Terror Tartarorum – o Bernardzie Pretwiczu opowieść

Obszerny opis dziejów całości życia oraz dokonań wybitnej postaci.
Awatar użytkownika
Husarz
Posty: 822
Rejestracja: 31 paź 2010, 04:37

Terror Tartarorum – o Bernardzie Pretwiczu opowieść

Post autor: Husarz » 08 sty 2013, 15:44

Kim był? Skąd pochodził? Czym zasłużył na taki przydomek? Takie pytania i wiele innych zadają sobie pasjonaci historii, słysząc to nazwisko. Mam nadzieję choć w niewielkim stopniu przybliżyć kulisy tej barwnej postaci, bohatera narodowego Polski renesansowej, choć w chwili obecnej niemal zupełnie zapomnianego. Zasłynął w walkach z Tatarami w połowie XVI wieku i jest nierozerwalnie związany z formacją obrony potocznej. Choć początkowo był dworzaninem i emisariuszem królewskim, stopniowo coraz lepiej przyswajał sobie tajniki wojennego rzemiosła, aż stał się mistrzem w tej dziedzinie. Mikołaj Rej zapowiadał jego imieniu nieśmiertelną sławę, a tatarskie kobiety podobno uciszały kwilące dzieci pogróżką, że przyjdzie Pretwicz i zabierze je w niewolę. Legenda głosi, że to właśnie on upolował ostatniego na świecie jednorożca.

Ale zacznijmy od początku.

Choć historia nie zachowała dokładnej daty jego urodzenia, badacze dość zgodnie umiejscawiają je około roku 1500. Wiadomo również, że pochodził ze śląskiego rodu rycerskiego Von Prittwitz (Pretwicz to forma spolszczona). W przyjęciu na dwór króla Zygmunta I pomogła 25-letniemu Bernardowi protekcja stryja albo prawnego opiekuna, Piotra Pretwicza[1]. Wiadomym jest, że Ślązacy w tym okresie chętnie garnęli się na służbę u polskiego króla i byli tam mile widziani. Działo się tak, ponieważ Zygmunt Stary, zanim został powołany na Wawel, z ramienia Władysława Jagiellończyka, króla Czech i Węgier, władał księstwem głogowskim, a także piastował urząd starosty generalnego dla całego Śląska[2].

Młodego Pretwicza od razu zasypano obowiązkami, rok 1526 spędził na nieustannych misjach i w poselstwach – w styczniu wysłano go do bawiącego podówczas w Ćmielowie kanclerza Krzysztofa Szydłowieckiego. Później zajmował się poborem podatków w województwie brzeskim i łęczyckim, w kwietniu podróżował służbowo z Warszawy do Pragi, po śmierci Ludwika Jagiellończyka pod Mohaczem zaniósł listy królewskie stanom czeskim, a w grudniu został wydelegowany na zjazd książąt śląskich. Chodziło o inicjatywę królowej Bony, która wysunęła projekt wymiany swoich włoskich dóbr wzamian za Śląsk dla Polski. Jednakże ten ambitny plan upadł, nie przybierając nawet ostrych kształtów – wymagał bowiem inicjatywy króla, po którym można było spodziewać się w zasadzie wszystkiego prócz odważnych, zdecydowanych i przynoszących wymierne korzyści zagrywek politycznych. W następnym roku młody Pretwicz wziął udział w rokowaniach z Ferdynandem Habsburgiem, wybranym na króla Czech po śmierci Ludwika Jagiellończyka. Po powrocie objechał Wielkopolskę z wiciami na pospolite ruszenie[3].

Znużony jednak widocznie obowiązkami dyplomaty pod koniec 1527 roku zaciągnął się na służbę w obronie potocznej – w chorągwi Mikołaja Sieniawskiego. Był to dobry wybór. Chorągiew tę zaliczano do elity całej formacji, jej dowódcę uważano zaś za nestora walk na południowo-wschodnich kresach. Pomimo twardej służby rekruci ochoczo garnęli się pod skrzydła późniejszego hetmana (aż 12,2% spośród ogółu nowozaciężnych wybrało służbę w jego choragwi[4]) – zwiększało to bowiem szansę na zrobienie kariery wojskowej. Prawdopodobnie w przyjęciu do elitarnej jednostki pomogła protekcja króla – Pretwicz stawał się jego informatorem w zapalnym punkcie, jakim było wtedy Podole i Ruś Czerwona.

Co miało wpływ na taką decyzję młodzieńca?

Kariera dyplomaty przyniosłaby mu zapewne większe korzyści osobiste, mając na uwadze jednak jego późniejsze losy można przypuszczać, że po prostu szedł za głosem życiowej pasji i został żołnierzem. Może dodatkowej stymulacji dostarczył najazd tatarski w tym samym, 1527 roku. Mieszkańcy Podola i Rusi byli zaskoczeni, ponieważ nieprzyjaciel nadciągnął zimą – i to z zachodu. Początkowo najeźdźcom udało się zgromadzić bogate łupy, pustosząc wielkie obszary kraju, jednak cena za to była wysoka: na skutek ostrej zimy i długiego (około 2500 kilometrów) marszu ponieśli duże straty i nie byli w stanie stawić oporu, gdy książę Konstanty Ostrogski wydał im 21 stycznia bitwę w pobliżu Olszanicy na Wołyniu. Tatarzy zostali doszczętnie rozbici, stracili całą zdobycz[5].

