Mord pod Ciepielowem - w świetle nowych dokumentów

1 września 1939 nazistowskie Niemcy napadają na Polskę. Armia broniąca granic stawia opór, jednocześnie czekając na pomoc sojuszników, którzy niebawem deklarują wojnę Rzeszy. Pomoc jednak nie nadchodzi, dodatkowo 17 września wojsko ZSRR wkracza na tereny wschodniej Polski. Przy olbrzymiej dysproporcji sił, Polska przegrywa kampanię wrześniową.
Atrix
Posty: 13
Rejestracja: 20 paź 2010, 15:19

Mord pod Ciepielowem - w świetle nowych dokumentów

Post autor: Atrix » 20 paź 2010, 15:52

Jedna z największych zbrodni niemieckiego werhmachtu, było rozstrzelanie 300 polskich żołnierzy wziętych do niewoli po walkach w lesie rządowym Dąbrowa - Struga . Las rządowy Dąbrowa - Struga leży na południe od miejscowości Ciepielów.
Dochodzenie w sprawie tej zbrodni przez Polskie władze zaczęło się po ukazaniu się anonimowego listu z załączonymi do niego fotografiami. List został dostarczony w sierpniu 1950 roku do Polskiej Misji Wojskowej d/s Badania Zbrodni Wojennych z siedzibą w Berlinie, za pośrednictwem Konsulatu Polskiego w Monachium.
Oto jego treść w tłumaczeniu -
"Nasze pierwsze starcie w Polsce.

Dotychczasowe wydarzenia nie zdają się wróżyć niczego dobrego. Przedwczoraj nasz starszy sierżant z jadącego powoli samochodu zastrzelił ze swej "ósemki" jakiegoś 60- czy 70-letniego chłopa, który chciał zaprowadzić do obory swoją krowę, prawdopodobnie po to, by nie wałęsała się po szosie. Był bardzo dumny z tego wyczynu strzeleckiego, dokonanego - należy o tym pamiętać - z jadącego samochodu z odległości 12 metrów. Nie mogę po prostu tego zrozumieć. Zaledwie przed kilkoma tygodniami ożenił się i był taki czuły dla swojej żony, tak miły dla starych teściów. A może chciał trafić tylko w krowę? Niestety, pycha nie pozwoliła mu zamilczeć o tym strzeleckim wyczynie, nie można więc dojść do tego wniosku. Poza tym jako doświadczony starszy sierżant, który chce się dosłużyć stopnia oficerskiego, nie ryzykowałby w czasie marszu zastrzelić krowę, której nie mógłby oddać na zaopatrzenie wojska. Byłaby to przecież kradzież "własności wojskowej". Wobec tego, że kolumna wkrótce po strzale zatrzymała się, można było jeszcze ujrzeć, jak jakaś stara, szpakowata kobieta rzuciła się z płaczem na martwe ciało. Przypuszczalnie "bohater" zastrzeliłby również i tę kobietę, gdyby samochód akurat się nie zatrzymał, co oczywiście nadwerężyłoby jego "strzelecką sławę".

Tego dnia wciąż jeszcze nie braliśmy udziału w żadnej akcji bojowej. Jedynie z prawego i lewego brzegu szosy widziało się powracających w pojedynkę rannych żołnierzy polskich z podniesionymi do góry rękami. Oberjäger K. zastrzelił z jadącej ciężarówki rannego żołnierza dlatego, że podniósł do góry tylko jedną rękę. Widziało się dokładnie, że prawa ręka żołnierza zwisała bezwładnie, gdyż całe jego prawe ramię było zmiażdżone. Oberjäger uczynił to z czystej żądzy strzelania. Widziałem, jak mierzył z automatu do tego człowieka, i krzyknąłem do niego z oburzeniem: "Oberjäger!" Wtedy opuścił automat. W 10 sekund później, kiedy akurat zwróciłem głowę przed siebie, rozległ się strzał. Polak się zwalił. K. nie mógł się jednak wyrzec strzału. Jak zdołam to zrozumieć? Takie to były bohaterskie wyczyny naszej kompanii, zanim jeszcze choćby jeden strzał padł w naszym kierunku.

