Uczty średniowieczne

Podstawą średniowiecznej gospodarki za czasów pierwszych Piastów było rolnictwo. Przeważająca liczba ludności zamieszkiwała wsie w tym okresie.
Liczba ludności stopniowa zaczęła się zwiększać. Miało to duże znaczenie dla rozwoju gospodarczego, ponieważ wymuszało zagospodarowywanie nowych terenów na potrzeby rolnictwa. Aby powiększyć tereny na role wykarczowano (wycięto) lasy, osuszono wiele bagien. Chłopi coraz częściej przebywali duże odległości w poszukiwaniu terenów do zagospodarowania.
Zaczęły tworzyć się osady. Osadnictwo skupiało się w dolinach rzek, gdzie lekkie, choć z reguły mało wydajne gleby były łatwe w uprawie. Osada liczyła najczęściej kilka, rzadziej kilkanaście gospodarstw.
Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Uczty średniowieczne

Post autor: Warka » 12 paź 2012, 23:04

5. Uczty

W średniowieczu uczty, tak jak i we wcześniejszych czasach, stanowiły bardzo ważny punkt życia dworu. Były nie tylko okazję do posilenia się, ale dawały też możliwość spotkań towarzyskich1. Biesiady stanowiły dodatkowo manifestacje bogactwa i statusu materialnego tego, kto ją wydawał (rys.8). Urządzali je królowie, książęta, wyższe duchowieństwo, zamożni mieszczanie2. Jacques Le Goff pisał: „Jedzenie jest dla panujących warstw społecznych najłatwiejszą okazją do pokazania swojej przewagi w tej tak ważnej i pokazowej dziedzinie życia. Pierwszym luksusem jest luksus żywnościowy (…)”3.
Uczta oprócz wykwintnego pożywienia oferowała wszystkim tym, którzy zasiadali do stołów, inne rozrywki. W jej trakcie grała muzyka, wykonywana przez wędrownych śpiewaków, w towarzystwie aktorów, akrobatów4. W późnym średniowieczu wykształca się na dworze grupa ludzi należąca do służby a stanowiąca zespół umilający posiłki. Gwar, który na ogół towarzyszył ucztom powodował, iż w jej trakcie preferowano raczej głośną muzykę. Dodatkowo trębacze grali fanfary, zwiastujące uroczyste wnoszenie dań5. Towarzyszyły im niekiedy bardziej subtelne dźwięki lir i harf. Poseł wenecki A. Contarini przebywający na dworze Kazimierza Jagiellończyka opisał to tak: „(…) Potrawy przynoszono na stół wśród coraz nowego odgłosu trąb, na wielkich półmiskach i w wielkiej obfitości”6.
W trakcie uczty można było obejrzeć występy linoskoczków, niedźwiedników, czy posłuchać kolejnego poematu w wykonaniu nadwornego poety, który sławił swego pana czy snuł opowieść o legendarnych bohaterach7. Występy te musiały być niezwykle popularne i rozbudowane, gdyż kaznodzieje zakazywali spraszania ludzi rozrywki, których zwali sługami szatana, na uczty i obdarowywania ich po posiłku jadłem, napojami i szatami8. Uczta dawała też okazję do wysłuchania opowieści przynoszonych przez podróżnych9, których witano z otwartymi rękoma na dworach, gdyż stanowili świetne źródło informacji na temat tego, co działo się w świecie. Ale też była momentem sprzyjającym wspomnieniom: „Tam podczas uczty, wśród wielkiego rozochocenia wspominano dawne wyprawy i trudy, i wiele zwycięstw odniesionych niegdyś nad wrogami i pod dowództwem Kazimierza [Sprawiedliwego] (…)”10.
