KRONIKA POLSKA - Gall Anonim

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: KRONIKA POLSKA - Gall Anonim

Post autor: Artur Rogóż » 07 cze 2010, 04:52

[43] Cud z Pomorzanami.

Teraz jednak pozostawmy Prusów z nierozumnymi zwierzętami, a istotom obdarzonym rozumem opowiedzmy pewne zdarzenie, a raczej cud boski. Zdarzyło się mianowicie, że Pomorzanie wypadli z Pomorza i wedle zwyczaju rozpuścili zagony po Polsce za zdobyczą. A gdy się tak rozdzielili i rozbiegli na wsze strony, wszystkim czyniąc krzywdy i niegodziwości, niektórzy z nich jednak na większe odważyli się zbrodnie, bo napadli na samego metropolitę i na Kościół święty. Mianowicie arcybiskup gnieźnieński Marcin, wierny starzec, w kościele swoim w Spycimirzu odprawiał spowiedź przed kapłanem mając słuchać mszy, a ponieważ zamierzał udać się gdzie indziej, miał już posiodłane konie do podróży. I tak bez wątpienia zostaliby tam wszyscy razem zamordowani, lub też zarówno pan, jak i sługa dostaliby się do niewoli, gdyby nie to, że któryś ze służących, stojących na zewnątrz, rozpoznawszy ich broń pobiegł do drzwi kościoła wołając, że Pomorzanie są tuż tuż. Wtedy [arcy]biskup, kapłan i archidiakon przerażeni musieli się już [w myślach] żegnać z życiem doczesnym. Jak się ratować? Co czynić? Gdzie uciekać? Broni żadnej, służby mało, wróg we drzwiach, a co się jeszcze niebezpieczniejsze wydawało, drewniany kościół w każdej chwili mógł być spalony. W końcu archidiakon wypadł przez drzwi, chcąc przez kryty podcień przedostać się do koni i w ten sposób umknąć. Lecz opuszczając bezpieczne schronienie i szukając ocalenia, poszedł fałszywą drogą, bo właśnie natknął się na wpadających tamtędy Pomorzan. Dostawszy go w ręce poganie byli przekonani, że to arcybiskup, i niezmiernie się ucieszyli; wsadzili go więc na wózek, nie wiązali, nie bili, lecz strzegli z szacunkiem. Tymczasem arcybiskup Bogu się polecił ślubami i modlitwami, przeżegnał się świętym znakiem krzyża, i ten starzec drżący nie zawahał się wyleźć tam, gdzie chyba tylko młodzieniec nie lękałby się wspiąć. Nie do uwierzenia, jak niebezpieczeństwo śmierci i nagły strach dodał sił, których już wiek podeszły odmawiał! Kapłan zaś, tak jak był gotów [do mszy], położył się za ołtarzem i w ten sposób obaj, [arcy]biskup i ksiądz, przy pomocy Bożej uszli z rąk wrogów. Albowiem pogan wpadających do kościoła tak oślepił majestat boski, że żaden z nich nie pomyślał o tym, by wyleźć na górę lub zajrzeć za ołtarz. Zabrali natomiast podróżne ołtarze arcybiskupa oraz relikwie kościoła i wraz z nimi, i z pojmanym archidiakonem natychmiast odeszli. Ale Bóg wszechmogący, jak [arcy]biskupa, kapłana i kościół ocalił, tak później relikwie i wszystkie świętości nie skalane i nie splugawione zwrócił arcybiskupowi. Ktokolwiek bowiem z pogan wszedł w posiadanie relikwii lub świętych szat czy naczyń, padał ofiarą albo epilepsji, albo strasznego szaleństwa. Wobec tego, zatrwożeni wszechmocą Boga, zmuszeni byli oddać wszystko uwięzionemu archidiakonowi. A i sam archidiakon zdrowy i nietknięty powrócił z Pomorza, tak że arcybiskup odzyskawszy wszystkie swe rzeczy mógł chwalić Boga przedziwnego w swych dziełach. Od tego dnia Pomorzanie zaczęli z wolna upadać na siłach i już później nie odważyli się tak zapędzać do Polski.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: KRONIKA POLSKA - Gall Anonim

