Rzeź Wołyńska: przemilczane fakty

Artykuły historyczne napisane przez użytkowników historiapolski.eu oraz z zaprzyjaźnionych stron.
Niniejszy katalog zawiera artykuły naukowe i popularnonaukowe publikowane w naszym serwisie. Trafiają do niego na bieżąco wszystkie nowe artykuły, zawiera również sukcesywnie uzupełnianą bazę starszych tekstów. POLECAMY!
Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Rzeź Wołyńska: przemilczane fakty

Post autor: Warka » 09 gru 2013, 04:01

Nikołaj Maliszewski

Politycy polscy, stale zgłaszający pretensje w sprawie Katynia, próbują igrać z historyczną prawdą i uzyskiwać dywidendę nawet z tragedii własnego narodu. W 65. rocznicę Rzezi Wołyńskiej uchylili w Sejmie projekt uchwały przygotowanej przez PSL, zawierający oskarżenia wobec OUN/UPA, dotyczące ludobójstwa i masowych mordów Polaków. Jednocześnie rządząca Platforma Obywatelska dąży do wyłączenia terminu „ludobójstwo” z tekstów rezolucji, kwalifikujących masowe bestialstwa i mordy Polaków przez bandytów z UPA, właśnie w taki sposób. Mówiąc prościej – przemilczeć i przekręcić historyczną prawdę przez wzgląd na polityczną koniunkturę.

Niemniej znamienny jest i ukraiński aspekt problemu. Przez dwadzieścia, z górą, lat istnienia niepodległej Ukrainy żaden z jej liderów nie potępił praktyki wysławiania OUN/UPA i nie przeprosił za tę potworną zbrodnię. Powołanie się na brak podstaw prawnych jest nieprzekonywujące. Kijów wywiódł rodowód swojej niepodległości od Ukrainy Radzieckiej dopiero po roku 1994, kiedy to zgrzybiały „ostatni prezydent” Ukraińskiej Republiki Ludowej przekazał jej „insygnia władzy państwowej” Radzie Najwyższej Ukrainy. A Wiktor Juszczenko, wybrany na prezydenta w roku 2004, oficjalnie zapragnął wywodzić rodowód nawet nie od URL, ale od „wolnej i niepodległej” Ukrainy Doncowa, Bandery, Szuchewycza, Stećka a innych, obwoływanych teraz „bohaterami ludowymi”, inspiratorów i sprawców Rzezi Wołyńskiej, którzy faktycznie zaplanowali masową eksterminację Polaków jeszcze w 1929 roku.

Ideolog i twórca dogmatu nacjonalizmu ukraińskiego, Dmytro Dońców, był gorącym wielbicielem utworów Mussoliniego i Hitlera, tłumaczył je na język ukraiński i inspirował się nimi podczas tworzenia programu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (1929). OUN według swej struktury i ideologii była typowym dla Europy tych czasów ruchem faszystowskim, militarnym ramieniem, którego stała się, założona w 1942 roku, UPA. Według Doncowa i jego ucznia Sciborskiego, stworzenie Wielkiej Ukrainy „na granicy dwóch światów” wymagało całkowitego usunięcia innych narodowości i likwidacji „rasowo złych Polaków”, żeby oczyścić ziemię dla „rasowo dobrych Ukraińców”: „Bądźcie agresorami i zaborcami zanim potraficie zostać władcami i posiadaczami … nie ma prawdy ogólnoludzkiej”.

Jak słusznie zaznaczyła „Rzeczpospolita”: „Polacy nigdy nie planowali eksterminacji ludności ukraińskiej, nigdy nie stworzyli ideologii, usprawiedliwiającej masowe zbrodnie, nigdy do nich nie nawoływali i nie wychowywali swojej młodzieży w takim duchu…”. I wbrew temu, właśnie oni, w ciągu wielu stuleci i aż do 1943 roku, stanowiąc nie mniej niż 15% ludności wołyńskiej, padli ofiarami ukraińskich nazistów. Delegacja polska, która w 1992 roku odwiedziła Ukrainę i otrzymała zezwolenie na prowadzenie badań i ekshumacji w miejscach tych wydarzeń, już wtedy znalazła przeszło 600 miejsc masowych grobów polskich ofiar ukraińskich nacjonalistów. Ich ogólna liczba – w zależności od zakresów czasowych, ponieważ zabójstwa trwały kilka lat, lipiec 1943 roku był tylko jednym z momentów szczytowych, kiedy jednocześnie było zaatakowanych i w większości zniszczonych razem z mieszkańcami ponad 150 polskich wsi – oscyluje od 36,000 do 100,000 i wyżej. W większej części to były kobiety, dzieci i starcy.