Bez względu na motywy kierujące decyzjami Bernarda Pretwicza, już w krótce miał okazję sprawdzić ich słuszność – latem 1529 roku w sile tysiąca koni wyruszyła na Krym samowolna wyprawa obrony potocznej pod dowództwem Mikołaja Sieniawskiego, dowódcy Pretwicza. Rotmistrzowie obrony potocznej wyruszyli w poszukiwaniu łupów, przygód i rycerskiej sławy prosto w paszczę bestii. Po początkowych sukcesach i dotarciu do Oczakowa czekało ich wielkie zaskoczenie – goniec tatarski ostrzegł, że Oslam Sołtan, przeciwko któremu walczyli, jest sprzymierzeńcem Zygmunta Starego. Starszyzna polska z dowódcą na czele udała się do miasta, aby wyjaśnić całe zajście, ale trafili do lochu – spotkało ich więc kolejne zaskoczenie. W tym czasie reszta oddziału została cichcem okrążona i ostrzelana z broni miotającej, co dopełniło miary przykrych niespodzianek. Ci, którzy przeżyli, skapitulowali i trafili do niewoli. Zostali z niej wykupieni przy udziale hetmana wielkiego koronnego Jana Tarnowskiego[6].

Wyprawa ta, choć niefortunna, pozwala zauważyć, że obrona potoczna w walce z Tatarami nie uciekała się wyłącznie do biernej obrony, choć tak było początkowo. W miarę przejmowania taktyki przeciwnika strona polsko-litewska zaczęła poczynać sobie coraz śmielej, nie stroniąc od działań prewencyjnych na dalekim zapleczu nieprzyjaciela. Stało się to możliwe dopiero, gdy pojawiły się formacje zdolne do szerokich, śmiałych manewrów – husaria i jazda kozacka.

Mikołaj Sieniawski nie puścił płazem klęski…

… i w następnym roku, tym razem w towarzystwie rotmistrza Przecława Lanckorońskiego, prekursora wykorzystania oddziałów kozackich w armii koronnej, ponowił wyprawę na Tatarów i kierując się na Akerman, zadał nieprzyjacielowi duże straty[7]. Wyprawy te, choć prowadzone ze zmiennym szczęściem, przyniosły dobre owoce dla stale zagrożonych rubieży kraju: na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XVI wieku najazdy tatarskie stają się coraz rzadsze. Nękane okolice zyskały wreszcie tak oczekiwane wytchnienie. Był to niewątpliwy sukces obrony potocznej. Po dziesięcioleciach niepokojów zdołano wypracować skuteczny sposób przeciwdziałania Tatarom. Działać śmiało i agresywnie, przenosić walkę na terytorium wroga, nie bać się dalekich manewrów – oto klucz do sukcesu w zmaganiach. Już nie zdarzały się katastrofalne najazdy złożone z wielu tysięcy ordyńców, niszczące olbrzymie połacie kraju i wieńczone walnymi bitwami, takimi jak Łopuszno czy Sokal. Bernard Pretwicz, którego według współczesnych charakteryzowała niezwykła wrażliwość na krzywdę prostego ludu, być może wziął sobie do serca te właśnie spostrzeżenia, obmyślając własną taktykę.

Od 1531 roku czekała Pretwicza inna służba. Jego dowódca, Mikołaj Sieniawski, został strażnikiem polnym koronnym, pod jego dowództwem znalazła się straż przednia: doborowy oddział kawalerii, do którego zadań należał wywiad na terytorium wroga, dalekie rozpoznanie, alarmowanie zagrożonych okolic i maskowanie zamiarów sił własnych. Z wypowiedzi Pretwicza wynika, iż w służbie tej podstawowe znaczenie miała umiejętność tropienia albo samodzielnego przetrwania w dziczy. Zwracał również uwagę, że pochody wykonywano nocami – dla uniknięcia wykrycia[8]. Ze względu na realizowane zadania i stosowane metody straż przednią obrony potocznej można zaliczyć do jednostek specjalnych w jednym szeregu z późniejszymi lisowczykami.

Całą straż, oddział 330 jeźdźców podzielonych na kilkunasto- lub kilkudziesięcioosobowe pododdziały rozproszono na dużym obszarze. Nie był to jednak mankament – do połowy lat trzydziestych XVI wieku żaden duży zagon tatarski nie przedarł się przez osłonę obrony potocznej. W związku ze spadkiem zagrożenia ze strony Tatarów i z uwagi na rosnące zagrożenie ze strony Mołdawii wysiłek całej formacji skierowano bardziej na zachód – w stronę Pokucia i Bukowiny.

