„Pierwsza polska bitwa” – zdobycie Tczewa w 1807 roku

Wśród ważnych spraw epoki napoleońskiej wybitne miejsce, choć nie naczelne, zajmowała bez wątpienia sprawa polska. Stanowiła jeden z najbardziej aktualnych i specyficznych problemów w ówczesnych przemianach polityczno – społecznych, a zwłaszcza w europejskiej polityce międzynarodowej.
W wyniku kolejnych rozbiorów ziemie Rzeczypospolitej zostały podzielone między trzech zaborców. Niemal natychmiast po III rozbiorze powstały pierwsze organizacje spiskowe, mające na celu odzyskanie niepodległości. W 1796 roku podpisano w Krakowie tajny akt konfederacji, która zapowiadała walkę z trzema zaborcami w łączności z narodem francuskim.
Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

„Pierwsza polska bitwa” – zdobycie Tczewa w 1807 roku

Post autor: karateka » 08 sty 2013, 16:10

Utworzenie przez Napoleona 12 lipca 1806 roku Związku Reńskiego spotkało się ze zdecydowanym protestem Królestwa Prus. W odpowiedzi na wystosowane przez Prusy ultimatum cesarz Francuzów wkroczył z armiami na ich teren i w dwóch bitwach stoczonych jednego dnia – 14 października 1806 roku – pod Jeną i Auerstedt rozgromił wojska Fryderyka Wilhelma III. Po kilku dniach Napoleon triumfalnie wjechał do Berlina. Król pruski, który uciekł do Królewca, odrzucił propozycję pokoju, wojna miała więc trwać. Napoleon w poszukiwaniu rekrutów postanowił sięgnąć po kartę polską. Cesarz jeszcze w Berlinie wydał proklamację do Polaków, wzywając ich do walki z zaborcą, jednak w rozmowie z polską delegacją nie obiecał wprost odbudowy państwa polskiego: „Francja nie uznała nigdy rozbioru Polski, a pamięta zasługi oddane przez nią Europie (…) Uzbrójcie się wszyscy: niech będzie hasłem waszym niepodległość lub śmierć”[1]. Początkowo zadanie sformowania oddziałów polskich chciano powierzyć Tadeuszowi Kościuszce, ale gdy ten odmówił, o pomoc poproszono Jana Henryka Dąbrowskiego i Józefa Wybickiego. Ci po zajęciu Poznania ogłosili pobór rekrutów i pospolite ruszenie. Do końca stycznia 1807 roku sformowano trzy legie, a w skład każdej wchodziło ponad 13 tysięcy ludzi, głównie niedoświadczonych Wielkopolan i dezerterów z armii pruskiej. Wojsku brakowało umundurowania i wyposażenia, a artylerzystów trzeba było wysłać na dodatkowe szkolenia.

Wojska napoleońskie po zajęciu Wielkopolski wkroczyły do Warszawy. Prusacy bronili się przy pomocy Rosjan już tylko na Pomorzu. Koniec wojny z IV koalicją miała przynieść bitwa pod Iławą Pruską (niem. Preussisch Eylau, obecnie Bagrationowsk w obwodzie kaliningradzkim), ale wyjątkowo krwawe starcie z wojskami prusko-rosyjskimi 8 lutego 1807 roku okazało się nierozstrzygnięte. Między przeciwnikami nastał czas niepisanego rozejmu. Napoleon zadecydował o wycofaniu wojsk za Pasłękę i rozłożenia jej na zimowych leżach. Jego główną kwaterą stał się zamek w Ostródzie. Wyczerpana armia, zmagająca się z chorobami i brakami żywności, potrzebowała sukcesu dla podniesienia morale[2]. Miało nim być zdobycie twierdzy gdańskiej. Zadanie to przypadło dwóm korpusom – w skład których weszły też oddziały polskie – dowodzonym przez marszałków François Josepha Lefebvre’a i Jeana Lannes’a. Ale żeby zająć Gdańsk, najpierw trzeba było oczyścić z wojsk pruskich lewy brzeg Wisły i zdobyć położony 30 kilometrów na południe Tczew.