Post autor: Artur Rogóż » 07 cze 2010, 04:52

[44]

A niestrudzony Bolesław ponownie wkroczył na Pomorze i przystąpił z wielkimi siłami do oblężenia grodu Czarnkowa. Sporządziwszy [zaś] machiny różnego rodzaju i wzniósłszy wieże wynioślejsze od obwarowań grodowych, tak długo orężem i tymi przyrządami atakował miasto, aż je zmusił do poddania się i włączył do swego państwa. Ponadto wielu skłonił do porzucenia pogaństwa i przyjęcia wiary [chrześcijańskiej], a samego władcę grodu podniósł ze zdroju chrztu św. Gdy zaś poganie i ich władca posłyszeli, jak łatwo uległa hardość czarnkowian, sam książę pierwszy ze wszystkich uznał się poddanym Bolesława, lecz żaden z nich dwóch nie dochował wierności przez czas dłuższy. Albowiem później ów ochrzczony, duchowy syn Bolesława, wielorakie popełniał zdrady, godne kary śmierci. Lecz że o tym w swoim miejscu mamy mówić, obecnie pomińmy to milczeniem, aż sprowadzimy cesarza z Węgier, a Bolesława z Czech i aż przytoczymy, co się jeszcze przedtem zdarzyło.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: KRONIKA POLSKA - Gall Anonim

Post autor: Artur Rogóż » 07 cze 2010, 04:52

[45]

Teraz zaś [poniechawszy] Pomorzan zwróćmy się do Czechów, byśmy nazbyt długo pozostając przy tym samym temacie nie wydawali się zbyt opieszali. Gdy więc Bolesław stał na straży kraju i wszelkimi siłami dbał o sławę ojczyzny, zdarzyło się właśnie, że zjawili się Morawianie, chcąc ubiec gród Koźle w tajemnicy przed Polakami. Wówczas to Bolesław wysłał pewnych zacnych rycerzy celem zajęcia, jeśliby to było możliwe, Raciborza, sam jednak dla tej przyczyny nie zaniechał łowów i wypoczynku. Owi zaś zacni rycerze odeszli i stoczyli walkę z Morawianami, w której kilku zacnych spośród Polaków padło w boju, jednak ich towarzysze odzierżyli pole zwycięskiej bitwy i [zdobyli] gród. Tak to wybici zostali Morawianie w walce, a owi w grodzie [Raciborzu], nie wiedząc o niczym, zostali zagarnięci.

Tymczasem cesarz Henryk IV wkroczył na Węgry, gdzie niewiele zyskał pożytku i sławy. My jednak obecnie nie zajmujmy się dziejami cesarzy lub Węgrów, lecz wzmiankując o tym tylko, mówić będziemy o wierności i męstwie Bolesława.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: KRONIKA POLSKA - Gall Anonim

Post autor: Artur Rogóż » 07 cze 2010, 04:53

[46]

Albowiem między królem Węgrów, Kolomanem a księciem polskim Bolesławem stanęła przysięga, że jeżeli cesarz wkroczy do kraju jednego z nich, to drugi tymczasem zaszachuje Czechy. Skoro zatem cesarz wkroczył na Węgry, Bolesław także, dochowując wiary, po bitwie stoczonej w środku lasów zwycięsko trzymał w szachu Czechy, gdzie paląc przez trzy dni i noce zniszczył trzy kasztelanie i jedno przedmieście, po czym szybko cofnął się ze względu na Pomorzan, którzy zdradą zajmowali jego grody.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: KRONIKA POLSKA - Gall Anonim

Post autor: Artur Rogóż » 07 cze 2010, 04:53

[47]

