U wezgłowia króla. Opis zjazdu w Knyszynie z sierpnia 1572 r

Po bezpotomnej śmierci Zygmunta Augusta w 1572 r., w 1573 r. zebrał się sejm konwokacyjny, który ustalił tryb elekcji nowego władcy. Przyjęto na nim zasadę elekcji viritim, tzn. odbywającej się z udziałem całej szlachty. Zebrana w Warszawie szlachta uchwaliła także konfederację warszawską wprowadzającą tolerancję religijną.
Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

U wezgłowia króla. Opis zjazdu w Knyszynie z sierpnia 1572 r

Post autor: Warka » 07 maja 2011, 19:15

Sebastian Adamkiewicz

7 lipca 1572 roku w Knyszynie na Podlasiu umierał Zygmunt August. Jego śmierć otwierała okres wielkiego kryzysu ustrojowego i politycznego. Miesiąc później u wezgłowia zmarłego króla zebrała się część senatorów i reprezentanci szlachty, aby temu impasowi zaradzić.

Kilka lat przed śmiercią królewską, gdzie jeno zjechało kilka ludzi duchownych, świeckich bądź to senatorów, bądź to szlachty, nawet kupców, nigdy nie chybiło, aby byli nie mieli o przyszłym interregnum mówić, a to z wielką bojaźnią i struchleniem.

Tak rozpoczyna swą opowieść o bezkrólewiu w Polsce Andrzej Lubieniecki. Ten ariański historyk, znany ze swej kroniki dziejów Polski tzw. Poloneutchi, w czasie interregnum był już człowiekiem w pełni świadomym i niepozbawionym wysokich walorów intelektualnych. Wszak miał być jednym z młodzieńców wysłanych do Paryża w ramach Henrykowskich pacta conventa. Można więc mieć zaufanie do jego opisu atmosfery, jaka panowała w Rzeczpospolitej w ostatnich dniach życia Zygmunta Augusta.

Jan Matejko, „Śmierć Zygmunta Augusta w Knyszynie”.

Rzeczpospolita traciła króla — osobę będącą uosobieniem prawa, najwyższego gwaranta przywilejów, sędziego i wodza. Monarcha łagodził wszelkie wewnętrzne spory i łączył regionalne interesy, które z taką mocą ujawniły się w czasie pierwszego bezkrólewia. Atmosferę niepokoju wzmacniała niepewność jutra. Być może po raz pierwszy w historii Polski nie było bowiem potencjalnego następcy tronu, który bądź to z krwi, bądź to z umów międzynarodowych, miał pełne i niepodważalne prawo do ubiegania się o polską koronę. Nie było również prawnych, ani co gorsza zwyczajowych zasad funkcjonowania państwa w okresie bezkrólewia. Bowiem ówcześnie żyjący i świadomi politycy dojrzewali w okresie stabilizacji i nie posiadali doświadczeń, które ułatwiałyby im poruszanie się w tak trudnym politycznie okresie.

Martwić niewątpliwie mogły wzajemne animozje Polaków i Litwinów wzmocnione sporem o postanowienia unii lubelskiej, nieustanny konflikt między innowiercami a Kościołem katolickim, trudna sytuacja międzynarodowa czy też wreszcie niesnaski regionalne, a zwłaszcza trwający już od blisko trzech wieków spór Małopolan z Wielkopolanami. Młode państwo, stojące dopiero na progu integracji i zjednoczenia, wymagało silnych i stabilnych rządów. Tymczasem znajdowało się na granicy rozpadu i kryzysu.

Z drugiej jednak strony rozwój ruchu egzekucyjnego, a tym samym rozwój świadomości obywatelskiej, dawał nadzieję, że Rzeczpospolita poradzi sobie z tą trudną sytuacją. Nie brakowało przecież w Koronie ani na Litwie polityków sprawnych, którzy w ciężkim okresie kryzysu politycznego lat 50. XVI wieku, jak i w czasie sejmów egzekucyjnych, wykazywali się niemałą wiedzą i licznymi walorami intelektualnymi.
Ofensywa prymasa

Pierwsze dni bezkrólewia pokazały, że w narodzie szlacheckim istnieje wola poradzenia sobie z trudną sytuacją polityczną. Zawiązywane zaledwie w kilka dni po śmierci króla konfederacje lokalne pozwoliły powstrzymać pogłębianie się kryzysu i zapewnić terytoriom Rzeczpospolitej względne bezpieczeństwo. Nie miały one jednak zasięgu ogólnopolskiego. Oczekiwano zatem z niecierpliwością na zwołanie ogólnopolskiego zjazdu, który opanowałby trudną sytuację. Inicjatywa zwołania takowego leżała po stronie senatorów. Z racji pełnionych urzędów i powagi, jaką się cieszyli, stawali się w tych dniach ludźmi, na których spoczywała odpowiedzialność za państwo.

