Wielka wojna z Zakonem Krzyżackim (1409-1411)

Pojawienie się u wrót Polski (na zaproszenie Konrada Mazowieckiego) Zakonu Krzyżackiego w 1226 r., nie wróżyło długiego i dramatycznego konfliktu. Przybywali jako sojusznicy do walki z uciążliwymi Prusami atakującymi głównie Mazowsze. To, że sfałszowali odpowiednie dokumenty - papieską bullę, która miała oddawać im na własność Ziemię Chełmińską i zdobywane na poganach obszary - umknęło gdzieś w chaosie rozdrobnienia feudalnego. Na północnym wschodzie wyrastało potężne, groźne, agresywne państwo.
Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Wielka wojna z Zakonem Krzyżackim (1409-1411)

Post autor: Warka » 12 paź 2012, 23:06

Wielka wojna z Zakonem Krzyżackim (1409-1411)
Po pokoju zawartym z zięciem – kniaziem moskiewskim Wasylem, mając zabezpieczone
wschodnie tereny swego rozległego państwa, mógł wielki książę ponownie skierować cały swój
wysiłek na zachód. A sytuacja tutaj nie wyglądała najlepiej. W 1407 roku urząd wielkiego mistrza
Zakonu Krzyżackiego objął wojowniczy Ulrich von Jungingen. W rok później kolejne niepokoje
wzniecili niesforni, jak zawsze, Żmudzini, pod „błahym” pretekstem panującego w ich kraju głodu.
Tym razem Witold wystąpił w charakterze obrońcy uciśnionych braci. Nowy wielki mistrz, człowiek
realizujący swe plany z żelazną wolą, nie tylko nie złagodził kursu wobec swej nowej prowincji, ale
nakładał na Żmudź coraz to nowe ciężary i obowiązki. Jednocześnie całkowicie zamknął granicę z
Litwą, zakazując podróżowania, chyba za specjalnym pozwoleniem, oraz wzajemnego handlu.
Zarządzenia wielkiego mistrza wprowadzał wójt żmudzki – Michał Küchmeister. Żmudzini natomiast
domagali się od Zakonu dla siebie prawa chełmińskiego i traktowania ich na równi ze szlachtą i
wolnymi chłopami ziemi chełmińskiej.
Wobec tej ostrej polityki Zakonu Witold zwrócił się z oficjalnym zapytaniem o powody tych
decyzji, a jednocześnie, w porozumieniu ze swym stryjecznym bratem, szykował się do wojny. Ta
została prawdopodobnie postanowiona już jesienią 1408 roku w Nowogródku, gdzie obaj władcy
spotkali się na tajnej naradzie. Do rozstrzygnięcia zbrojnego dążył również wojowniczy Ulrich von
Jungingen. Na razie jednak wszystkie strony konfliktu, wymieniając się listami, udawały zdziwienie z
powodu nagłego pogorszenia się wzajemnych relacji. Kiedy jednak w maju 1409 roku na Żmudzi
wybuchło powstanie, Witold nie wahał się poprzeć go w pełni oficjalnie. Wysłał Żmudzinom swego
starostę, Rumbolda Wolimuntowicza, który miał za zadanie przyszykowanie kraju do wojny. Dla
Zakonu najpilniejszym pytaniem było, czy za cenę wojny król Władysław wesprze sprawę swego
stryjecznego brata i całej Litwy? W tym celu kilka razy do Jagiełły udawały się krzyżackie poselstwa.
Jagiełło dawał każdorazowo odpowiedź wymijającą, informując posłów, że musi zasięgnąć opinii rady
koronnej, która miała się zebrać w Łęczycy w dniu 17 lipca. Istotnie, w tym dniu zebrani „w wielkiej
liczbie prałaci i panowie polscy” powzięli decyzję o wsparciu Litwy całą potęgą Królestwa Polskiego.
