Bitwa pod Murowaną Oszmianką

Polskie wojny i konflikty zbrojne w okresie dwudziestolecia międzywojennego:
* powstanie w Wielkopolsce - 1918-1919
* powstania na Górnym Śląsku - 1919-1921
* wojna polsko-bolszewicka - 14 lutego 1919-12 października 1920
* wojna ukraińska - 1918-1919
* wojna litewska - oficjalnie do 1938 roku, a właściwie 1919-1920
* konflikty z Czechosłowacją - 1919-1920
Awatar użytkownika
Husarz
Posty: 822
Rejestracja: 31 paź 2010, 04:37

Bitwa pod Murowaną Oszmianką

Post autor: Husarz » 13 maja 2013, 23:33

Od momentu zajęcia przez wojska niemieckie Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej w 1941 r. Polacy na Wileńszczyźnie musieli zmagać się nie tylko z terrorem okupanta i bandycką działalnością partyzantki sowieckiej, lecz także z wyjątkowo wrogą postawą Litwinów, którzy w zaistniałej wówczas sytuacji politycznej rozpoczęli kolaborację z Niemcami.
Negatywny stosunek znacznej części społeczeństwa litewskiego do Polaków wynikał przede wszystkim z zadawnionych sporów, kiedy to po I wojnie światowej wybuchł konflikt o przynależność terytorialną Wileńszczyzny. Wyjątkowo mocno zaciążyło to na późniejszych stosunkach polsko-litewskich podczas II wojny światowej, o czym możemy dowiedzieć się m.in. z raportów Delegatury Rządu RP na Kraj przesyłanych do Londynu.

Antypolskie nastroje

W maju 1942 r. informowano, że „Litwini zawiedzeni w swych nadziejach przez Niemców jeszcze bardziej pragną zemsty nad pokonanymi Polakami. Stale grożą, że po wymordowaniu Żydów przyjdzie kolej na Polaków”. Raport z sierpnia 1942 r. pokazywał, że nie były to czcze pogróżki: „Wileńszczyzna w dalszym ciągu jest terenem najcięższego na obszarze ziem wschodnich Rzeczypospolitej terroru politycznego, w którym Litwini prześcigają się z Niemcami”. W zwalczaniu polskiego podziemia wyjątkowo aktywna była, całkowicie podporządkowana gestapo, tajna policja litewska Sauguma, zaś Ochotniczy Oddział Strzelców Ponarskich (tzw. szaulisi) od lipca 1941 r. do lipca 1944 r. wymordował w podwileńskich Ponarach ok. 100 tys. obywateli II Rzeczypospolitej – głównie Żydów, ale także przedstawicieli polskich elit.

Na początku lutego 1944 r. Niemcy zezwolili na utworzenie, pod komendą gen. Povilasa Plechaviciusa, Litewskiego Korpusu Lokalnego (LVR), który miał posłużyć do zwalczania partyzantki polskiej i sowieckiej. Komenda Okręgu Wileńskiego AK, nie chcąc bardziej zaostrzać stosunków, w marcu 1944 r. zaproponowała Litwinom pakt o nieagresji i powołanie wspólnej komisji rozjemczej. Pewni siebie Litwini zażądali jednak całkowitego wycofania oddziałów AK z Wileńszczyzny, na co – rzecz jasna – Polacy nie mogli przystać. Wkrótce rozmowy zostały zerwane, a antypolskie nastroje potęgowały artykuły w litewskiej prasie, w których zapowiadano, że oddziały LVR zniszczą polską partyzantkę.

Litewskie grabieże

Na Wileńszczyznę skierowano sześć batalionów policji litewskiej oraz jeden łotewski, które wkrótce obsadziły kilkanaście miejscowości i rozpoczęły grabieże ludności cywilnej.

Wbrew buńczucznym pogróżkom oddziały litewskie nie podejmowały działań wobec AK, jednak zaczęły brutalnie atakować okoliczne wsie. W ciągu kilku pierwszych dni maja kompanie 310. batalionu LVR rozpoczęły akcje, podczas których spalono kilkanaście gospodarstw oraz zamordowano kilku Polaków i Białorusinów, jednak proceder ten przerwały skuteczne uderzenia brygad wileńskich AK. Działania Litwinów doprowadziły w końcu do tego, że ppłk Aleksander Krzyżanowski „Wilk” wspólnie z mjr. Czesławem Dębickim „Jaremą” i mjr. Antonim Olechnowiczem „Pohoreckim” postanowili rozbić 301. batalion LVR stacjonujący w Murowanej Oszmiance, Nowosiółkach i Tołominowie.

