Szwedzi w Warszawie

Pierwszy król z dynastii Wazów, Zygmunt III Waza, panujący w latach 1587-1632. Był on synem Jana III Wazy i Katarzyny Jagiellonki. Był on ortodoksyjnym katolikiem, przez zakon jezuitów. W 1586 zmarł Stefan Batory i pod wpływem Anny Jagiellonki wysłano do Szwecji poselstwo by nakłonić Zygmunta III do zgłoszenia swojej kandydatury do tronu Polskiego. Część magnaterii nadal popierała jednak Maksymiliana Habsburga, co doprowadziło do pewnego rozbicia społeczeństwa polskiego (a konkretniej szlachty) na zwolenników jednego i drugiego kandydata. Maksymilian chciał jak najszybciej opanować Kraków i tam się koronować, dlatego szybko wyruszył do Krakowa; w obronie miasta stanął zwolennik Anny Jagiellonki i Zygmunta III; 1588 w bitwie pod Byczyną wojska Habsburga zostały ostatecznie pokonane.
Awatar użytkownika
stach
Posty: 518
Rejestracja: 19 cze 2010, 03:48

Szwedzi w Warszawie

Post autor: stach » 02 gru 2012, 00:22

Warszawa w połowie XVII wieku była miastem o dość skomplikowanej strukturze. Tworzyły ją faktycznie dwa ośrodki miejskie (Stara Warszawa i Nowe Miasto) z osobnym zestawem urzędów. Dookoła nich istniało ponadto wiele magnackich pałaców, jurydyk – prywatnych miasteczek (jak Leszno, Grzybów, Tamka) oraz wsi (Wola, Bielany). Po drugiej stronie Wisły istniało miasteczko Praga, nie miało ono jednak połączenia mostowego z Warszawą. Cały ten obszar zamieszkiwało kilkanaście tysięcy ludzi. Typowo miejska zabudowa istniała jednak głównie w Starym i Nowym Mieście i tylko to pierwsze miało murowane budynki.


Stara Warszawa otoczona była dwoma pierścieniami murów. Fortyfikacje te budowane w XIV i początku XV w. mimo imponującego wyglądu nie były przystosowane do obrony przed siedemnastowieczną artylerią. Magistratu Starej Warszawy (i tym bardziej pozostałych ośrodków) nie było stać na nowoczesne fortyfikacje bastionowe. W 1621 r. podczas wojny z Turcją usypano natomiast wał obejmujący Stare i Nowe Miasto oraz część przedmieść (od kościoła N. M. P. na Nowym Mieście przez ulicę Wałową, Arsenał do pałacu Ossolińskich i ul. Karowej). Wał ten spełniał założenia ówczesnej sztuki oblężniczej, lecz wymagał dość licznego kontyngentu żołnierzy do obsadzenia. Niestety dla Warszawy i Rzeczypospolitej, ani Sejm, ani król, ani sama Warszawa nie utrzymywała takiego kontyngentu we wrześniu 1655 roku. Wbrew logice stolica państwa była znacznie gorzej broniona niż np. klasztor Jasnogórski z ciasnymi, lecz nowoczesnymi bastionowymi fortyfikacjami i wynajętą załogą zawodowych żołnierzy (ponad 200 muszkieterów i artylerzystów, kilkanaście dział).



Pierwsza szwedzka armia pod dowództwem Arvida Wittenberga przekroczyła polską granicę 21 lipca 1655 roku. Szwedzi bez większych problemów opanowywali kolejne rejony Rzeczypospolitej. Warszawa nie sprawiła im niespodzianki – opuszczona przez króla i wszystkich wyższych dostojników poddała się od razu na wezwanie Karola Gustawa, króla szwedzkiego (pod "Warszawą" należy rozumieć w tym miejscu magistrat Starej Warszawy – inne ośrodki nie miały możliwości samodzielnej obrony). Król Rzeczypospolitej Jan Kazimierz oświadczył później, że nie ma za złe stolicy, bo inaczej być nie mogło. Czy rzeczywiście? Rok później, w 1656, dwa tysiące Szwedów broniło Warszawy przed wojskiem polsko-litewskim przez dwa miesiące. Tak długie oblężenie było spowodowane jednak brakiem dział oblężniczych w obozie Jana Kazimierza. Od momentu, gdy pod Warszawę przetransportowano ciężkie działa ze Lwowa (27 czerwca 1656) do kapitulacji miasta (1 lipca 1656) minęły raptem 3 dni. Trudno oczekiwać, by mieszczanie Starej Warszawy mogli się dłużej opierać dobrze przygotowanym Szwedom we wrześniu 1655 r.




