O GRENADIERACH SPOD LIPSKA – CO MÓWIĄ ŹRÓDŁA

Wśród ważnych spraw epoki napoleońskiej wybitne miejsce, choć nie naczelne, zajmowała bez wątpienia sprawa polska. Stanowiła jeden z najbardziej aktualnych i specyficznych problemów w ówczesnych przemianach polityczno – społecznych, a zwłaszcza w europejskiej polityce międzynarodowej.
W wyniku kolejnych rozbiorów ziemie Rzeczypospolitej zostały podzielone między trzech zaborców. Niemal natychmiast po III rozbiorze powstały pierwsze organizacje spiskowe, mające na celu odzyskanie niepodległości. W 1796 roku podpisano w Krakowie tajny akt konfederacji, która zapowiadała walkę z trzema zaborcami w łączności z narodem francuskim.
Awatar użytkownika
Husarz
Posty: 822
Rejestracja: 31 paź 2010, 04:37

O GRENADIERACH SPOD LIPSKA – CO MÓWIĄ ŹRÓDŁA

Post autor: Husarz » 29 gru 2012, 07:40

Tekst niniejszy powstał w wyniku przypadku, czy, jak kto woli, zbiegu okoliczności.

Kończyłem właśnie porządkować notatki sporządzone na podstawie pamiętników opisujących udział IV Korpusu Kawalerii gen. Sokolnieckiego w batalii pod Lipskiem, kiedy Jacek Smura przesłał mi napisany przez siebie krótki esej o lipskim epizodzie Pułku 3go Piechoty, z prośbą o jego zamieszczenie na stronie. Ów sygnalizowany we wstępie zbieg okoliczności polegał na tym, że pół godziny, może godzinę wcześniej odnalazłem w jednym z wertowanych pamiętników ten sam tragiczny epizod, o którym pisał Jacek. Wybicie 16 października 1813 roku przez rosyjskich kirasjerów kompanii grenadierskiej Pułku 3go Piechoty.



Praktycznie natychmiast odezwała się we mnie żyłka „zawodowca”. Skoro odnalazłem źródło, wypadałoby opisać ten drobny fragment wielkiej batalii ze wszystkimi podanymi tam szczegółami, nie pomijając przy tym związanych z tym bojem wątpliwości.

Przeciętny wielbiciel epoki (o ile w ogóle tacy za przeciętnych mogą uchodzić) ma dziś do dyspozycji dwie, stosunkowo łatwo dostępne prace, opisujące udział polskich oddziałów w lipskiej batalii . Pierwszą jest praca M. Łukasiewicza Armia księcia Józefa 1813, drugą Lipsk 1813 J. Nadziei. W obu książkach wzmiankowany jest tragiczny koniec grenadierskiej kompanii 3go Pułku na polu walki 16 października, ale w żadnej nie ma odwołania do źródła, dokładniej rzecz ujmując – nie podaje takowego Łukasiewicz, Nadzieja zaś odsyła czytelnika… do Łukasiewicza.
Tymczasem owym źródłem są pamiętniki Henryka Dembińskiego, wówczas oficera 1go Pułku Strzelców Konnych, późniejszego generała a wreszcie i wodza naczelnego wojsk rewolucyjnych Węgier w 1848 roku.

„Bitwa narodów” rozpoczęła się o godzinie 8 rano 16 października i rozpadała niejako na dwa jednoczesne starcia. W centrum jednego z nich, toczącego się na prawym skrzydle napoleońskim, nad rzeczką Pleissą, znalazły się polskie korpusy; VIII „armijny” i IV kawalerii rezerwowej.

