Początki państwa polskiego w legendzie

Od najdawniejszych czasów Słowianie zamieszkiwali ziemie położone na północ od Sudetów i Karpat. Zachodnią granicę terenów słowiańskich stanowiły rzeki : Odra i Nysa Łużycka. Na północy Słowianie osiągali wybrzeża Morza Bałtyckiego pomiędzy ujściem Odry i Wisły. Pierwotne puszcze wzdłuż jezior między dolnym biegiem Wisły i Niemna oddzielały Słowian od ich sąsiadów Prusów i Litwinów. Na wschodzie siedziby Słowian docierały do środkowego Dniepru.
Awatar użytkownika
Husarz
Posty: 822
Rejestracja: 31 paź 2010, 04:37

Początki państwa polskiego w legendzie

Post autor: Husarz » 17 lis 2010, 19:54

Zastanawia mnie, czy są wam znane jakieś legendy co do początków państwa Polskiego oprócz tak popularnych jak:

O Piaście Kołodzieju
Orlim Gnieździe
Wandzie co nie chciała Niemca
Popielu

Ciekawi mnie też czy uważacie, że legendy te mogą zawierać w sobie część prawdy np: być obrazowym opowiedzeniem historii państwa dla ludu.

Otton III
Moderator
Posty: 591
Rejestracja: 10 paź 2010, 17:48
Lokalizacja: Chorzów

Re: Początki państwa polskiego w legendzie

Post autor: Otton III » 17 lis 2010, 21:37

O początkach państwa polskiego mówią także legendy o potomku Lecha (założyciela Gniezna) - Wyszomirze, o Kraku i jego dwóch synach, o rządach Dwunastu Wojewodów, o Lestku I i o "Popielidach". Uważam, że legendy są przełożonymi na język ludu autentycznymi przekazami o dawnej historii kraju.
Ostatnio zmieniony 20 mar 2011, 12:36 przez Otton III, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Re: Początki państwa polskiego w legendzie

Post autor: Warka » 18 lis 2010, 12:40

Kilka legend:
Smok
Pod górą Wawel, gdzie dzisiaj stoi zamek krakowski, był smok wielki, który troje dobytka naraz zjadał, także i ludzi kradł i jadł; przeto musieli mu dawać obrok, każdy dzień troje cieląt albo baranów. Kazał tedy Krak nadziać skórę cielęcą siarką, a przeciw jamie położyć rano: co uczynił za radą Skuba, szewca niejakiego, którego potem dobrze udarowa! i opatrzył. On wyszedłszy z jamy mniemał, by ciele pożarł razem: gdy to w nim tłalo tak długo, pił wodę, aż zdechł. Jest jeszcze jego jama pod zamkiem Smoczą Jamą zwana.

Mysia wieża w Kruszwicy
Po pogrzebie Popielą starszego wybran został na jego miejsce syn jego, drugi Popiel, którego Chostkiem od brody i włosów na głowie rzadkich, co rozpustnego znaczy, zwano: a to z dozwoleniem stryjów jego książąt. Lecz dla jego młodych lat więcej stryjowie rządzili niż on sam. Gdy dorósł, dali mu żonę z Niemiec, która mu się bardzo wkradła w serce, tak iż ona rządziła, a nie on: przeto o nic innego nie dbali, jedno tańcowali, dobrej myśli byli. Bacząc to stryjowie jego upominali go, aby tego poprzestał, a R. P. przedsięwziął i o niej lepiej radził. Żonę takoż jego upominali mówiąc: przetośmy cię synowcowi za małżonkę dali, spodziewając się tego po tobie, abyś go ty, jako mędrsza, hamowała od tych zbytków, które czyni. Lecz i ona, bojąc się tego, aby mimo syny jej albo męża, którego z stryjów innego nie obrali, zmówiła się z mężem, kazała mu się rozniemóc na śmierć, a gdy tak uczynił, obesłał stryje wszystkie, powiadając im, iż się na śmierć rozniemógł, i prosząc, aby się do niego zjechali, chcąc przed nimi testament uczynić. Gdy przyszli, cieszyli chorego: on im dzieci i żonę poruczał, był płacz po wszystkim dworze; ku wieczorowi prosił ich, by siedzieli przy nim, a pili z nim i jedli. Przyniesiono trunki ktemu przyprawione, napił się sam najpierw z jednego kubka, a onym drugie przyprawne z trucizną podano; gdy się porządkiem napili, strzegąc tego, aby tam który zaraz nie padł, zmyślił sobie, iż się chce uspokoić i prosił, żeby mu ustąpili, aby mógł usnąć. Ustąpili wszyscy precz, winszując mu zdrowia. Gdy przyszli do gospod, rozpalił ich jad, wielką boleść cierpieli, rychło pomarli.

