Niedżwiedź szeregowym Polskich Sił Zbrojnych? Czemu nie!

Wielu spośród tych, którzy uciekli z kraju, werbowało się do armii alianckich, walczących przeciwko III Rzeszy. Z nich oraz Polonii krajów sprzymierzonych powstają oddziały, które reprezentują Polskę na polach bitew całego świata – w obronie Francji, pod Narwikiem, w bitwie o Anglię, pod Tobrukiem, Monte Cassino i wielu innych zakątkach świata.
Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Niedżwiedź szeregowym Polskich Sił Zbrojnych? Czemu nie!

Post autor: Warka » 12 maja 2011, 16:10

Autor: Aleksandra Zaprutko (biogram autora) | Data publikacji: 4 kwietnia 2011


Pochłaniał mnóstwo jedzenia, palił papierosy, pił piwo, kradł przysmaki, a w alianckim obozie zwinął damską bieliznę. Pod Monte Cassino nosił pociski, a w Anglii najedzony i uraczony odrobiną alkoholu spał pod stołem i puszczał głośno wiatry. Kto to taki? Oczywiście szeregowy Wojtek.

Wojtek – maskotka 2. Korpusu Polskiego – to chyba najbardziej znany, przynajmniej w naszym kraju, niedźwiedź. Jego historia zaczyna się dość niewinnie, podobnie jak wielu innych zwierzęcych towarzyszy żołnierzy. Gdzieś w górach Iranu konwój wiozący polskich żołnierzy napotkał miejscowego pastuszka. Chłopiec sprzedał im małego niedźwiadka za kilka fantów, trochę miejscowej waluty i dużą puszkę konserwy mięsnej (podobno do sfinalizowania transakcji przekonała go właśnie ta konserwa). Żołnierze kupili misia w odruchu serca i przez jakiś czas trzymali to w tajemnicy przed przełożonymi. W końcu sprawa się wydała, ale dowódcy wiedzieli, że Polacy, którzy zostawili swoje rodziny gdzieś daleko, często nie wiedząc nic o ich losie, potrzebują kogoś do kochania. Tak roto ozpoczęła się kariera wojskowa Wojtka, jak nazwano zwierzaka.

Gotuj z Wojtusiem, czyli niedźwiedzie przysmaki
Wojtek, jak każdy szanujący się niedźwiedź, lubił dobrze zjeść. Żeby mieć go czym wykarmić, wciągnięto go na stan 22. Kompanii Transportowej. Gusta kulinarne niedźwiedzia były bardzo różnorodne. Potrafił czaić się jak zahipnotyzowany w okolicach kuchni, z nadzieją, że skapnie mu choć okruszyna. Zresztą od każdego w obozie próbował wyłudzić jakiś smaczny kąsek.

Z miłości do jedzenia zdarzyło się kiedyś misiowi zdemolować magazyn żywnościowy. Było to w Wigilię Bożego Narodzenia. Wojtek wraz ze swymi przyjaciółmi uraczył się sporą ilością napojów dozwolonych od lat osiemnastu (bardzo lubił pić piwo z… butelki) i podchmielony spacerował po obozie. Radosnym krokiem zawędrował do magazynu żywności gdzie wcinał z rozkoszą kandyzowane owoce i inne przysmaki, robiąc przy tym niezły bałagan. W wyniku wojtkowego łakomstwa zniszczonych zostało wiele cennych produktów, jak choćby olej jadalny, czy mąka. Biednemu misiowi nieźle się za to oberwało – dostał ostrą reprymendę od swoich opiekunów i musiał siedzieć w areszcie (przywiązany na łańcuchu). Na szczęście dla niedźwiedzia było Boże Narodzenie, co trochę złagodziło nastawienie żołnierzy i skrócono mu karę. Nic natomiast nie wiadomo o tym, by zgodnie z wigilijną tradycją tłumaczył się ludzkim głosem.