Uczty odbywały się przy stołach ustawionych w kształt litery „U”, z tym, że zasiadano tylko po zewnętrznej stronie, by ułatwić służbie dostęp do stołów. Stawiano ich kilka lub kilkanaście, w zależności od liczby zasiadających. U szczytu znajdował się główny stół, przy którym jadł pan otoczony najwybitniejszymi gośćmi. Przy pozostałych miejsce swe mieli pośledniejsi ludzie, aż do tych najmniej znaczących na samym końcu stołu. Gall tzw. Anonim zamieścił w swojej kronice, z pewnością przesadzony, ale ciekawy opis uczt codziennie wydawanych przez Bolesława Chrobrego. I choć informacje te bardziej odpowiadają czasom Galla, są niezwykle ciekawe, zważywszy na skąpe opisy uczt w polskich kronikach. „(…) każdego dnia powszedniego kazał zastawiać czterdzieści stołów głównych, nie licząc pomniejszych; nigdy jednak nie wydawał na to nic z cudzego, lecz wszystko z własnych zasobów. Miał tez ptaszników i łowców ze wszystkich niemal ludów, którzy każdy nas swój sposób, chwytali wszelkie rodzaje ptactwa i zwierzyny; z tych zaś czworonogów jak i z ptactwa codziennie przynoszono do jego stołów potrawy każdego gatunku”11.
Od XII wieku funkcjonował zwyczaj przeplatania gości, czyli sadzania mężczyzny obok kobiety12. Niewiasty jednak nie pozostawały do końca uczty, gdyż opuszczały salę biesiadną, gdy zaczynały krążyć puchary z mocniejszymi trunkami13. Niemniej i one stanowiły ozdobę uczty i nie raz ich obecnością posługiwano się, by osiągnąć zamierzony cel. Bolko Ziębicki, prawnuk Henryka Brodatego, zaproszony został przez swego ówczesnego wroga Karola Luksemburskiego na ucztę, na którą ów, znając upodobania Bolka, przywiódł mnóstwo pięknych niewiast, które uprosiły księcia, by bez okupu uwolnił wielu czeskich jeńców, co ten miał uczynić z ochotą14.
W średniowieczu obyczaj związany z sadzaniem gości odpowiednio do ich rangi, czerpał na pewno z Ewangelii wg św. Łukasza, która mówiła: „Następnie, gdy zauważył, jak obierali pierwsze miejsca, powiedział do zaproszonych, tak do nich mówiąc: Gdy cię ktoś zaprosi na wesele, nie siadaj na pierwszym miejscu, bo czasem zjawi się ktoś znaczniejszy od ciebie, także zaproszony, wtedy przyjdzie ten, który ciebie i tamtego zaprosił i powie ci: Ustąp temu miejsca; i wtedy ze wstydem będziesz musiał zająć ostatnie miejsce. A gdy będziesz zaproszony i pójdziesz, usiądź na ostatnim miejscu, gdy zaś przyjdzie ten, który cię zaprosił, rzecze do ciebie: Przyjacielu, usiądź wyżej! Wtedy doznasz czci wobec wszystkich współbiesiadników”15. Choć fragment ten odnosi się głównie do nakazu zachowywania skromności i nie wywyższania się, odpowiada jednak typowo średniowiecznemu spojrzeniu na hierarchię, iż każdy ma swoje wyznaczone w świecie miejsce, z którego nie powinien się wychylać. Tak wiec również do stołu powinno się zasiadać uwzględniając ten porządek rzeczy.
Ucztowanie, niezmiernie ważny element życia dworu spowodował silne wykształcenie się urzędników związanych z obsługa pańskiego stołu. Podawaniem półmisków zajmować miał się stolnik, podstoli, krajczy; podawaniem trunków cześnik, podczaszy; nakrywaniem stołu - obruszny16.
Stoły przykrywano dwoma obrusami, na ogół lnianymi, białymi, czasem z haftowanymi brzegami. Do dyspozycji gości były również ręczniki17, gdyż przed rozpoczęciem jedzenia służba roznosiła miednice z wodą do mycia rąk18.
