Kiedy RON osiągnął apogeum terytorialne?

Pierwszy król z dynastii Wazów, Zygmunt III Waza, panujący w latach 1587-1632. Był on synem Jana III Wazy i Katarzyny Jagiellonki. Był on ortodoksyjnym katolikiem, przez zakon jezuitów. W 1586 zmarł Stefan Batory i pod wpływem Anny Jagiellonki wysłano do Szwecji poselstwo by nakłonić Zygmunta III do zgłoszenia swojej kandydatury do tronu Polskiego. Część magnaterii nadal popierała jednak Maksymiliana Habsburga, co doprowadziło do pewnego rozbicia społeczeństwa polskiego (a konkretniej szlachty) na zwolenników jednego i drugiego kandydata. Maksymilian chciał jak najszybciej opanować Kraków i tam się koronować, dlatego szybko wyruszył do Krakowa; w obronie miasta stanął zwolennik Anny Jagiellonki i Zygmunta III; 1588 w bitwie pod Byczyną wojska Habsburga zostały ostatecznie pokonane.
Awatar użytkownika
ziomeka
Posty: 462
Rejestracja: 01 cze 2010, 03:37

Kiedy RON osiągnął apogeum terytorialne?

Post autor: ziomeka » 29 gru 2010, 14:58

Mam pytanie, kiedy Rzeczpospolita osiągnęła apogeum rozwoju terytorialnego, czy były to lata 1619-1621, czy 1634-1648? Bardzo zależałoby mi na Waszej opinii. Jeśli mielibyście na te pytanie odpowiedź bardzo proszę piszcie i jeszcze jedno podawajcie jakieś źródła (np:tytuły książek) waszych wiadomości.

Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Re: Kiedy RON osiągnął apogeum terytorialne?

Post autor: Adambik » 29 gru 2010, 15:09

RON największe rozmiary terytorialne osiągnęło po rozejmie w Dywilinie.

Awatar użytkownika
Husarz
Posty: 822
Rejestracja: 31 paź 2010, 04:37

Re: Kiedy RON osiągnął apogeum terytorialne?

Post autor: Husarz » 29 gru 2010, 15:13

Problem jest taki że Dywilno to tylko rozejm, czyli formalnie wciąż trwała wojna i Moskwa mogła zgłaszać roszczenia do ziem zajętych przez RON, a car dalej tytułował się ich władcą. Nie została też wytyczona na nich stała granica państwowa, a jedynie tymczasowa. Stałą granicę wytyczała komisja dopiero po pokoju w Polanowie i trwało to wiele lat. Tu jest o tym ciekawy artykuł:
http://www.gosiewski.pl/scylla_pl.htm
Scylla Trubecka

Autor: Jakub Brodacki
Prawa autorskie do wersji elektronicznej (c) by Marcin Gosiewski. Poniższy tekst jest fragmentem książki przygotowywanej przez Jakuba Brodackiego.

„Niech co chcą mówią o Moskwie, w tych grecka wiara”-czytamy w anonimowym piśmie politycznym z połowy XVII wieku. „Grecką wiarą” określano niesłowność, niedotrzymywanie zobowiązań i traktatów międzynarodowych. Moskale już wtedy byli znani z nieustannych renegocjacji i wprowadzania jednostronnych zmian do kompromisowych postanowień. Natomiast po stronie polskiej dawało się zauważyć różne postawy: od uległości w stosunku do nawet daleko idących żądań aż po genetyczną nieufność. Nie da się ukryć, że ta druga postawa przynosiła lepsze efekty.

Pierwsza połowa panowania Władysława IV upływała pod znakiem starej, zygmuntowskiej jeszcze, elity władzy, której przedstawiciele najlepsze lata swojej kariery spędzili na odpychaniu Moskwy od Dniepru i obronie odzyskanych terytoriów. Niechętnie odnosili się do wszelkich prób zacieśnienia wzajemnych stosunków. Gra toczyła się to to, by uniemożliwić królowi, najdłużej jak się da, sojusz z carem, stworzyć nieprzekraczalne przeszkody. Stary Aleksander Gosiewski wojewoda smoleński, ongi zdobywca Moskwy, znakomicie znał historię dyplomacji moskiewskiej, dostrzegał jej ciągłość na przestrzeni dwustu lat, miał długotrwały staż dyplomatyczny i doświadczenia negocjacyjne: to do niego zwracano się o poradę przed wyruszeniem kolejnego poselstwa. Gosiewski obawiał się, że polityka ustępstw grozi utratą nie tylko miast, zamków i włości ale także prestiżu międzynarodowego, z takim trudem obronionego w wojnie smoleńskiej 1634 roku. Zdawał sobie sprawę, że najlepsze lata życia ma już za sobą, że władztwo Rzeczypospolitej nad zadnieprzańskimi terytoriami nie jest dostatecznie utwierdzone. Jest wielce prawdopodobne, że niedługo przed śmiercią to on właśnie przyczynił się do powstania plotki, która o mało nie doprowadziła do wojny w 1645 roku.

A było to tak: w 1638 roku mieszana komisja dokonywała rozgraniczenia między oboma państwami na odcinku między Newlem a Wielkimi Łukami. Działający we współpracy z Gosiewskim komisarz Hieronim Ciechanowicz doprowadził do zerwania tej komisji, z powodu bezczelnych żądań terytorialnych strony moskiewskiej. O ile jednak w Moskwie najlepszym środkiem nacisku na obywatela był knut, o tyle w Rzeczypospolitej preparowano paszkwile, które – w społeczeństwie tak czułym na głos opinii publicznej – powodowały zwykle znaczne szkody moralne. Ktoś w ulotnym piśmie oskarżył polskich komisarzy o zwykłe chamstwo w kontaktach z ich moskiewskimi odpowiednikami i o chęć sprowokowania wojny. Mimochodem dodawał także, że wojewoda smoleński przesłuchiwał dwóch sprzedawczyków z Moskwy, gdzie nastroje podobno były antycesarskie i propolskie. Ci mieli mu powiedzieć o chodzącej po Moskwie plotce, że gdzieś w Polsce żyje w ukryciu carewicz Fiodor syn Iwana Groźnego (Hoduna). Podobno bojarzy mówili między sobą: „jeżelibyśmy onego nie naleźli, toby nam przyszło inszego pana prosić, króla polskiego, a to gwoli takowym jako w jego państwach są wolnościom”.

Umieszczenie Gosiewskiego w kontekście samozwańca (w przeszłości było ich wielu!) nie jest przypadkiem ale wyraźną sugestią: oto ten podstępny „praktykant” Gosiewski znowu coś knuje, znowu chce Rzeczpospolitą wciągnąć do wojny. Pewnie rozpuścił plotkę, że Władysław IV nieszczerze zrezygnował z tytułu cara i że nadal pożąda tronu w Moskwie. Patrzcie: komisja newelska zerwana, na pewno z winy Gosiewskiego!

