Libertas

Społeczeństwo polskie epoki Odrodzenia i wczesnego Baroku charakteryzowało się silnym dynamizmem demograficznym. Polska stała się w tym czasie nie tylko jednym z największych, ale i najludniejszych krajów w Europie. Po włączeniu Inflant i rozejmie w Jamie Zapolskim w 1582 roku Rzeczpospolita obejmowała obszar 815 tys. km². Jednak największy rozwój terytorialny przypada na I połowę XVII wieku, po pokoju wieczystym w Polanowie z 1634 roku. Obszar państwa wraz z lennami wyniósł wówczas blisko milion km², dokładnie 990 tys. km². W ówczesnej Europie tylko państwo rosyjskie miało większe terytorium.
Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Libertas

Post autor: karateka » 16 mar 2013, 04:49

Libertas (3) – może nie ma co za bardzo wierzyć poetom, bo opowiadają oni z perspektywy ogólnej i nie opis, ale kreacja dla nich się liczy? Za ładną, intrygującą frazę daliby się pokrajać! Albowiem wydaje mi się, ze szlachta, nawet jeśli zachowywała w myślach takie sposoby rozumowania, jak przedstawia je Kochowski (por. hasło - libertas, libertas - 2) i faktycznie wierzyła biernie i wiernie w to, że już się tam Pan Bóg zatroszczy o dziedzinę swoją, to na pewno nie zachowywała się naiwnie. W końcu w swojej masie kończyła jezuickie kolegia i wiedziała, iż wierzyć należy głęboko i ufnie, ale działać jakby żadnej wiary się nie posiadało! No bo spójrzmy na instytucje, które przez wieki stworzyła: instytucje, które zapewniały jej wolność osobistą, polityczną, wolność wypowiedzi. To oczywiście z jednej strony przywileje, (por. hasło – Przywileje) jak chociażby neminem captivabimus, który to przywilej zapewniał podmiotową, obywatelską wolność; to instytucja liberum veto, które z istoty swojej kładło nacisk na - i podkreślało rangę każdego pojedynczego, indywidualnego głosu; to wreszcie wolność słowa (bez niej nie da się mieć res publica): owszem ta wolność ma swoje granice. Jedną jest crimen laese maiestatis (straszak często stosowany w praktyce debaty politycznej); to wreszcie gorączkowe, wieloosobowe, długotrwałe przygotowywanie się do elekcji viritim, (por. hasło - elekcja wolna (fakty) prace legislacyjno-praktyczne, które toczyły się jeszcze za życia ostatniego Jagiellona. Owszem, Bóg króla poda do serc (tak poetycko utrzymuje to już Jan Kochanowski), ale trzeba to jakoś wszystko sensownie i sprawnie przygotować. Ba, owo „podanie Boże” ma swoistą kontynuację w formie walki o władzę (prawie wojny domowej) pomiędzy zwolennikami różnych kandydatów – przy drugiej i trzeciej elekcji jakże to było widoczne. Nie od razu Batory zasiadł na tronie, nie zaraz odtrąbiono zwycięstwo Zygmunta Wazy. Nie tylko więc pracowano nad elekcją, ale też mocno, bywa z przelewaniem krwi, elekcję się wywalczało! Wolność mieszka też gdzieś w środku szlacheckiego odczucia świata: wyznacza miejsce głosu ludzkiego w egzystencji ludzkiej. Ona formuje ludzi, nadaje językowi szlachty specyficzny ton. Jakże głęboko był tego świadom sentymentalny „śpiewak Justyny”, który poddał całkiem świadomie swój poetycki talent po rozbiorach twierdząc, że Polak nie może uprawiać poezji w niewoli, kiedy go pozbawiono powietrza jego mowy: wolności. Ale też bo wolność była depozytem, a nie darem. Zrozumiałem to czytając (i wydając, gorąco chciałbym tę edycją polecić, bo jest niezwykle ważna dla Polaków i dawnych, i pewnie współczesnych, a jej tytuł Krzysztofa Warszewickiego i Anonima uwagi o wolności szlacheckiej, Kraków 2010) anonimową broszurkę polityczną z okresu drugiego bezkrólewia zatytułowaną symptomatycznie: „Krótkie zebranie rzeczy potrzebnych z strony wolności”. Otóż tam opisano, zapewne niechcący, w ogniu politycznych dysput, że Rzeczpospolita wtedy ma sens, wtedy spełnia swe zadanie, kiedy jest aktywnością, zabieganiem, pracą i staraniem się o to, aby depozyt wolności nie został utracony. Nikt, tak jak anonimowy pisarz z końca wieku XVI nie opisał tego tak prosto i jasno, że sens obywatelskości polega na kontrolowaniu władzy i niedopuszczaniu do tego, by władza samą siebie ubóstwiła: swoje instytucje, osiągnięcia, polityczne czy ekonomiczne kariery jej uczestników itp. Co to znaczyło być podmiotem politycznym w rzeczypospolitej? Znaczyło aktywnie uczestniczyć w procesie politycznym, zdobywać swoją świadomość polityczną, aktywizować swoje zainteresowanie dobrem wspólnym, wzbudzać w sobie postawę, że spraw publicznych nie można oddać w inne ręce, niż ręce obywateli. To była ta wolność szlachecka! To znaczyło libertas, dlatego była ona aurea, bo miała aurę aktywizacji społecznej. I tym raczej dziedzictwem wolności możemy się dzisiaj najbardziej szczycić.