Zastawa stołowa składała się na dworach przeważnie ze złotych, srebrnych pozłacanych19, cynowych i drewnianych talerzy, przy czym te ostatnie przysługiwały najmniej ważnym biesiadnikom. Bardzo często jako talerze używane były specjalne płaskie chleby, prawdopodobnie w postaci przaśnych placków. W powszechnym użyciu były sztućce, czyli łyżki i nożyki, natomiast widelce pojawiły się w Europie dopiero w XIV stuleciu i powoli rozprzestrzeniać zaczęły się dopiero w kolejnym wieku. Pito z kubków, pucharków, kielichów z gliny, drewna, a najmożniejsi za szkła20. Często jednak kielich i miska przeznaczony był dla dwóch a nie jednego biesiadnika21. Gall Anonim dał nam szczegółowy opis zastawy na stołach królewskich podczas wielkiej uroczystości, jaką był zjazd Gnieźnieński: „(…) okazał wrodzoną sobie hojność, urządzając podczas dni swej konsekracji prawdziwie królewskie i cesarskie biesiady i codziennie zmieniając wszystkie naczynia i sprzęty, z zastawiając coraz to inne i jeszcze kosztowniejsze. Po zakończeniu bowiem biesiady nakazał cześnikom i stolnikom zebrać ze wszystkich stołów z trzech dni złote i srebrne naczynia (bo żadnych drewnianych tam nie było), mianowicie kubki, puchary, misy, czarki i rogi, ofiarował je cesarzowi dla uczczenia go (…). Komornikom zaś rozkazał zebrać rozciągnięte zasłony i obrusy, dywany i kobierce, serwety, ręczniki i cokolwiek użyte było do nakrycia, i również zanieść to wszystko do izby zajmowanej przez cesarza”22.
Rodzaje spożywanego jedzenia były ściśle uzależnione od okazji, z jakiej wydawano ucztę, czyli czy był to zwykły codzienny posiłek czy uroczysta biesiada, ale najważniejszym wyznacznikiem były tu posty, określające to, co można było jeść, ale również to, co czego w owym czasie należało się wystrzegać.
Post dla ludzi średniowiecza był dosyć powszechną praktyka, gdyż dni, w których należało powstrzymywać się od mięsa i nabiału było niemało. W Polsce przepisy postne były znacznie bardziej surowe niż na Zachodzie Europy. Już Thietmar wspominał o zwyczaju wybijania zębów w państwie Bolesława Chrobrego tym, którzy nie przestrzegali postów23. W pierwszej połowie XIII wieku osadnicy niemieccy skarżyli się na wyjątkową surowość i długość trwania Wielkiego Postu na terenach Polski, który zaczynał się od siedemdziesiatnicy, zaś poza granicami kraju w zwyczaju było poszczenie od Popielca24. Pod wpływem kolonistów doszło do skrócenia postu, gdyż na synodzie we Wrocławiu w 1248 roku legat papieski Jakub dopuścił dwie wersje postu, surowszą i łagodniejszą25. W ciągu roku były dwa główne posty, mianowicie Wielki Post przed Wielkanocą i post w trakcie Adwentu. Oprócz tego powszechną praktyką było powstrzymywanie się od mięsa i wystawności w każdą środę, piątek, sobotę i w tak zwane suche dni, które odbywały się co kwartał26, czyli po pierwszej niedzieli wielkopostnej (tzw. Invocavit), po Zielonych Świętach, po podwyższeniu Krzyża (14 IX) i po dniu św. Łucji27. Kolejnymi dniami, w których obowiązywał post były wigilie świąt. Na przełomie XI i XII wieku w diecezji krakowskiej został opracowany pierwszy zestaw dni, w których należało pościć: tak więc w wigilię święta Wniebowstąpienia Marii Panny, Jana Chrzciciela, św. św. Piotra i Pawła, św. Jakuba Apostoła, św. Wawrzyńca, św. Michała, Wszystkich Świętych, św. Andrzeja, przed Zielonymi Świątkami, Wielkanocą, Bożym Narodzeniem. Była to początkowo niewielka liczba dni postnych, w porównaniu z nakazami z okresu pełnego i późnego średniowiecza28. Posty nie tylko zawierały w sobie zakaz spożywania mięsa i nabiału. W tych dniach należało powstrzymywać się również od współżycia, uczestniczenia w zabawach, weselach, procesach sądowych, polowaniach i działaniach wojennych29.