Jak było naprawdę pewnie się już nie dowiemy, bo wojewoda smoleński zmarł w maju 1639 roku i jeśli coś szykował, to planu przeprowadzić nie zdążył. Ale zwykła plotka przerodziła się w fakt medialny. Zaniepokojony tym car Michał rozsyłał po Polsce szpiegów, tropiąc samozwańca, czy raczej jego chimerę. Pewien stuknbięty pop, nie wiedzieć przez kogo poduszczony, rozpowszechniał mit o tym, jakoby „polska” caryca Maria Mniszchówna a żona Dymitra Samozwańca ukryła syna zaraz po porodzie. Przy chcie wypiętnowano carewiczowi na ramieniu krzyż i jakieś litery, które „dostrzeżono” rzekomo dopiero w roku 1632, w samborskiej łaźni. By mit jeszcze bardziej uwiarygodnić i ułożyć w zdyscyplinowany ciąg przyczynowo-skutkowy, głoszono, że samozwaniec zaprzyjaźnił się z przebywającym na polskim dworze zbiegiem: synowcem chana Mahomet-Gireja. Tak, tak, to przebrzydłe i podstępne „korolewskoje wieliczestwo”, Władysław IV, z pewnością hoduje w swoim zwierzyńcu całe stada samozwańców różnych narodowości!

Tu dodajmy, że w każdym micie jest też ziarno prawdy. Bo że jest to mit, nie mamy wątpliwości. We wszystkich „dymitriadach” pojawia się stały motyw nieprawdziwie umarłego syna carskiego. Już gnostycy wierzyli w to, że Chrystus umarł na krzyżu tylko pozornie i dlatego żyje, a pamiętajmy o tym, że car to nie byle kto: pierwszy po Bogu, uosobienie całego chrześcijaństwa w jego najprawdziwszej (prawosławnej) postaci. Nas jednak interesuje historyczna osnowa mitu. Otóż w szeregach zaciężnych, które wraz z Dymitrem Samozwańcem i wojewodą Mniszchem poszły ongi na Moskwę, znajdował się polski szlachcic Dymitr Łuba, który wraz z żoną Maryną zginął w Moskwie podczas rozruchów. Jego syn sierota Jan znalazł się pod opieką słynnego Lwa Sapiehy kanclerza litewskiego – nota bene mentora politycznej kariery Gosiewskiego. Sapieha żartem nazywał Łubę Dymitrowiczem, co słysząc pospólstwo wnioskowało, że Łuba jest tajemniczym synem Maryny Mniszchówny. Tenże sierota stał się zaczynem mitogenetycznych drożdży, które zalęgły się w głowie szalonego popa.

W 1644 roku posłowie moskiewscy Puszkin, Wołoszeninow i Lwow zażądali śledztwa. Twierdzili, że podczas poprzedniej wizyty ktoś straszył posłów moskiewskich, iż jeśli granica nie zostanie wytyczona po myśli polskiej, podjęta zostanie sprawa samozwańca, który wkroczy do Moskwy na czele kozaków. Tak się nieszczęśloiwie złożyło, że w tym roku obecni w stolicy senatorowie byli bez wyjątku stronnikami Władysława IV. Byli to: Adrzej Szołdrski biskup poznańki, Kacper Denhoff wojewoda sieradzki, Jakub Sobieski wojewoda ruski (ojciec króla Jana III), Jerzy Ossoliński kanclerz wielki koronny, Adam Kazanowski marszałek nadworny koronny, Mikołaj Abramowicz wojewoda mścisławski i Tomasz Sapieha wojewoda nowogrodzki. Senatorowie ci, zamiast wyśmiać żądanie śledztwa, potraktowali sprawę poważnie. Sprowadzili do Warszawy rzekomego samozwańca Jana, zaczęli badać jego znaki szczególne i przekonywali posłów moskiewskich, że Rzeczpospolita jest niewinna. Posłowie moskiewscy domagali się coraz to innych badań, a wszystko zaczęło przypominać typowo rosyjski przewód sądowy, gdzie oskarżony jest już właściwie winny. Najgroźniejsze żądanie – wydania Łuby w ręce carskie – na razie nie zostało spełnione ale senatorowie zadeklarowali, że pod aresztem odeślą Łubę do Malborka, gdzie będzie siedział 3-4 lata, lub ile car zechce, a potem zostanie księdzem „i o niczem złem już nie pomyśli, a my na to damy wam stwierdzenie listem i pieczęcią”...!

Żyjąc w Polsce zanadto przywykliśmy już do tego rodzaju cudów, że zwycięskie państwo zachowuje się jak przegrany; traktat ryski jest nieodległym tego przykładem, a ostatnio pokorna zgoda na wejście Rosji do rady NATO – mimo że protest Polski miałby moc wiążącą – powodują, że nic już nas nie dziwi. Nie dość jednak na tym. Senatorowie zadeklarowali, że wyślą Łubę do Moskwy pod opieką posłów Samuela Druckiego-Sokolińskiego i Gabriela Stempkowskiego, by car mógł się sam przekonać o jego niewinności.

W dyplomacji takie stanowisko jest odbierane jako słabość. Oświadczenie senatrów było praiwe przyznaniem się do winy, a im gęściej i uczeniej zaprzeczano istnieniu samozwańca, tym bardziej sprawa robiła się kłopotliwa. Aby ostatecznie przekonać Moskali, należało dokonać jakichś ustępstw terytorialnych. Uniwersałem z 28 września 1644 roku król i senatorowie nakazali oddać Moskwie Trubeck – twierdzę na pograniczu putywelskim. „Zapomniano” jednak przy tym, że wyznaczony poseł do Moskwy – Samuel Drucki-Sokoliński – jest bliskim krewnym Heleny Wołodkiewiczowej z domu Druckiej, 1-mo voto Trubeckiej, której syn – Jerzy Trubecki sierota – jest oficjalnym dziedzicem Trubecka. Oddanie miasta uderzało więc w czuły punkt polskiej pajęczyny powiązań rodzinnych i politycznych.

