Przysięga księdza Brzóski

W następstwie rozbiorów ziemie Rzeczypospolitej zostały wcielone do państw zaborczych jako ich prowincje: z terenów zaboru austriackich utworzono Galicję, z kolejnych zaborów pruskich: Prusy Zachodnie, Prusy Południowe i Prusy Nowowschodnie, obszary zagarnięte przez Rosję podzielono na gubernie. Wszędzie wprowadzono własne ustawodawstwo i scentralizowaną biurokrację. W kraju i na emigracji podejmowano przygotowania do walki o niepodległość.
Awatar użytkownika
ziomeka
Posty: 462
Rejestracja: 01 cze 2010, 03:37

Przysięga księdza Brzóski

Post autor: ziomeka » 16 mar 2013, 20:53

A wtem z owej mglistej otoczy wychylił się oddział kosynierów. Szli chłopi w sukmanach z drągami osadzonych sztorcem kos na ramionach. W pierwszym szeregu szedł ksiądz z krzyżem w ręku. Taki obraz jawi się w noweli Henryka Sienkiewicza „We mgle” – grottgerowskim powstańczym zwidzie.

Oto dwóch młodych chłopców jedzie na Podlasie zimowym zmierzchem i nagle widzą, jak z mgły wychodzi oddział powstańców. Powiewa nad nimi chorągiew z Orłem Białym. To widma zmarłych, którym tajemnicza siła kazała wrócić na świat i iść przez śniegi w pośmiertnym zamyśleniu. To przypomnienie przelanej tutaj krwi. Ten ksiądz, który prowadzi powstańców z krzyżem w dłoni, to największa legenda i chwała naszych podlaskich borów – ksiądz Stanisław Brzóska.

Jego zdjęcie stoi do dzisiaj na honorowym miejscu w moim domu, obok krzyża powstańczego mego prapradziada Władysława Kuleszy, który walczył u boku księdza Brzóski w oddziale Romana Rogińskiego. Ten pierwszy dowódca w powstaniu ujęty z bronią w ręku po 35 latach syberyjskiej kaźni napisał w swoim pamiętniku o podlaskich żołnierzach: „Gdy patrzę w przeszłość i przypominam sobie zastęp, co poszedł ze mną z kosami tylko w ręku przeciw armatom – łza nabiega mi do oczu jako wyraz czci dla owych ludzi, którzy z miłości dla kraju gotowi byli zdobyć się na najwyższe poświęcenie. Naród, co takich posiada synów, nie zginie nigdy”.



„Dłońmi kapłańskimi wzniesione kielichy”

Ksiądz Stanisław Brzóska, rodem ze skromnego szlacheckiego rodu, przyszedł na świat 30 grudnia roku 1834. Do gimnazjum uczęszczał w Białej Podlaskiej. Mając lat 19, wstąpił do seminarium duchownego w Janowie na Podlasiu. Jeden z jego przyjaciół o nierozszyfrowanym kryptonimie natychmiast po powstaniu, w roku 1865, wspominając swoich towarzyszy broni, pisze o latach seminaryjnych księdza: „Umysł dziwnie wrażliwy, widziano księdza Stanisława całe godziny klęczącym, pogrążonym w zadumie”.

Zaczął swą kapłańską drogę w parafii w Sokołowie Podlaskim pod wezwaniem Niepokalanego Serca Najświętszej Panny Maryi. Potem przeniesiono go do Łukowa. Właśnie wtedy powrócił z Syberii z zesłania ksiądz pijar Adam Słotwiński, który wspomina młodego wikarego jako „bardzo kochanego, prawego, odważnego człowieka i kapłana, który miał w sobie karną i korną wiarę żołnierza Chrystusowego”.

Jest rok 1861. Zaczynają się żarliwe przedpowstańcze manifestacje. W archiwum parafialnym miejscowości Bodzentyn w Górach Świętokrzyskich odnaleziono i przekazano mi bezcenne dokumenty mówiące o zaangażowaniu młodych kapłanów w działania przygotowujące wybuch walki o wolność. W zbiorach księdza Izydora Ciąglińskiego znajdują się teksty różnymi charakterami przepisanych pieśni i wierszy.

Wszechmocny Boże,

ojców naszych Panie,

W Tobie nadzieja, siła i odwaga;

O Twoje wsparcie

na swe zmartwychwstanie

Twój lud Cię błaga!

