Moda ziemiańska

Społeczeństwo polskie epoki Odrodzenia i wczesnego Baroku charakteryzowało się silnym dynamizmem demograficznym. Polska stała się w tym czasie nie tylko jednym z największych, ale i najludniejszych krajów w Europie. Po włączeniu Inflant i rozejmie w Jamie Zapolskim w 1582 roku Rzeczpospolita obejmowała obszar 815 tys. km². Jednak największy rozwój terytorialny przypada na I połowę XVII wieku, po pokoju wieczystym w Polanowie z 1634 roku. Obszar państwa wraz z lennami wyniósł wówczas blisko milion km², dokładnie 990 tys. km². W ówczesnej Europie tylko państwo rosyjskie miało większe terytorium.
Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Moda ziemiańska

Post autor: karateka » 16 mar 2013, 04:47

Broda - chętnie bym już skończył z kwestiami fryzur (por. hasła – wasy, łysy); niech więc broda będzie ostatnia, choć zaiste wiele z analizy brody możemy się o dawnych naszych przodkach dowiedzieć. Nie należała chyba broda do elementów obowiązkowych mody szlacheckiej. (por. hasło - szlachta) Co nie zmienia faktu, iż na wielu portretach widać mężczyzn z brodą. Jacek Kowalski (por. hasło - miłośnik staropolszczyzny) w swojej świeżo wydanej „Wielkiej Encyklopedii Staropolskiej” zauważa owe szczere westchnienia Jana Chryzostoma Paska na widok moskiewskich oddziałów: Przyznać to każdy musi, że moskiewskie wojska, a osobliwie owe bojarskie chorągwie, w szyku stojące, są tak straszne, jako naród żaden nie jest. Spojrzawszy na owe ich brody, to się tak jakoś reprezentuje maiestas jakby się na panów ojców porwał. Co pointuje, Kowalski, nie Pasek, słusznie: w Polsce brody nosili „ojcowie” tak rodzin, jako zakonni, a także prawosławi popi. Przeglądając wizerunki szlachty rzadko kogo spotkamy bez brody: Zamoyski, Czarniecki, Kochanowski, Potocki, który nawet raz doświadczył może jakiejś złośliwości z racji swojego na twarzy owłosienia:

Ktoś nazwał mojżeszowym moją brodę krzakiem,

Goląc wąsy po włosku sam, bywszy Polakiem.

Ja też, żebym mu z Pisma odżartował potem,

Jego twarz gołą nazwę filistyńskim wotem,

Które, kiedy im zadki opanują wrzody,

Oddawszy szczerym złotem, Żydom ślą w zawody

Z tą brodą Potockiego musiało dziać się coś niezwykłego; jakiś rodzaj wieloletniej zażyłości, która doprowadziła poetę do zaskakujących, niekiedy, wyznań ewidentnie nawiązujących trochę niefrasobliwie do słynnej fraszki Mistrza Jana Fraszki nieprzepłacone…:

Brodo moja, poczciwa, najmilejsza brodo,

Żal ci mi, wierę, żem cię zapuścił tak młodo,

Bo jeśli się co wyrzec gębie czasem przyda,

Tobą ją konfunduje, tobą każdy wstyda.

Twój statek jej na oczy wyrzucają i twą

Powagę, że gdybym miał cyrulika z brzytwą,

Nabrałabyś się czasem z swoim statkiem strachu,

Podobno bym z przedniego odkrył piersi blachu.

Cierpi gęba dla ciebie; przyjdzie czas bez mała,

Że i ty będziesz kiedyś dla gęby cierpiała.

Chyba w noszeniu brody był jakiś wyraźny znak stateczności (stąd ten zbożny lęk Paska (por. hasło - Pasek) przed Moskwą, która wzbudzała respekt samym swoim tradycyjnym wyglądem), skoro poecie udało się zapisać interesujący dialog na interesujący nas dzisiaj temat:

„Dobra broda dla statku, i ja jej nie ganię,

Aleć by, Janie, trzeba zawsze patrzyć na nię.

Wielkie bowiem nic grzeczy, gdy, jak ogon sroce,

Chwieje się, kiedy gęba leda co blekoce.”

„Trzebaby mi u pasa zwierciadło piastować,

Chciał ci bym brodę widzieć i dla niej statkować,

Patrzyć, co by mówiła, co by gęba jadła.”

„Zapuścić ją do pasa, nie trzeba zwierciadła.”

Choć pointy, przyznam szczerze, nie rozumiem, zastanawiam się co dzisiaj jest dla nas wzorem, a raczej wędzidłem stateczności, widzialną formułą trzymania się w ryzach? Kiedy świat nasz pełen jest starców młodocianych, wygolonych gładko, przyodzianych w ubrania ludzi młodych? (por. hasło - oni-my) Jak oznaczamy naszą stateczność? W jaki sposób się osłaniamy przed zachowaniem, które przełamuje decorum?