Z czysto legalistycznego punktu widzenia, sprawa przedstawiała się niejasno. Traktat Polanowski wymieniał Trubeck po stronie polskiej ale też ostateczną regulację granic zlecał mieszanym komisjom. W 1638 roku Moskale posługiwali się też własną sfałszowaną wersją traktatu, co tak bardzo wtedy oburzyło komisarza Ciechanowicza. Okoliczności zaprzysiężenia traktatu przez cara Michała również były co najmniej podejrzane. Patrząc więc z czysto polskiego punktu widzenia: zdobyczne terytoria były własnością państwa i państwo miało prawa nimi dysponować bez zgody aktualnych użytkowników. Trubeck nadał kniaziowi Piotrowi Trubeckiemu król Zygmunt III w nagrodę za to, że w swoim czasie przeszedł on na stronę królewicza Władysława podczas wyprawy po koronę carów. Ale w czasach, kiedy kniaź był jeszcze poddanym moskiewskim, Trubeck był jego własnością dziedziczną. Nie mało było też opuszczonych ziem, które przedsiębiorczy ludzie zagarnęli już po zawarciu Pokoju Polanowskiego. Trzymająca je szlachta kresowa uniemożliwiała oszacowanie tych ziem przez państwo, głosiła, że są to po prostu dobra prywatne lub domagała się oficjalnych nadań na własność dziedziczną. Był to kłopot nieco zbliżony do kwestii dzierżaw wieczystych na Ziemiach Zachodnich Polski po II wojnie światowej.

Dziadek macierzysty młodego Trubeckiego, Jan Drucki-Sokoliński marszałek orszański rozpoczął szeroko zakrojone działania lobbystyczne na zbliżający się sejm i ani myślał o oddaniu Trubecka. Samuel Drucki-Sokoliński do Moskwy nie pojechał, więc Stempkowski pojechał sam. Czy łuba był z nim, tego do końca nie wiadomo. Atmosfera w Moskwie była skądinąd bardzo nerwowa z powodu pobytu królewicza duńskiego Waldemara, który bardzo chciał poślubić carównę Irenę ale w żadnym razie nie chciał przejść z luteranizmu na prawosławie. Car kazał Stempkowskiemu wydać Łubę jako warunek sine qua non rozmów. Przestraszony poseł przesłał sejmowi butny list carski. Pisał w nim car, że bez wydania samozwańca, „przebaczać nie ma komu ani kaźnić nie ma kogo”. Gdy Łuba zostanie wydany, „wówczas dopiero postąpimy według prośby waszej, jeśli to uznamy za właściwe”.

Posłowie ziemscy na lutowy sejm 1645 roku zażądali unieważnienia decyzji o oddaniu Trubecka, gdyż była podjęta bez wiedzy Rzeczypospolitej. Posłowie „kipieli z gniewu”-pisał kanclerz Radziwiłł-„i jedni wręcz ponad powszechną wolność słowa głosili, że ojczyzna została zdradzona, a inni twierdzili, że została sprzedana za podarki”. 10 marca zelżyli biskupa Szołdrskiego za to, że jako przewodniczący kolejnej komisji rozgraniczającej, doprowadził do oddania Trubecka. Obrażony biskup zagroził pozwem sądowym. Pytano więc: „czy można straszyć pozwem za wolny głos poselski?”. Podobno nawet grożono mu śmiercią. Na pewno uchwalono, że ustalenia komisji nie zostaną zatwierdzone. Chciano jeszcze raz potwierdzić traktat Polanowski – ale nic z tego, dwór szedł „w zaparte”, król nie chciał się na to zgodzić. Jak mówił potem Andrzej Leszczyński podkanclerzy koronny, okręt Rzeczypospolitej biedził się „inter scyllas et charybdas [między scyllami i charybdami] niesfornych animuszów”. Więc kiedy 27 marca o trzeciej po południu posłowie zjawili się w senacie; brzęczały tylko muchy, nikt nie wymówił ani słowa. Wrogość wzajemna i wobec króla były tak powszechne, że mimo rozpaczliwych wysiłków marszałka Radziejowskiego, nikt nie mógł dobyć z siebie choćby głosu. Ktoś szepnął cicho, by marszałek pożegnał króla i ucałował jego rękę.

Wieść o zerwaniu sejmu i odmowie zatwierdzenia oddania Trubecka, odebrano w Moskwie jako akt wrogości. Ostentacyjnie gromadzono wojska, rzekami spuszczano armaty i amunicję w stronę Trubecka. Na polecenie podkanclerzego Kazimierza Sapiehy pojechał do Trubecka Krzysztof Ciechanowiecki sędzia ziemski mścisławski, by mimo braku deklaracji sejmowej urzędowo oddać zamek Moskwie. Jego kolega Jan Koniński (vel Kuniński) sędzia ziemski starodubski kategorycznie odmówił udziału w tym procederze. Ciechanowieckiego nie wpuszczono do zamku, który szykował się do obrony. Na miejscu był Piotr Parczewski biskup smoleński, który bronił katolickiego kościoła trubeckiego i Jan Drucki-Sokoliński. Z początkiem lipca Władysław IV oskarżył Sokolińskiego o chęć sprowokowania wojny. Stempkowski napisał do Konińskiego z Moskwy rozpaczliwy list, że z powodu Trubecka nie jest już w Moskwie posłem ale więżniem. Podobno sam kanclerz Ossoliński wyprawił się do Trubecka, by przekonać zdesperowanych obrońców.

Tylko dziwny zbieg okoliczności uchronił nas przed wojną, którą zresztą Rzeczpospolita mogła śmiało wygrać. Kiedy na Litwie panowała już psychoza wojenna i szykowano się do mobilizacji, w nocy z 12 na 13 lipca zmarł car Michał. Nowy car Aleksy Michajłowicz oświadczył, że przed śmiercią ojciec zalecił mu zachowanie nienaruszonej przyjaźni z Rzecząpospolitą. Prawie w tym samym czasie do trubecka wtargnęła gwardia królewska na czele z Mikołajem Abramowiczem i po kilku tygodniach wydano zamek Moskalom.

Nie był to jednak koniec całej awantury. Pokrzywdzona rodzina pozwała Abramowicza przed trybunał litewski. Od 1638 roku Smoleńszczyzna podlegała bowiem jurysdykcji sądowej litewskiej. Deputaci trybunalscy, kierując się prawdopodobnie tym, że prawo własności miał Trubecki wcześniej, niż nadanie królewskie, uznał Abramowicza winnym nielegalnego zajazdu cudzej własności i skazał go na banicję, konfiskatę i infamię. Że jednak egzekucja wyroków trybunalskich należała na Litwie do króla, Abramowicz cieszył się wolnością, a król w instrukcji na sejmiki oskarży potem Trybunał o uzurpację jurysdykcji królewskiej, ponieważ w 1638 roku całkiem logicznie zastrzeżono sądowi królewskiemu dochodzenie przywilejów królewskich.

W marcu 1646 roku posłowie moskiewscy zażądali, by oddanie Trubecka zostało zatwierdzone przez sejm w formie konstytucji (ustawy). „zwąchaliśmy, że im to nasi natchnęli”-notował w swym diariuszu Radziwiłł.