Już pod jego nieobecność Pomorzanie obiegli gród Bolesława Uście, a Polacy wydali go Pomorzanom za zdradzieckim podszeptem Gniewomira. Był to zaś ów Gniewomir z grodu Czarnkowa, zdobytego przez Bolesława, którego sam on podniósł ze zdroju chrztu św. i gdy innych wybito, jego zachował przy życiu i w tymże grodzie osadził jako pana. Ten zaś niewierny, wiarołomny, niepomny dobrodziejstwa, przewrotnie doradził grodzianom wydać gród, kłamiąc, że Bolesław został pobity przez Czechów i już wydany Niemcom. Gdy przeto wojsko tak uciążliwą i tak niebezpieczną drogą powracało z Czech, [Bolesław] nie oszczędzał ani siebie, ani ludzi zmęczonych, ani koni spotniałych, nie wypoczywał ani we dnie, ani w nocy, aż spiesznym marszem przybył tamże z nieliczną garścią, którą wybrał z wielu; a jeżeli nic więcej nie zdziałał, to stało się przynajmniej wiadome, że chce pomścić zniewagę, i okazało się, że jest zdrów i nie zwyciężony. Nikt się bowiem nie przygotował do wojny z nim, nikt nie zaszedł drogi nawet powracającemu, by z nim walczyć - i tak nie zadając strat, ani nie ponosząc ich, powrócił.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: KRONIKA POLSKA - Gall Anonim

Post autor: Artur Rogóż » 07 cze 2010, 04:53

[48]

Tymczasem, dawszy nieco wypocząć koniom i rycerstwu, Bolesław znów był gotów do powrotu na Pomorze i sprawił oddziały do walki. Wkroczywszy zatem na ziemię wrogów, nie zapędzał się za łupami i trzodami, lecz obiegł gród Wieluń, budując machiny i różnego rodzaju narzędzia [oblężnicze]. Z drugiej strony grodzianie, nie licząc na ocalenie życia i w samym tylko orężu pokładając ufność, podnoszą wały, zniszczone naprawiają, zaostrzone pale i kamienie wynoszą na wierzch, spieszą zabarykadować bramy. Gdy więc przygotowano machiny i wszyscy się uzbroili, Polacy mężnie przypuścili zewsząd atak na gród, a Pomorzanie niemniej [dzielnie] się bronili. Polacy nacierali tak zawzięcie dla sprawiedliwości i zwycięstwa, Pomorzanie zaś stawiali opór z wrodzonej przewrotności i w obronie własnego życia. Polacy sięgali po sławę, Pomorzanie bronili wolności. Na koniec przecie Pomorzanie znękani ciągłymi trudami i czuwaniem, doszedłszy do przekonania, że nie mogą oprzeć się takim siłom, spuścili nieco z pierwotnej pysznej wyniosłości i poddali siebie oraz gród, otrzymawszy w zakład [bezpieczeństwa] rękawicę Bolesława. Atoli Polacy, pomni na tyle trudów, tyle śmierci, tyle srogich zim, tyle zdrad i zasadzek, wszystkich pozabijali, nikogo nie szczędząc ani nie słuchając nawet samego Bolesława, który tego zakazywał. Tak to powoli wytępił Bolesław opornych i krnąbrnych Pomorzan, jak [zresztą] słusznie powinni być tępieni przeniewiercy. Gród zaś Bolesław lepiej umocnił w celu zatrzymania go w swych rękach, a zaopatrzywszy go w niezbędne środki osadził tam własnych rycerzy.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: KRONIKA POLSKA - Gall Anonim

Post autor: Artur Rogóż » 07 cze 2010, 04:53

[49] Sześciuset Pomorzan poległo na Mazowszu.

