Kronika Janka z Czarnkowa

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:45

Kronika Jana z Czarnkowa
O Stracie Zamku Włodzimierskiego Na Rusi
Jan z Czarnkowa

Tegoż samego czasu Kiejstut, książe litewski na Trokach, najpotężniejszy pogromca chrześcijan, brat rodzony wielkiego księcia litewskiego Olgierda, gdy się dowiedział, że Kazimierz król polski umarł, razem z Lubartem, księciem łuckim, obiegł zamek włodzimierski, który król Kazimierz, pozostawiwszy stary zamek drewniany w poprzednim stanie, na innej górze zamkowej, gdzie był założony z cegły kościół katedralny na cześć Najświętszej Panny, na dwa lata niespełna przed swoim zgonem zaczął wznosić z bardzo mocnego muru, lecz zaskoczony śmiercią, pozostawił niewykończonym. Był jednak ten zamek na tyle już obwarowany, że mieszkańcy jego mogli się dobrze napadającym wrogom bronić. Atoli gdy książę Aleksander, syn Michała czyli Koryata, a synowiec Olgierda i wspomnianych książąt litewskich, który trzymał od króla Kazimierza zamek i ziemię włodzimierską, bawił natenczas w Krakowie, niejaki Pietrasz Turski łęczycanin, przełożony zamku, powodowany strachem, lubo nie doznał żadnej porażki, ani był przyciśnięty jakimkolwiek niedostatkiem, ów zamek włodzimierski wspomnianym książętom haniebnie oddał. Książęta zaś litewscy, zadowalniając się starym zamkiem, chociaż drewnianym, zamek murowany, nowo wznoszony, skopawszy mury, zrównali z ziemią, kamienia na kamieniu nie pozostawiając. Przy budowie tego zamku trzystu ludzi codziennie i wiele sprzężajów wołów i koni, dla zwożenia wapna, kamieni, cegły i drzewa, prawie przez dwa lata bez przerwy pracowało, tak że ze skarbu królewskiego na budowanie go (wydano) więcej niż trzy tysiące grzywien, a jeszcze na cztery dni przed śmiercią (król) kazał zawieźć sześćset grzywien przez Wacława z Tęczyna, presbytera, który miał dozór nad robotą; jednakże pierwej nim on z Krakowa wyjechał, król błogosławiony życie zakończył. Pieniądze te zostały napowrót do skarbu królewskiego złożone [1].
Przypisy tłumacza

1. ↑ Długosz 307 prawie dosłownie.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:46

Kronika Jana z Czarnkowa
O Koronowaniu Króla Węgierskiego Ludwika W Krakowie
Jan z Czarnkowa

