Pogrom Szwedów po Kościanem 9 V 1656

Początek XVII w. przyniósł wznowienie działań antymoskiewskich. Rosja przechodziła właśnie kryzys dynastyczny. Przeciw carowi Borysowi Godunowowi wystąpił rzekomy syn Ivana IV, Dymitr. Poparty przez polskiego magnata Jerzego Mniszcha, który wydał za niego swą córkę Marynę, osiadł na tronie w 1605 roku. Wiele osób w Polsce zdecydowanie opowiadało się przeciw popieraniu tego awanturnika politycznego. Początkowo niechętny tej sprawie był również Zygmunt III. Wkrótce jednak zwolennicy „dymitriady” zdołali pozyskać króla.
historia Polski
Posty: 110
Rejestracja: 15 kwie 2014, 04:37

Pogrom Szwedów po Kościanem 9 V 1656

Post autor: historia Polski » 09 maja 2014, 19:49

Bitwa pod Kościanem była jednym z najbardziej krwawych epizodów szwedzkiego „potopu”. Zabito w niej co najmniej 1450, a być może nawet 1950 żołnierzy szwedzkich, przy niewielkich stratach własnych. Było to więc jedno z bardziej spektakularnych zwycięstw polskiego oręża w tej wojnie. Tym bardziej interesujące, że regularne wojsko szwedzkie uległo nie zawodowym żołnierzom koronnym, lecz pospolitemu ruszeniu szlachty wielkopolskiej. Mimo to bitwa została niemal całkowicie zapomniana.

Przed bitwą

15 marca 1656 roku szlachta wielkopolska zawiązała we Wrocławiu konfederację, mającą na celu wyzwolenie się ze szwedzkiej niewoli. Na czele jej siły zbrojnej stanął wyznaczony przez królową Ludwikę Marię wódz, wojewoda podlaski Jan Piotr Opaliński. Do szlachty wielkopolskiej przyłączyły się masy chłopstwa. Pod koniec kwietnia wojsko to opanowało, splądrowało i spaliło Leszno. Kolejnym celem powstańców stał się Kościan. Podeszli pod to miasto w początkach maja. Rozpoczęło się oblężenie. Rzeka Obra i błota wokół niej rozdzieliły siły Polaków na dwie, obozujące osobno części. Przyszłość szwedzkiej załogi miasta rysowała się w czarnych barwach. Mimo to odrzuciła propozycję układów i kapitulacji. Co więcej, odparła dwa szturmy, do których nagoniono polskich chłopów. Ci ostatni początkowo ochotnie kupili się przy wojsku, licząc, że dane im będzie powtórzyć grabież, której dopuścili się w Lesznie. Po nieudanych szturmach rozbiegli się jednak do domów, zostawiając szlachtę samą sobie.

Korzystając z osłabienia sił konfederatów i z rozdzielenia ich obozów, poznański gubernator Weeseman zebrał okoliczne załogi szwedzkie, wzmocnił je garnizonem Poznania i bliżej nieokreślonymi ochotnikami z tego miasta, po czym wysłał załodze Kościana na ratunek. W samym Poznaniu pozostawił tylko 300 piechurów. Przeciwko konfederatom zaś posłał wojsko, którego liczebność polscy uczestnicy bitwy szacowali raz na 1500, raz na 2000 kawalerzystów. Byli oni podzieleni na cztery regimenty. Wyruszyli na wyprawę 8 maja 1656 roku. Dodać trzeba, że odsiecz dla Kościana umożliwiły także inne wydarzenia w Wielkopolsce. 7 maja 1656 roku, około 50 km na północny wschód od Poznania doszło do bitwy pod Kłeckiem[1]. Jak pisał dowodzący w niej kasztelan kijowski Stefan Czarniecki:

„ta utarczka posłużyła tylko do przyzwyczajenia naszych, jak pogardzać armatą, a szablą drogę sobie otwierać”[2]

Mimo tego buńczucznego oświadczenia, mimo iż pod Kłeckiem Polacy zadali Szwedom znacznie cięższe straty niż sami ponieśli, to właśnie wojsko koronne opuściło pole bitwy, kierując się w stronę Środy Wielkopolskiej. Poznań został więc uwolniony od groźby ataku. To pozwoliło jego szwedzkiej załodze przejść do działań zaczepnych.

