III rząd Wincentego Witosa

Głównym zadaniem II RP było umacnianie swej pozycji na arenie międzynarodowej – minister Aleksander Skrzyński podkreślał, że polityka zagraniczna ma dla Polski ogromne znaczenie. Największym dylematem było położenie pomiędzy Niemcami a ZSRR – osłabienie tych państw po I wojnie było zjawiskiem tylko przejściowym. Z tego względu Polska z uwagą śledziła wzajemne relacje między Niemcami a ZSRR.
Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

III rząd Wincentego Witosa

Post autor: Warka » 04 maja 2011, 12:45

Rafał Jaźwiński

Stanowiska i działania polityków PSL „Piast” w kwestii powierzenia Witosowi roli premiera, czyli szczegółowy przegląd wydarzeń, które doprowadziły do utworzenia III rządu Wincentego Witosa i sprowokowały przewrót majowy.

Rząd Aleksandra Skrzyńskiego, mający już co najmniej od kwietnia 1926 roku charakter władzy tymczasowej1, choć mającej wciąż szerokie umocowanie polityczne2, był konsekwencją prowadzonej przez Związek Ludowo Narodowy i Polskie Stronnictwo Ludowe „Piast” przemyślanej gry, nastawionej na dobicie politycznych targów. Obu kontrahentom po wycofaniu się z gabinetu Skrzyńskiego Polskiej Partii Socjalistycznej3 zależało na utrzymaniu się przy władzy4 – stąd duża intensywność spotkań liderów obu bloków w okresie poprzedzającym Wielkanoc5. Jedyną możliwością pozostawał ponowny alians tych dwóch sił, których wcześniejszym owocem był pakt Lanckoroński z 1923 roku i tzw. rząd Chjeno-Piasta. Warunki objęcia przez nich rządów były jednak trudne - i to co najmniej z kilku powodów.
Niełatwe warunki

Po pierwsze, w 1923 roku rząd Wincentego Witosa miał za sobą legitymizację społeczeństwa uzyskaną na drodze niedawnych wyborów. W obecnej sytuacji zebrana z trudem większość sił prawicy i centrum nie odbijałaby nastrojów większości społeczeństwa. Co więcej, pozostawałaby nawet w sprzeczności z opinią publiczną6. Zresztą ilość mandatów, jakimi miały w sumie dysponować stronnictwa potencjalnych kontrahentów, również nie odpowiadała rzeczywistości politycznej zaistniałej w 1926 roku. Od ostatnich wyborów parlamentarnych w 1922 roku w PSL „Piast” nastąpiły dwie secesje, widoczny był zwrot społeczeństwa w kierunku lewicowym, dostrzegalny choćby przez wzrost poparcia dla PSL „Wyzwolenie”, Stronnictwa Chłopskiego i Niezależnej Partii Chłopskiej7.

Wincenty Witos

Po drugie, problem stanowiła już sama osoba Witosa. Prezes „Piasta” był kandydatem „prowokującym” lewicę8. Osoby Chacińskiego czy Jana Dębskiego, również rozpatrywane w kontekście premierostwa (byli oni podobnie jak Witos politykami prawicowymi), nie nastręczały partiom lewicowym podobnych emocji9. Wyraz obawy i żywego niepokoju co do urzeczywistnienia się rządów Witosa, czy szerzej „Chjeno-Piasta”, jako „czerwonej płachty” dla lewicy, podkreśla z całą mocą w swych pamiętnikach, wyjątkowo dobrze zorientowany w sytuacji i rozgrywkach politycznych, przede wszystkim z racji sprawowania urzędu marszałka Sejmu, Maciej Rataj. Tak oto wspomina swoją rozmowę z 5 maja 1926 roku z Prezydentem Wojciechowskim:

„Wykładam mu sprawę „gabinetu ludzi i programu”. Radzę, by nie urządzał korowodu posłów do Belwederu. Niech zaprosi Trąmpczyńskiego ewentualnie jednego przedstawiciela prawicy i jednego lewicy. Niech upatrzy kandydata i powierzy mu misję. Wymieniają kandydatów: Witosa, Chacińskiego, Dębskiego i Skrzyńskiego. Ostrzegam przed Witosem, który będzie czerwoną płachtą”10.

W podobnym tonie – tj. powszechnego wśród ludowców niepokoju i wątpliwości, co do „zamiaru powtórzenia (przez Witosa – R.J.) błędnego kroku z roku 1923”11 - przywołuje swoją rozmowę z Witosem Jan Madejczyk. Tak oto relacjonuje swoje spotkanie z Witosem:

„Przed świętami wielkanocnymi 1926 r. wracałem z Krakowa i spotkałem w pociągu Witosa, który opowiadał mi, że wraca z Zakopanego, gdzie przeprowadził wiele politycznych rozmów. Powiada, że zamierza stworzyć ze stronnictwami prawicowymi nowy rząd, ze trzeba skończyć z tym marazmem politycznym w Polsce. Rozwiąże się Sejm, przeprowadzi nowe wybory, z których musi się wyłonić większość (myślał, oczywiści, o większości Piasta z prawicą). Od razu poczułem w sobie trwogę, że to będzie coś niedobrego. „Prezesie - powiadam – gdy cała lewica i mniejszości narodowe pójdą do ostrej opozycji przeciwko nam, a na czele tego wszystkiego stanie Piłsudski, nie wytrzymamy, wieś stracimy”. Na to Witos: „Piłsudskiego ja znam najlepiej, potrzebuje on rok myśleć, by lada głupstwo wymyślić”12.

Z cytowanego fragmentu, oprócz sygnalizowanego już lęku działaczy „Piasta” przed obarczonym złymi doświadczeniami aliansem politycznym z prawicą, przebrzmiewa brak zorientowania w nastrojach społecznych Witosa oraz jego zupełna niewiara w możliwość „wyjścia Piłsudskiego z ukrycia”13. Bezpośredni wyraz temu dał zresztą Witos w wywiadzie prasowym, określanym nie bez racji jako sensacyjny i kłopotliwy, w „Nowym Kurierze Polskim” z 9 Maja. Czytamy tam mianowicie:

„Niechże wreszcie Marszałek Piłsudski wyjdzie z ukrycia, niech stworzy rząd, niech weźmie do współpracy wszystkie czynniki twórcze, którym dobro państwa leży na sercu. Jeśli tego nie zrobi, będzie się miało wrażenie, że niezależny mu naprawdę na uporządkowaniu stosunków w państwie (…). Może po nią (władzę – R.J.) pójść do Belwederu (…). Gdybym ja miał pewne obiektywne dane jak on, o których w tej chwili nie chcę mówić, to stworzyłbym rząd”14.

Owe „obiektywne dane” to wojsko i objęcie władzy za pomocą siły, słowa które zniknęły z artykułu by nie podgrzewać i tak już gorącej politycznej atmosfery15. Sam Witos zebrał od Rataja za ów artykuł nie mało słów krytyki16. Trudno wyrokować czy marszałek Sejmu widział jeszcze szanse jakiejś innej niż ludowo-prawicowa konfiguracji politycznej. Witos w taką możliwość, powstałą na drodze praworządnej, legalnej i konstytucyjnej, wtedy już nie wierzył.
Niech Piłsudski wyjdzie z ukrycia!

Faktem jest, że najlepszym wyjściem z sytuacji było dla Rataja stworzenie gabinetu przejściowego, jak sam to określa: „gabinetu tęgich ludzi i wielkiego programu”, który notabene jeszcze 19 kwietnia, według relacji Rataja, popierał i Witos17, będąc najprawdopodobniej pod wrażeniem zabójstwa byłego prezesa PKO H. Lindego18. Jednak, jak oceniają Andrzej Garlicki i Arkadiusz Kołodziejczyk, rząd „specjalistów” nie był w tym momencie wariantem możliwym do urzeczywistnienia19. Przyczyną była, jak się wydaje, gra na czas samego Piłsudskiego, obliczona jedynie na zyskanie cennych chwil, a pozwalających mu na przechwycenie władzy z rąk znienawidzonej przez siebie sejmokracji.