Po przyjeździe do Krakowa, Ludwik, król węgierski, chcąc się koronować na króla polskiego, usilnie żądał od czcigodnego w Chrystusie ojca Jarosława, arcybiskupa gnieźnieńskiego, aby dopełnił tego obrzędu. A chociaż wspomniany ksiądz Jarosław arcybiskup, a także niektórzy ze szlachty (wielko-) polskiej, jako posłowie całej Wielkopolski [1], twierdzili, że król pan powinien być koronowany nie w krakowskim lecz w gnieźnieńskim kościele, i prosili, aby z krzywdą Wielkopolski nie pozwolił się gdzie indziej koronować, jak tylko w kościele gnieźnieńskim; jednakże król, w obawie, aby ze zwłoki nie wynikło jakich złych następstw, nastawał na tem, aby mu w katedrze krakowskiej włożono koronę, obiecując, że się zjawi w katedrze gnieźnieńskiej ozdobiony królewskiemi insygniami, i że te insygnia, jako to: koronę, berło, jabłko i inne do nich należące, pozostawi w tejże katedrze; czego jednak później, przybywszy do Gniezna, za radą krakowian, bynajmniej nie uczynił, lecz śpiesznie ztamtąd odjechał i przez Poznań, Łęczycę i ziemię sieradzką do Krakowa podążył, gdzie odbywszy tylko jeden nocleg, wyruszył zaraz z powrotem do Węgier, pozostawiając w Krakowie matkę swoją, panią Elżbietę, królowę węgierską. W pierwszą zatem niedzielę po dniu Ś. Marcina, która była dniem 10-ym miesiąca listopada [2], król Ludwik był przez najczcigodniejszych ojców — Jarosława arcybiskupa, Floryana krakowskiego i Piotra lubuskiego biskupów, w kościele krakowskim, na króla polskiego z przyzwoitą uroczystością koronowany [3], wobecności szczupłej garstki szlachty i tylko dwóch książąt, mianowicie Władysława opolskiego oraz Kazimierza szczecińskiego i dobrzyńskiego, którzy obydwaj pewne księstwa czyli państwa [4] na koronacyi jako lenno od niego otrzymali, mianowicie: Władysław miasta i zamki bardzo warowne wieluński, bolesławski, brzeznicki, Krzepice, Olsztyn, Bobolice, danemu w owym czasie przez króla Ludwika z ich powiatami, a które przez błogosławionej pamięci króla Kazimierza z wielkim kosztem były zbudowane. Kazimierz zaś otrzymał księstwo dobrzyńskie z zamkami Bydgoszcz, Wielatów i Wałcz [5]. Takiego rodzaju infeudacya nie była zgoła we zwyczaju innych książąt polskich, gdyż wszyscy książęta polscy zwykle byli sobie równi, i żaden z nich nie uznawał jakiejkolwiek władzy innego, lecz każdy swoją władzą się zadowalał. A to dla tego, że pochodzili z jednego rodu, a ztąd korzystali i korzystać chcieli z jednego prawa; aż dopiero przez Jana, króla czeskiego, syna Henryka hrabiego na Luczelborgu, następnie cesarza rzymskiego, — który to Jan, tak z nadania cesarza swego ojca, jak i przez żonę, jedyną córkę Wacława drugiego, króla czeskiego, był na królestwo czeskie przyjęty, — niektórzy książęta szląscy, więcej podarunkami i obłudną radą swoich (dworaków) oraz obietnicami podstępnie Zwiedzeni, aniżeli najazdem zbrojnym pokonani, wolne księstwo szląskie i swoje dzierżawy, w niczem nikomu poprzednio nie podległe, lecz wolnie przez swoich książąt, bez czyjegokolwiek uznania, posiadane, od tegoż Jana, króla czeskiego, przyjęli jako lenno korony czeskiej, dobrowolnie poddając siebie i swoje (posiadłości), na wstyd i hańbę królestwa polskiego. Takie odszczepieństwo przyniosło tym książętom wieczną hańbę, to też odkiedy są hołdownikami korony czeskiej, żaden z nich na króla polskiego podczas bezkrólewia za to właśnie nie był obierany, lecz zarówno oni sami jak ich następcy, za karę ustawiczną, jako poddani państwa czeskiego, od następstwa na królestwo polskie zupełnie i nazawsze są odsunięci.
Przypisy tłumacza

1. ↑ tanquam nuncii communitatis Poloniae Majoris.
2. ↑ Data mylna: pierwsza niedziela po Ś. Marcinie w r. 1370 była 17 listopada.
3. ↑ Z bulli Grzegorza XI, wydanej w Awinjonie 19 paźdz. 1371 r. (K. d. Wp. III, 1652) widać, że podczas swej koronacyi Ludwik ofiarował na ołtarze w kościele pewną sumę pieniędzy, wazy srebrne, postawy sukna i płótna, obicia (tapecia) i inne przedmioty, o które później był spór pomiędzy kapitułą a arcybiskupem Jarosławem, który uważał, że wszystkie te przedmioty były dane jemu, jako koronującemu, i domagał się ich wydania. Spór tak się zaognił, że arcybiskup groził ekskomuniką kapitule, wskutek czego papież polecił opatowi klasztoru Panny Maryi na Piasku we Wrocławiu, aby przeprowadził dochodzenie i wydał wyrok.
4. ↑ ducatus seu dominia.
5. ↑ Długosz 312.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:47

Kronika Jana z Czarnkowa
O Żałobnem Nabożeństwie Po Królu Kazimierzu
Jan z Czarnkowa