W kwietniu wyszło szydło z worka: król rozpoczął wielkie zaciągi na wojnę z Turcją i Tatarami. Sojusz z Moskwą był potrzebny jak woda. Już w styczniu wojska hetmana Potockiego próbowały nawiązać współpracę z wojskami moskiewskimi w odpieraniu najazdu tatarskiego; tylko mróz i tajone ambicjhe carskich dowódców uniemożliwiły Polakom udzielenie im pomocy. Zresztą na wieść o przygotowaniach do wojny fala protestów przelała się przez całą Rzeczpospolitą. W lipcu rada senatu zmusiła króla do zwołania przedterminowego sejmu, który zebrał się ze schyłkiem października.

Niełatwy to był sejm ale obu stronom zależało na tym, by doszedł do skutku. Przez 5 tygodni Litwini domagali się rekompensaty dla właścicieli Trubecka, tamowali obrady. Stronnictwo dworskie wymyśliło łatwy sposób paraliżowania obrad: rekompensata nie tylko dla właścicieli ale i dla Litwy. Jak wiadomo Litwa była już wówczas tylko prowincją sądowniczą ale Litwini bardzo byli drażliwi na punkcie swej domniemanej oddzielności i niezależności od Korony. Żądano, by w zamian za utratę Trubecka przyłączono jakąś ziemię do Litwy. Po iście orientalnych targach, posłowie „koronni” ustąpili Litwinom Łojów i Lubecz nad Dnieprem. Zadowolony z kompromisu poseł Mikołaj Ostroróg stwierdził, że wreszcie „przepłynęliśmy scyllę trubecką” (scylla była mitologicznym potworem pożerającym żeglarzy) i przystąpiono do szturmu na króla. Upokorzony władca zezwolił na obrady posłów i senatorów pod swoją nieobecność. Był to pierwszy etap legalnego wypowiedzenia posłuszeństwa. Drugiego nie było: władca zobowiązał się rozwiązać zaciągi. Uchwalono tajną konstytucję o tym, że jeśli Trubeck kiedykolwiek wróci w granice litewskie, Łojów i Lubecz mają powrócić do Prowincji Małopolskiej. Nie była to głupia myśl: treść tajnej uchwały natychmiast przeciekła do wiadomości opinii publicznej, co niesłychanie utrudniło królowi dalsze zabiegi o sojusz z carem.

W straszliwym bałaganie jaki panował pod koniec sejmu, pojawił się w izbie poselskiej ksiądz referendarz Isajkowski, przynosząc od króla niewinnie brzmiący projekt ustawy: O Łubie szlachcicu polskim. Nikt nie zwrócił na to uwagi, posłowie konstytucji nawet nie rozpatrywali i prawdopodobnie została wpisana do volumina legum już po sejmie, na tzw. Sesjach pieczętarskich. A był to nielada jaki sandal: zakazano Łubie opuszczania terytorium Rzeczypospolitej, co było naruszeniem fundamentalnych praw obywatelskich. Więc pod dyktando Moskwy, chyłkiem niejako, wprowadzono do ustroju niebezpieczny precedens: możliwość ograniczenia wolności poruszania...

Słuchamy tego z otwartymi ustami, a przecież tylko rok dzielił Rzeczpospolitą od powstania Chmielnickiego, będącego dopiero prologiem wojny z Moskwą. A Łuba? Wrócił bezpiecznie do Polski. Według jednych podań zginął w walkach z kozakami. Według innych, jakiś samozwaniec Dymitr w czasach Jana Kazimierza zmuszony był uciec do Rewla, potem do Rygi, wreszcie do Sztokholmu, a stamtąd do Fryderyka III księcia na Gottorpie Holsztyńskiego. Ale Fryderyk był zadłużony u cara na kilkaset tysięcy talarów. Agent kupców moskiewskich w Lubece wynegocjował z księciem holsztyńskim, że zwróci mu kwit na pożyczoną sumę, jeśli wyda Dymitra carowi. Bez wahania wsadzono samozwańca na okręt i wysłano do Moskwy. Przekupiona niewiasta dowodziła, że jest jego matką. Dymitr mając knebel na ustach, oczy i twarz od niej odwróciwszy patrzał w górę. Tego dnia został ścięty, a ciało poćwiartowano.

W 1654 roku Moskwa wzięła pod opiekę kozaków i napadła Litwę. Straszny był to najazd, a zdrada czaiła się wszędzie. W przeciągu niedługiego czasu większa część Litwy wpadła w ręce carskie, a tysiące ludzi wywieziono na Sybir. W 1655 roku napadli Polskę Szwedzi, co trochę Moskali ostudziło. Dali Polakom wytchnienie w zamian za obietnicę koronacji cara na króla polskiego. Przez ten czas wojska polskie „odkuły” się na Szwedach. Przyszedł czas na Moskali. Miesiąc po miesiącu Polacy i Litwini odzyskiwali miasto po mieście, włość po włości. Na przełomie 1663/4 roku zagony litewskie docierały aż pod samą Moskwę.

Ale Smoleńska już nie odzyskano. Utracono też wszystkie zadnieprzańskie terytoria. Bez przesady można powiedzieć, że był to finalny efekt polityki Władysława IV i jego dworzan. Na rzecz sojuszu z Moskwą ponoszono ofiary niewspółmiernie wysokie. Jeśli efektem takiej polityki jest utrata kilkudziesięciu miast, miasteczek i ogromnych włości – „niech co chcą mówią o Moskwie, w tych grecka wiara”.!

idz do gory
Aneks 1: wybór źródeł

Przyzwoity tekst historyczny nie może się obejść bez wypisów źródłowych, które dają czytelnikowi wgląd w najważniejsze i najciekawsze dokumenty. Zwracam uwagę, że Zwada PP Komissarzów... jest typowym paszkwilem, operującym faktami całkowicie chimerycznymi, dzisiaj powiedzielibyśmy: „medialnymi”. Nie sposób się z tego „artykułu prasowego” dowiedzieć, co się naprawdę wydarzyło podczas komisji. Istotnym uzupełnieniem i komentarzem jest więc jeden z czterech listów Hieronima Ciechanowicza sędziego ziemskiego smoleńskiego. Pozostawał on pod intelektualnym wpływem Aleksandra Gosiewskiego wojewody zmoleńskiego. W liście wspomina o tzw. Metryczce poselskiej, którą Gosiewski wywiózł z Moskwy jako łup wojenny jeszcze w czasach Zygmunta III Wazy. Pisząc o stosunkach polsko-moskiewskich i o nadmiernej uległości, najprawdopodobniej ma na myśli czasy Aleksandra Jagiellończyka, kiedy to dyplomacja litewska zachowywała się wyjątkowo nieporadnie i bez wyraźnego celu, skutkiem czego utracono ogromne włości zadnieprzańskie[1], które z takim trudem odzyskano (częściowo) za czasów Zygmunta III. Przedrukowując Asekurację Panów Rad w sprawie Łuby nie możemy się powstrzymać od zgrzytania zębami i pozostawimy rzecz bez komentarza, nadmieniając tylko, że skróty oznaczone „[...]” dotyczą nużącej tytulatury obu szanownych monarchów. We wszystkich dokumentach pozstawiono w zasadzie oryginalną pisownię, zmieniając ją w sposób niekonsekwentny w ten sposób, aby list był zrozumiały dla współczesnego Polaka.