Oto też przygoda jednego szlachcica z brodą zapisana wiernie przez Mistrza:

Nie zawsze broda płuży. Szlachcic jeden stary,

Zostawszy katolikiem z luterańskiej wiary,

Żeni się na Mazoszu, kędy, jako słychać,

Wolą człowieka zabić, wolą głodem zdychać,

Niż post zgwałcić. Trafiło potem się przy piątku,

Nieprzywykłego będąc ów szlachcic żołądku,

Zdobywszy gdzieś kawalec syra z chlebem spory,

Chce zażyć bez zgorszenia, wlazszy do komory.

Jakoż nieźle się w onym posiłkował głodzie;
Ale skoro postrzeże okruszyny w brodzie

Żwawa żona, prawieć miał, nieborak, posiłek,

Kiedy mu z kucharkami ocięła zatyłek.

Odrzekał się tam syra; już woli chleb z solą.

W czas z brodą do balwierza, kiedy zadek golą.

Intuicje pisarzy, choć w zamierzeniu żartobliwe, bywają niezwykle trafne: co powiedziawszy lekko się wycofuję z platońskiego piętnowania poetów (por. hasło –libertas - 2) Oto bowiem mam w rękach wiersz, który choć żartobliwy, jest dosyć ważnym opisem ludzkich zachowań; opisem umieszczonym w kulturowym kontekście descriptio gentium. Oto opisywane są w rzeczonym dziele ludy „robiące szpadą” (proszę zwrócić uwagę kult młodości, który idzie za tymi ludy); oraz ludy robiące mieczem (te nie mają problemu ze swoim wiekiem); wreszcie też lud żydowski, którego brodom autor przypatruje się charakterystycznie sprzyjającym spojrzeniem. No, ale posłuchajmy poety:

Jeszcze nie doszła między uczonymi zgoda,

Ozdobą czy z potrzeby dana ludziom broda.

Choć ci wszystkie narody, które szpadą kolą

Nie tylko brodę z twarzy, nie tylko wąs golą,

Ale czemu się dziwisz i przyznasz, że głupie,

Ostrzygszy z głowy swoje, włosy noszą trupie.

Pewnie by tam nie znalazł anioł Abakuka,

Gdyżby mu tam próżna w garści została peruka,

Kiedy z cudzych posila Danijela garców.

Nie uznasz tam szędziwych po siwiźnie starców;

Próżna śmierć chcą oszukać, niech nie tylko włosy

I skórę łupią, pewnie nie ujdą jej kosy:

Tylkoć to Apollina, z Bachusem bezbrodym,

Wiecznie czynią pogańscy teolodzy młodym.

Lepiej zaś te narody, które szablą robią,

Poczciwe zapuszczając brody, starość zdobią.

Ale między wszytkimi, choć chodzą bez broni,

Żydzi ją zaraz ze mchu wieszają u skroni,

Chyba znakiem żałoby: gdzie inszy zaroszczą,

Oni golą swe brody, gdy się o co troszczą.

Poganie dla powagi, Polacy je noszą

Dla statku, od potrzeby Węgrowie z Wołoszą:

Jeśli który z nich kogo rozbije na borze,
Aż nie on, skoro brodę od gęby odporze.

Ty krzty statku nie mając, czemuś ją zapuścił?

Podobno, żebyś jedząc, suknie nie utłuścił;

Jakoż, ma-li się prawda rzec, idzie o szkodę,

Bo łacniej, niźli suknią, możesz wyprać brodę.

Jest tak jak pisze! W Księdze Danielowej (14,33) faktycznie czytamy: W Judei zaś był prorok Habakuk. Przygotował on polewkę i rozdrobił chleb w naczyniu i poszedł na pole, by zanieść to żniwiarzom. Anioł Pański odezwał się do Habakuka: „Zanieś posiłek, jaki masz, Danielowi do Babilonu, do jamy lwów.” Habakuk odpowiedział: „Panie, nie widziałem nigdy Babilonu, ani nie znam jamy lwów.” Ujął go więc anioł za wierzch głowy i niosąc za włosy jego głowy, przeniósł do Babilonu na skraj jamy z prędkością wiatru.” Fakt: u Francuza w ręku Anioła zostałaby peruka. (por. hasło - Lampeczka oświeceniowa)