Prymas Jakub Uchański Już 7 lipca, wiedząc o fatalnym stanie zdrowia króla, choć jeszcze nie o jego śmierci, prymas Jakub Uchański wraz z biskupem kujawskim Karnkowskim zadecydowali o zwołaniu ogólnopolskiego zjazdu senatorów, który odbyć się miał w Łowiczu. W liście do Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła, marszałka nadwornego koronnego, biskupi nawoływali do odbycia po śmierci króla zjazdu, który stanie w obronie praw i wolności szlacheckich oraz stabilności Rzeczpospolitej. 11 lipca Piotr Zborowski, wojewoda sandomierski wydał uniwersał, który zwoływał szlachtę ziemi sandomierskiej do czynnego udziału w zjeździe łowickim.

Chaos informacyjny w Rzeczpospolitej był jednak duży. Zjazd planowano bez wiedzy o śmierci króla, profilaktycznie, znając jedynie jego ciężki stan zdrowia. Niewątpliwie o tak wczesnym zwołaniu zjazdu w Łowiczu zadecydowały rosnące emocje wokół rywalizacji o władzę w państwie po śmierci króla. Prymas Uchański koniecznie chciał uprzedzić działania najwyższych urzędników świeckich na czele z Janem Firlejem — marszałkiem wielkim koronnym, wojewodą krakowskim. Zwołanie zjazdu w Łowiczu, w posiadłości arcybiskupów gnieźnieńskich świadczyło aż nadto o intencjach prymasa. Szybkie działanie miało mu zapewnić tytuł interrexa i wiodącą rolę w kształtowaniu nowej rzeczywistości politycznej.

Ta chaotyczna i szybka próba odegrania szczególnej roli w okresie bezkrólewia odbiła się niewątpliwie na przygotowaniach do zjazdu. W wielu miejscach dowiadywano się o nim po czasie. Niechętnie podchodzono również do inicjatora zjazdu. Zwłaszcza dla szlachty innowierczej zbieranie się wokół głowy Kościoła katolickiego w Polsce było niewygodne. W rezultacie 16 lipca 1672 roku w zamku arcybiskupim w Łowiczu zebrało się zaledwie 30 senatorów, w większości z Wielkopolski. Pojawiło się też wielu przedstawicieli szlachty. Wiadomym w tej sytuacji było, że zjazd nie ma szans, aby zyskać miano generalnego, zwłaszcza że nie stawiła się tam reprezentacja Małopolski. Zdecydowano się jednak na rozpoczęcie obrad. Od początku widać było, że ich cel jest jeden — uznanie władzy prymasa. Aby nie wprowadzać zbędnej debaty, zadecydowano o niedopuszczeniu do obrad szlachty. Decyzja ta wzbudziła słuszne oburzenie, a Uchańskiego oskarżono o próby złamania wolności szlacheckich. Błąd ten okazał się dla arcybiskupa kosztowny. Zjazd łowicki został uznany przez większość sejmików, nawet wielkopolskich, za nielegalny, a jego postanowienia za bezprawne.
Firlej przejmuje inicjatywę

Rozpoczynając obrady w Łowiczu, prymas postanowił, aby przedłużyć je w oczekiwaniu na delegację z Małopolski. Nadzieje okazały się jednak płonne, tym bardziej że 14 lipca w Krakowie pod przywództwem Jana Firleja rozpoczynał się zjazd małopolski. W przeciwieństwie do prymasa organizatorowi zależało szczególnie na obecności szlachty. Zmysł polityczny podpowiadał mu, że tylko liczna obecność jej przedstawicieli pozwoli mu na zbudowanie silniej pozycji. Chodziło mu nie tyle o wzmacnianie autorytetu w całym kraju, co przede wszystkim w Małopolsce. Konkurentem w sprawowaniu rządu dusz w tym regionie był bowiem wspomniany Piotr Zborowski, wojewoda sandomierski, sympatyzujący z Uchańskim.