Obfite spożywanie jadła w średniowieczu, jeśli było go pod dostatkiem i głód nie dokuczał akurat ludności, było niejako naturalną odpowiedzią po długim powstrzymywaniu się od jedzenia. Było niejako rekompensatą, ale też reakcją na niepokoje związane ze strachem przed głodem30. Przejedzenie mogło jednak skończyć się tragicznie. Bolesław III, książę brzeski zmarł w 1352 roku po zjedzeniu trzynastu kurcząt i wypiciu ogromnej ilości trunków31.
Kościół jednoznacznie potępiał zbyt obfite i wystawne uczty, wychwalając za to ascetyczny tryb życia. Wincenty zwany Kadłubkiem stawiał już pytanie: „któż by nie wiedział, że nałóg ucztowania nieprzyjacielem jest zacności? Biesiada, bowiem, z nazwy i z rzeczy podszywając się pod uprzejmość [gospodarza], zwabia cnoty, upaja je, ba, zatruwa! [Ten] natomiast pod osłoną jakowej dobroduszności nie tylko hucznych uczt nie unika, lecz coraz częściej urządza bardzo okazałe i wystawne biesiady, a to z wielu powodów. Pierwszy to, aby z odurzonych umysłów innych ludzi dowiedzieć się, jakich zalet jemu brakuje (…) po wtóre, aby poznać sądy innych o sobie (…). Po trzecie, aby od spojonych [gości] wydrzeć skrycie przeciwko sobie knowane zasadzki (…). Albowiem opilstwo włamuje się do skarbca duszy”32. Natomiast benedyktyn Roger z Caen w XI wieku bardziej surowo wypowiadał się o biesiadowaniu. Potępiał każdy niemal element związany z tą formą spędzania czasu, a wiec śpiewy, ożywioną rozmowę miedzy współbiesiadnikami, dźwięki instrumentów, piękne i drogie naczynia: „Objedzony, z pełnym brzuchem i promieniejący szczęściem, wieprz zażywa z kurtyzanami nocnych rozkoszy.”33
Nie bez przyczyny duchowni negatywnie wypowiadali się o biesiadach, gdyż w ich trakcie pito bardzo dużo wszelakich trunków, które doprowadzały niejednokrotnie biesiadników do stanu zamroczenia alkoholowego. Wówczas bardzo łatwo można było zostać napadniętym. Długosz tak właśnie opisuje napaść na Przemysła II, którego świta i straż „(…) pogrążona w głębokim śnie po wczorajszej obfitej uczcie zakropionej suto winem, ociężałych opilstwem (…)”34, nie była w stanie bronić króla. Wielu też książąt a nawet dostojników kościelnych ulegało temu nałogowi, o czym nie omieszkali wspominać kronikarze35.
Pożywienie na dworach, na co dzień nie różniło się składem od przeciętnego posiłku bogatego mieszczanina. Różnicą mogła być jedynie ilość, ale nie jakość36. Jak wspominał flandryjski rycerz Gilbert de Lannoy, przebywający na dworze Jagiełły w 1421 roku, król miał go dwa razy podejmować obiadami, z których jeden miał składać się z więcej niż sześćdziesięciu potraw. Również Długosz pisał o Jagielle, iż w trakcie wydawanych przez siebie biesiad miał na stół podawać ponad sto dań. Mimo przesadzonej liczby, dwór polski wyróżniał się jednak obfitością jedzenia w ówczesnej Europie37.
W trakcie uroczystych uczt zaznaczały się naprawdę duże różnice w pożywieniu mieszczan i dworu. Dania przygotowywane były wówczas w sposób bardzo wykwintny, niekiedy wręcz wymyślny, co potwierdzają choćby zachowane średniowieczne przepisy z terenów Europy Zachodniej. Wiele jednak receptur używanych na polskich dworach czerpanych było z zachodnioeuropejskich kuchni38.