Prezydent Wojciechowski. Nie bez znaczenia był i afront, jakiego dopuścił się Piłsudski wobec prezydenta20. Narodowa Demokracja natomiast nie była zainteresowana pozbywaniem się władzy czy nawet dzieleniem się nią z lewicą, stąd też i ich wcześniejsze staranie o jak najdłuższe, nastawione na zyskanie potrzebnego czasu, istnienie okrojonego rządu Skrzyńskiego. Zresztą główny ideolog i patron narodowych demokratów – Roman Dmowski, przebywał w tym czasie za granicą, co stanowić mogło również pewną barierą dla realizacji zamysłu Rataja21. Stąd hasło – „gabinetu ludzi”, choć i racjonalne, i pomyślnie funkcjonujące w latach wcześniejszych pozostać musiało polityczną ułudą. Optymistyczna uwaga Rataja: „grunt przygotowałem, tylko kończyć!”22, miała się właśnie z powyższych powodów nie ziścić.

Jeszcze 5 maja, już po poddaniu się przez rząd Skrzyńskiego do dymisji, wieczorem w Belwederze Głąbiński zadeklarował wolę utworzenia rządu parlamentarnego, w skład którego miały wejść kluby: ZLN, ChD, „Piast” i NPR. Tak skonstruowana większość parlamentarna miała niezwłocznie desygnować na prezesa rady ministrów Wincentego Witosa. Wojciechowski wizję rządu parlamentarnego przyjął, akcentując przy tym, iż musi liczyć się z większością parlamentarną oraz głosząc, że „nie chce iść przeciw woli Sejmu”23. Jednak sama już osoba Witosa była dla prezydenta trudna do zaakceptowania. Stąd i propozycje tworzenia rządu złożone przez Wojciechowskiego, i Chacińskiemu, i Dębskiemu – obie jednak dosyć szybko negatywnie zaopiniowane przez samych zainteresowanych24. Wobec nieposiadania innych alternatyw osobowych, prezydent skierował ofertę budowy rządu do Witosa, który z kolei poprosił o potrzebny mu czas do namysłu25.
Witos nie docenił przeciwników?

Witos, świadomy niechęci części członków klubu „Piasta” do rządów ludowców z prawicą uzależnił podjęcie się misji tworzenia rządu od stanowiska swojego klubu26. Rano 6 maja rozpoczęto obrady. Mimo zapowiedzi i pouczeń Witosa, co do wymaganej frekwencji, związanej z doniosłością decyzji, które należało podjąć, „komplet był bardzo słaby”27. Należy zapewne tłumaczyć to lękiem wielu parlamentarzystów „Piasta” przed potencjalnymi implikacjami poruszanych na posiedzeniu kwestii. Tak oto relacjonuje samą debatę w klubie oraz jej konsekwencje marszałek Sejmu:

„Bardzo krytyczne głosy w klubie w sprawie premierostwa Witosa i brania olbrzymiej odpowiedzialności na stronnictwo. Tradycyjnie wyrażono Witosowi votum zaufania i uchwalono konieczność silnego rządu parlamentarnego, ale Witos wyczuwając niechęć w klubie, niezbyt wielki zapał do niego na prawicy i w ChD, a zdecydowaną niechęć na lewicy, odpowiedział Wojciechowskiemu odmownie”28.

Wobec braku pełnego poparcia w Klubie oraz nadmiernych roszczeń wysuwanych przez prawicę w sprawie obsady stanowisk rządowych (sprawy wewnętrzne miały być oddane w ręce S. Grabskiego, który wcześniej rościł sobie prawo do nadzoru nad wojskiem, a armia spocząć w gestii Władysława Sikorskiego29), Witos zrzekł się misji tworzenia rządu. „Przyczyniło się do tego – zauważa Kołodziejczyk – zapewne i oświadczenie zblokowanej lewicy (PPS, PSL „Wyzwolenie”, Stronnictwo Chłopskie, Klub Pracy), że rząd utworzony przez prawicowo-centrową większość pod kierownictwem Witosa uważany będzie za reakcyjny, prowokacyjny dla całej Polski pracującej i napotka najostrzejszy opór ze strony „zorganizowanej demokracji”29.

Prezydent został zmuszony raz jeszcze złożyć ofertę kreacji rządu Chacińskiemu. Ten, tym razem nieco wbrew sobie30, z powodu niemożności wypracowania konsensusu (problem z podziałem tek) musiał ponownie odmówić. Wojciechowski postanowił po raz kolejny złożyć propozycję powołania rządu Witosowi.
Ponowna propozycja

Ten, 7 maja już „od rana konferuje” – jak zanotował w swym dzienniku Rataj. Poglądy i stanowiska działaczy Piasta, w kwestii utworzenia rządu pod przewodnictwem Witosa z ugrupowaniami prawicowymi, były nadal dosyć podzielone. Za przyjęciem premierostwa przez Witosa optują nadal Stanisław Osiecki i Władysław Kiernik – persony mające ogromny wpływ na prezesa Piasta, jednak „nie cieszące się uznaniem i większą sympatią zarówno w stronnictwie, jak i poza nim”31. Działacze ci, w praktyce nie mieli większych szans na urobienie przychylnego stanowiska, tak władz Piasta, jak i jego szeregowych członków. W zarządzie Witos na krótka chwilę przełamuje jednak opór – dzieje się to zapewne za sprawą informacji, iż Marek i Niedziałkowski są gotowi z czasem wstąpić do koalicji, „jeżeli gabinet nie będzie prowokacyjny (zamiast Zdziechowskiego Byrka i nie Sikorski) i jeżeli Witos zdecyduje się załatwić sprawę Piłsudskiego”32. Ci jednak, po alarmie wzniesionym w szeregach PPS-u przez piłsudczykowskich polityków: Miedzińskiego i Poniatowskiego, muszą ze swojej „elastycznej” oferty się wycofać. Interesujące, że cały czas niewzruszenie w „cichej” opozycji do Witosa pozostają Rataj oraz Dębski. Witos był częściowo świadom dwuznacznej gry Dębskiego33. W swych wspomnieniach dotyczących posiedzenia z 6 maja 1926 roku zanotował:

„Zebrał on się (Klub PSL „Piast” – R. J.) na posiedzenie celem powzięcia decyzji. Udział w nim wzięło zaledwie 15 posłów, bo reszta zmęczona oczekiwaniem umknęła po cichu z Warszawy, zostawiając usprawiedliwienie. Po krótkiej dyskusji nastąpiło głosowanie. Dwóch posłów głosowało przeciw objęciu przeze mnie premierostwa, a poseł Dębskiego wstrzymał się od głosowania. Uderzyło mnie to niesłychanie, gdyż do jego stanowiska przywiązywać musiałem dużą wagę i on moją kandydaturę na formalnej konferencji wysunął. Zapytałem go, co ma znaczyć podobne postępowanie. Odpowiedział mi zdenerwowany, że on to zrobił z pewnych względów, ale ja mogę na niego zawsze liczyć”34.

Więcej światła na tą sprawę rzuca relacja marszałka Sejmu:

„Jeden Dębski wstrzymuje go (zarząd Piasta – R. J.) pod moim wpływem, ale skrępowany, bo nie chce się narazić na podejrzenie, że działa na rzecz swojej kandydatury. Ja wywieram nacisk na Witosa, by nie brał premierostwa, chyba, by PPS poszło”35.

Wydaje się, że na postawę Dębskiego wpływ miały, oprócz osoby Rataja, jego pro-piłsudczykowskie zapędy oraz ambicje sięgnięcia w niedalekiej przyszłości po stanowisko premiera (proponowane mu zresztą) lub prezesa Piasta. Być może cechował go i realizm polityczny, umiejętne odczytanie konsekwencji przyjęcia misji tworzenia rządu przez tak znienawidzonego przez lewicę i Piłsudskiego polityka, jakim był Witos. Bardziej prawdopodobne wydaje się, iż Dębski dysponował pewnymi przeciekami z nieformalnego ośrodka skupionego wokół osoby Marszałka. Był świadom zbliżającego się powrotu do polityki Piłsudskiego, który mógł pewnie i jemu samemu przynieść określone korzyści. Raz, zyskać mógł w nowej rzeczywistości politycznej jako polityk konsensu i współpracy. Dwa, wygrać dla siebie mocniejszą pozycję w „Piaście”. Pewnym potwierdzeniem tego mogłyby być relacje z posiedzeń Klubu „Piasta” bezpośrednio po przewrocie majowym oraz zabiegi czynione przez niego dla aprobaty w PSL-u kandydatur na prezydenta, najpierw Piłsudskiego, potem Mościckiego36.