Łowicz w XVI wieku

Firlej dążył więc przede wszystkim do zdobycia sympatii szlachty ziemi krakowskiej i sandomierskiej, co miało być wstępem do dalszej ofensywy politycznej. Marszałek oparł swoją strategię na zapewnieniu szlachcie małopolskiej bezpieczeństwa poprzez wzmocnienie obrony granic. Ponieważ sprawa ta budziła szczególne emocje, posunięcie to spotkało się z aplauzem szlachty.

Wojewoda, przygotowany w ten sposób do dalszych działań, postanowił zaproponować zwołanie ogólnopolskiego zjazdu senatorów do Knyszyna. Albowiem uznał, że nad przyszłą elekcją senat i reprezentanci szlachty winni debatować wyłącznie u wezgłowia martwego króla. Niewątpliwie nie tylko to stało za pomysłem wyprawy do podlaskiego miasta. Chodziło też o przyjęcie z rąk królewskich dworzan pozostawionego skarbu oraz testamentu królewskiego. Miał to być więc kolejny etap w walce o władzę.
Do Knyszyna

Zjazd w Knyszynie zwołano na 10 sierpnia 1572 roku. Senatorowie przybywali dość opornie, ponieważ w tym samym czasie po Rzeczpospolitej wędrowały zarówno listy ze zjazdu łowickiego, jak i postanowienia zjazdu krakowskiego. Obydwa zgromadzenia rościły sobie pretensję do uznania ich za reprezentatywne oraz żądały potwierdzenia uchwał. Wprowadziło to kolejne, w dodatku niebezpieczne, zamieszanie. Wykreowała się swoista dwuwładza, z której żaden z przywódców nie chciał zrezygnować.

Prymas bojkotował zjazd w Knyszynie, uznając decyzje zjazdu krakowskiego za wyłącznie lokalne, a nie ogólnopolskie. Zachowanie szlachty małopolskiej zirytowało również wielkopolską. Choć tej daleko było do poparcia polityki Uchańskiego, nie przyjmowała również samodzielnej decyzji Małopolan. Zadziałały tu głównie antagonizmy lokalne wzmacniane przez propagandę arcybiskupa Uchańskiego oskarżającego Firleja o uzurpację władzy. Obecność przedstawicieli Wielkopolski była więc wątpliwa. Do końca nie było też wiadomo, jak zachowają się Litwini. W całym okresie bezkrólewia starali się zachować pewną neutralność, nie mieszając się w polskie konflikty, choć niewątpliwie większą sympatią darzyli Uchańskiego.

Atmosfera w Knyszynie w sierpniowych dniach była dziwna. Morowe powietrze i głód panujący w mieście nie zachęcały do obrad, więc termin ich rozpoczęcia się przesuwał. Tymczasem do Knyszyna przybywali kolejni goście. Z Litwy przyjechali: Jan Chodkiewicz, marszałek wielki litewski i starosta żmudzki, senatorowie z Małopolski z Firlejem na czele (choć bez przedstawicieli ziemi sandomierskiej), Hieronim Bużański, podskarbi wielki koronny, Arnulf Chański, biskup płocki oraz Andrzej Opaliński, marszałek nadworny koronny. Oprócz senatorów do Knyszyna przybyli też przedstawiciele szlachty na czele z podkomorzym chełmskim Mikołajem Sienickim. Przybyłych, już w Knyszynie, zmroziła wiadomość o śmierci biskupa przemyskiego Walentego Herbuta, który zmarł w drodze na spotkanie.

Zjazd miał zatem charakter kadłubowy, choć warto zauważyć, że ostatecznie zgromadził przedstawicieli każdej z prowincji Rzeczpospolitej oprócz Prus, które od początku wykazywały nastroje separatystyczne. Niemniej jednak postanowiono rozpocząć obrady, tym bardziej że palących spraw było coraz więcej.
Początek obrad

Obrady postanowiono zacząć w niedzielę 24 sierpnia 1572 roku, a więc blisko dwa tygodnie po terminie zwołania zjazdu. Na początku przybyli udali się do jednej z komnat knyszyńskiego zamku, gdzie na katafalku spoczywało ciało zmarłego króla. Z opisu zjazdu pozostawionego przez anonimowego autora dowiadujemy się, że:

Szli ku Pańskiemu ciału, które w izbie ubitej suknem leżało. Przykryte aksamitem czarnym, a na krzyż srebrnogłowym przełożone. Na trumnie leżała korona, jabłko, scerptum i miecz na ziemi. Przy trumnie puklerz, szyszak, miecz. Księża śpiewali salatrarz, świecki gorzały cztery nad trumną. […] Przybili chorągiew po prawej stronie wielką czerwoną zawieszoną Koroną.

