Bitwa pod Warką 7 IV 1656

Początek XVII w. przyniósł wznowienie działań antymoskiewskich. Rosja przechodziła właśnie kryzys dynastyczny. Przeciw carowi Borysowi Godunowowi wystąpił rzekomy syn Ivana IV, Dymitr. Poparty przez polskiego magnata Jerzego Mniszcha, który wydał za niego swą córkę Marynę, osiadł na tronie w 1605 roku. Wiele osób w Polsce zdecydowanie opowiadało się przeciw popieraniu tego awanturnika politycznego. Początkowo niechętny tej sprawie był również Zygmunt III. Wkrótce jednak zwolennicy „dymitriady” zdołali pozyskać króla.
historia Polski
Posty: 110
Rejestracja: 15 kwie 2014, 04:37

Bitwa pod Warką 7 IV 1656

Post autor: historia Polski » 15 kwie 2014, 04:47

Bitwa pod Warką była jednym z najgłośniejszych zwycięstw polskich w latach tak zwanego szwedzkiego potopu.
„Nazajutrz w piątek do dnia przyszliśmy pod Warkę; tam zastawszy most na Pilicy zrzucony, wpław wszystko wojsko poszło. A zatem zaraz zastawszy o dobre pół mile od miasteczka nieprzyjaciela w szyku, potkali się nasi mężnie, osobliwi usaryja tamże przełomaszy jazdę; w pogoń drudzy. Cóż, że się piechota broniła w boru; tę, zapaliwszy bór, łatwo pobili i tak mało co uszło onego wojska.”[1]

Bitwa pod Warką była jednym z najgłośniejszych zwycięstw polskich w latach tak zwanego szwedzkiego potopu. Błyskawiczny rajd kawalerii polskiej, zakończył się przechwyceniem i zniesieniem wycofującego się do Warszawy przeciwnika. Zginąć miało aż 4000 Szwedów, przy minimalnych stratach własnych. Polacy z dumą podkreślali, że nie zatrzymały ich wezbrane wody Pilicy, którą – po zniszczeniu przez nieprzyjaciela mostu – przekroczyli wpław.

Pufendorf o bitwie pod Warką

Dzięki Wojciechowi Krawczukowi, który przełożył na język polski, opracował i w 2013 roku opublikował dzieło siedemnastowiecznego historyka Samuela Pufendorfa, szerokie grono pasjonatów historii może zapoznać się ze szwedzką wersją bitwy. Była ona już co prawda wielokrotnie wykorzystana przez polskich historyków, ale ci zignorowali zawartą w niej, a bardzo istotną informację na temat liczebności wojsk polskich. Pufendorf notował:

„Jednak Friedrich, margrabia Baden [Friedrich VI, margrabia von Baden-Durlach], szwagier króla, nie miał takiego szczęścia [jak król szwedzki]. Otrzymał rozkaz poprowadzenia wsparcia naprzeciw królowi. Były to dwadzieścia cztery chorągwie jazdy i dziesięć chorągwi dragonów – żeby [król] był lepiej zabezpieczony przed siłami Polaków podczas odwrotu z Jarosławia. Przykazano mu też pilnie baczyć, by Polacy nie zadali mu niespodzianie jakiejś szkody. Kiedy podążał lewym brzegiem Wisły, dotarł do Janowca, gdzie wyszedł mu naprzeciw pułkownik Wejher. Od niego dowiedział się, że król nadciąga drugim brzegiem Wisły. Wtedy [margrabia] postanowił zawrócić i ruszyć z powrotem do Warszawy. Wycofał się już do Warki, a gdyby się pospieszył, odwrót byłby bezpieczny, zaczekał wszakże cały dzień na spóźniony regiment dragonów [chodzi o szwedzką załogę Radomia]. Gdy następnego dnia [Friedrich VI] wyszedł z tego miasta, dopadli go Polacy i zaczęli nękać straż tylną. Margrabia ustawił swoich w szyku bojowym, a ponieważ nie mógł odejść bez starcia, pewny siebie wdał się w bitwę z Polakami, których było pełne dwanaście tysięcy. Choć liczba Szwedów była znacznie mniejsza, trwali dzielnie w zwartym szyku przez dwie godziny, zabijając kilka kompanii Polaków. Jednak przytłoczeni liczbą, kiedy niemało z nich zginęło, a wielu nowozaciężnych żołnierzy nie było jeszcze obeznanych z polskim sposobem walki, albo też zostało przy bagażach, musieli ustąpić pola i ratować się ucieczką. Z tych około pięciuset w ciągu następnej nocy zbiegło do Warszawy, dokąd w dalszych dniach dotarło jeszcze niemało tych, którzy umknęli srogości wroga, chroniąc się po lasach i błotach. Stu sześćdziesięciu wzięto do niewoli, a pozostali zginęli od miecza.