Bazę żywnościową stanowiły wypieki, chleb żytni, razowy spożywany przez mniej zamożnych, natomiast na pańskich dworach jadano białe pieczywo pszenne, sporządzone z odpowiednio zmielonej i dwa razy przesianej mąki. Właśnie białe pieczywo, bułki i chleb, w swym jadłospisie miała Jadwiga i jej fraucymer39. Chleb wypiekano w postaci mniejszych bochenków o rozmaitych kształtach, by uniknąć szybkiego czerstwienia. Wypiekano również wszelkiego rodzaju placki z jabłkami czy szafranem, kołacze, pierogi z serem, rogaliki, obwarzanki, pierniki40. Podstawą jedzenia na każdym stole były kasze: jaglana a na dworze droższa kasza manna41. Niekiedy, przy bardzo uroczystych biesiadach kupowano ryż, był to jednak bardzo luksusowy produkt spożywczy42.
Ważnym elementem był także nabiał w postaci mleka, serów, masła i jaj. Mleko częściej pijano kwaśne niż słodkie43.
Mięso, poza daniami postnymi, zjawiało się w zasadzie na stołach codziennie. Najbardziej popularnymi były wieprzowina i wołowina, w postaci pieczeni, szynek, kiełbas i kiszek. Nieco rzadsze na dworach możnowładczych były cielęta i prosięta, a niemal wcale nie było baraniny i mięsa koźląt. Z mięsa ptasiego przeważał drób: kury, kurczaki, kapłony podawane w galarecie lub pieczone na rożnie, oprócz tego czasem pojawiały się kaczki, gęsi i gołębie44. Na dworze Jadwigi miano dosyć często podawać flaczki jako ulubioną potrawę45.
Dziczyzna jako jedyna z mięs wyróżniała stoły rycerskie od mieszczańskich. Dzielono ją na zwierzynę drobną i gruba, z czego na tą ostatnia składały się niedźwiedzie, jelenie, łosie, ale tez sarny i dziki, natomiast do zwierzyny drobnej należały zające, głuszce, bażanty, kwiczoły, kuropatwy, cietrzewie46.
Z obliczeń poczynionych na podstawie rachunków dworów Jadwigi i Jagiełły wynika, iż średnio na mężczyznę dziennie przypadały 2 kilogramy mięsa, na kobietę zaś 1,3 kilograma, z tej jednak ogromnej ilości część przypadała służbie w postaci resztek z pańskiego stołu47.
Przy tak ogromnej liczbie dni postnych spożywano bardzo duże ilości ryb, z których znano bardzo wiele rodzajów. Ryby na dworach na ogół były przyrządzane zaraz po złowieniu, niemniej równie często ryby suszono i wędzono. Do najbardziej luksusowych gatunków należały łososie i jesiotry, jednak zdecydowanie częściej wybierano tańsze szczupaki48, śledzie, okonie49. Ryby świeże smażono na oleju lub podawano je w galarecie lub oleju. Możliwe, iż ryby przyrządzano tak samo jak ówcześnie w Europie, gotując je w wodzie z pietruszką, dusząc w sosie z jarzyn, karpia podawano zaś z wody w zielonym sosie50.
Warzyw i owoców w średniowiecznej diecie było znacznie więcej niż się powszechnie uważa. Bardzo popularna była kapusta, podawana w formie bigosu lub świeża. Znano także kapustę czerwoną, marchewkę, buraki, cebulę, brukselkę, pietruszkę, pory, pasternak, soczewicę, koper, rzodkiewki, chrzan. Ogórki też były bardzo popularne spośród jarzyn51. Jednak podstawa dań, nawet na dworach był groch52.
Spośród owoców, które na ogół jadano pod koniec posiłku, niekiedy miedzy posiłkami53, używano jabłek, gruszek, śliwek, czereśni, orzechów laskowych54. Bardziej egzotyczne owoce zaczęły pojawiać się dopiero wraz z przybyciem Jadwigi do Polski, a były to figi, rodzynki, migdały, cytryny. I choć ich występowanie można potwierdzić, były to nadal niezwykle luksusowe i nieczęsto pojawiające się na stołach przysmaki55. Oprócz tego za czasów Władysława Jagiełły w Polsce pojawiły się melony, być może lubiane przez tego władcę, gdyż Jagiełło ponoć nie znosił jabłek, których już zapach bardzo źle na niego działa, zastępować miał je więc chętnie z Jadwigą gruszkami56. Z jabłek w Polsce średniowiecznej wytwarzano konfitury z tych owoców zasmażanych w miodzie57.