W następne lato jednak Pomorzanie zebrali się [znów] i wtargnęli na Mazowsze po łup. Lecz o ile chcieli uczynić sobie łup z Mazowszan, to właśnie sami zostali zmuszeni stać się łupem Mazowszan. Rozbiegłszy się mianowicie po Mazowszu, gromadząc zdobycz i jeńców i paląc budynki, już bezpieczni stali z łupami i nie obawiali się walki. Lecz oto komes imieniem Magnus, który wtedy rządził Mazowszem, z Mazowszanami, niewielu wprawdzie co do liczby, lecz dzielnością starczącymi za wielu, wystąpił do strasznej bitwy przeciw liczniejszym, wprost niezliczonym poganom, przy czym Bóg okazał swą wszechmoc. Albowiem pogan miało tam polec więcej niż sześciuset, a cały łup i jeńców odebrali im Mazowszanie, co do reszty zaś też nie ma wątpliwości, że zostali pojmani lub uciekli. A mianowicie Szymon, biskup owej krainy, podążał z żałosnym wołaniem za swymi owieczkami, rozdzieranymi wilczymi zębami, [osobiście] wraz ze swymi duchownymi, przyodziany w szaty kapłańskie i czego nie przystało mu czynić ziemskim orężem, tego starał się dokonać bronią duchową i modlitwami. I jak w dawnych czasach synowie Izraela pokonali Amalechitów [wsparci] modlitwami Mojżesza, tak teraz Mazowszanie osiągnęli zwycięstwo nad Pomorzanami wspomożeni modłami swego biskupa. A następnego dnia dwie kobiety zbierając poziomki po bezdrożach odniosły nowe zwycięstwo, znalazłszy jednego rycerza pomorskiego, bo zabrały mu broń i z rękami związanymi z tyłu przyprowadziły go przed oblicze komesa i biskupa.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: KRONIKA POLSKA - Gall Anonim

Post autor: Artur Rogóż » 07 cze 2010, 04:53

[50]

Również rycerze Zbigniewa, łupiąc wraz z Czechami w krainie śląskiej i paląc, w podobnie niefortunny sposób pobici zostali przez miejscową ludność, przy czym niektórzy zostali pojmani, inni mieczem zabici. Opowiedziawszy zaś te pomniejsze szczegóły spocznijmy nieco, by przystąpić do trzeciej księgi, złożonej z większych spraw.

KONIEC DRUGIEJ KSIĘGI

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: KRONIKA POLSKA - Gall Anonim

Post autor: Artur Rogóż » 08 cze 2010, 03:27

ZACZYNA SIĘ KSIĘGA TRZECIA
ZACZYNA SIĘ LIST TRZECIEJ KSIĘGI

Czcigodnym kapelanom książęcym i innym godnym pamięci zacnym duchownym w Polsce autor niniejszego dziełka [życzy], by tak przechodzili wśród dóbr doczesnych, żeby im łatwo przyszło od rzeczy przemijających postąpić do wiecznych.

Pragnę przede wszystkim, byście to wiedzieli, bracia najmilsi, iż nie dlatego podjąłem się tak wielkiego dzieła, aby w ten sposób puszyć się swoją skromną osobą albo by chlubić się ojczyzną mą lub rodzicami, kiedy jestem wśród was obcym pielgrzymem, lecz aby jakiś owoc mej pracy zabrać ze sobą do miejsca moich ślubów zakonnych. I coś innego jeszcze wyjawię waszej roztropności, [a mianowicie] że nie po to podjąłem tę pracę, aby rzekomo wynosić się ponad innych czy też aby zalecać siebie jako wymowniejszego w słowach, lecz by unikać próżnowania i zachować wprawę w dyktowaniu, oraz by za darmo nie jeść chleba polskiego. Ponadto jeszcze obfitość wojennych tematów zagrzała moją nieświadomość do podjęcia ciężaru przerastającego me siły, a zacność i wielkoduszność walecznego księcia Bolesława dodały mi otuchy i odwagi. Dlatego
nie moje, lecz wasze oglądajcie,
nie rękę, lecz złoto uważajcie,
nie kielich, lecz wino wypijajcie!

Jeśli zaś może zganicie w tym dziele nieozdobność wysłowienia, to możecie zeń przynajmniej zaczerpnąć wątku do wnikliwszego i bardziej wymownego przedstawienia. Bo jeżeli sądzicie, że królowie i książęta polscy nie zasługują na własne dzieje i roczniki, to najwidoczniej królestwo polskie stawiacie na równi z jakimi bądź niekulturalnymi ludami barbarzyńców. Jeśli zaś przypadkiem twierdzicie, że człowiek taki i tak żyjący jak ja niegodnie sięga po takie tematy, to wam odpowiem, że [przecież] spisywałem wojny królów i książąt, a nie ewangelię.

