mianowicie z 7 kwietnia 1385 r., z 5 maja 1386 r. i nareszcie w wyżej wspomnianym — z 26 grudnia tegoż 1386 r. (K. d. Wp. III, 1829, 1848, 1859). We wszystkich tych trzech dokumentach Bronisław figuruje, jak i poprzednio, jako kanclerz; dopiero od kwietnia 1387 r. występuje on jako archidyakon, o Janku zaś z Czarnkowa od tego czasu w dokumentach nic niema. Prawdopodobnie więc nasz autor zmarł na początku roku 1387.
Wspomnieliśmy już wyżej, że Kronika Czarnkowskiego była znana późniejszym naszym historykom. Żaden z nich jednak ani razu nie wymienił nazwiska jej autora, nawet Długosz, który całemi stronicami z niej wypisywał. Do ostatnich czasów uchodziła ona za utwór Anonima, archidyakona gnieźnieńskiego. Tylko Paprocki w "Herbach rycerstwa polskiego" na str. 551 i 576 (wyd. pierwszego), przytaczając dwa ustępy z naszej Kroniki, mianowicie z rozdziałów 3 i 105 (na co we właściwych miejscach zwracamy uwagę w przypisach), przypisuje te wyjątki kronikarzowi Albertowi Strepie. Ponieważ żadnego dziejopisa tego imienia nie znamy, jak również. nie znamy i archidyakona gnieźnieńskiego (a tym był niewątpliwie nasz kronikarz), któryby nosił to imię, przeto wiadomość Paprockiego należy przyjąć bardzo sceptycznie, zwłaszcza wobec znanej zkądinąd niekrytyczności tego autora. Musiała w tem być jakaś tradycya, jakieś pomieszanie imion, którego obecnie rozwiązać nie możemy.

3. Mówiliśmy już, że Kronika Janka z Czarnkowa posiada pierwszorzędne znaczenie historyczne. Rzeczywiście, gdyby nie ona, wiedzielibyśmy bardzo mało o rządach Ludwika i o bezkrólewiu po nim, gdyż nie mamy żadnego innego (wyjąwszy garści dokumentów) źródła historycznego do tej epoki. Długosz napisał o tych latach czternastu tylko tyle, ile znalazł u Janka, parafrazując jedynie, dodając lub ujmując, stosownie do planu swego dzieła [3]. Zarzucają naszemu kronikarzowi stronniczość, lecz w rzeczy samej stronnym jest on tylko o tyle, o ile jest takim każdy pamiętnikarz, piszący historyę swego czasu, w której osobiście brał udział. Musiał więc i Janko być przychylnym dla tych, którzy tak samo jak on myśleli, a wrogo usposobionym dla swych nieprzyjaciół i przeciwników. Że jednak był on człowiekiem bardzo rozumnym i trzeźwo na świat patrzącym, więc jego miłości i nienawiści moglibyśmy prawie zawsze zaufać i podzielić je. Jest on wielbicielem Kazimierza Łokietkowica; a któż z Polaków nie jest wielbicielem tego króla, jedynego, któremu, po Chrobrym historya nadała przydomek Wielkiego? Czuje on niechęć do królowej Elżbiety, matki Ludwika; lecz niechęć ta może jest i słuszna, bo już sam fakt, że Elżbieta kilkakrotnie porzucała rządy polskie i znowu do nich wracała, nie świadczy o niej dobrze. Pomijając już sprawę samego Janka, którą opisując był on poniekąd uprawniony do stronniczości (chociaż i w tym wypadku jest bardzo wstrzemięźliwy, bo oskarża królową właściwie tylko o zbytek powolności dla doradców), nie brak przecież zkądinąd faktów, świadczących niekorzystnie o jej rozumie politycznym: że wymienimy choćby owo wyniesienie na starostwo generalne wielkopolskie Ottona z Pilcy, pana małopolskiego, wbrew dawnym obyczajom i prawu, o których, jako urodzona Polka, musiała dobrze wiedzieć. Ostry jest bardzo sąd naszego kronikarza o Zawiszy z Kurozwęk i Mikołaju z Kurnika, swoich osobistych wrogach; lecz i tutaj, odrzuciwszy to, co osobista niechęć natchnęła, musimy przyznać, że obaj ci dostojnicy nie odznaczali się wielką moralnością, już choćby dlatego, że byli, — przynajmniej Mikołaj, — przyjaciółmi takiego Mikołaja Strossberga, defraudanta świętopietrza, o czem wiemy nie tylko z opowieści kronikarza, ale i z autentycznych dokumentów.
W ogólności, bardzo wiele faktów, nawet drobnych, przytoczonych w Kronice, dało się sprawdzić za pomocą dokumentów tamtoczesnych, które do nas doszły. Nie mając pod ręką wszystkich źródeł spółczesnych, nie mogliśmy przeprowadzić systematycznego sprawdzenia naszej Kroniki; przeglądając jednakże kodeksy dyplomatyczne, znaleźliśmy cały szereg dokumentów, które potwierdzają wiadomości Kroniki, ani jednego zaś, któryby jej przeczył, — na co we właściwych miejscach w przypisach zwracamy uwagę. Jest to olbrzymia zaleta naszej Kroniki, która ją zaszczytnie wyróżnia od wielu późniejszych pamiętników.
Powstała nasza Kronika nie odrazu, nie jako dzieło o pewnym z góry obmyślanym planie i o pewnem zaokrągleniu, lecz, jak wspominaliśmy, pisana była dorywczo, w miarę tego, jak rozwijające się wypadki dostarczały materyału. Tylko pierwsze trzy rozdziały, stanowiące niejako wstęp, oraz cztery rozdziały (19 — 22) o ks. Władysławie Białym, obejmują pewien cykl wypadków, opisywanych jednym ciągiem. Reszta pisana jest pod wrażeniem chwili, a ztąd pochodzi, że wypadki w rzeczywistości ściśle połączone z sobą, w Kronice przedzielone są innemi, zupełnie tamtym obcemi, wiadomościami. Ztąd też pewna chaotyczność w układzie, powtarzania, nierównomierność części. Pod r. 1381 pisze nasz autor (r. 52) o umowie, zawartej z Bartoszem co do Odolanowa, i wyraża wątpliwość, czy ta umowa dojdzie do skutku, gdyż król jest jej przeciwny. Pisane to było oczywiście przed śmiercią króla Ludwika (14 września 1382 r. ) i przed późniejszemi zapasami o Odolanów, o których byłby niewątpliwie autor w tym miejscu wspomniał. Pisząc o wyniesieniu Bodzanty na arcybiskupstwo gnieźnieńskie (r. 58), pozostawia potomności opisywanie złych skutków tej, zbyt pośpiesznej, jak ją nazywa, prowizyi, jakgdyby już nic więcej o Bodzancie do powiedzenia nie miał; tymczasem w dalszym ciągu, aż do końca Kroniki, niejednokrotnie o nim wspomina. Chaotyczność w układzie, a nawet w wysłowieniu, dowodząca, że autor bez poprzedniego, ściśle obmyślanego planu, spisywał swoje wrażenia i spostrzeżenia, przejawia się niejednokrotnie. Naprzykład: w rozdz. 37 mówi o synodzie w Kaliszu, odbytym 7 czerwca 1378 r., potem cofa się do poprzednich wypadków, by w końcu r. 39 wrócić znowu do tegoż Synodu kaliskiego. W r. 56 opisuje obszernie chorobę i śmierć Mikołaja z Kurnika, w r. 57, zatytułowanym "O śmierci Mikołaja, biskupa poznańskiego", to samo, tylko w krótkości, powtarza. W rozd. 29, obok wiadomości o śmierci Przecława, biskupa wrocławskiego, która nastąpiła w r. 1375, podaje wiadomość o śmierci papieża Grzegorza XI z r. 1378 — (do której autor następnie we właściwem miejscu — rozd. 37 — powraca) — i o wyjeździe antypapy Klemensa do Awinjonu w r. 1379; następnie cofa się do wypadków z r. 1376 i 1377-go, którym poświęca siedem rozdziałów. Wogóle zaś nasz autor zwykle naprzód opisuje skutek, czyli to, co się w tej chwili dzieje, potem zaś powraca do przyczyn, do faktów przeszłych. O tem, dlaczego Ludwik węgierski, a nie inny książę został na tron polski powołany, pisze (r. 6) po przybyciu Ludwika do Polski. Informuje o poprzednich dziejach Władysława Białego (r. 22) — po opisaniu jego trzechletnich prawie zapasów o księstwo gniewkowskie (rozd. 19 — 21)[4].
Opisuje naprzód złupienie kościoła wrocławskiego przez króla czeskiego Wacława, następnie dopiero przyczyny i powody tego złupienia wyłuszcza (roz. 50) i t. d. — Nawet składnia jest wadliwa, najwidoczniej tylko z tego powodu, że autor pisał dorywczo i już napisanego nie przeglądał: powtarza dwa razy ten sam wyraz (Bodzanta — str. 702 tekstu, — venientes — str. 733); r. 114 zaczyna się tak długim okresem, że trudno go zrozumieć itd.
W ogólności język autora jest dosyć zaniedbany, razi czasem dziwnemi zwrotami (taxare linguam), nawet polonizmami (soli inciterunt, solus quoque rex, manere propositum habuisset).
Jakeśmy zaznaczyli, niektóre lata w Kronice są przepełnione szczegółowemi wiadomościami, pod innemi zapisany jest tylko jeden lub dwa wypadki. Tak pod r. 1372 podana tylko jedna wiadomość — o niedoszłem do skutku wyniesieniu Mikołaja z Koszutowa na arcybiskupstwo gnieźnieńskie (r. 18); pod r. 1379 — również tylko jedna i to nawiasowo, o wyjeździe antypapy Klemensa do Awinionu (r. 29); pod r. 1380 — także tylko jedna — o śmierci królowej Elżbiety (r. 46); pod r. 1373 zaznaczone: w sierpniu śmierć Janusza, kantora gnieźnieńskiego (r. 18) i, we wrześniu, przybycie i pierwsze zdobycze księcia Władysława Białego (r. 19). — Rok 1374, jak również 1377 nie obfitują także w szczegóły; za to obszerniej opisane są lata 1375, 1376 i 1378. Od roku zaś 1381 zaczyna się opowieść bardzo szczegółowa, najobszerniejsza w latach 1382 i 1383: tu, zwłaszcza w roku ostatnim, — autor ma do zanotowania jakiś szczegół nie tylko w każdym prawie miesiącu, lecz czasami z drobiazgowością nieomal dzień po dniu wylicza bitwy i spustoszenia wojsk ziemian, Domarata i Mazurów. Autor patrzał na tę walkę bratobójczą i boleśnie ją odczuwał, dając niejednokrotnie folgę swemu oburzeniu.
Z chronologią naszego autora nie zawsze można się połapać, na ogół jednak jest ona ścisła — kronikarz chętnie notuje nie tylko rok i miesiąc, ale często i dzień wypadku, a przy najważniejszych — nawet godzinę.