Gdy pani księżna usłyszała o ich śmierci, pomówiła, iż ich bogowie skarali. Powiadając to, że musieli co złego nam myślić, i nie dała ich chować, jedno w jezioro wmietać; z których ciał poczyniła się wielkość myszy, które się rzuciły na Popielą i zżarły go, i zamordowały i jego żonę, i syny, których nie mogli słudzy ani ogniem, ani bronią odegnać; a chociaż na wodę uciekali, wszędzie ich myszy goniły, aż na koniec gardła dali od nich na zamku kruszwickim.

Gmin kruszwicki utrzymuje po dziś dzień, że Popiel chcąc się od natrętnych myszy zasłonić, kazał zrobić wielką szklaną banię, w której się zamknął z żoną i z dziećmi, i tak kazał się puścić na jezioro Gopło, ale i to nie pomogło, bo myszy banię przegryzły i zajadły Popiela.

Piast
Był w Kruszwicy obywatel, syn Koszyków imieniem Piast, wzrostu siadłego, szerokich i długich pleców, wiek średni już pomijając, a z niewielkiego grunciku roli i z barci żywot swój utrzymując. Człowiek prosty, sprawiedliwy, ludzki, jałmużnik, i podług mienia swego uczciciel wielki. Temu, gdy żona imieniem Rzepicha *, od obyczajów jego nieróżna, jedynego syna powiła, a za żywota jeszcze Popiela, pierwszy włos obrzędem pogańskim synowi podstrzygać i nazwisko nadać miał: na on bankiet wieprza zabiwszy i kadź miodu rozsyciwszy, przyiaciół wezwał był. Pierwej niż dzień uczty naznaczonej przyszedł, z trafunku nagodzili się mu dwaj nieznajomi w pielgrzymskim odzieniu młodzieńcy, których on widząc, że od dworu książęcego odepchnieni byli, łaskawie wezwał, w dom swój chętnie wprowadził, stół przygotował i dostatek z onych potraw, na przyszłe postrzyżyny przygotowa- nych, przed nich postawił. Tam rzecz wielka i dziwna przypadła: przyrosło nad zamiar mięsa; lunął się miód wierzchem naczynia swego. Wnet za tem Piast, za upomnieniem gości onych, statków więcej spożycza, miód w nie przelewa, a za sprawą onych, już nie tylko sąsiadów i przyjaciół swoich, ale też samego książęcia (gdyż naonczas nie tak się poważnie i pieszczono nosili panowie) ze wszystkim dworem jego na ucztę naznaczoną zaprasza. Ciż to tedy goście, gdy wtóry raz, a prawie czasu zjazdu onego do niego przyszli; Piast za rozkazaniem ich, z ubożuchnej spiżarni swej wszystek on zjazd od głodu prawie zdychający dostatkiem hojnej żywności karmił; gdyż każda rzecz ujęta, na to miejsce okwicie przybywała. Co gdy się rozsławiło, jednostajnym wszyscy głosem Piasta, nie zdaniem abo pomocy ludzką obranego, ale przejrzeniem Boskim za pana sobie być podanego, krzyknęli. Zbiegnie się wtem do domu jego wielka moc panów: proszą i wymagają na nim, aby lecącą rzeczpospolitę podźwignął: wzbrania się ten. Za sprawą jednak i pozwoleniem gości swoich, tak jako chodził w siermiędze, w kurpiach łyczanych na zamek od starszych prowadzony jest. A goście oni, dosyć uczyniwszy powinności swej, zniknęli. Rozumieją tedy jedni, że to byli aniołowie Boży, jałmużnę i dobroczynność, chociaż poganinowi, odpłacający.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Początki państwa polskiego w legendzie

Post autor: Artur Rogóż » 05 gru 2010, 22:07

LEGENDA O ŚWIĘTYM WOJCIECHU -
WDOWI GROSZ

Przed tysiącem lat przybył z Rzymu do Gniezna biskup Wojciech. Czechem był, pochodził z książęcej rodziny. W kraju Polan gościnę znalazł na dworze księcia Bolesława Chrobrego.

