Szpiegostwo wśród oficerów Wojska Polskiego 1918–1939

Formowanie Wojska Polskiego odbywało się w skomplikowanej sytuacji politycznej. Natrafiało na poważne trudności natury organizacyjno-kadrowej. Miało dość często charakter improwizowany i spontaniczny. Niekiedy wymuszane było zmieniającymi się warunkami zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi odradzającego się państwa.
Na przełomie października i listopada 1918 gotową formację kadrową stanowiła tylko Polska Siła Zbrojna, złożona z dwóch pułków piechoty i różnych oddziałów pomocniczych.
Zdecydowano się na pobór żołnierzy byłych polskich formacji wojskowych oraz na członków tajnych organizacji.
Możliwości werbunkowe kształtowały się nieźle. Szeregi POW liczyły ponad 30 000 członków. W kraju znajdowało się przeszło 15 000 byłych legionistów i ponad 20 000 żołnierzy zdemobilizowanych w Rosji.
Zasadnicze rezerwy mobilizacyjne stanowili jednak mieszkańcy byłego Królestwa Polskiego i Polacy służący w szeregach obcych armii. W dalszej przyszłości można było liczyć ponadto na żołnierzy służących jeszcze w polskich formacjach wojskowych w Rosji oraz na żołnierzy z Armii gen. Hallera we Francji.
Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Szpiegostwo wśród oficerów Wojska Polskiego 1918–1939

Post autor: karateka » 08 sty 2013, 16:04

W 1918 roku – po 123 latach niewoli – Polska odzyskała niepodległość. Młode państwo borykało się z wieloma problemami, wśród których jednym z najważniejszych była kwestia bezpieczeństwa. Druga Rzeczpospolita, położona między dwoma wrogimi państwami – Niemcami i Rosją sowiecką – od początku istnienia była narażona na intensywne działania wywiadowcze, jakie służby specjalne obu krajów prowadziły na naszym terytorium. W mniejszym stopniu Polską interesowali się inni sąsiedzi: Czechosłowacja i Litwa[1].

Najważniejszą sprawą dla obcych służb specjalnych było pozyskanie informacji o potencjale obronnym i wojsku Drugiej Rzeczypospolitej, a co za tym idzie, zdobycie informatorów i agentów w Wojsku Polskim, to najlepiej oficerów jako mających dostęp do największych tajemnic.

W wielu książkach i artykułach podkreśla się patriotyzm i wysokie morale polskich oficerów, którzy niewątpliwie stanowili elitę narodową. Jednak i wśród tej elity znalazło się wielu, których słabości, nałogi, przekonania polityczne, a wreszcie i pieniądze skłoniły do współpracy z obcymi wywiadami. W 1918 roku do armii polskiej trafiły osoby o różnych charakterach, pochodzeniu czy walorach moralnych. W założeniach budowanej armii wojsko miało być poza nurtem życia politycznego, a oficerowie nie mogli należeć do partii politycznych ani angażować się w życie polityczne, nie można im było się również angażować w pracę korporacji przemysłowych i handlowych. Te surowe ograniczenia nakładane na oficerów od początku tworzenia armii Drugiej RP w połączeniu z niskimi zarobkami powodowały masowe odejścia z wojska i różnego rodzaju patologie przydatne obcym wywiadom[2]. Po przewrocie majowym uposażenia oficerskie podwyższono, a oficerowie WP stali się jedną z najlepiej zarabiających grup społecznych. W drugiej połowie lat 30. przeciętna roczna pensja oficera służby czynnej wynosiła 6774 złote, podoficer zarabiał rocznie 3204 złote. W tym samym okresie urzędnik państwowy zarabiał rocznie średnio 2695 złotych[3]. Czy jednak zatrzymało to obce służby specjalne przed próbami werbunków? Spróbujemy przeanalizować to w niniejszym artykule.

Szpiegostwo sowieckie wśród oficerów WP

W okresie międzywojennym na terytorium Drugiej Rzeczypospolitej działały dwie instytucje wywiadu radzieckiego: wywiad wojskowy reprezentowany przez Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego Armii Czerwonej (GRU), zwany również „Razwieduprem”, a także wywiad polityczny reprezentowany przez Wydział Zagraniczny (INO) Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Państwowego (GUGB, wcześniej funkcjonującego pod nazwami WCZEKA, GPU, OGPU), którego działania wspierał również Tajny Dział Operacyjny (SOCZ), organizujący wywiad w strefie nadgranicznej, nieprzekraczającej pięćdziesięciu kilometrów[4].

Podczas wojny polsko-bolszewickiej szpiedzy radzieccy prowadzili intensywne działania szpiegowskie zmierzające do werbunku i pozyskiwania informacji z kręgów Naczelnego Dowództwa WP. Przykładem może tu być przejęty w październiku 1919 roku przez polski kontrwywiad meldunek sowieckiego szpiega, który podczas rozmów z kilkoma wysokimi oficerami WP uzyskał informacje o możliwości polskiej ofensywy na Kijów wiosną 1920 roku. Agent informował również, że w najbliższym czasie nie należy się spodziewać większych operacji militarnych wojsk polskich i że istnieje odpowiedni moment do podjęcia tajnych negocjacji z rządem polskim[5].

Za znaczący sukces radzieckich służb specjalnych w tej wojnie należy uznać rozbicie siatek POW, usiłujących prowadzić działalność wywiadowczą na zapleczu Armii Czerwonej i na terenie Rosji. W wyniku tego doszło do „odwrócenia” na stronę radziecką kilku oficerów polskich wysłanych z misjami wywiadowczymi.

Porucznik Ignacy Dobrzyński był kierownikiem siatki wywiadowczej POW o kryptonimie „Świerszcz”. Został wysłany w marcu 1920 roku z misją szpiegowską do Moskwy, gdzie aresztowano go podczas jednego z zebrań organizacyjnych. Dobrowolnie przystał na współpracę z wywiadem radzieckim i przez kilka miesięcy z pomocą bolszewików przekazywał fałszywe informacje stronie polskiej. Wskutek zdrady Dobrzyńskiego bolszewicy schwytali kilku agentów polskich, których nieświadomi niczego Polacy wysłali do Rosji. Wśród nich byli Ewelina Niewiarowska „Hajduczanka”, Halina Dybczyńska „Kalina”, Maria Szymkiewicz „Kierzniewska” i Waldemar Kwiatkowski „Hryniewski”[6]. W nagrodę Dobrzyńskiego zaangażowano do kontrwywiadu bolszewickiego, gdzie podjął pracę na kierunku polskim.

Bardzo bolesna okazała się zdrada porucznika Wiktora Steckiewicza. Ten członek wileńskiej siatki POW wiosną 1920 roku został wysłany do Rosji z zadaniem utworzenia siatek wywiadowczych. Naczelne Dowództwo WP oczekiwało wówczas precyzyjnych informacji na temat ewentualnej ofensywy radzieckiej przeciwko Polsce. Po dotarciu do Moskwy, wraz z towarzyszącą mu kurierką, został zatrzymany przez WCZEKA. Porucznika Steckiewicza osobiście przesłuchiwał Feliks Dzierżyński. Szantażowany i torturowany Polak nie wytrzymał i przyznał się do wszystkiego. Ujawnił swoją tożsamość i zadania, a także zdradził rolę kurierki (czekiści zakatowali ją potem na śmierć w więzieniu), podał wszystkie adresy i konspiracyjne kontakty (również pośrednio związane z POW). W wyniku jego zdrady czekiści dokonali masowych aresztowań w organizacji. Steckiewicz zaś, używający już nazwisk Koleśnikow, Kosiński i Kijakowski, został zaangażowany do pracy w radzieckim kontrwywiadzie i odegrał czołową rolę w operacji „Trest”, wielkiej mistyfikacji radzieckiego wywiadu wobec kilku europejskich służb specjalnych[7].

Dużym ciosem okazała się też zdrada pułkownika Wiktora Witkowskiego -Marczewskiego. W latach 1918–1920 był on oficerem polskiego wywiadu. Latem 1920 wysłano go do Rosji celem odbudowania utraconych kontaktów. Schwytany zaraz na granicy, został odesłany do Moskwy, gdzie sam złożył ofertę współpracy. Jego duża wiedza o polskim wywiadzie była dla bolszewików bezcenna, dlatego zaangażowali go do pracy w kontrwywiadzie, gdzie obok Steckiewicza i Dobrzyńskiego był ekspertem w sprawach polskich[8].

Kariery Marczewskiego i Dobrzyńskiego przerwała w 1937 roku czystka stalinowska. Oskarżeni „o współpracę z polskim wywiadem i sabotaż” zostali rozstrzelani. Steckiewicz zaś zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w 1932 roku w Mongolii[9].

Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej oba państwa nawiązały stosunki dyplomatyczne. W Moskwie utworzono poselstwo polskie, w Warszawie zaś – poselstwo radzieckie. Polskie służby specjalne od początku pobytu dyplomatów sowieckich przyjęły założenie, że będą oni prowadzić aktywną działalność szpiegowską, dlatego objęły personel ścisłą inwigilacją, obejmującą śledzenie, perlustrację korespondencji, podsłuch telefoniczny[10].