A teraz w lesie ciepielowskim, niedaleko przed Zwoleniem, w czołówce znajdowała się 11. kompania naszego batalionu. Posuwaliśmy się za nią. Słyszę ogień karabinów maszynowych. Czołówka jest ostrzeliwana. Wysiadać! Jakoś ogarnia mnie strach. Nie chcę nawet - to niedobrze być odważnym, jeśli nie wiadomo w jakim celu. Zdenerwowanie, rozkazy, tyraliera, 10. kompania na lewo od szosy. Robię to, co wszyscy. Wyczuwam niebezpieczeństwo, teraz mogę być zakatrupiony za karę, za moją niekonsekwentną postawę i to usuwa wszelkie uczucie strachu. Skradam się razem ze wszystkimi, lecz nie widzę żadnego Polaka. Strzelec, oparłszy na ramieniu karabin maszynowy, strzela jak wściekły. Brzęczą rykoszety. Teraz orientuję się, że Polacy także strzelają. Gwizdnęło mi krótko przy samym prawym uchu. Wtem upadł kapitan Lewinskiy - pierwszy. Postrzał głowy z góry. A zatem strzelcy na drzewach. Podziwiam odwagę tych strzelców z drzew. Jeden zostaje wykryty. Sanitariusz zestrzeliwuje go z pistoletu. Nagle urywa się łączność. Każdy jak szalony pędzi przez las. W godzinę później zbierają się wszyscy przy szosie. Kompania ma 14 zabitych, łącznie z kapitanem Lewinskiym. Dowódca pułku, pułkownik Wessel [z Kassel], szaleje z monoklem w oku.


"Co za bezczelność, chcieć nas zatrzymać, a mojego Lewinskiyego mi zastrzelili". Nie liczy się z tym, że to są żołnierze. Twierdzi, że ma do czynienia z partyzantami, jakkolwiek każdy z 300 polskich jeńców ma na sobie mundur. Zmuszają ich do zdjęcia kurtek. No, teraz już prędzej wyglądają na partyzantów. Teraz zostają im jeszcze ucięte szelki, widocznie po to, by nie mogli uciec.
Następnie jeńcy muszą iść brzegiem szosy, rzędem jeden za drugim. Powstało pytanie, dokąd się ich prowadzi?

W powrotnym kierunku do taborów, skąd ich wkrótce przeniosą do jenieckiego punktu zbornego? W 5 minut później usłyszałem terkot tuzina niemieckich automatów. Pośpieszyłem w tym kierunku i o 100 metrów z powrotem ujrzałem rozstrzelanych 300 polskich jeńców, leżących w przydrożnym rowie.


Zaryzykowałem zrobienie dwóch zdjęć, a wtedy stanął dumnie przed obiektywem jeden z tych zmotoryzowanych strzelców, którzy na polecenie pułkownika Wessela dokonali tego dzieła".

Co udało się ustalić po wojnie -
8 września pod Ciepielowem oddziałom niemieckiego III batalionu zmotoryzowanego 15. pp, idącym w szpicy nacierającej z Lipska na Zwoleń 29. dywizji zmotoryzowanej, zagrodził drogę batalion zbiorczy WP, dowodzony przez mjr. Józefa Pelca . Doszło do walki, w której straty poniosły obie strony. Opór polski ustał dopiero po wyczerpaniu amunicji. Niemcy wzięli około 450 jeńców, którym odebrano mundury, 250 spośród nich rozstrzelali na miejscu. Pozostałych pognali pod konwojem szosą do Lipska i puścili za nimi samochód pancerny, który po chwili otworzył ogień z karabinów maszynowych do idących jeńców. Wielu jeńców - w tym kilku oficerów - zginęło. Łącznie zamordowano ponad 300 jeńców.
Dochodzenie w sprawie rozstrzelania polskich żołnierzy pod Ciepielowem prowadziła KBZH w Kielcach. Komisja ostatecznie potwierdziła że doszło do rozstrzelania 300 jeńców w lesie rządowym Dąbrowa - Struga.
Pare miesięcy temu dotarłem do ciekawego dokumentu znajdującego się na parafi w Ciepielowie. Tym dokumentem jest kronika Parafi Ciepielów. W kronice znajduje się zapis dotyczący ilości pogrzebanych polskich żołnierzy jak i niemieckich. Ks Ludwik Barski ( proboszcz parafi w 1939 r. zmarł w 1942 r.), w kronice podaje liczbe pogrzebanych polskich żołnierzy na 242 i niemieckich na 24. Zatem jak to możliwe aby rozstrzelano 300 żołnierzy polskich a pogrzebano 242.
Cyt z kroniki - "W pierwszych dwóch dniach w czasie boju, na skraju lasu rządowego, przy drodze do Lipska, padło 242 żołnierzy polskich, którzy z taborami chcieli się przedostać za Wisłę. Groby ich znajdują się w lesie wspólnie i pojedynczo. Sceny, jakie się tam rozgrywały, były okropne, jak opowiadają naoczni świadkowie z Dąbrowy. Ranni konali z głodu i pragnienia, bo nie można im było przyjść z pomocą. Nikt się ruszyć nie mógł. Niemców legło tam 24"
Czy orzeczenie było słuszne ? Czy tak właściwie doszło do masowego mordu na jeńcach?

Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Re: Mord pod Ciepielowem - w świetle nowych dokumentów

Post autor: Warka » 21 paź 2010, 03:12

Nie dokonano ekshumacji,choć miejsce jest znane /rowy w pobliżu wsi Dąbrowa pod Ciepielowem,przy szosie/
Ilość wymordowanych jeńców GKBZH przyjęła na podstawie fragmentu pamiętnika i zdjęć anonimowego żołnierza niemieckiego z 15 zmotoryzowanego pułku piechoty.D-cą wydajacym rozkaz egzekucji był płk Walter Wessel,późniejszy gen.por,zginął w wypadku w lipcu 1943.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Mord pod Ciepielowem - w świetle nowych dokumentów

Post autor: Artur Rogóż » 21 paź 2010, 03:17

Atrix pisze:Jedna z największych zbrodni niemieckiego werhmachtu, było rozstrzelanie 300 polskich żołnierzy wziętych do niewoli po walkach w lesie rządowym Dąbrowa - Struga . Las rządowy Dąbrowa - Struga leży na południe od miejscowości Ciepielów.
Dochodzenie w sprawie tej zbrodni przez Polskie władze zaczęło się po ukazaniu się anonimowego listu z załączonymi do niego fotografiami. List został dostarczony w sierpniu 1950 roku do Polskiej Misji Wojskowej d/s Badania Zbrodni Wojennych z siedzibą w Berlinie, za pośrednictwem Konsulatu Polskiego w Monachium.
Oto jego treść w tłumaczeniu -
"Nasze pierwsze starcie w Polsce.

Dotychczasowe wydarzenia nie zdają się wróżyć niczego dobrego. Przedwczoraj nasz starszy sierżant z jadącego powoli samochodu zastrzelił ze swej "ósemki" jakiegoś 60- czy 70-letniego chłopa, który chciał zaprowadzić do obory swoją krowę, prawdopodobnie po to, by nie wałęsała się po szosie. Był bardzo dumny z tego wyczynu strzeleckiego, dokonanego - należy o tym pamiętać - z jadącego samochodu z odległości 12 metrów. Nie mogę po prostu tego zrozumieć. Zaledwie przed kilkoma tygodniami ożenił się i był taki czuły dla swojej żony, tak miły dla starych teściów. A może chciał trafić tylko w krowę? Niestety, pycha nie pozwoliła mu zamilczeć o tym strzeleckim wyczynie, nie można więc dojść do tego wniosku. Poza tym jako doświadczony starszy sierżant, który chce się dosłużyć stopnia oficerskiego, nie ryzykowałby w czasie marszu zastrzelić krowę, której nie mógłby oddać na zaopatrzenie wojska. Byłaby to przecież kradzież "własności wojskowej". Wobec tego, że kolumna wkrótce po strzale zatrzymała się, można było jeszcze ujrzeć, jak jakaś stara, szpakowata kobieta rzuciła się z płaczem na martwe ciało. Przypuszczalnie "bohater" zastrzeliłby również i tę kobietę, gdyby samochód akurat się nie zatrzymał, co oczywiście nadwerężyłoby jego "strzelecką sławę".

Tego dnia wciąż jeszcze nie braliśmy udziału w żadnej akcji bojowej. Jedynie z prawego i lewego brzegu szosy widziało się powracających w pojedynkę rannych żołnierzy polskich z podniesionymi do góry rękami. Oberjäger K. zastrzelił z jadącej ciężarówki rannego żołnierza dlatego, że podniósł do góry tylko jedną rękę. Widziało się dokładnie, że prawa ręka żołnierza zwisała bezwładnie, gdyż całe jego prawe ramię było zmiażdżone. Oberjäger uczynił to z czystej żądzy strzelania. Widziałem, jak mierzył z automatu do tego człowieka, i krzyknąłem do niego z oburzeniem: "Oberjäger!" Wtedy opuścił automat. W 10 sekund później, kiedy akurat zwróciłem głowę przed siebie, rozległ się strzał. Polak się zwalił. K. nie mógł się jednak wyrzec strzału. Jak zdołam to zrozumieć? Takie to były bohaterskie wyczyny naszej kompanii, zanim jeszcze choćby jeden strzał padł w naszym kierunku.