Działania hospodara Piotra Raresza i kampania obertyńska postawiły w stan gotowości całą obronę potoczną. Wyróżnił się również Pretwicz. W sierpniu 1531 roku armia koronna pod osobistym dowództwem hetmana wielkiego koronnego Jana Amora Tarnowskiego pomaszerowała na odsiecz załodze oblężonego przez Mołdawian zamku w Gwoźdźcu. Szlak na pole bitwy wiódł wąską ścieżką leśną przez teren potencjalnie nieprzyjacielski. Kluczową rolę w tej bitwie odegrała straż przednia armii, która po wyjściu z lasu miała zaatakować nieprzyjaciela od czoła i związać go walką, umożliwiając rozstawienie się do bitwy pozostałym siłom polskim. To ważne ale bardzo trudne zadanie powierzono trzem chorągwiom jazdy potocznej w sile 386 żołnierzy pod dowództwem Janusza Święcickiego. Hufiec śmiało zaszarżował na wroga, ale szybko znalazł się w opałach. Zaalarmowni Mołdawianie zwrócili całość sił ku niewielkiemu oddziałkowi kawalerii, który musiał się cofnąć, aby uniknąć okrążenia. Atak Święcickiego dawał cenny czas reszcie armii, ale jego wykonawcy, spychani na zachód, ryzykowali odcięciem od swoich. Żołnierze, choć dotrzymywali pola, w każdej chwili mogli rzucić się do panicznej ucieczki, niwecząc plan operacji. W krytycznej chwili posłano więc po pomoc. Gońca przyjął Mikołaj Sieniawski i to on musiał podjąć decyzję, ponieważ hetman utknął kilka kilometrów dalej, w głębi kolumny maszerującego wojska. Rozumiejąc, że nie ma chwili do stracenia, sam ruszył do boju na czele własnej chorągwi, obejmując w ten sposób dowodzenie. Hufiec Święcickiego, zachęcony przybyciem posiłków, ruszył do kontrnatarcia. Choć przewaga przeciwnika nadal była dziesięciokrotna, udało się utrzymać pozycje. Nieco ponad 700 jeźdźców polskich wytrzymało pięciokrotnie ponawiane ataki Mołdawian. Ich zajadła obrona przyniosła w końcu efekty – nieprzyjaciel, widząc chorągwie polskie ustawiające się do szarży pod osłoną skromnych sił Święcickiego i Sieniawskiego, zaczął się cofać w stronę obleganego zamku, bronionego przez rotmistrza Macieja Włodka, który rozumiejąc sytuację na polu walki, natarł od tyłu na oblegających, pieczętując ich los. W bitwie jako wyjątkowo mężnych kronikarze wyróżniają takich towarzyszy jak Jan Stogniew, Jan Słupski, czy też nasz bohater – Bernard Pretwicz.

Brał on również udział w samej batalii obertyńskiej.

Jego dowódcy oddano pod komendę drugi hufiec posiłkowy w sile 980 koni (w tym jego własna chorągiew). Wszedł do walki w chwili, gdy hospodar mołdawski Piotr Raresz postanowił wesprzeć swoje lewe skrzydło osłabione natarciem pierwszego hufca posiłkowego pod dowództwem Stanisława Balickiego. Mołdawianie pomimo trzykrotnej przewagi liczebnej nie potrafili pokonać polskich hufców posiłkowych, dlatego też Raresz ściągnął na ten odcinek siedem tysięcy żołnierzy z prawego skrzydła. Był to błąd, który zadecydował o wyniku bitwy. Widząc ruch na pozycjach przeciwnika, Tarnowski rozkazał hufcowi czelnemu uderzyć na osłabione prawe skrzydło. Pozostałe tam siły nie zdążyły się przegrupować i polskie uderzenie wywołało chaos, trafiając w bok ugrupowania nieprzyjaciela. Zdobyto artylerię wroga.

Polski dowódca nie spoczął jednak na laurach. Pomiędzy nacierające skrzydła wysłał zgrupowanie piechoty, aby związać centrum szyku wojsk mołdawskich i uniemożliwić przyjście z pomocą flankom. Bitwa przybrała niepomyślny dla Raresza obrót, lewe skrzydło nie zdołało zmusić do odwrotu polskich hufców posiłkowych, centrum upadało na duchu pod ogniem piechoty i artylerii, prawe skrzydło było bliskie rozbicia. O wyniku batalii ostatecznie przesądził polski huf walny, który wsparł chorągwie Mikołaja Sieniawskiego na lewym skrzydle[9].

Zwycięstwo pod Obertynem, choć świetne, nie zostało wykorzystane i obrona potoczna na dłuższy czas znalazła zatrudnienie przy walkach z Mołdawianami. Z uwagi na to i w uznaniu zasług w 1535 roku Bernard Pretwicz został mianowany rotmistrzem obrony potocznej. Był już wtedy doświadczonym żołnierzem, weteranem kilku kampanii, wychowankiem jednego z najbardziej doświadczonych dowódców. Jego gwiazda zabłysła jaśniejszym blaskiem, czekały go wielkie dzieła i szacunek wielu. Ale nie od razu Kraków zbudowano, swoją pierwszą chorągiew popisał zaledwie na 50 jeźdźców. Nie musiał długo czekać na sprawdzenie swych umiejętności dowódczych – na pograniczu zawsze sporo się działo. Stopniowo do reguły przeszedł scenariusz, w którym Mikołaj Sieniawski rozbijał zasadnicze siły nieprzyjaciela, a Pretwicz ścigał niedobitków. Nadal więc istniała więź kooperacji pomiędzy strażnikiem polnym a jego byłym towarzyszem. Przykładem mogą być zdarzenia z roku 1537. Wyprawa pod wodzą syna chanowego Ezibek sołtana została rozbita pod Pankowcami na Podolu. Pretwicz ruszył w pościg, zdobywając 560 koni[10].