Krzysztof Koehler

Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Re: Moda ziemiańska

Post autor: karateka » 16 mar 2013, 04:48

Łysy – zacznijmy od tego, iż łysina nie była „fryzurą” szlachecką, bardziej już „podgolony łeb”, często z koczkiem nad czołem. Stanowił nawet być może, więc ów koczek przedmiot westchnień płci brzydkiej i ten, kogo natura nie obdarzyła bujnym owłosieniem i na koczek nie było go naturalnie stać, odgrywał się złośliwie na łysych, wykpiwając ich okrutnie i niemiłosiernie. Wąsy (por. hasło – wasy), a może też broda (por. hasło – broda) – świadectwa niestety nie są zbyt w tym względzie jednoznaczne - były jednak jakimiś atrybutami szlacheckości czy po prostu szlacheckiej mody. Łysina pewnie nie, jest natomiast przedmiotem permanentnych dowcipów i wyśmiewań, których nasza poprawna politycznie epoka nie bardzo jest w stanie dopuścić do głosu. (por. hasło – oni-my). Dlatego też, świadom losu jaki mnie czeka, gdy w lustrze porannym obserwuję nadciąganie nieuniknionego, pozwoliłem sobie, przedstawić niniejszym maleńką antologię wypowiedzi poetyckich spod pióra jednego tylko autora pochodzących (por. hasło – Potocki, Wacław). Zarazem chciałem zwrócić uwagę na pewien ważny aspekt sztuki staropolskiej: koncept: niewyczerpywalne źródło inwencji artystycznej wolnych twórców.



Oto łysy z sąsiedztwa:

Lecie, kiedy najbardziej dokuczają muchy,

Gziwe bydło spądzając z pola i pastuchy,

Mając kilku sąsiadów gośćmi w moim domu,

Posadzę do obiadu, gdzie należy komu.

Aż jeden z nich: „Dzisiejszy dzień – rzecze – niezdrowy.”

Prosi raz, drugi, trzeci, żeby nakryć głowy.

„Cóż po tej ceremoniej? I tak ci się znoję.

Jeżeli się podoba, nakryj Waszeć swoję.” –

Tego nie uważają, że był z gruntu łysy:

Czy mu głowę oganiać, czy siągać do misy.

Skoro to i sam przyzna, nie dbając na żarty

Baranią łeb nakryje misiurą odarty,

I wielkiej nas w tej mierze wygody pozbawi,

Bo mucha na stół padnie, co na łysym bawi;

To tylko folgi było, gdy do niego piją,

Zdjąwszy mu czapkę z głowy długą oracyją.




Oto łysy przy spełnianiu toastów:

Pił łysy srebrną czarą; tej skoro nachynie,

I wąsy mu, i oczy, i wszytka twarz ginie.

Widząc wedle białego gołą głowę kubka:

Maluj, diable, o jednej rzyci dwa półdupka.




Łysy, partner rozmowy:

„Tak ci – rzekę, skarżąc się przed sąsiadem łysym –

Mizerna ludzka starość ludzka natury przepisem.

Drżą ręce, nogi, zęby lecą, oczy płyną;

Grozi ciała naszego chałupa ruiną.

Już zgnije, co godzinę śmierć się o nie pyta.”

Aż łysy: „Cudowna rzecz! Choć dobrze poszyta!

U mnie, choć bez poszycia gołe stoją zręby,

Żołądek zdrowy, nie drżą ręce, spełna zęby.”




Łysy, który się może swej łysiny trochę wstydzi:

Co mi za moję brodę dasz na swój łeb goły?

Wszak czasem pobijają dzwonnicą kościoły.

Targuj, łysy, perukę; jeszcze dam w przydatku

Jeśliby nie dostało co, włosów u zadku.




Łysy, którego widziano w kościele:

Klęknął między inszymi na Popielcu łysy.

Ksiądz wprzód do wody, niźli po popiół do misy.

Też skoro mu porządnie wierzch głowy omoczy

Sypnie popiół, inaczej stoczyłby się w oczy,

„Pamiętaj – mówiąc – łysy, na ten swój łeb goły,

Że się w gówno obróci, gdy drugie w popioły.”

Więc figiel uczyniwszy palcem na popiele:

„Weźmi, diable, i z krzyżem, byle nie w kościele.”




Łysy może uruchomić wyobraźnie lingwistyczną:

Długom myślił, nie mogąc pojąć tajemnice;

Skąd by łysy rzeczony; aż od łyskawice

Gdyż się nie tylko lecie, ale łyska zimie,

Kiedy chociaż i w izbie łysy czapkę zdymie.

Czasem deszcz, czasem znaczy łyskawica sucho:

Panie przytulcie kołpak na oboje ucho;

Z ceremoniej kwitujcie, każcie nosić wina,

Jeśli na sucho wasza łyska się łysina.




Łysy - obiekt niewybrednych dowcipów:

Wielce natura tego ukrzywdziła golca,

Co u ludzi na głowie, dawszy mu u stolca.