4. Oryginału Kroniki Janka z Czarnkowa nie posiadamy; mamy ją w dziewięciu odpisach w tyluż kodeksach rękopiśmiennych, po większej części z XV w., jeden zaś (t. zw. Stanisława Augusta, znajdujący się obecnie w Bibliotece publicznej w Petersburgu) z początku tego wieku, lub nawet z końca XIV wieku, a więc z epoki bardzo blizkiej powstania oryginału. Pomimo to jednak, ani w tym, ani w innych rękopisach kronika naszego autora nie figuruje oddzielnie, jako całość w sobie, lecz zawsze jest poprzedzona przez roczniki, a po większej części przez roczniki też i zakończona. Aby przywrócić tekst pierwotny Kroniki i jej rozmiary, trzeba było przedsięwziąć cały szereg badań rękopisów oraz porównań co też uskutecznionem zostało w najnowszem wydaniu Kroniki, w "Monumenta poloniae historica" t. II, Lwów 1872 r. przez d-ra Jana Szlachtowskiego na str. 601 — 618, dokąd ciekawych pod tym względem czytelników odsyłamy.
Po raz pierwszy ogłosił Kronikę drukiem Fr. W. Sommersberg w dziele swojem "Scriptores rerum Silesiacarum" w t. II, wydanym w Lipsku 1730 r., gdzie na str. 78 znajdujemy ją pod nagłówkiem: "Anonima archidyakona gnieźnieńskiego krótka kronika krakowska". Nasza Kronika jednakże właściwie nie tam się zaczyna, lecz dopiero na str. 96, to zaś, co ją poprzedza, są to zapiski kronikarskie różnych epok i różnego pochodzenia. Kończy się zaś Kronika u Sonimers-berga na str. 154, lecz bezpośrednio po niej, niby dalszy ciąg jej, idą znowu krótkie zapiski rocznikarskie: o koronacyi Jadwigi, o przybyciu do Krakowa poselstwa litewskiego z prośbą o jej rękę dla Jagiełły, o przyjęciu Jagiełły w Krakowie, o jego ślubie z Jadwigą, i jeszcze kilka krótkich wiadomości, które wszystkie, razem z poprzedniemi, zajmują niecałą stronicę. Niewątpliwie są one zupełnie obce naszej Kronice i słusznie przez Szlachtowskiego zostały od niej oddzielone.
Następnie, prawie w takiej samej objętości jak Sommersberg, wydali Kronikę Załuski w r. 1752 i Wawrzyniec Micler de Kolof w tomie III-cim dzieła "Historiarum Poloniae et Magni Ducatus Litvaniae scriptorum... collectio magna" etc. w Warszawie w r. 1769. Wreszcie czwarte, najpoprawniejsze wydanie ukazało się w "Monumenta Poloniae historica" II, 619 — 756, z przedmową Szlachtowskiego, o czem było wyżej.

5. Najobszerniejsze studya o naszym kronikarzu napisali dr. Jan Szlachtowski — cytowane wyżej — i dr. Ludwik Kubala p. t. "Jan Czarnkowski i jego Kronika" (Biblioteka Warszawska 1871 r., zeszyty za wrzesień i październik). Dosyć obszerną wiadomość o nim podał Zeissberg w "Die polnische Geschichtschreibung des Mittelalters", Lipsk, 1873 r. str. 157 — 161; (polski przekład tego dzieła wyszedł w Warszawie w r. 1876, gdzie o Czarnkowskim w t. I, str, 209 — 214). Pisał o nim także Wiszniewski w "Pomnikach historyi literatury polskiej" I, str. XXII — XXIV i w "Historyi literatury polskiej" II, 150 — 153. Porównanie Długosza z Czarnkowskim, zwłaszcza co do spraw ruskich, przeprowadził Zubrycki w dziełku "Анонимъ гнизнeнcкiй и Ioaннъ Длyгoшъ" Lwów 1855. W historyi literatury polskiej z ostatniej doby traktowany jest nasz autor po macoszemu: Chmielowski (w "Historyi literatury polskiej" Warszawa 1899 r. w t. I, str. 73, 74) poświęca mu półtory kartki, przepisując głównie zdania Szlachtowskiego; Brückner (w "Dziejach literury polskiej w zarysie") i Tarnowski zaledwie wspominają o nim.

6. Tłumaczenie niniejsze jest pierwsze, oddające w polskim języku pamiętniki Jana z Czarnkowa [5]. W pracy tej doznawaliśmy pewnych trudności, które nasuwał nam zarówno sam tekst Kroniki i jej niezbyt poprawny język, jak i brak dziel pomocniczych i źródeł, gdyż mogliśmy korzystać tylko z tych, które posiadamy w swojej bibliotece. Braki w tłumaczeniu i w przypisach raczą czytelnicy uwzględnić.
Tłumacz
Przypisy

1. ↑ Patrz str. 652 w "Mon. Pol. hist.- II.
2. ↑ Brûckner nazywa go synem wójta czarnkowskiego Bogumiła lecz nie podaje źródła tej wiadomości (Dzieje liter. pol. w zarysie I, 18).
3. ↑ Dla dogodniejszego porównania naszego autora z Długoszem i dla wykazania, ile ten ostatni winien pierwszemu, podajemy w przypisach dotyczące stronice V Dziejów Długosza w polskiem tłumaczeniu (Kraków, 1868 r. tom. III).
4. ↑ Por. także początek rozdz. 18.
5. ↑ W papierach po ś. p. Zygmuncie Komarnickim podobno znajduje się rękopis tłumaczenia Kroniki Janka. — Chmielowski w "Obrazie literatury polskiej" Warszawa 1898, I, str. 21 — 24, przytacza dwa wyjątki (z r. 3 i 4) w przekładzie E. S. Swieżawskiego.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:40

Kronika Jana z Czarnkowa
O Śmierci Władysława Łokietka, Króla Polskiego
Jan z Czarnkowa

Roku pańskiego 1333-go, w czwarty dzień Id Marcowych [1], zmarł przesławny pan Władysław, król polski, w zamku krakowskim, i tamże, w kościele krakowskim katedralnym, z lewej strony chóru, naprzeciw wielkiego ołtarza, spoczywa pogrzebany.
Pozostawił on jedynego syna, imieniem Kazimierza, dziedzica królestwa i spadkobiercę, o którego podziwienia godnych czynach, wspaniałości i cnocie niżej się pisze. — Ten Kazimierz, jeszcze za życia ojca swego Władysława, a z jego rozkazu, dla dobra i pokoju królestwa polskiego, pojął za żonę córkę wielmożnego księcia pana Gedymina, wielkiego księcia litewskiego, imieniem Annę [2]; gdy ją zamierzał razem ze sobą koronować, matka jego, córka niegdyś Bolesława, księcia kaliskiego, syna Władysława Odonicza, powiedziała, że to podług prawa dziać się nie powinno, ponieważ żyje ona, prawa królowa koronowana, za jej życia przeto innej na to samo królestwo koronować nie należy [3]; wszelako, zgadzając się dobrotliwie na prośby syna, którego bardzo czule kochała, w stąpiła do klasztoru Ś. Klary w Starym Sączu, i tam, przyjąwszy regułę Ś. Franciszka, pod habitem zakonnym, razem z siostrami tam żyjącemi, do końca żywota służyła Panu z pobożnością i wielką pokorą [4].
Przypisy

1. ↑ 12 Marca. — Data ta niezupełnie zgadza się z innemi historycznemi świadectwami, z których większość podaje dzień śmierci Łokietka 2 marca. (Balcer: "Genealogia Piastów" 341).
2. ↑ Anna Aldona.
3. ↑ Długosz 153.
4. ↑ Matka Kazimierza, Jadwiga, córka Bolesława Pobożnego ks. Kaliskiego, urodzona około r. 1266, wstąpiła do klasztoru w r. 1337 czy 1339. umarła 10 Grudnia 1339 r.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:40