Poselstwo radzieckie, realizując politykę narzuconą przez Komintern, podjęło ofensywne działania szpiegowskie i terrorystyczne na terenie Warszawy. Kierownikiem rezydentury wywiadowczej w Warszawie został współpracownik Dzierżyńskiego, Mieczysław Łoganowski, który przy pomocy współpracowników dotarł do dwóch komunizujących oficerów WP, porucznika Henryka Bagińskiego i porucznika Antoniego Wieczorkiewicza, z którymi zorganizował na początku 1923 roku kilka ataków bombowych na lokale rozrywkowe i redakcje gazet w Warszawie[11]. Ataki terrorystyczne sparaliżowały Warszawę, i zmusiły policję do podjęcia efektywnych działań w celu schwytania sprawców. W maju 1923 policja aresztowała obu oficerów. Rosjanie jednak nadal przy pomocy agentów kontynuowali ataki bombowe na terenie Warszawy. 13 października 1923 roku agenci dokonali akcji terrorystycznej na terenie warszawskiej Cytadeli. W wyniku podłożenia bomby eksplodował skład amunicji. Zginęło 28 osób, w tym grupa żołnierzy ćwicząca na dziedzińcu Cytadeli, a 89 było rannych[12].

Ustalenia śledztwa wskazały jako winnych poruczników Bagińskiego i Wieczorkiewicza, chociaż jedynym dowodem ich związku z zamachem miało być odśpiewanie „Czerwonego Sztandaru” w celi więziennej, a także obciążające zeznania prowokatora, który poszedł na współpracę z policją. W wyniku tego porucznicy Bagiński i Wieczorkiewicz zostali skazani na karę śmierci[13]. Wyrok wywołał protest posłów lewicowych, którzy pod przewodnictwem Adama Pragiera z PPS powołali specjalną komisję sejmową. Komisja uznała zeznania prowokatora za niewiarygodne, a jego samego za uczestnika policyjnego spisku, który pod kierownictwem inspektora Piątkiewicza spreparował większość dowodów. W wyniku ustaleń komisji Pragiera prezydent Stanisław Wojciechowski ułaskawił oficerów, miano ich wymienić na Polaków więzionych w ZSRR. Jednakże do wymiany nie doszło, ponieważ na punkcie granicznym w Stołpcach poruczników zastrzelił konwojujący ich policjant[14].

W miarę upływu czasu służby specjalne ZSRR coraz bardziej interesowały się Wojskiem Polskim i stale usiłowały zdobyć informatorów wśród oficerów. Sprzyjało temu słabe wynagrodzenie w wojsku, nałogi i poglądy polityczne niektórych oficerów. Na tym tle pojawiały się też głośne afery polityczne, których głównymi bohaterami byli posłowie niegdyś będący oficerami WP.

W styczniu 1927 roku prorządowy „Głos Prawdy” ujawnił, że poseł skrajnie lewicowej, współpracującej z komunistami Niezależnej Partii Chłopskiej Sylwester Wojewódzki był oficerem polskiego wywiadu. Porucznik Wojewódzki pracował w latach 1921–22 w referacie narodowościowym wileńskiej ekspozytury Oddziału II. Wedle autora artykułu miał zostać w 1922 roku schwytany przez radziecki wywiad i „odwrócony” do działalności przeciw Polsce. Afera skończyła się sądem marszałkowskim, który wprawdzie uniewinnił Wojewódzkiego, ale przy okazji tej sprawy ujawniono niektóre metody działania polskiego wywiadu wojskowego na kierunku wschodnim; był to duży prezent dla wywiadu radzieckiego[15].

Po przewrocie majowym wielu oficerów odeszło z armii bądź zostało aresztowanych za poglądy antypiłsudczykowskie, co również sprzyjało nawiązywaniu przez nich kontaktów szpiegowskich. W ten właśnie sposób doszło do współpracy z wywiadem sowieckim generała Michała Żymierskiego. Przez lata PRL-u pokutowało przekonanie, że był przeciwnikiem Piłsudskiego, o czym świadczyć miało organizowanie przez niego wsparcia dla strony rządowej podczas przewrotu majowego. Jednakże Żymierski jako zastępca szefa Administracji Armii zajmował się przede wszystkim organizacją przetargów na uzbrojenie. Przy okazji przetargu na zakup kilkudziesięciu tysięcy masek gazowych okazało się, że przeforsował zakup wadliwych produktów. Wyszło też na jaw, że generał i jego zastępca przyjęli przy tej okazji dużą łapówkę pieniężną i inne korzyści materialne. Ponieważ sprawa trafiła do sądu tuż przed przewrotem majowym 1926 roku, pozwoliło to Żymierskiemu twierdzić potem, że jest ofiarą porachunków politycznych. Sąd skazał generała na pięć lat więzienia, degradację i wydalenie z wojska[16].

W więzieniu Żymierski nawiązał kontakt z komunistami, a ci ułatwili mu kontakt z radzieckim wywiadem wojskowym GRU. Po odbyciu kary wyjechał z Polski i nawiązał formalny kontakt z radzieckim wywiadem, któremu przekazał dane o armii polskiej. Na zlecenie GRU opracował charakterystyki wyższych oficerów, opisał też znane mu zasady szkolenia i organizacji armii polskiej na stopie pokojowej[17]. Następnie wyjechał na polecenie GRU do Francji, gdzie do 1938 roku zajmował się inwigilacją środowisk polonijnych[18]. Zgodnie z informacjami Józefa Światły Żymierski miał zostać we Francji zdemaskowany i zwerbowany do pracy na rzecz francuskich służb specjalnych, miał również udzielać informacji polskiemu wywiadowi[19]. Trudno dziś jednoznacznie zweryfikować, ile prawdy jest w informacjach Światły. Faktem jest, że współpraca Rosjan z Żymierskim została zawieszona w połowie lat trzydziestych, a zerwana – jak z większością polskich agentów – w 1937 roku. On sam potajemnie powrócił do Polski tuż przed wybuchem wojny.

Od początku lat dwudziestych polski kontrwywiad obserwował siedzibę poselstwa radzieckiego w Warszawie mieszczącą się najpierw w Hotelu „Rzymskim” przy ulicy Focha 1, a następnie w budynku przy ulicy Poznańskiej 15. Wiosną 1931 roku przy okazji rutynowej obserwacji sowieckiego agenci kontrwywiadu wpadli na trop majora dyplomowanego Piotra Demkowskiego, który spotykał się z wicekonsulem Griebieńszczykowem i attaché wojskowym Bazylim Bogowojem.

Demkowski był oficerem Oddziału IV Etapowego Sztabu Głównego. Pochodził z Rosji, w czasie I wojny światowej służył w wojsku carskim. Po wojnie trafił do WP, gdzie pełnił różne funkcje w kilku garnizonach. Jako wyróżniającego oficera skierowano go na studia do Wyższej Szkoły Wojennej, którą ukończył w 1927 roku. Następnie był kierownikiem referatu mobilizacyjnego w DOK I w Warszawie. Jesienią 1930 roku przeniesiono go do Samodzielnego Referatu Etapowego Oddziału IV Sztabu Głównego WP[20]. Był to człowiek mało towarzyski, aczkolwiek niestroniący od alkoholu i prostytutek. Współpracował z księgarnią Trzaski, Everta i Michalskiego przy tworzeniu nowej encyklopedii, gdzie pisał hasła o tematyce wojskowej[21]. Fakt, że po przewrocie bolszewickim część jego rodziny pozostała w Rosji, sprawił że w kwietniu 1931 roku zgłosił się do poselstwa radzieckiego w Warszawie z ofertą współpracy w zamian za informacje o rodzinie.

Demkowski przekazał Sowietom wiele tajnych informacji wśród nich między innymi:
- Plan ochrony z załącznikami do planu S;
- Plany etapowe 8/26/27 z załącznikami;
- Sprawozdanie zlikwidowanych afer szpiegowskich za 1929 rok;
- Plan obrony obszaru etapowego Warszawa;
- Plan łączności na obszarze okręgu etapowego Warszawa;
- Szczegółowe wykazy jednostek policyjnych według stanu na 1 czerwca 1931 roku, obejmujące wszystkie województwa plus Komendę Policji miasta stołecznego Warszawa;[22].

Regularnie śledzony przez polskich agentów major 11 lipca 1931 roku udał się na kolejne spotkanie z Rosjanami. Dowodzący ekipą obserwacyjną porucznik Julian Dziewulski podjął wówczas decyzję o zatrzymaniu polskiego majora, gdy ten wsiadał do auta należącego do poselstwa sowieckiego. Agenci polskiego wywiadu zablokowali drogę Rosjanom. Przy zatrzymaniu okazało się, że Demkowski spotkał się z rosyjskim attaché wojskowym Bogowojem, któremu przekazywał kolejną partię ściśle tajnych dokumentów23.