Po koronacyi wspomnianego króla węgierskiego Ludwika odprawione były w najbliższy wtorek [1] we wszystkich kościołach krakowskich solennne po ś. p. królu Kazimierzu egzekwie, w obecności króla Ludwika, biskupów, książąt i wielkiej ilości szlachty. Na tych egzekwiach był taki porządek: naprzód szły cztery wozy, każdy w cztery piękne konie [2], a wszystko to — tak woźnice, jak konie i wozy — było czarnem suknem przybrane i pokryte. Potem kroczyło czterdziestu rycerzy w pełnych zbrojach na koniach [3]. pokrytych suknem szkarłatnem; następnie jedenastu niosło chorągwie tyluż księstw, dwunasty zaś chorągiew królestwa polskiego, a każdy miał tarczę ze znakiem czyli herbem każdego księstwa. Za nimi jechał rycerz, odziany w złocistą szatę królewską, na pięknym stępaku królewskim [4], purpurą pokrytym, osobę zmarłego króla wyobrażający. Za nim szło parami procesyonalnie sześciu ludzi i niosło zapalone duże świece, z których dwie były zrobione z jednego kamienia wosku. Potem szły zgromadzenia zakonne i wszystkie osoby duchowne, ile ich było w mieście i na przedmieściach, śpiewając pieśni żałobne, a poprzedzając mary, pełne złotogłowia, sukna różnego [5] i innych drogich materyj, które miały być między klasztory i kościoły rozdzielone. Na końcu postępował król Ludwik, arcybiskup, biskupi, książęta, panowie i wielka moc ludu obojej płci. Pomiędzy nimi zaś a marami szli dworzanie zmarłego króla, w liczbie większej niż czterysta, wszyscy w czarną odzież przybrani, i wszyscy z wielkim płaczem i jękiem. Do którego zaś kościoła wstępował ten pochód z marami — jako to do Minorytów, N. Panny Maryi, Zakonu kaznodziejskiego, — tam składano dwie purpury złociste i dwie sztuki przedniego sukna brukselskiego różnych kolorów, po szesnaście łokci każda [6], oraz duże ofiary w pieniądzach i wielką ilość świec. Przed marami szedł jeden (z dworzan) i szeroko rozrzucał pieniądze biednym i każdemu, kto by je chciał podnieść, ażeby wolniejszą zrobić drogę idącym i aby tem goręcej za duszę zmarłego króla się modlono. Nadto dwóch doświadczonej uczciwości ludzi było przeznaczonych do niesienia mis srebrnych [7], napełnionych groszami, z których-to mis każdy, kto swej ofiary nie składał, brał ile chciał. Inni znowu nieśli wory [8] pełne groszów, i gdy tylko taka misa się opróżniała, w tej chwili napełniali ją znowu.
Z taką ceremonią i w takim porządku pochód doszedł do kościoła katedralnego, w którym czcigodny ojciec, ksiądz biskup krakowski Floryan mszę celebrował; zaś podczas tej. mszy były złożone następujące ofiary.
Przypisy tłumacza

1. ↑ 19 listopada 1370 r.
2. ↑ equi solemnes.
3. ↑ in dextrariis.
4. ↑ in ambulatorio regio optimo.
5. ↑ aureis ac sericeis pannis.
6. ↑ duae purpurae aureae et duae peciae panni brusselensis optimi diversi coloris XVI ulnarum.
7. ↑ pelves argenteae.
8. ↑ saccos.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:47

Kronika Jana z Czarnkowa
O Ofiarach, Złożonych Podczas Żałobnego Nabożeństwa Za Króla Kazimierza
Jan z Czarnkowa

Było postanowionem, aby przy wszystkich ołtarzach, jakie są w kościele katedralnym krakowskim, stali kapłani do mszy przygotowani, tak aby wszyscy ofiarujący, ilekolwiek ich będzie, po złożeniu ofiar naprzód przy wielkim ołtarzu, gdzie biskup celebrował, następnie przy wszystkich innych ołtarzach ofiary swoje składali. Ponieważ zaś z powodu ogromnego natłoku ludu, który gorąco pragnął być obecnym na egzekwiach królewskich, nie można było obchodzić ołtarzy z ofiarami, przeto jeden z nas, mający stosowne polecenie, z misą srebrną pełną groszów, a otoczony z przodu i z tyłu pachołkami królewskiemi [1], z których jedni drogę torowali, podwakroć obszedł kościół, i każdemu z kapłanów mszę celebrujących składał tyle, ile mógł ręką z misy nabrać. Na wielkim ołtarzu złożono tym sposobem naprzód dwie drogocenne purpury, a drugim razem dwie sztuki drogiego sukna, jak i w innych kościołach, o czem było wyżej. Następnie urzędnicy zmarłego króla, każdy podług swej służby, złożyli na ołtarzu naczynia, któremi zarządzali: a więc naprzód komornik Świętosław i podskarbi podali na ołtarz misy srebrne z ręcznikami i obrusami [2]; potem stolnik Przedborz z podstolim złożyli cztery wielkie półmiski srebrne [3], potem Cześnik i podczaszy — dzbany i kubki srebrne [4]; potem podkomorzy czyli marszałek przyprowadził najlepszego z koni [5] królewskich, podkoniuszy — zbrojnego rycerza, w królewskie szaty odzianego, na dzielnym a bardzo przez króla lubionym stępaku królewskim; a wszystkich tych poprzedzali chorążowie, niosący chorągwie, i ów rycerz, osobę zmarłego króla wyobrażający. Po złożeniu tych ofiar, gdy zaczęto, podług zwyczaju w takich wypadkach, kruszyć chorągwie, powstał taki krzyk żałosny, taki płacz i jęk wszystkich obojga płci obecnych w kościele krakowskim, że od tego płaczu i jęku wszyscy, osoby możne i nizkie, starzy i młodzi, ledwo się utulić mogli.
I nie dziw! Obawiali się bowiem, aby ze śmiercią króla pokój miłującego, nie znikł ten pokój, do którego za jego życia przywykli; nie spodziewali się już od nikogo tych uprzejmych przemówień, tego pocieszania strapionych, które od niego słyszeli i przywykli przyjmować; obawiali się, że przyjdzie to nieuniknione rozprzężenie królestwa, jakie po śmierci króla polskiego Przemysława, dziada Kazimierzowego, spadło na państwo, gdy bez męzkiego potomstwa umarł. Nadewszystko zaś owe przekształcenie królestwa, dokonane przezeń, i wielka jego przystępność, do bolesnego płaczu mieszkańców jego kraju pobudzały. Bo między innemi ziemi następstwami obawiali się także, że — pierwej nim z woli boskiej powstanie w Polsce król z rodu królów polskich — cudzoziemiec na królestwo wyniesiony, który będzie chciał postępować podług obyczaju swojego narodu, będzie usiłował zmienić obyczaje i zwyczaje Polaków, nieznanych tutaj rodaków swoich wyniesie ponad ludzi miejscowych, i tym sposobem dążąc do zniweczenia praw i swobód Polaków, wywoła ku sobie nienawiść tudzież waśnie wzajemne; ci zaś, którzy mieli prawo do tronu, będą dążyli do odzyskania dziedzictwa swych przodków. Z tego wszystkiego i z innych rzeczy razem połączonych mogłaby wyniknąć bez wątpienia zguba królestwa, którą tylko oby Bóg przez swe miłosierdzie odwrócić raczył [6].
Przypisy tłumacza