Jan Firlej Następnie piękną żałobną mowę wygłosić miał Jan Firlej. Uroczyście przywitano również uczestników zjazdu i… postanowiono opuścić Knyszyn. W obawie przed zarazą obrady toczyły się poza obrębem miasta, w namiocie przywiezionym przez Jana Chodkiewicza. Pierwszego dnia zaczęto zastanawiać się nad sensem prowadzenia rozmów wobec braku senatorów z Wielkopolski. Zadecydowano odczekać jeszcze jeden dzień w nadziei, że delegaci wielkopolscy jeszcze się pojawią.

Właściwe obrady rozpoczęto w poniedziałek 25 sierpnia. Na początku głowy senatorów zaprzątnęła sprawa królewskiego ciała. Zastanawiano się, co z nim zrobić — przewieźć je do Krakowa czy Lublina? A może pozostawić w Knyszynie? Błaha z pozoru sprawa wydawała się być poważną, gdyż rozprzestrzenianie się w okolicy zarazy groziło ucieczką mieszkańców miasta, senatorów i dworzan z Knyszyna oraz porzuceniem zwłok króla. Kwestia była podwójnie istotna, ponieważ wraz z wydaniem ciała żądano również wszystkich rzeczy prywatnych pozostających przy królu. Szczególnie interesowały senatorów dwie skrzynki zawierające pewne sumy pieniędzy, które zgodnie z prawem przejść miały w stan posiadania skarbu państwa. Wzbudziło to jednak sprzeciw dworzan królewskich, którzy nie chcieli dopuścić do ich otwarcia. Wybuchł więc nieco absurdalny konflikt pomiędzy zgromadzonymi senatorami a grupą dworzan, którzy nie chcieli tak łatwo pogodzić się z utratą wpływów, ani poddać rozkazom senatorów, gdyż, jak sami twierdzili, byli ludźmi wolnymi. W obronie swoich interesów dworzanie założyli koło, które obradowało na równi z obradami senatorskimi.

Sprawa skrzynek i królewskiego ciała odgrzebała jeszcze jeden konflikt: spór polsko-litewski. Litwini domagali się zwrotu ziem włączonych do Korony w wyniku unii z 1569 roku. Twierdzili, że to oni są gospodarzami zjazdu (Podlasie było przed unią lubelską częścią Litwy), a więc mają pełne prawo do dysponowania ciałem i skarbem królewskim. Dyskusja nad tymi problemami trwała cały dzień. Ciało zmarłego króla było oczywiście pretekstem do prowadzenia dysputy o znacznie głębszych i ważniejszych problemach, jakimi niewątpliwie były sprawy roszczeń litewskich czy też sytuacja prawna dworzan królewskich. Niemniej jednak cały spór wydawał się być dość zabawny i nieprzystający do rangi i celu spotkania.

We wtorek, drugiego dnia obrad, zadecydowano o otwarciu skrzynek królewskich. Odnaleziono tam spore sumy – w jednej 50 000, w drugiej zaś 21 000 złotych polskich. Mniejszą sumę przeznaczono na cele obronności kraju, natomiast większa miała pozostać niezagospodarowana. W trakcie prowadzonych tego dnia rozmów przedstawiono również szerszą problematykę obrad. Zagadnienia, nad którymi zamierzano debatować w czasie zjazdu, można podzielić na trzy podstawowe części. Pierwsza z nich obejmowała wszelkie czynności dotyczące pochówku króla i opieki nad jego siostrą Anną. Druga dotyczyła spraw odnoszących się do polityki zagranicznej, w tym i obrony kraju. Trzecia — zajmowała się sytuacją wewnętrzną Rzeczpospolitej, głównie zasadami nowej elekcji oraz reform ustrojowych. Wtorkowe obrady zakończono przedstawieniem tzw. kondycji.
Mowa Sienickiego