Aresztowany major Demkowski przyznał się do winy i po tygodniowym śledztwie został przez sąd wojskowy skazany na karę śmierci, którą wykonano 18 lipca 1931 roku na stokach warszawskiej Cytadeli[24]. Sprawa Demkowskiego odbiła się szerokim echem w prasie polskiej i zagranicznej. Nie omieszkał o niej również wspomnieć pułkownik Max Ronge, były szef kontrwywiadu armii austriackiej, piszący w tym czasie pamiętniki[25].

Bardzo cennym agentem Rosjan okazał się rotmistrz Władysław Borakowski, tłumacz w Biurze Studiów referatu „Rosja Sowiecka” Oddziału II. Zanim podjął pracę w polskim wywiadzie był kawalerzystą, dwukrotnie rannym i trzykrotnie odznaczonym Krzyżem Walecznych podczas wojny polsko-bolszewickiej. Po wojnie szybko znudziło mu się koszarowe życie. Uwielbiał dancingi, wódkę, hazard i kobiety a przy tym jak na ułana przystało, wywoływał liczne awantury. Ponieważ jego prowadzenie się wywoływało liczne kontrowersje i groziło skandalem, znajomi załatwili mu spokojną pracę w Oddziale II. Ponieważ znał doskonale język rosyjski, tłumaczył materiały przesyłane przez polskich agentów na kierunku wschodnim[26]. Podjęcie pracy dla polskiego wywiadu nie zmieniło jednak rozrywkowych upodobań rotmistrza, który po wyjściu z pracy odwiedzał lokale rozrywkowe, gdzie dużo pił, obtańcowywał fordanserki i notorycznie się zadłużał. Taki styl życia sprawił, że szybko zwrócił uwagę werbowników wywiadu radzieckiego, którzy w lokalach rozrywkowych i na dancingach szukali potencjalnych ofiar.

Jeden z agentów sowieckich, Bakowski, dowiedziawszy się, że Borakowski jest oficerem polskiego wywiadu na kierunku wschodnim, błyskawicznie stał się jego znajomym, zaczął też regulować rachunki rotmistrza. Wkrótce Borakowski uzależnił się od nowego przyjaciela, który poznał go również z uroczą fordanserką Tosią Majewską – agentką wywiadu radzieckiego – która stała się kochanką polskiego oficera[27].

Majewska i Bakowski zainspirowali wyjazd rotmistrza do Sopotu, gdzie w kasynie Polak przegrał i przepił wszystkie pieniądze. Ale dzięki Majewskiej i Bakowskiemu pojawił się inny współpracownik wywiadu sowieckiego, tajemniczy „finansista” Ładowski, który udzielił pożyczki rotmistrzowi. Gdy towarzystwo przehulało wszystkie pieniądze i Borakowski ponownie zwrócił się o pożyczkę do Ładowskiego, ten przedstawił mu się tym razem jako kierownik emigracyjnego podziemia antybolszewickiego, i poprosił polskiego oficera o informacje na temat ZSRR z jakimi ten stykał się w pracy. Borakowski zamroczony alkoholem i naciskany przez przyjaciół udzielił informacji i pokwitował kolejną pożyczkę. Po powrocie do Warszawy rotmistrz coraz bardziej uzależniał się od Bakowskiego i Majewskiej. Po jakimś czasie Bakowski zażądał zwrotu ogromnego długu, którego rotmistrz nie był w stanie zwrócić, wówczas został zaszantażowany groźbą ujawnienia współpracy z wywiadem sowieckim[28]. Nie mając wyjścia, Borakowski podpisał zobowiązanie o współpracy.

Jak już wspomniano, Borakowski był cennym agentem Rosjan, przez jego ręce przechodziły bowiem raporty polskich agentów na Wschodzie, w tym informacje przekazywane przez polskiego attaché wojskowego w Moskwie, pułkownika Jana Kowalewskiego, który również prowadził działalność szpiegowską. Dzięki informacjom zdobytym przez Borakowskiego Rosjanie wiosną 1933 roku wydalili polskiego attaché z Moskwy, oskarżając go o rzekome uczestnictwo w czerpaniu korzyści z handlu obcymi walutami[29].

Wesoły tryb życia rotmistrza Borakowskiego, spotykającego się z agentami sowieckimi, zwrócił uwagę kontrwywiadu, który analizując przyczyny licznych aresztowań i wpadek polskich agentów w ZSRR, doszedł do wniosku, że winowajcą jest zdrajca we własnym gronie. W 1934 roku rotmistrz został aresztowany i po krótkim śledztwie rozstrzelany30.

Jak już wspomniano, agenci werbownicy często odwiedzali lokale rozrywkowe, w których stałymi bywalcami bywali oficerowie WP; w ten sposób ofiarą radzieckich agentów padł podpułkownik Ludwik Lepiarz – szef sztabu DOK Lwów. Pochodził z rodziny chłopskiej, miał za sobą służbę w I Brygadzie Legionów Polskich, uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej, gdzie za bohaterstwo odznaczono go dwukrotnie Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych. Po wojnie ukończył Wyższą Szkołę Wojenną i był na dobrej drodze do zrobienia kariery wojskowej, jednak pochłaniający go alkoholizm przysparzał mu licznych kłopotów finansowych. Przełożeni jednak, znając wartość i zasługi oficera, utrącali skargi na niego i regularnie awansowali[31].

W 1926 roku Lepiarz został szefem jednej z sekcji zajmujących się zaopatrzeniem w Ministerstwie Spraw Wojskowych. Nie zmieniło to jednak jego stylu życia i pozostał stałym bywalcem lokali rozrywkowych, gdzie zwrócił uwagę werbowników wywiadu radzieckiego. Jeden z nich, Seweryn Kruszyński, przedstawił się Lepiarzowi jako handlowiec, były kapitan WP i kawaler Virtuti Militari, który musiał zrezygnować ze służby w wojsku ze względów zdrowotnych. Dość szybko stał się dobrym przyjacielem Lepiarza i stale wspierał go finansowo. Wreszcie podczas jednego ze spotkań towarzyskich, kiedy polskiemu oficerowi zabrakło funduszy, Kruszyński przystąpił do werbunku. Wręczył majorowi tysiąc złotych i poprosił o udostępnienie adresów jednostek WP. Chciał jakoby wysłać prospekty i oferty handlowe poszczególnym garnizonom. Major Lepiarz wyraził zgodę i udostępnił Kruszyńskiemu ściśle tajne dane dotyczące rozmieszczenia jednostek WP na stopie pokojowej. Radziecki werbownik dokument sfotografował, a podczas kolejnego spotkania upił polskiego oficera i szantażem wciągnął do współpracy z wywiadem radzieckim.

Lepiarz był cennym agentem. Z materiałów polskiego kontrwywiadu wynika, że w szczytowym okresie kariery szpiegowskiej otrzymywał od tysiąca do trzech tysięcy dolarów miesięcznie, a dane, jakie przekazywał Rosjanom, dotyczyły kluczowych zagadnień WP, takich jak: aktualne problemy modernizacji WP, obsada kadrowa, transakcje handlowe, kontakty i współpraca z obcymi sztabami[32].

Na początku lat trzydziestych Lepiarz awansował i został przeniesiony na stanowisko szefa sztabu DOK VI we Lwowie. Utracił w ten sposób bogate źródło informacji, jednakże jego współpraca z Rosjanami nadal trwała, przekazywał informacje ze sztabu lwowskiego, otrzymując za nie nieregularne kwoty od 50 do 100 dolarów miesięcznie33.

Kres agenturalnej działalności podpułkownika Lepiarza nastąpił w 1936 roku, kiedy policja ujęła kuriera rozpracowywanej siatki komunistycznej Seweryna Kruszyńskiego. Jego zeznania doprowadziły do ujęcia podpułkownika. Nie zdołano jednak wyjaśnić wszystkich aspektów jego współpracy z Rosjanami, ponieważ Lepiarz po aresztowaniu popełnił w celi więziennej samobójstwo[34]. Należy podkreślić przy tym, że był on najwyższym stopniem oficerem WP, którego za współpracę z obcym wywiadem aresztowały służby specjalne Drugiej Rzeczypospolitej.

Nazwiska ujawnionych agentów nie wyczerpują potencjalnej listy podejrzanych. O działalność agenturalną na rzecz Sowietów podejrzewany był pułkownik Jan Skorbohaty-Jakubowski, dowodzący we wrześniu 1939 garnizonem w Dubnie. Prawdopodobnie tuż przed wojną został agentem wywiadu radzieckiego. 17 września 1939 roku, po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski (kilka godzin przed nadejściem dyrektywy marszałka Śmigłego-Rydza, by nie walczyć z Rosjanami), wydał rozkaz, by nie stawiać oporu Armii Czerwonej, ponieważ przybyła do Polski walczyć z Niemcami. Wskutek tego dowodzone przez niego jednostki bez walki dostały się w ręce Rosjan. Sam Skorbohaty-Jakubowski, uniknął losu swoich oddziałów i przedostał się w tajemniczych okolicznościach na Zachód[35].