1. ↑ clientulis regalibus.
2. ↑ pelves argenteas cum manuteriis et mensalibus.
3. ↑ scutellas.
4. ↑ cantra et cuppas argenteas.
5. ↑ dextrarium meliorem. — W dawnej polszczyźnie "drabarz" — koń prędki w biegu (Lelewel P. W. S. IV, 233).
6. ↑ Por. dla obu tych rozdziałów Długosz 313 — 315.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:48

Kronika Jana z Czarnkowa
O Przejeździe Ludwika, Króla Węgierskego I Polskiego Do Wielkopolski
Jan z Czarnkowa

Po tych egzekwiach, jak powiedziano wyżej, solennie odprawionych, najjaśniejszy pan, już teraz Polski, Węgier, Dalmacyi etc. król, pośpieszył do Wielkopolski; niezliczona ilość Polaków wybiegła mu na spotkanie w Kaliszu i dalej i ze czcią go przyjęła, składając mu winny hołd jako swemu królowi. Razem z nimi król przybył do Gniezna, gdzie zatrzymał się dwa dni [1]. I chociaż w kościele gnieźnieńskim był przygotowany tron królewski złotogłowiem pokryty, aby tam, w szaty królewskie odziany, w koronie i z berłem, do użytku królewskiego zastosowanemi, wystąpił i zasiadł, stosownie do tego, jak było umówionem jeszcze przed jego koronacyą w Krakowie, jednakże król, za radą niektórych krakowian, zaniechał tego uczynić, mówiąc, iż toby go śmiesznością okryło [2].
Tak tedy, nic w królestwie polskiem nie ustaliwszy, powrócił król, jak się rzekło wyżej [3], do ojczyzny. Wtedy to było, że jego Węgrzy, towarzyszący mu w drodze, wdzierali się po wsiach do domów mieszkańców i gwałtem im rzeczy rabując z sobą zabierali; żaden zaś z tych ubogich a pokrzywdzonych nie miał dostępu do króla, bo Węgrzy temu przeszkadzali [4].
W nieobecności króla, podczas rządów w królestwie polskiem jego ukochanej rodzicielki, imieniem Elżbiety, królowej węgierskiej, działo się jeszcze gorzej niż przed tem, gdyż nie było i nie ma dotąd żadnej tam stałości ani pewności. Bo jeśli kto się uciekał do matki, ona go do syna odsyłała, a syn nawzajem odsyłał do matki, przez co nie mogło być i nie było rzeczywiście końca żadnym sprawom, chyba tylko tym, które jej się podobały [5].
Już to pierwsze zasadę niestałości wykazało, że wszystkich głównych doradców, przy których pomocy nieboszczyk król Kazimierz, brat królowej, sprawami państwa zbawiennie rządził, po kolei i nie bez skwapliwości od siebie oddaliła, innych zaś, których głos u wspomnianego jej brata nie miał żadnej powagi w radzie, za swych doradców przyjęła. I ci radzili jej nie tak, jak tego wymagał ogólny pożytek państwa, ale tak, jak pragnęła ich szalona chciwość; zdania zaś dawniejszych doradców, które zwykli byli dawać i rzeczywiście dawali najrzetelniej, owi doradcy nowi, obgadując ich zaocznie, najbezczelniej odrzucali. Za radą tych niegodziwców, zarówno urzędnicy dworu królewskiego jak i starostowie ziem bardzo się często, z nadzwyczaj wielką stratą dla mieszkańców królestwa, zmieniali.
Przypisy tłumacza