Kronika Jana z Czarnkowa
O Koronacyi Króla Polskiego Kazimierza
Jan z Czarnkowa

Roku pańskiego 1333-go, w ósmy dzień Kalendów majowych [1], był Kazimierz ze czcią w kościele krakowskim na króla polskiego koronowany przez czcigodnych w Chrystusie ojców: Jarosława, arcybiskupa gnieźnieńskiego, oraz biskupów — Jana krakowskiego, Jana poznańskiego, Michała kujawskiego i Stefana lubuskiego, w obecności wielu książąt, panów i szlachty polskiej. Po koronacyi swej był on we wszystkiem bardzo szczęśliwy, zwłaszcza co do powiększenia i rozszerzenia królestwa polskiego. Albowiem ziemię kujawską, którą jeszcze za czasów ojca jego, ś. p. króla polskiego Władysława, zajęli brodaci Szpitalnicy N. P. Maryi Jerozolimskiej, z domu niemieckiego, czarny krzyż na białym płaszczu noszący, bez wojny i jednego cięcia mieczem od nich odzyskał [2]; niedługo zaś potem, po śmierci Kazimierza [3] księcia całej Rusi [4], zwanego Jerzym, syna księcia mazowieckiego Trojdena, który to Kazimierz nastąpił w księstwie ruskiem po swoim wuju, i został potem przez Rusinów otruty, — wspomniany Kazimierz król polski, w chęci pomszczenia się za zgładzenie swego krewnego, z wielką siłą ludu na Ruś wtargnął. Książęta, panowie i cała szlachta ruska, nie mogąc się oprzeć jego potędze, dobrowolnie poddali mu siebie i swoje mienia, przyjęli go za swego pana i hołd mu wierności przysięgą stwierdzili.
Gdy po dokonaniu tego król Kazimierz szczęśliwie do domu powrócił i przebywał w królestwie polskiem, pewien pan niegodziwy, imieniem Datko [5], trzymający zamek Przemyśl, razem z niejakim Danielem z Ostrowa [6], tajemnie, bez wiedzy innej szlachty ruskiej, upewnili cara Tatarów [7], że król Kazimierz napadł na Ruś, zabrał ją i przeszkadza płaceniu haraczu, który Rusini Tatarom zwykli byli dawać. Na to ich doniesienie, car tatarski wysłał na Ruś ogromne wojsko, z poleceniem, aby razem z Rusinami Polskę po nieprzyjacielsku napadło i okrutnie ją spustoszyło. Gdy podchodzili do rzeki Wisły, król Kazimierz zabiegł im drogę ze swojem wojskiem, mężnie się oparł i przejść tej rzeki nie dopuścił, straciwszy jednego bardzo walecznego rycerza swojego, imieniem Czeleja, wojewodę sandomierskiego, który, przebity strzałą tatarską, na miejscu ducha wyzionął. Tatarzy zaś, powracając, usiłowali wziąć zamek lubelski, który natenczas był tylko z drzewa zbudowany; lecz mieszkańcy jego [8], broniąc się ile było możności, siłą zmusili ich do zaniechania oblężenia.


Przypisy

1. ↑ 1333 r. 24 kwietnia.
2. ↑ Po śmierci ojca Kazimierz przystąpił niezwłocznie do rokowań o pokój z Krzyżakami, chcąc za jakąbądź cenę pozbyć się tego wroga, który krępował mu ręce w zamierzonej na olbrzymią skalę pracy około wewnętrznej organizacyi państwa. Już 18 kwietnia 1333 r. zostało zawarte zawieszenie broni, kilkakrotnie następnie przedłużane. Obie strony były skłonne do zakończenia sprawy polubownie i wybrały na superarbitrów: Kazimierz — Karola, króla węgierskiego, swego szwagra, Krzyżacy — Jana, króla czeskiego. 26-go listopada 1335 r. zapadł wyrok w Wyszehradzie, mocą którego ziemie kujawska i dobrzyńska zostały przysądzone Polsce, zaś ziemia pomorska pozostała przy Krzyżakach "jako wieczysta jałmużna i na odpuszczenie grzechów", jak mówi tekst wyroku. (Dogiel Cod. dipl. IV 58. — Stronczyński "Wzory pism dawnych" 31. — Lites ac res gestae I, 451). Aczkolwiek naród polski, oburzony utratą Pomorza, nie przyjął na razie tego wyroku, uważając go za uwłaczający swej czci, czego następstwem byty nowe spory, skargi i procesy (o czem patrz w Lites T. I), jednakże ostatecznie 8-go lipca 1343 r. zawarty został pokój w Kaliszu, na mocy którego przy Krzyżakach pozostały ziemie chełmińska, michałowska i pomorska, przy Polsce zaś ziemie kujawska i dobrzyńska (Lites II, 373, — Dogiel IV, 62). — Długosz 154, 156).
3. ↑ Właściwie Bolesław, nie Kazimierz (patrz r. 3).
4. ↑ "totius regni Russiae duce".
5. ↑ Dymitr Datko zwany także Dedko albo Daszko (patrz Mon. Pol. Hist. II, 621, przyp. 2).
6. ↑ Tak czytamy we wszystkich rękopismach; prawdopodobnie jest to kniaź Daniel z Ostroga. Długosz 199.
7. ↑ "imperator Tartarorum".
8. ↑ castrenses.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:41

Kronika Jana z Czarnkowa
Jakim Sposobem Rządził Kazimierz Państwem I Narodem
Jan z Czarnkowa