Rataj cały czas pozostawał niechętny przyjęciu misji tworzenia rządu przez Witosa. Ten jednak „ze zdaniem marszałka Sejmu (…) w tym momencie się nie liczył”37. Jednak i ta, już druga próba zakończyła się fiaskiem. Prawdopodobnie na decyzję Witosa miały niebagatelny wpływ trudności czynione mu przez ZLN i ChD w obsadzie poszczególnych ministerstw38. Wpływ mogła też mieć odmowa wejścia do nowego rządu przez niedawnego jeszcze premiera Skrzyńskiego39. Rataj wezwany do Belwederu tak potem relacjonuje spotkanie z Prezydentem Wojciechowskim:

„Ograniczam się do ściśle informacyjnej roli, bo widzę, że Wojciechowskim ktoś kieruje, ktoś mu sufleruje. Płacze, jęczy, ale robi po swojemu. Komunikuje mi, że powierza misję Markowi. Marek zjawia się w Belwederze około północy, zastrzegając sobie, że przyjdzie z świadkiem Niedziałkowskim (!). Przyjmuje misję warunkowo – da odpowiedź stanowczą jutro do godziny 2”40.

Tak minął trzeci dzień przesilenia rządowego – podobnie jak dwa wcześniejsze nie przyniósł żadnych rezultatów.

Zobacz drugą część artykułu >>
Przypisy

1 J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast (1926-1931), Warszawa 1970, s. 85.

2 Opierał się on na szeroko zakrojonej koalicji stronnictw, zaczynając od prawicy – ZLN, poprzez centrum – Chd, PSL Piast, NPR, a na lewicy – PPS, kończąc. Powstał w dosyć trudnej sytuacji gospodarczej kraju. Stąd jego głównym celem było wykonywanie ustawy rolnej (postulat ten mocno wyeksponowany w expose premiera Skrzyńskiego został szybko zaniechany przez skreślenie z budżetu kredytów na pierwszy kwartał 1926 r., a przeznaczonych dla ministerstwa reform rolnych), zapobieżenie narastającej inflacji oraz walka z bezrobociem.

3 W kwietniu 1926 roku PPS wycofała z gabinetu Skrzyńskiego dwóch swoich ministrów: N. Barlickiego i B. Ziemięckiego. Bezpośrednim tego powodem były różnice programowe. Jerzy Zdziechowski postulował podwyższenie podatków pośrednich o 10%, zmniejszenie rent i emerytur, zwolnienie poważnej grupy ludzi zatrudnionych w kolejnictwie oraz obniżenie płac urzędniczych. Z tak postawionymi rozwiązaniami nie zgadzali się socjaliści. W swoim programie proponowali zrównoważenie budżetu kosztem ograniczenia wydatków na wojsko, podwyższenia podatku dochodowego dla zamożniejszych grup społecznych oraz zatrudnienie, dzięki uzyskanym oszczędnościom, około 300 tys. bezrobotnych.

4 H. Dzendzel, Powstanie i upadek rządu premiera Wincentego Witosa w maju 1926 roku. (W świetle wspomnień), „Rocznik Dziejów Ruchu Ludowego”, nr 8, 1966, s. 322. Tak opisuje H. Dzendzel w swoich wspomnieniach targi między Piastem a ZLN: „Reprezentanci klubu ZLN, czyniący w chwili rozpoczęcia negocjacji najmniej trudności w obsadzie tek – po jednogłośnie powziętej pierwszej uchwale powierzenia misji tworzenia gabinetu prezesowi Witosowi, wykazali daleko idący umiar i szli poważnie na kompromis. I tylko dzięki ich stanowisku pokonano względnie szybko trudności w obsadzeniu wszystkich tek”. (Tamże, s. 322.). Relacja ta, choć nieco „ocenzurowana” z praktyki prowadzonych targów, ilustruje doskonale chęć zawarcia kompromisu przez obu kontrahentów, często za daleko idące ustępstwa, głównie personalne. Por.: R. Wapiński, Narodowa Demokracja 1893-1939, Warszawa 1980, s. 249-251.

5 Interesująco relacjonuje całą sytuację Jan Madejczyk: „Na wiosnę 1926 r. wyczuliśmy, iż zanosi się znowu na jakieś zmiany polityczne. Witos odbywał ciągle konferencje z prawicowymi politykami. Spotkania odbywały się najczęściej w restauracji „Pod Bachusem” na ul. Chmielnej” (J. Madejczyk, Wspomnienia, Warszawa 1965, s. 171).

6 Pewnym tego świadectwem mogą być wyniki wyborów samorządowych odbywających się w niektórych miejscach w Polsce. Zob.: A. Próchnik, Pierwsze piętnastolecie Polski niepodległej, Warszawa 1983, s. 183

7 J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s 86.

8 Jak podkreśla Ewa Maj, w łonie ZLN również istniała silna opozycja co do osoby Witosa. Zarzucano mu przede wszystkim skłonność do korupcji politycznej, demagogii społecznej i klasowości („możnowładca galicyjski”). Sam alians z PSL Piast, już w 1923 roku miał być oceniany przez wcale nie małą część ZLN-u jako polityczny błąd. Zwolennikiem współpracy z Piastem był natomiast Głąbiński. Uważał on, iż alians ten doprowadzi do podporządkowania się ludowców „narodowym” dyrektywom politycznym, dzięki czemu nastąpi ich „wychowanie” w duchu nacjonalistycznym (Zob. E. Maj, Związek Ludowo-Narodowy 1919-1928, Lublin 2000, s. 75).

9 J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 88.

10 M. Rataj, Pamiętniki 1918-1927, oprac. i wyd. J. Dębski, Warszawa 1965, s. 361.

11 J. Madejczyk, Wspomnienia, Warszawa 1965, s. 171.

12 Tamże, s. 171.

13 A. Kołodziejczyk, Maciej Rataj 1884-1940, Warszawa 1991, s. 143.

14 M. Rataj, dz. cyt., s. 365.

15 Tamże, s. 365.

16 Tamże, s. 365. Rataj zarzucił Witosowi, że „zrywa z przeszłością i parlamentaryzmem”, daje pretekst do ataków na PSL Piast, czy w końcu do wystąpienia zbrojnego sił sprzyjających Marszałkowi. Sam zresztą Witos, jak relacjonuje Rataj, miał później powiedzieć: „wywołałem wilka z lasu” (Tamże, s. 365).

17 Jak się wydaje Witos rozumiał postulowaną przez Rataja ideę rządu „tęgich głów” w odmienny od swojego partyjnego kolegi sposób. W wywiadzie prasowym z 9 maja 1926 roku, który został opublikowany na łamach „Piasta”, dał wyraz swoim zapatrywaniom na formułę rządu i sposób sprawowania przezeń władzy. Tak wypowiadał się o formule rządów, które miały nastać po złożeniu premierostwa przez Skrzyńskiego: „Potem przyjdzie rząd silnych ludzi i tęgich głów, rząd programu, a nie rozbieżnych interesów poszczególnych klubów (…) Można bowiem rządzić w państwie albo ze społeczeństwem, albo społeczeństwem. Kto wie, czy obecnie ta druga formuła nie jest bardziej wskazana. Państwo to jest racja stanu, a nie instytucja humanitarna, więc myślę, że społeczeństwu jest potrzebny silny rząd, który by się nie liczył, powtarzam, z interesami partii (…) Programem jego niechby był tylko rozum. Za takim rządem poszedłby cały naród”. (Zob.: Dwa wywiady, „Piast”, nr 19, 9 V 1926). Z kolei w wywiadzie opublikowanemu „Woli Ludu” z 25 kwietnia 1926 roku dał wyraz swym przekonaniom kto powinien być premierem nowego rządu. Otóż „na czele przyszłego rządu będzie musiał stanąć człowiek o mocnych nerwach i tęgiej głowie”. Odrzucił kandydatury Piłsudskiego, Rataja i Skrzyńskiego jako osób nie mających odpowiednich predyspozycji, a jednocześnie skwitował „po swojemu uśmiechem” uwagę dziennikarza, iż to jego osoba jest przez wielu polityków stawiana jako przyszły szef rządu (Zob.: Z powodu stanu przesileniowego w Polsce, „Wola Ludu”, nr 293, 25 IV 1926). Wyłania się z powyższych tekstów prosta konstatacja: to sam Witos miał być premierem, a formuła jego rządów miała być poparta zmianą konstytucji (wcześniej zapewne ordynacji wyborczej). Jak się wydaje wypowiedzi Witosa na łamach prasy skłaniały, szczególnie lewicową część jej czytelników, do interpretacji niemałych jej fragmentów, w duchu zagrożenia autorytarnego. Por. J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 86-88.