Odwet

Celem głównego uderzenia miał być 750-osobowy litewski garnizon w Murowanej Oszmiance. Dowódcą akcji był mjr Czesław Dębicki „Jarema”, który dysponował ok. 600 ludźmi, zaś ppłk „Wilk” osobiście nadzorował operację. O zmroku 13 maja 1944 r. brygady zajęły pozycje wyjściowe. Wcześniej przecięto linie telefoniczne i spalono mosty, uniemożliwiając przysłanie posiłków. Cztery brygady AK – 3., 8., 12. i 13. – otrzymały zadanie jednoczesnego uderzenia na Murowaną Oszmiankę i Tołominów, a 9. brygada zaryglowała drogę na Oszmianę. Na 1. i 2. kompanię 301. batalionu LVR uderzyły jednocześnie od wschodu, zachodu i południa trzy brygady AK. Szturm odbywał się nocą, a pole walki oświetlały palące się zabudowania. Adam Walczak „Nietoperz”, dowódca 13. Brygady Wileńskiej AK, relacjonował:

„Plutony poderwały się i jak burza wpadły do wsi. Rozległy się alarmowe strzały czujek litewskich. Drużyny jednym skokiem osiągnęły zabudowania Tołominowa. Żołnierze wpadają z granatami do szkoły, gdzie kwaterowali oficerowie litewscy. Zaskoczeni nie zdążyli wydać jakichkolwiek rozkazów. Pod groźbą polskich automatów podnosili ręce w górę. Z innych budynków wychodzili na wpół umundurowani Litwini. Pozbawieni dowódców nie okazywali chęci do walki, poddawali się masowo”.

W głębi wsi Litwini nadal stawiali opór, ale partyzanci gwałtownie zaatakowali zabudowania wskazane przez przewodników, obrzucając je granatami. Przerażeni żołnierze Plechaviciusa wyskakiwali wprost pod lufy i z rękoma w górze prosili o przerwanie ognia. Wziętych do niewoli zgrupowano na ulicy. Zachodnia część Tołominowa była w rękach Polaków, jednak po przeciwnej stronie natrafiono na silny opór bunkrów litewskich, który w brawurowym ataku przełamano i zmuszono przeciwnika do kapitulacji. Akowcy zostawili ludzi do pilnowania jeńców i szturmowali nadal. Pomagali im okoliczni mieszkańcy, którzy wskazywali ukrywających się Litwinów. Niedługo później bitwa dobiegła końca. W trakcie walki zginęło 13 partyzantów, 25 zostało rannych, w tym por. Gracjan Fróg „Szczerbiec”, jednak sukces był niewątpliwy. Zginęło 50 Litwinów, ok. 60 zostało rannych. Wzięto do niewoli ponad 300 jeńców, których partyzanci rozebrali do bielizny, uniemożliwiając im tym samym ucieczkę.

Po bitwie przemówił ppłk „Wilk”, podkreślając polskość ziem północno-wschodniej Rzeczypospolitej, wyraził nadzieję, że stosunki polsko-litewskie ułożą się w przyszłości poprawnie. Jeńcy litewscy, którzy także brali udział w uroczystości, zostali nakarmieni, a gdy wreszcie uwierzyli, że zostaną uwolnieni, wznieśli okrzyk na cześć Polaków. Wkrótce w trzech kolumnach wysłano – jak to żartobliwie określono – „białą procesję” do Jaszun, Wilna i Oszmiany, dokąd jednak mogliby nie dotrzeć, gdyby nie konwojujący żołnierze AK, zmuszeni do obrony ich przed samosądem okolicznej ludności, której tak mocno dali się we znaki.

Pojednanie?

Po tych wydarzeniach ppłk Krzyżanowski wystosował do Litwinów odezwę, by zaprzestali działań antypolskich i podjęli wspólną walkę przeciwko Niemcom. Uprzedził ponadto, że w wypadku zastosowania represji wobec polskiej ludności cywilnej podejmie działania odwetowe na Litwie właściwej. List wysłany do gen. Plechaviciusa i gen. Rastikisa pozostał bez odpowiedzi, co nie powinno zbytnio dziwić. Bitwa pod Murowaną Oszmianką, jak i wcześniejsze porażki formacji litewskich w walce z wileńską AK, były tak kompromitujące, że w następstwie tego Niemcy rozwiązali LVR, a gen. Plechaviciusa wraz z członkami jego sztabu aresztowali i osadzili w obozie Salspils pod Rygą.

Niedługo później historia okrutnie zadrwiła z obydwu narodów, a niedawni wrogowie do połowy lat 50. w lasach Litwy i polskich Kresów toczyli śmiertelny bój z sowieckim okupantem, płacąc za to tysiącami zabitych i kilkudziesięcioma tysiącami deportowanych do łagrów. Być może wielu z nich dopiero w barakach archipelagu Gułag podało sobie dłonie. Niestety, obserwując obecny stan stosunków polsko-litewskich, aż strach pamiętać, że przecież historia tak często lubi się powtarzać...

Grzegorz Makus

„Gazeta Polska Codziennie”

ODPOWIEDZ

Wróć do „Bitwy, wojny i kampanie”