Sam margrabia Fryderyk, hrabia Schlippenbach, pułkownicy Pens i Wejher, a także sekretarz Edward Philipsson Ehrensteen, ze skwadronem stu ośmiu fińskich rajtarów udali się do Czerska i pospiesznie obwarowali się w starych murach, przedtem zaprowiantowawszy się w sąsiednim folwarku. Podpalili też najbliższe domostwa, by nie mogły służyć Polakom. W tych ruinach wytrwali przez dwa dni, gotowi na śmierć. Gdy Polacy dwukrotnie wzywali ich do poddania się, nie dali im innej odpowiedzi, tylko zabili pociskami tych, co się zbliżyli. Kiedy jednak do Polaków przybył posłaniec, donosząc, że król [szwedzki] przeprawił się przez San i ciągnie na Warszawę, ci wycofali się szybko do Warki. Stąd [Szwedzi], którzy byli zamknięci w Czersku, nie zwlekając długo wyruszyli do Warszawy, dokąd przybyli dzień później, nie bez zagrożenia ze strony włóczących się dookoła zastępów Polaków.”[2]

Czy można powiedzieć coś nowego o bitwie pod Warką?

Bitwa ta od dawna znajduje się w polu zainteresowań historyków wojskowości, dlatego jest całkiem nieźle opracowana, choć z biegiem lat i pokoleń, liczebność uczestniczącej w niej armii koronnej ulega coraz większej redukcji. Doszło do tego, że z 12 000 Polaków, o których pisał Pufendorf, w najnowszych pracach zostało tylko 6000[3]. Czy takie cięcie liczb jest uzasadnione? Moim zdaniem nie. Kolejny raz polscy historycy ignorują to, że armia składała się nie tylko z żołnierzy, ale także z ciągnących z wojskiem uzbrojonych ludzi[4]. A przecież w znanych od dawna źródłach, wyraźnie podkreśla się ten fakt. Na przykład ówczesny szlachcic polski, Samuel Twardowski, podał, że do wojsk Czarnieckiego i Lubomirskiego:

„A przytym z ochoty

Szarańcza niezmierzona wozowey Hołoty

Do nich się przymieszała: nie żeby zarobić

Tam na sławę, ale się mogła przysposobić

W ręczną dobrą Armatę [broń]”[5]

Niezmierzona szarańcza wozowej hołoty, to nic innego jak bardzo liczna luźna czeladź. Jeśli więc wojsko koronne w tej bitwie rzeczywiście liczyło 6000 żołnierzy[6], to ogólna jego liczebność mogła wynosić i 12 000, i nawet więcej ludzi. Co prawda nie każdy z nich wziął udział w walkach, ale skoro luźni podążali z armią, należy ich uwzględniać. Zresztą, to samo dotyczy wojsk szwedzkich.