18 M. Rataj, dz. cyt., s. 358. Zabójstwa Lindego (był ministrem skarbu w gabinecie Witosa z 1923 roku) dokonał sierżant Ćmielowski (Trzmielowski) 17 kwietnia 1926 roku, w przeddzień ogłoszenia przez sąd wyniku rozprawy o nadużycia finansowe, która toczyła się przeciw niemu. Rataj relacjonuje: „zabójstwo było wynikiem atmosfery: „wszyscy kradną bezkarnie…” i specjalnej akcji „Kuriera Porannego” w sprawie Lindego”(M. Rataj, dz. cyt., s. 356).

19 Szerzej: A. Garlicki, Przewrót majowy, Warszawa 1979, s. 208 oraz A. Kołodziejczyk, dz. cyt., s. 142.

20 M. Rataj, dz. cyt., s. 361.

21 A. Garlicki, dz. cyt., s. 208.

22 M. Rataj, dz. cyt., s. 361.

23 Tamże, s. 361.

24 Tamże, s. 362 oraz W. Witos, Moje wspomnienia [w:] Dzieła wybrane, t. 2, dz. cyt., s. 256.

25 M. Rataj, dz. cyt., s. 362.

26 J. R. Szaflik, Wincenty Witos. Zarys życia i działalności [w:] W. Witos, Moja tułaczka, wyd. i oprac. J. R. Szaflik, Warszawa 1967, s. 27-28. Dziwią w tym kontekście pretensje Madejczyka, który z wyrzutem mocno akcentuje niemożność wpływu swojej osoby oraz innych członków Piasta, na podjęcie finalnych decyzji w sprawie powołania III rządu Witosa: „Jadę natychmiast do Warszawy. Przychodzę do klubu i widzę, że wielu naszych posłów jest skonsternowanych, są prawie przerażeni. W dniu tym bowiem rząd Witosa był już uformowany i składał przysięgę. Żadnego posiedzenia klubu w tej sprawie nie było, nikt nic nie wiedział, wszystko odbyło się gdzieś w nocy, a myśmy się dowiedzieli o fakcie już dokonanym”. Mając na uwadze wagę gatunkową decyzji trudno przypuszczać, iż Witos nie zabiegałby o odpowiednią legitymizację aliansu z prawicą w klubie parlamentarnym Piasta, którą dawała właśnie godna frekwencja członków PSL. Wydaje się, że Madejczykiem i innymi posłami, którzy w godzinie trudnych decyzji udali się do domów, kierował prostu strach przed odpowiedzialnością, przerzucanie jej na część klubu która zdecydowała o aliansie politycznym z prawicą. (zob. J. Madejczyk, dz. cyt., s. 171.)

27 W. Witos, Moje wspomnienia [w:] Dzieła wybrane, t. 2, wyd. i oprac. E. Karczewski i J. R. Szaflik, Warszawa 1990, s. 256. Witos pisze w sprawie frekwencji na posiedzeniu Klubu: „Członkom Klubu zapowiedziałem, ażeby się z Warszawy nie wydalali, gdyż w każdej chwili ich obecność może być potrzebna. Nie wszyscy się jednak do tego zastosowali, wymawiając się różnymi urojonymi przeszkodami, albo nie mogąc wstrzymać zbyt długiego wyczekiwania. Na zwołanym posiedzeniu Klubu komplet był bardzo słaby”. (Tamże, s. 256).

28 M. Rataj, dz. cyt., s. 362.

29 Por. J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 88.; A. Kołodziejczyk, dz. cyt, s. 142 oraz M. Rataj, dz. cyt., s. 362.

30 Por. J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 88.; A. Kołodziejczyk, dz. cyt, s. 142 oraz M. Rataj, dz. cyt., s. 362.

31 M. Rataj, dz. cyt., s. 362.

32 J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 89. Brak sympatii w stosunku do obu tych polityków mógł wynikać z tego, iż opinia publiczna czyniła ich odpowiedzialnymi za niska efektywność poprzednich rządów koalicyjnych w których uczestniczyli. Dodatkowo Kiernikowi wypominano m. in. aferę dojlidzką i stłumienie powstania robotników krakowskich w listopadzie 1923 r. Od tamtego czasu przylgnęło do niego przezwisko „krwawego Kiernika”, osoba jego stała się również przysłowiową czerwoną płachtą dla partii lewicowych.

33 M. Rataj, dz. cyt., s. 363.

34 Tak oto Witos w swoich wspomnieniach przytacza rozmowę, jaką przeprowadził z Dębskim bezpośrednio po przyjęciu stanowiska premiera (10 maja) oraz rysuje swoje ówczesne przeczucia co do intencji swojego rozmówcy: „Jeszcze przed objęciem urzędowania zgłosił się do mnie p. Jan Dębski i radził, ażebym w interesie nowego rządu i swoim złożył wizytę p. Piłsudskiemu. Tego nie zrobiłem tak ze względów zasadniczych, jak i z powodu zachowania się Piłsudskiego. Do tej pory nie umiem sobie wytłumaczyć, jaką rolę odegrał p. Dębski w tym czasie. Uważając go za człowieka uczciwego i prostolinijnego, trudno byłoby mi uwierzyć, ażeby on w Klubie i Stronnictwie był ambasadorem piłsudczyzny, tak długo i zręcznie się maskującym, choć wiem, że słabości do Piłsudskiego nie pozbył się nigdy. Dzisiejsze jego postępowanie daje natomiast wiele do myślenia”. (W. Witos, Moje wspomnienia, t. 2, dz. cyt., s. 259).

35 W. Witos, Moje wspomnienia, t. 2, dz. cyt., s. 256.

36 M. Rataj, dz. cyt., s. 363.

37 Zob.: Klub Parlamentarny PSL Piast 1926-1931. Protokoły posiedzeń, oprac. i wyd. J. R. Szaflik, Warszawa 1969, s. 13-18, 27. Tak czytamy w notatce sporządzonej przez protokolanta z jednego z „pomajowych” posiedzeń Klubu „Piasta”: „P. Dębski (…) jest również za legalizowaniem wypadków majowych, bodaj pozorów legalizacji” (Tamże, s. 27).

38 A. Kołodziejczyk, dz. cyt., s. 143.

39 J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 90.

40 M. Rataj, dz. cyt., s. 363. Rataj pisze pod datą 7 maja 1926: „Gabinet właściwie sformułowany, chodzi jeszcze o Skrzyńskiego, który zwleka z odpowiedzią. Przyjeżdża do Sejmu koło 7 godziny wieczorem, jest u mnie. Chciałby, i boi się… Boi narazić się piłsudczykom i lewicy, zwłaszcza PPS. Jeszcze w południe raczej obiecywał Witosowi wstąpić do gabinetu, obecnie odmawia. Nie potrafi robić polityki zagranicznej bez poparcia PPS na gruncie międzynarodowym. Nie zachęcam go! Wobec odmowy kategorycznej Skrzyńskiego Witos składa misję około 10 godziny wieczorem”.

Zredagował: Kamil Janicki

Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Re: III rząd Wincentego Witosa

Post autor: Warka » 04 maja 2011, 12:46

Rafał Jaźwiński

Czy Witos był „reakcyjnym faszystą” czy raczej mężem stanu, gotowym poprowadzić naród w ciężkich chwilach dzięki swym „mocnym nerwom i tęgiej głowie”? Sformowanie jego trzeciego rządu i przyczyny zamachu majowego omawia Rafał Jaźwiński.