Zadanie to otrzymał generał Dąbrowski, który do końca stycznia zajął Chojnice, Tucholę i Gniew. 27 stycznia doszło do chyba najbardziej kuriozalnego wydarzenia podczas tej kampanii. W Starogardzie Prusacy rozbroili i uwięzili kompanię kapitana Bystrama. Gdy wojska pruskie wyszły z miasta, jeńców odbił 2. pułk jazdy pułkownika Dominika Dziewanowskiego. Nie było to trudne zadanie, ponieważ pruscy oficerowie mieli być tak pijani, że nie potrafili ocenić sytuacji i wydać właściwej komendy[3]. Polacy wzięli w niewolę dwie kompanie piechoty, dwa działa i kilkudziesięciu jeźdźców, po czym udali się do niebronionego Tczewa. Dziewanowski rozkazał jeńców uwięzić w ratuszu, a ich broń wraz z polską ustawić w kozły na rynku. Dla ochrony wystawiono tylko lekkie straże przy ratuszu i przy głównej miejskiej bramie. Pozostałych bram i furt pilnowały zwykłe posterunki, a Bramy Wiślanej nie chronił nikt. Jeźdźcy rozsiodłali konie i udali się na kwatery rozlokowane w różnych częściach miasta.

Te wszystkie informacje szybko dotarły do Prusaków, którzy nie omieszkali skorzystać z nadążającej się okazji odbicia Tczewa. Od strony Skarszew nadszedł oddział pułkownika Schäffera w sile 400 ludzi. Część weszła do miasta przez niepilnowaną Bramę Wiślaną, a reszta rozpoczęła walkę z Polakami przy Bramie Gdańskiej. Dzięki informacjom od mieszkańców Prusacy doskonale wiedzieli, w których domach zatrzymali się polscy oficerowie i wyciągali ich wprost z łóżek. Tymczasem uwięzieni w ratuszu pruscy jeńcy uwolnili się i zaopatrzyli w broń ustawioną na rynku. Szala szybko przechyliła się na korzyść Prusaków. Zginęło w walce blisko stu Polaków, a drugie tyle trafiło do niewoli[4]. Polacy wspominali też o strzelających do nich mieszczanach. W ręce wroga wpadła również kasa wojenna, zawierająca 1000 talarów. Dziewanowskiemu udało się uciec do Gniewa. „Częścią chęć zaimponowania miastu przybyciem z niewolnikiem, pozbawiła mnie pierwszego honoru; straciłem strzelców, wszystkie moje i wielu innych bagaże, a co najważniejsze kasę”[5] – raportował Dziewanowski, który podał się do dymisji, ale Dąbrowski jej nie przyjął.W wyniku działań pruskich na przedpolu Gdańska wojska generała Dąbrowskiego musiały się cofnąć aż do Świecia. Gniew ponownie zajęto 12 lutego, a dzień później przybył do miasta sztab. Dąbrowski, zdając sobie sprawę, że własnymi siłami Gdańska nie zajmie, postanowił poczekać na przybycie oddziałów Wielkiego Księstwa Badenii i Legii Północnej z artylerią. W międzyczasie 15 lutego oddział kawaleryjski dowodzony przez jego syna, pułkownika Jana Michała Dąbrowskiego, ponownie zajął Tczew, ale gdy dowiedział się, że w Miłobądzu – 10 kilometrów od Tczewa – stacjonują nawet cztery tysiące żołnierzy pruskich, nie mając szans na utrzymanie pozycji, tego samego dnia opuścił Tczew. Prusacy próbowali jeszcze zająć Pelplin i Starogard, ale bez sukcesu. Ponownie Polacy szukali szczęścia pod murami Tczewa cztery dni później, znowu bez powodzenia.

19 lutego Dąbrowski raportował marszałkowi Lefebrve’owi, że w Tczewie znajduje się aż cztery tysiące żołnierzy oraz dodatkowo – na przedpolach – kolejne dwa tysiące[6]. Tak naprawdę było ich znacznie mniej. Dowództwo pruskie zadanie obrony miasta powierzyło majorowi Friedrichowi von Bothowi, który miał do dyspozycji 642 piechurów, 31 huzarów i 2 armaty trzyfuntowe[7]. Von Both zarządził przygotowania Tczewa do obrony – przed bramami miejskimi ustawiono kozły hiszpańskie, w murach miejskich i bramach wykuto otwory strzelnicze, a w podmiejskich folwarkach, Czyżykowie Wielkim i Małym, umieszczono załogi w postaci 40 strzelców i 40 piechurów. W samym mieście żołnierzami obsadzono bramy i położone w najbliższym sąsiedztwie domy, na rynku pozostawiono dwustu żołnierzy w odwodzie, a na wieżach kościelnych rozlokowano obserwatorów raportujących o ruchach wrogich wojsk. Zadaniem von Botha było utrzymanie miasta przez dobę. Potem miała nadejść pomoc z Gdańska, a w pierwszej kolejności udzielić jej miały oddziały majora Wostrowskiego stacjonujące pod Miłobądzem.

