Oddział Fordów kontra kawaleria bolszewików?

Formowanie Wojska Polskiego odbywało się w skomplikowanej sytuacji politycznej. Natrafiało na poważne trudności natury organizacyjno-kadrowej. Miało dość często charakter improwizowany i spontaniczny. Niekiedy wymuszane było zmieniającymi się warunkami zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi odradzającego się państwa.
Na przełomie października i listopada 1918 gotową formację kadrową stanowiła tylko Polska Siła Zbrojna, złożona z dwóch pułków piechoty i różnych oddziałów pomocniczych.
Zdecydowano się na pobór żołnierzy byłych polskich formacji wojskowych oraz na członków tajnych organizacji.
Możliwości werbunkowe kształtowały się nieźle. Szeregi POW liczyły ponad 30 000 członków. W kraju znajdowało się przeszło 15 000 byłych legionistów i ponad 20 000 żołnierzy zdemobilizowanych w Rosji.
Zasadnicze rezerwy mobilizacyjne stanowili jednak mieszkańcy byłego Królestwa Polskiego i Polacy służący w szeregach obcych armii. W dalszej przyszłości można było liczyć ponadto na żołnierzy służących jeszcze w polskich formacjach wojskowych w Rosji oraz na żołnierzy z Armii gen. Hallera we Francji.
Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Oddział Fordów kontra kawaleria bolszewików?

Post autor: Adambik » 30 lis 2010, 04:17

Na arcyciekawą historię natrafiłem przeglądając stronę projektu PragaGada.pl

Tam nijaki pan Wróblewski wspomina swojego ojca który kierował Fordem T i rozgromił bolszewików w sierpniu 1920r. Znakomita historia i nie wiem czy powszechnie znana - dla mnie nowość. Jest też kilka fot. Należy na stronie tego projektu, w Katalogu, w liście tagów wybrać hasło: Ford T.

Fragment relacji :
Ale Bolszewicy nie zauważyli, że stały w krzakach 2 te samochody pancerne. Tu wataha tych Bolszewików pędziła, a tu wyjechały te 2 samochody i 2 karabiny maszynowe otworzyły ogień po koniach. Jak ojciec opowiadał – to było coś potwornego, bo ci strzelcy to mieli łatwy cel, bo walili tylko po koniach. Wie pan, jak koń dostał, to już potem za nogi ciągnął na w strzemionach, albo po prostu wyleciał – jak wyleciał to już po nim było, bo po nim przejechali inni, i wie pan. I wrzask się zrobił, nasza piechota gdzieś tam w krzaki uciekła, a ci z wielkim wrzaskiem zawrócili i tylko kurz po nich został zostawiając, wie pan, stos trupów jednak.

Na stronie projektu Praga Gada jest zresztą więcej takich epizodów z międzywojnia - wszystko relacje z pierwszej lub drugiej ręki.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wojsko, technika i uzbrojenie”