Polscy uczestnicy bitwy stwierdzili, że na placu boju i w pogoni padło kilka tysięcy przeciwników. Na przykład Jan Chryzostom Pasek pisał:

„Czwarta nader szczęśliwa pod Warką wiktoryją, kiedyśmy z Czarnieckim samego wyboru szwedzkiego kilka tysięcy trupem położyli i rzekę Pilicę krwią i trupami szwedzkimi napełnili.”[7]

A Mikołaj Jemiołowski:

„Pobrano oficerów żywcem ledwie nie wszystkich, kornetów [sztandarów jazdy] specjalnych nowych 16[8], tabor wszystek z piniądzmi, srebrem, złotem, suknami inszymi dostatkami i żywnością wszelką zrabowano, trupa ze cztery tysiące prócz pojmanych, położono.”[9]

Ale starty, to nie tylko zabici. Pojmano przecież licznych jeńców, a część Szwedów ratowała się ucieczką. Jeśli zsumujemy te wszystkie liczby, to w żaden sposób nie otrzymamy 2500 – 3000, które to dzisiaj najczęściej podaje się, jako wielkość wojska szwedzkiego. Na marginesie dodam, że sam Stefan Czarniecki był przekonany, że walczy z armią liczącą „półczwarta tysięcy”, czyli 3500[10]. Skąd więc te 4000 trupów? Oczywiście najłatwiej można by te rozbieżności wyjaśnić zrzucając wszystko na przesadę Polaków, którzy chcieli wyolbrzymić swój sukces. Można, gdyby nie to, że wojsku szwedzkiemu towarzyszył duży tabor[11]. W nim, oprócz czeladzi, były:

„także liczne kobiety, na których płaczliwe lamenty żaden z uciekających Szwedów nie mógł ani nie śmiał zwrócić uwagę”[12]

Jeśli uwzględnimy ludzi znajdujących się w taborze, to liczby podawane przez Polaków stają się jak najbardziej wiarygodne[13]. I o tym powinni pamiętać historycy zajmujący się tą bitwą.

Husaria

Nie byłbym sobą, gdybym choć kilku uwag nie poświęcił udziałowi husarii w bitwie. Już z pierwszego cytatu w tym artykule wynika, że odegrała ona znaczącą rolę. Przełamała kawalerię szwedzką, co zmusiło ją do opuszczenia broniącej się w lesie dragonii. Fakt ten podkreślał nie tylko Jakub Łoś, ale i inny uczestnik tej batalii, czyli starosta dobrzyński Andrzej Sokolnicki, porucznik roty husarskiej Jerzego Sebastiana Lubomirskiego. W liście do cześnika podolskiego Złoczowskiego, pisanym dzień po bitwie z Czerska, między innymi informował:

„[Szwedzi] dowiedziawszy się o naszym wojsku, zawrócili w stronę Warszawy, a za nimi podążył pan kasztelan kijowski [Stefan Czarniecki], który w Kozienicach napotkał wybranych żołnierzy wysłanych na zwiady [w sile] 240 jeźdźców, wśród których było wielu oficerów. Wybiwszy ich niemal do nogi (zaledwie kilku bowiem umknęło) ruszyliśmy w stronę głównych sił, stojących pod Warką, które dowiedziawszy się o nadejściu naszego wojska wyszły stamtąd, niszcząc most na rzece Pilicy, przez który uprzednio przeszli, sądząc, że przejście przez rzekę zajmie naszym tyle czasu, co im. Podążając zatem pomału przeszli pół mili [około 3,5 km] od miasta w stronę lasu, i tam [spotkali] atakujących ich naszych, którzy zrezygnowawszy z naprawy mostu prędko przepłynęli przez rzekę i zaatakowawszy ostro tylną straż nieprzyjaciela usłali trupami drogę aż do samego lasu, do którego wojsko szwedzkie cofnęło się i tam, ustawiwszy regimenty w szyku zaczęli przeciwko naszym zuchwale sobie poczynać, ufni w swe siły i zasadzki, które w lasach poczynili dragoni. Lecz Bóg, sprawiedliwy mściciel pobłogosławił Wojsku Najjaśniejszego Króla Naszego. Zdecydowanie bowiem zaatakowali lekceważąc wroga, który dał ognia z zasadzki. Po pierwszym uderzeniu nieco odepchnięci, śmiało po raz drugi zaatakowali wroga, a na pomoc przyszli zaciągnięci nie tak dawno dragoni i jazda zbrojna w kopie [husaria]. Po przypuszczeniu ataku z obydwu stron strzelano intensywnie. Wreszcie nasi złamali kopiami siłę [Szwedów] i rozproszyli szyki wroga. Zasłali trupami [wroga] dwie drogi: jedną do Czerska, drugą aż do Warszawy. Do niewoli wzięto prawie wszystkich oficerów i chorążych, zdobyto siedemnaście kornetów [chorągwi jazdy] i trzy sztandary piechoty [w rzeczywistości dragonów]. Długo i zawzięcie broniła się w lasach piechota [spieszeni dragoni], lecz gdy wielu zginęło reszta została zmuszona do poddania się, wśród których było wielu Finów.”[14]