Mury miejskie zostały zbudowane jeszcze przez Krzyżaków, nie remontowano ich od 1780 roku. Obronie miasta sprzyjało za to jego położenie. Jak zanotował major Jan Weyssenhof, późniejszy generał powstania listopadowego: „(…) na wysokim brzegu nad Wisłą, otoczone szerokimi parowami, opasane dookoła starym murem z basztami, krzyżackimi jeszcze podobno, przystępne tylko jedną droga do lądu, wzdłuż której ciągnie się przedmieście”[8]. Dlaczego zajęcie Tczewa było tak ważne przed przystąpieniem do oblężenia Gdańska? Miasto było ważnym punktem przeprawy przez Wisłę, niezwykle cennym, gdyby Napoleon musiał wycofać się na lewy brzeg rzeki na skutek ewentualnej ofensywy Rosjan. Posiadanie Tczewa pozwalało na kontrolowanie przedpola Gdańska i głównych szlaków komunikacyjnych, krzyżujących się w Tczewie. 23 lutego, w dniu bitwy o miasto, liczyło ono 1645 mieszkańców i miało 201 domów mieszkalnych[9]. Dzień przed walkami generał Antoni Amilkar Kosiński zanotował w dzienniku o złej wróżbie: „W ciągu dnia nie zaszło nic tak dalece pamięci godnego, lecz w nocy z okazyi upuszczonej świecy w słomę przez pijanego żołnierza zajął się wielki pożar, w którym 50 koni artylerii naszej zgorzało i ekwipaż generała Kosińskiego”[10].

Szturm na miasto wyznaczono na 23 lutego. Dąbrowski dysponował 5 tysiącami piechoty, 700 jazdy i 100 kanonierami, a łącznie z dywizją generała Jeana Xaviera Menarda pod Tczew podeszło 12,5 tysiąca żołnierzy[11]. Wojska napoleońskie szły pod Tczew dwoma grupami. Prawym skrzydłem dowodził generał Kosiński, a jego przednią strażą – generał Józef Niemojewski. Lewe ugrupowanie stanowiła cała dywizja badeńska pod wodzą generała Menarda i cztery bataliony Legii Północnej, którymi kierował generał François Puthod. Marsz w kierunku Tczewa rozpoczął się o godzinie 4.00 rano. Po dwóch godzinach kompania woltyżerów porucznika Dezyderego Chłapowskiego bez problemów zajęła podtczewski folwark Czyżykowo Wielkie. Z zajmowaniem Czyżykowa Małego już nie poszło tak łatwo. Tak opisał je zaledwie 19-letni wówczas Chłapowski: „Dopuścili nas Prusacy blisko domów, a z tych oknami, drzwiami i dziurami w ścianach porobionymi dali razem ognia do mojej półkompanii, tak że podoficer, który przy mnie na lewo biegł naprzód, padł śmiertelnie ugodzony. Padło i za mną kilku, więcej rannych zostało. Pierwszy ten ogień zrobił wrażenie na wszystkich, poprzewracani zabici i mocno ranni zostali oczywiście na placu, a zdrowi poszli w rozsypkę. Przyznaję się, żem głowę tej chwili stracił”[12]. Sytuację opanował dopiero szturm kompanii grenadierów pułkownika Maurycego Haukego. Zdobycie Czyżykowa Małego dla wielu żołnierzy było pierwszą wymiana ognia.Gdy około 9.30 oddziały Dąbrowskiego pojawiły się pod murami Tczewa, generał zdał sobie sprawę, że miasta wcale nie broni aż cztery tysiące Prusaków, jak sam wcześniej raportował. Wysłał więc do dowódcy miasta kapitana Feliksa Grotowskiego z propozycją dobrowolnego złożenia broni. Both oświadczył, że polskim pastuchom na pewno się nie podda. Zamiast białej flagi Polakom odpowiedziano silnym ogniem artyleryjskim z kartaczy[13]. Prawdopodobnie już wtedy ranny w lewą rękę został Jan Michał Dąbrowski. Pod Tczewem zakończyła się tym samym dobrze zapowiadająca się kariera pułkownika Jasia, jak nazywali go żołnierze, ponieważ w gniewskim szpitalu lekarze musieli amputować mu rękę powyżej łokcia. Możliwe, że w wyniku tego samego ostrzału (według innych relacji podczas ostatecznego szturmu na miasto) ranny w prawą nogę został także sam generał Dąbrowski, uprzednio straciwszy pod sobą dwa konie. Ta rana będzie mu dokuczała aż do śmierci[14].