Nie tak człeka stworzono na początku, a ty

Łeb nosisz jako bęben, a zadek kosmaty.

Dobrze by się mądrego balwierza poradzić

I usraną czuprynę na głowę przesadzić.

Zaś wszystko uważywszy, i tegoć nie ganię:

Mająli ją skuść na łbie, lepiej już srać na nię.




Łysy może być Kalwinem:

Wielum łysych widywał mój Adamie złoty,

A wżdym nigdym nie widział takiego jako ty,

Inszym tylko na ciele włos głowy nie puszy,

Tyś oraz i na ciele łysy, i na duszy,

Kiedyś kalwińskiej wiary. Stara to łacina,

Że można nazwać łysym po polsku kalwina.

Kiń tę wiarę, a wedle apostolskiej szkoły

Miej już odziane serce, kiedyś na łbie goły.




Łysina może być przedmiotem rozważań religijnych:

Że się ewangelija na łysych nie ścięga,

Dowodzę: mówi Chrystus, niech nikt nie przysięga

Na własną swoję głowę, bo choć sto lat minie,

Nie uczerni białego włosa człek w czuprynie.

Więc łysi, którym głowy czupryna nie jeży,

Ponieważ zakaz Pański do was nie należy,

Przysięgajcie bezpiecznie, przysięgajcie krzywo;

Kudłatych się grzech imie, ale was jak żywo.




Ale też łysym może być szlachcic herbu „Trupia głowa”:

Dość do szlachectwa jednę trupią głowę kto ma

W herbie z przodków swych, na cóż pisać mu się dwoma?

Na palcu nosisz jednę, a drugą na karku;

Mógłbyś którąś z nich sprzedać, łysy, na jarmarku




Albo szlachcic herbu Kot:

Do gołębieńca mi się kot wnęcił domowy.

Kazałem blachą słupy obić do połowy.

Kiedy się pazur nie imie materyjej gładkiej,

Musiał wrócić na myszy do zwyczajnej jatki.

Mógłbyś na łysej głowie gołębiniec swojej

Zbudować: nie tylko kot, ryś się nie ostoi.



Albo szlachcic herbu Lemiesz:

Myśliłem długo, co by[m] i tobie też, łysy,

Od twojego napisać herbu miał Larysy.

Tak ci z włosów natura głowę gołą szczesze,

Że się śklni jako stare od słońca lemiesze.




Albo herbu Ciołek:

Już uprzykrzona zima ustąpiła wiośnie,

Las listem, pole trawą, bydło siercią rośnie;

Tobie tylko samemu, tobie, łysy Ciołku,

Niesporo odziać dawno gołego wierzchołku.




Lubo też herbu Kolumna:

W żelaznych więc kagańcach, kiedy goście jadą,

Na słupach dla widoku ognie kładą.

Już wieczór; słup herbowny przy twej gołej głowie:

Tylko słucham, rychło mi o gościach kto powie.

Na cóż we dnie tak piękne światło psować marnie?

Bo nad twoją łysinę nie trzeba latarnie.

Włosy na kształt obręczy obrosły dokoła,

We śrzodku, jako lampa, świeci głowa goła.





Łysina może też być okazją do rozważań ostatecznych:

Żartowałem ci z łysych, ale jedną razą

I mnie włosy na starość za grzebieniem lazą.

Rozmaicie przed śmiercią człowiek się tu mieni:

Najpierw osiwieje, potem się wyleni;

I owszem, właśnie wedle cyrulickiej mody,

Który, nim głowę goli, namydli ją wprzódy.




Albo konceptem na wiersz o starości i śmierci:

Czegoż jeszcze dziadowie czekamy ostydli,

Gdzie, cośmy siwieć mieli, starość nas namydli,

I wprzód niż z komedyjej świeckiej zejść pozwoli,

Obłysiwszy, jako mnie, do grobu wygoli;

Skąd żeby wziąwszy, słuszna przyczyna bojaźni,

Do balwierza i gorszej nie kazano łaźni,

Bo trzeba zmyć czym się kto na ziemi ubruka,

Wiem, za czuprynę anioł nosił Habakuka

Do lwiej jamy z obiadem; niech się boją łysi,

Żeby diabeł w pazurach nie nosił do lisiej,

Nie miawszy za co ująć; więc by dla anioła

Cnotę serca zaraszczać, kiedy głowa goła.

Kto w nię łysy na sercu, pomoże mu kata,

Będzie w sponach o diabła, choć głowa kosmata;

Zaś też jako kolano niech ma łyse ciemię

Znajdzie anioł za co go wziąć do nieba z ziemie




Może wystarczy. Potocki mógłby znacznie dłużej!


Krzysztof Koehler

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gospodarka, kultura i społeczeństwo”