Półwysep Helski. Polska Iwo Jima?

1 września 1939 nazistowskie Niemcy napadają na Polskę. Armia broniąca granic stawia opór, jednocześnie czekając na pomoc sojuszników, którzy niebawem deklarują wojnę Rzeszy. Pomoc jednak nie nadchodzi, dodatkowo 17 września wojsko ZSRR wkracza na tereny wschodniej Polski. Przy olbrzymiej dysproporcji sił, Polska przegrywa kampanię wrześniową.
Awatar użytkownika
Husarz
Posty: 822
Rejestracja: 31 paź 2010, 04:37

Półwysep Helski. Polska Iwo Jima?

Post autor: Husarz » 23 gru 2013, 16:01

Autor: Kamil Janicki | Data publikacji: 21 maja 2011


Stanowisko kierowania ogniem na Helu (Fot. Jersz, lic. CC ASA 2,5)Oceaniczna wyspa Iwo Jima była jednym z ostatnich bastionów Japończyków, którego zażarcie broniono, mimo że wojna została już w zasadzie przegrana. Podobnie polski Półwysep Helski walczył niemal do samego końca kampanii wrześniowej. Amerykanie w 1945 roku ujarzmili Iwo Jimę dopiero dzięki desantowi z morza. To samo Niemcy planowali zrobić w przypadku polskiego Rejonu Umocnionego.
Przyjmuje się, że na etapie kampanii wrześniowej Hitler był zdecydowanym przeciwnikiem działań desantowych. Oczekiwał, że jego wojska będą zajmować kolejne polskie porty i nadbrzeżne instalacje obronne od strony lądu. Kiedy jednak większość kraju wpadła już w ręce nazistów, Wybrzeże wciąż uparcie się broniło. Zdaniem Macieja Franza, autora książki „Bohaterowie najdłuższych dni. Desanty morskie II wojny światowej”, taka postawa Polaków zmusiła Niemców do zmiany taktyki. Wbrew opinii utartej w literaturze, pod koniec września zaczęli się na poważnie przygotowywać do pierwszej operacji desantowej podczas II wojny światowej.
Działania miały się rozpocząć 1 października i położyć kres ponad miesięcznej obronie półwyspu. Założono, że w pierwszej kolejności lotnictwo i okręty wojenne wyeliminują polskie baterie artylerii nadbrzeżnej, zwłaszcza baterię cyplową im. H. Laskowskiego (…). Jednocześnie chciano także zmusić do zaprzestania oporu wszystkie pozostałe baterie, w tym te przeciwdesantowe. Druga faza działań miała skupić polskie siły lądowe w rejonie Wielkiej Wsi, gdzie Niemcy planowali przeprowadzić atak siłami dwóch pułków. Miało to doprowadzić do ściągnięcia w ten rejon polskich odwodów i jednocześnie osłabienia obrony przeciwdesantowej na pozostałej długości półwyspu (s. 19).
Dopiero na tym etapie zamierzano rozpocząć właściwą operację. Niemcy zaplanowali dwa desanty: pozorowany na cyplu helskim (który miał ściągnąć uwagę Polaków) i prawdziwy w rejonie Jastarni. Na tym etapie wojny Niemcy nie dysponowali żadnymi jednostkami desantowymi. Żołnierze mieli dostać się na ląd w pinasach (łodziach okrętowych), spuszczonych na wodę przez okręty wojenne. Maciej Franz podsumowuje, że strona niemiecka chciała osiągnąć pełne zaskoczenie i sukces. Desant miał doprowadzić do rozcięcia polskich sił, a tym samym złamać ich wolę oporu (s. 19).
Czy Niemcy byli gotowi?
Artykuł powstał w oparciu o książkę: Maciej Franz, Bohaterowie najdłuższych dni. Desanty morskie II wojny światowej, PWN 2011
Artykuł powstał w oparciu o książkę: Maciej Franz, Bohaterowie najdłuższych dni. Desanty morskie II wojny światowej, PWN 2011
Co zaskakujące, pomimo zaplanowania zakrojonej na dużą skalę, wieloaspektowej operacji, Niemcy posiadali ograniczoną wiedzę o sytuacji na półwyspie i umocnieniach Polaków. Do samego końca działań nie zdołali określić dokładnej pozycji polskiej baterii cyplowej, ani nie znali bojowych możliwości fortyfikacji na Helu. Być może to przeszkodziłoby im w desancie, ale raczej nie w dużym stopniu. Dysponowali miażdżącą przewagą nad przeciwnikiem, która na tym etapie musiała zapewnić im zwycięstwo.
Czy Polacy się spodziewali?
Polacy prawdopodobnie od samego początku kampanii wrześniowej oczekiwali desantu w rejonie Helu. Być może właśnie z tego powodu tak mało energicznie wykorzystywano polskie jednostki podwodne. Jak pisze Maciej Franz, część historyków polskich [uznała, iż] celowym było gwiaździste rozłożenie polskich okrętów podwodnych wokół Półwyspu Helskiego, gdzie czatować miały na niemieckie okręty z ewentualnym desantem na pokładzie (s. 18). Także dowódca Rejonu Umocnionego Hel kmdr. Włodzimierz Steyer stwierdził we wspomnieniach: stale spodziewaliśmy się o zmroku lub o świcie operacji desantowych (s. 20).
Dlaczego pierwszy desant II wojny światowej nie doszedł w końcu do skutku? Z jednej strony Niemcy nie byli do niego dobrze przygotowani. Zdaniem Macieja Franza operację organizowano z konieczności, na skutek zaciętego oporu polskich żołnierzy. Z drugiej strony członkowie helskiego garnizonu, odcięci od pokonanego kraju, nie mogli się bronić w nieskończoność. Właśnie 1 października – a więc w dzień planowanej operacji – jako jeden z ostatnich polskich oddziałów podpisali akt kapitulacji.
Źródło:
Artykuł powstał w oparciu o nową książkę Wydawnictwa Naukowego PWN: Maciej Franz, Bohaterowie najdłuższych dni. Desanty morskie II wojny światowej, Warszawa 2011 (więcej informacji na stronie wydawnictwa).

ODPOWIEDZ

Wróć do „Kampania wrześniowa”