Królewską uwieńczony koroną, rządził on powierzonym mu przez Boga państwem i narodem dzielnie i z pożytkiem. Albowiem, wedle proroka, miłował pokój, prawdę i sprawiedliwość: był najżarliwszym opiekunem i obrońcą dobrych i sprawiedliwych, zaś najsroższym prześladowcą złych, grabieżców, gwałtowników i oszczerców. Kto tylko popełniał łotrostwa lub kradzieże, chociażby to była szlachta, tego kazał ścinać, topić i głodem morzyć [1], z braćmi ich i krewnymi jednakże nie przestając jadać, pijać i sypiać, bo mając Boga za pomocnika, nie obawiał się tego, co-by mu człowiek uczynił. Oszczerców zaś, gdy ich znajdował, kazał piętnować na twarzy rozpalonem żelazem [2]. Za jego czasów żaden z potężnych panów lub szlachty nie śmiał biednemu gwałtu czynić, — wszystko się sądziło według szali sprawiedliwości. Ponieważ zaś w królestwie polskiem, w sądach prawa polskiego, sądzono z dawnych czasów podług pewnych zwyczajów, które się bardzo skaziły, a przez różne osoby rozmaicie zmieniane, wprowadzały wiele podstępów i krzywd, — przeto ten król, w żarliwej dbałości o sprawiedliwość, zwołał prałatów, szlachtę i panów z całego królestwa, i odrzuciwszy wszystkie zwyczaje przeciwne prawu i rozumowi, ustawy z prawem i rozumem zgodne, według których sprawiedliwość mogla-by być wszystkim jednakowo i równomiernie wymierzaną, za zgodą ogólną prałatów i panów, zawarł w piśmie, dla zachowania na wieczne czasy [3].
Zgodnie też ze słowami psalmisty "ukochał całą usilnością ozdobę przybytku Pańskiego" [4]. Albowiem pokrył chór kościoła katedralnego krakowskiego ołowiem, a sklepienie chóru złoconemi gwiazdami ozdobił. W tymże kościele kaplicę Wniebowzięcia N. P. Maryi, i drugą u braci zakonu Kaznodziejskiego, oraz wiele kościołów, mianowicie: w Sandomierzu, w Wiślicy, Ś. Michała i Ś. Jerzego na zamku krakowskim, szpital między Krakowem a Kazimierzem na Skałce, w Niepołomicach, w Korczynie, w Kargowie, w Szydłowie, w Stopnicy, w Solcu, w Opocznie, w Piotrkowie, klasztor w Łęczycy, — mocnemi murami, ozdobną rzeźbą, malowidłami i podziwieniagodnemi dachami upiększył i pokrył. Wiele z tych kościołów obdarzył drogocennemi ornatami, złoconemi kielichami i wielką ilością ksiąg.
A chociaż w sobie był lubieżny, jako mąż wysokiego rodu i hojnie od naturu uposażony [5], duchownych jednak, o których wiedział, iż są czyści w życiu i w mowie, bardzo lubił, i dawał im przy ich kościołach prelatury, prebendy i beneficya, jakiegokolwiek byli pochodzenia, — ponad szlachtę i dworzan swoich; prałatów zaś i kanoników wszystkich kościołów upominał, aby przy kościołach swoich przebywali [6].
Tak tedy król ten ponad wszystkich monarchów polskich dzielnie rządził rzeczą pospolitą; albowiem jak drugi Salomon podniósł do wielkości dzieła swoje — murował miasta, zamki, domy. Naprzód ozdobił zamek krakowski podziwienia godnemi domami, wieżami, rzeźbą, malowidłem, dachami wielkiej piękności. Naprzeciw zaś zamku krakowskiego, po drugiej stronie Wisły, około kościoła, który się nazywa Skałką, wymurował miasto, które od imienia swego nazwał Kazimierzem [7] jak również wiele innych miast, jako to — Wieliczkę i Skawinę, Lanckoronę, zamek Olkusz, Będzin, Lelów, miasto i zamek Czorsztyn, zamek Niepołomice, zamek Ojców [8], zamek Krzepice, zamek w ziemi sandomierskiej i samo miasto Sandomierz, Wiślicę, Szydłów, Radom, Opoczno, Wąwolnicę, miasto Lublin, miasto i zamek w Sieciechowie, w Solcu, w Zawichoście, zamek w Nowem Mieście zwanem Korczyn, w (Wielko-) Polsce Kalisz, Pyzdry, Stawiszyn — miasta, Konin miasto i zamek, w Nakle, w Wieluniu, w Międzyrzecu, w Ostrzeszowie — zamki, Wieluń miasto, Bolesławiec zamek, w ziemi kujawskiej Kruszwicę, Złotoryę, Przedecz, Bydgoszcz; w ziemi sieradzkiej obronny zamek Piotrków, miasto Brzeźnicę i zamek; w ziemi łęczyckiej samo miasto i zamek (Łęczyca), w Inowłodziu miasto i zamek; na Mazowszu miasto Płock, zamek zaś, który poprzednio był otoczony jednym tylko murem, drugim opasał murem; w ziemi ruskiej miasto Lamburg, inaczej Lwów, i dwa zamki, zamek Przemyśl, zamek i miasto Sanok, miasto Krosno, Lubaczów, Trębowlę, Halicz, Tustań zamki. Wszystkie te miasta i zamki bardzo mocnemi murami, domami i wysokiemi wieżami, nadzwyczaj głębokiemi rowami i innemi urządzeniami obronnemi otoczył, na ozdobę narodowi, na schronienie i opiekę królestwa polskiego. Za czasów tego króla, w lasach, gajach i dąbrowach tyle założono wsi i miast, ile bodaj nie powstało kiedy indziej w królestwie polskiem [9].
Królestwa swego dzielnie bronił; Krzyżacy bowiem, widząc jego potęgę i przedsiębiorczość, ziemie kujawską i dobrzyńską, które zajęli za czasów jego ojca, na powrót mu oddali i zawarli z nim pokój wieczysty. Gdy zaś książę żegański pewną przestrzeń królestwa polskiego z miastem, zwanem Wschową, oddawna przemocą trzymał, król Kazimierz, roku pańskiego 1343-go, zebrawszy zbrojną siłę, miasto powyższe zdobył i wielu tam wziął jeńców, poczem ziemię tego księcia obrócił w popiół i perzynę, zamek zaś jego murowany, zwany Cieniawą, zwaliwszy mury zdobył. Dopiero potem, zmiękczony prośbami i obietnicami księcia, listami jego umocnionemi, że nigdy tej ziemi dla siebie nie będzie chciał przywłaszczyć, powrócił do domu [10].
Po tych wypadkach, w roku pańskim 1339, umarławspomniana królowa pani Anna [11]; zaś w roku następnym, gdy Bolesław, syn Trojdena księcia mazowieckiego, obrany przez Rusinów jednogłośnie na księcia i pana, zgładzony został za pomocą trucizny, bo usiłował zmienić ich prawo i wiarę, — Lubart, syn Gedymina, księcia litewskiego, posiadł to księstwo ruskie, do którego następnie w roku pańskim 1349 król Kazimierz z mocnem wojskiem wkroczył, i całkowicie, ze wszystkiemi miastami i zamkami je zabrał, ustąpiwszy Lubartowi z własnej dobrej woli jedynie miasto Łuck z jego powiatem [12].
Po powrocie (Kazimierza) z tryumfem pomyślności do Krakowa, gdzie był wspaniale przez kler i naród przyjęty, zdarzyło się, że, za podszeptem dyabła, niejaki Marcin Baryczka, wikary kościoła krakowskiego, został przed królem fałszywie oskarżony przez jego przybocznych; w dzień św. Łukasza [13] uwięziono go, a następnej nocy w rzece Wiśle utopiono, bez żadnej przyczyny, zupełnie niewinnego [14]. Odtąd, niestety, wszelka pomyślność odstąpiła króla, który pierwej nad nieprzyjaciółmi szczęśliwie tryumfował [15]; odtąd książęta litewscy niejednokrotnie napadali na księstwo ruskie, miasta Włodzimierz i Lwów, grody, wsie pustoszyli, obracając w popiół i perzynę, zamki zaś warowniejsze, mianowicie Włodzimierz, Bełz, Brześć i inne pomniejsze całkowicie zdobyli, a spustoszywszy większą część ziemi łukowskiej, sandomierskiej, radomskiej, niezliczone mnóstwo chrześciańskiego ludu do niewoli uprowadzili. I, niestety! ilekroć Litwini z Polakami w jakiejkolwiek pojedynczej bitwie się spotykali, zawsze Polacy, z dopuszczenia bożego, byli zwyciężeni. Po wielu klęskach i spustoszeniach, król Kazimierz, widząc, że Litwinom oprzeć się nie zdoła, gdyż stale unikali walnej z nim bitwy i jako srogie wilki po złodziejsku ziemię pustoszyli, a potem ze zdobyczą uciekali, — zawarł z nimi układ, mocą którego odstąpił im miasto i ziemię włodzimierską, sobie zaś zatrzymał, prawem własności zwierzchniej [16], ziemię lwowską ze wszystkiemi zamkami, miastami i wsiami.
Nareszcie, szczerze żałując i pokutując za ową tak wielką zbrodnię, wspomniany król wyprawił do dworu rzymskie go posłów i wyjednał sobie rozgrzeszenie, zadaną zaś pokutę pokornie wypełnił [17]. Ponieważ zaś u wszystkich królów był w wielkiem poważaniu, chcąc więc okazać chwałę swojego królestwa, roku pańskiego 1363-go wydał w mieście Krakowie wielką ucztę, na której byli obecni Karol, cesarz rzymski i król czeski, ze swojemi książęty, król węgierski ze swojemi książęty, król Cypru, król Danii, wszyscy książęta polscy i różnych ziem rycerstwo. Jaka była wesołość na tej uczcie, jaka wspaniałość, sława i obfitość — opisać nie podobna, chyba powiedzieć tylko, że wszystkim dawano więcej niż sami życzyli. Powrócili ci królowie i książęta do siebie przyrzekłszy i umocniwszy wzajemną pomiędzy sobą przyjaźń, od Kazimierza zaś, króla polskiego, obdarowani królewskiemi, wielce cennymi upominkami [18].
W roku 1366 król Kazimierz, zebrawszy wielką ilość wojska, potężnie wkroczył do Rusi, gdzie poddał się jego władzy książę Jerzy bełzki, — jak się później wykryło, obłudnie. Król zaś, ziemię włodzimierską, którą trzymał Lubart, ze wszystkiemi jej zamkami zawojowawszy, całą oddał księciu Aleksandrowi, synowcowi Olgierda i Kiejstuta, najwierniejszemu ze wszystkich książąt, wyjąwszy zamek Chełm, który oddał księciu Jerzemu. Książe Aleksander dzierżył tę ziemię aż do śmierci króla, wiernie mu służąc [19]. Roku pańskiego 1368-go książe litewski Kiejstut pospołu z innymi Litwinami zrabował Pułtusk i spalił w nim zamek razem z wielką ilością ludzi, których do niewoli wziąć nie mógł, innych zaś ludzi w wieczną niewolę uprowadził [20].
Przypisy