Ocalały w świętokrzyskim archiwum: „Pieśni do Matki Boskiej” – „O Matko! Matko! Wysłuchaj swe dzieci – wskrześ nam Ojczyznę jakimkolwiek cudem”; „Pieśń do Zbawcy Świata” – „Wolność Ojczyzny na zawsze wróć”; „Zorza” – „Polsko! Czy Ty już widzisz krwawy blask swej zorzy? I oręż nasz gotowy, grom pieśni, błysk kosy i dłońmi kapłańskimi wzniesione kielichy”; „Hymn do Boga” – „Tylko Ojczyznę odzyskać pragniemy, tylko być wolni, być wolni”.

27 lutego 1861 roku, podczas manifestacji w Warszawie, która była uroczystym obchodem trzydziestej rocznicy zwycięstwa Polaków w Olszynce Grochowskiej, kozacy otworzyli ogień do manifestantów i tak padło pierwszych Pięciu Poległych. Warszawa okryła się kirem. 2 marca przepłynął jej ulicami demonstracyjny pogrzeb, który przeszedł do historii. Mowę pożegnalną miał wygłosić ksiądz Franciszek Bonawentura Mikulski z parafii Góra w guberni kaliskiej, słynący ze swych kazań żarliwych, ale oczywiście policja zakazała jakichkolwiek przemówień nad grobem. Odpis tej mowy (niewystępującej nawet w bibliografii druków powstańczych!) znalazłam w zbiorach księdza Izydora z Bodzentyna. Kończyła się ona słowami: „Święta Ojczysta ziemio, nie gniećże kulami przeszytych twych dzieci, ale jako ukochana Matka weź je w swoje miłosierne objęcia, aby duszę Bogu oddać, a śmiertelne prochy złożyć w tych drogich mogiłach, około których najpóźniejsze pokolenia uczyć się będą, jak mają żyć i umierać za Kraj Rodzinny, za Kraj Ukochany. Amen”.

Na powązkowskiej mogile, gdzie spoczęli obok siebie bratnio: robotnik, ziemianie, czeladnik krawiecki i młodziutki gimnazjalista, wyryto znamienne słowa: „Dulce et decorum est pro patria mori” – Słodko i chwalebnie jest umierać za Ojczyznę.

Ten grób istnieje do dzisiaj na cmentarzu cywilnym na Powązkach. Stoi nad nim krzyż przeniesiony z symbolicznej mogiły prezydenta Stefana Starzyńskiego i jak pięknie napisał młody Stefan Żeromski: „Nie zapomniano im miłości ku Matce, nad grobem pięciu nieznanych gorzko i cicho płaczesz i słyszysz szept Ojczyzny”.

W kościele łukowskim pw Przemienienia Pańskiego śpiewano:

Boże najświętszy

przez Chrystusa rany

Świeć wiekuiście

nad braćmi zmarłymi,

Wejrzyj na lud Twój

niewolą znękany,

Przyjmij ofiary synów

polskiej ziemi,

Przed Twe ołtarze

zanosim błaganie,

Ojczyznę, wolność

racz nam wrócić, Panie!

Ksiądz Stanisław Brzóska wygłasza płomienne kazanie. Oskarżony o „podburzanie i hardość” zostaje aresztowany i w Siedlcach, gdzie do dziś znajduje się jedno z najsurowszych więzień, oddany pod Wojenny Sąd Polowy. Wyrok zapada 10 grudnia 1861 roku. Zostaje skazany na 1,5 roku ciężkiej twierdzy w Zamościu. Władze kościelne usiłują bronić swego kapłana, który „zwracał zawsze na siebie uwagę prawdziwą pobożnością i nieposzlakowaną prawością charakteru”. Ksiądz wychodzi z więzienia po sześciu miesiącach, ciężko chory. I oddany pod nadzór policyjny.

W jednej z najpiękniejszych książek poświęconych księdzu Brzósce, a szczęśliwie ocalonych z rozgrabionej biblioteki mego rodzinnego dworu na Podlasiu, zatytułowanej „Kryjaki” autorstwa Marii Jehanne-Wielopolskiej, jest opis Mszy św. w Łukowie, gdy na księdza Brzóskę patrzy „lud – podlaski, cichy, zadumany” i mówi do niego w sercu ksiądz Brzóska: „Pobłogosław mnie, Ludu polski, siermiężny, abym wszedł czysty między chaty twoje”.