Wyżsi dowódcy wojskowi ułatwili pracę rotmistrzom – w drugiej połowie lat trzydziestych Mikołaj Sieniawski prosił hetmana Tarnowskiego o instrukcje w przypadku ucieczki pobitych ordyńców pod osłonę zamków tureckich. Hetman rozkazał: „tam ich bić, gdzie by jedno Pan Bóg pomodz raczył”[11]. Oznaczało to zgodę na działanie mogące wywołać konflikt z sułtanem, którego lennikiem był chan krymski. Ze względu na te właśnie konsekwencje Sieniawski wolał zasięgnąć opinii zwierzchnika. Nie chciał, aby powtórzyła się sytuacja z roku 1529. Sprawa była elementem zakrojonych na szerszą skalę przygotowań do obrony przed nasilającymi się działaniami tatarskimi. Tymczasem Bernard Pretwicz coraz lepiej sobie radził w roli zagończyka i robiło się o nim coraz głośniej – choć początkowo tylko lokalnie.

Po kilku latach względnego spokoju w pierwszej połowie lat trzydziestych najazdy coraz bardziej przybierały na sile – władzę na Krymie objął nowy chan, Sahib Girej. Tatarzy nie śmieli już formować wielkich wypraw, jednak małym grupkom zbójeckim dość łatwo było przemykać się między luźno rozstawionymi posterunkami obrony potocznej. Hetmani wielki – Jan Tarnowski oraz polny – Mikołaj Sieniawski w roku 1539 dokonali inspekcji zamków nadgranicznych celem oceny ich gotowości operacyjnej i udoskonalenia systemu obrony. Doszli do wniosku, iż posterunki straży przedniej muszą być przesunięte jeszcze dalej w stronę granicy, pomiędzy Inguł i Dniestr. Umożliwiło to znacznie wcześniejsze rozpoznanie zagrożenia najazdem – już w fazie koncentracji. Czarny szlak miał być odtąd ubezpieczany przez Sieniawskiego, kuczmański zaś – przez Pretwicza[12].

Na tym nie koniec zmian – królowa Bona własnym kosztem zbudowała nad rzeką Rów na Podolu zamek i miasteczko, któremu nadano nazwę Bar. Zamek ten, nad którym komendę powierzono Pretwiczowi, ryglował szlak kuczmański. Podobną rolę pełniło miasto Tarnopol wybudowane przez Tarnowskiego.

Nowy system zdał egzamin, co pokazały następne lata.

To właśnie z tego powodu do lamusa odeszły katastrofalne wielotysięczne najazdy, które grasując od wiosny do jesieni, likwidowały wszelkie ślady działalności ludzkiej na ogromnych obszarach. Takie kataklizmy były prawdziwą zmorą u zarania XVI stulecia, ale stały się coraz słabsze w miarę zdobywania doświadczenia bojowego przez obronę potoczną. Zagony tatarskie po 1530 roku już nie docierały na Białoruś, coraz rzadziej też kierowały się na dobrze broniony Wołyń. Celem najazdów tatarskich najczęściej było Podole, Ruś Czerwona i Kijowszczyzna, jednak coraz rzadziej wchodziły w głąb tych ziem. Tatarzy najczęściej korzystali z bronionego przez Pretwicza szlaku kuczmańskiego, prowadzącego na południowo-wschodnie Podole i na Ruś. W latach 1520–1547 na 26 stoczonych bitew przypadła tylko jedna klęska. Dobrze uzbrojona i wyszkolona obrona potoczna była dla Tatarów groźnym przeciwnikiem. Jak już powiedziano, napastnikom często udawało się chyłkiem przemknąć przez pogranicze – w tej sytuacji ruszano w pogoń za uchodzącym ze zdobyczą wrogiem. W omawianym okresie powiodło się ponad 80% takich pościgów.

Stepowi wywiadowcy bezbłędnie informowali o czasie i kierunku najazdu, co umożliwiało przygotowanie się do obrony lub ewakuację. Niestety system ten, choć skuteczny, nie był pozbawiony mankamentów, do których profesor Marek Plewczyński, wybitny specjalista w zakresie staropolskiej sztuki wojennej, zalicza między innymi rozrzucenie skromnych sił na znacznym obszarze, powolną mobilizację sił drugiego rzutu, brak jednolitego dowodzenia i niedostateczne zaangażowanie potencjału ludności miejscowej[13].

Bernarda Pretwicza obarczono odpowiedzialnymi zadaniami, ale spotkał go też nie lada zaszczyt, jakim było objęcie nowo utworzonego starostwa barskiego. Następne lata pokazały, że był w pełni godzien, zarówno zaszczytów, jak pokładanego w nim zaufania.

Wydarzenia z lat 1541 i 1542 to niemal gotowy scenariusz na film akcji. Tatarzy napadli na Podole litewskie, wykorzystując bunt tamtejszej ludności przeciwko kniaziowi Andrzejowi Prońskiemu, staroście czerkaskiemu. Część czambułów złupiła starostwo barskie – ziemie Pretewicza. Wysłana za nimi pogoń nie przyniosła rezultatów. Niedługo później w te same okolice wyprawili się Tatarzy budziaccy. Zadano im klęskę, lecz zdołali obronić swój łup, którym padło między innymi 221 osób wziętych w niewolę. Pretwicz wraz z kniaziem Prońskim ruszyli w pogoń, ale ordyńcom udało się umknąć do matecznika, Akermanu. W tej sytuacji Pretwicz postanowił kontynuować wyprawę, idąc wybrzeżami Morza Czarnego na wschód, aż osiągnął Oczaków, stale prowadząc utarczki z oddziałami tatarskimi. Na tym etapie miał przy sobie jedynie swoją chorągiew w sile stu ludzi. Kilkutygodniowy rajd na trasie Winnica–Chadżibej–Oczaków–Bar (około 900 kilometrów) przyniósł mu sławę i uznanie w gronie rotmistrzów obrony potocznej[14].