W bitwie pod Warką miały uczestniczyć cztery chorągwie husarskie: królewska koronna, Władysława Myszkowskiego, Jerzego Sebastiana Lubomirskiego oraz Jana Zamoyskiego[15]. Mam wątpliwości co do ostatniej z wymienionych tu rot. Póki co, nie odnalazłem żadnego źródła, które by potwierdzało jej obecność w armii Czarnieckiego i Lubomirskiego. Co prawda Jemiołowski pisał o zabiciu pod Warką Hebdy lub Chohdy[16], czyli chorążego roty Jana Zamojskiego, tyle że nie ma pewności, czy chodziło o rotę kozacką tego magnata, czy też właśnie husarską.

Ciekawostką jest nie tylko to, że husaria odegrała kluczową rolę w przełamaniu kawalerii szwedzkiej, ale i to, że zanim wkroczyła do walki, musiała przebyć Pilicę wpław. Była to rzeka „nieszeroka, ale głęboka i klijowata”[17], co należy chyba rozumieć w ten sposób, że miała błotniste dno. Dla noszących zbroje kopijników sforsowanie jej musiało być nie lada wyzwaniem. Udało się dzięki osobistemu przykładowi jednego z wodzów, czyli Stefana Czarnieckiego, który:

„[...] sam lamparcią skóra przyodziany stanął przed swoim pułkiem i odezwał się w te słowa:

Drwi sobie z nas pyszny nieprzyjaciel i odważny jest, bo za rzeką stoi. Przeszedł morze, żeby Polskę uciemiężyć, pokażę mu więc, że i Polakom rzeki nie przeszkadzają wypędzać najeźdźcy. Za mną, bracia, dla odważnych droga na drugi brzeg taka sama jest przez most, co przez wodę.

Powiedziawszy to, ściska ostrogami konia i pierwszy wpław rzekę przebywa; za nim spieszą chorągwie wojska i w półtorej godziny trzy tysiące ludzi staje na drugim brzegu. Zdumiał się i zląkł nieprzyjaciel na widok tej niespodziewanej przeprawy i mogąc zatamować Polakom drogę, patrzył tylko, na własną szkodę niepomny.”[18]

Scenę tę opisał Wespazjan Kochowski, czyli jeden z husarzy, którzy za przykładem Czarnieckiego przeprawili się wpław przez Pilicę. Jak widać, nawet w tak niekorzystnej sytuacji taktycznej husaria stanęła na wysokości zadania. Warto o tym pamiętać zwłaszcza wtedy, gdy spotyka się z utyskiwaniami historyków, czy publicystów, iż husaria nie nadawała się do działań zwykle wykonywanych przez lekką jazdę. Otóż nadawała się, jeśli tylko była wiedziona przez dowódców obdarzonych odpowiednim autorytetem, którzy osobistym przykładem potrafili zagrzać swoich rycerzy do wysiłku.

Dr Radosław Sikora



Przypisy:

[1] Tak bitwę opisał jej polski uczestnik (Jakub Łoś, Pamiętnik towarzysza chorągwi pancernej. Opr. Romuald Śreniawa – Szypiowski. Warszawa 2000. s. 66).

[2] Samuel Pufendorf, Siedem ksiąg o czynach Karola Gustawa króla Szwecji. Przetłumaczył, opracował i wstępem opatrzył Wojciech Krawczuk. Warszawa 2013. s. 144.

[3] Na przykład: Paweł Skworoda, Warka – Gniezno 1656. Warszawa 2003. s. 139.