W 2001 roku historycy rosyjscy Aleksandr Papczinskij i Michaił Tumszys w pracy „Szczit, raskołotyj mieczom. NKWD protiw WCZK” opartej na materiałach z archiwów rosyjskich służb specjalnych i innych archiwaliów rosyjskich, stwierdzili, że agentem wywiadu radzieckiego był attaché poselstwa polskiego w Moskwie w latach 1925–1928, major Tadeusz Kobylański. Major (potem pułkownik) Kobylański miał zostać zwerbowany przez wywiad radziecki w 1927 roku. Zanim trafił do attachatu wojskowego poselstwa polskiego w Moskwie, przez trzy lata służył w adiutanturze Naczelnego Wodza, potem ukończył prestiżową paryską École Supérieure de Guerre[36]. O współpracę z Rosjanami podejrzewano go już kilkukrotnie, równie często też ją kwestionowano, podważając wiarygodność archiwaliów rosyjskich. Trzeba jednak przyznać, że nie ma też powodu, żeby mimo wszystko do końca je kwestionować, gdyż informacje o szpiegowskiej działalności Kobylańskiego opublikowało niezależnie od siebie w różnych odstępach czasowych kilka rosyjskich źródeł. Wiele informacji podawanych w książce Papczinskiego i Tumszysa znajduje potwierdzenie w innych opublikowanych źródłach[37]. W Polsce tezę o związkach Kobylańskiego z radzieckim wywiadem konsekwentnie od lat podkreślał profesor Paweł Wieczorkiewicz[38].

Według rosyjskich autorów, na których badania powołuje się Paweł Wieczorkiewicz, werbunek Kobylańskiego przeprowadzono „w wyniku koronkowej operacji nadzorowanej przez […] asa sowieckich specsłużb Artura Artuzowa”[39]. Rosjanie intensywnie poszukiwali dojścia do attaché wojskowego, ich materiały przedstawiały Kobylańskiego jako „karciarza lubiącego hulanki i zajmującego się spekulacją”[40]. Jak zwykle bywa w takich sytuacjach, Rosjanom dopomógł przypadek. Zgłosił się do nich jeden z pracowników poselstwa, a równocześnie współpracownik wywiadu polskiego, Kowalski. Podczas przesłuchań przyznał oficerom wywiadu radzieckiego, że czuje się lekceważony i pomijany przez zwierzchników w Warszawie i po prostu „został zesłany do Rosji Sowieckiej”[41]. Motywy, dla jakich Kowalski zgłosił się do Rosjan, były finansowe. Otrzymał więc od nich kilkanaście tysięcy dolarów i zaczął wydawać polskich agentów w ZSRR.

Podczas jednego z przesłuchań Kowalski przyznał, że jest bliskim współpracownikiem attaché wojskowego, majora Kobylańskiego, „który jest praktycznie gotów na współpracę z organami OGPU, ponieważ miał wielkie długi, a jeszcze więcej pieniędzy żądała jego żona”. Podkreślił również że attaché „był w nim zakochany, jak w kobiecie, a nawet mocniej”[42].

Nieuregulowane życie osobiste Kobylańskiego podczas pobytu na placówce moskiewskiej nie było tajemnicą i znajduje potwierdzenie w jego aktach personalnych, gdzie znajduje się „surowa nagana i ostrzeżenie” wydane przez Sąd Honorowy dla Oficerów pod przewodnictwem generała Sosnkowskiego. Sprawa tej nagany wiąże się z licznymi przygodami miłosnymi majora, a przede wszystkim ze sprawą pani Jastrzębiec-Bobrowskiej, żony porucznika Mariana Bobrowskiego. Major Kobylański uwiódł porucznikową (mimo że ten był jego przyjacielem), obiecywał jej przy tym małżeństwo, ale obietnicy nie dotrzymał. Spowodowało to wspomniany sąd honorowy, który wydał łagodną w stosunku do przewinienia karę, a to z racji związków rodzinnych Kobylańskiego z synem prezydenta Mościckiego[43]. Zeznania Kowalskiego umożliwiły radzieckiemu wywiadowi werbunek Kobylańskiego. Był to jeden z pierwszych przypadków, w których kontrwywiad wykorzystał w pracy osoby o odmiennej orientacji seksualnej.

Major Kobylański był cennym agentem Rosjan, dostarczał im informacje o funkcjonowaniu i działalności polskiej agentury na terenie Kraju Rad, a także informacje o wojskowej, ekonomicznej i politycznej sytuacji Polski. Po powrocie do kraju pracował w polskim wywiadzie i strukturach MSZ, a jego pozycja wzrastała, stał się bowiem jednym z głównych ekspertów do spraw wschodniej polityki zagranicznej, przyjaźnił się z wieloma ważnymi osobami w Polsce, w tym z ministrem Beckiem. Dawało to Rosjanom praktycznie nieograniczony wgląd w polską politykę zagraniczną[44].

Kontakt z Kobylańskim miano zerwać w 1937 bądź 1938 roku na skutek czystek stalinowskich i podejrzeń o dezinformację (podobnie było zresztą z generałem Żymierskiem). Pułkownik Kobylański po klęsce wrześniowej wyjechał do Brazylii. Tam wedle informacji rodziny miał dorobić się majątku, i zginął zamordowany w 1967 roku[45]. Pobyt w Brazylii i okoliczności jego śmierci pozostają jednak do dziś okryte tajemnicą.

Ciąg dalszy nastąpi. W części drugiej: działalność szpiegowska Niemców.



Przypisy
↑ 1. A. Pepłoński, Kontrwywiad Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 2002, s. 172–186.
↑ 2. Por. B. Kruszyński, Kariery oficerów Drugiej Rzeczypospolitej, Poznań 2011.
↑ 3. Tamże.
↑ 4. P. Kołakowski, NKWD i GRU na ziemiach polskich, Warszawa 2002, s. 34
↑ 5. A. Pepłoński, Wywiad w wojnie polsko-bolszewickiej, Warszawa 1999, s. 278.
↑ 6. P. Mitzner,Widmo POW, „Karta” 1993, nr 7, s. 21.
↑ 7. Tamże, s. 21–22.
↑ 8. Tamże, s. 22.
↑ 9. Tamże, s. 22–23.
↑ 10. A. Pepłoński, Kontrwywiad…, s. 87–89.
↑ 11. G. Biesiedowskij, Zdrada Sowietów. Pamiętniki dyplomaty radzieckiego, Katowice bdw, s. 94-95.
↑ 12. M. Żuławnik, Zamach w Cytadeli Warszawskiej, „Dodatek historyczny IPN, Nasz Dziennik”, s. VI–VII, 2010-04-30.
↑ 13. F. Bernaś J. Wilczur, Piekielny krąg. Z dziejów CzeKA, GPU, NKWD, Warszawa 1995, s. 84.
↑ 14. B. Kozłowski, Wybuch w Cytadeli Warszawskiej, http://kalendarium.polska.pl/wydarzenia ... m?id=87893. Dostęp: 21 lutego 2012.
↑ 15. Z Fras W. Suleja, Poczet agentów polskich, Warszawa–Wrocław 1995, s.55.
↑ 16. S. Milewski, Ciemne sprawy międzywojnia, Warszawa 2002, s. 67–69.
↑ 17. J. Poksiński, TUN.Tatar-Utnik-Nowicki, Warszawa 1992, s. 219–220.
↑ 18. Z. Błażyński, Mówi Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii 1940–1954, Londyn 1986, s. 54–55.
↑ 19. Tamże, s. 55.
↑ 20. A. Pepłoński, Kontrwywiad…, s. 276–277.
↑ 21. Tamże, s.279.
↑ 22. A. Pepłoński, Wojna o tajemnice . W tajnej służbie Drugiej Rzeczypospolitej 1918 – 1944, Kraków 2011, s. 346.
↑ 23. Tamże, s. 349.
↑ 24. Tamże, s. 350.
↑ 25. M. Ronge, Dwanaście lat służby wywiadowczej, Warszawa 1992, s. 7.
↑ 26. A. Pepłoński, Wywiad polski na ZSRR 1921–1939, Warszawa 1996, s. 267.
↑ 27. Tamże, s. 268.
↑ 28. Tamże, s. 267–268.
↑ 29. M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie 1921–1939, Warszawa 2010, s. 224–225.
↑ 30. A. Gass, Zarażeni czerwonką. Data publikacji 21.04.2009. Dostęp 21 lutego 2012.
↑ 31. A. Pepłoński, Wywiad polski na ZSRR…, s. 269.
↑ 32. Tamże, s. 269–270., P. Wieczorkiewicz, Uwagi o działalności agentury sowieckiej na odcinku polskim po roku 1921, [w]: Polski wywiad wojskowy 1918–1945, materiały pod redakcją P. Kołakowskiego i A. Pepłońskiego, Toruń 2006, s. 108.
↑ 33. A. Pepłoński, Wywiad polski na ZSRR…, s. 270.
↑ 34. Tamże.
↑ 35. J. Łojek, Agresja 17 września na Polskę, Warszawa 1990, s. 139–143, P. Kołakowski, NKWD i GRU na ziemiach polskich.., s. 62.
↑ 36. P. Wieczorkiewicz, Uwagi o działalności agentury sowieckiej na odcinku polskim po roku 1921…, s. 109.
↑ 37. Tamże, s. 109.
↑ 38. Por. P. Wieczorkiewicz, Łańcuch śmierci. Czystka w Armii Czerwonej 1937–1939, Warszawa 2001, s. 687.
↑ 39. P. Wieczorkiewicz, Uwagi o działalności agentury sowieckiej na odcinku polskim po roku 1921…, s. 110.
↑ 40. Tamże, s. 110.
↑ 41. Tamże, s. 110–111.
↑ 42. Tamże, s. 111.
↑ 43. Kobylański był szwagrem Michała Mościckiego. Tamże, s. 113.
↑ 44. Tamże, s. 111.
↑ 45. Tamże, s. 111–112.