Nowym przyczynkiem do sławy były wydarzenia z roku następnego.

Dwa zagony tatarskie pustoszyły Kijowszczyznę i Podole koronne. W pogoń za nimi ruszył kniaź Proński i pięć chorągwi potocznych pod wodzą hetmana Sieniawskiego. Grupy pościgowe poruszały się rozdzielone wodami rzeki Boh, równolegle po obu jej brzegach, co pozwoliło Tatarom pojmać straż przednią oddziału Prońskiego. Z pozyskanych w ten sposób informacji dowiedzieli się, że idące po drugiej stronie rzeki oddziały polskie będą czyhać w zasadzce na przeprawie, podczas gdy Litwini odetną odwrót. Tatarzy zmienili więc plany i postanowili przeprawić się w innym miejscu, a Sieniawski nie napotkawszy Tatarów, zawrócił ku granicy. Dalszy pościg kontynuował Pretwicz i na czele trzystuosobowego oddziału znowu podszedł pod Oczaków, w poszukiwaniu czambułów, których trop zagubiono. Zwrócił się więc do tureckiego zarządcy miasta z żądaniem wydania ściganych Tatarów i ludności wziętej w jasyr. Uzyskał taką oto odpowiedź: „wy się wiedźcie z Tatary, oni są na wierzchowinach Brzeżańskich a w mieście ich nie masz, czyńcie z niemi co chcecie”. Oznaczałoby to, że rozminął się z przeciwnikiem. Pretwicz ruszył w pogoń i spustoszył okolice Berezanu, o czym tak oto mówi: „tamem ich pobił i wiele ich żywo pojmał, dzieci, żony pokłół, podeptał, mszcząc się krzywdy Jego Królewskiej Mości”[15]. Dowiedział się również, że zarządca Oczakowa oszukał go, a w tym czasie wziętą w niewolę ludność Podola i Kijowszczyzny załadowano na okręty i wysłano morzem do Kaffy. Zawrócił więc pod Oczaków niszcząc jego przedmieścia i okolice; zginął między innymi dowódca załogi oczakowskiej cytadeli.

Niezwykle dramatyczny obraz tych wydarzeń wyłania się z kart Kroniki Marcina Bielskiego. Pretwicz miał gnać na złamanie karku na odsiecz porwanym w jasyr aż do samego Oczakowa, lecz spóźnił się – ujrzał jedynie w oddali galery odpływające z jeńcami do Kaffy. Zrozumiał, że cały wysiłek jego i jego ludzi poszedł na marne, nie zdoła już pomóc porwanym w niewolę, więc w poczuciu bezsilności gorzko zapłakał nad brzegiem morza. Kronikarz zapisał słowa, jakie miał wtedy wypowiedzieć: „bych was barzo rad ratował, bych jako mógł” – uratowałbym was, gdybym tylko mógł[16].

Życie Bernarda Pretwicza nie było jednak usłane różami, czy też raczej ciałami pobitych nieprzyjaciół. Jego działania budziły również opór: w 1541 pisarz zamku w Barze imć pan Krzysztof Bagieński skarżył się na Pretwicza do królowej Bony, fundatorki zamku. Liczny oddział starosty barskiego wymagał dużych ilości prowiantu, którego załoga zamku nie była w stanie zapewnić. Wobec tego królowa rozkazała Pretwiczowi utrzymywać na zamku jedynie trzydziestu żołnierzy. Bagieńskiemu zaś w liście z 5 stycznia 1542 roku rozkazała wydawać prowiant w ilości wystarczającej jedynie dla takiej liczby wojska. Jeśliby było ich więcej, „niech Pretwicz chowa i opatruje, jako chcze”[17].

Działania te widocznie odniosły skutek, bo w roku 1542 Pretwicz popisał swoją chorągiew jedynie na pięćdziesięciu ludzi. Czy oznacza to, iż w krytycznym roku dysponował tylko taką liczbą zbrojnych? Wiadomo, że jego oddział liczył w porywach do czterystu jeźdźców, jednak w rejestrach popisowych jego chorągiew opiewa najwyżej na dwieście nazwisk[18]. Oznacza to, że na tylu żołnierzy pobierał żołd ze skarbu państwa. Na ich temat dysponujemy precyzyjnymi informacjami – odnośnie rodzaju i jakości ich uzbrojenia, jakości dosiadanych wierzchowców, wysokości żołdu, wysługi lat, a nawet do pewnego stopnia wykształcenia, statusu społecznego czy przynależności etnicznej; każdy żołnierz był imiennie wyszczególniony, musiał również złożyć podpis (albo postawić krzyżyk, jeśli był niepiśmienny). Reszta oddziału była utrzymywana prywatnym kosztem Pretwicza w jego własnych dobrach. Na temat tych żołnierzy niewiele wiadomo – nawet jeżeli dowódca ujmował ich w rejestr, to czas go nie oszczędził. Jako dokument prywatny byłby przechowywany w archiwum domowym Pretwiczów jako pamiątka po chlubnym przodku. Jednak ten zacny ród nie przetrwał do naszych czasów, jak jego gniazdo rodowe w Szarawce na Podolu.