Krzysztof Koehler

Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Re: Libertas

Post autor: karateka » 16 mar 2013, 05:00

Czemu się wzburzyły narody: a ludzie rozmyślali próżne rzeczy?

Zeszli się królowie i głowy koronowane w radę: przeciwko Polszcze i przeciwko wolności.

Wzbudziła nienawiść zazdrość: i zaraz się namnożyło tych, których swoboda bliźniego w oczy kole.

Potargajmy (prawi) związki, którymi się przeciwko zwierzchności zmocnili: i ukrócmy im tej togi, w której się aż nazbyt przestronej noszą.

Niech zbestwionego bujną paszą źrebca ujeździ ręka nasza: a górę wybijającemu magiszowi niechaj pętce przybierze.

Ale Ten, który państwom prawa stanowi, naśmieje się z nich; i uczyni, że w szyderstwie zostaną, którzy nad jedynaczką naszą przewodzić usiłują.

Owom ja Jehowa jest, który na wolą puszczam i w niewolę podaję: ja z Egiptu wyswobodzić mogę i w krainę mlekiem i miodem płynącą zaprowadzić umiem.

Przez mnie lotna ptaszyna przestronnego powietrza zażywa, a kiedy pozwolę w fortelnego wpada sidła ptasznika.

Tedy będzie mówił w gniewie zapalczywości swojej do tych, którzy na cudze prawa krzywo patrzą, a zawziętość ich nagle rozproszy.

Jam jest zwierzchnością nad dziedzictwem moim, a jako serc ludzkich prostotę, tak i pól sarmackich równiny z dawna ukochałem.

W opiece mojej jest wolność: i ja sam tylko przez przewiedzenie wiem, komu ją mam w zawiadowanie poruczyć.

Szczególnym bowiem dziełem moim wolność ludzka; a gdy ode mnie wolna wola pochodzi, toć pewnie uniewolenia i przymusu nie kocham.

Zrozumiejcież, królowie, że od Boga ten klinot: a uczcie się, którzy sidła swobodzie stawiacie, że wolność polską ma Pan w opiece swojej.

Z niepewnością pewną i powściągliwością oddajemy pierwsze słowa poecie, którego świadectwu wszak mamy prawo mniej wierzyć niż historykowi. (por. hasło -libertas) Dla tej poetyckiej tendencji do fantazjowania i unoszenia myśli i emocji ludzkich w niebyt Plato, on grecki filozof, miał zamiar pozbyć się poetów ze swojej idealnej rzeczypospolitej. Baczymy jednakowoż tak samo i na to, co powiedział Arystoteles, on większy jeszcze niż Plato filozof pogański, kiedy w swojej Poetyce dowodził, że poezja jest bardziej filozoficzna od historii: to znaczy szybciej dąży do sedna, i skupia się na tym co ogólne, a nie na tym co partykularne: historia opowiada, poezja dociera do istoty. Stąd, za tymże autorytetem Arystotelesa podążamy i dajemy pierwsze słowa poety, nasze rozważania o wolności prowadząc dalej.