8 maja socjaliści od rana próbują skompletować rząd własnego pomysłu: Na naradach bloku lewicowego postanowiono zaproponować premierostwo Piłsudskiemu. Pojechał z tym Marek, ale przywiózł odmowę i to podobno odmowę w formie nie najbardziej uprzejmej1 – pisał Rataj. Wyłoniono na lewicy następnie kandydaturę Moraczewskiego, ale Piast i ChD i tym razem odmówiły udziału w takiej konfiguracji2. Odezwa Witosa ubrana w „formę kuluarową”, a stanowiąca bezpośrednią odpowiedź centroprawicy na budowany pospiesznie rząd lewicy, brzmiała:

… ustosunkowujemy się do gabinetu w sposób rzeczowy i bez uprzedzeń, mimo że PPS zapowiadała najostrzejszą walkę memu gabinetowi; nie wchodząc do rządu będziemy się domagali, by 1) oparty był na większości parlamentarnej, 2) by zrównoważył budżet drogą redukcji, 3) nie szedł na inflację pod żadną formą, 4) poparł produkcję, zwłaszcza rolną3.

Już punkt pierwszy (powyższej odezwy – R. J.) był decydujący! – jak ocenia trafnie Rataj. Tak więc około 15 Marek zmuszony zostaje do wycofania się z misji tworzenia rządu4. Szukając wyjścia z politycznego impasu Wojciechowski powierzył premierostwo Władysławowi Grabskiemu. Kandydatura ta wywołała jednak opory i sprzeciw w PSL Piast. Przyczyniła się również do pewnej konsolidacji i wyrównania różnic stanowisk istniejących dotąd miedzy Piastem a endecją5. Grabski, nie widząc perspektyw powołania rządu pozapartyjnego (odmowa Piłsudskiego i Skrzyńskiego), porzucił misję, jednak gra na cztery ręce6 dalej trwała. Prym zaczęły wszelako wieść partie centro-prawicowe.

…ugrupowania prawicowo-centrowe, po udaremnieniu zarówno rządu centrowo-lewicowego, jak i pozaparlamentarnego, a więc jedynych kombinacji, jakie poza ich kombinacją były możliwe, musiały zdecydować się na zakończenie przesilenia i usunięcia dotychczasowych nieporozumień personalnych7.
Zamach? Prezydent „może zaręczyć, że Piłsudski nie byłby zdolny do takiej zbrodni”

Wincenty Witos 9 maja Rataj raz jeszcze rozmawiał z Witosem. Ponownie ostrzegł go przed premierostwem, ten …się chwieje, ale boi się być podejrzanym o tchórzostwo!8. Przedstawiciele ZLN, Głąbiński i Zdziechowski, tuż przed północą komunikują prezydentowi Wojciechowskiemu, iż większość parlamentarna jest gotowa utworzyć rząd z Witosem na czele. Ten, odnaleziony pod Bahusem, podejmuje się misji budowy gabinetu9. Nie jest to jednak dla niego wybór łatwy; decyzja stanowi wypadkową wiary w swój obowiązek obywatelski oraz lęku przed posądzeniem o tchórzostwo10. Brzemię to jednak Witos był gotowy unieść. Nie zniechęciła go nawet rozmowa z prezydentem, podczas której, jak zapisał w swych pamiętnikach:

Pan prezydent był bardzo blady i silnie zdenerwowany (…) Skarżył się na stosunki i na ludzi, a szczególnie na stronnictwa lewicowe, którym zarzucał brak rozumu i sumienia. Nie oszczędzał też i prawicy, twierdząc, że ona swoim postępowaniem doprowadza do większego zadrażnienia, którego dałoby się nieraz uniknąć. Do objęcia rządów zbytnio mnie nie zachęcał, przedstawiając trudności, a nawet niebezpieczeństwa. Uważał [jednak], że ja sobie jeszcze najprędzej z nimi poradzę. Kiedy mu nadmieniłem, że moim zdaniem największym niebezpieczeństwo stanowi Piłsudski, gdyż on knuje spisek, a nawet przygotowuje zamach, oświadczył bardzo stanowczo, nie dając mi dokończyć, że to jest nieprawda. On może zaręczyć, że Piłsudski nie byłby zdolny do takiej zbrodni, zresztą był osobiście u niego przed paru dniami i dał mu słowo honoru, ze o żadnym zamachu nie myśli11.

Oczywiście Witos nie dał wiary w obietnicę złożoną przez Piłsudskiego prezydentowi. Informacje o planowanym zamachu stanu dochodziły do niego już od kilku dni12. Próby zbadania ich prawdziwości w gronie najbliższych mu Kiernika i Osieckiego co prawda nie potwierdziły donosów, podobnie zresztą jak i konsultacje z S. Grabskim, Zdziechowskim czy pełniącym wtedy jeszcze funkcje prezesa rady ministrów Skrzyńskim13, jednak działania generała Żeligowskiego i piłsudczyków były dla lidera PSL Piast wielce podejrzane. Można zgodzić się z tezą Wapińskiego, iż przedstawiciele koalicji rządzącej traktowali przygotowania do zamachu wyłącznie jako manewr zastraszający oraz formę presji ze strony Piłsudskiego. Nie przypuszczali, by osoba Marszałka, polityka dotąd wielce odpowiedzialnego, mogła podjąć ryzyko rozwiązania siłowego14. Stąd zapewne i odważna frazeologia przytaczanego już wcześniej wywiadu Witosa w „Nowym Kurierze Polskim” z 9 maja.

Ostatecznie III rząd Witosa utworzony został 10 maja w oparciu o Związek Ludowo-Narodowy, PSL Piast, Chrześcijańską Demokrację i Narodową Partię Robotniczą – polityczne zaplecze było więc identyczne, co sił stanowiących rząd Chjeno-Piasta z 1923 roku.
Rząd Witosa i jego „program”

W skład rządu weszli: W. Witos – premier, S. Smulski, J. Zdziechowski, W. Kiernik, S. Osiecki, S. Grabski, S. Piechocki, J. Malczewski, J. Radwan, K. Morawski, M. Rybczyński i J. Jankowski. Trudno, z przyczyn obiektywnych, przedstawić koncepcje polityczne, które miałyby stać się centralną osią nowopowstałego gabinetu. Można jednak przypuszczać, iż program III rządu Witosa, przynajmniej ten wyznaczony na najbliższe miesiące, zamykałby się w zasadzie w ramach wyznaczonych we wspominanej już broszurze „Czasy i ludzie”. Najpewniej zostałby odpowiednio uszczegółowiony i rozszerzony, tak by stanowić nić porozumienia pomiędzy prawicą a centrum. Było to o tyle łatwe, iż ów program wyłaniający się ze wskazanej broszury stanowił w zasadzie wypadkową koncepcji propagowanych (rysowanych) tak przez narodową demokrację, jak i niemałą część opinii publicznej. Postulował w nim Witos ograniczenie „rozpasanego” systemu demokracji parlamentarnej przez wprowadzenie modelu odpowiadającego bardziej realiom ówczesnej sceny politycznej. Głosił potrzebę zmiany konstytucji w kierunku wzmocnienia kompetencji prezydenta oraz rozszerzenia zakresu czynności Senatu. Ograniczenie liczby posłów oraz przepisy, które pozwalałyby pociągać do odpowiedzialności karnej tych urzędników, którzy dopuścili się przestępstw w służbie państwu, miałyby z kolei uchwycić w karby „zepsuty” parlamentaryzm15. Prezes Piasta uważał, że rząd postanowił dążyć do zmiany ustawy wyborczej, która by zapewniła większość w Sejmie, zdolną do pracy, gdyż cały szereg najważniejszych spraw domagał się załatwienia od lat, ale bez ukrócania praw obywateli16. Odwrót od parlamentaryzmu miał jednak zostać wprowadzony jedynie za przyzwoleniem parlamentu i zgodnie z literą prawa17. Jak zauważa Andrzej Zakrzewski:

Krytyczna analiza ówczesnego systemu parlamentarnego, a zwłaszcza „obyczajów parlamentarnych”, była w dużej mierze trafna. Nie można tego powiedzieć o propozycjach Witosa, które były zbierze z postulatami prawicy, a ich cel aż nadto wyraźny. Wszak nie w normie prawnej, lecz w strukturze społeczno-politycznej tkwiły – co jeszcze nie tak dawno sam często podkreślał – przyczyny politycznego rozbicia parlamentu i jego niemocy18.