Aby zakomunikować Krzyżakom tę decyzję, wybrano poselstwo, na którego czele stanął arcybiskup
gnieźnieński Mikołaj Kurowski. Ten nie przebierający w słowach kapłan na groźby von Jungingena,
że zaatakuje Witolda, odparł wprost: „Przestań straszyć nas, mistrzu, wojną litewską: jeśli ty bowiem
wybierzesz się na Litwę, bądź pewnym, że król nasz Prusy zbrojno nawiedzi. Nieprzyjaciół Litwy my
za swoich uważamy wrogów. Na ciebie więc zwrócimy oręż, jeżeli Litwę zaczepisz”.
Prawdopodobnie te pochopne z pozoru słowa zostały wcześniej uzgodnione z Jagiełłą, by
sprowokować wielkiego mistrza. Udało się to w pełni, Ulrich bowiem odparł: „dziękuję ci, ojcze
1przenajwielebniejszy, że nie utaiłeś przede mną zamiarów twego króla. Ja, twoją mową objaśniony i
upewniony, raczej na głowę samą niż na członki cios swój wymierzę; ziemię osiadłą niż pustą, miasta
i włości raczej niż lasy nawiedzić wolę; wojnę zamierzoną przeciw Litwie na Królestwo Polskie
obrócę”. Wielka wojna, która, odwlekana od wielu lat, wisiała przecież nad Litwą i Polską, stała się
faktem.
Jako pierwsi działania ofensywne podjęli Krzyżacy. Już 6 sierpnia wielki mistrz formalnie
wypowiedział wojnę Jagielle. Król otrzymał wypowiedzenie wojny 14 sierpnia w Korczynie, zaś w
dwa dni później Zakon uderzył na Kujawy, Krajnę i ziemię dobrzyńską. Równolegle z tym atakiem
wojska zakonne, operując z Nowej Marchii, dokonały najazdu na północno-zachodnią Wielkopolskę.
W wyniku tej akcji ciężko ucierpiała ziemia dobrzyńska, dość szybko i sprawnie opanowana przez
Krzyżaków. Miasto i zamek Dobrzyń zostały zdobyte, spalone, zaś obrońcy – rycerstwo i
mieszczanie, wycięci. Podobny los spotkał Rypin, Lipno i Bobrowniki. Stryjeczni bracia chyba zostali
początkowo zaskoczeni krzyżacką gotowością do wojny, Jagiełło bowiem natychmiast wysłał
Mikołaja Kurowskiego z propozycją zawarcia rozejmu. Krzyżacy nie zgodzili się jednak na
zawieszenie broni i zaatakowali Złotorię. Po kilku dniach oblężenia wielki mistrz sprowadził z
Torunia „niewiasty i dziewice”, które przy dźwiękach muzyki przyglądały się ostatniej fazie oblężenia
i agonii obrońców twierdzy. Silny atak na ziemię dobrzyńską połączony został z uderzeniem na
Bydgoszcz, wziętą podstępem w wyniku zdrady mieszczan niemieckiego pochodzenia, którzy
otworzyli komturom człuchowskiemu i tucholskiemu, bramy miasta. Dopiero wówczas zaczęło
naprędce się zbierać pospolite ruszenie Wielkopolan, które zamierzało odbić utracone miasto. Nie
próżnował również i sam polski monarcha, który połączył się z Wielkopolanami pod Łęczycą, by
następnie szybkim marszem podejść pod Bydgoszcz, którą zdobył po ośmiu dniach intensywnego
szturmowania. Nie wiemy, co dokładnie robił w tym czasie Witold. Być może spotkał się we wrześniu
z Jagiełłą w Łęczycy, być może jednak nie przybył na umówione spotkanie. Po zdobyciu Bydgoszczy
bowiem miał przybyć do króla Witoldowy poseł – Jakub Gliniany, który zawiadomił króla, że
Kiejstutowicz nie jest w stanie przyjść mu z pomocą w tym roku i doradza zawieszenie broni.
Obiecywał jednak Witold przez swego wysłannika, że w roku kolejnym, 1410, z całą potęgą ruszy
wraz z bratem do boju.
Zdobycie Bydgoszczy przez oddziały polskie zakończyło działania wojenne w 1409 roku.
Zawarto zawieszenie broni mające obowiązywać do 24 czerwca 1410 roku, do zachodu słońca.