Z osobliwych, niedźwiedzich upodobań, a właściwie eksperymentów kulinarnych należy wspomnieć jeszcze o jednym. Wojtek pewnego pięknego dnia postanowił sprawdzić co zawiera pewna duża metalowa puszka. Okazało się, że jest w niej niezły zapas czarnej pasty do butów, której miś postanowił skosztować. Może był głodny, a może po prostu mu to zasmakowało, w każdym razie zawartość puszki zniknęła w niedźwiedziej paszczy. Żołnierze odkrywszy wojtkowy wyczyn obawiali się, czy przypadkiem specyfik mu nie zaszkodzi. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a od tego czasu Polacy zaczęli lepiej chować pastę do butów.

On, oni i kobiety

Podryw na niezłą brykę? To Wojtek też potrafił.
Wojtek, jak na typowego żołnierza przystało, interesował się kobietami, co ewidentnie przydawało się jego opiekunom. Niedźwiedź okazał się doskonałym wabikiem na dziewczyny. Po kapitulacji Niemiec, 22. Kompania Transportowa spędziła lato we Włoszech. Żołnierze zabierali często swojego futrzastego przyjaciela na adriatyckie plaże, gdzie niedźwiedź zażywał ukochanych przez się kąpieli. Wojtek czuł się jak ryba w wodzie (albo, by być dokładnym, niedźwiedź w wodzie). Pani Aileen Orr, autorka książki „Niedźwiedź Wojtek. Niezwykły żołnierz Armii Andersa”, bardzo plastycznie opisuje wodne wyczyny misia:

Jego ulubioną sztuczką było podpływanie po kryjomu pod wodą do grup kąpiących się kobiet i niespodziewane wynurzanie się pośród nich. Fortel ten zawsze powodował wybuch ogromnej paniki. Piski kobiet przerażonych pojawieniem się w niewielkiej odległości ogromnego niedźwiedzia były dla uszu Wojtka najpiękniejszą muzyką. W jego oczach sztuczka była świetnym dowcipem, który nigdy m się nie znudził. W swoim czasie Wojtek był w pewnym sensie futrzastym odpowiednikiem rekina, który straszył plażowiczów w filmie „Szczęki”.

Polscy kompani niedźwiedzia nie widzieli w tym niczego złego. Ba! Był to doskonały sposób nawiązywania kontaktów towarzyskich pomiędzy żołnierzami i miejscowymi dziewczynami. Krnąbrność Wojtka, niereagującego na reprymendy opiekunów, zmuszała często Polaków do osobistego „stawienia się na miejscu zdarzenia” i „ratowania” piszczących ze strachu kobiet przed bawiącym się niedźwiedziem. Trzeba przyznać, niezła metoda podrywu…

Miłośnik staników?
Wojtek okazał się także miłośnikiem damskiej bielizny. Kiedy jego oddział stacjonował w dużym obozie aliantów, niedźwiedziowi udało się czmychnąć opiekunom i wybrać się na wycieczkę po nowym miejscu zamieszkania. Gdy tak sobie spacerował, oglądając wszystko wokół, jego uwagę przykuł sznur, na którym suszyła się bardzo osobista garderoba kilku pań. Niezwykle zaintrygowany Wojtek, chcąc bliżej zapoznać się z owymi dziwami, porwał sznur z bielizną i uciekł. Całą sytuację obserwowały przerażone właścicielki fantów, które na widok ogromnego niedźwiedzia ukryły się za namiotem.

Na szczęście dla Wojtka, poszkodowane przezeń kobiety należały do polskiego oddziału. Opiekunowie misia zdołali odzyskać łup niesfornego podopiecznego i oddać go prawowitym właścicielkom. Niedługo później polscy żołnierze wraz z futrzastym bandytą odwiedzili kobiety. Cytowana już przeze mnie Aileen Orr tak opisuje ową delegację:

Podczas tej wizyty sprawca całego zajścia miał osobiście przeprosić osoby poszkodowane wskutek jego nierozważnego postępowania. Był to chyba najprzebieglejszy pretekst o jakim miałam okazję słyszeć, którym młodzi mężczyźni posłużyli się w celu zaaranżowania towarzyskiego spotkania z kobietami. Wojtek posłusznie odgrywał swoją rolę, przykrywając wielkimi przednimi łapami swe niedźwiedzie oblicze i kwiląc przy tym żałośnie. Odegrawszy tę scenę, zwierzę zerkało spod wielkich łap, wpatrując się bystrymi oczami w dziewczęce twarze, próbując z nich odczytać z jakim przyjęciem spotkały się jego teatralne przeprosiny. Nie trzeba chyba mówić, że dziewczęta były oczarowane zachowaniem Wojtka.