1. ↑ Znany jest powszechnie fakt ukarania śmiercią głodową w Olsztynie za łotrostwa Maćka Borkowica wojewody poznańskiego, a następnie zgładzenie jego brata Jana z Czacza w r. 1358. Podług Długosza wszystkie ich dobra — Koźmin, Czacz i inne — zostały skonfiskowane, syn zaś Maćka uciekł do Marchii Brandenburskiej, z której czynił niejednokrotnie napady na Polskę, aż nareszcie w Rozdrażewie został przez chłopów zabity. Długosz 250. Patrz rozdz. 40.
2. ↑ W statutach Kazimierza W. jest tylko jeden przepis, ustanawiający piętnowanie; przytaczamy go, jako charakterystyczny, w całości: "Płaczliwą skargę częstokroć-śmy słyszeli, iż woźni, alibo służebnicy, przez ziemię krążąc, ubogie szlachty i wsi zakonnych (należące do klasztorów) kołacząc a gabając, wynalazują wymyślone obyczaje (modos = sposoby i, tako iż gdy której wsi ubodzy szlachcicy, alibo kmiece zakonnych, ich na lubości tychto służebników rozmaitymi którymśkole strawami (expensis = datkami) nie czczą ani ómyślają, tedy ci iści służebnicy te-to ubogie szlachty alibo kmiecy przez winy a przez przyczyny i przez przykazania sędziej pozywają, dla gabania a skłopotania to czyniąc, roki (termina) im podług lubości swey woley dając; a takoż ci ubodzy szlachcice alibo kmiece, nie mogąc nako odkupić kłopotania, częstokroć o pewnej sumie pieniędzy się jednają z nimi. A przeto my takie kłopotanie a ugabanie skazić chcąc, ustawiamy, aby potem służebnicy pod winą pozbawienia swego służebnikostwa i złupienia (pozbawienia — privationis) wszego swego imienia, przez osobnego sędziej przykazania, którego (= żadnego) pozwu czynić nie śmieli; bo inako przerzeczony winy (= kary) i licowego przezżenia (facialem adustionem — piętnowania na twarzy) nie przez zasługi (= nie bez winy) się bojeć mogą. " (Helcel I, str. 62 — Przekład Świętosława z Wojcieszyna z r. 1449).
3. ↑ Taką tylko — nader skąpą — wiadomość podaje spółcześnik, może nawet współpracownik wielkiego króla, o jednym z najdonioślejszych jego czynów, o jego ustawodawstwie ziemskiem. Żyjący w sto lat później Długosz nie wiele więcej podał szczegółów co do tego aktu prawodawczego, zaznaczane tylko, że odbył się w Wiślicy, w czwartą niedzielę postu (11 marca) 1347 r. (Dł. 209). — Późniejsze, za naszych prawie czasów, studya wyjaśniły, że Kazimierz wydał kilka (niewątpliwie zaś trzy] statutów, dla Małopolski, dla Wielkopolski, i powszechny, i że ta praca ustawodawcza trwała lat dwadzieścia, aż do zjazdu w r. 1368, na którym miała być ustalona ostateczna redakcyą powszechnego statutu. Zresztą sprawa powstania ustawodawstwa Kazimierza W. nie jest jeszcze dokładnie wyjaśnioną i przedstawia bardzo wiele kwestyj spornych. — Patrz: Lelewel "Początkowe prawodawstwo polskie" w T. III Polski wieków średnich; Bandtkie "Jus polonicum"; Helcel. Starodawne prawa polskiego pomniki" T. 1; Hubę. Ustawodawstwo Kazimierza W. " (Biblioteka umiejętności prawnych 1881 r. ) i inne; także rozprawa prof. Piekosińskiego "Uwagi nad ustawodawstwem wiślicko- piotrkowskiem Kazimierza W. " (w Rozprawach krak. Akad. Um., wydział histor. filoz. ser. 2, T. III).
4. ↑ Psalm XXIV w. 8. Kochanowski tłumaczy:
Słów tak wiele w języku mym nie znajduję, Jako ja, Panie, twój dom miłuję.
5. ↑ Długosz podaje o dwóch nałożnicach Kazimierza — Rokiczanie czeszce i Esterze żydówce; z tej ostatniej miał mieć córki, pozostawione w wierze żydowskiej, i synów Niemierę i Pełkę i Dł. 244) tudzież Jana (Dł. 311). — Por. Balzer "Genealogia Piastów" str. 388 (Rokiczanę uważa on za ślubną żonę Kazimierza) i 400, oraz rozdz. 4.
6. ↑ Cały ten ustęp sparafrazował Dhigosz 302.
7. ↑ Założenie Kazimierza pod Krakowem datuje się od samego początku rządów syna Łokietkowego. 27 lutego 1335 r. wydał on przywilej, którym nadaje miastu Kazimierzowi — "które zaczęliśmy przy pomocy boskiej z nowa lokować" — prawo niemieckie magdeburskie. (Kod. dypl. miasta Krakowa I Nr. 18).
8. ↑ castrum Oczecz.
9. ↑ Długosz wylicza prawie te same zamki i miasta i prawie w tym samym porządku, i na zakończenie dodaje: "zastawszy Polskę glinianą, drewnianą i nieschludna, pozostawił ją Kazimierz W. murowaną, ozdobną i wspaniałą. " (301, 302).
10. ↑ Ten ustęp podaje Paprocki ("Herby rycerstwa" I wyd. str. 551) jako wyjątek z kroniki Alberta Strepy, z pewnemi odmianami, — przytaczamy go więc dosłownie: "Gdy zaś książę żegański pewną przestrzeń królestwa polskiego z miastem zwanem Wschową, z dawnych czasów zajętą, trzymał etc. przeto król Kazimierz w roku powyższym, zebrawszy zbrojną siłę miasto rzeczone otoczył i takowe nabył (acquisivit — jak i u Czarnkowskiego) i wielu tam wziął jeńców. Zamek Cienawę tego księcia, zwaliwszy mury, zdobył i nad nim rycerza Jerzego Kornicza ustanowił. Dopiero potem zmiękczony prośbami i obietnicami tego księcia, listami jego umocnionemi, że nigdy tej ziemi dla siebie nie będzie chciał zabierać, z ziemi tej Jerzego Kornicza odwołał. " — Długosz (195) nic o Korniczu nie wspomina.
11. ↑ Anna Aldona Gedyminówna umarła 26 maja 1339 r.
12. ↑ Śmierć Bolesława nastąpiła w r. 1340 (Długosz 183); podbój Rusi w r. 1349 (Długosz 218).
13. ↑ 1349 r. 18 paźdz.
14. ↑ Długosz podaje (220), że Baryczka był wysłany przez Bodzantę, biskupa krakowskiego, dla doręczania królowi pozwu i wyrzeczenia groźby wyklęcia, gdyby nie zaprzestał życia rozwiązłego i zmuszania do poborów z dzierżaw biskupich.
15. ↑ Długosz (220) także przypisuje utopieniu Baryczki nieszczęścia, które następnie spadły na Kazimierza i Polskę — jego bezpotomność i niepomyślne (225) wojny z Litwa.
16. ↑ jure dominii.
17. ↑ Posłem do papieża, do Awinionu był Wojciech, kanclerz dobrzyński i proboszcz bocheński; pokutą miało być wystawienie kościołów 'Długosz 227).
18. ↑ Były to gody weselne wnuczki Kazimierza W. Elżbiety, córki jego córki, księżny słupskiej, którą poślubił cesarz Karol IV. Wtedy to miała być owa sławna uczta rajcy krakowskiego Wierzynka, na której byli obecni cesarz, czterej królowie i wielu książąt. (Długosz 274).
19. ↑ Aleksander był synem Michała- Koryata, brata Olgierda i Kiejstuta (Dł. 285).
20. ↑ Długosz 291.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:42

Kronika Jana z Czarnkowa
O Śmierci Kazimierza, Króla Polskiego
Jan z Czarnkowa

Roku pańskiego 1370-go, miesiąca września dnia ósmego, który był dniem Narodzenia Najświętszej Panny Maryi, gdy tak często wzmiankowany najjaśniejszy król Kazimierz bawił na dworze Przedbórz, — przezeń na nowo razem z miastem założonym, a przepięknie i zbytkownie urządzonym, — chciał, jak to było w jego zwyczaju, iść na łowy jelenie. Gdy już wóz jego królewski był przygotowany i król chciał wsiadać do niego, niektórzy z wiernych radzili mu, aby w ten dzień jechania na łowy zaniechał. Zgadzając się na to król zamierzał już był pozostać; atoli któryś niecnota podszepnął mu parę słów o jakiejś, — jak podobniej do prawdy sądzą, — zabawie, wskutek czego król, nie zważając na rozsądną radę, wsiadł na wóz i pośpieszył do lasu na łowy. Tam, nazajutrz, goniąc jelenia, gdy się koń pod nim przewrócił, spadł z niego i otrzymał niemałą ranę w lewą goleń [1]. Z tego uderzenia niebawem wywiązała się gorączka, która jednakże w krótkim czasie go opuściła [2]. Ponieważ jednak wbrew zakazom swoich lekarzy, przez nieumiarkowaniei łakomstwo, nie chciał powstrzymać się od różnych pokarmów, zwłaszcza surowych owoców, orzechów laskowych i innych, przedewszystkiem zaś od łaźni, która mu była przez mistrza Henryka z Kolonii, lekarza jego nadwornego, męża wielkiej sumienności, w mieście Sandomierzu zakazana, więc tego samego dnia, kiedy wyszedł z łaźni, zapadł jak to rzeczony mistrz Henryk przepowiedział, w ciężką gorączkę; nią trawiony ruszył rankiem do Krakowa, i uszedłszy jedną milę od Sandomierza, napił się dużo zimnej wody, poczem jeszcze się więcej rozpalił, mordowany żarem wewnętrznym, W takim stanie przywieziono go do pewnej posiadłości pana Grota rycerza, kasztelana lubelskiego, który króla pana razem z całym jego dworem do siebie zaprosił; tutaj król spoczywał, tak silną gorączką dnia tego trawiony, że tak lekarz jak i wszyscy dworzanie o życiu jego zupełnie zwątpili. Na drugi dzień, gdy za staraniem lekarza gorączka żar swój złagodziła, wierni dworzanie, serdecznie współczując jego niemocy, w wozie do klasztoru Koprzywnickiego braci Cystersów, sposobem koni się wprzągłszy, a piechotą wóz ciągnąc, ostrożnie króla przewieźli. W tym klasztorze przez całe osiem dni leżąc wypoczywał; tutaj też ślubował Bogu i Ś. Zygmuntowi, że chce podźwignąć z ruin świątynię płocką, w której ze czcią przechowywały się relikwie Zygmunta króla i męczennika, i wikarjuszom kwartę, mianowicie każdemu pół grosza dziennie na wieczne czasy, ku czci Wszechmocnego i N. P. Maryi i Ś. Zygmunta króla, przeznaczyć. Potem, gdym się zbliżył do niego i gdy rano mnie i innym obecnym o ślubie oznajmił, zaraz uczuł się cokolwiek wolniejszym od gorączki i polecił mi, abym posłał do miasta Płocka dla obejrzenia zwalisk świątyni i doniesienia mu o liczbie wikaryuszów, co niezwłocznie, jak było rozkazane, wypełniłem, śpiesznie wysyłając w tej sprawie szlachetnego męża, księdza Jana ze Skrzyna, kapelana dworu królewskiego. Następnie, gdy króla przewieziono do dworu, zwanego Osiek, i pewien lekarz jego, mistrz Mateusz, wbrew zakazowi i woli mistrza Henryka i nas wszystkich, pozwolił mu napić się miodu, od tego znowu zapadł on w większą gorączkę. Potem jednak, gdy przybył do Nowego Miasta, tam we dworze swoim, przepysznie zbudowanym, wziął od lekarzy na przeczyszczenie i siły znakomicie odzyskał, tak iż bez pomocy siadł na wóz i stanął w Opatowcu, gdzie zabawiwszy sporo dni, bardzo dobrze się poprawił. Ale za namową wspomnianego wyżej lekarza, mistrza Mateusza, pojechał dalej do Krakowa; w drodze już pierwszej nocy porwała go, jak się zdaje wskutek ruchu, gorączka, jak i przedtem nie jedna lecz potrójna, gdyż przebywał codzienną, trzydniową i czwartaczkę, które zdawały się być dosyć lekkiemi, lecz gdy wszystkie się zeszły jednego dnia, męczyły go srodze.
Odtąd też dzień w dzień, aż do samego przybycia do Krakowa, cierpienia jego się nie umniejszały, lecz dręczyły go, coraz się powiększając. W przedostatni dzień miesiąca października przywieziono go na zamek krakowski, gdzie też pierwszego dnia listopada kazał pytać przezemnie lekarzy, stojących przed jego łożem, czy już jest w Krakowie. Gdy ich zapytałem: "czy król pan jest w Krakowie?", wyżej wspomniany mistrz Mateusz rzekł: "czy on majaczy, czy dostał pomieszania zmysłów, że się pyta, czy król jest w Krakowie?" Na to mu odrzekłem: "wie on dobrze, że jest w... [3] ordynując lekkie lekarstwa, których będąc w drodze mieć nie mogliście; teraz jednak zdaje mu się, że żadnych starań do tego nie przykładacie. " Na to mistrz Mateusz, jakby piorunem rażony, powiedział, że będzie ze swoimi kolegami dokładał najusilniejszych starań, o ile będzie umiał. Wkrótce potem król przezemnie kazał się ich zapytać, czy spostrzegają w nim jakiekolwiek znaki śmierci, (żądając) aby mu to przez Boga wyjawili, by mógł rozporządzić co do zbawienia swej duszy i co do domu. Oni zaś, obyczajem lekarzy, wróżyli mu i przepowiadali długie życie. Król wszakże, wątpiąc o odzyskaniu zdrowia, trzeciego dnia tegoż miesiąca, rano o wschodzie słońca, napisał testament, w którym tak kościołom, jak ubogim i sługom swoim wielką ilość dóbr i dziedzictwa zapisał. Niektórym z nich, mianowicie Zbigniewowi, Przedborzowi i Pakoszowi braciom, zwanym Zbigniewicami, miasto Włodzisław z przynależytościami zapisał; naturalnym synom swoim, Niemierze i Bogucicowi, zapisał Kutów, Puznicz, Drugrę i inne wsie [4]; Paszkowi — Słodzień [5], Niekłań, Mieczdę; Janowi — zamek Międzygórze i wójtosto Sobotę w Zawichoście, oraz wiele innych zapisał; Jaśkowi Żerawskiemu — Podgaje, i wielu innym dużo (majętności) legował, co następnie było w części przez Ludwika, króla węgierskiego i polskiego, i rodzicielkę jego królowę Elżbietę, siostrę rodzoną króla Kazimierza unieważnione. Synowi ukochanej swej nieboszczki córki Elżbiety, żony Bogusława, księcia szczecińskiego i pana Kaszubów, wnukowi swemu, imieniem Kazimierz, księstwa dobrzyńskie, kujawskie, sieradzkie i łęczyckie, z zamkami kruszwickim, bydgoskim, Wielatowem[6], Wałczem zapisał. Krzyż zloty, bardzo wielkiej ceny, wartości przeszło dziesięć tysięcy florenów — kościołowi krakowskiemu; ramię Ś. Koźmy we wspaniałem pozłacanem cyboryum — kościołowi poznańskiemu; monstrancyę z relikwiami i biblię ozdobną kościołowi gnieźnieńskiemu zapisał. Dwom córkom swoim [7] przeznaczył wszystkie ozdoby łoża, kotary i okrycia z cienkiego płótna, purpurą, perłami cennemi i drogiemi kamieniami suto sadzone, oraz czary z czystego złota wyrobione, wartości wielu tysięcy grzywien srebra, — tudzież połowę wszystkich naczyń srebrnych i klejnotów różnego rodzaju, drugą zaś połowę żonie swojej Elżbiecie, córce Henryka księcia głogowskiego [8]. Rozporządziwszy tedy przyzwoicie i prawnie tak tem, jak i wszystkiem innem, w następny wtorek, który był piątym dniem miesiąca listopada, rano o wschodzie słońca, w obecności wielu osób ze szlachty i duchowieństwa, odszedł szczęśliwie do Chrystusa. Był natenczas obecny Władysław, książę opolski, zrodzony z córki siostry rzeczonego króla [9], wysłany przez wspomnianego króla węgierskiego dla wyrażenia współczucia w królewskiej chorobie. Po odprawieniu uroczystych po zejściu króla egzekwij, był on w następny czwartek, t. j. siódmego dnia wspomnianego miesiąca, z prawej strony chóru kościoła krakowskiego, przez wiernych (sług) swoich pochowany, w obecności Jarosława, świętego gnieźnieńskiego kościoła arcybiskupa, oraz biskupów Floryana krakowskiego i Piotra lubuskiego. — Jaki był jęk, jaki płacz, jakie głośne narzekania panów i szlachty, prałatów, kanoników, mężów kościelnych i ludu podczas złożenia zwłok jego, tego język ludzki nie łatwo wypowiedzieć zdoła [10].
Przypisy tłumacza