* Zwada PP. Komissarzów Litewskich i Moskiewskich w rozgraniczeniu granic 1638
* List [od Hieronima Ciechanowicza sędziego ziemskiego smoleńskiego] do Je[g]o M[o]ści Pana [Aleksandra Gosiewskiego] Woiewody Smoleńskiego z [listopada lub grudnia 1638 roku]
* Assecuracia Panów Rad Posłom Moskiewskim względem posłania przed Cara Moskiewskie[g]o Jana Faustyna Łuby dana

idz do gory
1. Zwada PP. Komissarzów Litewskich i Moskiewskich w rozgraniczeniu granic 1638. (Biblioteka Ossolińskich 2285/II mf BN 24712, k.68-69)

Anno 1638 na kommissiey pod Newlem w rozgraniczeniu Moskwy z Litwą granic, stała się zwada między Komissarzami z takiej okazyej. Jeden z komissarzów P[an] Kuniński[2] obywatel W[ojewó]dztwa Połockiego, na pierwszym przywitaniu haniebnie począł despektować Moskwę. Co gdy baczniejsi niż ten lichota postrzegli; tak nań jako i moskiewscy Komissarze z obu stron, haniebnie strofując ganić mu to poczęli, mając i jego i innych jako najprędzej nie do rozróżnienia ale do zgody. Jakoż gdy ich uspokoili, a do przeproszenia z tym P[anem] Kunińskim przyszło, chcąc aby sobie z obu stron tę winę odpuścili, którą Moskwa dosyć szczerze mimo się puściła; ale znowu przez P[ana] Kunińskiego w tym jednaniu dosyć brzydki despekt potkał w tym; iż on obłapiając się z starszym moskiewskim Kommissarzem, onemu między oczy, i w gębę naplwał. Za czym Moskwa porwawszy się powtóre do naszych, iuż tak potężnie z niemi się starli, iż naszych między Komissarzami P. Józefa Klonowskiego stolnika Połockiego i P[ana] Rypińskiego szlachcica także majętnego na śmierć srodze zamordowali. Inszych PP. Komissarzów rzadko którego bez znacznie szkodliwego puścili szwanku: z drobniejszych ludzi jako to z sług komissarskich blisko 40 osób na śmierć pozabijali: w której niecnotliwej robocie i sami zostawszy ranni bardzo, dopiero się obaczyli i z wielkim przez to żalem wrócili się do Moskwy: gdyż iako dwóch potym przedawczyków do Jmci P. Gosiewskiego[3] W[ojewo]dy Smoleńskiego przybywszy z Moskwy powiadali: Iż sam car moskiewski[4] i wszyscy dumni bojarowie bardzo się [68v] tą robotą swych P[anów] Komissarzów zatrwożyli gwoli temu że i rozruchów w rozerwaniu przymierza z państw naszych bardzo się obawiają, i ludzi dosyć szczupło do usług rycerskich i w obronę granic mają: gdyż jako ci przedawczykowie udawali, że dawnych w komputach regestrów ledwo nie piętnastą wojska korrespondują częścią przez srogie tyraństwo samych siebie w niewoli wygubienie; jako też przez częste tureckie i tatarskie w ich państwach inkursye, a zwłaszcza w teraźniejszym roku, dość z potężnemi po kilkakroć wojskami sobie alternatą wsiadali na karki; czym się Moskwy tak dobrze przepleniło, że między ludźmi godnemi nie mógł się w młodszych leciech naleść do rządu hetmańskiego nad kniazia Lwowa[5], który tu u nas był w poselstwie, dla poprzysiężenia przymierza, posłany. Tenże Lwow gdy z rozkazania carskiego rządy na się przyjmował hetmańskie, dość przykremi słowy, choć jemu bliski car jest pokrewny, następował na cara, nieudolność z nieumiejętnością, przytym nieszczęście pod jego panowaniem, na oczy mu wyrzucał, potrząsając tym „że nas P[an] Bóg za to karać musi, żeśmy się podłego stanu i mało od godnego na tym tronie państwa moskiewskiego posadzili. Dla czego nie wiem jeśli długo samych siebie chcąc zatrzymać w całości, cierpieć będziemy ciebie na tym panowaniu”. Na które słowa wielce się car obraziwszy, porwał się do niego, i brodę wyszarpał temu starcowi; który swoją popędliwością ledwie się w sroższe nie wdał niebespieczeństwo: bo jako ci przedawczykowie zapewne powiadają, że już poczęto było brać się na gwałt do dzwonów, tylko duchowieństwo jako sam patryarcha z wielką trudnością onych umitygował a potym wprzód Lwowu ganiąc słowa takie, i carowi niemniej ganił tę skwapliwość do pomsty. Inszych rzeczy wiele ci przedawczykowie pod przysięgą [69] na konfessatach powiedzieli, jako też i to, jakoby znowu gdzieś w naszych państwach jakiś Fedor caryk syn Hoduna onego, który przed zmyślonemi Dimitram[6]i, i przed Szujskim[7] panował, znajduje się. O którym caryku dziwnie znowu chce z wielką pilnością pytać się Moskwa, mówiąc tak między sobą: Jeżelibyśmy onego nie naleźli, toby nam przyszło inszego pana prosić Króla Polskiego[8], a to gwoli takowym jako w jego państwach są wolnościom, które już teraz Moskwie z wielu dostatecznych wiadomości bardzo smakują i często o nich miłe dosyć miewają gadki. ?
idz do gory
2. List [od Hieronima Ciechanowicza sędziego ziemskiego smoleńskiego] do Je[g]o M[o]ści Pana [Aleksandra Gosiewskiego] Woiewody Smoleńskiego z [listopada lub grudnia 1638 roku]. (Czartoryskich 2102, k. 38 (75)).