Kilka lat wcześniej, przed przybyciem do Polski, Wojciech był biskupem Pragi, ale postanowił opuścić Czechy i udał się do Włoch. Tam wstąpił do klasztoru. Po pewnym czasie zdecydował powrócić do rodzinnego miasta. Gdy dowiedział się, że w Pradze wymordowano jego rodzinę, ponownie udał się do Polski, do Gniezna, na dwór księcia Bolesława.

Pewnego razu miał dziwny sen: szedł przez las, ро drodze napotkał czarne owce, które szły za nim. Potem nagle owce przemieniły się w wilki. Wojciech zrozumiał, że był to proroczy sen, а owce były symbolem ludu dzikiego i okrutnego.

Ten lud mieszkał na północy, nazywano go Prusami. Prusowie mieszkali nad Bałtykiem, między dwiema wielkimi rzekami, Wisłą a Niemnem. Byli ludem pogańskim. Mieli wielu bogów, ale najważniejszym z nich był Perkun, bóg pioruna i błyskawicy.

Biskup Wojciech wiedział о dzikich obyczajach tego ludu, dlatego pragnął nauczyć ten naród innej wiary. Więc wyruszył do kraju Prusów. Towarzyszyło mu kilku zakonników. Wędrowali bez koni. Nie mieli broni.

Któregoś dnia wieczorem, а był to rok 997, na niebie zebrały się ciemne chmury. Misjonarze weszli do ciemnego boru. Napotkali dużą gromadę Prusów. Wojciech szedł im naprzeciw. W tym momencie rozległ się grzmot i błyskawica oślepiła wszystkich. Dla Prusów był to znak, że ich bóg, Perkun, gniewa się. Z wielkim okrucieństwem zamordowali Wojciecha. Poćwiartowane ciаłо owinęli płótnem i zakopali w ziemi.

Gdy wiadomość о męczeńskiej śmierci dotarła na zamek w Gnieźnie, książę Bolesław postanowił wykupić сiаłо zamordowanego biskupa. W tym celu rozkazał gromadzić złoto.

Kilka worków złota i kosztowności zawieziono do Prus. Prusowie zażądali tyle złota, ile ważyć będzie сiаłо Wojciecha.

Ustawiono wielką wagę. Na jednej szali położono сiаłо Wojciecha, a na drugiej układano złoto. Waga ani drgnęła. Wszyscy patrzyli na to ze zdumieniem i z przerażeniem.

- То jakieś czary.

- То siły szatańskie nie chcą nam wydać biskupa - szeptali ludzie.

Wtedy do wagi podeszła starsza kobieta (legenda głosi, że była wdowa) i położyła złotą monetę. I oto wreszcie szala ze złotem przeważyła.

Po latach biskup Wojchech został uznany za świętego i za pierwszego patrona Kościola polskiego.



LEGENDA O WARSZAWIE

Jedną z najstarszych legend polskich jest legenda o Warszawie, która mówi o początkach naszej stolicy.

Dawno, dawno temu w puszczy mazowieckiej nad Wisłą mieszkał ubogi rybak Wars z żoną Sawą i dwojgiem dzieci.

Pewnego razu, gdy Wars łowił ryby, do ich chaty przybył niezwykły gość. Był to sam Ziemowit, książę mazowiecki. Książę był na polowaniu, zabłądził w gęstej puszczy. Gdy zmęczony usiadł na brzegu Wisły, aby odpocząć, z rzeki wynurzyła się dziwna, ale piękna i niezwykła postać. Była półkobietą i półrybą. Przemówiła do zmęczonego i głodnego księcia Ziemowita, poradziła mu, со ma zrobić, wskazała drogę do chaty rybaka.

Książę znalazł chatę biedną, ale schludną, w której mieszkali ludzie prości, pracowici, życzliwi, serdeczni i gościnni.