1. ↑ Przy odkryciu grobowca Kazimierza W. znaleziono, że miał złamaną lewą nogę w goleni (Szujski "Opowiadania i roztrząsania luster. " Warszawa 1882 str. 67).
2. ↑ 16 września był król w Radoszycach niedaleko Przedborza (K. d. Wp. III, 1642J.
3. ↑ Przerwa we wszystkich rękopisach. Musiała być ona i w tym egzemplarzu kroniki Czarnkowskiego, której używał Długosz, jak to widać z jego przytoczenia tej rozmowy (298).
4. ↑ Ustęp ten poddaje bardzo drobiazgowej krytyce Balzer (Geneal. Piastów 400 — 411), dochodząc do wniosku, że powinien on brzmieć (w przekładzie) tak: "naturalnym synom swoim Niemierze i Janowi zapisał Bogucice, Chomętów, Pierzchnicę, Drugnię i inne wsie. " Balzer wywodzi, że Niemierza i Jan (oraz Pełka, wcześniej zmarły, o którym mówi Długosz w ustępie zupełnie niezależnym od Kroniki Janka) byli nieślubnymi synami Kazimierza od Cudki, kasztelanki sieciechowskiej, żony Niemierzy Gołeckiego, i protoplastami rodzin Gałowskich i Bydlińskich h. Mądrostki. — Łaguna (w recenzyi Geneal. Piastów) nie podziela tego wywodu.
5. ↑ Podług Balzera (Gen. Piastów 402; powinno być tutaj — "Paszkowi Złodziejowi", bo to ma być znany z czazów Kazimierza Paszko Złodziej z Pilchowic, kasztelan biecki.
6. ↑ Przypis własny Wikiźródeł Chodzi o Złotów (woj. Wielkopolskie)
7. ↑ Przeżyły Kazimierza tylko dwie jego córki: Anna i Jadwiga, ur. w r. 1366 i 1368 z Jadwigi, córki Henryka Żelaznego, ks. głogowskiego i żegańskiego. Ponieważ Kazimierz ożenił się z Jadwigą jeszcze za życia drugiej swej żony Adelaidy Heskiej i przed unieważnieniem swojego z nią małżeństwa, które nastąpiło pomiędzy r. 1366 a 1368, przeto obie córki królewskie były legitymowane przez Grzegorza XI papieża 11 paźdź. 1374 r. — Anna poszła za Wacława króla czeskiego i niemieckiego, a następnie za Wilhelma hr. Cylei, od którego miała córkę Annę, późniejszą drugą żonę Władysława Jagiełły (zmarłą w 1425 r. ). Jadwiga poszła za któregoś z władców południowych Słowian czy wołoskich; umarła przed r. 1408.
8. ↑ Jest to omyłka w imieniu: wdową Kazimierza była Jadwiga, córka Henryka Żelaznego, ks. głogowskiego i żegańskiego; sam autor daje jej to imię niżej w rodzdz. 14. — Jadwiga po śmierci Kazimierza poszła za Ruptechta ks. lignickiego; umarła 27 marca 1390 r.
9. ↑ Władysław, ks. opolski, następnie wieluński, kujawski i dobrzyński, palatyn węgierski, o którym często będzie mowa w niniejszej kronice, syn Bolka II ks. opolskiego i Elżbiety, córki Bernarda ks. świdnickiego, i Kunegundy Łokietkówny, siostry Kazimierza W ; ożeniony był z Ofką, córką Ziemowita mazowieckiego.
10. ↑ Długosz 300.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:43

Kronika Jana z Czarnkowa
O Przybyciu Króla Węgierskiego Ludwika Do Krakowa I O Jego Przyjęciu
Jan z Czarnkowa

Roku, miesiąca i dnia rzeczonego [1], gdy wspomniany król Ludwik węgierski przybywał do Krakowa, naprzód zabiegli mu drogę w Sączu i dalej panowie i starszyzna królestwa polskiego i, ze czcią go spotkawszy, do Krakowa odprowadzili. Gdy tam wjeżdżał, wyszli mu na spotkanie za miasto do góry Lasoty mieszczanie krakowscy z purpurowemi chorągwiami, oraz zarządzili, aby cała społeczność rajców niosła chorągiew, na której był wyobrażony herb miasta i klucze, i każdy cech rzemieślniczy, w oddzielnem gronie postępując, niósł swoją chorągiew, ozdobioną stosownemi godłami i kluczami, i aby wszystko to złożyli do rąk króla, — i tym sposobem z wielką czcią, poprzedzeni przez procesye duchowieństwa, odprowadzili go aż do większego kościoła zamkowego.
Przypisy tłumacza

1. ↑ Autor zapomniał, że daty przyjazdu Ludwika nie wymienił; było to zaraz po 11 listopada 1370 r., bo przed tym dniem (S. Marcina) Ludwik wyjechał z Wyszehradu do Polski.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:43

Kronika Jana z Czarnkowa
Dlaczego Nie Żaden Z Książąt Polskich, Lecz Ludwik, Król Węgierski, Był Powołany Na Króla
Jan z Czarnkowa