Średniowieczna kuchnia nie obyłaby się bez przypraw, które spełniały różne funkcje. Nie tylko dostarczały dodatkowych smakowych atrakcji, wspomagały trawienie, ale również nie rzadko zabijały smak jełczejącego lub nie pierwszej świeżości pożywienia. Duże ilości szafranu, gałki muszkatołowej, pieprzu, imbiru, goździków znajdowały właśnie zastosowanie w kuchniach średniowiecznej Polski. Jadwiga miała przechowywać w specjalnym skarbczyku przyprawy zakupione do urozmaicania dań58. Fakt ten już może sugerować, iż tak cenne i drogie dodatki należało trzymać w bezpiecznym miejscu.
Bez trunków nie mogła odbyć się żadna uczta. Podstawowym napojem było piwo, którego spożywano bardzo dużo. Wytwarzano je z różnego rodzaju ziaren. Bardziej luksusowym napojem był miód, w postaci sfermentowanego napoju z dodatkiem chmielu, korzeni lub soków owocowych59. Na stołach książęcych lub rycerskich napój ten zjawiał się tylko przy specjalnych okazjach, gdyż jego luksusowy charakter czynił z miodu drogi trunek60.
Jednak to wino stanowiło napój najmożniejszych, którego nawet oni nie pijali na codzień. Powszechnie przyjmuje się ze wino w Polsce pojawiło się w X wieku wraz z przyjęciem chrześcijaństwa. Wiadomo, że próbowano hodowli na naszych ziemiach, ale więcej win importowano61. W XIV wieku sprowadzano wina z Węgier, Włoch, Rumunii, Austrii, Hiszpanii62. W XIV i XV wieku raczono się nimi wyłącznie z okazji większych świąt, na zjazdach monarszych np. u Wierzynka w 1363 roku lub na zjeździe z królem węgierskim w Sączu w 1395 roku63.
W średniowieczu do jedzenia zasiadano dwa razy dziennie. Wiemy, iż Jagiełło i Jadwiga robili to, wraz ze swymi orszakami, oddzielnie, jedynie w trakcie podejmowania znacznych gości jadali razem. Niekiedy też dostojnicy z otoczenia króla towarzyszyli podczas jedzenie królowej i jej dwórkom64. Jak wyglądało to na dworach pozostałych królów, książąt i możnych nie wiemy z powodu braku źródeł lub nie przeprowadzonych badań w tej kwestii.
Na temat zachowania się podczas uczt wiadomości czerpać można z licznych podręczników zasad, których spora liczba powstała na Zachodzie Europy. Wiązało się to z coraz większą formalizacja zachowań dworskich i coraz większym znaczeniem zachowywania się zgodnie z etykietą65. Europa mogła się wiec pochwalić sporą liczbą traktatów na ten temat, gdyż pisali o tym od XIII wieku m.in. Thomasin z Zirklarii w „Der walsche Gast”, Bonviciano w „Cortesii”, Tanhauser w „Hofzucht” oraz Jan z Meun i Wilhelm z Lorris w „Romansie róży”66. Oprócz tego spotkać można liczne krótkie wiersze mnemotechniczne, przede wszystkim z XIV i XV wieku, zawierające wskazówki dobrego zachowania67. Literaturze polskiej również nie były obce utwory, która zawierały szereg pouczeń na temat zachowywania się przy stole. Porównanie zasad w nich zawartych nasuwa skojarzenie z zachodnioeuropejskimi odpowiednikami, niemal niczym się nie różniącymi. Widać, zatem, iż kultura dworska przyjęła się już w Polsce, tym bardziej, iż utwory te nie powstały ściśle w środowisku dworu monarszego. Niemniej, dzięki nim, choć w ułamku wiemy jak mogła wyglądać średniowieczne uczta.