Autor informacji:

Adam Wiorko

Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Re: Szpiegostwo wśród oficerów Wojska Polskiego 1918–1939

Post autor: karateka » 08 sty 2013, 16:05

Obok Rosjan najaktywniejsze działania wywiadowcze na terenie Polski prowadzili Niemcy. Na temat zmagań niemiecko-polskich na tajnym froncie ukazało się już wiele pozycji książkowych, a nieżyjący już reżyser Andrzej Konic nakręcił serial „Pogranicze w ogniu”. Aktywne działania szpiegowskie Niemców na terenie Polski wynikały z polityki przywódców niemieckich, zmierzającej do rewizji traktatu wersalskiego. Polska, jako kraj powstały na mocy postanowień wersalskich, była dla Niemiec „krajem sezonowym”, nie bez znaczenia był fakt, że to Niemcy utraciły na rzecz Polski znaczną część dawnych wschodnich ziem[1].

Gromadzeniem materiałów szpiegowskich na temat Polski zajmowały się ekspozytury niemieckiego wywiadu wojskowego (Abwehrstellen) w Królewcu, Wrocławiu, Szczecinie, Gdańsku, Dreźnie i Frankfurcie nad Odrą[2]; znajdowały one wsparcie w placówkach straży granicznej i w zamieszkującej nasz kraj mniejszości niemieckiej licznie, którą w literaturze określa się mianem „piątej kolumny”[3]. Od początku istnienia Polski najbardziej intensywne zainteresowanie niemieckich służb specjalnych koncentrowało się na polskim potencjale militarnym i WP, gdzie starano się pozyskać jak najwięcej informatorów i agentów, szczególnie wśród kadry oficerskiej.

Na przełomie 1925 i 1926 roku porucznik królewieckiej Abwehry Heinrich Rauch zwerbował oficera z 1. Baonu Strzelców w Chojnicach, porucznika Pawła Piontka. Porucznik prowadził rozrzutny i hulaszczy tryb życia, tkwił nieustannie w długach. Oficer Abwehry do werbunku polskiego oficera, wykorzystał krewnego, Gunthera Wollenberga, werbownika ze swojej placówki. Wollenberg uzależnił od siebie finansowo porucznika Piontka i nakłonił do działalności szpiegowskiej na rzecz Niemiec. Piontek otrzymał zadanie zorganizowania siatki szpiegowskiej obejmującej obszar całego Pomorza, a przede wszystkim miał dotrzeć do tajnych dokumentów DOK VIII w Toruniu. Znalazł współpracowników wśród najbliższych, wciągając do działalności szpiegowskiej kolegę, porucznika Urbaniaka, adiutanta dowódcy pułku w Toruniu, i swoją narzeczoną, Wandę Piekarską, ekspedientkę z Sierosławia, która była łączniczką w siatce szpiegowskiej. Mimo ostrzeżeń niemieckich porucznik Piontek nie przestrzegał zasad konspiracji, prowadził nadal nieustabilizowany i rozrzutny tryb życia oraz chwalił się przygodnym osobom swoją działalnością wywiadowczą. Szybko zwrócił uwagę kontrwywiadu polskiego, który zorientował się w charakterze jego działalności i postanowił poprowadzić grę operacyjną z Niemcami. Podstawiono więc kilku informatorów, którzy dostarczali Piontkowi fałszywe dokumenty. W początkowej fazie operacji Piontek miał być nieświadomym agentem inspiracyjnym, dostarczającym Niemcom spreparowanych informacji, w dalszej fazie miał być wykorzystany jako podwójny agent. Ponieważ Abwehra darzyła go dużym zaufaniem, determinowało to powodzenie całej operacji. Działalność porucznika jako podwójnego agenta szybko się jednak zakończyła, ponieważ okazał się nielojalny wobec strony polskiej. W kwietniu 1927 roku porucznicy Piontek i Urbaniak zostali aresztowani, aresztowano również Wandę Piekarską. Wkrótce po aresztowaniu obaj oficerowie zostali skazani na karę śmierci i rozstrzelani, narzeczoną Piontka zaś skazano na sześć lat ciężkiego więzienia[4].

Konfrontacja między niemieckim a polskim wywiadem ujawniła się w pełni na terenie Wolnego Miasta Gdańska. Przy gdańskim prezydium policji od 1923 roku prowadziła zakonspirowana placówka Abwehry kierowana przez ponad 10 lat przez pułkownika Oskara Reilego. Z kolei ze strony polskiej od 1920 przez okres 10 lat roku na terenie Gdańska działała tajna ekspozytura polskiego wywiadu[5], potem jej zadania przejęła tajna placówka nadzorowana przez ekspozyturę nr 3 Oddziału II w Bydgoszczy, postacią nr 1 stał się zaś tutaj niewątpliwie szef bydgoskiej ekspozytury Jan Henryk Żychoń, znany z niezwykłej pomysłowości[6] i operatywności, jak również kwiecistego języka. Był urodzonym wywiadowcą, dlatego potrafił ze swej placówki uczynić przodujące ogniwo na kierunku niemieckim. Docenił go nawet sam Reile, pisząc o nim jako o „oficerze o nieprzeciętnych zdolnościach” i „naszym głównym przeciwniku”[7].

Na początku lat trzydziestych gdańska Abwehra dokonała werbunku oficera rezerwy , komisarza policji z Torunia, któremu nadano pseudonim „Kokino”. Często jeździł on do Gdańska służbowo w związku ze ściganiem przestępców kryminalnych, korzystając z pomocy tamtejszej policji. Agenci Abwehry jednak obserwowali go dyskretnie i ustalili, że jest kokainistą i regularnie spotyka się z handlarzami narkotyków. Niemcy zaszantażowali komisarza i zmusili go do współpracy. „Kokino” stał się cennym agentem, ponieważ jako komisarz policji współpracował z polskim kontrwywiadem w czynnościach śledczych wobec podejrzanych o szpiegostwo. Dzięki niemu gdańska Abwehra ocaliła kilku swoich cennych agentów. Jak podaje Reile, kontakt z agentem urwał się nagle, a przyczyn zerwania współpracy nigdy nie ustalono[8].

Nieco inaczej powyższą sprawę przedstawił Adam Wysocki w popularnym opracowaniu „Kokino kłamie”. Według niego komisarz o nazwisku Jankowski był narkomanem i systematycznie zaopatrywał się w kokainę u greckich marynarzy przypływających regularnie do portu w Gdańsku. Agenci Abwehry obserwowali komisarza, przyłapali go na gorącym uczynku podczas zakupu narkotyków i szantażem zmusili do współpracy. Jednak po powrocie do Torunia komisarz zdecydował się na szczerą rozmowę z szefem bydgoskiej ekspozytury wywiadu, majorem Żychoniem, i opowiedział mu o swoim nałogu oraz szantażu Niemców. Major Żychoń postanowił poprowadzić grę z Niemcami i za pośrednictwem komisarza przekazać im spreparowane informacje. Na początek przesłał Abwehrze w ten sposób wykaz osób podejrzewanych o szpiegostwo, które zamierzano aresztować. Na liście tej znaleźli się autentyczni niemieccy szpiedzy i zupełnie niewinni ludzie. Po przekazaniu tych informacji do Gdańska, niemieccy szpiedzy natychmiast zbiegli z Polski. Dzięki tej grze „Kokino” stał się dla Niemców miarodajnym informatorem i zaczął im przekazywać dostarczane przez majora Żychonia informacje dotyczące oficerów WP, dyslokacji jednostek i obiektów wojskowych, oraz plany operacyjne. Przekazywanie fałszywych materiałów trwało jednak zbyt długo i Abwehra zorientowała się, że „Kokino” współpracuje z polskim kontrwywiadem. Pewnego dnia na ulicy przejechał go samochód i nie udało się nigdy ustalić, czy był to zwykły wypadek, czy morderstwo na zlecenie Niemców[9].