Kochowski, bo on jest autorem tych słów, mówi tu o elekcji (por. hasło – elekcja wolna (fakty)), ale nie wspomina nic o jej procedurach ani pola elekcyjnego nie opisuje, daje jedynie wykład pewnego rozumowania, które wydaje się dosyć ważne dla myślenia szlachty o ich rzeczypospolitej, o jej ustroju i związkach tego ustroju i państwa z jego Opiekunem. Oczywiście jest to jakiś rodzaj rozumowania symbolicznego, podejmującego się próby uchwycenia zasad. Możemy też zakładać, ale należałoby mieć silne wskazania, by takie założenie przyjąć, iż jest to li tylko licentia poetica, ot, taki sobie pomysł poetycki na uchwycenie tego czym mogły by były być wolne wybory powszechne w Rzeczypospolitej. Zapraszam wszelakich dekonstruktorów do akcji: możemy się tym zająć! Ja natomiast na razie posłucham słów XVII – wiecznego poety. Elekcja w ujęciu Kochowskiego jest wyrazem, wyrażeniem szlacheckich wolności politycznych: wolny wybór króla zaś swego rodzaju azardem, wystawieniem zasady politycznej szlacheckiego państwa na ryzyko i zagrożenie: wolność budzi niechęć i zazdrość, stąd „schodzą się głowy koronowane”, by szlachecką wolność ukrócić. Czemu to robią? Czemu radzą przeciwko „Polszcze i przeciwko wolności”? Widzę w tym ruchu myśli Kochowskiego pewną stałą tendencję, pewną ukrytą potencjalność, pewną aluzję, o której trzeba będzie za chwilę, kiedyś mówić w naszych moczarowatych skokach od kępy do kępy, (por. hasło -palus sarmatica ) trzeba będzie albowiem nie bez duszy na ramieniu zmierzyć się z używaniem, użyciami takich pojęć jak „absolutum dominium” (por. hasło – absolutum dominium) czy „aurea libertas” (por. hasło - libertas), z których pierwsze pojęcie odgrywało raczej rolę straszaka (od kiedy pojawia się w polskiej debacie politycznej straszak zagrożeniem „absolutum dominium?”), zaś drugie wezwanie, pobudkę do walki (koniecznie w obronie „złotej wolności”). Zatem do tych pojęć aluzję tu wyczytać można, a także echa innych kwestii: sarmackiego poczucia wyjątkowości ustrojowej w dobie narastających absolutyzmów, czy wreszcie charakterystycznej politycznej nieufności szlachty, co - bardzo przepraszam Państwa manifestujących się pojęciami megalomania, zadufanie w sobie czy ksenofobia - jest nastawieniem bardzo zdroworozsądkowym i świadczącym o politycznym realizmie, a nie o jakiejś ideowej czy intelektualnej aberracji. Na to, co stanowi skarb polityczny Res Publica (por. hasło – res publica) po prostu trzeba uważać, bo złodziei niemało, i raczej zaczynać od podejrzeń niż afirmatywnej akceptacji. Mówiąc to, oczywiście mam też świadomość, że używanie pojęć związanych z podkreślaniem wyjątkowości ustrojowej Rzeczypospolitej pełniło równie dobrze szczególnie w drugiej połowie XVII wieku funkcję usypiania opinii publicznej. (Piszą wiele razy na ten temat Potocki czy tenże sam Kochowski, czy inni pisarze) (por. hasło- Kochowski, Wespazjan, Potocki, Wacław). Najdziwniejszą jednak informacją podawaną przez Kochowskiego w rzeczonym tekście jest budowany przezeń związek pomiędzy Jehową a jego „narodem wybranym”. Na poparcie swej tezy o Bożej „opiece nad wolnością polską” przedstawia poeta pewien wywód, rodzaj rozumowania. Skoro moim dziełem największym jest wolność, mówi Jehowa u Kochowskiego, to niewoli nie kocham, a wolnością się opiekuję, stąd też kraj, który na wolności jest oparty cały, którego zasadą jest wolność, musi być pod specjalną moją opieką. To rozumowanie jest już nam zapewne trochę trudniej przyjąć, bo możemy domyślać się jego konsekwencji: skoro Bóg podaje króle podczas elekcji, i ma w zawiadowaniu losy ludzkości, to nie bardzo musimy się troszczyć o kandydata, proces polityczny, czy cokolwiek innego, Bóg uczyni to za nas (a musi tak czynić, póki będziemy przestrzegać zasady wolności, w sumie więc musimy głównie się skupić, by tej zasady przestrzegać: jak wolności będziemy pilnować, wszystko inne będzie w porządku!). Jeśli nawet ten kwietyzm, mój Przodku ma sens, zapytam, to czy nie da się pomyśleć (a znamy historię Ludu Wybranego i wiemy co z nim robił Ten, kto dokonał tego wyboru, popatrz chociażby na wygnanie babilońskie, nie bądź Asan taki pewien tego Bożego sprzyjania, bo możesz się nieźle naciąć), że Jehowa może mieć jakiś inny plan wobec swego wybranego ludu? Może chcieć go wpakować na przykład do grobu?