Po kapitulacji 8 września 1655 r. Warszawa została obsadzona załogą szwedzką, a jej gubernatorem mianowano Benedykta Oxentiernę. Dotychczasowe władze miejskie pozostawiono na stanowiskach, co na jakiś czas zjednało Szwedom patrycjat miasta. Karol Gustaw dość poważnie myślał o przejęciu władzy nad choćby częścią Rzeczypospolitej i nalegał, by wojska szwedzkie dobrze traktowały Polaków. Armia szwedzka nie żyła jednak z regularnie wypłacanego żołdu. Główną metodą jej utrzymania od czasów wojny trzydziestoletniej było łupienie terytorium, na którym się obecnie znajdowała. Dlatego, mimo deklarowanej troski nad polskimi poddanymi, król szwedzki niebawem nałożył na miasto kontrybucję 240 tysięcy złotych polskich. Stara Warszawa miała zapłacić z tej sumy 75 tys., Nowe Miasto 7,5 tys., dwory magnackie 120 tys., a kościoły 33 tys. Stara Warszawa ostatecznie zapłaciła ok. 45 tys. zł gotówką, a resztę oddała w rozmaitych towarach. Np. Marcin Fukier dostarczył sukna za 1640 zł, a Sebastian aptekarz lekarstw na sumę 1710 zł.



Wraz ze ściąganiem kontrybucji rozpoczął się regularny rabunek najcenniejszych rzeczy z Warszawy. Sekretarz Karola Gustawa donosił mu: (...)wybrałem najlepsze książki dla biblioteki Waszej Królewskiej Mości. Ujazdowskie poleciłem spakować. Zrabowano królewskie biblioteki – zamkową i ujazdowską, ograbiono z książek kolegium jezuickie, klasztor kamedułów, kościół św. Anny, pałac Ossolińskich i inne rezydencje magnackie. Szwedzi wywieźli również portrety królów polskich z komnat zamkowych – popłynęły one do zamku Gripsholm. Trofea wojenne trafiły do zbrojowni w Sztokholmie i na zamek rodziny Wranglów w Skokloster. Następnie król szwedzki polecił zedrzeć w pałacach obicia ścienne, drogocenne arrasy, wyrwać płyty marmurowe z posadzek i rozebrać galerię ogrodową zamku zbudowaną z 32 kolumn. Podobno gorliwi szwedzcy żołnierze zeskrobywali i wypalali nawet złoto z ram obrazów i framug drzwi. Ponadto do Warszawy spływały łupy zagrabione w innych polskich miastach, zwłaszcza w Krakowie.





Skąd taka skłonność Szwedów do rabunku? XVII wieczna Szwecja nie była, jak dziś, krajem dostatnie żyjących emerytów. Chłodny klimat i słabe gleby decydowały o relatywnym ubóstwie szwedzkich chłopów i szlachty. Dla porównania polski kawalerzysta (husarz lub pancerny) to był zwykle szlachcic, miał on na swoje usługi paru pocztowych, dysponował często własnym wozem i namiotem oraz kilkoma końmi na własny użytek. Szwedzki rajtar posiadał konia, pałasz, jeden lub dwa pistolety i czasem napierśnik. Nic ponadto. Dodatkowo księża luterańscy utwierdzali Szwedów w mniemaniu, że epatowanie bogactwem jest rzeczą niestosowną, a powodzenie materialne to nagroda od Boga za cnotliwe życie. W Warszawie Szwedzi ujrzeli takie bogactwa, jakich nie znano w ich północnym kraju. Rabowano na potęgę z chciwości, ale też z przekonania, że takie dostatki powinny się znaleźć w rękach odważnych luterańskich zdobywców, którym Bóg sprzyja na polu bitwy, a nie pozostać w rękach gnuśnych i pysznych katolików. Nie mieli oni też żadnych skrupułów wobec kościołów i zakonów katolickich.



W 1656 roku sytuacja wojskowa uległa zmianie na niekorzyść Szwedów. W kwietniu pod stolicą pojawiły się oddziały litewskie. Szwedzka załoga Warszawy złożona z około 2 tys. żołnierzy pod dowództwem Arvida Wittenberga przygotowywała się do obrony. Szwedzi ściągnęli pod Zamek Królewski ok. 30 szkut dla przetransportowania łupów Wisłą (Toruń i Elbląg były w ich rękach), lecz niski poziom wody i Litwini operujący na wschodnim brzegu Wisły nie pozwoliły im wypłynąć. Szkuty te zostały przejęte po zdobyciu Warszawy 1 lipca 1656 r. Jednak nie na długo...




