Polskie Termopile 1694. Bitwa pod Hodowem

Początek XVII w. przyniósł wznowienie działań antymoskiewskich. Rosja przechodziła właśnie kryzys dynastyczny. Przeciw carowi Borysowi Godunowowi wystąpił rzekomy syn Ivana IV, Dymitr. Poparty przez polskiego magnata Jerzego Mniszcha, który wydał za niego swą córkę Marynę, osiadł na tronie w 1605 roku. Wiele osób w Polsce zdecydowanie opowiadało się przeciw popieraniu tego awanturnika politycznego. Początkowo niechętny tej sprawie był również Zygmunt III. Wkrótce jednak zwolennicy „dymitriady” zdołali pozyskać króla.
Awatar użytkownika
Husarz
Posty: 822
Rejestracja: 31 paź 2010, 04:37

Polskie Termopile 1694. Bitwa pod Hodowem

Post autor: Husarz » 08 sty 2013, 15:35

Kiedy po zwycięstwie wiedeńskim Rzeczpospolita Obojga Narodów i król Jan III Sobieski zyskali uznanie na dworach europejskich, „król Piast” rozpoczął wzmożone starania mające zapewnić jego synom monarszą przyszłość. Polityka dynastyczna zaprowadziła armię koronną do Mołdawii. Przez dłuższy czas wyprawa hetmana Jabłonowskiego stała się „tematem przewodnim” w polskich kręgach dworskich. Początek lat 90. XVII wieku upłynął pod znakiem aspiracji Jakuba Sobieskiego do Mołdawii.

Odwróciło to jednak uwagę społeczeństwa szlacheckiego od ważnego problemu – problemu na granicy południowo-wschodniej, gdzie regularnie dochodziło do łupieżczych napadów tatarskich. Szczególnie zagrożone było Podole. Z wielu takich najazdów szczególnie jeden jest ciekawy, gdy badamy dzieje husarii lub, mówiąc ogólnie, polskiej kawalerii.

Roku pańskiego 1694 doszło do zbrojnej napaści Tatarów. Siły koronne skierowane do ich odparcia składały się z siedmiu chorągwi. Pochodziły z Okopów Świętej Trójcy i Szańca Panny Maryi. Z ustaleń historyków wynika, że w skład ich wchodziły roty pancerne i husarskie, między innymi rota husarska króla Jana i husarze roty koronnej marszałka Józefa Lubomirskiego. W sumie miało ich być około 400 ludzi.

Liczbę wrogów określano na kilkadziesiąt tysięcy. Niektórzy wymieniali liczbę 23 tysięcy, inni posługiwali się liczbami rzędu 70 tysięcy. Najrozsądniejsze wydają się jednak szacunki we wspomnieniach uczestników bitwy, które podają, że „naszych czterystu ludzi (…) tak mężnie i walecznie 40 tys. ordy obronili się”[1]. W skład armii nieprzyjaciela wchodzili głównie Tatarzy krymscy, choć z pamiętników naocznych świadków wiemy, że znajdowali się tam również Lipkowie.

Drogę maszerującym Tatarom koroniarze zastąpili pod Hodowem. Pierwsze starcie okazało się bitwą konną – świetnie wyszkolonych husarzy i pancernych z przednią strażą najeźdźcy. Kawalerzyści polscy z impetem rozgonili około 600 koni wroga, wydanie bitwy siłom głównym nie miałoby jednak sensu. Dlatego dowódcy polscy zdecydowali o obronie wsi Hodów. Znacząco miały im pomóc zgromadzone przez chłopów kobylice, a także gęsto stawiane płoty i chałupy. Dzięki tym prowizorycznym umocnieniom oddział koronny bronił się przez sześć godzin przed około stukrotnie liczniejszym przeciwnikiem.

Ciekawe, że do walki pod Hodowem obie strony zeszły z koni. Husaria i pancerni w wiosce posługiwali się bronią palną, choć nie wzbraniali się przed walką wręcz. Tatarzy prowadzili ostrzał łuczniczy i co rusz podejmowali próby szturmów. Obrońcy byli dosłownie zasypywani strzałami. Niech świadczy o tym fakt, że po walce zebrano kilka wozów niepołamanych, zdatnych do ponownych użycia strzał[2]! Groty posłużyły w dalszych godzinach „oblężenia” za kule, którymi nabijano polskie pistolety i muszkiety.

Po upływie kilku godzin nieprzyjaciel, zdając sobie sprawę z nędznych rezultatów szturmów, podjął się negocjacji. Pod polskie zasieki wysłano „władających polską mową” Lipków, by przekonali koroniarzy do kapitulacji. Na nic zdały się jednak te wysiłki. Nieugięci żołnierze króla Jana odmówili. Następny szturm na Hodów już nie nastąpił. Tatarzy i Lipkowie zrezygnowali z oblegania wsi i wycofali się w stronę Kamieńca Podolskiego. Nie kontynuowali nieudanego najazdu grabieżczego, który okazał się kompletną klęską. Ruszyli do Polski wielką armią a nie zdobyli prawie nic. Nie dali rady czterystu polskim jeźdźcom, nie zdobyli żadnego z miasteczek Podola i uprowadzili tylko trzydzieści osób pojmanych w jasyr! Kolejny raz „wydatki” przerosły oczekiwane „zyski”.

Polskie straty w bitwie hodowskiej możemy określić nieco jaśniej. Na miejscu poległo trzynastu towarzyszy i kilkudziesięciu pocztowych. Nieokreślona liczba żołnierzy zmarła od ran, wśród nich kilku oficerów. Wysocy rangą kawalerzyści byli również w gronie uprowadzonych przez Tatarów, jednak większość z nich udało się wykupić.

Warto też wspomnieć o reakcji króla Jana III na wieść o zwycięstwie pod Hodowem. Nie zawahał się użyć swojego skarbu na rzecz dzielnie walczących husarzy i pancernych. We wspomnieniach czytamy, że przeznaczył odpowiednie kwoty na leczenie rannych, obdarował też tych, którzy pojmali jeńców, a za padłe konie właściciele otrzymali odszkodowanie. Ponadto bitwa lub – jak chcą niektórzy – potyczka ta stała się doskonałym „materiałem propagandowym”, który podnosił morale obrońców i mieszkańców Podola.

Bibliografia
Źródła:
1) Sarnecki K., Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego, tom 1, opr. J. Woliński, Wrocław 2004
2) Ułamek djarjusza pisanego w obozie królewskim na Podolu roku 1694.
Opracowania:
1) Augustyniak U., Historia Polski 1572- 1795, Warszawa 2008
2) Mała Encyklopedia Wojskowa, p.r. J. Bordziłowski, tom. 1, Warszawa 1967
3) Nowak T., Wimmer J., Historia oręża polskiego 963- 1795, Warszawa 1981
4) Sikora R., Niezwykłe bitwy i szarże husarii, Warszawa 2011



Przypisy
↑ 1. Sarnecki K., Pamiętniki z czasów Jana Sobieskiego, tom 1, opr. J. Woliński, Wrocław 2004.
↑ 2. Sikora R., Niezwykłe bitwy i szarże husarii, s. 170, Warszawa 2011.


Dawid Siuta

ODPOWIEDZ

Wróć do „Bitwy, wojny i kampanie”