1. ↑ 8 grudnia 1370 r. był Ludwik w Gnieźnie, gdzie wydał ważny reskrypt ( K. d. Wp. III, 1643 ) na imię starosty kaliskiego z poleceniem, aby rajców i wszystkich mieszczan m. Kalisza zachował nienaruszenie w wolnościach, nadaniach i swobodach, których używali za czasów króla Kazimierza, a na które mają przywileje tegoż króla i jego poprzedników.
2. ↑ Długosz 318: "Nie zgadzało się to, — mówił Ludwik — z jego i Polaków godnością, aby raz przywdziawszy koronę w zwykłem koronacyi miejscu, w stolicy Krakowie, miał obrzęd ten, jakby wątpliwy, nowym a niezwykłym obyczajem w Gnieźnie powtarzać. "
3. ↑ Rozdział 10.
4. ↑ Długosz 318.
5. ↑ Jeszcze w r. 1374 agitowały się te sprawy o restytucyę dóbr, nieprawnie na skarb za czasów króla Kazimierza zabranych. Do rozpatrzenia skarg w tym względzie było przeznaczonych dwunastu panów: Floryan biskup krakowski, Jan kasztelan krakowski, Piotr sandomierski, Dobiesław krakowski wojewodowie, Jan kanclerz krakowski, Rafał kasztelan wiślicki, Mikołaj sędzia krakowski, Jan sandomierski, Mszczuj krakowski podkomorzowie, Zawisza podkanclerzy krakowski, Andrzej podsędek krakowski i Bodzanta prokurator generalny ( K. d. Mp. III, 867 )

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:48

Kronika Jana z Czarnkowa
O Podziale Skarbu Królewskiego
Jan z Czarnkowa

Po wyjeździe wspomnianego pana Ludwika, króla polskiego i węgierskiego, jak się wyżej rzekło, z Wielkiej Polski, najjaśniejsza pani Elżbieta, rodzicielka jego, zażądała, aby skarb świętej pamięci króla Kazimierza brata jej, został podzielony pomiędzy Jadwigą, wdową po nim, a córkami Anną i Jadwigą, stosownie do jego rozporządzenia i ostatniej woli.
Skarb ten, jedynie co do srebrnych naczyń, był podzielony na trzy części; na każdą z nich przypadło trzysta trzydzieści trzy grzywny i pół srebra ciężkiej wagi, oprócz ośmiu dużych mis [1] z czystego złota wykutych, trzydziestu sześciu roztruchanów [2], przedziwnie złotem i srebrem ozdobionych, flasz jaspisowych i kryształowych [3], pierścieni i drogich kamieni, okryć purpurowych [4], na których orły i inne herby królewskie z pereł, ze złota i drogich kamieni były przedziwnie i suto nasnute, oraz innych różnego rodzaju klejnotów [5], które nie były podzielone, lecz zachowane dla dwóch córek króla. Ten zaś skarb dwóch córek królewskich, nieoszacowanej według powszechnego zdania wartości, pani Elżbieta razem z niemi wywiozła do Węgier, pozostawiając wdowie po bracie swoim, która później połączyła się węzłem małżeńskim z Rupertem, synem Wacława niegdyś księcia lignickiego [6], tylko część wyżej wymienioną, i tysiąc grzywien szerokich groszy, jako wiano.
Przypisy tłumacza

1. ↑ scutellae grandes = "przystawka" w starej polszczyźnie.
2. ↑ cornua.
3. ↑ flasculis, lagunculis jaspidinis, cristallinis.
4. ↑ ortenis purpureis.
5. ↑ xeniis et diversi generis jocalibus.
6. ↑ Wdowa po Kazimierzu, Jadwiga, umarła 27 marca 1390 r.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:49

Kronika Jana z Czarnkowa
O Usunięciu Przecława, Starosty Wielkopolskiego
Jan z Czarnkowa