Nigdy bowiem słowa i rycerskie czyny Rzymian czy Gallów nie byłyby tak powszechnie znane po [całym] świecie, gdyby pisane świadectwa nie przechowały ich ku pamięci i naśladowaniu potomnych. Również ogromna Troja, jakkolwiek opustoszała legła w gruzach, wieczystej pamięci jednak przekazaną została w dziełach poetów. Mury zrównane z ziemią, wieże leżą zburzone, przestronne i przyjemne zakątki pustką stoją, w pałacach królów i książąt znajdują się legowiska i kryjówki dzikich zwierząt - a jednak Troja i jej Pergamum słynne są wszędzie dzięki głosowi martwych liter, a o Hektorze i Priamie częściej się mówi [dziś], gdy leżą w prochu, niż gdy zasiadali na królewskim tronie. Po cóż jeszcze mam wymieniać Aleksandra Wielkiego, Antiocha, królów Medów i Persów, czy barbarzyńskich tyranów? Gdybym tylko [same] ich imiona chciał przytoczyć, to pisanie dziś zaczęte musiałbym przedłużyć do jutra. A przecież sława ich unieśmiertelniona została pochwałami dawnych wieszczów, choć ich życie nie było wieczne, lecz ulotne.

Albowiem tak jak świętych mężów czci się dla ich dobrych dzieł i cudów, tak królowie ziemscy i książęta zawdzięczają sławę zwycięskim wojnom i tryumfom. A jak zbożną jest rzeczą w kościołach głosić kazania o życiu i męczeństwie świętych, tak chwalebnym jest w szkołach i w pałacach opowiadać o tryumfach i zwycięstwach królów czy książąt. I jak żywoty świętych i męczenników głoszone po kościołach skłaniają myśli wiernych ku pobożności, tak rycerskie dzieła i zwycięstwa królów czy książąt, opowiadane po szkołach i zamkach, zagrzewają do dzielności serca rycerzy. I podobnie jak pasterze Kościoła powinni szukać korzyści duchowej dla wiernych, tak obrońcy kraju starają się rozszerzać jego cześć, sławę i doczesną chwałę. Godzi się bowiem, by słudzy Boży w tych rzeczach, które są Boże, w duchu posłuszni byli Bogu, w tych zaś, które należą do cesarza, okazywali cześć i służyli książętom tego świata.

Cóż bowiem dziwnego w tym, jeśli sławni zwycięzcy pożądają rozgłosu i sławy dla swej dzielności, skoro nawet Kleopatra, królowa Kartaginy, chciwa sławy, pragnęła przenieść [do siebie] imperium rzymskie z męską śmiałością, a nie z przyrodzoną kobiecie zacnością. I jeśli kobieta, dążąc do panowania, pokonana w bitwie morskiej, sama sobie wolała zadać okrutną śmierć niż służyć [zwycięzcy], to cóż dziwnego, jeśli ci, którzy bronią ojczyzny lub dziedzictwa ojcowskiego, lub mszczą się doznanej krzywdy, szukają raczej w bitwie chwalebnej śmierci, nie od trucizny, niżby mieli haniebnie podlegać własnym sługom.

Okazuje się zatem z tego, co powiedziano, że nie na darmo [tu] opowiedziano o dziejach książąt polskich; okazuje się, co i wy też powinniście potwierdzić swym sądem, że niniejsze dzieło powinno być na głos tłumaczone. Ponadto przez wzgląd na Boga i na Polskę niechaj wasza zacność roztropnie zechce zadbać o to, aby otrzymaniu nagrody za tyle pracy nie przeszkodziła [czyjaś] nienawiść lub jakaś moja przypadkowa płochość. Jeśli bowiem mądrzy ludzie uważają me dzieło za dobre i pożyteczne dla sławy ojczyzny, to niegodnym i nieodpowiednim byłoby, gdyby za czyimś podszeptem odebrano twórcy nagrodę za dzieło.