Pierwszy szturm na miejskie mury odparto. Widząc, że bez artylerii zdobycie miasta będzie bardzo trudne, o godzinie 11.00 postanowiono zaczekać na jej przybycie. Tymczasem na pomoc von Bothowi ruszyły spod Miłobądza oddziały majora Wostrowskiego. Naprzeciw nim wyszedł generał Puthod. Starcie pod Dąbrówką Tczewską wygrał ten drugi, a Prusacy zawrócili do obozu w Miłobądzu, gdzie odpierali ataki do przybycia generała Menarda. Po przełamaniu obrony Prusacy w bezładzie zaczęli uciekać w kierunku Pruszcza. Po drodze naliczono 250 zabitych Prusaków[15]. Około godziny 14.00 w Tczewie, po ostrzale artyleryjskim, wojska Dąbrowskiego ponownie przystąpiły do szturmu. Prusacy tym razem nie mieli szans, bo skończyła im się amunicja. Atakujący wdarli się do miasta przez Bramę Wodną, kawaleria zablokowała Bramę Młyńską, ale przy Bramie Gdańskiej niedoświadczeni żołnierze nie chcieli ruszyć do ataku. Dopiero widok atakującej kolumny badeńskiej i krzyk Weyssenhoffa: „Cóż, dacie się uprzedzić tym Niemcom?” podrażniły ambicję żołnierzy, którzy rzucili się do bramy[16]. Both z resztką żołnierzy próbował się jeszcze bronić na przykościelnym cmentarzu, a wyparty stamtąd uciekł do kościoła farnego, skąd nie mając już dróg wyjścia, poddał się. Część jego żołnierzy spróbowała uciec po lodzie na drugi brzeg Wisły, jednak lód okazał się za słaby, a Dąbrowski rozkazał ostrzelać rzekę z dział. Wielu Prusaków utonęło, a „na Wiśle pod Tczewem widać było pływające kapelusze i warkocze”[17].

W walkach o miasto zginął po stronie wojsk napoleońskich jeden oficer – podporucznik nazwiskiem Bergonzoni, drugi – podpułkownik Muchowski – podobnie jak 30 żołnierzy zmarł od ran. Rany odniosło 16 oficerów, w tym generał Dąbrowski i jego syn Jan Michał oraz około 200 żołnierzy. Prusaków poległo około 150, wielu utopiło się w Wiśle, ponad 200 było rannych. Do niewoli dostało się 19 oficerów oraz od 600 do 800 podoficerów i szeregowych, zdobyto też cztery działa[18], jednak dane te u różnych autorów są mocno rozbieżne. Wszystkich jeńców odprowadzono do Gniewa. Napoleon z ostródzkiego zamku w piśmie gratulacyjnym dopytywał o zdrowie Dąbrowskiego i prosił o podanie nazwisk kandydatów do Legii Honorowej. Ostatecznie przyznał aż 14 krzyży, co jest faktem godnym odnotowania, ponieważ nigdy wcześniej żadna dywizja nie dostała aż tylu tych odznaczeń. Cesarz nazwał tczewską batalię „pierwszą polską bitwą”[19]. Generał Niemojewski określił pisał o zdobyciu Tczewa: „Była to walka oficerów i generałów, którzy musieli zaprawiać młodego żołnierza. Jenerał Dąbrowski był w tej bitwie pierwszym grenadierem”[20]. Zdobycie Tczewa oznaczało likwidację zagrożenia wypadami ze strony garnizonu gdańskiego. Jak zauważył generał Dąbrowski: „Nic z Gdańska wynijść nie może, cobyśmy z daleka nie widzieli”[21].