Szlachta, która zgromadziła się w Knyszynie, nie była na zjazd zaproszona. Miał on bowiem charakter stricte senatorski. Jednakże przedstawiciele społeczności szlacheckiej, mając na uwadze wcześniejsze doświadczenia łowickie, odczuwali potrzebę przybycia na zjazd i kontrolowania przebiegu jego obrad. Pierwsze dni na pewno nie przynosiły im powodów do zadowolenia. Senatorowie zaprzątnięci byli mniej lub bardziej błahymi sprawami albo przerywali zebrania, tłumacząc się zmęczeniem lub nadzieją na przybycie spóźnialskich.

Mikołaj Sienicki

Reprezentacja szlachecka nie była przypadkowa. Składała się z ludzi światłych i doświadczonych w parlamentarnych bojach. Na czele delegacji stał wielokrotny marszałek sejmu, doskonały mówca Mikołaj Sienicki. Była to postać, która zapewne musiała wzbudzać szacunek zgromadzonych w Knyszynie senatorów. Szczególnie dla Firleja była to szansa pozyskania mocnego sojusznika. Być może właśnie dlatego, pomimo senatorskiego charakteru zjazdu, trzeciego dnia obrad postanowiono oddać głos przedstawicielom szlachty. W imieniu rycerstwa z ziem ruskich, Podola i ziemi lubelskiej mowę wygłosił sam Sienicki. To jedyna mowa podkomorzego chełmskiego z okresu pierwszego bezkrólewia, jaka przetrwała do dnia dzisiejszego.

Początek przemówienia miał charakter uroczysty i dość ceremonialny. Sienicki wyrażał żal z powodu odejścia króla oraz przestrzegał przed licznymi zagrożeniami spowodowanymi śmiercią władcy. Niepokoił się, że pomimo tych niebezpieczeństw senatorowie nie potrafią spotkać się na jednym zjeździe. Bierność senatorów zmusić miała szlachtę do tworzenia własnych lokalnych konfederacji regulujących szereg spraw. Łożono więc na obronę zamków, wystawiano wojsko dla obrony granic, wybierano sędziów. Szlachta czyniła to jednak bez decyzji senatorów, na których spoczywał przecież obowiązek organizacji państwa w okresie bezkrólewia. Sienicki stwierdził, że na wieść o zjeździe senatorskim w Knyszynie przedstawiciele szlachty postanowili nań przybyć w nadziei, że spotkają tam całą Wysoką Radę. Mówca skarżył się jednocześnie, że szlachta dowiadywała się o zjazdach przypadkiem, a nawet o śmierci króla ledwo się od furmanów wywiedzieli. Pomimo tych oskarżeń Sienicki podkreślił, iż dla dobra Rzeczpospolitej nie będzie już mówić o zarzutach wobec senatu, a przejdzie do konkretnych propozycji rozwiązania najbardziej palących kwestii. Szlachta była więc gotowa do tworzenia wspólnie z senatem nowej rzeczywistości i chciała w tym procesie czynnie uczestniczyć.

Tę część przemowy rozpoczął Sienicki od problemu wojska. W pierwszych dniach bezkrólewia część bogatszej szlachty wzięła ciężar utrzymania wojska na siebie. Sienicki zauważył, iż senatorowie nie powinni zapominać, że utrzymanie armii, zgodnie z ustaleniami sejmów egzekucyjnych, należy do króla. Zatem w przypadku jego śmieci koszty te należy pokryć ze środków skarbu państwa, za co odpowiadają senatorowie. Wszyscy więc, którzy w pierwszych dniach bezkrólewia opłacili wojsko, powinni otrzymać zwrot wydatków ze skarbu koronnego bądź litewskiego. Zwracał się również podkomorzy chełmski z prośbą o opłacenie armii na kolejne ½ roku i zwolnienie z tego obowiązku lokalnej szlachty. Prosił również o opatrzenie wojskiem twierdz Lwów, Przemyśl, Sanok, Żydaczów, Bar i Halicz. Prośba ta niewątpliwie łączyła się z plotkami o najeździe tatarskim, który groził Rusi w tych dniach. Mikołaj Sielicki apelował także o wysłanie posłów do wszystkich sąsiadów Rzeczpospolitej, a zwłaszcza do Rosji i Tatarów, aby nie wykorzystywali kryzysu politycznego w naszym kraju dla własnych celów.