W roku 1542 zaszły zmiany…

… które poważnie utrudniły działania obrony potocznej. We wrześniu tego roku obradowała polsko-turecka komisja, której zadaniem było wytyczenie granicy[19]. Zrobiono to w ten sposób, że Litwa utraciła południowo-zachodnią część Dzikich Pól, co oznaczało, że patrole obrony potocznej nie mogły już stacjonować w tych rejonach, a jednocześnie Tatarzy mogli się zbliżyć do celów swoich wypraw. Pretwicz, Sieniawski i spółka mieli związane ręce. Każde działanie prewencyjne albo odwetowe na tym terenie było od tej chwili obarczone poważnymi reperkusjami natury politycznej.

W obliczu takich niekorzystnych zmian sporym wyzwaniem był najazd tatarski połączonych ord budziackiej pod Czelej Mormor Nieczajem i oczakowskiej pod Sinanogą murzą. Pod Barem rozdzielili się – część poszła pod Winnicę, gdzie pobili prywatny oddział kozacki. Wśród znaczniejszych poległych Pretwicz wymienia niejakiego Siemiona i Paltacza. W pogoń ruszył Franciszek Goślicki, porucznik w chorągwi Pretwicza, i na czele 120 jeźdźców rozbił czambuł na górze Berimboj – już na terytorium wroga. Drugi czambuł również został rozbity, a w ręce ścigających żywcem wpadło dwudziestu Tatarów i 250 koni, wśród których było sto tureckich[20].

Niewiele brakowało, aby o umiejętnościach Bernarda Pretwicza na własnej skórze przekonali się żołnierze cesarza Karola V. Był człowiekiem na tyle wysokiej kultury osobistej, by móc stale korespondować z książętami pruskim Albrechtem Hohenzollernem, Jerzym II brzeskim i margrabią Janem na Kostrzyniu. Stosunkowo szybko więc jego sława przekroczyła granice kraju. Gdy w Niemczech wybuchła wojna między cesarzem a protestanckimi książętami Rzeszy, starali się oni o zaciągi w Polsce i spotkali się ze sporym odzewem. Sam zainteresowany rotmistrz wraz z hetmanem Tarnowskim i starostą generalnym wielkopolskim Andrzejem Górką był propagatorem tej swoistej „turystyki taktycznej” wojska polskiego. Sporo Polaków walczyło w szeregach książąt Rzeszy, natomiast w zasadzie nie było tam żołnierzy obrony potocznej – oni byli potrzebni w kraju i tu znajdowali wszystko, czego mogliby szukać za granicą. Sam Pretwicz raczej zawiódł pokładane w nim nadzieje – Albrecht Hohenzollern liczył, że przyprowadzi 1200 zbrojnych do walki z cesarzem, ale ostatecznie głos w tej sprawie zabrał król Zygmunt Stary: w edykcie z 1546 roku zabronił tego typu wypraw. W interesie państwa było osłabianie Cesarstwa, ale w przypadku konfrontacji nie można byłoby liczyć na wsparcie książąt Rzeszy, raczej należałoby się spodziewać agresji ze strony Moskwy, tradycyjnie wchodzącej w przymierza z Habsburgami. Pretwicz podporządkował się królewskiemu edyktowi i do końca życia pozostał w kraju.

I stało się lepiej. W drugiej połowie lat czterdziestych XVI wieku zaszły zmiany, które wywarły wpływ na całą wojskowość staropolską. Mianowicie na skutek tak zwanej reformy kozackiej upowszechniły się oddziały jazdy, nazwanej później pancerną, zaś na Litwie petyhorską.

W tym okresie chorągwie kawaleryjskie zwyczajowo dzielono na kopijnicze, husarskie i strzelcze. Te ostatnie, uzbrojone w łuk i strzały, walczyły na dystans, miały jednak niewielkie właściwości przełamujące, wykorzystywano je więc przeważnie tylko do ostrzału wroga, uderzenie pozostawiając na przykład husarzom. Sytuację zmieniło przezbrojenie chorągwi strzelczych na wzór kozacki. Prekursorem wykorzystania kozaków był Przecław Lanckoroński, rotmistrz obrony potocznej, który terroryzował Prusy Książęce na czele drużyny śmiałków w czasie ostatniej wojny z Krzyżakami (1519–1521). Nie on był jednak autorem reformy kozackiej. Pretwicz słowo „kozacki” wykłada jako określony sposób walki, polegający na szarpaniu przeciwnika, uderzaniu znienacka i niszczeniu zaplecza, działając brawurowo i zuchwale, co przypomina współczesne znaczenie tego słowa. Na tym właśnie polega „kozackość” chorągwi Lanckorońskiego.

Istota zmian polegała jednak na zamienieniu łuczników konnych na Rusinów uzbrojonych jednolicie w łuk i rohatynę, rodzaj krótkiej lancy. Uzbrojenie uzupełniała szabla, kaftan (później kolczuga), przyłbica albo misiurka i lekka okrągła tarcza typu wschodniego, czyli kałkan. W ten sposób uzbrojony jeździec tak samo dobrze radził sobie w natarciu, obronie, pościgu czy odwrocie. Łuk i szabla pozwalały dostosować działania do działań tatarskiego przeciwnika, uzbrojenie ochronne zapewniało nad nim przewagę, nieużywana zaś przez Tatarów rohatyna odgrywała rolę swoistej „wunderwaffe”. W przeciwieństwie do trzymanej bezwładnie pod pachą kopii husarskiej można nią było wykonywać szerokiej gamy wymachy i pchnięcia.