Zgodnie z rozejmem godzono się oddać sprawy sporne pod osąd króla czeskiego Wacława
Luksemburczyka. Znamienne jednak, że sama Żmudź została z rozejmu wyłączona, co oznaczało, że
Krzyżacy mogą w trakcie przerwy w działaniach wojennych próbować odbić ziemię żmudzką. Obie
strony, pomimo sądu rozjemczego, szykowały się jednak do walnej rozprawy następnego lata.
Tymczasem na Litwie kolejnych kłopotów wielkiemu księciu przysparzał, jak zwykle, Świdrygiełło.
2Działając w pełnym porozumieniu z Krzyżakami, pobuntował książę przeciw Witoldowi kilkoro
krewniaków. Ten jednak wykrył spisek, kazał przykładnie ściąć buntowników, zaś samego prowodyra
uwięził w Krzemieńcu, gdzie książę zasłużenie odsiedział aż dziewięć lat. Ukaranie Świdrygiełły
odbyło się za wiedzą i pełnym poparciem Jagiełły. W ogóle przez cały okres Wielkiej Wojny
zachowywał się Witold jak prawdziwy mąż stanu, ściśle współdziałając ze swym stryjecznym bratem
w celu odniesienia ostatecznego zwycięstwa. W końcu listopada 1409 roku obaj władcy spotkali się na
ściśle tajnej naradzie w Brześciu Litewskim. Celem spotkania miało być opracowanie strategii
kampanii wojennej na rok 1410. Pierwszy na miejscu zjazdu pojawił się Witold, Jagiełło przybył dzień
później. Wielki książę wyjechał na spotkanie monarchy aż na odległość całej mili. Było to
podkreślenie szacunku należnego Jagielle, inaczej bowiem faktu tego nie podkreśliłby specjalnie Jan
Długosz. Do narady dopuszczono jedynie Mikołaja Trąbę, podkanclerzego królewskiego. Być może w
części rozmów uczestniczył także przywódca Tatarów Dżelal-ed-Din, sprzymierzeniec wielkiego
księcia i kandydat do tronu chańskiego. Trudno jednak przypuszczać, żeby był on wtajemniczony we
wszystkie plany stryjecznych braci. Narada, jak wspomniano, była ściśle tajna, niepodobna zatem
ustalić jej postanowień. Możemy jednakże, na podstawie późniejszych wydarzeń, próbować
odtworzyć jej najważniejsze konkluzje. Przede wszystkim zdecydowano się na przeniesienie wojny na
teren państwa zakonnego, poprzez marsz wprost na jego stolicę – Malbork. Po drugie, postanowiono
nie dzielić wojny na dwa teatry – litewski i polski, lecz połączyć siły, czego Krzyżacy
najprawdopodobniej się nie spodziewali. Na miejsce koncentracji armii wybrano Czerwińsk nad
Wisłą, którą miano przebyć przy pomocy specjalnego mostu pontonowego „wspaniałej konstrukcji”.
Jego budowę zlecono „biegłemu w sztuce mistrzowi Jarosławowi”, który trudził się nad tym zadaniem
aż do wiosny. Narada brzeska trwała osiem-dziewięć dni, po czym obydwaj wodzowie, ustaliwszy
wspólny plan działań, rozjechali się do domów.