Piechota ks. Poniatowskiego weszła w bój praktycznie od samego początku i do godziny 13.00 została całkowicie zaangażowana w obronę linii Pleissy oraz zabudowań wsi Markkleeberg i Dölitz, w wyniku czego na lewym skrzydle VIII Korpusu ks. Poniatowskiego zaczęła tworzyć się luka między nim a korpusem marsz. Victora. Ks. Schwarzenberg, dowodzący wojskami koalicji na tym odcinku, nie mogąc przełamać twardego oporu Polaków czołowymi natarciami, postanowił wejść w powstającą lukę siłami pruskiego korpusu gen. Kleista. Natarcie przygotować miał ogień kilku baterii artyleryjskich.

Działa te i szykującą się daleko za nimi masę piechoty zauważył jednak gen. Sokolnicki, dowodzący IV Korpusem Kawalerii , który wysłał do szarży na działa 1szy pułk szaserów płk Kurnatowskiego. Strzelcy konni pokonali niełatwy, bo falisty i lekko podmokły teren i szarżą wzięli baterię oraz rozbili asekurujący ją batalion. Zaraz potem na rozproszony regiment spadła nagła szarża rosyjskiego pułku kirasjerów, którą jednak szaserzy wytrzymali i odrzucili w ciężkim boju poza niewielki jar.


Tam jednak dosięgła żołnierzy Kurnatowskiego szarża drugiego regimentu kirasjerskiego i tam też rozegrał się dramat grenadierów kpt. Orlińskiego. Jak wspomina Dembiński, gdy jego pułk ścierał się z „pierwszymi” kirasjerami, z leżącego nieopodal lasku olszynowego wysunęła się wspierająca jazdę kompanja grenadierów pułku 3go piechoty kapitana Orlińskiego, pięknego oficera. W pościgu za kirasjerami kompania doszła aż na miejsce, gdzie szaserzy rozbili w pierwszym ataku pruski batalion, kiedy na strzelców konnych ruszył drugi pułk rosyjskich kirasjerów. Kompania, stojąc w otwartym polu nie miała żadnych szans, na ucieczkę w olszyny też było już za późno, szaserzy z kolei byli zbyt nieliczni i zbyt rozproszeni, by móc w jakikolwiek sposób pomóc piechurom, mimo, ze ich dowódca nawoływał także Dembińskiego: Szasery! Nie zostawiajcież mnie tak samego!

Bezsilny Dembinski pisał później, że z wielkim (…) bólem serca musiałem odskoczyć od niego i patrzeć, jak kirasjerzy tę garstkę grenadjerów otoczyli i w oczach moich płatali. Grenadierzy nie zatrzymali nawały rosyjskich kirasjerów, którzy natarli na wyczerpany 1szy szaserów i zmusili go do odwrotu.


Gen. Sokolnicki czuwał jednak nad sytuacją i wysłał w sukurs strzelcom 6ty pułk ułanów. Kirasjerom z pomocą przyszedł wtedy regiment huzarski, na co Sokolnicki odpowiedział szarżą 8go pułku ułanów. Bój ten rozstrzygnąć miało tymczasowo uderzenie dragonów gwardii gen. Letorta, na co Schwarzenberg odpowiedział szarżą własnych trzech pułków kirasjerskich – dwa z nich zostały zatrzymane (ale i jazda napoleońska musiała się cofnąć), trzeci zaś, weterani spod Raszyna, kirasjerzy Sommarivy, wykonał szarżę, o której z podziwem wypowiadali się polscy pamiętnikarze – kawalerzyści cesarscy przełamali dwie linie piechoty i zatrzymały ich dopiero salwy czworoboków odwodu napoleońskiego. Tak, według wspomnień Dembińskiego, a także Klemensa Kołaczkowskiego, wyglądało starcie, w którym zniszczona została kompania kpt. Orlińskiego.