III Rząd Witosa zaraz po zaprzysiężeniu

Diagnoza, choć słuszna nosiła znamiona politycznego „puszczania oka” w stosunku do prawicy oraz niewątpliwie niemałej części polskiego społeczeństwa zdegustowanego nieporadnością rządów „sejmokracji”. Należy jednak podkreślić wyraźnie, iż program Witosa, choć niepozbawiony zapewne obliczonych na poklask rozwiązań, zawierał rzetelną diagnozę polskiego parlamentaryzmu. W tym kontekście, upatrywanie jedynego lekarstwa w zmianach systemu politycznego, a nie np. oddziaływaniu na struktury społeczno-polityczne drogą reform czy żmudnych agitacji, jawiło się jako racjonalne rozwiązanie.

Józef R. Szaflik ocenia przesłanki powstania rządu Witosa, w ówczesnej konstelacji politycznej, jako decyzję pragmatyczną i w gruncie rzeczy jedyną możliwą do zrealizowania. Bez wątpienia jednak powstały gabinet był w oczach opinii publicznej skażony „grzechem pierworodnym”:

Podstawową (…) przyczyną utworzenia w maju 1926 r. centro-prawicowego rządu z Wincentym Witosem na czele była dążność do objęcia władzy w państwie w sojuszu ze stronnictwami prawicowymi, jedynymi możliwymi wówczas do przyjęcia kontrahentami politycznymi. Przy tym sam Witos oraz inni przywódcy Piasta przeceniali siły polityczne endecji, przy równoczesnym bagatelizowaniu trudności, jakie czekać miały nowy rząd ze strony partii lewicowych, w tym również i pozostałych stronnictw ludowych. Wincenty Witos miał nadzieję, ze napotkane na drodze trudności uda mu się przezwyciężyć, zaprowadzając „rządy silnej ręki”19.
Rząd prowokacji czy pojednania? Mąż stanu czy reakcyjny faszysta?

Sam Witos w oświadczeniu prasowym, podyktowanym prawdopodobnie przez Rataja, mocno podkreślał w duchu pojednawczym, w zamierzeniu mającym łagodzić nabrzmiałe konflikty, że:

…Rząd, który utworzyłem, podyktowała konieczność, a nie pragnienie władzy, która w Polsce w obecnych warunkach nie jest wcale przyjemna ani pociągająca, a która u nas bardzo często wypada z rąk na ulicę niemal. Tego dowodzi i ostatnie przesilenie. Usiłuje się przedstawić gabinet mój jako rząd prowokacji i walki. Nic bardziej fałszywego być nie może. Rząd został utworzony dla całego państwa, a nie dla partii politycznych. Mam szczery zamiar prowadzić akcję w kierunku rozszerzenia podstaw rządu i wciągnięcia do współpracy tych wszystkich, którzy będą zdolni przezwyciężyć małostkowość i stanąć we wspólnym szeregu dla dobra państwa20.

Wymowa tego „pacyfistycznego” oświadczenia pozostawała jednak dla lewicy wielce niewiarygodna. W ich mniemaniu nijak miała się do agresywnego wywiadu Witosa z 9 maja21, w którym naskakiwał na (prowokował) osobę Piłsudskiego – wciąż męża opatrznościowego lewicy, czy wydanej parę miesięcy wcześniej broszury programowej „Czasy i ludzie”22. Nie dziwi więc, iż na wieść o powstaniu tak skrojonego rządu, parlamentarne stronnictwa lewicowe zareagowały dużym niezadowoleniem. Jednoznacznie zaakcentowały credo swej walki bezwzględnej i opozycji najostrzejszej wymierzonej wprost w gabinet wyzysku mas pracujących. Ideą przewodnią miało być zespolenie wysiłków lewicy (PPS, PSL Wyzwolenie, SCh, Klubu Pracy) w celu obrony praw ludu i przyszłości państwa przed zamachem rządów reakcji23. Sam Witos jawił się lewicy jako: zdecydowany reakcyjny faszysta (który – R.J) czeka tylko na moment, by zakuć Polskę w kajdany reakcji24.
Planowany zamach na Piłsudskiego, aresztowanie? 12 maja – kulminacja

Erupcji nienawiści przeciw gabinetowi Witosa dał wyraz (poddał się) i sam Piłsudski. W „Kurierze Porannym” z 11 maja (treść jego była znana już 10 maja o godzinie 8 wieczorem25) ostro zaatakował cały gabinet, a osobę Witosa w szczególności26, przypuszczając zapewne, iż dojście do władzy znienawidzonej centro-prawicy będzie ostateczną eliminacją piłsudczyków z gry27. Oskarżenia którymi ciskał Piłsudski dotyczyły przede wszystkim korupcji, nadużycia władzy oraz przygotowywania zamachu na jego życie przez siły centro-prawicowe28. By podkreślić swoją bezkompromisowość i twardą rękę, rząd kazał skonfiskować wywiad. Przez pewien czas opinia publiczna podejrzewała, iż kolejny krokiem będzie aresztowanie samego Marszałka29. Niejako w obronie Piłsudskiego doszło do całkiem licznych, tak w kawiarniach, jak i na ulicach, wystąpień piłsudczyków30.

Piłsudski na Moście Poniatowskiego. Zamach majowy.

Było to swoiste preludium do wydarzeń z 12 maja. Wtedy to Marszałek, wraz ze zgrupowanym wcześniej pod Rembertowem wojskiem, ruszył na Warszawę31. Po kilkudniowych walkach, skoszarowany w Wilanowie rząd Witosa, doceniając tragizm wydarzeń i zagrożenie wojny domowej, podał się do dymisji. Zbiegło się to ze złożeniem urzędu Prezydenta RP przez Wojciechowskiego, co w konsekwencji ponownie uczyniło z Rataja pierwszą osobę w państwie. Wydarzenie to bardzo pozytywnie ocenia Szaflik, podkreślając, iż świadczyło to o tym, że władza w państwie nie przeszła w ręce zamachowców, lecz sprawowana była w zgodzie z konstytucją32. Równie doniosła rola przypadła Ratajowi podczas powołania rządu pojednania narodowego z Kazimierzem Bartlem na czele.
Rataj i jego rola (lub jej brak)

Wydaje się, iż Szaflik nieco przecenia rolę Rataja. Po pierwsze, Piłsudskiemu zależało na zalegalizowaniu przewrotu i swojej władzy, co osiągnął po pierwsze przez powołanie powolnego mu rządu Bartla. Wpływ Rataja na kształtowanie się nowego rządu był pozorny33. Zupełnym fiaskiem okazała się jego próba powołania gabinetu z wiernym sobie Dębskim na czele34, czego nie zaakceptował Piłsudski, a co mogło stanowić dla Rataja niemałą niespodziankę i subtelny policzek, gdyż Dębski był wcześniej postrzegany w swojej partii jako gorący sojusznik i stronnik Marszałka. Nie do końca jednoznaczna etycznie pozostaje też postawa Rataja wobec szukającego schronienia Witosa, choć ten, mimo wszystko, rozgrzesza swojego partyjnego kolegę. Tak oto wspomina Witos niezapowiedzianą wizytę, którą złożył Ratajowi 16 maja:

Maciej Rataj Nie widząc lepszego wyjścia, po dłuższym namyśle postanowiłem się udać do mieszkania marszałka Sejmu p. Rataja. Przemawiały u mnie za tym: koleżeństwo partyjne, dobre zawsze stosunki osobiste, jego stanowisko obecne i znajomość tego, co się dzieje w Warszawie i [w] kraju (…) Przy tej wielkiej serdeczności, z jaką mnie u siebie przyjmował p. Rataj, zauważyłem u niego bardzo duże zakłopotanie. Poczułem, że do jego mieszkania wpadłem trochę bez należytej nad tym rozwagi, a może i całkiem niepotrzebnie (…). W parę minut po moim przybyciu odezwał się w mieszkaniu p. marszałka telefon. Treści rozmowy nie słyszałem, nie wiedziałem więc, kto i co mówił, ale wiedziałem że p. marszałek odszedł od telefonu bardzo nie zadowolony i niespokojny, co się u niego wyrażało znanym mi grymasem twarzy. Wyglądał też na zmartwionego i przybitego (…) Przez dłuższą chwilę panowało milczenie, nareszcie p. marszałek zbliżył się do mnie i z widocznym zakłopotaniem powiedział: – Bardzo pana przepraszam, panie prezesie, ale zmuszony jestem powiedzieć, że nie może pan dłużej w moim mieszkaniu pozostawać. Mieszkanie moje jest na wszystkie strony szpiegowane i wszyscy wiedzą, co się u mnie dzieje (…). Właśnie teraz otrzymałem telefon z klubu socjalistycznego, w którym mi donoszą, że się dowiedzieli o pańskim pobycie u mnie od woźnego i grożą mi wyciągnięciem wszelkich konsekwencji na wypadek, gdybym pana u siebie zatrzymywał. Zrozumie pan, jak mi to jest przykro, ale, niestety, nie może być inaczej35.
Witos usuwa się w cień. Kozioł ofiarny?