W swoich wspomnieniach Reile uznał za jednego ze swoich najważniejszych agentów w Polsce majora WP Haraszymowicza. Wiosną 1932 roku do gdańskiego prezydium policji zgłosił się mężczyzna, który podał się za oficera WP. Był to major Haraszymowicz. Oznajmił Reilemu, iż za 2400 złotych może udzielić wyczerpujących informacji na temat swojej jednostki i potwierdził, że zna osobiście szefa bydgoskiej ekspozytury, majora Żychonia. Mimo zapewnień Haraszymowicza o prawdomówności i gotowości do współpracy Reile odrzucił ofertę, bojąc się prowokacji polskiego kontrwywiadu. Sporządził jednak szczegółowy raport z rozmowy, który po kilku miesiącach od wizyty polskiego majora w gdańskim prezydium policji trafił do rąk kapitana Hansa Horatschka, szefa królewieckiej placówki Abwehry. Horatschek mimo upływu czasu postanowił dotrzeć do Polaka. Przez swoich agentów ustalił, że major Haraszymowicz pełnił funkcję płatnika w jednym z pułków w Poznaniu. Z powodu nadużyć finansowych został jednak aresztowany, zdegradowany i wydalony z wojska.

Po jakimś czasie, będąc w trudnej sytuacji finansowej, przeniósł się do Warszawy, gdzie otworzył warzywniak. Abwehra ustaliła jego adres i wysłała mu list z propozycją współpracy. Po kilkukrotnych próbach Haraszymowicz na początku 1934 roku odpowiedział pozytywnie na ofertę Niemców, pod warunkiem otrzymania pieniędzy na podróż. Niemcy wyrazili zgodę i zaprosili go do Gdańska, gdzie przedstawił im swoją trudną sytuację. Mówił o ciążących na nim zobowiązaniach finansowych i trudnej sytuacji materialnej. Gotów był na współpracę z Abwehrą w zamian za odpowiednio wysokie wynagrodzenie. Niemcy przyjęli jego warunki i nadali mu pseudonim „Hapke”. „Hapke” rozpoczął współpracę od przekazania wiadomych mu informacji na temat swojej byłej jednostki. W 1935 roku Haraszymowicz powiadomił niemiecki wywiad, że spotkał kolegę z wojska, który znajduje się w trudnej sytuacji materialnej, i można go wykorzystać do pracy agenturalnej. Oficer ten był podpułkownikiem z 7. Pułku Strzelców Konnych z Poznania. Po dokonaniu weryfikacji podpułkownika Horatschek zaprosił Haraszymowicza do Gdańska, gdzie podczas rozmowy dowiedział się, iż podpułkownik zaciągnął dług, który musi szybko spłacić, a brakuje mu pieniędzy. Niemcy zaproponowali pokrycie zobowiązań plus dużą premię za udzielenie szczegółowych informacji o jego pułku. Haryszymowicz przekazał informację podpułkownikowi, a ten przystał na propozycję Abwehry i został jej agentem, otrzymując pseudonim „Kowalewski”.

„Hapke” i „Kowalewski” otrzymali zadanie wyszukiwania kolejnych oficerów WP znajdujących się w kłopotach finansowych. Celem Abwehry było dotarcie do dokumentów polskiego Sztabu Generalnego przygotowywanych na wypadek wojny z Niemcami. Niebawem „Hapke” poinformował Niemców, że dotarł do oficera Sztabu Generalnego „majora Markowskiego”, i przekonał go do współpracy z Niemcami w zamian za korzyści finansowe. „Markowski” na początek przekazał Niemcom raport o strukturze armii, jaką na wypadek wojny miał dowodzić generał Władysław Bortnowski. Abwehra oceniła dokument jako autentyczny i zaangażowała na stałe „Markowskiego”. Agent ten później w świetle relacji Reilego przekazał wiele wartościowych informacji, między innymi dokładne dane o strukturze polskich armii wraz z rejonami dyslokacji według polskiego planu mobilizacyjnego. Po wkroczeniu Niemców do Nadrenii w 1936 roku „Hapke” i „Markowski” poinformowali Abwehrę, że polskie plany mobilizacyjne nie uległy zmianie. Niemcy zadowoleni z usług Haraszymowicza wezwali go do Królewca, gdzie odbył specjalne przeszkolenie w obsłudze radiostacji; miało to poprawić jego skuteczność. Kres działalności „Hapkego” położyło aresztowanie w 1938 roku. Został skazany na długoletnią karę więzienia, z którego uwolnił go najazd niemiecki. W czasie okupacji Haraszymowicz nadal współpracował z Abwehrą, aż wreszcie jego działalność została rozpoznana przez polskie podziemie i został on zlikwidowany[10].

Rzeczywistą wartość materiałów szpiegowskich dostarczanych Abwehrze przez „Hapkego” i jego agentów ujawniły badania archiwalne materiałów polskich służb specjalnych. Jak stwierdza profesor Leszek Gondek, Abwehra nie była zorientowana, iż kontrwywiad polski wiedział o szpiegowskiej działalności Haraszymowicza. Jego poczynania kontrolował i inspirował bowiem szef ekspozytury bydgoskiej major Żychoń w porozumieniu z centralą w Warszawie. Podstawił on „Hapkemu” figurantów, którzy dostarczali odpowiednio spreparowany materiał. Ponieważ działalność Haraszymowicza zaczęła wymykać się spod kontroli, podjęto decyzję o jego aresztowaniu[11].

Istotnym źródłem informacji dla gdańskiej Abwehry okazał się porucznik Roman Wicherek. W 1925 roku wraz z całą rodziną utracił on obywatelstwo polskie. Będąc w służbie WP, dokonał licznych oszustw, nadużyć, a także pobicia, za co poszukiwał go Wojskowy Sąd Okręgowy w Grudziądzu, porucznik bowiem, mając świadomość kary, zbiegł do Gdańska. Jak się potem okazało, Wicherek od 1933 roku współpracował z Abwehrą, której przekazywał cenne informacje na temat uzbrojenia armii polskiej, i zdradził jednego z polskich agentów pracujących w Niemczech. W toku współpracy uczestniczył także w werbunku agentów Po ucieczce zatrudnił się w gdańskim prezydium policji, gdzie pracował jako tłumacz i udzielał lekcji polskiego zatrudnionym tam oficerom Abwehry. Gdańska placówka Abwehry dokonała również werbunku żony i córki porucznika Wicherka. W toku operacji kontrwywiadowczej prowadzonej latem 1935 roku przez ekspozyturę nr 3 w Bydgoszczy aresztowano córkę Romana Wicherka – Edytę, która przybyła do Polski z zadaniami szpiegowskimi. Jej obciążające zeznania doprowadziły do ustalenia rozmiarów działalności szpiegowskiej ojca. 8 września 1935 roku polski kontrwywiad aresztował Romana Wicherka podczas wykonywania zadań szpiegowskich w Gdyni. Aresztowany przez sąd w Poznaniu, został skazany na 15 lat więzienia, choć niektóre źródła podają że było nieco inaczej[22].

Długoletnim współpracownikiem Abwehry icennym źródłem informacji o WP był również Leon Adamczyk, zwerbowany przez Niemców w 1925 roku. Adamczyk początkowo był komendantem posterunku żandarmerii w Tczewie, a w 1931 roku został przeniesiony najpierw do Ostrołęki a następnie do Inspektoratu Służby Granicznej w Poznaniu. Adamczyk początkowo dostarczał Niemcom informacje ze swojego terenu. Po przeniesieniu do Poznania i odpowiednim przeszkoleniu przez wywiad niemiecki Adamczyk zaczął dostarczać wartościowe informacje o WP, jego organizacji, uzbrojeniu, wyszkoleniu i dyslokacji Nie ograniczał się jednak do własnych obserwacji, wciągnął do współpracy z Niemcami podporucznika Wyborskiego z DOK w Toruniu i „pewnego sierżanta" z DOK w Warszawie, którzy dostarczali mu cennych informacji. Ich wartość wzrosła jeszcze bardziej, kiedy sierżant podrobił klucz do sztabowej kasy pancernej i fotografował przechowywane tam tajne dokumenty. Adamczyk fotokopie przekazywał Abwehrze.

Przeniesienie Adamczyka do pracy w dowództwie Służby Granicznej, było niezwykle korzystne dla Abwehry, ponieważ straż graniczna zajmowała się zakordonowym wywiadem przygranicznym („płytki wywiad"). Leon Adamczyk zdobywał odtąd dla Niemców informacje dotyczące polskiej agentury operującej w przygranicznych rejonach niemieckich. Kontynuował też przekazywanie materiałów otrzymywanych od swoich agentów. Szczególnie cenne dla Niemców były informacje sierżanta z DOK w Warszawie dotyczące polskich planów mobilizacyjnych dostarczane w latach 1933–1934[23]. Adamczyk nigdy nie został wykryty przez polskie służby specjalne. Współpracę z Niemcami kontynuował również podczas okupacji. Został ujęty i rozstrzelany dopiero po wojnie.