Tymczasem zbliżał się moment wydania przez króla Wacława wyroku, mającego pogodzić
zwaśnione strony. Posłowie zjawili się na dworze czeskiego monarchy. Wyrok był jednak łatwy do
przewidzenia. Wacław Luksemburczyk, podobnie jak i Zygmunt, wyraźnie sprzyjał Zakonowi. Toteż
postanowienia wyroku, przyznającego m.in. Krzyżakom Żmudź i zabraniającego Jagielle używania
tytułu księcia pomorskiego, zostały przez stronę polsko-litewską z oburzeniem odrzucone. Najgorzej
potraktowano wówczas wielkiego księcia, reprezentowanego przez znanego litewskiego rycerza
Butryma, marszałka dworu Witolda oraz notariusza książęcego Mikołaja Cebulkę. Wielki książę
został wyłączony z rokowań i określony jako wódz „niewiernych”. Polskich i litewskich delegatów
nadto obrażono, odczytując wyrok po niemiecku. Kiedy posłowie zwrócili na to uwagę, postanowiono
odczytać im królewskie orzeczenie po czesku. Oburzona delegacja opuściła niegościnny dwór króla
czeskiego. Przygotowania wojenne trwały zatem nadal, obejmując m.in. ogromne, zarządzone w
całym Królestwie łowy. Wciąż jednak trwały gorączkowe zabiegi dyplomatyczne, związane tym
3razem z bratem króla Wacława – Zygmuntem. Między Węgrami a Polską panował wówczas pokój,
obowiązujący do 1413 roku. Wiele jednak wskazywało, że gdy przyjdzie do otwartej wojny z
Krzyżakami, król Zygmunt, posiadający w swym skarbcu głównie dużo wolnego miejsca i będący na
krzyżackim żołdzie, nie dotrzyma warunków rozejmu. Przemawiały za tym także potajemne zjazdy
Zygmunta Luksemburskiego z wielkim mistrzem Ulrichem, które nie uszły uwadze polskiego
„wywiadu”. W celu wybadania ostatecznego stanowiska węgierskiego monarchy Jagiełło wysłał doń
Witolda, sam zaś oczekiwał na wieści w Nowym Sączu. Obaj władcy spotkali się wiosną w
Kieżmarku. Witold przywiózł w imieniu Jagiełły i swoim niezwykle bogate dary, w tym kilkadziesiąt
sokołów, koni, drogich futer, drogocennych zastaw stołowych itd. Pazerny Zygmunt chętnie przyjął
dary, ani myślał jednak dochowywać rozejmu z Polską, co zresztą oświadczył z rozbrajającą
szczerością. Podczas zjazdu w Kieżmarku węgierski władca próbował także, zapewne z namowy
Krzyżaków, którzy dobrze znali próżność i ambicję Kiejstutowicza, namówić go do opuszczenia
Jagiełły i zawarcia antypolskiego sojuszu za cenę korony królewskiej. Witold obiecał, że zastanowi się
nad propozycją Zygmunta, lecz kiedy powrócił do swej kwatery, zaczął gorączkowo szykować się do
wyjazdu. I wtedy nastąpiła rzecz dziwna. Akurat „przypadkiem” w pobliżu gospody, gdzie nocowała
wysłana przez króla Władysława delegacja, wybuchł groźny pożar. Ponadto ktoś podburzył gmin
węgierski przeciwko posłom. Był to zapewne zamach na życie wielkiego księcia, przygotowany przez
Krzyżaków, za wiedzą Zygmunta Luksemburskiego. Delegacja polska na czele z Witoldem niemal w
ostatniej chwili dała drapaka wprost do Nowego Sącza, gdzie wielki książę zdał pełną relację z
przebiegu i fiaska kieżmarskich rokowań.
Po opuszczeniu Nowego Sącza Witold spiesznie udał się na Litwę, do której dotarł już
czwartego dnia i natychmiast przystąpił do intensywnych zbrojeń, przesyłając również stryjecznemu
bratu pieniądze na werbunek rycerzy zaciężnych. Tymczasem nie próżnowali krzyżaccy szpiedzy,
którzy donieśli wielkiemu marszałkowi, że książę przebywa w Brześciu. Marszałek zorganizował
zatem szybką wyprawę, by zgładzić bądź ująć Witolda, który zdołał się jednak schronić i ujść cało.