Całe dwanaście niedziel, strawiliśmy te[g]o lata około nieszczęsney, mogę rzecz, commissiey naszey z Moskwą. Zgryźli nam głowę niezbożni ludzie przez tę pięć lat, a nic dobrego nie zrobili. Tak się oparli, przy swoich niesłusznych, niesprawiedliwych y zdradzieckich praetensiach żeśmy ich żadnemi ratiami, żadnemi documentami y nawiększą słusznością poruszyć nie mogli. Koniecznie chcieli to mieć po nas, abyśmy nie tylko mimo słuszność ale y mimo respons Jchm[ościów] P[anów] Senatorów ex publico senatusconsulto posłowi ich dany Uświatską y Wieliżską granicę teraźnieyszą poruszyli, a według dumy ich z nieladaiaką uymą R[zeczy]p[ospoli]tej zawiedli, a od Newla pod Horodne, y śrzednie włości gruntami Newelskimi y Połockiemi zewsząd obtoczone zawsze do Newla należące y za ich samych dzieczenia odłączyli a do Łuk przyłączyli. My zaś nie ważyliśmy się te[g]o postępować cze[g]o im senat w responsie swoim bronił ale te oglądaliśmy się y na przysięgę naszę którąśmy na to uczynili, żeśmy granice prawdziwie zyskiwać mieli y co do które[g]o zamku z dawna należało przywracać. Jednak ukazawszy im wiele razy iawną ich zdradę y podstępek a naszę prawdziwą granicę, ważyliśmy się, y nad słuszność, dla pokoiu y końca tey piącioletniey roboty naszey postępować im gruntów Newelskich ale y na tem przestać nie chcieli. Widząc taki ich upór pisaliśmy po dwakroć do Kr[óla] Je[g]o M[o]ści y do W[ielce] m[nie] m[iłego] M[ości]i Pana prosząc o informatią pisał y czekaliśmy informatiey do samych mrozów y śniegów ale że informatia nie dochodziła, a oni nam po prostu mówili, y kilkakroć do nas pisali, że y zieżdżać się z nami nie maią po co, ieśli im te[g]o czego się łotrowskie upominaią, nie oddamy radzi nie radzi rzuciliśmy się do ostatnie[g]o sposobu y wiedliśmy ich do te[g]o żeby albo na dalszy sposobnieyszy czas, albo po prostu do Ich m[ościów] P[anów] Senatorów y swoich dumnych boiar iako [38v] w paktach dołożono, tę sprawę odłożyli. Ale y na to żadnym sposobem zezwolić nie chcieli. Cóż było począć z tak złośliwemi ludźmi, którzy y kończyć według słuszności y rospisów dać nie chcieli ale się upornie roziechali, alboż na rozgraniczenie od Korony czekaiąc albo na wytrwaną idąc. A to y sami widzą, y mówią niektórzy privatim, że rzeczy niesłusznych dochodzą. Mamy nadzieię, że to y sami porzucą, byle im przez Posłanika ich nie potuszono. Knuta bardzo się boią nasi colegowie, y nic bez wiadomości z stolice uczynić nie śmieią bo iuż pierwszy nasz colega kniaź Romodanowski z knutów trzecie[g]o dnia umarł, iako sami Moskwa powiadaią. Tegoby życzyli, żeby K[ról] J[egomość] p[an] M[iłościwy] przez swoie Posły albo Posłaniki zniósł się o te diferentie, a po prostu mówią, że im umrzeć o to, ieśliby p[re]tensiy swoich odstąpili. Jeśli też Je[g]o K[rólewska] M[ość] roskaże własności Państwa swe[g]o oddać dla ich zdrady y szalbierstwa w pacta wrzucone[g]o, na tem pewnie złości ich nie przestać. Doczytałem się te[g]o w kopiey pact od w[ielce] m[nie] m[iłeg]o M[ości] Pana posłaney, że y od Staroduba wielką część mianowicie Mhlin y Droków, zdradeckie na swą stronę w pacta wpisali słowa iedneo o tem przy zastanowienia pokoiu, nie mówiwszy a te obie miasteczka y kopce, dalekie są od ich granice, ale między gruntami starodebskimi leżą. Mhlin na Polanówce przy zastanowieniu pokoiu oddał Je[g]o K[rólewska] M[ość] s piącią set istt Je[g]o m[ości] P[anu] Czesznikowi Lit[ewskiemu][9] prawem lennym, a Droków tenżum Je[g]o m[ość] P[an] Cześnik y teraz do Staroduba trzyma, a oni to sobie w pacta wpisali ale ieszcze się nie upominaią, poglądaiąc podobno na naszą z sobą rozprawę ieśli im od Newla, iawny podstpek ich uydzie pewnie się za Starodub imą, a ieśli to wszystko, uchoway Boże, na R[zeczy]p[ospoli]tey wyszydzą, o czem słowa żadne[g]o przj zastanowieniu pokoiu nie mówiono ale zdradeckie w pacta wrzucono, będą mieli wieczną urągania nam przyczyną, a boday bym był falsus Vates to samo wsadzi ich na nas, bo ten hardy, złośliwy [39] y przewrotny Naród będzie rozumiał, że im z boiaźni R[zecz]p[ospo]lta własność swoią postąpiła. Czy mogłaż być wymyślnieysza zdrada, iako to, iż co iawnie, wyraźnie, z długiey namowy, w pactach na stronę naszą postąpili y kilkakroć pomienili, toż zdradeckie, taiemnie, niezbożnie, y niesprawiedliwie swoim okrzciwszy, przeciwko tymże pactom, na swoię stronę włączyli, y te[g]o dochodzą przytym fałszem, iako szczyrey prawdy, co im nigdy nie należy. Mówią drudzy, ale bardzo nie opatrznie, żeby im to postąpić, rz[e]komo to dla utwierdzenia pokoiu. Czy myśliliż iż zdraycy z przyrodzenia, zdraycy z wieczne[g]o zwyczaiu swe[g]o, o dotrzymaniu pokoiu, kiedy stanowiąc wieczny pokóy, takie zdrady, y podstępki knowali. Naczytałem się ia te[g]o w Metryce ich własney, od w[ielce] m[nie] m[ił]e[g]o M[ości] Pana pożyczoney, że to ich wieczny obyczay, co raz więcey oyczyźnie naszey urywać, żadnych y na krótszych pact nie widzę żeby w których takiegoż zdradliwe[g]o sposobu nie zażyli y naszych kilku włości swemi w pactach nie nazwali naszy też przedtem szczodrze im postępowali rz[e]komo to dla pokoiu, a był że pokóy za tem? Y owszem gęstsze woyny. To samo że im własności R[zeczy]p[ospo]ltey, nieopatrznie postępowano, podawało tym zdraycom, oyczyznę naszą in ludibeium. Co raz z więtszym urąganiem y iawnym szyderstwem Posły nasze, którzj pokoy stanowili odprawowano, a Moskwa się tem bardziey w łakomstwo się zaprawowała, co raz głębiey w oyczyznę naszą postępowała, Zamki, Miasta, włości zabierała, woynę kiedy chciała podnosiła, a pokoy y przysięgi swoie, iako paięczynę targała y tak trzyma. To tedy uważaiąc a nie śmieiąc, mimo respons senatu Posłowi ich dany, własności R[zeczy]p[ospoli]tey ustępować concipowałem act comissiey naszey sposobem dekretu z namowy naszej spólney, na który ieśliby Je[g]o k[rólewska] M[ość] zezwolić y do pogranicznych zamków Moskiewskich rozesłać, nam s kommieczowym[?], rozkazać raczył mamy nadzieię w Panu Bogu, żeby [39v] ci franci byli ciższy, iawny fałsz swóy, iak na dłoni obaczywszy, y stałość naszą. A publicatia te[g]o dekretu nasze[g]o, namnieyby pokoiowi nie zaszkodziła, bo interim mógłby Je[g]o K[rólewska] M[ość] według pact obsyłać się z Moskwą, y te diferentie, przez P[any] senatory y posły componować. Po łasce Bożey żadna rzecz bardziey, iako resolutia w tem JeoKrM y Rptey, nie mogła by uporu ich zwątlić, pewnieby do niesprawiedliwey woyny nie zbudzili się dla równych rzeczy. Jeśli też Je[g]o K[rólewska] m[ość] nie pozwoli nam te[g]o dekretu publicować, przynamniey na to się zeydzie, że się ci informatią, którzy z rozkazania Je[g]o Kr[ólewskiej] M[ości] te comisią kończyć będą[...].?
idz do gory
3. Assecuracia Panów Rad Posłom Moskiewskim względem posłania przed Cara Moskiewskie[g]o Jana Faustyna Łuby dana. [Czart 2103, s. 80.]:

Naiaśnieyszego [...] Władysława czwartego [...] My Panowie Rada [...]. Czynim wiadomo tym naszym listem iż co [...] Cara [...] wielcy Posłowie [81] będąc u Iego Królewskiego Wieliczestwa Boiarzyn y Namiestnik Suzdalski kniaź Alexiey Michayłowicz Lwow Jarosławski y Dumny Dworzanin Hrehory Hawryłowicz Puszkin Namiestnik Alatarski y Diak Michał Dmitriew syn Wołoszeninow mówili nam strony Jana Dmitrewnego syna który żył w Brześciu, który iakoby miał mianować się Dymitrem Rostryczy synem Carewiczem Państwa Moskiewskiego, a chcąc My iego niewinność pokazać obicaciem [?] to wielkim Posłom Jego Carskie[g]o Wieliczestwa tego pomienionego Jana Faustyna Syna Dmitra Łuby który żył w Brześciu w Monastyrze Jezuickim z Posłami wielkimi Jego Królewskiego Wieliczestwa z Wielmożnym Gabryelem na Nieswiczu Stempkowskim kasztelanem Bracławskim starostą włodzimirskim y Urodzonym Samuelem kniaziem Druckim Sokolińskim Podkomorzym smoleńskim przysłać do Jego Carskiego Wieliczestwa do Moskwy, a ieśłiby tego Faustyna Łuby przez tych Carskiego Wieliczestwa nieposzlony, na ten czas te teraźnieysze wieczne postanowienie y granicznego actu skączenie y zamiana miast dotrzymana y mocna bydź nie ma. Na co dla lepszey wiary daliśmy Wielkim Posłom Jego Carskiego Wieliczestwa ten nasz list z pieczęćmi y z podpisami rąk naszych. Działo się to Warszawu dnia dwudziestego ósmego msca septembra Roku[...] Tysiąc szecseth czterdziestego czwartego

Andrzey Szołdrski biskup poznański

Jerzy z Tęczyna Ossoliński Kanclerz Wielki Kor[onny]

Jakub Sobieski wojewoda ziem ruskich

Adam na Czesznikach kazanowski M[ar]szałek Nadw[orny Koronny]

Tomasz Sapieha w[ojewo]da nowogrodski

Franciszek Iżykowski ref[erendarz] y pis[isarz] W[ielkiego] X[ięstwa] L[itewskiego]

Mikołay Abramowicz na Wornianach woj[ewoda] Mścisław[ski]

Jan Kunowski sekretarz y dworzanin J[ego] K[róelwskiej] M[ości]?
idz do gory
Aneks 2 – niektóre pozycje bibliograficzne
a) rękopisy

Biblioteka Ordynacji Zamoyskiej:

rękopis 855, k. 451v i 458v

rękopis 945, s. 84

Biblioteka Czartoryskich:

rękopis 140, s. 387.

rękopis 2102, s. 33 (k. 17)

rękopis 2103, s. 20, 61.

rękopis 375, k. 1095v.

rękopis 378, s. 214-219.

Biblioteka Jagiellońska rękopis 49, k. 66 (s. 135)

Biblioteka Ossolińskich rękopis k. 229

Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego rękopis 53, s. 88.
b) Druki (w szczególnych przypadkach podano strony)

Adam Darowski, Szkice historyczne. Seria III, Petersburg 1897

Władysław Godziszewski, Polska a Moskwa za Władysława IV, Kraków 1930, „Rozprawy i sprawozdania z posiedzeń wydziału historyczno – filozoficznego AU” t. 67 nr 6

Histoire des traités de paix et autres Négociations du XVIIe siecle á Amsterdam 1725 tom II, k. 533-4.

Adam Kersten, Hieronim Radziejowski. Studium władzy i opozycji, Warszawa 1988, s. 86 – 7

Aleksander Kraushar, Samozwaniec Jan Faustyn Łuba, Warszawa 1892

Kajetan Kwiatkowski, Dzieje narodu polskiego za Władysława IV, Warszawa 1823, s. 290 przypis w, powołuje się na: Grzegorz Kniażewicz, Przypisy, w: Jacques Lacombe, Historia odmian zaszłych w państwie rossyiskim..., Warszawa 1766, przypis IX, k. 148 – 149.

Edward Kotłubaj, Odsiecz Smoleńska i Pokój Polanowski, w: „Czas. Dodatek miesięczny”, R.3, tom XI, zeszyt 34 październik, Kraków 1858, s. 144

Bernard Ostrowski, Pospolite ruszenie szlachty smoleńskiej w XVII wieku, w: „Acta Baltico-Slavica”. t. XIII (1980)

Pamiętniki historyczne do wyjaśnienia spraw publicznych XVII wieku, Wilno 1859

Albrycht Stanisław Radziwiłł, Pamiętnik o dziejach w Polsce, Warszawa 1980, tom 2,

Axel Sparre, Poselstwo do Polski, w: „Czas. Dodatek miesięczny” r. II, t. VII, z. 20 sierpień, Kraków 1857

Adam Kersten, Hieronim Radziejowski. Studium władzy i opozycji, Warszawa 1988, s. 86 - 7

Traktaty pokojowe pomiędzy Rzeczpospolitą a Rosją w XVII wieku, Kryspinów 2002

Stanisław Żurkowski, Żywot Tomasza Zamojskiego, Lwów 1860, s. 332
idz do goryPrzypisy

[1] J. Natanson – Leski, Dzieje granicy wschodniej Rzeczypospolitej, w: „Rozprawy Historyczne Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” t. 1 z. 3 Lwów Warszawa 1922, s. 68.