Bitwa w relacjach polskich

Poniżej zebrałem znane mi źródła do bitwy pod Kościanem. Są to niestety tylko relacje polskie. Pobieżna kwerenda w archiwach i opracowaniach szwedzkich, którą podjął mój znajomy szwedzki historyk, Bengt Nilsson, dała niewielkie efekty. Co oznacza tylko tyle, że bitwa ta jest również zapomniana przez stronę szwedzką. Potrzeba pogłębionych badań na jej temat staje się więc oczywista. Mam nadzieję, że tym artykułem sprowokuję szwedzkich historyków do bliższego zajęcia się tym epizodem naszej wspólnej historii. Zwłaszcza, że wydaje się, iż zbiorowa mogiła żołnierzy szwedzkich, którzy w tej bitwie polegli, wciąż istnieje[3].

1. Najbardziej wiarygodnym, a przez to najciekawszym źródłem do dziejów tej bitwy jest list dowódcy wojsk polskich, wojewody podlaskiego Jana Piotra Opalińskiego, adresowany do kasztelana kijowskiego Stefana Czarnieckiego. Napisano go w obozie pod Kościanem dzień po bitwie, czyli 10 maja. Odnalazł go i kilkadziesiąt lat temu opublikował Tadeusz Nowak.

„Jaśnie Wielmożny Mściwy Panie Kiowski, Mnie Wielce Mciwy Panie y Bracie.

Suppeditavit dzień wczorayszy materiam communis laetitiae intimandae WMMPanu z zniesieniem czterech Regimentów Raytaryey z Oberszterami Valem, Thosem, Lintwurmem, przy których lud [słowo nieczytelne] commenderowany. Ci z Poznania ruszywszy się na całą noc w Poniedziałek [czyli 8 maja], przed wtórą po pułnocy napadli na część obozu Naszego, który z drugiey strony przeprawy ad tenendam obsidionem położony iest. Nie insperatos iednak zastał, bo Podiazd nasz, trafiwszy się w Mileczce [małej mili; mila polska, to 7146 m] równey z nieprzyjacielem, z dobrym ięzykiem na rączym z przestrogą do nas przybieżał, wszakże nie cale gotowo z tei tam strony przeprawy leżący nasi nagotowali się byli, bo nagle na naszym Podiezdzie następował Nieprzyiaciel. Atoli przecie wytrzymali, ażem ia się tesz z tutecznymi Chorągwiami przeprawił; zgubili iednak koło pięćnastu Towarzystwa y kilku pacholików, bo y noc naszym niezwyczayna y mieysca sobie wcześnie nie przeyrzeli, na które ich między głębokie rowy Nieprzyjaciel nawiódł. Pierzchnęło kilka dziesiąt z naszych, o których in procintu listu biorę wiadomość, że do WMMMP, twardoustym swoim wypuścili y barzo żałuię, isz niepotrzebnie zturbowali. Dziękuję wielce WMMMP za tę którą masz na nas ostroszność, isz zbliżyłeś na posiłek nasz Pułk. Aleć z łaski Bożey zdołały siły Nasze temu Nieprzyiacielowi: milę tylko barzo małą od Poznania zagonieni usłaliśmy drogę trupem Nieprzyiacielskim, tak też ochotnik, który na samych polach Poznańskich był kilkanaście koni, zgodnie jurejurando twierdzą, że czterdziestu koni do Poznania z plena ich nie uszło. Z pola na cztery mile tak gęsto padł trup, że dziesięć mało w kaszdym staiu liczyć może. Oberstera Thossa, Rothmistrza Hesse mam w poimaniu, inszych lubo żywcem imali, nieżywili Nasi. Ale ten Thos ex signis, który mu po zabitych w rzeczach ich praesentatur, declaruie, że mało który Officier uszedł.

To iako spólney pociesze WMMPanu oznaymiwszy, – ze ięzyków, a mianowicie Thossa, który był inter primos oberster, Vir intelligens, Szlachcic Nasz Polski, – pro informatione WMMMP declaruię, że w Poznaniu trzysta tylko piechoty in praesidio zostawa. Na głowę tu byli Raytarią y tam zostawaiącą, y którąmembył z inszych praesidiów porozgramiał, wyprawili; nawet y cokolwiek ochotnika w Poznaniu zebrać mogli, concitowali. Ufałbym był łasce Bożey, że iako Leszno terrore odwagi Naszey nostris cessit armis, y Poznań wielką by był poniósł trwogę. Ale spracowanym ludziom y koniom subsistere przyszło. Ordinowałem tedy Pułkowi od WMMPana przysłanemu tam podstąpić, a potym do WMMP., obegnawszy Poznań dla postrachu, powrót uczynić.