Proszę państwa, żarty na bok! Oto całkiem poważne i jak najbardziej chlubne momenty w karierze wojskowej misia Wojtka.

Nie-czerwony niedźwiedź pod Monte Cassino

Artykuł powstał w oparciu o wydaną pod patronatem "Ciekawostek historycznych" książkę "Niedźwiedź Wojtek. Niezwykły żołnierz Armii Andersa".
Kiedy oddział Wojtka stacjonował w Iraku, niedźwiedź całkowicie przypadkowo unieszkodliwił arabskiego szpiega. Rzecz miała miejsce w baraku prysznicowym. Niedźwiedź zauważył, że ktoś zdjął kłódkę z prowadzących do niego drzwi. Woda była niezwykle cennym towarem na Bliskim Wschodzie, a miś nauczył się obsługiwać prysznic i potrafił wykorzystać cały jej zapas do pluskania się. Rzeczona kłódeczka miała chronić zapas życiodajnej cieczy przed tym niepoprawnym miłośnikiem kąpieli. Uradowany zniknięciem kłódki niedźwiedź oczywiście dziarskim krokiem wszedł do baraku. Wtem… obóz zaalarmował przeszywający powietrze wrzask. Okazało się, że wewnątrz baraku niedźwiedź zdybał arabskiego szpiega, który zbierał informacje przed planowanym na następny dzień atakiem arabskiego oddziału na obóz. Tego dnia Wojtek dostał barak prysznicowy do swojej dyspozycji i w nagrodę mógł pluskać się do woli.

Chyba najbardziej Wojtek zasłynął dzięki swojej postawie w trakcie walk o Monte Cassino. 22 Kompania Transportowa ma w swoim emblemacie wizerunek niedźwiedzia niosącego pocisk artyleryjski. Tak proszę państwa, oto Wojtuś. Niesforny niedźwiedź, widząc z jakim trudem jego towarzysze broni taszczą skrzynie z amunicją na stanowiska artylerii, postanowił im pomóc. Któregoś dnia zaczął dawać do zrozumienia, że on też chce ponieść ciężkie ładunki, a że był silny jak nie przymierzając… niedźwiedź, nie sprawiało mu to problemu. Widok Wojtka niosącego w swoich potężnych łapach pociski wywierał niesamowite wrażenie na osobach, które go nie znały. Jeden z alianckich żołnierzy tak opisuje swoje wrażenia:

Oto niespodziewanie spomiędzy drzew wyszedł wielki, poruszający się na tylnych łapach, niedźwiedź. Wyglądało na to, że zwierzę taszczyło coś w swych łapach. Obaj z Vincentem zaczęliśmy krzyczeć, chcąc ostrzec kanonierów o zbliżającym się do nich niedźwiedziu. Nikt jednak nie zareagował na nasze wrzaski.

Niedźwiedź doszedł do ogona lawety działa, stawiając na ziemi niesiony przez siebie pocisk artyleryjski. Zwierzę po wykonaniu tej operacji, podążyło z powrotem do lasu, aby po chwili pojawić się ponownie, niosąc w swych łapach kolejny pocisk.


Wojtek i Baśka Murmańska, o której pisaliśmy kilka dni temu, to dwa niezwykłe zwierzęta. Za czasów PRL byli przemilczanymi bohaterami. Ona – dezerterka ze wspaniałej Rosji radzieckiej, która trzymała z antybolszewickimi szumowinami (czytaj: murmańczykami i Piłsudskim). On – towarzysz broni zaplutych karłów reakcji (czytaj: żołnierzy 2. Korpusu), który pozostał na emigracji, zamiast budować w Polsce nowy socjalistyczny ład. Czyż można było rozpowszechniać historie takich wywrotowców? Na szczęście dzisiaj już nic nie stoi na przeszkodzie.

Źródła:
A. Orr, Niedźwiedź Wojtek. Niezwykły żołnierz Armii Andersa, Replika, Zakrzewo 2011.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Polacy na wojennych frontach”