„Wiernie pełniąc zadanie świętego powołania”

Stanowcza chwila wybiła 22 stycznia roku 1863. Ksiądz Brzóska został mianowany Naczelnikiem Powstańczym Łukowa, a 22 lipca roku 1863 – naczelnym kapelanem wojsk powstańczych województwa podlaskiego. Zaczęto go też tytułować generałem. I taki wybrał sobie pseudonim – „Generał Brzeziński”.

Pełni swą służbę kapelańską w różnych oddziałach dowodzonych przez sławnych podlaskich dowódców: pułkownika Marcina Lelewela-Borelowskiego, kapitana Karola Krasińskiego, generała Michała Heydenreicha-Kruka, którego wielkie zwycięstwo w bitwie pod Żyrzynem 8 sierpnia 1863 roku było jednym z największych sukcesów powstańczych. Ksiądz Stanisław Brzóska opiekuje się rannymi, spowiada, podnosi na duchu.

Ksiądz biskup Paweł Kubicki, autor znakomitej wielkiej pracy „Bojownicy kapłani za sprawę Kościoła i Ojczyzny w latach 1861-1915”, pisze, że Stanisław Brzóska „przemawiał wszędzie, w kościele, pod krzyżem przydrożnym, pod drzewem polnym. Jego czyste żywe słowa były symbolem miłości Boga i Ojczyzny, więc lgnęli do niego wszyscy. Tyle było w tym, co mówił, siły, prawdy i mocy”. Towarzysze broni zapamiętali go z otwartym brewiarzem, zatopionego w modlitwie, od której odrywał się tylko, by ogarnąć pełnym miłości i zachwytu wzrokiem urodę podlaskich borów.

We wrześniu 1863 roku Papież Pius IX z okazji procesji po Rzymie z cudownym obrazem Zbawiciela polecił w specjalnym piśmie: „Jest wolą Ojca Świętego, ażeby przy tej okazji zanoszono modły za nieszczęśliwą Polskę, którą z boleścią widzi wydaną w tej chwili na łup tylu mordów i krwi przelewu. Naród Polski, który był zawsze katolicki, zasługuje ze wszech miar, by się zań modlono, ażeby z trapiących klęsk został wyzwolony i wytrwał niezachwianie przy posłannictwie nie tylko strzeżenia, ale zachowania jednomyślnej całego kraju zgodzie, chorągwi wiary katolickiej i religii swoich ojców”.

29 października Romuald Traugutt w imieniu „Rządu Narodowego Polski” podziękował Ojcu Świętemu wspaniałym listem: „Ojcze Święty! Walcząc dla wywalczenia wolności Ojczyzny przeciwko najzawziętszym nieprzyjaciołom sprawiedliwości i cnoty, otrzymaliśmy najweselszą wiadomość, że Ty, Ojcze Święty, dałeś dowód łaskawości Twojej względem nas i względem naszej sprawy, nakazując w Rzymie publiczne modły w celu uproszenia miłosierdzia Bożego dla Narodu Polskiego. Będąc u steru spraw publicznych w tych najtrudniejszych okolicznościach, chcemy, Ojcze Święty, złożyć Ci największe dzięki w imieniu całego ludu polskiego za postawienie sprawy naszej wobec Najwyższej Sprawiedliwości”.

15 grudnia 1863 roku wydał Traugutt odezwę „Rząd Narodowy do Duchowieństwa Polskiego”, które „przekazało dzisiejszemu pokoleniu naszemu drogą spuściznę starożytnych cnót i niezłomne przywiązanie do religii, będące dla prawego Polaka podporą w walce, ochłodą w cierpieniu, nadzieją lepszej przyszłości. Z kazalnic rozległy się słowa miłości, które wniosły ducha jedności, zgody. (…) Dzięki Opatrzności chwała niespożyta Duchowieństwu naszemu, które idąc za prawdziwym duchem swego powołania, broniąc religii i najświętszych praw Narodu, stanęło po stronie pokrzywdzonego i uciśnionego.

Gorliwość o wiarę i wierność Ojczyźnie nie mogły nie ściągnąć na duchowieństwo zemsty barbarzyńskiego wroga. Więzienia moskiewskie zapełniły się sługami Ołtarza, rusztowania moskiewskie zbroczyły się krwią niewinnych kapłanów. (…) Prześladowanie i ucisk nie złamią ducha Pasterzy naszych. Wiernie pełniąc zadanie swego świętego powołania, będą oni nadal przewodniczyć Narodowi na drodze poświęceń dla dobra powszechnego i dla zbawienia Ojczyzny”.