Zatym co prędko płonne nowinki doniosły, przyczyniam się, abyś WMMMPan animadvertere na nich [nie] raczył, a drugi raz ode mnie samego oczekiwał wiadomości, gdysz curam y ostrożność o tym Woysku, nec intermittam uno puncto intendere iego conservationi a dalszey szczęśliwości y usłudze IKM. PMM. y Rzptey.

Ieżeliby się zdało WMMP., dla conferentiei abym ziachał, parebo, zostawiwszy takiego na mieyscu swoim, któremu tego onus confiduię. O potrzebie swoiey w tych dniach z Nieprzyjacielem, więc o Królu Szwedzkim, kędy obraca (gdysz varii varia), proszę o pewną wiadomość. Tu poimańcy nasi powiadają o Królu, żeby miał być kędyś sześć mil od Thorunia ku Prussom, ale mieysca powiedzieć nie umieią. O Królu JM. [Janie Kazimierzu] iusz od tygodnia wiadomości przez posłańców moich nie mam; życzyłbym sobie y w tym co pewnego mieć. Tuteczni [kościańscy] oblężeńcy nasi na rozmowę inwituią, która iako stanie, nieomieszkam dać znać WMMMPanu, którego na ten czas zostawam WMMMP. życzliwym Bratem y Sługą.

Piotr Opaleński W.M.mp.

Dat. w Obozie pod Kościanem d. 10 Maj. 1656.

Kornetów kilkanaście nieprzy:[jacielskich] przy mnie zostawa.”[4]

2. Pierwsze wieści o bitwie doszły jednak Stefana Czarnieckiego zanim Opaliński wysłał mu list. Były to wieści roznoszone przez panikarzy, którzy uciekli z armii wojewody podlaskiego w pierwszej fazie bitwy. Wspominał o nich Opaliński w cytowanym powyżej liście. 10 maja 1656 roku, kasztelan kijowski Stefan Czarniecki w liście do polskiego króla Jana Kazimierza, pisanym w Środzie Wielkopolskiej (kilkadziesiąt kilometrów na wschód od pola bitwy kościańskiej) między innymi informował:

„W tey godzinie doszła mnie ta wiadomość, jakoby czternaście Kornetów z Pomorski przyszedszy y z tymi, co byli w Poznaniu, złączywszy się, pod Kościan, który JMP. Wojewoda Podlaski oppungował, dzisiejszey nocy uderzyły y na JMP. Poznańskiego [Franciszka Kazimierza Czarnkowskiego] z ośmią chorągwi napadły. Fama fert, że te ośm chorągwi mocno się bieły, a to przecie iakoby miały bydź rozproszone. Tychże jakoby JMP. Woiewoda Podlaski, łupem się bawiących, pod tymże Kościanem miał gromić. Posłałem mu tedy na succurs Pułk JMP. Chorążego [Aleksandra Koniecpolskiego], sam zaś na insze Nieprzyiaciela impetus, który się do mnie gotowi, zostawam intentus.”[5]

3. Również 10 maja, tyle że z obozu polskiego pod Kościanem, wyszła anonimowa relacja polskiego uczestnika bitwy, którą w języku niemieckim rozpowszechniano i po Polsce, i po Europie.

„Z Wielkopolski.

Z obozu polowego pod Kościanem, obleganym przez pana Opalińskiego wraz z wielkopolską szlachtą, 10 maja.

8-go maja czterej pułkownicy szwedzkiej kawalerii: Wall [Jean Otto de Wahl], Those [Ernst v. Seherr. genannt Thoss], Lindro i Hesse zebrali około 2000 jeźdźców spośród szwedzkich załóg, które pozostawały w Wielkopolsce, z zamiarem przyjścia z pomocą wyżej wymienionemu miastu Kościan; jednak po tym jak spostrzegli, że nieomal podeszli do naszych obozów polowych, zamierzali 2 godziny po północy zaatakować naszych, bo i tak zdążyli by na czas przedrzeć się do miasta przed nadejściem wroga. Toteż szybko ustawili szyki, wszędzie po obu stronach zaciekle walczono i wróg został zmuszony do ucieczki, goniono go aż po Poznańskie Pole (położone 6 mil od obozu), przez to stała się taka klęska Szwedów, że z 2000 tylko 35 uciekając dotarło do Poznania, zaś na drogach z Kościana do Poznania zaległo wiele martwych ciał, a nasi zdobyli 14 chorągwi. Pułkownicy Those i Hesse zostali wzięci do niewoli, pułkownik Lindro był widziany przez kilku, którzy go znali, pomiędzy innymi martwymi ciałami, a czy pułkownik Wall uciekł, nie ma co do tego pewności. Ci jeńcy, poprzez przedmioty i konie, które dostały się w ręce Polaków, dali się rozpoznać jako szwedzcy oficerowie. To wszystko potwierdza ktoś, kto osobiście brał udział w tej bitwie i był naocznym świadkiem.”[6]