Po przegranej bitwie pod Warszawą (28–30 lipca 1656) Jan Kazimierz znów opuścił stolicę nie pozostawiając żadnej załogi. 31 lipca ponownie do Warszawy wkroczyli Szwedzi wraz ze swymi nowymi sprzymierzeńcami – Prusakami. Tym razem jednak Karol Gustaw nie próbował już nawet być troskliwym władcą. Obawiając się, że niebawem znów przyjdzie mu opuścić stolicę Rzeczypospolitej pozwolił na nieograniczony rabunek wszelkich ruchomości i nieruchomości. Jeszcze mniej skrupułów mieli żołnierze elektora brandenburskiego Fryderyka. Zniszczyli oni te komnaty pałacowe, które Szwedzi wcześniej oszczędzili. Podobno otwierali nawet groby w poszukiwaniu kosztowności. Komendant Warszawy 11 sierpnia otrzymał rozkaz samego Karola Gustawa, by przed opuszczeniem miasta wywieziono pozostałe kosztowności i obrazy z Zamku, marmurowe i jaspisowe kolumny z ogrodu (załadowane na szkuty już podczas pierwszego pobytu Szwedów) i wszelkie inne rzeczy, które da się przewieźć wodą. Chyba jedyne, co ocalało, to kolumna Zygmunta Wazy. Wysadzono też bramę krakowską i parę baszt w murach miejskich. Zabrano jeden dzwon z kościoła św. Jana – drugi okazał się za ciężki do transportu.



1 września 1656 r. Warszawa znów była wolna od najeźdzców. Nowo wybrany burmistrz miasta Ginther donosił Janowi Kazimierzowi, że nieprzyjaciel opuścił miasto ograbiwszy je wcześniej do cna i, że część szwedzkich szkut z łupami utknęła na mieliznach wiślanych i została zatopiona. Były na nich ciężkie działa oblężnicze, kolumny z ogrodu króla oraz jakieś rzeźby antyczne. Jan Kazimierz nakazał jak najszybsze wydobycie ich z rzeki. Udało się odzyskać działa i niektóre rzeźby. Reszta została na dnie Wisły niemal zapomniana aż do września 2012 roku, gdy z powodu wyjątkowo niskiego stanu wody zaskoczeni warszawiacy ujrzeli na środku nurtu rzeźby i kolumny sprzed 400 lat.



Król Jan Kazimierz straciwszy już dwukrotnie swoją stolicę nie chciał dopuścić, by stało się to po raz trzeci i tym razem umieścił w Warszawie dość liczną załogę (prawdopodobnie koło 1,5–2 tys. ludzi) pod dowództwem komendanta Eliasza Łąckiego. Jak wyżej wspominano działa z dna Wisły udało się odzyskać. Gorzej było z amunicją i stanem mocno już nadwyrężonych fortyfikacji. Tymczasem wiosną 1657 roku pod Warszawę nadciągał nowy wróg Rzeczypospolitej – Jerzy Rakoczy, książę Siedmiogrodu. Król szwedzki Karol Gustaw namówił go do sojuszu przeciw Rzeczpospolitej obiecując mu w razie wygranej wojny całą Małopolskę. Współdziałając ze Szwedami Rakoczy znalazł się w centralnej Polsce. Starał się on raczej unikać starcia z wojskami polskimi, a zarazem sprawiać wrażenie, że jest groźnym przeciwnikiem. Wiedząc, że Szwedzi już dwukrotnie zajęli bez walki stolicę Rzeczpospolitej postanowił, że i on tego dokona.



Siedmiogrodzianie stanęli pod Warszawą 14 czerwca. Wbrew oczekiwaniom komendant Warszawy postanowił się jednak bronić. Jednak już 17 czerwca stolica skapitulowała w obliczu nadchodzących szwedzkich posiłków dla Rakoczego (z działami) i braku zapasów żywności. Trzecia okupacja Warszawy trwała jednak bardzo krótko. Mieszczanie, jak poprzednio, skarżyli się na rabunki Szwedów i Siedmiogrodzian, ale w mieście nie pozostało już właściwie nic cennego do zrabowania. Nawet w grobach, które podobno znów usiłowano plądrować. 23 czerwca najeźdźcy wycofali się z Warszawy. Szwedzki generał Stenbock miał rozkaz dołączenia do głównych sił Karola Gustawa, które były zmuszone ratować terytorium szwedzkie przed agresją Duńczyków. Książę Rakoczy zaś nie zamierzał sam walczyć z Rzeczpospolitą i ruszył w stronę granic Siedmiogrodu. Zakończyła się ostatnia okupacja Warszawy podczas Potopu.



Straty były ogromne. Z ponad tysiąca budynków przed Potopem ocalały w Warszawie 342 domy. Nowe Miasto i większość przedmieść była spalona. Przy ulicach pełno było pustych placów, niezamieszkałych pałaców i kikutów ściętych drzew. Zamek Królewski do dawnej świetności przywrócił właściwie dopiero August III w połowie XVIII w. Patrycjat Starej Warszawy uległ zubożeniu i przestał pokazywać się na Sejmach. Inwazja szwedzka cofnęła w rozwoju Warszawę, jak i wiele innych miast rdzennej Polski – już dotąd niezbyt silnych ekonomicznie i politycznie. Trzeba było czekać do końca XVIII wieku, by ktoś zaczął liczyć się ze stanem mieszczańskim w Polsce.



Łukasz Wojtach

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wazowie na tronie polskim”