Mówca domagał się również, aby odprawić wszystkich posłów z zagranicy, którzy mogliby niepotrzebnie wpływać na sytuację wewnętrzną w kraju, zwłaszcza w obliczu wyboru nowego władcy. Tak przeszedł Sienicki do propozycji związanych z elekcją króla. Szczególną uwagę zwracał na sprawę dworzan magnackich. Według postanowień zjazdu w Łowiczu dworzanie magnaccy będący szlachtą mogliby uczestniczyć w elekcji. Mikołaj Sienicki uważał to postanowienie za bezprawne. Domagał się, aby potwierdzić, że w elekcji nowego władcy uczestniczyć mogą jedynie szlachcice posesjonaci, czyli posiadający własne dobra.

Upominał też senat za dotychczasowy brak decyzji w sprawie elekcji. Ostrzegając przed pogłębiającym się kryzysem, prosił, aby podjąć ją jak najszybciej. Wyrażał tym samym nadzieję, że uda się doprowadzić wreszcie do wspólnego zjazdu senatorów bez niepotrzebnych kłótni i sporów. W najbardziej dramatycznej części swojej mowy Sienicki zwrócił się do senatu tymi słowy:

Powtarzamy i prosimy abyście w.m. w zgodzie między sobą i tu i gdzie indziej doprawowali wszystko a zwłaszcza sejmu tem Electionis wszyscy zgrabnie złożyli bo jeśli nam młodszym w.m.. zły przykład z siebie niezgody poda łatwo w nie zaprawicie.

Te błagalne słowa musiały być odebrane w ówczesnej rzeczywistości jako bardzo ostre. Znany z bezpardonowej krytyki senatu Sienicki po raz kolejny zwrócił uwagę zasiadającym w Radzie na ich podstawowe obowiązki i uprawnienia. Na końcu swego przemówienia prosił, aby o wszelkich swoich decyzjach senat informował szlachtę.

Mowa Mikołaja Sienickiego jest przykładem mistrzostwa oratorskiego. Delikatna w formie, a dosadna w treści musiała wywrzeć głębokie wrażenie na zgromadzonych w Knyszynie senatorach. Ostatecznie odbiła ogromne piętno na postanowieniach przyjętych na koniec zjazdu.
Ku końcowi

Obrady środowe zakończyły się złożeniem przez resztę zgromadzonej szlachty wotów. Składały się one z sześciu głównych postulatów. Odnosząc się do spraw elekcji, szlachta proponowała, aby zasady elekcji omówione zostały nie tylko w wąskim gronie senatorskim, ale były również konsultowane z sejmikami ziemskimi. Zdecydowanie domagano się odprawienia zagranicznych posłów, poseł tatarski miał zostać dodatkowo obdarowany upominkami dla chana. Wypowiedziano się również w sprawie miejsca pobytu królewny Anny. Według szlachty powinna się ona przeprowadzić do Płocka.

Nadzieję na stabilizację w Rzeczpospolitej dawał list od Wielkopolan podpisany przez biskupa Karnkowskiego. W liście zjazd knyszyński został uznany za koronny oraz zawarto w nim propozycję, aby miejscem elekcji króla ustanowić Łomżę. W rewanżu postanowiono wysłać z Knyszyna delegację do Wielkopolski w celu zreferowania postanowień zjazdu. W liście do Wielkopolan czytamy:

O czym wszystkim […] rozmowach naszych któreśmy to między sobą wspólnie mieli, abyście w.m. dostatecznie wiedzieć mogli i znać nostrum audidum omnium [naszą wspólną opinię] przeciwko sobie i R.P. przysyłamy urodzonego Mikołaja Sienickiego Podkomorzego chełmskiego i Wawrzyna Wojnę pisarza W. K. Litewskiego., którym we wszystkiem cokolwiek wam od nas opowiadać będą zupełną wiarę w.m. dać będą raczyli.

Przedstawicielstwo złożone z uczestników niebędących senatorami, reprezentujących dwa człony Rzeczpospolitej Obojga Narodów, podkreślać miało generalny charakter zjazdu i jego pełną reprezentatywność. Autorytet Sienickiego miał mu zapewne dodać prestiżu.