4. Wieść o bitwie i jej wyniku wkrótce dotarła do polskiej królowej. W liście do swojej francuskiej znajomej, pisanym w Głogowie 18 maja 1656 roku, informowała:

„Donosiłam ci dawniej, że niektóre województwa prosiły o wodza. Dałam im wojewodę podlaskiego [Jana Piotra Opalińskiego]; posłużyło mu szczęście, odzyskał wiele zamków, obległ Kościan, a gdy do 2000 Szwedów poszło na niego, pobił ich, wodza ich dostał w niewolę, i wziął dziewięć sztandarów. Pan Czarniecki odebrawszy fałszywą wiadomość o cząstkowej porażce jego, rozkazał mu odstąpić od oblężenia i z nim się połączyć. Za każdym przybliżeniem się nieprzyjaciela, zaraz znajdą się uciekający, którzy krzyczą, że wszystko stracone.”[7]

5. Nie tylko królowa, ale i polscy dygnitarze przekazywali sobie wieści o tej bitwie. Jednym z nich był sekretarz królewski Jan Andrzej Morstin, który w liście do podczaszego koronnego Jana Zamoyskiego, pisanym 28 maja 1656 roku, donosił:

„P.[an] wojewoda podlaski [Jan Piotr Opaliński] pod Kościanem zniósł cztery regimenty rajtariej funditus [doszczętnie], wziął Tosa [Ernst v. Seherr. genannt Thoss], obersztera i kilkanaście kornetów [chorągwi kawalerii].”[8]

6. Samuel Twardowski, zmarły w 1661 roku szlachcic, był wśród pospolitego ruszenia Wielkopolan pod Kościanem. Opisał i bitwę, i okoliczności jej towarzyszące w poemacie, który opublikowano dopiero dwie dekady po jego śmierci.

„Naszy pod Koscianem

























Znaczną odniosą wiktoryą









































List od Czarnieckiego do nich



























Wielgo-Polanie odszedszy Kościana

Z-kąd pod Kościan co daley Szlachty się kupiącey

W większym Woysku; gdzie przystęp i dla Obry lgnącey

I błot z-nią zastąpionych, że był zatrudniony,

Przyszło stanąć Obozem; z-oboiey go strony

Położywszy nad Miastem. Zarąz-że co robią,

I gdy prożno przez akkord do Szturmu sposobią

Należące potrzeby, chłopow wprzod nagnawszy,

Ktorzy ow swoy Leszyński łup posmakowawszy

Haniebnie się kupili; ale iako duży

Wstręt po dwakroć odniosą, nie szturmuiąc dłuży

Do domow się rozwiną. Sama procz zostanie

Szlachta w takim opale. O czym wnet dostanie

Wessemani ięzyka, i z-tąd wszytką nocą

Zeby i oblężonym wczesną był pomocą

I nas zbiegł bez rumoru, z-Kommendanty dwiema

Podiazd znaczny wyprawi. Aleć się z-obiema

Imprezami pominął. Bowiem-eśmy tedy

Byli iuż gotowymi. Gdy zwietrzywszy Szwedy

Przez gay przeprawuiące, da znać co wskok o nich

Iaroszewski od Straży, Zaraz wszytkie do nich

Chorągwie się posuną. Zwłaszcza ktore beły

Z-Poznańskim Kasztelanem świeżo nadciągneły.

I iako w-tym z obu stron ognia sobie dadzą,

Niepodobnym uporem, prętko się rozwadzą;

Ze iedni ustępować wnetże drugim muszą,

Szwedzi zwłaszcza, gdy prożno drugi raz się kuszą

Przyyść do strzelby, od naszych szabel poniesieni,

I ani nawołani, ani poprawieni,

Przepadną ku Mosinie. Gdzie ich wszędy bito.