W wyniku ostrzału artyleryjskiego i wywołanych nim pożarów ucierpiało sporo domów, spalone zostały także podmiejskie zabudowania gospodarcze. Dąbrowski nałożył na Tczew kontrybucję w wysokości 7500 talarów, a jako zakładników – gwarantów zapłaty – zatrzymał 24 znaczniejszych obywateli[22]. Zwolniono ich po pożyczce udzielonej władzom miasta przez zamożnego kupca tczewskiego Andrzeja Turzyńskiego. Po zwycięskim szturmie żołnierze otrzymali dwie tak zwane złote godziny na rabowanie miasta. Jak zwykle bywa w takich sytuacjach, nie obeszło się bez zniszczeń, gwałtów, a nawet zabójstw. Życie miało wówczas stracić 14 mieszkańców. Miasto „przedstawiało straszny spektakl; ulice i domy były czerwone od krwi i zawalone trupami Prusaków zmasakrowanych bezlitośnie przez zirytowanych ich długim oporem Polaków i Badeńczyków”[23]. Antoni Białkowski znalazł w piwnicy jednego z domów dziesiątki piechurów, „jednych już pijanych leżących, a innych otwierających czopy takim sposobem, że strzelali w dna, a przez otwory lał się trunek. Tymczasem inni kaszkiety (bowiem innych naczyń nie było) podstawiali i z nich pili, niektórzy zaś mieli satysfakcję strzelania tylko do beczek. Niektórzy będąc napici chybiali dna beczki i o mało kogo nie zabili. Jaki widząc taki nieporządek wyrzekłem się miodu. Trunki porozlewany były tak, że już stopy ludzkie zanurzały się w nich, gdym wychodził z piwnicy”[24]. Zgodnie z regulaminem żołnierzom, którzy nie wrócili na noc do kwater, groziła śmierć. Rano kilku uczestników libacji znaleziono martwych na ulicy miasta. Okazało się, że zginęli z rąk Prusaków ukrywających się w krypcie fary. Było ich ponoć 60, ale o ich dalszym losie nic nie wiadomo[25].Rządy w mieście zaczęła sprawować francuska komendantura wojskowa, a mianowanym przez nią burmistrzem został wspomniany już Andrzej Turzyński. Francuzi – oblegający do końca maja Gdańsk – zorganizowali w Tczewie szpital wojskowy, magazyny i piekarnie polowe. Zbudowano także most pontonowy przez Wisłę i fortyfikacje ziemne, którymi objęto całe miasto. Pobyt wojska był opłacany oczywiście z pieniędzy mieszczan. Na cele wojskowe przeznaczono klasztor dominikanów, ewangelicki kościół św. Jerzego, szkołę ewangelicką i kilka budynków mieszkalnych. Konieczność utrzymywania „okupantów” miasto przypłaciło kryzysem gospodarczym.

Pastor malborski Häbler pisał o Tczewie tego okresu: „Z Tczewa nadchodzą wiadomości przygnębiające, środków żywnościowych nie ma, przedmieścia prawie wszystkie spalone, a pozostali tam obywatele są ludźmi pożałowania godnymi, chodzącymi boso lub w pantoflach”[26]. Obraz zniszczeń i strat oddaje również list magistratu tczewskiego z 11 sierpnia 1807 roku skierowany do Kamery Wojny i Domen w Kwidzynie: „Od nieszczęśliwego dnia 23 lutego br. wszyscy obywatele od pierwszego do ostatniego żyją w ostatniej nędzy. Kilkakrotnie mieliśmy już sposobność opisać naszej wysokiej władzy przełożonej okropną nędzę miasta i mieszkańców, prosząc o zwolnienie z różnych dostaw, a uzyskaliśmy, jeżeli nie więcej, przyrzeczenie, że nad losem miasta Tczewa współczują i na przyszłość jak najwięcej go ochronią. Ufając temu przyrzeczeniu, staraliśmy się ciężary wojenne jakie spadły na miasto nasze, znosić cierpliwie, oddawać nawet ostatki jakie pozostały po gwałtownej grabieży. Ponieśliśmy większą część kosztów zbudowania mostu pływającego, dostarczyliśmy belek, wszystkiego drzewa, żelaza, kotwic i lin, urządziliśmy piekarnię polową, zaopatrując ją w drzewo opałowe, urządziliśmy szpital wojskowy na 300 łóżek, dostarczając mu do dnia dzisiejszego drzewa opałowego, oddaliśmy artykułów żywnościowych za kilkaset talarów, lekarstw i napojów, opłacaliśmy przez 6 miesięcy dziennie 8–20 dozorców szpitalnych, słowem czyniliśmy wszystko, na co nasze i miasta siły zezwalały. Skoro jednak dzisiaj, gdy w mieście naszym zupełnie zabrakło gotówki, mimo wielokrotne nasze przedstawienia dokonuje się rekwizycji, grożąc egzekucja ostrą, w razie niepunktualnego wypełniania żądań, dziś cierpliwość nasza się kończy, a jeśli sprawa innego nie weźmie obrotu, uciekniemy”[27].