Miejsce elekcji ustalono między Bystrzycą a Lublinem, a jej termin wyznaczono na 13 października. Firlej, który przez cały zjazd budował sobie silną pozycję, pod koniec popełnił jednak błąd. Nie wyraził bowiem zgody na zorganizowanie przed elekcją sejmików. Obrońcą sejmików pozostawał Jan Chodkiewicz, starosta żmudzki, czym zyskał sobie wśród szlachty dużą popularność. Stracił ją natomiast Firlej. Coraz częściej postrzegano go jako karierowicza, który wykorzystuje szlachtę dla własnych celów.

Ostatnim postanowieniem zjazdu było przeniesienie ciała króla do Tykocina, co zakończyło się zresztą skandalem. Zarządca zamku Klimont Bieliński tłumacząc, że obiecał Zygmuntowi Augustowi, iż klucze do zamku przekaże tylko Annie Jagiellonce, nie chciał wpuścić na teren warowni senatorów. Ci przez długi czas dyskutowali oburzeni z Bielińskim przez otwory bramne, domagając się otwarcia wrót.
Znaczenie zjazdu

Postanowienia zjazdu knyszyńskiego zostały w większości odrzucone przez szlachtę i senatorów nieobecnych w czasie obrad. Nie przyjęto ich za obowiązujące, więc wydawać by się mogło, że i sam zjazd nie miał większego znaczenia. Nic bardziej mylnego. Z jednej strony obrady knyszyńskie pokazały głębokie podziały w gronie senatorów, słabość instytucji senatu i jej nieporadność w rozstrzyganiu najważniejszych kwestii. Z drugiej jednak strony, głównie dzięki dopuszczeniu do głosu szlachty, udało się rozpocząć merytoryczną dyskusję na temat wielu problemów. Senatorowie zdali sobie również sprawę z siły, jaką dysponuje szlachta. Ostra mowa Sienickiego sugerowała, że jeśli senat dalej będzie tkwił w bezładzie, szlachta sama zadecyduje o przyszłości Rzeczpospolitej. Zachęciło to niewątpliwie do próby ponownego spotkania senatorów mało- i wielkopolskich.

Nagrobek prymasa Uchańskiego

Zjazd knyszyński, który początkowo miał służyć zwiększeniu wpływów Jana Firleja, stał się początkiem jego upadku. Marszałek nie potrafił wykorzystać słusznej drogi, jaką z początku obrał. Zachłanność i głupota polityczna spowodowały, że, wchodząc na zjazd jako pewny interrex, wyjeżdżał z niego sfrustrowany i rozbity.

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że zjazd podjął ważne postanowienia w zakresie obronności i polityki zagranicznej. Uregulowanie stosunków z krajami ościennymi, chwilowe uspokojenie Tatarów czy też obietnica zwrotu kosztów związanych z utrzymaniem armii — to milowe kroki do stabilizacji politycznej Rzeczpospolitej wstrząśniętej śmiercią ostatniego z Jagiellonów.

Opis wydarzeń zjazdu knyszyńskiego zawarty jest w niepublikowanej Kronice za Zygmunta Augusta w Knyszynie zmarłego roku 1572. Dzieło znajduje się w zbiorach Biblioteki Raczyńskich i jest XIX-wieczną kopią oryginału niewiadomego pochodzenia. Autor artykułu prowadzi na potrzeby pracy magisterskiej badania nad wiarygodnością źródła i jego pochodzeniem.

Bibliografia:

Źródła:

Biblioteka Raczyńskich, Rps 196, Kronika za Zygmunta Augusta w Knyszynie zmarłego roku 1572.
Lubieniecki Andrzej, Poloneutchia, Warszawa – Łódź 1982.
Orzelski Świętosław, Bezkrólewia Ksiąg Ośmioro 1572-1576, Kraków 1917.

Literatura:

Borucki Marek, O polski tron, Warszawa 1979.
Dubas-Urwanowicz Ewa, Koronne zjazdy szlacheckie w dwóch pierwszych bezkrólewiach po śmierci Zygmunta Augusta, Białystok 1998.
Gruszecki Stefan, Walka o władzę w Rzeczpospolitej po wygaśnięciu dynastii Jagiellonów (1572–1573), Warszawa 1969.
Płaza Stanisław, Wielkie bezkrólewia, Kraków 1988.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Pierwsi władcy elekcyjni”