Nagradzaiąc podiętą szkodę swą sowito

W Smuszewskim tam zginionym. Tak że od pułtoru

Ich tysiecy, a niemal samego wyboru

Ledwie uszło z piećdziesiąt, Ktorzy o tym swemu

Dali wzdy do Poznania znać Wessemaniemu.

Lintform, Dewal, zabici, oprocz Thos uznany,

Zywcem od Podleskiego w pogoni porwany.

Toż po tey Wiktoryey, kiedy spuścić mieli

Z-uporu oblężeni, (iakosz iusz i chcieli

Do Traktatow przystąpić) aż od Czarnieckiego

Listy przydą zpod Srzody

[...]

O czym nam znac dawa

Tu pod Kościan, że w takiey poniewasz zostawa

Woyskowey konfuzyey, dla nastąpionego

W-ogniu Nieprzyiaciela, prosząc do iednego

Albo z-sobą Obozu, albo gdzie z drugiemi

Krol sam iest nie daleko Woyskami swoiemi;

Bo zgubią się inaczey, sami tu zostaiąc

I iutroż go u siebie, rano wyglądaiąc

Z-tą Armatą i siełą. A też im do Pana

Brać się pilniey niźli tu dobywać Kościana.

[...]

Zaczym też z-pod Kościana i my się ruszemy,

A także Komonnikiem, bez wozow przydziemy,

Wprzod pod Lowicz.”[9]



7. W XIX wieku Kazimierz Władysław Wójcicki odnalazł i opublikował rękopis, który, przynajmniej w części poświęconej bitwie pod Kościanem, niewątpliwie jest streszczeniem poematu Twardowskiego:

„Tym czasem ze owe Wielkopolskie bunty to iest Konfederacya na Szwedow poczęta w Kosciencu y wszędzie tam okolicznie Ich sprzętali a nade wszystko Opalinski Wwda Podlaski wyszedszy z Szląska, gdzie był uciekł przed Szwedami skupił do siebie Szlachtę Wielkopolską […] Ruszyła się owa skupiona Wielkopolska Szlachta pod Koscian gdzie niemaiąc dobrego przystępu połozyło się Obozem pod nim, ale ze tam Szwedzi przez akkort [na drodze układów] poddać się nie chcieli, dla tego Nasi, Chłopstwo dwa razy do Szturmu napędzili alubo nie wskurali przecież od oblęzenia nie ustępowała Kawalerya Nasza procz ze Chłopi do Domow się swoich rozeszli wszystka iednak się Szlachta została ktora pod ten czas dostawszy jakiegos Języka ze owym oblęzonym Szwedom inni na Sukkurs idą wiadomość wzięta pogotowiu staneła, apotym zwietrzywszy ze się Szwedzi przez Gay przeprawuią, skoczyła coprędzey tam Ich napadszy wycięła tak dobrze ze się Ich zpułtora tysiąca ledwie 50 Ludzi uciekło.”[10]

8. W trakcie bitwy kościańskiej, w Środzie Wielkopolskiej, w armii Stefana Czarnieckiego, znajdował się towarzysz chorągwi husarskiej wojewody krakowskiego Władysława Myszkowskiego, Wespazjan Kochowski. 32 lata po bitwie, w łacińskim dziele[11] pisał o niej:

„Wnet potem [po spaleniu Leszna] wojewoda [podlaski] skierował się do Kościana, leżącego wśród bagnisk nad rzeką Obrą, gdzie często stawali przejazdem Szwedzi, choć mieli do tego miejsca wstręt, jako że niedawno zabito tutaj landgrafa [landgraf heski Fryderyk, szwagier Karola Gustawa, zabity w Kościanie w październiku 1655 roku]. Powodzenie i tym razem dopisało. Podjazd Jakuba Jaraczewskiego przywiódł jeńców, od których się dowiedziano, że oddział szwedzki, wyprawiony przez gubernatora poznańskiego Weesemana, zbliża się w gotowości bojowej, zamierzając nocą niespodziewanie zaatakować Polaków oblegających Kościan. Wojewoda zaraz wyruszył nieprzyjacielowi naprzeciw i zaskoczywszy Szwedów wśród dąbrowy, gdzie nie mogli rozwinąć bojowego szyku, wysiekł ich i rozproszył, ścigając i zabijając uciekających aż do Mosiny. Z naszych zginął tam Smuszewski, mąż odwagą i rodem znakomity, a także Dąmbrowski, Bronikowski, Przysiecki i inni, nie mówiąc o prostych żołnierzach. Pomszczono tę stratę zabiciem Lintforma (owego wysłannika Weesemana) oraz wzięciem do niewoli pułkownika de Wahla [Deualius] i majora Thossa [Thossus], którzy błagali o zachowanie ich przy życiu.”[12]

dr Radosław Sikora



Przypisy:

[1] O bitwie pod Kłeckiem: Radosław Sikora, Bitwa pod Kłeckiem (Gnieznem) 1656. Czyli o tym, jak polscy historycy ją przegrali i co husaria ma z tym wspólnego. Trzyczęściowy artykuł dostępny pod linkami:
http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... olnego-cz1
http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... lnego-cz-2
http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... lnego-cz-3

[2] Słowa Czarnieckiego cytowała polska królowa, Ludwika Maria, w liście pisanym z Głogowa 18 maja 1656 roku (W: Zdobycie Warszawy przez Szwedów r. 1656 opisane w listach królowej polskiej Maryi Ludwiki, zachowane w rękopismie własnoręcznym w Bibliotece Narodowej Paryskiej. Przepisał, wstępem i objaśnieniami opatrzył L. Grangier de la Marinière. Z francuskiego na polski język przełozył, i przypiski dodał Alexander Przezdziecki. „Biblioteka warszawska. Pismo poświęcone naukom, sztukom i przemysłowi.” t. 3, ogólnego zbioru t. XLIII. Warszawa 1851. s.199.).

[3] Miejsce to, zwane „szwedzkimi szańcami”, znajduje się tam, gdzie toczyły się walki 9 maja 1656 roku (patrz zdjęcia na stronie: http://www.grzybno.info.pl/wspomnienia_szaniec.php ). Ponieważ Szwedzi nie mieli czasu by się okopać, a poza tym nie mieli piechoty, gdyż operowali tylko kawalerią, to wydaje mi się, że nie jest to żaden szaniec, lecz zbiorowa mogiła poległych w tej bitwie Szwedów. Mam nadzieję, że w przyszłości badania archeologiczne zweryfikują tę hipotezę.

[4] Tadeusz Nowak, Kampania wielkopolska Czarnieckiego i Lubomirskiego w roku 1656. „Rocznik Gdański” 1938, t. XI. s. 148–150.

[5] Tadeusz Nowak, Kampania wielkopolska Czarnieckiego i Lubomirskiego w roku 1656. „Rocznik Gdański” 1938, t. XI. s. 147–148.

[6] Auß Groß-Polen. Auß dem Feld-Lager bey Koscian, welches Herr Opalinsky mit dem Adel auß GroßPolen belägert vom 10. May. W: „Extraktschreiben von unterschiedlichen Orten aus Großpolen” (brak miejsca druku, po 24 maja 1656 roku). Tłumaczył Krzysztof Trybulec.

[7] List Ludwiki Marii, Głogów 18 maja 1656 roku (W: Zdobycie, s. 199).

[8] Listy Jana Andrzeja Morstina. Opr. Stefania Ochmann-Staniszewska. Wrocław 2002. s. 339.

[9] Samuel Twardowski, Woyna Domowa Z Kozaki i Tatary Moskwą, potym Szwedami, i z Węgry, Przez lat Dwanascie Za Panowania Nayjasniieyszego Iana Kazimierza Krola Polskiego tocząca sie. Na cztery podzielona Xięgi. Kalisz 1681. s. 180–183.

[10] Szwedzi do Polski za Krola Gustawa (z rękopismu współczesnego z czasów Jana Kazimierza). Opr. Kazimierz Władysław Wójcicki. „Biblioteka starożytna pisarzy polskich” t. I. Warszawa 1843. s. 205–206.

[11] Wespazjan Kochowski, Annalivm Poloniae Climacter Secvndvs. Bella Sueticum, Transyluanicum, Moschouiticum, aliasq[ue] res gestas ab Anno 1655, ad Annum 1661. Kraków 1688. s. 127.

[12] Tłumaczenie Leszka Kukulskiego (Kochowski Wespazjan, Lata potopu 1655-1657. Opr. Leszek Kukulski. Warszawa 1966. s. 165–166).

ODPOWIEDZ

Wróć do „Bitwy, wojny i kampanie”