Przestraszeni możliwym odwetem Krzyżacy zdecydowali się na zawarcie z wielkim księciem
krótkiego rozejmu. Rozejm ten był Witoldowi jak najbardziej na rękę, był on bowiem już gotów, by
wyruszyć na spotkanie z armią stryjecznego brata. Ta zaś posuwała się szybko na miejsce umówionej
koncentracji – ku Czerwińskowi. Dnia 24 czerwca do Wolborza zjechał król Władysław. Czekała tam
na niego zgromadzona znaczna część sił zbrojnych pospolitego ruszenia, czeskie wojska zaciężne pod
dowództwem Jana Sokoła, tabory, armaty. Brakowało jedynie Małopolan, którzy mieli dołączyć do
głównego trzonu armii dopiero nad Wisłą. Ponieważ tego dnia upływał termin zawieszenia broni z
Krzyżakami, silny oddział polski pod dowództwem starosty inowrocławskiego Borowca ukrył się w
toruńskich borach i gdy zaszło słońce, podpalił leżące opodal grodu wsie. Świadkiem tego zajścia był
sam wielki mistrz i posłowie króla węgierskiego Zygmunta, przebywający wówczas w Toruniu. Pod
4wrażeniem pożaru posłowie węgierscy, wśród których był i Polak w służbie króla Zygmunta,
wojewoda siedmiogrodzki Ścibor ze Ściborzyc, wysłani zostali z misją wyjednania u Jagiełły
przedłużenia rozejmu na kolejne dziesięć dni. Król Polski chętnie się zgodził na to zawieszenie broni,
pozwalało mu ono bowiem bez obaw o niespodziewany atak posuwać się ku granicy pruskiej. A
pochód to był szybki. Z Wolborza wyruszono 26 czerwca, we czwartek i zatrzymano się w Lubochni.
Dzień później wojska królewskie nocowały w Wysokinicach, zaś kolejnego dnia zatrzymano się
obozem w pobliżu stawu w Sejmicach. W dniu 29 czerwca osiągnięto wieś Kozłowo nad Bzurą.
O ile pochód wojsk polskich na umówione miejsce spotkania w Czerwińsku jest nam doskonale
znane dzięki relacji Jana Długosza, o tyle pochód armii wielkiego księcia Witolda można odtworzyć
jedynie z pewnym prawdopodobieństwem. W celu zabezpieczenia granic swego rozległego władztwa
książę pozostawił z pewnością część bojarów ruskich do obrony pogranicza tatarskiego na wypadek
napaści. Ubezpieczył także granicę z Inflantami. Również w Kownie i Wilnie stacjonowały silne
garnizony obronne. Przebiegły jak zawsze Witold nakazał nadto pewnym oddziałom prowadzenie
działań zaczepnych, by zwieść Krzyżaków co do swych planów. Wojska te musiały wzorowo
wypełnić powierzone sobie zadanie, skoro zastępca komtura zamku w Królewcu donosił 27 czerwca o
wtargnięciu Litwinów „z wielkim wojskiem”. W dniach 26-28 maja wielki książę przebywał nadal,
jak gdyby nigdy nie planował udać się dalej, niż na łowy, w swym zamku w Trokach. W tych bowiem
dniach nie tylko potwierdził wspomniane wyżej zawieszenie broni z Zakonem, lecz przyjął nadto
Krzysztofa Gersdorffa, posła króla węgierskiego Zygmunta. Tymczasem zarówno tabor, jak i armaty
opuściły już zamek i wyruszyły „w nieznanym kierunku”. Cała zaś litewska armia wyprawiła się na
wojnę w dniu 3 czerwca, o czym szpiedzy uwiadomili Krzyżaków. Ci z kolei, wciąż podejrzewając, że
armie Jagiełły i Witolda będą działać niezależnie, trwali w przekonaniu, iż wielki książę udaje się pod
Ragnetę. Witold jednakże prawą stroną Niemna posuwał się w kierunku Grodna, gdzie przekroczył
rzekę, by skręcić na zachód i zniknąć w borach, z których wyszedł dopiero nad Narwią.
Prawdopodobnie tutaj połączył się z resztą swoich wojsk, czyli z oddziałami ruskimi i tatarskimi.