Na początku lat trzydziestych Abwehra interesowała się systemem obrony polskiego Wybrzeża. Do realizacji zadania udało się Niemcom pozyskać porucznika polskiej marynarki wojennej Wacława Śniechowskiego. Służył on na transportowcu Willia, który dostarczał zaopatrzenie do polskiej składnicy tranzytowej na Westerplatte, następnie przeniesiono go do służby na kontrtorpedowcach. W ciągu dwóch lat współpracy porucznik Śniechowski przekazał Niemcom szereg wartościowych materiałów. Podał opisy techniczne nowych jednostek polskiej floty wojennej, uzbrojenie, stan załóg, ujawnił sposób łączności między okrętami i zasady systemu szyfrowego używanego w polskiej Marynarce Wojennej. Określił stan taboru portowego przewożącego zaopatrzenie na Westerplatte, możliwości wykorzystania radiostacji na Oksywiu, przekazał również charakterystyki dowódców okrętów podwodnych, wzbogacone o szczegóły z życia prywatnego. Porucznik Śniechowski, aresztowany pod koniec 1934 roku, został w styczniu 1935 roku skazany na karę śmierci i stracony[12].

Innym sukcesem Abwehry było zwerbowanie kierownika polskiej rezydentury wywiadowczej w Berlinie, porucznika Józefa Gryf-Czajkowskiego. Kierował on berlińską placówką w latach 1923–1926. Niestety nie potrafił zdobyć żadnych informacji wywiadowczych, w związku z tym udał się do siedziby Abwehry i zaproponował zaskoczonym Niemcom, aby przekazywali mu spreparowane informacje dla strony polskiej. Niemiecki wywiad nie zmarnował takiej okazji i do Warszawy zaczęto wysyłać fałszywe dane dotyczące doświadczeń niemieckich z nowymi czołgami i bronią. Materiały preparowano tak nieudolnie, że wkrótce polski wywiad zorientował się, że porucznik Czajkowski padł ofiarą dezinformacji. Do Berlina wysłano grupę agentów, która stwierdziła, że rezydent wywiadu jest mało kreatywny i zamiast zbierać informacje, spędza czas przy alkoholu w lokalach rozrywkowych, marnotrawiąc pieniądze. Natychmiast został więc odwołany do Polski i usunięty ze służby. Po wydaleniu Gryf-Czajkowski osiadł w majątku pod Toruniem, nadal utrzymywał jednak kontakt z Abwehrą. przekazując informacje zdobyte podczas kontaktów towarzyskich ze znajomymi z wojska. Pod koniec 1933 roku kontrwywiad polski ujął porucznika Czajkowskiego podczas przekazywania materiałów szpiegowskich niemieckim agentom. Aresztowanie byłego rezydenta polskich służb specjalnych wywołało dużo kontrowersji. Ujawnił w zeznaniach, że materiały dezinformacyjne otrzymywane od Niemców fotografował na terenie ambasady polskiej w Berlinie. Pewnego dnia w laboratorium placówki zauważył kilka suszących się mikrofilmów, skopiował je i dostarczył Abwehrze. Okazało się że były to autentyczne dane zdobyte przez rotmistrza Jerzego Sosnowskiego, następcę Gryfa-Czajkowskiego w niemieckiej stolicy. Wprawdzie porucznik Czajkowski zaprzeczał, że zdradził Sosnowskiego, ale był pewny, że Niemcy wiedzą o jego działalności. Nie potrafił jednak podać, od kogo. Pod koniec stycznia 1934 roku Sąd Okręgowy w Toruniu skazał go na karę śmierci, i wkrótce wyrok wykonano[13]. Przed Polakami stanął jednak dylemat, co dalej z rotmistrzem Sosnowskim, skoro od 1926 roku zdobył w Berlinie mnóstwo informacji uznanych za wartościowe.

Sprawa Sosnowskiego do dziś stanowi najbardziej znany, niepozbawiony kontrowersji epizod w tajnych zmaganiach niemiecko-polskich podczas dwudziestolecia międzywojennego. Na temat tej sprawy powstało mnóstwo artykułów, opracowań, książkowych, wybrane epizody z berlińskiej misji rotmistrza przedstawiono również w serialu „Pogranicze w ogniu”.

Rotmistrz Jerzy Sosnowski został zwerbowany przez kapitana Mariana Chodackiego z Oddziału II pod koniec 1925 roku. Rotmistrz był przystojnym oficerem o fizjonomii amanta filmowego, miał arystokratyczne korzenie i znany był zarówno z brawurowej odwagi (wielokrotnie odznaczany za bohaterstwo podczas wojny polsko-bolszewickiej) czy pasji do koni (należał do olimpijskiej ekipy jeździeckiej), jak i rozlicznych miłostek. Sosnowski idealnie pasował do stworzonej przez polski wywiad legendy kosmopolitycznego arystokraty, bon vivanta, którego za sympatie proniemieckie i poglądy polityczne wydalono z wojska. Z taką też legendą wiosną 1926 roku przybył do Berlina i wszedł w środowisko berlińskiej śmietanki towarzyskiej i arystokracji, robiąc tam furorę. Przez blisko osiem lat polski rotmistrz-amant, wykorzystując urok osobisty i pieniądze, zdobywał najtajniejsze plany niemieckie z sejfów Reichswehrministerium, gdzie uwiódł kilka sekretarek, uzależnił też finansowo od siebie i zwerbował do pracy na rzecz wywiadu polskiego jednego z oficerów Abwehry.

Przez kilka lat informacje Sosnowskiego nie budziły zastrzeżeń, ale kiedy na początku lat 30. doszło do zmiany kierownictwa w polskim wywiadzie, stosunki rotmistrza z Oddziałem II skomplikowały się. Centrala nie ufała rotmistrzowi i jego dokumentom, uważała, że pochłania on za dużo pieniędzy z budżetu. Do tego doszła sprawa dokumentu sztabowego „Organisation-Kriegspiel”, do którego dojście poprzez swoje agentki znalazł Sosnowski. Była to gra operacyjna na wypadek wojny z Polską, dokument cenny i wartościowy, jednak cena 40 tysięcy marek, którą zażądały agentki za dokumenty, wydała się kierownictwu polskiego wywiadu za wysoka. Negocjacje komplikowały się i przedłużały wskutek różnych wypadków (śmierć dwóch kolejnych szefów polskich służb specjalnych), wreszcie po trzech latach rotmistrz dostarczył dokumenty za darmo. Zapewne zdając sobie sprawę z wartości dokumentów, chciał je za wszelką cenę przekazać do Polski. Wzmogło to tylko podejrzenia wobec niego w Warszawie, jego sytuacja w Berlinie również stawała się trudniejsza, ponieważ bulwarówki opublikowały serię artykułów na jego temat, ujawniając wiele nieprawidłowości w jego legendzie i sugerując że jest on polskim szpiegiem. Następnie jesienią 1933 roku niemiecki kontrwywiad zaczął rozpracowywać jego powiązania. 27 lutego 1934 roku gestapo aresztowało rotmistrza Sosnowskiego i jego trzy agentki. Po rocznym procesie i tajnych negocjacjach zapadł wyrok skazujący rotmistrza i jedną z agentek na dożywocie, a pozostałe dwie kobiety na karę śmierci[14].

W 1936 roku, z inicjatywy szefa Abwehry Wilhelma Canarisa, Jerzego Sosnowskiego wymieniono na siedmiu szpiegów niemieckich. W kraju oprócz awansu na majora czekało na niego więzienie i proces. Oskarżono go o pracę na rzecz Abwehry i o sprzeniewierzenie funduszy państwowych. Po rocznym procesie w czerwcu 1939 roku skazano go na 15 lat więzienia. Czy słusznie? W świetle dostępnych dziś materiałów można stwierdzić z całkowitą niemal pewnością, że major Sosnowski padł ofiarą nie tyle pomyłki, ile walki dwóch wywiadów i nieprzychylnej mu atmosfery, w której dyskredytowano jego osiągnięcia[15].

Sosnowski po wyroku zapowiedział apelację, na przeszkodzie jej rozpatrzeniu stanął jednak wybuch wojny. Po najeździe niemieckim major Sosnowski został ewakuowany na wschód Polski, gdzie jak utrzymywano, miał zostać rozstrzelany w okolicach Brześcia nad Bugiem[16]. Pojawiło się też kilka innych wersji jego śmierci (na przykład że utopił się w Bałtyku)[17]. Po zajęciu Warszawy Abwehra również wszczęła poszukiwania polskiego asa wywiadu i ustaliła, że dostał się w ręce Rosjan. Za wersją o radzieckiej niewoli opowiadali się również zachodni badacze i oficerowie wywiadu, mówili o tym świadkowie, którzy mieli z nim przebywać na Łubiance[18]. Przez lata brakowało jednak przekonywających dowodów.

Opublikowane w latach 90. wspomnienia generała lejtnanta NKWD Pawła Sudopłatowa i pułkownik Zoi Woskriessienskiej-Rybkiny przyniosły sensacyjne informacje dalszych losów polskiego asa wywiadu. Sosnowski miał zostać wypuszczony przez konwojentów w zamian za obietnicę działalności wywiadowczej przeciwko ZSRR. Wkrótce jednak schwytało go NKWD. Przewieziono go do Moskwy, na Łubiankę, gdzie podstawiony przez radzieckie służby agent i Zoja Woskriessienska-Rybkina dokonali werbunku, przekonując go, że w polskich służbach nie ma dla niego miejsca, oraz ujawniając że Rosjanie wszystko o nim wiedzą[19].