Car Aleksander II, wysyłając do Polski swego brata – wielkiego księcia Konstantego, który stał się kolejnym moskiewskim namiestnikiem, pisał: „Okazuj we wszystkich wypadkach należny szacunek katolickiemu Kościołowi, lecz nie dozwalaj pod żadnym pozorem duchowieństwu mieszać się w sprawy polityczne i nie zostawiaj podobnych zapędów bez należnej kary”. Te należne kary spadały na polskie duchowieństwo, począwszy od aresztowania i skazania na dwadzieścia lat zesłania ks. abp. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, poprzez mordowanie wielu kapłanów, którzy ginęli na szubienicy, jak piszą historycy – „powieszeni z wyrafinowanym okrucieństwem”.

Profesor Stefan Kieniewicz w swej monumentalnej pracy o powstaniu, oceniając udział w nim księży, pisze: „Wielu z nich poniosło śmierć w bitwie, nawet jeśli sam ich udział w walce z bronią w ręku był zjawiskiem wyjątkowym. Blisko trzydziestu księży rozstrzelano lub powieszono, około stu zesłano na katorgę, kilkuset na zesłanie, mało która grupa zawodowa poniosła tak ciężkie straty. Władze stosowały wobec księży najwyższy wymiar kary”.



„I krzyż Polaków – to szubienica”

Powstanie gasło. Ksiądz Brzóska trwał na reducie. W raporcie do Rządu Narodowego z 1864 roku napisał, że mimo iż ofiarowywano mu szansę ucieczki z Polski, pozostał w Ojczyźnie i na placu boju, bo tak nakazywały mu „przysięga do ostatniej kropli krwi, mocna wiara w opatrzność Boga, że tyle krwi nie może być na próżno”.

Apelował: „Na Bóg żywy, Bracia, nie zasypiajmy sprawy (…), broni jest jeszcze niemało między ludem”. Był nieuchwytny. Przemykał ze swoim oddziałkiem wśród wsi i lasów podlaskich. Jeden ze ścigających go Moskali raportował z furią 23 września 1864 roku: „W Królestwie jest jeszcze złoczyńca ukrywający się w lasach, Brzóska, który z godziny na godzinę, z minuty na minutę powiększa swoją szajkę i nie ma możności go schwytać”.

Żołnierze moskiewscy zabobonnie uważali księdza za czarownika, który unosi się ze swoim wojskiem w powietrze i znika. Do dzisiaj trwa nad Bugiem i Liwcem piękna legenda o „latającym Wojsku Polskim”. Jeżeli ktoś ma czyste serce i na to zasłużył, to o zachodzie słońca może ich zobaczyć, jak idą w konfederatkach i czamarach, z kosami. Tak jak w noweli Henryka Sienkiewicza.

Historyk Stanisław Góra w znakomicie udokumentowanej pracy „Partyzantka na Podlasiu 1863-1864” pisze o ks. Brzósce: „Był on ostatnim dowódcą, który w szeregach Powstania walczył z bronią w ręku przez dwadzieścia siedem miesięcy. Miał dar zjednywania dla Powstania nie tylko chłopów i mieszczan, ale też drobnej szlachty. W krytycznych okresach, kiedy oddziały były rozbite, potrafił zawsze zebrać ochotników i z nimi dołączał do większego oddziału. (…) Walcząc, zawsze dawał przykład odwagi i męstwa (był ciężko ranny), przez co zdobył sobie uznanie dowódców oraz autorytet i zaufanie szeregowych. Nazwisko jego było znane prawie we wszystkich wsiach, dworach i miasteczkach. Gdzie się pojawił, otrzymywał pomoc i schronienie, co szczególnie uwidoczniło się w ostatnim okresie Powstania”.

Ukrywano go w chacie z podwójną ścianą, we wsi Krasnodęby-Sypytki pod Sokołowem Podlaskim. I tam wytropili go żołnierze moskiewscy. Ranny, aresztowany ze swoim adiutantem – kowalem Franciszkiem Wilczyńskim, został skazany na śmierć przez powieszenie.