Spróbujmy więc sobie wyobrazić schemat walki Kozak kontra Tatar: przy walce na dystans opancerzony Kozak jest znacznie mniej wrażliwy na ostrzał z łuku. W starciu jeden na jednego jest więc 1:0. Zbroja, chociaż zabezpiecza Kozaka, nie ogranicza jego ruchów, może więc bez przeszkód walczyć wręcz – 2:0. W dodatku rohatyna pozwala zatrzymać Tatara na odległość. W starciu jeden na jednego mamy więc 3:0.

Początkowo pojedyncze poczty kozackie…

… napływały na Podole, aby służyć w szeregach obrony potocznej. Stopniowo było ich coraz więcej, aż w 1549 roku Bernard Pretwicz powołał chorągiew złożoną z Kozaków jednolicie uzbrojonych w powyższy rynsztunek. Niedługo przed popisem spadł najazd, który przyniósł duże straty, sam Pretwicz stracił trzydzieści koni. Pościg hetmana Tarnowskiego nie przyniósł rezultatów i napastnikom udało się unieść bogate łupy. Pretwicz wyciągnął wnioski z porażki i nową chorągiew sformował w prawie 70% z zaporożców. Czas pokazał, że była to słuszna decyzja – już w następnym roku znowu oglądał mury Akermanu.

Jednak zmiany te wywołały nie tylko dobre konsekwencje. Turcy złożyli skargę na Pretwicza, oskarżając go o napady na kupców i grabieże mienia sułtańskiego, wysuwając roszczenia odszkodowawcze, opiewające na astronomiczną sumę 81.100 czerwonych złotych. Aby wyobrazić sobie, o jakich pieniądzach mowa, warto wspomnieć, że po reformie kwarcianej (1563) husarz pobierał kwartalnie 15 złotych żołdu. Ponieważ komisja królewska mająca ocenić zasadność tych roszczeń nie doszła do skutku, Pretwicz postanowił osobiście oczyścić się przed królem z zarzutów, czego dotyczy jego Apologia na sejmie piotrkowskim w 1550 roku. W dokumencie tym między innymi wyjaśnia, jakie powiązania mają Turcy z najazdami tatarskimi. Okazuje się, że dla tureckich kupców był to lukratywny interes: w zamian za połowę zdobyczy udostępniali Tatarom na wyprawy swoje wysokiej klasy wierzchowce. Pozostałą połowę kupowali po preferencyjnych cenach, odbierając konie z powrotem. Sułtan od tego handlu pobierał wysokie cło. Okazuje się więc, że najbardziej ryzykujący Tatarzy na całym procederze zarabiali niewiele, byli wykorzystywani przez osmańskich kupców, którzy roszczenia naliczali wyjątkowo bezczelnie – żądali odszkodowań za konie zdobyte przez Pretwicza, na których Tatarzy wyprawiali się na Ruś, i za odbity jasyr – jako uszczerbek w dochodach[21].

Cały zatarg nie wywołał jednak poważniejszych konsekwencji – w 1553 roku Zygmunt II August i Sulejman Wspaniały zawarli przymierze. Na wszelki jednak wypadek Pretwicza przeniesiono na starostwo trembowelskie, z dala od kresów.

Bernard Pretwicz et consortes walnie przyczynili się do rozwoju południowo-wschodnich kresów Korony. Jeszcze w latach dwudziestych XVI wieku tereny od Kamieńca Podolskiego i Trembowli aż po Przemyśl i Lublin na skutek nieustannych najazdów przypominały jałową pustynię, ale już trzydzieści lat później prowadzona tam była intensywna akcja osadnicza – fundowano miasta i wsie, zagospodarowywano nieużytki. Pod osłoną zamków i znakomicie dowodzonych hufców obrony potocznej odradzało się życie. Co prawda okolic tamtejszych nadal nie było można nazwać bezpiecznymi, ale zagrożenia nie uniemożliwiały codziennego funkcjonowania. Lata względnego spokoju zapewniły zagrożonym krainom rozkwit, którego beneficjentem było całe państwo. To właśnie z kresów pochodził szereg postaci, które wielkimi literami zapisały się w historii Polski: hetmani Jan Zamoyski, Stanisław Żółkiewski, Stanisław Koniecpolski. Wawrzyniec Goślicki, którego pisma cieszyły się popularnością na całym kontynencie. Stamtąd też wywodziły się rody Potockich, Lanckorońskich i Sobieskich.

Jaka w tym wszystkim zasługa Pretwicza?

Był niewątpliwie wybitnym dowódcą, kilkakrotnie nawiedzał ze swoimi ludźmi odległe zaplecza Tatarów, wielokrotnie rozbijał ich wyprawy, zdobył tysiące koni, pojmał setki jeńców, kronikarze przypisują mu siedemdziesiąt wygranych batalii. Według współczesnych charakteryzowała go szczególna dbałość o dolę prostego ludu – zdarzało się, że na czele oddziału ubezpieczał rybaków na Bohu. Czujny, zdeterminowany i agresywny w boju, zuchwały aż do brawury – był prawzorcem polskiej ułańskiej fantazji. Jego siedziba stała się Mekką dla wszelkiej maści zabijaków żądnych przygód i młodzieńców chcących szkolić się w wojennym rzemiośle.