Wojna z Prusami na odcinku pomorskim zakończyła się wraz ze zdobyciem Gdańska po dwóch miesiącach oblężenia, 26 maja 1807 roku. Polskie oddziały opuściły Pomorze w czerwcu. Klęska wojsk rosyjskich 14 czerwca 1807 roku pod Frydlandem (obecnie Prawdinsk w obwodzie kaliningradzkim) przyśpieszyła pokój, który 7 lipca 1807 roku Napoleon zawarł z Aleksandrem I w Tylży. Na jego mocy powstało Księstwo Warszawskie, ale Pomorze Gdańskie nie weszło w jego skład. Gdańsk z kolei stał się wolnym miastem pod formalnym protektoratem Prus i Saksonii, ale z załogą francuską. Wojska francuskie przebywały w Tczewie do 22 listopada 1808 roku.

Walki o Tczew stały się inspiracją dla artystów. Opisy bitwy możemy znaleźć w „Popiołach” Stefana Żeromskiego, a bardziej wyidealizowany obraz – w wierszu „Batalia pod Tczewem” Hiacynta Jabłońskiego, uczestnika walk. Malarz i rysownik Jan Rosen pozostawił po sobie obraz „Szturm do Bramy Gdańskiej w Tczewie”, a Jerzy Kossak – „Zdobycie Tczewa przez Legiony Dąbrowskiego w 1807 r.”.

Bibliografia
Historia Tczewa, pod red. Wiesława Długokęckiego, Kociewski Kantor Edytorski, Tczew 1998.
Roman Landowski, Tczew w czasie i przestrzeni, Kociewski Kantor Edytorski, Tczew 2008.
Andrzej Nieuważny, Wielka wojna w małym mieście. Boje o Tczew w lutym 1807 roku, Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin 2009.
Edwin Rozenkranz, Dzieje Tczewa, „Miscellanea”, Koszalin 1999.




Przypisy
↑ 1. Historia Tczewa, pod red. Wiesława Długokęckiego, Tczew 1998, s. 182.
↑ 2. Andrzej Nieuważny, Wielka wojna w małym mieście. Boje o Tczew w lutym 1807 roku, Pelplin 2009, s. 14.
↑ 3. Roman Landowski, Tczew w czasie i przestrzeni, Tczew 2008, s.387.
↑ 4. Tamże, s.390.
↑ 5. A. Nieuważny, dz. cyt., s.26.
↑ 6. R. Landowski, dz. cyt., s.391.
↑ 7. Historia Tczewa, dz. cyt., s.183.
↑ 8. A. Nieuważny, dz. cyt., s.29.
↑ 9. R. Landowski, dz. cyt., s.392.
↑ 10. A. Nieuważny, dz. cyt., s.33.
↑ 11. Historia Tczewa, dz. cyt., s.183.
↑ 12. R. Landowski, dz. cyt., s.395.
↑ 13. Tamże, s.397.
↑ 14. A. Nieuważny, dz. cyt., s.37.
↑ 15. R. Landowski, dz. cyt., s.399.
↑ 16. A. Nieuważny, dz. cyt., s.38.
↑ 17. Historia Tczewa, dz. cyt., s.183.
↑ 18. Tamże.
↑ 19. R. Landowski, dz. cyt., s.405.
↑ 20. Tamże.
↑ 21. A. Nieuważny, dz. cyt., s.47.
↑ 22. Historia Tczewa, dz. cyt., s.183.
↑ 23. A. Nieuważny, dz. cyt., s.42. Autor tych słów, Francuz Saint Aubin, nie był jednak naocznym świadkiem wydarzeń w Tczewie.
↑ 24. Tamże.
↑ 25. R. Landowski, dz. cyt., s.407.
↑ 26. Historia Tczewa, dz. cyt., s.184.
↑ 27. Tamże.

Autor informacji:

Przemysław Zieliński

ODPOWIEDZ

Wróć do „Epoka napoleońska”