Witos, dostrzegając ciężkie położenie Rataja, natychmiast opuścił jego mieszkanie. Z pomocą przyszedł mu Niedbalski, który zaoferował swoje lokum, mieszczące się notabene w tym samym budynku i bezpośrednim sąsiedztwie apartamentu Rataja, a później przewiózł do wdowy po Rejmoncie36. Bezsprzecznie Rataj, jako zastępca prezydenta i głowa państwa, chciał występować z pozycji mediatora, osoby postronnej dążącej do konsensusu i co istotne – zapobieżenia rozlewowi krwi. Tych motywów nie można z całą pewnością deprecjonować – co szczególnie mocno podnosi Kołodziejczyk37. Dwie rzeczy jednak niepokoją: po pierwsze, Rataj miał moralne prawo (a nawet obowiązek) zagwarantować Witosowi bezpieczeństwo własnym urzędem, choćby jako premierowi Rządu Obrony Narodowej z 1920 roku. Rzecz leżała w kategoriach imponderabiliów, które zaakceptowane musiałyby zostać, przy stanowczej pozycji Rataja, i przez piłsudczyków. Po drugie, ruchy na politycznej szachownicy, wykonywane przez Rataja, świadczą o chęci wyzyskania sytuacji dla wzmocnienia własnej pozycji, tak w państwie, jak i w partii, co w drugim przypadku dokonać się miało kosztem upokorzonego Witosa. Za pierwszym przemawia próba przeforsowania wiernego sobie Dębskiego na stanowisko premiera (byłoby to i wzmocnieniem pozycji „Piasta”, o czym nie można zapomnieć). Gra o przywództwo w PSL „Piast”, w normalnych warunkach zdrowa, a nawet pożądana, w momencie nielegalnego zamachu stanu (nie wchodzimy tu w polemikę zasadności przewrotu majowego jako takiego) i forsowaniu jego legalizacji przez obiór sanacyjnego kandydata, stała się co najmniej niegodną praktyką. Witos złożony został, niczym kozioł ofiarny, na politycznym ołtarzu i skazany na zesłanie (banicję). Trudno raczej dać wiarę słowom samego Witosa, który o swojej politycznej banicji tak pisał:

W naturalnej konsekwencji mojej przegranej usunąłem się zupełnie od pracy i wystąpień politycznych, starając się nawet jak najmniej stykać z najbliższymi ludźmi, ażeby im swoją osobą nie nastręczać kłopotów i trudności. Nie czyniłem też żadnych przeszkód nowemu rządowi, choć musiałem bezwzględnie potępić metody, jakimi się on posługiwał38.

Wydaje się, że słusznie odczytuje pozornie dobrowolne wycofanie się Witosa z polityki Szaflik, widząc w tej swoistej banicji smutną konieczność spowodowaną porażką polityczną39. Tymczasowe wygnanie ze świata polityki w przypadku Witosa jest o tyle interesujące, iż dotyczy persony nie tylko będącej liderem Piasta, ale i jego długoletnim przywódcą kształtującym linię polityczną i wytyczającym program i kierunki działania od chwili powstania PSL Piast40. Wydaje się, iż to koniunktura polityczna – wybitnie nieprzychylna Witosowi – ostatecznie pchnęła wierchuszkę opozycji partyjnej do działań na rzecz rozluźnienia apodyktycznej władzy prezesa w szeregach PSL41. Konsekwencją tego było zbliżenie się „Piasta” do obozu piłsudczykowskiego w imię zapobieżenia anarchii i obrony parlamentaryzmu. Wymowa propagandowa tej trywialnej deklaracji była więcej niż widoczna, a jej racjonalna argumentacja mogła przekonać jedynie mniej wyrobionych politycznie parlamentarzystów „Piasta” lub działaczy pozbawionych większych skrupułów moralnych42. Podwaliny pod alians PSL-u z piłsudczykami położył marszałek Rataj, kierując się zapewne i niechęcią, powszechnie zresztą znaną, do partii prawicowych, i aspiracjami do zajęcia opróżnionego stołka prezesa po Witosie43.

Szaflik wskazuje, iż sam Witos początkowo nie kwapił się na ten urząd (premiera – R.J.) (…). W miarę jednak przedłużania się przesilenia, wzmagały się ze strony kontrahentów politycznych Witosa namowy, aby stanął na czele rządu. Uważając utworzenie rządu większości parlamentarnej za obowiązek wobec polskiej racji stanu, Witos uległ namowom44. Opinię tą potwierdzałaby niejako przytaczana przez Rataja wypowiedz Witosa w kwestii swej kandydatury z 4 maja 1926 roku, udzielona jednemu z dziennikarzy: opinia jest dla mnie bardzo łaskawa, lecz nietrafna i źle wychowana; nie można bowiem mówić o kandydatach, gdy mamy prezesa ministrów45. Jakże inaczej brzmi ton przywoływanej już wypowiedzi Witosa opublikowanej w „Woli Ludu” (25 V 1926), w której bez specjalnych ceregieli odmówił Piłsudskiemu, Ratajowi i Skrzyńskiemu odpowiednich walorów politycznych, które winny cechować premiera. Jednocześnie akcentował Witos (fakt, iż w nieco zawoalowany sposób), że tylko on może podołać misji stworzenia gabinetu, jako człowiek o mocnych nerwach i tęgiej głowie46.

Wydaje się, iż opinia Szaflika jest mimo wszystko wiarygodna. Witos rzeczywiście uprawiał politykę kierując się racją stanu; jego zmysł polityczny znakomicie wpisywał się w kategorię Weberowskiej „etyki odpowiedzialności”47. Nie zawsze czystej, bo opartej na brutalnej konkurencji i walce partyjnej, ale za to przepełnionej głębokim zrozumieniem interesu narodowego (oczywiście odczytywanego z pozycji ruchu ludowego). Obok takich wartości jak służba państwu i odpowiedzialność za losy narodu kierowała zapewne Witosem także i ludzka „żądza władzy”. Pewność siebie – poparta zresztą długoletnią efektywną praktyką polityczną – kazała mu egoistycznie ufać swym ambicjom. Nie należy ich lekceważyć biorąc pod rozwagę czynniki, które kierowały liderem Piasta podczas podejmowania się przezeń (już po raz trzeci) roli premiera. Nie należy jednocześnie w tych ambicjach doszukiwać się czegoś zdrożnego – rzecz wydaje się całkowicie naturalna dla każdej płaszczyzny ludzkiego życia, a w szczególności dla funkcjonowania homo politicusa. Zarzutem może być jedynie pewne zaślepienie polityczne (niedopuszczalne u polityków pewnej klasy), błędne odczytanie (a może niechęć dostrzeżenia), tak nastrojów wewnątrz klubu Piasta48, jak i głosów opinii publicznej. W efekcie Witos obejmując funkcję premiera przyspieszył, jak się wydaje, przewrót majowy49. Należy też częściowo przychylić się do opinii Madejczyka, który – trochę na zasadzie: „mądry Polak po szkodzie” – pisze:

Osobiście byłem przekonany, że gdyby nie Witos, ale ktoś inny z piastowców, jakiś inteligent, stanął wtedy na czele rządu, przewrotu majowego by nie było. Słowo chłop wymawiano wówczas z pogardą (…). Wytworzyła się nieprzyjemna dla nas atmosfera, z której tylko Witos nie zdawał sobie sprawy i niepotrzebnie przyjmował urząd premiera50.