Jak wynika z opisu i analizy boju – walka grenadierów z kirasjerami była krótka i beznadziejna. Samotna, z pewnością niepełna i zaskoczona kompania piechoty nie miała żadnych szans na przetrwanie szarży zwartego regimentu ciężkiej jazdy w otwartym, płaskim terenie – nie mogła nawet utworzyć czworoboku, jedynie mniej lub bardziej regularny okrąg, w którym żołnierze skupiali się wokół swych dowódców. Co więcej, jak się wydaje bój z grenadierami nie spowolnił ani nie osłabił siły uderzenia kirasjerów na polskich szaserów. Czy oznacza to, ze polskich piechurów po prostu zmieciono, czy też któraś kompania czy może szwadron kirasjerów wyłamał się z szyku, i zajął się płataniem polskiej kompanii, gdy reszta szła na strzelców Kurnatowskiego? Bo przecież grenadierzy nie uciekli, nie rozproszyli się – milczy o tym Dembiński, a poza tym ci piechurzy, którzy doszli z księciem Poniatowskim pod Lipsk byli już elitą elit, „starymi” wiarusami. Słabszy element wykruszył się daleko wcześniej, wśród nieustannych marszów i walk w Czechach i Saksonii. Jak więc przebiegła ostatnia walka kompanii kpt. Orlińskiego? Tego, niestety nie wiemy.


Nie wiemy też rzeczy dla nas, jako rekonstruujących Pułk 3ci Piechoty, poniekąd najważniejszej – czy faktycznie byli to żołnierze 3go pułku? Kilka miesięcy wcześniej, w niewielkiej miejscowości Zittau, na pograniczu Saksonii i Czech, ks. Poniatowski dokonał, na mocy rozporządzeń cesarskich, reorganizacji swego korpusu. Część jednostek, mających niskie stany liczebne, uległa rozwiązaniu a ich żołnierzy włączono do pozostałych pułków. Taki los spotkał między innymi II batalion Pułku 3go dowodzony przez majora Hoffmana, który liczył zaledwie 33 oficerów i 411 żołnierzy i był drugim najsłabszym oddziałem piechoty w VIII korpusie . Zachowane dokumenty nie mówią niestety, w jaki sposób rozdysponowano żołnierzy rozwiązanych jednostek piechoty. W jeździe po prostu połączono po dwa pułki, wyrównując stany przenoszeniem pojedynczych żołnierzy i oficerów, ale o piechocie źródła milczą.

Inna rzecz, że kpt. Orliński także jest postacią zagadkową. W spisach (jakkolwiek dość mocno niepełnych) B. Gembarzewskiego, jedyny oficer tego nazwiska, Franciszek Orliński, był faktycznie kapitanem, ale raczej niezbyt bojowym (komendant placu Sokala i Zamościa) a z resztą został reformowany w marcu 1812 roku. Z oficerów o podobnych nazwiskach pasowałby chyba tylko Piotr Orłowski, od 13 marca 1813 roku kapitan w 6tym regimencie piechoty . Jak widać o ludziach, w tym nawet o oficerze dowodzącym kompanią, którzy wzięli udział w tej krótkiej i gwałtownej walce, epizodzie ogromnej batalii, wiemy bardzo mało, a raczej – nie wiemy niczego napewno.


Może więc Dembińskiemu, piszącemu po latach swe wspomnienia, chodziło tylko o kpt. Orlińskiego – którego znał wcześniej jako oficera w 3cim pułku, a nie o całą kompanię? A może nasz pamiętnikarz pomylił numery pułków? A może jednak napisał prawdę – że 16 października 1813 roku wyginęła pod Lipskiem kompania grenadierska dawniej II batalionu pułku 3go, wówczas już przeniesiona do innego regimentu ?

W końcu tenże znakomity i wielki znawca epoki Bronisław Gembarzewski, w którego spisach nie ma kpt. Orlińskiego z grenadierów „trójki”, zapisał jednak wśród odbytych przez Pułk 3ci Piechoty Księstwa Warszawskiego batalii dwie nazwy.
Wachau i Lipsk.



Krzysztof Polak

ODPOWIEDZ

Wróć do „Epoka napoleońska”