Za czasów Karola, ojca wspomnianego króla Ludwika, najjaśniejszy król polski Kazimierz, pragnąc królestwo swoje polskie, — za przodków jego, mianowicie po wygnaniu ojca, króla Władysława, przez Krzyżaków z domu niemieckiego, margrabiów brandenburskich i innych książąt sąsiednich zajęte, — do całości przywrócić, oraz aby to pewniej i prędzej, bez ostatecznego wyczerpania swego ludu i bez strat, do pożądanego końca doprowadzić, zamyślił prosić o pomoc wspomnianego Karola, który siostrę jego miał za żonę. Gdy to uczynił, prosząc Karola przez uroczyste poselstwo o zbrojnych ludzi, rzeczony król z pochodzenia Gall [1], człek bardzo mądry, synowiec Roberta króla Sycylii, pierwej nim obiecał dać mu pomoc orężną, rozważył, jakich by się mógł ztąd spodziewać zysków lub korzyści. Król Kazimierz, zwiedziony radą swoich, jak mniemał, wiernych doradców, oświadczył Karolowi, królowi węgierskiemu, że, w razie gdyby nie miał syna, — a miał już dwie córki z małżonki swej Litwinki [2], — chciałby przeznaczyć swoje królestwo polskie pierworodnemu jego synowi Ludwikowi, jako swemu najukochańszemu siostrzeńcowi. Miał bowiem wtedy wspomniany król Karol trzech synów: Ludwika, Andrzeja i Stefana, i postanowił sobie w duchu, że Ludwika w Polsce, Andrzeja w Sycylii, a Stefana w Węgrzech uczyni królami. To się też prawie spełniło, chociaż następstwa nie były dobre. Ożenił bowiem syna swego Andrzeja z Joanną, córką Roberta, króla Sycylii, która była z nim w trzecim stopniu pokrewieństwa; ta zaś potem kazała go haniebnie udusić i pozwoliła wyrzucić z okna sypialni, w roku pańskim 1345 [3] Stefan zaś, połączywszy się małżeństwem z jedyną córką córki Ludwika, księcia bawarskiego, cesarza rzymskiego, przeniósł się do Chrystusa, — i tym sposobem pozostał sam Ludwik.
Tak tedy Karol, nadzieją obiecanego zysku podniecony, najwyższym (dostojnikom) króla Kazimierza, Zbyszkowi proboszczowi i Spytkowi kasztelanowi krakowskim [4], których radami rządził się król Kazimierz, natenczas jeszcze młody, czynił wielkie dary, nadawał zamki i posiadłości i corocznie pewne opłaty składał, byleby królowi Kazimierzowi doradzali, aby nie odstąpił od zaczętego dzieła, lecz syna jego Ludwika za następcę sobie w królestwie przyjął. Aby zaś tem łatwiej mogli skłonić Kazimierza ku uczynieniu tego, Karol przyrzekł, że syn jego Ludwik wszystko, co do królestwa polskiego należało, a przez kogokolwiek było zabrane lub zajęte, zwłaszcza zaś Pomorze od Krzyżaków, własnym staraniem i kosztem odbierze i przywróci. A zatem król Kazimierz, dając posłuch namowom swoich doradców, jak również obietnicom wspomnianego króla i swej siostry, owego Ludwika wybrał sobie na następcę i dziedzicem ustanowił. Właściwa umowa, przysięgą i aktem piśmiennym stwierdzona, zawierała, między innemi, głównie trzy następujące warunki: po pierwsze, przyrzekł król Ludwik wszystkie granice królestwa Polskiego (opatrzyć), w szczególności zaś zobowiązał się sam, swoimi ludźmi, własnym kosztem i staraniem odzyskać Pomorze; dalej, jeśli wspomniany król polski Kazimierz zejdzie bez męzkiego potomstwa, a Ludwik, król węgierski, po nim na królewstwie nastąpi, nie wynosić na urząd starościński żadnego cudzoziemca, lecz jedynie któregokolwiek z Polaków; nareszcie, żadnych nowych opłat czyli podatków nie nakładać, prawa zaś, przywileje i swobody ziemianom nienaruszenie zachować, oraz wszystko, co było niesprawiedliwie zabrane tak mężom kościelnym jak świeckim, zwrócić, bez najmniejszego sprzeciwiania się. Ze swej strony, panowie i szlachta całego królestwa polskiego, jemu i synom jego jedynie, gdyby miał ich, przyrzekli (wierność), jeśli i o ile będzie dotrzymane to, co im ten pan obiecał [5].
Przypisy tłumacza

1. ↑ Karol Robert, ojciec króla Ludwika, był z rodu królów francuskich Kapetyngów linii Andegaweńskiej (Anjou) panującej w Sycylii; obrany był na tron węgierski prawem po babce, córce Stefana V węgierskiego, a żonie Karola, króla Sycylii. Karol Robert był mężem siostry Kazimierza W., Elżbiety Łokietkówny (o której będzie obszernie w niniejszej kronice).
2. ↑ Z Anny Aldony Gedyminówny miał Kazimierz dwie córki: Elżbietę, zaręczoną Ludwikowi bawarskiemu, wydaną następnie za Jana ks. bawarskiego, a ostatnio — za Bogusława ks. szczecińskiego i słupskiego, zmarłą w r. 1361, — i Kunegundę, żonę Ludwika bawarskiego, narzeczonego starszej siostry, zmarłą w r. 1357.
3. ↑ Długosz 204.
4. ↑ Zbigniew proboszcz, następnie dziekan krakowski i kanclerz, i Spicimir kasztelan krakowski, znani są z dokumentów pierwszej polowy panowania Kazimierza.
5. ↑ Tekstu umowy, o której autor obecnie mówi, nie mamy — jedyna wiadomość, która się o niej dochowała, jest właśnie powyższy przekaz Jana z Czarnkowa. Natomiast doszły do nas: akt panów węgierskich z d. 30 kwietnia 1355 r., który mieści w sobie obietnicę zachowania umowy, zawartej pomiędzy Kazimierzem a Karolem (bez przytoczenia jednakże tej umowy i nawet bez jej streszczenia), [Dogiel I, 38. — K. d. Kat. kr. I, 202], — oraz akt Ludwika z 24 stycznia 1355 r. w którym on, jeżeli dostąpi tronu polskiego, obiecuje: 1) żadnych nowych podatków nie nakładać na duchowieństwo, na szlachtę, na ziemian, ani na jakiegobądź stanu ludzi; gdyby jednak mieszczanie — ale nie szlachta — (civitatenses, exceptis tamen nobilibus), zrobili pomiędzy sobą składkę i ofiarowali ją królowi, król może ją przyjąć, ale wymagać jej nie może; 2) podczas przejazdów nie ma się król zatrzymywać w dobrach duchowieństwa lub szlachty; jeżeli zaś nie będzie można uniknąć zatrzymania się, wtedy zaopatrywanie dworu w wikt i inne potrzeby będzie uskuteczniane na koszt króla; 3) w razie konieczności wyprawy wojennej po za granice królestwa, król będzie obowiązany ziemianom wszystkie szkody i straty, z tego powodu wynikłe, wynagrodzić; 4) gdyby Ludwik lub synowiec jego Jan (syn Stefana) zeszedł bez męzkiego potomstwa, wtedy umowa co do następstwa w Polsce rozwiązuje się i nikt z innych jego następców na tej umowie nie będzie mógł się opierać. (Zobaczymy następnie jakich wysiłków użył Ludwik, aby ten artykuł skasować, a umowę rozciągnąć na swoje córki). 5) Wszelkie poprzednio zawarte umowy co do następstwa na tron w Polsce pozostają w swej mocy; 6) nakoniec obiecuje Ludwik wszystkich książąt, duchowne osoby, panów, szlachtę, miasta, wsie w ich wolnościach zachować i w niczem tym wolnościom nie ubliżyć. (Jus. pol. 156 — K. d. Kat. kr. I, 201. — Długosz 236). (Patrz dalej przy rozdz. 23 i 56). — Wobec tego, iż po śmierci Kazimierza żyli jeszcze Piastowie szląscy, mazowieccy i kujawscy, przeniesienie korony polskiej na głowę innej, zupełnie obcej, dynastyi może się wydawać dziwnem, a jeszcze dziwniejsza, że przedstawiciele starej, pominiętej dynastyi nie powstali w obronie swoich praw, nawet nie protestowali. Pominięcie Piastów tłumaczy Długosz (180), — a co do książąt szląskich i nasz kronikarz (w roz. 10), tem, że odszczepieństwo i poddanie się ich królowi czeskiemu napiętnowało ich hańbą i odsunęło od tronu polskiego, i że mazowieccy i kujawscy książęta byli za mało potężni, aby od nich można się było korzyści dla królestwa spodziewać. Objaśnienie drugiego faktu daje się odnaleźć w familijnem prawie piastowskiem, które pozwalało, w braku męskiego potomstwa, przekazywać dziedzictwo dalszym krewnym, podług woli i uznania zapisodawcy. (Balzer "O następstwie tronu w Polsce I, Sprawa następstwa po Kazimierzu W. " w Rozprawach Wydz. hist. filoz. Akad. um. w Krak. T. XXXVI str. 289 — 431).