Jak się wydaje zamach stanu, którego motorem był Piłsudski, stanowił tylko kwestię czasu. Inną sprawą pozostaje fakt, iż Witos podziałał na piłsudczyków oraz lewicę parlamentarną niczym czerwona płachta na byka. Co więcej, jego prowokujący wywiad oraz drastyczna w swojej wymowie konfiskata gazety z „odpowiedzią” Piłsudskiego (a także prawdopodobne, zdaniem piłsudczyków, planowane aresztowanie samego Marszałka), stały się swoistym preludium przewrotu majowego. Stąd i uprawniony wydaje się sąd, iż Witos poprzez objęcie urzędu premiera (w aliansie ze stronnictwami prawicowymi) przyspieszył „wrogie przejęcie” władzy w państwie przez Piłsudskiego.
Zobacz też

W cieniu dwóch postaci... Dyskusja pt. „Wizje niepodległości: Roman Dmowski kontra Józef Piłsudski”

Przypisy

1 Tamże, s. 364.

2 A. Próchnik, dz. cyt., s. 180.

3 M. Rataj, dz. cyt., s. 364.

4 Tamże, s. 364.

5 J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 90.

6 M. Rataj, dz. cyt., s. 366. Rataj pisze: „Wrogie stanowisko opinii publicznej, odmowy kandydatów, a zwłaszcza stanowisko zajęte przez Piłsudskiego, przekreśliły misję Grabskiego. Widoczne to było już około godziny 18 (9 maja 1926 – R. J.), mimo że ciągle puszczano wiadomość: „gabinet już, już prawie gotowy…”. I teraz zaczyna się gra na cztery ręce. Wł. Grabski nie chce wyglądać na tego, który nie mógł stworzyć gabinetu; chodzi także o salwowanie autorytetu p. Wojciechowskiego – wszak p. Grabski Wł. Był osobistym kandydatem prezydenta, jego mężem zaufania – jego porażka jest porażką p. Wojciechowskiego! Tymi, którzy po godzinie 18 najbardziej życzą sobie dojścia do skutku gabinetu parlamentarnego, są p. Wojciechowski i p. Wł. Grabski, bo dojście do skutku pozwoli im wycofać się z honorem: „ustąpiliśmy miejsca gabinetowi parlamentarnemu”. (Tamże, s. 366).

7 A. Próchnik, dz. cyt., s. 180-181

8 M. Rataj, dz. cyt., s. 366.

9 Tamże, s. 366.

10 J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 92; M. Rataj, dz. cyt., s. 366.

11 W. Witos, Moje wspomnienia, t. 2, dz. cyt., s. 257.

12 Zob.: Tamże, s. 251-254.

13 Tamże, s. 254. Por. też list Witosa (z 1937 roku) dotyczący kwestii zamachu majowego w Tenże, Moja tułaczka, Warszawa 1967, s. 612.

14 R. Wapiński, Narodowa…, dz. cyt., s. 250.

15 Zob.: W. Witos, Czasy i ludzie [w:] Dzieła wybrane, t. 4, wyd. i oprac. J. R. Szaflik, Warszawa 2003, s. 208-218.

16 Tenże, Moje wspomnienia, t. III, Warszawa 1965, s. 56. zob.: Tenże, Potrzeba czynu [w:] Dzieła wybrane, t. 5, wyd. i oprac. J. R. Szaflik, Warszawa 2007, s. 387-388.

17 R. Wapiński, Narodowa…, dz. cyt., s. 250.

18 A. Zakrzewski, Wincenty Witos, Warszawa 1985, s. 56.

19 J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 93.

20 M. Rataj, dz. cyt., s. 367.

21 W mniemaniu lewicy parlamentarnej wywiad ten miał być dowodem, że Witos z prawicą szykują przewrót faszystowski – podobnie ocenił jego wymowę i Rataj. Zresztą marszałek Sejmu zrobił Witosowi „dużą scenę za wywiad” (Tamże, s. 365).

22 W. Witos, Czasy i ludzie, dz. cyt., s. 208-218.

23 M. Rataj, dz. cyt., s. 367.

24 Tamże, s. 365.

25 Tamże, dz. cyt., s. 367.

26 Z pewnością wywiad ten miał charakter rewanżu Piłsudskiego za artykuł Witosa z 9 maja. Wydaje się jednak, iż był to czynnik drugorzędny. Celem nadrzędnym było pobudzenie (sprowokowanie) „ulicy”, zdobycie jej poparcia na drodze do sanacji moralnej. Aktywizacja stanowiła więc główny zamysł marszałka, sam Witos był raczej pretekstem, potrzebną „ofiarą”.

27 A. Garlicki, dz. cyt., s. 213.

28 W. Witos, Moje wspomnienia, t. 2, dz. cyt., s. 259-261.

29 W. Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski, t. II: 1914-1939, Londyn 1967, s. 476.

30 M. Rataj, dz. cyt., s. 368; J. Madejczyk, dz. cyt, s. 172.

31 Autor rezygnuje w tym miejscu, przede wszystkim z powodu ograniczeń objętościowych artykułu oraz bogatej i wcale nie małej literatury poświęconej wydarzeniom przewrotu majowego, z przedstawienia jego przebiegu oraz stawiania jakichkolwiek ocen jego zasadności. Skupia się autor jedynie na działaniach samego Witosa oraz stosunkowi co znaczniejszych działaczy ludowych na zastane wydarzenia. Na temat samego Przewrotu majowego zob.: A. Czubiński, Przewrót majowy 1926 roku, Warszawa 1989; A. Garlicki, Przewrót majowy, Warszawa 1979.

32 J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 94.

33 Por. A. Kołodziejczyk, dz. cyt., s. 146-148.

34 W. Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski, t. II: 1914-1939, Londyn 1967, s. 670.

35 W. Witos, Moje wspomnienia, t. 2, dz. cyt., s. 286-287.

36 Tamże, s. 287.

37 Por. A. Kołodziejczyk, dz. cyt., s. 148-150.

38 W. Witos, Moje wspomnienia, t. III, dz. cyt., s. 144.

39 J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 94.

40 Tamże, s. 94.

41 Faktycznymi przywódcami Piasta zostali: Rataj oraz stojący na czele Klubu Parlamentarnego (formalnie jako wiceprezes) Dębski. W podejmowanych przez nowych liderów Piasta działaniach (Bartel został premierem, optowanie za prezydenturą Piłsudskiego, w końcu wybór Mościckiego) widać było niemały wpływ politycznych powiązań i sympatii z lat wcześniejszych. W oparciu o niechętnych trzykrotnemu premierowi działaczy Piasta: Błyskosza, Erdmana, Nawrockiego, Szmigiela czy Jedynaka, Rataj i Dębski mogli kształtować politykę Klubu nie napotykając zupełnie żadnych trudności ze strony grupy Witosa, rozbitej (pozbawionej i Kiernika, i Osieckiego) lub zepchniętej do głębokiej defensywy. Niewątpliwe jednak – co akcentuje mocno Szaflik – nowi liderzy musieli liczyć się z sympatią oraz ogólnym zaufaniem i poparciem jakim cieszył się Witos (i jego frakcja), tak w klubie parlamentarnym, jak i w terenie. Rzecz była tyle istotna, iż nie mogli sobie oni pozwolić na rozbicie stronnictwa, co w konsekwencji doprowadzić by mogło do wzrostu znaczenia lewicowych partii chłopskich i politycznego samobójstwa.

42 Por.: J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 95.

43 Tamże, s. 95.

44 Tenże, Wincenty Witos. Zarys życia i działalności [w:] Tenże, Moja tułaczka, wyd. i oprac. J. R. Szaflik, Warszawa 1967, s. 28.

45 M. Rataj, dz. cyt., s. 361.

46 Z powodu stanu przesileniowego w Polsce, „Wola Ludu”, nr 293, 25 IV 1926.

47 Zob.: M. Weber, Polityka jako zawód i powołanie, Warszawa 1987, s. 32-33.

48 Por.: J. R. Szaflik, Polskie Stronnictwo Ludowe Piast, dz. cyt., s. 84.

49 Ruchy personalne gen. Żeligowskiego wskazywały jednoznacznie na wolę podjęcia działań zmierzających do politycznego „powrotu” Marszałka Piłsudskiego. Wydaje się jednak, iż perspektywa ta miała być nieco oddalona w czasie – wskazywałaby na to np. obiektywna improwizacja działań piłsudczyków.

50 J. Madejczyk, dz. cyt., s. 172.

Zredagował: Kamil Janicki

ODPOWIEDZ

Wróć do „Ustrój, polityka zagraniczna”