Miłośnik staropolszczyzny

Społeczeństwo polskie epoki Odrodzenia i wczesnego Baroku charakteryzowało się silnym dynamizmem demograficznym. Polska stała się w tym czasie nie tylko jednym z największych, ale i najludniejszych krajów w Europie. Po włączeniu Inflant i rozejmie w Jamie Zapolskim w 1582 roku Rzeczpospolita obejmowała obszar 815 tys. km². Jednak największy rozwój terytorialny przypada na I połowę XVII wieku, po pokoju wieczystym w Polanowie z 1634 roku. Obszar państwa wraz z lennami wyniósł wówczas blisko milion km², dokładnie 990 tys. km². W ówczesnej Europie tylko państwo rosyjskie miało większe terytorium.
Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Miłośnik staropolszczyzny

Post autor: karateka » 16 mar 2013, 05:03

Miłośnik staropolszczyzny – kimże on jest? Wciąż się zmienia, ale istnieje! Istnieje wciąż. Miłośnik staropolszczyzny w czasach przedromantycznych czy romantycznych czyli w czasach na przykład Franciszka Dzierżykraja Morawskiego czy Henryka Rzewuskiego to ktoś taki, kto próbuje wskrzesić „dawne Polaków zachowania”, „dawne Polaków obyczaje”. Czyta szlacheckie memoires albo też w pamięci ma jakichś swoich nieodległych przodków (zdziwaczałego dziadka-staruszka na przykład), albo jak ksiądz-zbieracz staroci-Jędrzej Kitowicz, wraca do czerstwych, dzielnych, mocnych przodków, trochę ich w gawędzie podkolorowując, trochę się (może) na nich stylizując: wie co robi: chce zapełnić lukę, pustkę po rozbiorach, szuka więc pewności, punktu oparcia i idzie tam, gdzie, jak mu intuicja podpowiada, ukryła się Polska. (por. hasło - sens historii). No, ale ja go trochę postrzegam też w jego karykaturalnym wizerunku, która wyszedł - niechcący zapewne - spod pióra Ludwika Osińskiego, który to dobry patriota, ale nie za bardzo wybitny poeta napisał wierszyk o tym, jak z kolegami popijał sobie zdrowo na działce pod Warszawą (w ogródku działkowym), a jak podpił, wstąpił w niego i w jego kompanów duch sarmacki (może ich, jak biblijnego Samsona, też opanował „duch Pana”?): popili zdrowo, pośpiewali dumki, popodkręcali wąsa, skonsumowali grilla i wrócili do urzędniczych biurek. Inny wizerunek miłośnika „lubej naddziadów zagrody” jawi mi się w postaci Henryka Sienkiewicza, budującego świadomie wielką narrację dla Polaków, opierając tę narrację na szlacheckości, mocno podkreślając jej aspekt militarny, rycerski, ale bo też epika kocha czasy bitew i przełomów: Skrzetuski, Wołodyjowski, Pan Zagłoba, Kmicic-Babinicz stali się bohaterami zbiorowej wyobraźni (póki nie wyparli ich stamtąd Janek Kos, Grigorij czy Kapitan Kloss). Ale w pięknym XIX wieku jest też wyraźnie obecna całkiem spora grupa innego typu miłośników staropolszczyzny, jak niezmordowany wydawca Biblioteki Polskiej, Kazimierz Józef Turowski, który najpierw w małym wszak Sanoku, potem w nieco większym Przemyślu a na końcu w Krakowie wydawał perły literatury polskiej - ponad 300 tomów! w tym dzieła Modrzewskiego, Orzechowskiego i wielu, wielu innych. Jakże wciągające są pożółkłe już trochę kolejne tomy Biblioteki Pisarzów Polskich! Ileż bezcennych pamiętników (por. hasło -rękopisy (nie płoną!) i źródeł historycznych zawdzięczamy na przykład Hrabiemu Edwardowi Raczyńskiemu (temu co sobie w skroń… z armaty wystrzelił!!) Jakie niesamowite rozpoznania przynoszą może szokujące dzisiaj „Wiadomości historyczno-krytyczne do dziejów literatury polskiej” hrabiego Józefa Maksymiliana Ossolińskiego. Jakiż należy się szacunek hrabiemu Zygmuntowi Aleksandrowi Nałęcz z Włynia Włyńskiemu za jego dziwaczne tłumaczenia na polski na przykład Orzechowskiego! Nie skończę tej litanii: chodzi mi raczej o tych, którzy grzebali w starych księgach, w rękopisach i drukowali dzieła zapomniane, może przeczuwając, że wiek XX przyniesie zniszczenie niewyobrażalne. Wiem, wiem, dzisiaj poloniści-egzorcyści kręcą na te wydania nosem, że nie są wystarczająco krytyczne! Ależ proszę, wydawajcie sobie koledzy wszystko, co zostało, krytycznie, ale mnie od półek z XIX wiecznymi śladami po miłośnikach staropolszczyzny nie odgonicie. Ja będę je czytał. A znacie wydanie Pamiętnika oblężenia Jasnej Góry Częstochowskiej księdza Kordeckiego z Biblioteki Dzieł Wyborowych, rok 1900, nr 160, albo Latopisiec abo Kroniczka Joachima Jerlicza wydany przez Kazimierza Władysława Wójcickiego w Warszawie w 1853? Można tak długo, można tak bez końca, bo jakże zapomnieć? A hrabia Stanisław Tarnowski, znawca doktryny politycznej? A Józef Korzeniowski? A Zygmunt Gloger, encyklopedysta szlachecki? (por. hasło – dworek) A Aleksander Bruckner? A miłośnicy staropolszczyzny z międzywojnia? Stanisław Kot? A Profesor Tadeusz Ulewicz (por. hasło - Ulewicz, Tadeusz) przywracający polskiej humanistyce Sarmację? (por. hasło – Obraz szlachcica polskiego) A profesor Tadeusz Chrzanowski, który ponad 35. lat inwentaryzował dziedzictwo materialne I Rzeczypospolitej, o którym nasłuchałem się legend jak na motorowerze przemierzał Polskę w latach 50 odwiedzając zapomniane wiejskie kościółki, i o którym wiem, że profesurę mógł dostać dopiero po 1989 roku? (por. hasła – portret trumienny, obrazy cudowne) A Roman Aftanazy autor „Dziejów rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej” (11 tomów! a w nich historia koło 1500 dworów i pałaców i ich właścicieli!). To się nie kończy, nie skończy nigdy. Dzisiaj też mamy miłośników staropolszczyzny, rozejrzeć się trzeba tylko dokoła: to ci, którzy obserwują szlachecki republikanizm czy szlacheckie instytucje polityczne (Janusz Ekes, Jan Dzięgielewski, Anna Sucheni-Grabowska, Włodzimierz Bernacki, Dorota Pietrzyk-Reeves), to ci, którzy w strojach z epoki uczestniczą w rekonstrukcjach bitew, spotykają się (raz między nimi siedziałem i nigdy tego wrażenia nie zapomnę), ci którzy tworzą gry RPG, i taki ktoś jak Jacek Kowalski prawdziwy bard Sarmacji, ci którzy tworzą instytucje, portale internetowe, kluby i seminaria inspirowane dziedzictwem I Rzeczypospolitej, poloniści, historycy, myśliciele a imię ich legion. A praca przed nimi wielka. Zadania – zachęcające do dzielności!

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gospodarka, kultura i społeczeństwo”