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:44

Kronika Jana z Czarnkowa
O Tem, Co Się Działo Przed Koronacyą Króla Węgierskiego
Jan z Czarnkowa

Gdy tedy szlachetny król Ludwik węgierski zamieszkał na zamku krakowskim, na drugi dzień po jego przybyciu do Krakowa czcigodny mąż Janusz zwany Suchywilk, dziekan i kanclerz krakowski, prawny wykonawca sporządzonego przez szczęśliwej pamięci króla Kazimierza testamentu, przedstawił nowemu królowi wszystkie przywileje nadań, uczynione przez rzeczonego Kazimierza, króla polskiego, w jego ostatniej woli, a z polecenia księcia pana Władysława opolskiego do przyjazdu króla węgierskiego zatrzymane, — pytając go, czy ma je stosownie do postanowienia jego wuja rozdać. Król miłościwie odpowiedział, że należy je porozdawać, i polecił wypełnić wszystko, co było przez króla Kazimierza przekazane i rozporządzone; wkrótce jednakże, gdy mu niektórzy zawistni zdradliwie zaczęli odradzać, polecił odnieść owe przywileje do księży arcybiskupa gnieźnieńskiego i Floryana biskupa krakowskiego, oraz do szlachty, z której wielu było obecnych, i oddać do ich woli i rozporządzenia. Kiedyśmy wskutek tego do nich z przywilejami temi przybyli, oni wszystkie potwierdzili i rozdać kazali, wyjąwszy przywileje Kazimierzowi, wnukowi zmarłego króla Kazimierza, na księstwo sieradzkie, na zamki i ziemie łęczycką i dobrzyńską, Kruszwicę, Bydgoszcz, Wielatów i Wałcz, jak również naturalnym synom ś. p. króla, Niemierze i Janowi, na pewne nadane im i wyznaczone zamki i wsie, — które to przywileje kazano przedstawić do głębszego rozważenia. Następnie zaś, zgromadziwszy się w domu księdza Jarosława, arcybiskupa gnieźnieńskiego, chcąc zniweczyć nadania, wspomnianym synom nieprawego łoża uczynione, polecili komornikom Mścijonowi Sandomierskiemu i Janowi krakowskiemu przeciąć przywileje; jakoż zostały przecięte i tak są obecnie zachowane. Nazajutrz rano, gdy arcybiskup i biskupi oraz szlachta przedniejszego dostojeństwa byli razem zebrani, król Ludwik, z namowy niektórych cudzemu szczęściu zazdroszczących, posłał do zgromadzonych Władysława, księcia opolskiego, z zapytaniem, czy mógł zmarły król, nie pytając krewnych, jakiekolwiek ziemie, zamki, wsie oraz inne rzeczy na przypadek swej śmierci legować, i żądał zarazem, aby mu powiedziano, jak jest podług prawa. Chociaż na to arcybiskup i biskupi żadnej odpowiedzi nie dali, a pomiędzy resztą zebranych wszczął się z tego powodu spór, bo jedni utrzymywali — i słusznie, — że testament zatwierdza się przez samą śmierć testatora, i że ostatnia wola z obowiązku musi być wykonana, jednakże inni, ostrożniejsi, chcąc pozbyć się odpowiedzialności, twierdzili, że rzecz tę powinni sędziowie podług prawa roztrzygnąć. Zatem Pełka Zambr, sędzia sandomierski, i Wilczko z Naborowa, podsędek krakowski, więcej przez wzgląd na relatora niż na przepisy prawa polskiego, orzekli, że nikt nie może na przypadek swej śmierci kosztem swoich krewnych czegokolwiek legować. Chociaż król wyśmiał to orzeczenie, gdy o niem z relacyi wspomnianego księcia usłyszał, jednakże potwierdził i posłał tegoż księcia do arcybiskupa i szlachty, prosząc, aby mu przedłożyli je na piśmie, stwierdzonem pieczęciami arcybiskupa i biskupa, oraz szlachty tam obecnej. Posłyszawszy to, arcybiskup i inna szlachta, niejako strapieni, zaczęli sprawę nanowo roztrząsać i wreszcie przyszli do wniosku, iż to orzeczenie powinno wyjść na niekorzyść Kazimierza, księcia szczecińskiego, oświadczyli więc, że uczynili je tylko co do ziemian, nie zaś co do książąt, gdyż prawa książęce w tym wypadku są im zupełnie nieznane [1]. Tym sposobem w jednej i tej samej sprawie znaleźli się sami z sobą, niestety, w sprzeczności, bo z początku orzekli, że wszystkie nadania przez króla uczynione są ważne, zaś na drugi dzień, jak wspomniano, powiedzieli, chcąc się (nowemu panu) przypodobać, że nie mają one żadnego znaczenia. Nie zważając jednak na takie orzeczenie, wszystkie nadania, — oprócz uczynionych na korzyść naturalnych synów — zostały utrzymane, zaś księciu Kazimierzowi były odebrane ziemie sieradzka i łęczycka, natomiast księstwo dobrzyńskie, tudzież miasta i zamki Wiełatów i Wałcz były mu przez króla węgierskiego we władanie oddane. I to była pierwsza zmiana za nowego panowania szlachetnego króla Ludwika, którą uczynił, jak sprawiedliwie sądzą, niechętnie. Albowiem niektórzy magnaci i niby pierwsi w radzie zmarłego króla, wielce sprzyjający stronnictwu węgierskiemu, sądzili, że książe Kazimierz, z ziem sieradzkiej, łęczyckiej i dobrzyńskiej i z zamków wyżej wymienionych, przy pomocy szwagra swego, Karola, cesarza rzymskiego, i ojca swego, Bogusława, księcia szczecińskiego, może przyjść do rządów królestwa polskiego, jako dziedzic i prawny następca dziada swojego, niegdyś króla polskiego Kazimierza; w obawie więc tego, przekładali królowi Ludwikowi, że w żaden sposób nie może być cierpiany ten książe w ziemiach sieradzkiej i łęczyckiej, przy których zmarły król Kazimierz, przysposabiając go za syna, obiecał go utrzymać i dać nawet więcej. Za namową tedy owych doradców, król zamiast księstw sieradzkiego i łęczyckiego, które zatrzymał sobie, ofiarował mu księstwo gniewkowskie; lecz książe Kazimierz, idąc za radą swego otoczenia, przyjęcia tego księstwa odmówił. A to z dwóch przyczyn: naprzód dlatego, że zmarły król pan obiecał zachować go przy tamtych ziemiach, jak powiedziano wyżej, i dodać jeszcze więcej; powtóre, że księstwo gniewkowskie miało żyjącego jeszcze, przyrodzonego swego pana, mianowicie księcia Władysława Białego [2], syna Kazimierza, któremu, aczkolwiek był mnichem zakonu Św. Benedykta, król Kazimierz świętej pamięci nie chciał dziedzictwa odbierać. Ostatecznie jednak, gdy król Ludwik miał się na króla polskiego koronować, chciał on, aby wspomniany Kazimierz młodszy zadowolił się księstwami dobrzyńskiem, bydgoskiem, Wiełatowem i Wałczem, obiecując za to go czem innem opatrzyć. Kazimierz, widząc że inaczej uczynić nie może, zgodził się, i podczas koronacyi króla pana księstwo dobrzyńskie z pomienionemi zamkami jako lenno od króla pana i od korony królestwa polskiego przyjął.
Przypisy tłumacza

1. ↑ Długosz trochę inaczej ten ustęp — idąc zresztą w ogóle w tem miejscu za naszym autorem — przedstawia (310): "zapytani o zdanie (Pełka i Wilczek) osądzili, że zapisy króla Kazimierza, jako nadwerężające całość królestwa, powinny być zniesione i unieważnione. "
2. ↑ O ks. Władysławie Białym będzie niżej obszerniej (r. 19, 20, 21 i 22); tutaj nadmienia się tylko, że był on synem Kazimierza ks. inowrocławskiego i gniewkowskiego, a wnukiem Ziemomysła, przyrodniego brata Władysława Łokietka.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:45

Kronika Jana z Czarnkowa
O Zdradliwem Wydaniu Zamku Santoka
Jan z Czarnkowa

Gdy wieść o śmierci błogosławionego króla Kazimierza do państw sąsiednich doszła, pewien rycerz Hasso de Huchtenhayn, syn Hassona de Wedel, starosta czyli wójt [1] Ottona, margrabiego brandenburskiego, syna Ludwika, niegdyś cesarza rzymskiego, natychmiast, skoro się tylko o śmierci króla dowiedział, przekupił pieniędzmi i obietnicami niejakich trzech Sasów w zamku santockim, aby z ich pomocą go opanować. Sasi, widząc, że załoga zamkowa uczuwa już pewien niedostatek żywności, i że jest zbyt nieliczna, by mogła się oprzeć nieprzyjacielowi, jako też że przełożony zamku Sędziwój z Wiru, kasztelan bniński, jest nieobecny, postarali się o tem przez jednego z pośród siebie dać znać wspomnianemu rycerzowi. Hasson niewielką liczbą ludzi bez zwłoki zamek obiegł; załoga jego, szczególnie pewien młodzieniec Sędziwój ze Sleszyna, opierali się jak mogli, wyjąwszy tamtych trzech, którzy widocznie nie chcieli zadawać sobie żadnej pracy przy obronie. I aczkolwiek pan Przecław z Gołuchowa [2], wojewoda kaliski, natenczas starosta (wielko-) polski, obwołał wyprawę na obronę rzeczonego zamku, i cała ziemia (wielko-) polska już wystąpiła, jednakże skutkiem powolnego działania, zamek, nim przybyła odsiecz został Hassonowi wydany. Miał zaś wspomnianystarosta (wielko-) polski listy owego Hassona i pewnej szlachty z marchii brandenburskiej, ów zaś Hasso miał odwrotnie listy starosty i szlachty polskiej, któremi było na pewien czas ustanowione zawieszenie broni, zgwałcone tym sposobem przez Hassona. Strofowali też Polacy Sasów za to zgwałcenie pokoju, lecz Sasi wyśmiewając się z nich zabrali zamek [3].
Przypisy tłumacza

1. ↑ capitaneus seu advocatus.
2. ↑ W tekscie wszędzie, jak również i u Długosza — Przecław z G oł u c h o w a, tymczasem jest to błąd w wyczytaniu: powinno być z Góltów (de Gołutowo). Na pieczęci, która się przechowała na jednym z dyplomatów Przecława (K. d. Wp. III, 1636), wyraźnie widać herb Grzymałę ( Ob. pieczęć 57 ib. IV i objaśnienie na str. 347 ).
3. ↑ Długosz 306.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Teksty źródłowe”