[2] Andrzej, skarbnik połocki

[3] Aleksander

[4] Michał Romanow

[5] Aleksander

[6] chodzi o samozwańców, rzekomo ocalałych synów Iwana Groźnego

[7] Wasyl Szujski, jedyny car w polskiej niewoli

[8] Władysław IV Waza

[9] Mikołaj Abramowicz


Innymi słowy - można argumentować, że ziemie te nie były częścią RON, gdyż nie wytyczono ich stałej granicy. Były to w okresie pomiędzy Dywilnem a Polanowem ziemie okupowane przez RON, a to różnica :?

Awatar użytkownika
ziomeka
Posty: 462
Rejestracja: 01 cze 2010, 03:37

Re: Kiedy RON osiągnął apogeum terytorialne?

Post autor: ziomeka » 29 gru 2010, 15:15

Ja bym się z taką interpretacją nie zgodził. Skoro na mocy rozejmu w Dywilinie Moskale pozostawili w polskich rękach Smoleńszczyznę i inne terytoria na wschodzie; skoro objęła je polska administracja; skoro wybierano z nich podatki, nadawano tam dobra itd. itp., to były to ziemie polskie i litewskie a nie moskiewskie pod polską okupacją. Car zrzekał się tych ziem (nie ma znaczenia, że na kilkanaście lat).

Gdybyśmy szli takim oto tokiem rozumowania, że dopiero traktat pokojowy (a nie rozejmowy) określał przynależność państwową jakiegoś terytorium, musielibyśmy aż do 1660 r. do powierzchni RP doliczać północne Inflanty - faktycznie utracone w latach 20. XVII w. (potwierdzały to rozejmy polsko-szwedzkie), choć dopiero w traktacie pokojowym w Oliwie ostatecznie zrzekaliśmy się do nich pretensji.
Nikt tego nie robi. Żaden historyk. Bo i głupio byłoby liczyć te Inflanty do RP np. w 1640 r., gdy nie były już one w naszych rękach. Tak jak i nikt nie liczy Kijowa i całego Zadnieprza po r. 1667 w granicach RP, choć dopiero pokój z 1686 r. "trwale" regulował przynależność tych ziem do Rosji.

Co do odp. na pytanie główne - największą powierzchnię RP miała w latach 1619-1620 (od biedy do 1622, bo dopiero w rozejmie z 1622r. oficjalnie uznaliśmy utratę zajętej przez armię szwedzką części Inflant).
I uwaga końcowa. Nie dziwię się, że Twój nauczyciel podaje, że obszar RP był największy po Polanowie. Tak podają podręczniki i fachowa literatura. Ale to jest właśnie błąd.
Dajmy na to w publikacji "Obszar i granice Polski" dr hab. Jacka Ślusarczyka na s. 54 stoi: "W 1634 r. terytorium Rzeczypospolitej było największe w historii i obejmowało ogółem 990 tys. km2 [...]"
Tylko, że mamy tu wspomniany wyżej paradoks. Dlaczego to dopiero od 1634 r. terytorium to miało być największe? Bo wliczono weń Smoleńszczyznę, Czernihowszczyznę i Siewierszczyznę, będące w rękach RP od 1619 r. Ale skoro dopiero traktat pokojowy pozwala wliczać te tereny do RP, to dlaczego w jej granice nie wliczono północnych Inflant, których "trwały" status uregulował pokój w Oliwie w 1660 r.? To jest sprzeczność logiczna.

Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Re: Kiedy RON osiągnął apogeum terytorialne?

Post autor: Adambik » 29 gru 2010, 15:16

W 1634 roku Władysław IV zrzekł się pewnych terytoriów na rzecz Moskwy (np. Sierpiejsk). Nawet później w ramach gry dyplomatycznej Rosji oddano w 1644 roku Trubeck, co Litwie wynagrodzono koronnym Lubeczem.

Otton III
Moderator
Posty: 591
Rejestracja: 10 paź 2010, 17:48
Lokalizacja: Chorzów

Re: Kiedy RON osiągnął apogeum terytorialne?

Post autor: Otton III » 29 gru 2010, 15:53

ziomeka pisze:Ja bym się z taką interpretacją nie zgodził. Skoro na mocy rozejmu w Dywilinie Moskale pozostawili w polskich rękach Smoleńszczyznę i inne terytoria na wschodzie; skoro objęła je polska administracja; skoro wybierano z nich podatki, nadawano tam dobra itd. itp., to były to ziemie polskie i litewskie a nie moskiewskie pod polską okupacją. Car zrzekał się tych ziem (nie ma znaczenia, że na kilkanaście lat).

Gdybyśmy szli takim oto tokiem rozumowania, że dopiero traktat pokojowy (a nie rozejmowy) określał przynależność państwową jakiegoś terytorium, musielibyśmy aż do 1660 r. do powierzchni RP doliczać północne Inflanty - faktycznie utracone w latach 20. XVII w. (potwierdzały to rozejmy polsko-szwedzkie), choć dopiero w traktacie pokojowym w Oliwie ostatecznie zrzekaliśmy się do nich pretensji.
Nikt tego nie robi. Żaden historyk. Bo i głupio byłoby liczyć te Inflanty do RP np. w 1640 r., gdy nie były już one w naszych rękach. Tak jak i nikt nie liczy Kijowa i całego Zadnieprza po r. 1667 w granicach RP, choć dopiero pokój z 1686 r. "trwale" regulował przynależność tych ziem do Rosji.
Zgadzam się w pełni z Twoją interpretacją.

A wracając do pytania kluczowego w tym temacie to jestem za tym, iż RON osiągnął największy zasięg terytorialny po rozejmie w Dywilinie, i taki stan rzeczy utrzymał się do 1622 roku, kiedy to Rzeczpospolita na mocy rozejmu w Mitawie utraciła część Inflant.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Kiedy RON osiągnął apogeum terytorialne?

Post autor: Artur Rogóż » 30 gru 2010, 00:44

Z mojej strony również zgoda, że RON największy zasięg terytorialny miał po rozejmie w Dywilinie. Nawet pamiętam, że bylem uczony tego :-)

Huzar
Posty: 15
Rejestracja: 07 lut 2015, 23:47

Re: Kiedy RON osiągnął apogeum terytorialne?

Post autor: Huzar » 08 lut 2015, 00:34

Zdecydowanie po Dywilnie, gdyż na mocy pokoju w Polanowie doszło do drobnych korekt granicznych na korzyść Rosji.

aneta90
Posty: 6
Rejestracja: 16 mar 2015, 18:36

Re: Kiedy RON osiągnął apogeum terytorialne?

Post autor: aneta90 » 08 sie 2016, 14:06

po rozejmie w Dywilinie RON mialo najwieksze terytorium
_____________________________
Follixin opinie i cena

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wazowie na tronie polskim”