A teraz w lesie ciepielowskim, niedaleko przed Zwoleniem, w czołówce znajdowała się 11. kompania naszego batalionu. Posuwaliśmy się za nią. Słyszę ogień karabinów maszynowych. Czołówka jest ostrzeliwana. Wysiadać! Jakoś ogarnia mnie strach. Nie chcę nawet - to niedobrze być odważnym, jeśli nie wiadomo w jakim celu. Zdenerwowanie, rozkazy, tyraliera, 10. kompania na lewo od szosy. Robię to, co wszyscy. Wyczuwam niebezpieczeństwo, teraz mogę być zakatrupiony za karę, za moją niekonsekwentną postawę i to usuwa wszelkie uczucie strachu. Skradam się razem ze wszystkimi, lecz nie widzę żadnego Polaka. Strzelec, oparłszy na ramieniu karabin maszynowy, strzela jak wściekły. Brzęczą rykoszety. Teraz orientuję się, że Polacy także strzelają. Gwizdnęło mi krótko przy samym prawym uchu. Wtem upadł kapitan Lewinskiy - pierwszy. Postrzał głowy z góry. A zatem strzelcy na drzewach. Podziwiam odwagę tych strzelców z drzew. Jeden zostaje wykryty. Sanitariusz zestrzeliwuje go z pistoletu. Nagle urywa się łączność. Każdy jak szalony pędzi przez las. W godzinę później zbierają się wszyscy przy szosie. Kompania ma 14 zabitych, łącznie z kapitanem Lewinskiym. Dowódca pułku, pułkownik Wessel [z Kassel], szaleje z monoklem w oku.


"Co za bezczelność, chcieć nas zatrzymać, a mojego Lewinskiyego mi zastrzelili". Nie liczy się z tym, że to są żołnierze. Twierdzi, że ma do czynienia z partyzantami, jakkolwiek każdy z 300 polskich jeńców ma na sobie mundur. Zmuszają ich do zdjęcia kurtek. No, teraz już prędzej wyglądają na partyzantów. Teraz zostają im jeszcze ucięte szelki, widocznie po to, by nie mogli uciec.
Następnie jeńcy muszą iść brzegiem szosy, rzędem jeden za drugim. Powstało pytanie, dokąd się ich prowadzi?

W powrotnym kierunku do taborów, skąd ich wkrótce przeniosą do jenieckiego punktu zbornego? W 5 minut później usłyszałem terkot tuzina niemieckich automatów. Pośpieszyłem w tym kierunku i o 100 metrów z powrotem ujrzałem rozstrzelanych 300 polskich jeńców, leżących w przydrożnym rowie.


Zaryzykowałem zrobienie dwóch zdjęć, a wtedy stanął dumnie przed obiektywem jeden z tych zmotoryzowanych strzelców, którzy na polecenie pułkownika Wessela dokonali tego dzieła".

Co udało się ustalić po wojnie -
8 września pod Ciepielowem oddziałom niemieckiego III batalionu zmotoryzowanego 15. pp, idącym w szpicy nacierającej z Lipska na Zwoleń 29. dywizji zmotoryzowanej, zagrodził drogę batalion zbiorczy WP, dowodzony przez mjr. Józefa Pelca . Doszło do walki, w której straty poniosły obie strony. Opór polski ustał dopiero po wyczerpaniu amunicji. Niemcy wzięli około 450 jeńców, którym odebrano mundury, 250 spośród nich rozstrzelali na miejscu. Pozostałych pognali pod konwojem szosą do Lipska i puścili za nimi samochód pancerny, który po chwili otworzył ogień z karabinów maszynowych do idących jeńców. Wielu jeńców - w tym kilku oficerów - zginęło. Łącznie zamordowano ponad 300 jeńców.
Dochodzenie w sprawie rozstrzelania polskich żołnierzy pod Ciepielowem prowadziła KBZH w Kielcach. Komisja ostatecznie potwierdziła że doszło do rozstrzelania 300 jeńców w lesie rządowym Dąbrowa - Struga.
Pare miesięcy temu dotarłem do ciekawego dokumentu znajdującego się na parafi w Ciepielowie. Tym dokumentem jest kronika Parafi Ciepielów. W kronice znajduje się zapis dotyczący ilości pogrzebanych polskich żołnierzy jak i niemieckich. Ks Ludwik Barski ( proboszcz parafi w 1939 r. zmarł w 1942 r.), w kronice podaje liczbe pogrzebanych polskich żołnierzy na 242 i niemieckich na 24. Zatem jak to możliwe aby rozstrzelano 300 żołnierzy polskich a pogrzebano 242.
Cyt z kroniki - "W pierwszych dwóch dniach w czasie boju, na skraju lasu rządowego, przy drodze do Lipska, padło 242 żołnierzy polskich, którzy z taborami chcieli się przedostać za Wisłę. Groby ich znajdują się w lesie wspólnie i pojedynczo. Sceny, jakie się tam rozgrywały, były okropne, jak opowiadają naoczni świadkowie z Dąbrowy. Ranni konali z głodu i pragnienia, bo nie można im było przyjść z pomocą. Nikt się ruszyć nie mógł. Niemców legło tam 24"
Czy orzeczenie było słuszne ? Czy tak właściwie doszło do masowego mordu na jeńcach?
Z tego co kiedyś czytałem to był tam również grób masowy i tak naprawdę bez ekshumacji nie da się określić zbliżonej liczby pomordowanych.