Pierwszym traktatem zawierającym informacje na temat zasad zachowywania się przy stole było dziełko kanonika krakowskiego Frowina „Antigameratus” z XIV wieku. Poświęca on uwagę tym kwestiom w jedenastym rozdziale. Przede wszystkim autor nakazuje by każdy biesiadnik znał swoje miejsce i nie wywyższał się, zajmując miejsce przeznaczone dla ważnych gości. Zgadało się to zresztą z powszechnie panującym obyczajem na dworach. Dalej autor nakazuje by siedzieć wyprostowanym, trzymając ręce przy sobie, nie wyciągając nóg mocno przed siebie i nie rozglądając się za bardzo. By nie uchodzić za niewychowanego należało dotrzymywać towarzystwa współbiesiadnikom i baczyć na swe zachowanie w zależności jak ważny był to sąsiad. Przed zajęciem miejsca należało poluzować pasa. W trakcie biesiady w dobrym tonie było jedzenie chleba małymi kęskami, niezbyt łapczywie, poczęstowawszy najpierw starszych ucztujących. Oczywiście nie wolno było maczać palców w zupie, by nie wzbudzać w nikim odrazy68 ani jeść tego, co upadnie. Dobrze wychowany gość nie powinien grzebać w misie niczym prostak. Frowinus naucza także jak prawidłowo i
dwornie posługiwać się nożem, który powinien być czysty. Dbać należało też o estetykę jedzenia, strząsając z siebie okruszyny, nie wycierając nosa w obrus ani nie zanurzając go w napojach, gdyż mogłoby to się nie spodobać paniom, które należało traktować z dwornością, usługując im czy zapewniając miła konwersację. By zaś móc to czynić należało zachować umiar w piciu wina69. Co do spożywanych dań to kanonik krakowski zdecydowanie potępia rzucanie za siebie ogryzionych kości, wypluwanie jedzenia, głośne tłuczenie jajek70. Ciekawostką w tym fragmencie dzieła są wskazówki, jakie Frowinus daje na temat komponowania i kolejności spożywanych posiłków. Tak wiec ucztę zaczynano od lżejszego dania, jakim mógł być chleb z polewką, następnie jedzono mięsa, jajka, potem napoje a na końcu desery71.
Kolejnym ważnym i pomocnym w odtworzeniu biesiadnych manier jest utwór zwany Wierszem o chlebowym stole autorstwa Przecława Słoty z Gosławic, burgrabiego poznańskiego w latach 1398-1400, pochodzącego z drobnej szlachty łęczyckiej a tworzącego na dworze starosty generalnego Tomasza z Węgleszyna72. Utwór jego powstawał w atmosferze wielkopolskiego dworu możnowładczego i miał wywodzić się głównie z niemieckiej literatury parenetycznej dotyczącej ucztowania. Najprawdopodobniej czerpał jednak też z Anigameratusa Frowina. Zajął się głównie obyczajami dotyczącymi ludzi bywałych i pochodzących z możnych rodów. Słota koncentrował się tu na dwóch tematach: zachowaniu się przy stole i kulcie kobiety73. Najprawdopodobniej też utwór przeznaczony był do solowej melorecytacji, może przy akompaniamencie instrumentu, podczas biesiady, by zabawić ucztujących, ale również by w takiej chwili przypominać o odpowiednim zachowaniu. Wydaje się to całkiem prawdopodobne, gdyż w trakcie posiłków ucztującym czas umilali śpiewacy, a występy histrionów czy klaskanie w dłonie podczas uczt było zwyczajem od dawna znanym na ziemiach polskich. Natomiast tradycja biesiadowania na dworach przy muzyce była poświadczona w Wielkopolsce już od XIII wieku74.
Według Słoty biesiada miała służyć nie tylko zaspokojeniu głodu, ale również odprężeniu, dlatego zalecał, by zasiadać do niej zapomniawszy o trudach dnia codziennego. Należało usiąść skromnie, nie garnąć się jako pierwszy do misy, ale obsłużyć najpierw kobiety, pamiętając by nie mieć brudnych rąk podając im smakowite kąski. Słota przypomina też, zgodnie z często wymienianą zasadą, by nie siadać w miejscu dla siebie nieprzeznaczonym. Widać średniowieczne uczty obfitowały w pyszałków, którzy chcieli wynieść się wyżej niż pozwalał im na to ich status na dworze. Autor nie pomija też panien, które napomina by kroiły małe kawałki i jadły częściej, ale mniejszymi porcjami75.