W piśmie „Wolność” z 1863 roku był wiersz:

I szubienica stała się krzyżem,

I krzyż Polaków – to szubienica

23 maja 1865 roku na rynku w Sokołowie Podlaskim stanęła szubienica. W tym samym Sokołowie, skąd rozpoczął swoją kapłańską drogę. Szedł ku szubienicy, jak relacjonują świadkowie, z modlitwą na ustach i wzrokiem wzniesionym ku niebu. Obok niego prowadzono Franciszka Wilczyńskiego, który ukończył właśnie 21 lat. „Kryjaki” Marii Wielopolskiej opowiadają o owej chwili majowej roku 1865, gdy strumieniami padał deszcz, ale jego szum zagłuszył modlący się na rynku sokołowskim tłum przybyłych Polaków. Zdążył jeszcze ksiądz Brzóska powiedzieć Wilczyńskiemu: „Wolno nam już umrzeć. Gdy ona będzie potrzebowała rąk, znajdą się inne, zawsze gotowe do broni”. I chciał jeszcze krzyknąć: „Niech żyje Ojczyzna!”, ale już zabrzmiały bębny i zawiśli obydwaj w swoich białych, śmiertelnych giezłach, jak ofiarne komunikanty podawane ręką ziemi płaczącemu deszczem niebu.

W jedynej świetnie udokumentowanej biografii księdza Brzóski pióra historyka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Eugeniusza Niebelskiego jest cytowany nekrolog, który ukazał się na łamach prasy galicyjskiej: „Ostatni to żołnierz Powstania, któremu z zapałem, wiarą, poświęceniem służył od początku do końca życia. Energiczny, niezmordowany, dzielił wszystkie trudy obozowe, nie zrażony żadną klęską, ogniem swej duszy i wiarą w żywotność sprawy zagrzewał do wytrwałości innych. Nigdy nie spoczął, był pierwszy w opatrzeniu rannych i pocieszaniu umierających. (…) Wychodząc z łona ludu, posiadał nieograniczone zaufanie i miłość, które do ostatnich chwil go otaczały i przed Moskwą zasłaniały”.

„Widzę go jeszcze…”

Ma ksiądz Brzóska kilka pomników. W miejscu, gdzie stała szubienica na rynku w Sokołowie, stanął pomnik z orłem i wieńcem laurowym, a wykuty napis mówił: „Powstańcom 1863 roku, Księdzu Stanisławowi Brzósce i Franciszkowi Wilczyńskiemu, straconym na tym miejscu dnia 23 maja 1865 roku przez Moskali, i poległym na Podlasiu. Rodacy w 1924 roku”. Wielkie uroczystości odbyły się tam w 60. rocznicę śmierci księdza Brzóski 23 maja 1925 roku. Niemcy w czasie okupacji zniszczyli orła i wieniec. Piękny kształt pomnika przywrócili Podlasiacy 23 maja 1984 roku. Lasy w Jacie, gdzie ukrywał się oddział księdza Brzóski, a w czasie ostatniej wojny działali tam partyzanci Armii Krajowej Batalionów Chłopskich i Narodowych Sił Zbrojnych, ozdobiono pomnikiem w roku 1928.

Najcenniejszą pamiątką pozostałą po księdzu Stanisławie Brzósce jest jego stuła polowa znajdująca się w jednym z najznakomiciej działających muzeów polskich – Muzeum Regionalnym w Siedlcach. A najbardziej wzruszający pomnik, jaki postawiono naczelnemu kapelanowi powstańczych wojsk na Podlasiu, znajduje się we wsi Krasnodęby-Sypytki, gdzie ukrywano księdza Brzóskę. Mieszkańcy tej niezamożnej, skromnej wioski wydobyli kamienny stopień z chaty, która skrywała księdza i wyryli na nim słowa nawiązujące do przesłania Prymasa Tysiąclecia: „Gdy pamięć ludzka ginie, dalej mówią kamienie. Tu ukrywał się i został aresztowany gen. ks. Stanisław Brzóska, ostatni komendant Powstania 1863 roku na Podlasiu, oraz jego adiutant Franciszek Wilczyński. Wielka chwała Bohaterom”.

Nie ma ksiądz Brzóska mogiły. Jego prochy rozsypali Moskale podobno kędyś w fortach Brześcia. Ale ten głaz w Krasnodębach jest jego symboliczną mogiłą.



Barbara Wachowicz

ODPOWIEDZ

Wróć do „Ziemie polskie pod zaborami ogólnie”