Z postanowienia tych doradców, o których było wyżej, królowa usunęła ze starostwa (w. -) polskiego pana Przecława z Gołuchowa, rycerza wojewodę kaliskiego, za którego najlepsza moneta kwartników [1], którą Kazimierz król za panowania swego wybijać rozkazał, tak dalece spadła w cenie, że gdy pierwej dwa kwartniki miały wartość grosza praskiego, potem za jeden grosz praski trzeba było dawać cztery kwartniki [2]. Wskutek takiej zmiany wielu bardzo ciężkie poniosło straty; bo kto pierwej miał dziesięć groszy, ten miał ich teraz tylko pięć. Wielu natomiast, kupując cztery kwartniki za jeden grosz, odnosiło duże korzyści, przetapiając pieniądze na czyste srebro [3].
Po usunięciu Przecława, około wielkiego postu roku niskiego 1071-o [4], wyniesiono na starostwo (w. -) polskie szlachetnego męża Ottona z Pilczy [5], rycerza przezornego, dobroczynnnego i możnego. Niektórzy ze szlachty (w. -) polskiej, natenczas w Krakowie przy królowej się znajdujący, długo odmawiali przyjęcia go za starostę, twierdząc, że go jako nie ich ziemianina, nie należało wbrew ich przywilejom nad nich wynosić. On zaś niektórym z nich obiecał dać w zarząd grody królewskie w tem starostwie położone; co też uczynił. Chociaż ogół Wielkopolan odmówił zrazu przyjęcia tego Ottona za swego starostę, jednakże gdy czcigodny ojciec Jan, biskup poznański, i jego krewni Doliwowie oraz niektórzy inni dali swą zgodę na niego, wszyscy go potem jako starostę uznali. Za czasów tego Ottona wielu zbiegłych i różnych innych ludzi dopuszczało się rozbojów i grabieży w królestwie. Starosta Otton, widząc, iż bez pomocy ziemian zbiegów i złodziejów w grabieżach i kradzieżach ukrócić nie potrafi, — ziemianie bowiem popierać go w tym kierunku zaniedbywali, — zrzekł się starostwa. Po nim nastąpił i trzymał starostwo wielkopolskie pan Sędziwoj z Szubina [6].
Przypisy tłumacza

1. ↑ moneta quartariorum optima.
2. ↑ uod quatuor quadrantes, quorum duo grossum bohemicalem valebant, postmodum pro grosso bohemicali dari deberent.
3. ↑ Długosz (319), opisując usunięcie Przecława, nic o tym spadku pieniędzy za jego czasów nie wspomina. Może to się odnosi do nastania szerokich groszy praskich, które przybyły do nas z Czech na początku XIV w., a które wywołały zamieszanie, jeżeli nie przewrót, w stosunkach monetarnych. Prof. Piekosiński ("O monecie i stopie menniczej w Polsce" w Rozprawach Wydz. hist. filoz. Akademii Urn. w Krakowie IX, str. 45) słuszną uwagę, że ponieważ Przecław był starostą w. polskim od roku 1364 czy 1366, usunięty zaś został zaraz po śmierci Kazimierza W-go, przeto działalność jego musi się odnosić tylko do panowania tego króla, za czasów którego pieniądze rzeczywiście bardzo spadły.
4. ↑ Oczywista omyłka, należy poprawić na 1371. — Wbrew twierdzeniu naszego autora, że Przecław został usunięty ze starostwa wielkopolskiego w połowie lutego 1371 r., mamy dokument tegoż Przecława, jeszcze jako starosty, z 23 kwietnia 1371 r. (K d. Wp. III, 1648).
5. ↑ Był to ojciec trzeciej żony Władysława Jagiełły, Elżbiety Granowskiej.
6. ↑ Długosz 319.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:49

Kronika Jana z Czarnkowa
O Piorunie Spadłym Na Katedrę Poznańską
Jan z Czarnkowa

Roku pańskiego 1371-go, w niedzielę, w którą się śpiewa Panu "Judica me etc. [1], piorun uderzył w wierzchołek krzyża na prawej wieży kościoła poznańskiego i koniec rogu tej wieży zrujnował. Piorun impetem swoim zrobił otwór w sklepieniu kaplicy królewskiej i potrzaskał zawieszone na ścianie portrety króla Przemysława i królowej [2].
W tym samym roku i w następnym było w Polsce wiele grabieży i rozbojów, i nikt im nie przeszkadzał.
Przypisy tłumacza

1. ↑ Piąta niedziela postu wielkiego 23 marca.
2. ↑ Długosz 320.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:50

Kronika Jana z Czarnkowa
O Bardzo Wielkiem Morowem Powietrzu W Polsce
Jan z Czarnkowa