- Dziękuję warn za gościnność i serdeczność. Dobrzy z was gospodarze, dlatego tę ziemię daruję wam i waszym potomkom na własność. -

W taki oto sposób, jak głosi legenda, powstała osada (wieś) о nazwie Warszawa, od imion jej pierwszych gospodarzy, Warsa i Sawy.

Awatar użytkownika
ziomeka
Posty: 462
Rejestracja: 01 cze 2010, 03:37

Re: Początki państwa polskiego w legendzie

Post autor: ziomeka » 20 mar 2011, 06:35

Legenda o Wandzie, co nie chciała Niemca

Z kopcem w Mogile związana jest legenda o Wandzie, młodej i pięknej władczyni Krakowa (często podaje się, że była córką samego Kraka). Według jednej wersji legendy Wanda, która słynęła ze sprawiedliwości i mądrości, wzbudziła miłość Rydygiera, niemieckiego księcia. Ogłosił, że jeżeli Wanda nie przyjmie jego ręki – on napadnie Kraków. Wanda, nie chcąc narażać miasta na niebezpieczeństwo, wybrała śmierć zamiast małżeństwa z księciem (według innej wersji, Rydygier odstąpił od swego zamiaru, zaś Wanda musiała złożyć ofiarę dziękczynną bogom i oddać swe życie). Rzuciła się w toń Wisły, a ciało jej znaleziono właśnie w Mogile. Chcąc uczcić bohaterstwo księżniczki, naród usypał jej wysoki kurhan. W 1890 roku postawiono na nim pomnik zaprojektowany przez samego Jana Matejkę.

Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Re: Początki państwa polskiego w legendzie

Post autor: Adambik » 22 mar 2011, 22:08

Legenda o Orlim Gnieździe
Było to dawno, dawno temu, w czasach, gdy ziemię naszą pokrywały wielkie bory, puszcze mokradła i rozlewiska. Było to wtedy, gdy ciszę mącił jedynie śpiew ptaka, łopot skrzydeł, szum strumieni i wiatr gwarzący w leśnej gęstwinie. Nadszedł taki dzień, gdy ciszę zburzył tętent zbrojnych zastępów, jadących konno wojów, odzianych w skóry dzikich zwierząt, uzbrojonych w łuki, oszczepy i obciągnięte w skórę bawolą okrągłe tarcze. A były ich niezliczone rzesze. Za nimi, na wozach ciągniętych przez woły, jechały niewiasty, starcy i dzieci. Dalej szły wozy załadowane żywnością, sprzętem domowym, a jeszcze dalej konie juczne, krowy mleczne, stada owiec i baranów. Pochód z obu stron ubezpieczały oddziały łuczników i oszczepników.

Widać było, że wiele miesięcy już wędrowali, wiele dni tak szli, torując sobie drogę toporami przez puszczę, przeprawiając się przez napotkane rzeki. Były to bratnie plemiona słowiańskie, które opuściły swoje dawne siedziby w poszukiwaniu nowych żyznych ziem. Widać było po nich trudy wędrówki długiej i dalekiej. Wymroziły ich srogie zimy, opłukały wiosenne deszcze, przypiekło lipcowe słonko.

Na czele konnych jechali trzej wodzowie plemienni: Lech, Czech i Rus. Chociaż byli to bracia z jednej macierzy zrodzeni, każdy z nich inny był, tak z wyglądu, jak i usposobienia. Lech dorodny, płowowłosy, szczery był i pogodny, Czech natury bystrej był nadto ruchliwy, Rus zaś milczący, że słowa u niego nie kupić.

Po południu przeprawili się przez niewielką rzeczkę, wjechali na niezbyt wysokie wzniesienie, puszcza przerzedziła się nieco. Przed nimi rozciągała się przepiękna, rozległa, poprzecinana łańcuchem drobnych jezior, niezwykłej urody dolina. Lech wstrzymał konia. Był pod urokiem roztaczającej się przed nim krainy, gdzie puszczę przecinały jeziora, z których jakby wyrastały niewielkie pagórki. Na jednym z nich stał dąb ogromny, szeroko rozkładając swe konary niczym ramiona. Wśród liści zaś ujrzeli zdumieni bracia gniazdo olbrzymie, a w nim srebrnopiórego ptaka, który właśnie rozpostarłszy skrzydła wznosił się w powietrze na tle zachodzącego purpurą za wierzchołki drzew słońca. Rus porwał łuk, wspiął konia do galopu Czech, ale Lech zawołał:

- Wstrzymajcie się bracia moi mili! Znak to widomy! Tu gniazdo dla mego rodu uwiję niby ten ptak złotopióry. Gród mój weźmie nazwę od gniazda orlego i zwać będzie Gniezdnem. Znakiem ludu mego uczynię tego białego orła, a żem go ujrzał na tle czerwienią zasnutego nieba chorągwie wojów moich odtąd będą zawsze biało-czerwone.

Popatrzyli bracia po sobie, zasępił się Rus, pomarkotniał Czech. Na koniec odezwał się w te słowa Rus:

- Piękna zaiste to kraina, ale nas mnogo, nie wyżywi ona wszystkich. źegnajcie bracia, ruszę ja dla mego ludu szukać ziemi na wschód od tego miejsca.

- Tedy i ja, bracia – odezwał się Czech – pójdę ziemi szukać dla mego ludu. źegnajcie, pójdę ja na południe. Nazajutrz bracia rozjechali się.

Puszcza ożyła pod uderzeniami toporów ścinających na budowę grodu potężne dęby, smukłe sosny, twarde buki. Nim jesień ozłociła, pobarwiła kolorami bory stanął gród książęcy na wzgórzu, które do dziś zwie się Wzgórzem Lecha.

Awatar użytkownika
Kazik36
Posty: 344
Rejestracja: 22 lut 2011, 06:05

Re: Początki państwa polskiego w legendzie

Post autor: Kazik36 » 03 kwie 2011, 05:20

Początki Przemyśla

w

staropolskiej legendzie

LESZEK MARIAN WŁODEK

Powszechnie wiadomo, że w dziejach są epoki tak oddalone i tak mroczne, do których poznania brak jest nam źródeł, że o nich nic nie wiemy i wiedzieć nie możemy. Wtedy stwierdzamy wprost naszą niewiedzę (co najwyżej stawiamy pewne hipotezy). Bywa jednak czasem, że z całego .szeregu zdarzeń ściśle historycznych, zostaje tylko wątła nić kilku rozrzuconych odłamków i okruchów . Zmusza to nas niejednokrotnie do wycieczki w krainę, gdzie baśń i legenda bratają się z historią. W tym przedziwnym i pięknym tyglu myśli ludzkich z domniemanych okruchów historii często zostaje tylko drobny pył. Wydaje się jednak, że tego pyłu nie można lekceważyć. Przecież legenda, jeśli nie mówi prawdy o czasach których dotyczy—to na pewno wiele mówi o ludziach i czasach, które ją tworzyły i rozwijały. Do tej pory historycy przemyscy skupiali swą uwagę albo na interpretacji źródeł archeologicznych odtwarzających najstarsze formy kultury materialnej, albo na źródłach pisanych zajmujących się dziejami Przemyśla od X wieku wzwyż. Brak było natomiast zupełnie zainteresowania do tzw. bajecznego okresu dziejów, poprzedzającego wczesnofeudalny okres grodu przemyskiego. Przecież ślady dalekiej zamierzchłej przeszłości spotykamy bardzo często w naszym życiu osobistym. Są nimi nazwy miejscowe (topograficzne) zawierające okruchy odległych wydarzeń historycznych. Do takich należy w pierwszym rzędzie nazwa miasta- wywodząca się od imienia jego założyciela: Przemysła-Lestka (Przemyśla). Podobnie sprawa przedstawia się z nazwami, które w wyniku dalszych (późniejszych) wydarzeń uległy zmianie. Do nich należy zmiana nazwy kopca „Przemysława" na „Tatarski" od czasu najazdu tych ostatnich, albo zmiana nazwy wzgórza „Stary Zamek" na „Trzech Krzyży", czy „Zniesienia" na „Wzniesienie". Złożyły tlę nań: lokalna tradycja dworska i ludowa. Legenda dotycząca osoby Przemysła-Lestka - założyciela miasta została przekazana przez polskich kronikarzy. Według niej przyczyna wyboru jego osoby polegała na zasłudze („Ojczyznę oswobodził i wroga pokonał"), a nie na prawach dynastycznych. Pierwszym kronikarzem, który przekazał na przełomie XII l XIII wieku jedną z wersji tej legendy był Wincenty Kadłubek. Nawiązując do tradycji klasycznych podaje, że „ktoś obdarzony sztuką złotniczą zwyciężył fortelem Aleksandra Wielkiego... a wkrótce potem odznaczony został wysoką godnością królewska" i przybrał imię Lasotka". Nieco odmienną wersję podał w XV wieku wybitny kronikarz Polski Jan Długosz. Opisuje, że złotnik nosił imię Przemysł (Przemyśl) i zmienił je po przyjęciu godności książęcej na Lestek (Leszek) oraz , że walczył nie z Macedończykami, lecz Morawianami i Węgrami. Obie -wersje utrzymują się do końca XVIII wieku, przy czym przybyło im tylko kilka nowych szczegółów. Tak w XVI wieku popularny kronikarz Marcin Bielski (Wolski) i jego syn Jaochim podają, że około 700 roku... „ten to Przemysł (Przemyśl) miasto nad Sanem rzeką pod górą założył, od swego imienia Przemyślem przezwał". Nie dysponujemy środkami, na podstawie których moglibyśmy sprawdzić wiarygodność przekazanej tradycji, niemniej sam takt istnienia takiej tradycji, a wraz z nią osoby bohatera, nie powinien wzbudzić wątpliwości. Legenda ta budziła l budzi nadal szerokie zainteresowanie pisarzy i naukowców. I tak z literatów zajmował się nią Ignacy Kraszewski w posłowiu do „Starej Baśni". Wśród historyków którzy pozytywnie odnosili się do legend jako źródła historycznego zalicza się podanie o Przemysłu do Wielkopolskiego cyklu legend z dynastii Popiela obalonej przez Piastów. Czas tych wydarzeń, niektórzy badacze przesuwają na przełom VIII i IX wieku (G. Łabuda i K. Śląski). Na zakończenie można przytoczyć legendę zamieszczoną przez Jana Długosza w ,,Rocznikach, czyli kronice sławnego Królestwa Polskiego":