Proszę więc: czyżby Platon miał rację? Musimy więc spróbować podejść do wolności spoglądając na nią z perspektywy historyków czy szlacheckich działaczy politycznych. Ale to już w następnym odcinku!


Krzysztof Koehler

Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Re: Libertas

Post autor: karateka » 16 mar 2013, 05:01

Libertas (1) – czyli wolność, klejnot Rzeczypospolitej, zazdrośnie strzeżona perła, depozyt, skarb narodowy, potencjał ludzki, moc duchowa, koło zamachowe, oś napędowa, zasada centralna polityki wewnętrznej i zagranicznej, niesłabnąca inspiracja niekończącego się oporu, dusza Polaka, sens Mazurka Dąbrowskiego, powód sprzeciwu, przyczyna śmierci, sens poświęcenia, sen w nocy ciemnej, źrenica oka, serce polskości, wytrwale bijące źródło spisków i powstań, wieczne marzenie, przyczyna strapienia, powód społecznej kontroli nad władzą każdą, sedno obywatelskości. Można tę litanię ciągnąć długo, tak samo też te moje rozważania o wolności będą miały kilka odcinków, jak serial w TV. Dziś odcinek pierwszy. Oto wyznanie pewnego amerykańskiego profesora (męża Polki). „Nie wiem, co z wami jest, z Polakami. Skąd wy to macie? Wieczorem na uniwersytecie jakieś spotkanie, oczywiście sporo Polonii. Właściwie wszystko jest normalnie poza tym, że większe niż zwykle milczenie sali (niewiele pytań, jakbyście się wstydzili wystąpień publicznych, swego źle akcentowanego angielskiego?). No, ale potem, kiedy wychodzimy i mamy zdecydować gdzie zasiądziemy, zaczyna się. Pada kilka propozycji, wybucha gorączkowa dyskusja, widzę, że spieracie się mocno w swoim szeleszczącym języku, jedni tu, drudzy tam, potem nawet, jak ustalicie już gdzie (choć niektórzy wydają się nieprzekonani), spory wybuchają którędy macie pójść, aby wypić to piwo. My Amerykanie idziemy gęsiego za liderem, który ogłasza gdzie nastąpi konsumpcja pospotkaniowego trunku, to jest przedłużenie porządku obrad, wy w tym miejscu, zaczynacie sejmik. Z pokornych i cichych słuchaczy przekształcacie się w zapalczywych dyskutantów. Ilu ludzi, tyle opinii. Nie da się z wami nudzić. Uwielbiam się temu przysłuchiwać, wolę ciągnąć się za wami niż karnie maszerować do wyznaczonego pubu.” I drugi obrazek: Forum Romanum, lato. Stoję przed olbrzymimi mapami ukazującymi rozrost Imperium Romanum! Który to rzeczony rozrost zaczyna się od małej białej plamki w morzu czerni, na początkach historii po ogromną białą płaszczyznę rozciągającą się po Ren i Dunaj i Wyspy Brytyjskie, jeśli chodzi o Europę. My tam toniemy cały czas w morzu czerni. Jakbyśmy byli inni. Jakbyśmy byli spoza. Można oczywiście dwojako na to patrzeć: jak na jedną z przyczyn gospodarczego i kulturowego zacofania narodów przez Rzymian niepodbitych, z pewnym rodzajem zaambarasowania odwiedzając tzw. Zachodnią Europę i patrząc na kulturę polityczną czy kulturę materialną (jak autostrady na przykład, porządek na ulicach, ślady wielowiekowego ujarzmiania przez człowieka natury) jako na ślady, jak to ładnie Mickiewicz określił municypalności rzymskiej i czuć się w tym post-rzymskim świecie nieco jak obarczony kompleksami parweniusz. W takim ujęciu kompleksy postkolonialne Polaków sięgałyby dużo wcześniej i historia istnienia Polski polegałaby na tym, iż dopiero w wieku X Polacy przyłączyli się do Europejskiej narracji, staliby się częścią jej historii, wcześniej istniejąc „poza mapą”. (por. hasło - oni-my) Można też jednak na to zagadnienie spoglądać z perspektywy Galla Anonima czy późniejszych historyków szlacheckich, którzy ochoczo dowodzili jak to Słowianie dali łupnia Aleksandrowi Wielkiemu, który nie poradziwszy sobie z nimi ruszył na Wschód. Można też, a właściwie należałoby - ów z 966 pochodzący akt przyłączenia się do narracji Europejskiej, akt włączenia się w tradycję taką a nie inną - uznać za fundamentalny akt wolnego wyboru księcia Mieszka i jego dworu! Żaden przymus, konieczność, fatum: wolny wybór leżał u podstaw państwowości i kultury polskiej! Taka perspektywa ukazuje zupełnie inną opowieść o Polsce: Zachód został podbity przez Rzymian i zrodził się z tego podbicia. Sotnie okrutnych rzymskich żołdaków deptały ziemie francuskie, brytyjskie, szwajcarskie nasycając je krwią swoją i tubylców natomiast ziemie Królestwa Polskiego były zawsze wolne, nigdy podbite nie były. Wydaje mi się, że to jest program ideowy najstarszej, pierwszej historii Polski. Gall w przedmowie do swojej Kroniki pisze wszak: „Kraj to wprawdzie bardzo lesisty, ale niemało przecież obfituje w złoto i srebro, chleb i mięso, ryby i miód, ale pod tym zwłaszcza względem zasługuje na wywyższenie nad inne, że choć otoczony przez tyle wyżej wspomnianych ludów chrześcijańskich i pogańskich i wielokrotnie napadany przez wszystkie naraz i każdy z osobna, nigdy przecież nie został przez nikogo ujarzmiony w zupełności…”