W owych dwóch latach, tak samo jak w roku śmierci króla, był wielki mór w Polsce; zaś w roku następnym od miesiąca września zaczęła się szerzyć w Polsce jeszcze większa morowa zaraza na ludzi, zwłaszcza na młodzież i kobiety, na męże i dziewice, i trwała przez rok aż do miesiąca września, przez który-to przeciąg czasu wiele tysięcy, niestety, ludzi umarło.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kronika Janka z Czarnkowa

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 19:50

Kronika Jana z Czarnkowa
O Olśnięciu Jarosława, Arcybiskupa Gnieźnieńskiego
Jan z Czarnkowa

Roku pańskiego 1372-o, w piątek przed Narodzeniem Chrystusa grałem w szachy razem z innymi w Żninie, rano zaś w sobotę, w wigilię Tomasza Apostoła [1] wyjechałem do Gniezna, dla otrzymania czterdziestu grzywien groszy, które czcigodny ojciec Jarosław, gnieźnieńskiego kościoła arcybiskup, był mi pożyczył, — a widział wtedy jeszcze zupełnie dobrze, — ztamtąd zaś posłałem dalej do Poznania i po załatwieniu niektórych spraw, w wigilię wigilii, w śniadaniowej porze do Żnina wróciłem. Tam gdy od niektórych osób posłyszałem, iż arcybiskup oślepł, nie dałem zrazu temu wiary, aż dopiero gdy tegoż dnia przybyłem z (miasta) Żnina i do niego razem z innymi panami, aby z nim zasiąść do obiadu, wszedłem, on posłyszawszy nas, rzekł do mnie: "archidyakonie, oto nic nie widzę!" Litowaliśmy się nad nim z powodu tej nagłej ślepoty, ale więcej jeszcze żałowaliśmy siebie i kościoła całego.
Gdy tak oślepł arcybiskup, który już z powodu głębokiej starości był prawie zupełnie pozbawiony przyrodzonej energii, krewny jego, Mikołaj z Koszutowa, proboszcz gnieźnieński, przy pomocy niektórych przyjaciół arcybiskupa podsunął mu myśl, aby jemu stolicę arcybiskupią odstąpił. Arcybiskup na to się zgodził i dał mu na piśmie cesyę oraz potrzebne listy; on zaś, nie mając na to zgody ani króla pana ani kapituły gnieźnieńskiej, losowi się powierzywszy, do dworu rzymskiego pośpieszył. Widząc to, Janusz syn Paska, kantor gnieźnieński, zebrał na kapitułę niektórych prałatów i kanoników gnieźnieńskich i po naradzie z nimi, we wtorek po niedzieli Laetare [2], wydał listy kapitulne, aby przeszkodzić kuryi rzymskiej w promocyi wspomnianego proboszcza. Z temi listami i pełnomocnictwem, na swoją osobę wypisanem, w osiem dni potem pojechał do kuryi rzymskiej, i stanąwszy tam po Wielkiej nocy, promocyi wspomnianego proboszcza w zupełności zapobiegł. Niemniej obaj zostawali tam prawie przez rok cały; proboszcz powrócił potem do ojczyzny, kantor zaś wspomniany, w roku pańskim 1373 w dniu... sierpnia, z powietrza, które natenczas przy kuryi grasowało, przeniósł się do Chrystusa [3].
Gdy roku tego i poprzedniego, niektórzy Mazowszanie, zwłaszcza Pietrasz, syn Krystyna, wojewody płockiego, za zgodą, jak powiadał, Ziemowita ks. mazowieckiego, w powiecie łowickim wielkie szkody, grabieże i łupiestwa czynili, arcybiskup Jarosław, nie mogąc tego księcia prośbami skłonić, aby swoich ziemian od tych łupiestw powstrzymał, obłożył całą ziemię mazowiecką ogólnym interdyktem, i nie wprzód zdjął, aż ogromnie przerażeni, oddali jemu i kościołowi jego gnieźnieńskiemu, za szkody wyrządzone, pewne wsie A. i B., na wieczne kościoła posiadanie, i nadania te dostatecznie przywilejami umocowali [4].
Po tem wszystkiem, tegoż roku, rzeczony ojciec arcybiskup, gorąco pragnąc ustąpić z katedry, postanowił oddać ją czcigodnemu mężowi Januszowi, doktorowi dekretaliów, dziekanowi krakowskiemu i kanonikowi gnieźnieńskiemu. Ów tedy dziekan, otrzymawszy od księdza Jarosława arcybiskupa pismo rezygnacyjne, wysłał do papieża Grzegorza XI pana Domarata rycerza i Jaranda kanonika gnieźnieńskiego, z pełnomocnictwem i listami promocyjnemi króla węgierskiego i polskiego. Ci jednak przybywszy tam nic nie uczynili, a to z powodu, że król Ludwik, zmieniwszy swoją wolę i wysławszy do papieża listy przeciwne, sprawie przeszkodził, a nadto, że nie mieli zgody kapituły gnieźnieńskiej. Gdy tak z niczem powrócili, wspomniany dziekan, otrzymawszy nowe listy króla pana i królowej, oraz Karola cesarza rzymskiego i króla czeskiego i kapituły gnieźnieńskiej, — około dnia Objawienia [5]) roku pańskiego 1374 — sam osobiście do kuryi rzymskiej się udał. Jakoż przy pomocy popierającego sprawę kardynała Wilhelma, brata ciotecznego papieża, wspomniany papież Grzegorz opatrzył go arcybiskupstwem, i w niedzielę "Misericordia domini" [6] polecił go na arcybiskupstwo wyświęcić. Po swem wyświęceniu arcybiskup zaraz kuryę opuścił, spiesząc do domu, z powodu zarazy, która wtedy w mieście Awinjonie była wielka, i przybył do miasta Gniezna dnia 3-go miesiąca lipca, nazajutrz zaś w niedzielę [7] mszę celebrował, na której był obecny czcigodny ojciec biskup poznański i wiele innej szlachty.
Tego dnia i następnych aż do środy deszcz padał nieustanny.
Były zaś arcybiskup Jarosław zachował na swoje utrzymanie wszystkie dochody w Pomorzu i miasto Opatów ze wsiami przyległemi, oraz dziesięciny w powiecie kaliskim. Rezerwacyę tę Stolica apostolska potwierdziła, zezwalając mu na pobieranie tych dochodów [8]. Następnie przeniósł się on do klasztoru lądzkiego i w nim ze swemi sługami, habitu nie wdziewając ani ślubów zakonnych nie składając, przebywał prawie przez dwa lata [9].
Przypisy tłumacza