Podobieństwo zasad zawartych u Frowina i Słoty do utworów zachodnioeuropejskich nasuwa wniosek, iż uczty niewiele różniły się a etykieta i rodząca się potrzeba przestrzegania zasad dobrego obyczaju były niemal takie same tu jak i poza granicami kraju.
Opisów uczt na dworach możnych w polskich średniowiecznych kronikach nie brakuje. Niestety, są to w przeważającej liczbie tylko wzmianki o odbyciu się biesiady z jakiejś szczególnej okazji. O ucztach wspomina się w przypadku nadzwyczajnych wydarzeń, które miały miejsce podczas jedzenia. Daje to niewielki pogląd na to jak wyglądały i jaki miały one przebieg. Wówczas z pomocą muszą przyjść obce źródła, ikonografia lub wspieranie się informacjami na temat uczt wydawanych przez bogatych mieszczan.
Jedną z obcych wzmianek na temat uczt, jest zamieszczona przez Guillaume’a de Machaut w swym utworze „Zdobycie Aleksandrii”, napisanym w latach siedemdziesiątych XIV wieku, pod koniec życia autora76. Na ile jest to wiarygodny przekaz, nie wiadomo, choć autor był w Polsce, niemniej jego obecność na uczcie podczas zjazdu monarchów w 1364 roku jest uważana za nieprawdziwą77. Warto jednak zainteresować się tą króciutką wzmianką, zawierającą wyłącznie jadłospis na uczcie:

„Kiedy już ich przyjęto
Uczczono, ugoszczono nieco
Chlebem i winem, wszelkim jadłem,
Drobiem, pieczystem też wszelakim,
Rybami oraz innym mięsem.
Głupcem jest wielkim ten, kto żąda,
Czego się żądać nie powinno
By się żałować nie musiało-
Tak ich wspaniale ugoszczono.”78

Jest to opis na tyle uniwersalny, iż mógłby pasować do każdej uczty wydawanej na terenie całej Europy, dlatego nie ma podstaw by wątpić w to, iż właśnie tak podjęto monarchów u Wierzynka w 1364 roku. Rzuca to choć nieco więcej światła na to wydarzenie, gdyż polskie kroniki są jak zwykle bardzo lakoniczne. Janko z Czarnkowa napisał jedynie: „Jaka była wesołość na tej uczcie, jaka wspaniałość, sława i obfitość - opisać niepodobna, chyba powiedzieć tylko, że wszystkim dawano więcej niż sobie życzyli”79 .
Uczty towarzyszyły wielu ważnym wydarzeniom w życiu dworu, stanowiły wręcz nieodłączny element ceremoniału dworskiego. Uświetniały wizyty monarchów („Przez wiele dni podejmował [Bolesław Wstydliwy] uroczyście króla Stefana i wszystkich jego rycerzy wspaniałymi ucztami i przyjęciami, obficie zaspokajając wszelkie potrzeby, rozdzielając wszystko hojnie i szczodrze”80), koronacje, chrzty, wesela. Niemal każda okazja była dobra by znów zasiąść przy wspólnym stole, zaznać rozkoszy podniebienia, ale mieć również okazję przyjemnego, wolnego od trosk spędzenia czasu, oglądając występy żonglerów, słuchając muzyki czy podziwiając występy oswojonych zwierząt. Uczta średniowieczna miała oprócz swych najbardziej utylitarnych celów, także te, przynoszące możliwość udzielania się towarzyskiego czy zaczerpnięcia nieco kultury, tej bardziej lub mniej wyszukanej. Zawieszała również przemoc, zapoczątkowując pokój między wojującymi stronami81. Wszystko to zaś mogło się sprowadzać do najbardziej charakterystycznej cechy biesiady, mianowicie tego, iż w jej trakcie zasiadający do niej ludzie, doznając wszelakiej przyjemności, odprężeni i zabawiani różnymi atrakcjami, w miłych nastrojach, przenosili się niejako w sferę łagodzącą obyczaje, sferę zabawy, kurtuazji i chwilowego oderwania się od codziennej rzeczywistości.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gospodarka, kultura i społeczeństwo”