Nastąpiło to przypuszczalnie przed 14 czerwca, jak wynika z listu zaniepokojonego komtura
ostródzkiego obserwującego ruchy wrogiej armii. Nad Narwią odpoczywano kilka dni, po to chyba,
żeby zaprowadzić porządek w powiększonej armii, a także po to, by na umówione miejsce nie dotrzeć
zbyt szybko, mogłoby to bowiem być niebezpieczne dla wielkiego księcia, który nie był objęty
zawieszeniem broni zawartym przez Krzyżaków z Jagiełłą. Po paru dniach postoju ruszono dalej
lewym brzegiem Narwi w kierunku zachodnim. Między 24 a 28 czerwca armia książęca musiała
przekroczyć Bug, skoro 29 czerwca, gdy Jagiełło przebywał, jak wspomniano, w Kozłowie,
nawiązano kontakt operacyjny z wojskami polskimi. Do Kozłowa bowiem przybył goniec Witoldowy
z informacją, że książę na czele swych wojsk i Tatarów znajduje się nad Narwią i prosi o osłonę w
postaci kilku chorągwi polskiego rycerstwa, w celu przeprawienia się przez rzekę. Król natychmiast
5wysłał ze wsparciem aż dwanaście chorągwi, sam zaś w dzień później dotarł do Czerwińska nad
Wisłą, gdzie słynny most pontonowy był już rozłożony i przygotowany do przeprawy. Jagiełło
przeprawił się przez Wisłę z marszu i dopiero na drugim brzegu rzeki rozłożył się obozem. W
Czerwińsku oczekiwali już na króla książęta mazowieccy Janusz i Siemowit, nadto jakaś część
rycerzy najemnych. Tego samego dnia nadszedł też i wielki książę na czele całej swej potęgi. Jagiełło
wyróżnił stryjecznego brata, wychodząc mu naprzeciw wraz z całą świtą na odległość ćwierci mili, i
zaprowadził do swego obozu. W ciągu trzech następnych dni cała armia wraz z armatami i taborami,
we wzorowym porządku, przeprawiła się przez Wisłę. Następnie most zwinięto i odesłano do Płocka,
który już wcześniej został wybrany na bazę operacyjną i zaopatrzeniową połączonych armii.
W czasie pobytu wojsk pod Czerwińskiem do obozu królewskiego przybył Dobiesław
Skoraczowski, kolejny Polak w węgierskiej służbie, wysłany przez posłów króla Zygmunta – Ścibora
ze Ściborzyc i Mikołaja de Gara, którzy próbowali, raczej tylko dla zachowania pozorów, prowadzić
między Krzyżakami a Litwą i Polską rokowania pokojowe. Rycerz ten prosił Jagiełłę o wyznaczenie
miejsca i terminu spotkania posłów węgierskich z królem celem dalszego prowadzenia rozmów
pokojowych. Jagiełło nakazał posłom przybycie w najbliższą sobotę lub niedzielę, czyli 5 lub 6 lipca.
Nie chcąc zaś zdradzać kierunku swego marszu wysłannikowi, który miał powrócić prosto do
Krzyżaków odparł, że nie jest w stanie podać, gdzie będzie przebywał, bowiem „wojsko nigdzie nie
zatrzymuje się na ustalonych stanowiskach i nie może określić trasy swojego przemarszu jakimiś
wyznaczonymi miejscowościami”. Odpowiedź Jagiełły istotnie podyktowana była przezornością,
bowiem po powrocie do obozu krzyżackiego Skoraczowski natychmiast został wzięty na spytki przez
mistrza Ulricha. Przy okazji wielki mistrz wypytywał też o wojska księcia Witolda, o których nie miał
chyba zbyt wysokiego mniemania, skoro stwierdził, że w armii litewskiej „więcej ludzi do łyżki niż do
zbroi”. To butne stwierdzenie nie było chyba jednak zbyt szczere, lecz maskować miało niepokój,
gdyż Skoraczowski dużo i chętnie rozwodził się nad wspaniałością i siłą wojsk nie tylko Jagiełły, lecz
także i Witolda, od których wszak nie raz Krzyżacy brali tęgie lanie. W końcu przerwać mu musiał
von Jungingen, który uznał, że rycerz Dobiesław, jako Polak, celowo wyolbrzymia zalety polskiego i
litewskiego rycerstwa.
6

ODPOWIEDZ

Wróć do „Konflikt polsko-krzyżacki”