1. ↑ W r. 1372 Boże Narodzenie przypadało w sobotę; wigilia Ś. Tomasza (21 grudnia wtorek) była w poniedziałek. Całe to pogmatwanie tłumaczy się omyłką roku: było to nie w r. 1372, jak w tekście, lecz w r. 1371; w tym roku Ś. Tomasza przypada w niedzielę, co sprawę rozwiązuje.
2. ↑ Czwarta niedziela postu wielkiego — 9 marca 1372 r.
3. ↑ Długosz 322. — O śmierci Mikołaja z Koszutowa patrz rozd. 24
4. ↑ Długosz 322. — Przywilejem wydanym w Płocku 8 marca 1374 r. Ziemowit mazowiecki, jako wynagrodzenie za różne zdzierstwa i łupiestwa, których się dopuszczał na dobrach arcybiskupich, nadał na wieczne czasy kościołowi gnieźnieńskiemu wsie Świerzysz, Niedźwiadę i Wejzno (?), położone w ziemi Sochaczewskiej, ze wszystkiemi prawami (Kod. dypl. Wp. T. III, 1700. ).
5. ↑ 1374 roku 6 stycznia. — Długosz idzie niewolniczo za naszym autorem.
6. ↑ 16 kwietnia 1374 r. — Bulla, którą papież Grzegorz XI wyniósł Janusza na arcybiskupstwo gnieźnieńskie (w niej wymieniony i kardynał Wilhelm-Guillermus, — jako jego protektor), nosi datę 28 kwietnia 1374 r. (K. d. Wp. III, 1701); tegoż dnia wydał Grzegorz Januszowi list polecający do króla Ludwika (ib. 1702 ).
7. ↑ W tej chronologii jest jakiś błąd: w r. 1374 dzień 3-ci lipca był w poniedziałek; w tekście jest: "przybył do m. Gniezna we wtorek dnia 3-go lipca, nazajutrz zaś w niedzielę mszę celebrował. " Długosz (323) nie spostrzegł tej omyłki i pisze, że nowy arcybiskup przybył do Gniezna "we wtorek dnia I-go lipca. "
8. ↑ Wiadomość ta jest zupełnie zgodna z bullą Grzegorza XI, wydaną 16 maja 1374 r., w której papież daje Jarosławowi dochody — "z miejscowości niżej wymienionych, w gnieźnieńskiej i władysławowskiej dyecezyach leżących, mianowicie: z miejscowości Opatów z małdratami, dziesięcinami i wiardunkami w ziemi kaliskiej aż do rzeki Warty, następnie Goszczanów, dalej ze wsi położonych na Pomorzu, jakoto Gruczno, Cerekwica, z miasta Kamienia, razem z Polską Cerekwicą i wsiami okolicznemi. " i t. d. (Kod. d. Wp. III, 1703).
9. ↑ Długosz 323, 324.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Teksty źródłowe”