„...Niewzruszenie kwitła Polska pod rządami 12 wojewodów, czyli naczelników przez wiele lat, aż Polacy zatęsknili znowu za księciem uprzykrzywszy sobie rządy naczelników, ze zwykłą ludziom zmiennością wierząc, ze pod jego rządami żyć będą szczęśliwiej, aż do urzeczywistnienia zamiaru pomogły im okoliczności, które dojrzały i zamysł ich rychło przywiodły do spełnienia. Podwójny bowiem — a każdy groźny i liczny wróg — najpierw Węgrzy, a potem Morawianie (wsparci także przez inne narody) — najechali Polskę, by Polaków... poddać swej władzy i odebrać im wolność. I chociaż im na spotkanie wyszły hufce polskie pod dowództwem swych naczelników, to jednak stoczyły bitwę mimo okazanego męstwa nieszczęśliwą, a następnie, gdy ponieśli kilkakrotnie klęski od nieprzyjaciół, poczęli się trwożyć, aby wszystko razem nie było stracone. gdyż nieprzyjaciel codziennie ciągnął przez wsie i pola łupiąc i niszcząc bezkarnie. Gdy jednak po zniszczeniu wojsk i wśród ciągłych zagonów nieprzyjacielskich wszyscy myśleli już, ze Polska przepadła, mąż jeden odbudował ją i ocalił. Bvł w owym czasie wśród Polaków mąż dzielny imieniem Przemyśl. ponad stan swój umiejętny i biegły w sztuce wojennej i odznaczający się bardziej talentem i roztropnością niż pochodzeniem, który dał się poznać t prawości i wielu zalet i cieszył się dlatego między ludem wielką wziętością. On obudził u Polaków wielkie a nieoczekiwane zaufanie, gdyż z naturalnymi zdolnościami łączył doświadczenie nabyte w licznych bitwach. Ów, gdy spostrzegł, że nieprzyjaciel działał niedbale, powołał na doradcę, bardziej spryt niż odwagę i rozważał to. sobie długo w milczeniu, jakim podstępem mógłby porazić wrogów, których nie mógł złamać swymi słabymi siłami. wpadł na pomysł niezwykły, oparty na nieuzasadnionym strachu i pozornej tylko gotowości do bitwy. Na wzgórzach przeciwległych obozowi wrogów kazał pozawieszać w pierwszych blaskach słońca wielką liczbę przedmiotów podobnych do szyszaków, a gdy na nich zabłysły promienie słońca, widok ten tak podniecił nieprzyjacielskie wojsko, że czym prędzej, zgromadziwszy zewsząd broń, bez rozkazu i nie w szyku biegli w tę stronę, w której widzieli błyszczące szyszaki, spodziewając się nowego zwycięstwa nad Polakami. Lecz gdy zbliżali się do miejsca, gdzie poprzednio spostrzegli szyszaki, nie znaleźli tam ani oddziałów polskich, ani szyszaków. Przemyśl bowiem polecił szybko je pozbierać, gdy spostrzegł chwytające za broń hufce węgierskie i morawskie, by ukryć przed nimi, że był to tylko podstęp, oni zaś myśleli, że Polacy pokazawszy się tylko uciekli, wracali zatem