Informacje o Sosnowskim Rosjanie uzyskali od swojego agenta wewnątrz Abwehry, Willy’ego Lehmanna, który w latach trzydziestych kierował specjalnym zespołem do zwalczania szpiegostwa radzieckiego i polskiego. Sosnowski zgodził się na współpracę i na dowód dobrej woli przekazał dwa nierozszyfrowane źródła przez Niemców źródła informacji w Berlinie, które okazały się dla Rosjan bardzo wartościowe. Major Sosnowski miał zaproponować aby NKWD zwerbowało przebywającego na Łubiance księcia Janusza Radziwiłła, mającego szerokie kontakty w Niemczech. Współpraca Sosnowskiego z Rosjanami miała trwać wedle Woskriessienskiej-Rybkiny praktycznie przez całą wojnę, a potem miał być przerzucony do Polski i wykorzystywany przez AL, brak jednak potwierdzenia tego faktu w innych źródłach. Jak podaje Piotr Kołakowski, Sosnowski najprawdopodobniej zmarł w rosyjskim więzieniu w 1942 roku po głodówce, którą podjął, gdy nie wypuszczono go z więzienia w ramach układu Sikorski–Majski[20].

Tajna wojna niemiecko-polska toczona przez okres całego dwudziestolecia uwikłała, jak widać, pewną grupę oficerów WP. Jednak co należy podkreślić, przedsięwzięcia, jakie podejmowali Polacy wobec Niemców, w zdecydowanej większości miały charakter obronny.

Podsumowanie

Szpiegostwo na rzecz ZSRR i Niemiec wedle opracowań i materiałów archiwalnych, stanowiło spory problem dla naszego państwa. Tym bardziej poważny, że często dotyczył on oficerów, którzy potrafili wykazywać się odwagą na polu walki, aczkolwiek życie pokojowe im nie służyło. Popadali w nałogi alkoholizm i hazardu, a przede wszystkim w długi, co było dobrym punktem zaczepienia dla obcych służb. Ułatwieniem dla zbierania materiałów był bałagan w polskich kancelariach wojskowych i częsta lekkomyślność oficerów nadzorujących tajemnice wojskowe, nadmierna gadatliwość oficerów wobec dziennikarzy, a nawet jawne opracowania oficerów.

W pracy pułkownika Ścieżyńskiego „Radiotelegrafista jako źródło informacji o nieprzyjacielu” wydanej w Przemyślu w 1926 roku autor ujawnił treść niektórych depesz rozszyfrowanych przez polskich kryptologów podczas wojny polsko-bolszewickiej. Na wyniki długo nie trzeba było czekać, wkrótce Rosjanie wprowadzili nowy system szyfrowania, który złamano dopiero w 1937 roku. Major Roman Starzyński na łamach periodyku „Przegląd Piechoty” ujawnił stan wyszkolenia pułków piechoty, liczbę rekrutów przydzielonych do batalionu, w którym był dowódcą, jego strukturę organizacyjną i rotację kadr w jednostce. Przedstawił program zajęć, wskazując jego mankamenty, zaprezentował też gruntowną krytykę systemu wcielania rekrutów w pułkach[21]. Te i wiele innych przykładów świadczą, że generalnie oficerowie WP zajmujący się szpiegostwem na rzecz obcych mocarstw stanowili część niedoskonałego systemu ochrony tajemnic, który udoskonalano praktycznie do września 1939 roku, i nie uchronił on w konsekwencji przed przejęciem akt polskiego wywiadu przez Niemców, a następnie Rosjan, co sprawiło, że wiele osiągnięć polskiej „dwójki” w latach międzywojnia poszło na marne.



Przypisy
↑ 1. A. Czacharowski K. Grunberg, Szpiedzy Hitlera. Z dziejów wywiadu niemieckiego, Warszawa 1997, s. 72.
↑ 2. H. Ćwięk, W tajnej służbie Drugiej Rzeczypospolitej, Częstochowa 2009, s. 341.
↑ 3. W. Parafieniuk, V kolumna III Rzeszy, „MMS Komandos” 2003, nr 3, s. 45–51.
↑ 4. H. Kopczyk, Niemiecka działalność wywiadowcza na Pomorzu 1920–1933, Gdańsk 1970, s. 147–150. O. Reile, Der Deutsche Geheim Dienst im II.Weltkrieg.Ostfront.Die Abwehr im Kampf mit den Geheimdiensten im Osten, Augsburg 1989, s. 77–84.
↑ 5. W. Skóra, Działalność gdańskiej ekspozytury polskiego wywiadu wojskowego w latach 1920–1930 (Pomorze Zachodnie, Prusy Wschodnie i Wolne Miasto Gdańsk), Poznań 2011.
↑ 6. Oskar Reile w swoich wspomnieniach przytacza że w lipcu 1931 na jego zastrzeżony numer telefonu w gdańskim prezydium policji zatelefonował major Żychoń. Reile zaskoczony telefonem, zaproponował spotkanie. Żychoń wyraził zgodę. W umówionym dniu w zastępstwie polskiego majora zjawił się jego współpracownik, który podziękował za zaproszenie i przeprosił, że z powodu natłoku zajęć major Żychoń nie mógł się zjawić. Por O. Reile, Der Deutsche Geheim Dienst im II.Weltkrieg.Ostfront.Die Abwehr im Kampf mit den Geheimdiensten im Osten…, s. 19. A. Wysocki, Kokino kłamie, Warszawa 1967, s. 5–6.
↑ 7. O. Reile, Der Deutsche Geheim Dienst im II.Weltkrieg.Ostfront.Die Abwehr im Kampf mit den Geheimdiensten im Osten…, s. 92.
↑ 8. Tamże, s. 89–91.
↑ 9. A. Wysocki, Kokino kłamie…, s. 8–32.
↑ 10. Tamże, s. 147–159, 194–207, 222–224, 297–300, 394–395.
↑ 11. L. Gondek, Działalność Abwehry na terenie Polski 1933–1939, Warszawa 1982, s. 85–92.
↑ 12. A. Pepłoński, Kontrwywiad…, s.252–259.
↑ 13. W. Kozaczuk, Bitwa o tajemnice. Służby wywiadowcze Polski i Niemiec 1918 – 1939, Warszawa 1999, s. 171., H.Ćwięk, Przeciw Abwehrze, Warszawa 2001, s. 117.
↑ 14. J. Piekałkiewicz, Dzieje szpiegostwa, Warszawa 1999, s. 356–363. Szczegółowo berlińską misję przedstawił ostatnio Henryk Ćwięk, a w zbeletryzowanej formie – polski szpieg z czasów PRL Marian Zacharski, który w wywiadach prasowych porównuje swoje osiągnięcia i losy do osiągnięć i losów rotmistrza Sosnowskiego. Por. H. Ćwięk, Rotmistrz Sosnowski. As wywiadu Drugiej Rzeczypospolitej, Kraków 2010, M. Zacharski, Rotmistrz, Poznań 2011.
↑ 15. H. Ćwięk, W tajnej służbie Drugiej Rzeczypospolitej…s. 207–219.
↑ 16. W. Kurpis, Berlińska misja, Warszawa 1983, s. 212–213.,
↑ 17. N. Polmar T. Allen, Księga szpiegów, Warszawa 2000, s. 673–674.
↑ 18. J. Piekałkiewicz, Dzieje szpiegostwa…, s. 370.
↑ 19. P. Sudopłatow, Wspomnienia niewygodnego świadka, Warszawa 1999, s. 120. W Rosji wydano również w 1992 roku wspomnienia Z.Woskriessienskiej-Rybkiny, Tiepier ja mogu skazat prawdu. Na ich kolejną reedycję z 1997 roku, pod tytułem Pod psiewdonimom Irina, powołuje się P. Kołakowski; por. P. Kołakowski, NKWD i GRU na ziemiach polskich…, s. 140.
↑ 20. P. Kołakowski, NKWD i GRU na ziemiach polskich…, s. 140.
↑ 21. H.Ćwięk, Przeciw Abwehrze…, s. 96.
↑ 22. L.Gondek, Działalność Abwehry na terenie Polski 1933–1939..., s.147–148. Na stronie internetowej www.swietykrzyz.pl znajduje się jednak następująca informacja: „Tuż przed wojną udało się dzięki pani Potockiej, zlikwidować niemiecką sieć szpiegowską z ośrodkiem w Wolnym Mieście Gdańsku. Szefa, Romana Wicherka, wykradziono z Gdańska i wraz z jego agentami osadzono na Św. Krzyżu”.
↑ 23. O. Reile, Der Deutsche Geheim Dienst im II.Weltkrieg.Ostfront.Die Abwehr im Kampf mit den Geheimdiensten im Osten...,s. 125- 127, L. Gondek, Działalność Abwehry na terenie Polski 1933–1939..., s. 66–67.

Autor informacji:

Adam Wiorko

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wojsko, technika i uzbrojenie”