[4] Radosław Sikora, Zapomniana armia. Artykuł dostępny pod linkiem: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... iana-armia#

[5] Samuel Twardowski, Woyna Domowa Z Kozaki i Tatary Moskwą, potym Szwedami, i z Węgry, Przez lat Dwanascie Za Panowania Nayjasniieyszego Iana Kazimierza Krola Polskiego tocząca sie. Na cztery podzielona Xięgi. Kalisz 1681. s. 179.

[6] Pewności co do tego nie ma. Liczba 6000 wynika z rozmaitych założeń i szacunków, a te mogą być obarczone sporym błędem.

[7] Jan Chryzostom Pasek, Pamiętniki. Opr. Roman Pollak. Warszawa 1987. s. 6.

[8] Łącznie, jak pisali inni uczestnicy bitwy, wzięto 20 sztandarów, w tym 3 dragońskie.

[9] Mikołaj Jemiołowski, Pamiętnik dzieje Polski zawierający (1648-1679). Opr. Jan Dzięgielewski. Warszawa 2000. s. 191. O 4000 zabitych także w pisanej ze Lwowa 17 kwietnia 1656 roku relacji: Wiadomość o zwycięstwie odniesionym nad Szwedami pod Warką dnia 7 kwietnia 1656 roku... W: Relacye nuncyuszów apostolskich i innych osób o Polsce od roku 1548 do 1690. t. 2. Opr. E. Rykaczewski. Berlin – Poznań 1864. s. 295.

[10] List Stefana Czarnieckiego do Andrzeja Leszczyńskiego, Warka, 9 kwietnia 1656 roku. Przedruk w: Józef Łukaszewicz, Krótki opis historyczny kościołów parochialnych w dawnej diecezyi poznańskiej. t. III. Poznań 1863. s 187.

[11] Szwedzki historyk Johan Levin Carlbom uważał, że było w nim nawet 1000 wozów, choć polscy historycy obniżają tę liczbę do kilkuset (Leszek Podhorodecki, Bitwa pod Warką (7 IV 1656 r.). „Studia i Materiały do Historii Wojskowości”, t. II. Warszawa 1956. s. 304). W relacji pisanej ze Lwowa 17 kwietnia 1656 roku podano, że Polacy zdobyli na Szwedach 200 wozów (Wiadomość o zwycięstwie, s. 295).

[12] Diary of General Patrick Gordon of Auchleuchries 1635 – 1699. T. I. Opr. Dmitry Fedosov. Aberdeen 2009. s. 99. (Tłumaczenie własne). Gordon był szkockim żołnierzem fortuny, który brał udział w tej wojnie raz po stronie szwedzkiej, raz po polskiej.

[13] Porównaj ilość pojmanej czeladzi i kobiet taboru szwedzko-pruskiego po bitwie pod Prostkami 1656 roku: Sikora, Zapomniana.

[14] Polskie tłumaczenie za: Skworoda, Warka, s. 141 – 142. Oryginalna wersja językowa w: Tadeusz Nowak, Kampania wielkopolska Czarnieckiego i Lubomirskiego w roku 1656. „Rocznik Gdański” 1938, t. XI. s. 141 – 142.

[15] Nowak, Kampania, s. 73. Za nim kolejni historycy. Obszerniej na temat pierwszych trzech rot w: Radosław Sikora, Bitwa pod Kłeckiem (Gnieznem) 1656. Czyli o tym, jak polscy historycy ją przegrali i co husaria ma z tym wspólnego (cz. 2). Artykuł dostępny pod linkiem: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... lnego-cz-2#

[16] W różnych edycjach tego pamiętnika różnie zapisano to nazwisko. Wynika to z trudności w odczytaniu rękopisu, który w tym miejscu ma być wyjątkowo nieczytelny.

[17] Jemiołowski, Pamiętnik, s. 191.

[18] Wespazjan Kochowski, Lata potopu 1655-1657. Opr. Leszek Kukulski. Warszawa 1966. s. 156.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Bitwy, wojny i kampanie”