Atrix
Posty: 13
Rejestracja: 20 paź 2010, 15:19

Re: Mord pod Ciepielowem - w świetle nowych dokumentów

Post autor: Atrix » 21 paź 2010, 12:25

Warka pisze:Nie dokonano ekshumacji,choć miejsce jest znane /rowy w pobliżu wsi Dąbrowa pod Ciepielowem,przy szosie/
Ilość wymordowanych jeńców GKBZH przyjęła na podstawie fragmentu pamiętnika i zdjęć anonimowego żołnierza niemieckiego z 15 zmotoryzowanego pułku piechoty.D-cą wydajacym rozkaz egzekucji był płk Walter Wessel,późniejszy gen.por,zginął w wypadku w lipcu 1943.
Ekshumacje były przeprowadzono około 1947/48 roku. Nie znana jest bliżej liczba ekshumowanych zwłok. Ale jest bardzo ważna ilość pogrzebanych ofiar w 1939 roku, jaką podaje w kronice ks. L. Barski. Kronika była spisana na bieżąco jeszcze w 1939 roku. Czyli jest to dokument dość wiarygodny.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Mord pod Ciepielowem - w świetle nowych dokumentów

Post autor: Artur Rogóż » 21 paź 2010, 19:50

Z doniesień wynika, że ekshumacja z lat powojennych była wykonana niechlujnie, dlatego nie można stwierdzić rzeczywistej liczby pomordowanych. Czy tym dokumencie parafialnym zawarto liczbę osób z grobu masowego?

Atrix
Posty: 13
Rejestracja: 20 paź 2010, 15:19

Re: Mord pod Ciepielowem - w świetle nowych dokumentów

Post autor: Atrix » 22 paź 2010, 00:15

Artur Rogóż pisze:Z doniesień wynika, że ekshumacja z lat powojennych była wykonana niechlujnie, dlatego nie można stwierdzić rzeczywistej liczby pomordowanych. Czy tym dokumencie parafialnym zawarto liczbę osób z grobu masowego?
Grobów masowych było kilka jak również pojedyncze mogiły. W kronice podana jest łączna liczba pogrzebanych polskich żołnierzy. Można przyjąć ją jako źródło bardzo wiarygodne. Była spisana na bieżąco, nie była modyfikowana.

Atrix
Posty: 13
Rejestracja: 20 paź 2010, 15:19

Re: Mord pod Ciepielowem - w świetle nowych dokumentów

Post autor: Atrix » 29 gru 2013, 12:53

Z efektami kilkuletnich badań w sprawie Ciepielowa można się zapoznać na stronie - http://www.historyfan.pl/pages/mord-pod-ciepielowem.php
Tutaj zwiastun filmu dokumentalnego mojego autorstwa - część I http://www.youtube.com/watch?v=cNrgn5XieSo
Część II - http://www.youtube.com/watch?v=kIFdSPU8xmE

Trwa aktualizacja opracowania o walkach pod Ciepielowem. Opracowanie powstało w 2010 na podstawie dokumentów i relacji. Będzie ono do pobrania już wkrótce na stronie - http://www.historyfan.pl/pages/boj-pod- ... owanie.php

jziomek
Posty: 1
Rejestracja: 03 mar 2014, 14:31

Re: Mord pod Ciepielowem - w świetle nowych dokumentów

Post autor: jziomek » 03 mar 2014, 14:34

Atrix dzięki za linki do stron

ODPOWIEDZ

Wróć do „Kampania wrześniowa”