Legenda głosi że około roku 1530 upolował ostatniego na świecie jednorożca, jego róg zaś złożył w darze królowi Zygmuntowi, który z kolei podarował go Ferdynandowi I, królowi Czech i Węgier. Róg ten Habsburgowie zaliczyli do swoich najcenniejszych skarbów i do dziś jest przechowywany w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu[22].

Szybko zaskarbił sobie szacunek i sławę miejscowych a śmiertelną nienawiść u wrogów. Hospodar mołdawski w liście do sułtana tłumaczył, iż z powodu działalności Pretwicza nie jest w stanie płacić daniny w należytej wysokości, jednocześnie prosił o pozwolenie najechania jego dóbr, tak aby „spód z wierzchem przewrócił [...] Pretwicza dostał i Waszej Cesarskiej Miłości posłał jeśli nie żywo tedy głowę jego”. Kiedy zaś rzeczony najazd się nie powiódł, hospodar nakazał swoim ludziom napadać na tureckich kupców, podszywając się pod pretwiczowych kozaków[23]. Ludzie Pretwicza zaskarbili sobie również szczególną nienawiść Tatarów. W roku 1556 jego uzdolniony porucznik Franciszek Goślicki, wędrując po stepie, został przez nich pojmany i zabity. Miejsce jego pochówku Kozacy nazwali mogiłą Goślickiego[24].

Bernard Pretwicz zmarł w Trembowli w 1563 w aurze bohatera. Tak o tym wydarzeniu pisze Marcin Bielski:

„Tegoż roku zacny rycerz na Podolu Bernat Pretwic herbu Wczele starosta trębowelski umarł, który przez wiele lat granice ruskie i podolskie od Tatar oganiał, a fortelem swym zawżdy ich używał i wiele fortunnych potrzeb z nimi miewał”[25].




Przypisy
↑ 1. M. Plewczyński, Żołnierz jazdy obrony potocznej za czasów Zygmunta Augusta. Studia nad zawodem wojskowym w XVI w., Warszawa 1985, s. 92.
↑ 2. .Jasienica Paweł, Polska Jagiellonów, Państwowy Instytut Wydawniczy,Warszawa 1979/80.
↑ 3. Lubomirski Tadeusz, Bernard Pretwicz i jego apologia na sejmie 1550 r., w: Biblioteka warszawska, Tom trzeci, Warszawa 1866. s. 44.
↑ 4. M. Plewczyński, Żołnierz jazdy obrony potocznej za czasów Zygmunta Augusta. Studia nad zawodem wojskowym w XVI w., Warszawa 1985, s. 164.
↑ 5. Plewczyński Marek, Wojny i wojskowość polska w XVI w. Tom I. Lata 1500–1548, INFORTeditions, Warszawa 2011, str 318–320.
↑ 6. Ibidem, s. 322–325.
↑ 7. Ibidem.
↑ 8. Lubomirski Tadeusz, Bernard Pretwicz i jego apologia na sejmie 1550 r., w: Biblioteka warszawska, Tom trzeci, Warszawa 1866, s. 49–51.
↑ 9. Plewczyński Marek, Obertyn 1531, Bellona, Warszawa, 1994.
↑ 10. Lubomirski Tadeusz, Bernard Pretwicz i jego apologia na sejmie 1550 r., w: Biblioteka warszawska, Tom trzeci, Warszawa 1866, s53.
↑ 11. Ibidem, s. 49.
↑ 12. Plewczyński Marek, Wojny i wojskowość polska w XVI w. Tom I. Lata 1500–1548, INFORTeditions, Warszawa 2011, str . 334.
↑ 13. Ibidem, s. 341–348.
↑ 14. Ibidem, 335–338.
↑ 15. Lubomirski Tadeusz, Bernard Pretwicz i jego apologia na sejmie 1550 r., w: Biblioteka warszawska, Tom trzeci, Warszawa 1866, s. 55.
↑ 16. Bielski Marcin, Kronika, tom II, Sanok 1856, str. 1085.
↑ 17. M. Plewczyński, Żołnierz jazdy obrony potocznej za czasów Zygmunta Augusta. Studia nad zawodem wojskowym w XVI w., Warszawa 1985, s. 72.
↑ 18. M. Plewczyński, Żołnierz jazdy obrony potocznej za czasów Zygmunta Augusta. Studia nad zawodem wojskowym w XVI w., Warszawa 1985.
↑ 19. Plewczyński Marek, Wojny i wojskowość polska w XVI w. Tom I. Lata 1500–1548, INFORTeditions, Warszawa 2011, str. 338.
↑ 20. Lubomirski Tadeusz, Bernard Pretwicz i jego apologia na sejmie 1550 r., w: Biblioteka warszawska, Tom trzeci, Warszawa 1866, s. 57.
↑ 21. Ibidem, s. 49–52.
↑ 22. http://www.mowiawieki.pl/artykul.html?id_artykul=1800
↑ 23. Lubomirski Tadeusz, Bernard Pretwicz i jego apologia na sejmie 1550 r., w: Biblioteka warszawska, Tom trzeci, Warszawa 1866, s. 52.
↑ 24. Bielski Marcin, Kronika, tom II, Sanok 1856, str. 1122–1123.
↑ 25. Ibidem, str. 1140.
Data dodania: 31.01.2012 · Data modyfikacji: 31.01.2012· Liczba wyświetleń: 2874
Autor informacji:

Łukasz Banaś

ODPOWIEDZ

Wróć do „Biografie”