do obozu w wielkim zaniedbaniu i nieładzie. Właśnie tego momentu oczekiwał Przemyśl, więcej licząc na podstęp i sztukę niż siłę wojenną. Przygotowuje więc i zagrzewa wojsko zebrane (naprędce) do bitwy, obiecuje pewne zwycięstwo, jeśli tylko przygotowują, umysły i dla zwycięstwa się poświęcą. I tak zapaliwszy ich żądzą, ośmielenia się na to, co nieprzyjacielowi wydawało się niedbalstwem, z pierwszym mrokiem napada na ich obóz i z boku nacierając z odwagą na śpiących lub odpoczywających spokojnie, na czele Polaków ośmielonych przez siebie nieustraszonych pociskami nieprzyjaciół, gromi, siecze, kładzie trupem resztę gnanych strachem wojsk nieprzyjacielskich mała garstką swoich goni i zwycięża, bierze opuszczony obóz z wielkimi łupami l oddaje je swym rycerzom. Łatwo było większość uciekających wrogów zniszczyć bądź zabrać do niewoli, lecz Przemyśl zadowolony, że ojczyznę oswobodził i wroga pokonał, zabronił ścigania uciekających. Taką wielką zaś miłość pozyskał Przemyśl tą obroną i ocaleniem ojczyzny, że go i rycerstwo, cały lud uznał go godnego panowania i wkrótce zgodnie powołano go jako monarchę i księcia. Od tego jednak czasu poniechano jego poprzedniego imienia i nazwano go Leszkiem, co oznacza chytry i podstępny, a to dlatego, że podstępem i przebiegłością bardziej niż orężem i siłą nieprzyjaciół tylekroć zwycięskich pokonał lub (co mi się wydaje bardziej do prawdy podobne ), nadano mu imię dawne i częste u książąt polskich, by mu niczego do powagi i godności książęcej nie brakło, ponieważ od Lecha pierwszego pozostali książęta z niego się wywodzący nazywali się zdrobniale Leszkami, a nie Lechami, jak to jest w użyciu u niektórych szczepów, imię to w rodach książąt polskich do naszych czasów występuje".



Źródło tekstu:

1. L.Włodek - "Początki Przemyśla w staropolskiej legendzie"

2. J.Długosz - ,,Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego" - księga 1 i 2 - Warszawa 1962.

Awatar użytkownika
MaciekWielki
Posty: 172
Rejestracja: 18 mar 2011, 17:39

Re: Początki państwa polskiego w legendzie

Post autor: MaciekWielki » 11 kwie 2011, 16:52

Znacie inne legendy?

Awatar użytkownika
stach
Posty: 518
Rejestracja: 19 cze 2010, 03:48

Re: Początki państwa polskiego w legendzie

Post autor: stach » 12 kwie 2011, 03:25

Też coś chętnie poczytam.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Początki państwa polskiego w legendzie

Post autor: Artur Rogóż » 14 lis 2011, 23:33

Odnawiam temat :-) Proszę o nowe wypowiedzi.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Czasy przed powstaniem państwa polskiego ogólnie”