Oddziały UPA przy wsparciu zmobilizowanych ziomków-łajdaków obojga płci z pobliskich wsi, otaczały polskie osiedla i chutory. Ze zwierzęcej brutalnością zabijały mieszkańców, paliły domy i kościoły, ogrody, zasiewy. Niszczyły wszystko, co można było spalić, żeby pozbawić Polaków nadziei na powrót do groźnych pogorzelisk i pustoszy. Nierzadko to wszystko odbywało się bez żadnego wystrzału! Po prostu wyrzynano całą ludność – od niemowląt po starców – siekierami, kosami i nożami. Wspomnienia cudem ocalałych ludzi zawierają liczne świadectwa wyrywania języków, wykłucia oczy, wbijania gwoździ w głowy, wyprucia płodów kobietom w ciąży, ćwiartowań, koszmarnego zbezczeszczenia zwłok i wyrafinowanych sadystycznych tortur…

Ludzi zabijano celowo, właśnie za to, że byli Polakami. Na przykład, liczne świadectwa ocalałych ofiar ludobójstwa wskazują, że w rodzinach mieszanych OUN-owcy, inspirowani wierszami Tarasa Szewczenki, i w zależności od wyznania, mordowali wszystkich wspólnych dzieci, których uważano za Polaków, a jednocześnie unitów, uważanych za Ukraińców – oszczędzano. Biorąc to wszystko pod uwagę, tym bardziej haniebną wydaje się dzisiejsza pozycja władz polskich, faktycznie odmawiających większości ludzi, bestialsko zamordowanych na Zachodniej Ukrainie, ich polskości.

Obłudna polityka w stosunku do pamięci ofiar Rzezi Wołyńskiej robi z tych Polaków potomków spolonizowanych mieszkańców południowo-zachodniego regionu „ruskiej” części Wielkiego Księstwa Litewskiego, Żmudzkiego i Ruskiego, która dostała się Polsce po unii 1569 roku. Wyrżnięci dosłownie doszczętnie, oni nie mają we współczesnej Polsce krewnych, którzy potrafili by walczyć o prawdę i sprawiedliwość z dzisiejszymi jej przywódcami, usiłującymi rozpalić nienawiść do … Rosji i ZSRR, które nie mają z Rzezią Wołyńską nic wspólnego. I nie tylko z nią.

Warto przypomnieć – to, co naziści nazywali Politische Flurbereinigung (polityczne sprzątanie domu), rozpoczęło się nie w 1943 roku na Wołyniu, gdzie Polaków mordowano dziesiątkami tysięcy, i nie w 1941 roku we Lwowie, gdzie Szuchewycz, Theodor Oberländer, OUN i SD z bestialską brutalnością wyrzynali polskich profesorów i radzieckich aktywistów, i nie w sierpniu 1939, kiedy Abwehra utworzyła z 600 specjalnie wybranych zbirów z OUN oddział dywersyjny Bergbauernhilfe – dla wzniecenia antypolskiego powstania na Zachodniej Ukrainie i jej oczyszczania od „elementów niepożądanych”, i nawet nie w Niemczech w roku 1933. Ale znacznie wcześniej – podczas pierwszej wojny światowej, kiedy wyniszczono rusofilską inteligencję i chłopstwo na Wołyniu i w Galicji, które masowo ginęło od kul i na stryczku tylko za zacięty brak chęci zaliczać się do ukraińskich nazistów.

Można zaoponować, że w tych czasach nazistów jeszcze nie było. Natomiast już byli oprawcy z fagasowską naturą. Ci, którzy swym donosicielstwem i służalczością budowali pod osłoną austriackich bagnetów zapomnianą dzisiaj Golgotę, sprowadzając na stracenie tysiące niewinnych ludzi – wiejscy nauczyciele „o słusznym narodowym uświadomieniu”, uniccy popi, a poza tym ich panowie – konserwatywne austriackie i niemieckie elity. Ta publika, która potrafiła by zakasować jakichkolwiek nazistów i która potem doprowadziła ich do władzy, w czasach wojny dowodziła nie tylko sonderkommando na froncie wschodnim, ale i formacjami żandarmerii, tzw. Legenshaft, na Ukrainie. Już wtedy dosłownie szaleli od swojego miasteczkowego „uświadomienia”, skazując tych, którzy nie chcieli wyrzekać się własnej duszy, na śmierć.

Właśnie tam, w duchowej tragedii kształtowania się faszyzującego „ukraiństwa” i w krwawym podłożu tych wydarzeń należy szukać początków tego, o czym „Rzeczpospolita” pisze: „to również ofiary ukraińskiego nacjonalizmu. Tym, co odróżnia rzeź na Wołyniu od wszystkich znanych czystek etnicznych, jest niewiarygodna brutalność oprawców. Ani stalinowski NKWD, ani hitlerowskie Einsatzgtruppen nie wyróżniały się personalnym okrucieństwem wykonawców. Natomiast nożownicy OUN-UPA z innych formacji nacjonalistycznych jakby żywili do niego specjalne zamiłowanie”.

Autor jest białoruskim historykiem.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Artykuły historyczne”