a w księdze III, kiedy opisuje niepowodzenie planów i działań cesarza, podsumowuje to (jak i właściwie program całego dzieła) słowami: „A ponieważ uprzednio pysznie domagał się wielkich sum pieniężnych, na koniec choć mało tylko chciał, nie dostał ani denara. A że nadęty pychą, zamyślał podeptać starodawną wolność Polski, Sędzia sprawiedliwy wniwecz obrócił te jego zamiary…” To nie szlachta w XVII wieku zaczęła dopisywać Pana Boga do historii polskiej, ale (francuski?, włoski?) Benedyktyn w XII wieku! Tę narrację podejmuje wielu pisarzy, ale najpotężniej chyba Stanisław Orzechowski w wieku XVI w Mowie do szlachty polskiej, gdzie czytamy: „Inne narody mają czym wynosić się wobec was, czy to gdy patrzy się na ich umocnienia, czy na miasta, czy wylicza dochody, czy rozważa plony pól. Cóż bowiem jest znakomitszego, by pominąć inne prowincje, od Niemiec, gdy chodzi o miasta? Gdzie są obfitsze dochody niż we Francji? Jaki kraj bogatszy w złoto od Węgier? Jaki wreszcie bardziej niż Włochy obfituje w żyzne pola, w rozmaite plony i bogactwa? Biją nas, Panowie a Bracia, inne narody urodzajnością pól, obfitością złota i dochodów, mnóstwem plonów i wielkością obwarowań. Lecz wolność, najwyższe dobro spośród wszystkich dóbr, jest własnością waszego rodu i waszego imienia. Jest ona tak ogromna i tak wielka, że w zestawieniu z nią wolność innych narodów byłaby dla was niewolą nie do zniesienia. Podziwiając słodycz tej wolności, wiele prowincji przyłączyło się do was i poddało waszemu panowaniu nie tyle siłą zbrojną, ile wielkością waszej wolności.” Mieszka w tych słowach echo słów Galla, ale też odnoszą się one do doktryny polityczno-prawnej Rzeczypospolitej, którą na Soborze w Konstancji (1414-1418) przedstawiał jako polską rację stanu Paweł Włodkowic (w nawiązaniu do rozważań pierwszego Rektora Akademii Krakowskiej Stanisława ze Skalbmierza): siłą strategii postępowania Polski jest atrakcyjność jej wolności; nie w drodze militarnych podbojów, nie zaciężnymi wojskami rozszerza się panowanie Rzeczpospolitej. (por. hasło - pacyfizm). Wolność jest jej powołaniem: po to ma takie a nie inne instytucje polityczne, tak a nie inaczej ustanowione ma prawa, owa też wolność jest powodem szczególnej opieki Boskiej nad sarmackimi włościami. Ale o tym wszystkim w następnym odcinku.

Krzysztof Koehler

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gospodarka, kultura i społeczeństwo”