KONIEC LISTU

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: KRONIKA POLSKA - Gall Anonim

Post autor: Artur Rogóż » 08 cze 2010, 03:28

ZACZYNA SIĘ SKRÓT

Cześć prawemu Panu Bogu, cześć i wieczna sława!

On swą mocą Pomorzany pod jarzmo poddawa.

Cześć i sława dla zwycięzcy, księcia Bolesława!



Wszystko, co jest, niechaj będzie dla Chrystusa chwały,

Co mądrością swą sprawuje od wieków świat cały;

Bo nie ludzka moc to była ni wojska zdziałały.



Owóż obiegł raz Bolesław pewien gród stuwieczny,

Sam warowny już z natury, załogą stateczny,

A dla spraw jego królestwa wielce niebezpieczny.



Oblężonym ku pomocy Pomorzanie bieżą,

Myśląc, że na oblężników znienacka uderzą,

Lecz czcze plany, tył podadzą, ledwie się tam zmierzą.



Przez okrężne leśne ścieżki, wszyscy na piechotę,

Aby koń im do ucieczki nie dodał ochoty,

Wychynęli jako wilcy, gdy wejdą za płoty.



Lecz Bolesław z garścią zbrojnych niewielką, a skorą

I Skarbimir wojewoda z drużyną niesporą

W siedmset ludzi do trzydziestu tysięcy się biorą.



Już poprzedniej bowiem nocy rozesłali zwiady

I o przyjściu wroga słysząc, strzegli się ich zdrady,

Nie mógł tedy wódz wojsk wszystkich zebrać do gromady.



Owi zasię w pałąk zgięci czoło mu stawili,

Nastawiwszy włócznie wkoło jeża uczynili

I tak twardo stojąc kręgiem, ani się ruszyli.



Wnet ci zmyślny wódz Bolesław przejrzał dno tej sprawy

I okrążył ich jak łowiec zwierza w czas obławy,

Mąż waleczny, wojowniczy i pragnący sławy.



Z drugiej strony znów Skarbimir uderza bez żmudy

W środek wrogów - tymi słowy krzepiąc swoje ludy:

"Hej, Pomorcy, takich mieczów nie znaliście wprzódy!"



No i cóż? Wrogowie pierzchli ucieczką szaloną,

Jeszcze u nich takiej rzezi nie bywało pono.

Siedem grodów wziął tam książę i zdobycz niepłoną.



Chwalmyż za to z Panem Bogiem Wawrzyńca świętego,

Bo się bitwa ona sławna stała w święto jego;

Godzien iście w owym grodzie kościoła wielkiego.



Opisawszy Bolesława zwycięstwo wspaniałe,

Wspomnijmy też i z cesarzem układy udałe,

Jak zawarli pokój, przyjaźń i braterstwo trwałe.



Nie jest tajne to nikomu, dla jakiej przyczyny,

Z jaką pychą wkroczył cesarz do polskiej krainy,

Jaki ład tu chciał wprowadzić, jakie karać winy.



Czymże jednak są przed Bogiem zamysły zuchwałe,

Bez którego woli nie drgnie ni źdźbło trawy małe,

A który wniwecz obraca góry okazałe.



Bolesław się ostał w państwie bez strat i bez trwogi

I gotowy jest do walki jakoby lew srogi,

Przed którym się korzy wszystko i pierzchają wrogi.



Czemuż to zwlekacie, Czesi, zgiąć swe karki harde?

Polskie miecze na cesarza nawet dość są twarde;

Nie sprostacie im, podacie się tylko na wzgardę.



Żaden wróg takiemu panu nie śmie stawić czoła,

Nikt, że pola mu dotrzymał, chlubić się nie zdoła;

Każdy sąsiad żyć w pokoju pragnie z nim dokoła.



Wrogów swoich tryumfalnie zwycięża przebojem,

Wszystkim innym hojną ręką niesie dary swoje;

Król węgierski dzięki niemu cieszy się pokojem.



Nie tu pora, by z osobna wywodzić uczenie

To, co wiedzą ci, co znieli pęta i więzienie.

Lecz my teraz bez przygany niesiem chwały wieniec.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Teksty źródłowe”