historia Polski - Niemieckie spojrzenie na Powstanie Warszawskie

Klęska kampanii wrześniowej rozpoczęła najciemniejszy okres historii Polski. III Rzesza szybko rozpoczęła wdrażanie polityki terroru i eksterminacji ludności żydowskiej, w ślad za którą miały pójść kolejne ”niższe” rasy. Olbrzymie prześladowania czekały też tych, którzy znaleźli się po radzieckiej stronie granicy.
Awatar użytkownika
historyk
Posty: 334
Rejestracja: 19 lis 2010, 20:35

historia Polski - Niemieckie spojrzenie na Powstanie Warszawskie

Post autor: historyk » 10 kwie 2013, 00:22

Kiedy o piątej po południu 1 sierpnia 1944 r. wybuchło Powstanie Warszawskie ponure reperkusje ze strony niemieckiej były już do przewidzenia. Podsumował je Heinrich Himmler informując o tych zajściach Hitlera i stwierdzając, że „akcja Polaków jest dobrodziejstwem. Wykończymy ich... Warszawa zostanie zlikwidowana, a to miasto... stolica narodu... które przez 700 lat wstrzymywało nas w naszym dążeniu na wschód... przestanie istnieć”.

W 1944 r. Polska już sobie zasłużyła na szczególne miejsce w ‘światopoglądzie’, czyli Weltanschauug, nazistów. Spadkobierczyni długiej tradycji rywalizowania ze swoim zachodnim sąsiadem, w 1939 r. odpierała naciski ze strony niemieckiej, zmuszając Hitlera do otwartego konfliktu, którego starał się uniknąć. A ponadto, jak gdyby nie brakowało przyczyn do negatywnych opinii władz w Berlinie, państwo to zawierało największą populację żydowską w całej Europie.

Z tych to względów reżim okupacyjny w Polsce był wyjątkowo brutalny. Polska miała zostać usunięta z mapy Europy. Jej ludność, wyselekcjonowana i posegregowana według prymitywnych, rasistowskich wytycznych, została zepchnięta do okrojonej Generalnej Guberni ze stolicą w „starym niemieckim mieście, Krakau”. Część była skazana na zagładę, a reszta miała zostać tylko pół-wykształconą, niewolniczą kastą, której zadaniem było służyć swoim nowym, niemieckim panom. W przeciwieństwie do prawie każdego innego okupowanego narodu, Berlin nigdy nie wysunął wobec Polaków propozycji kolaboracji. Nawet gdy poszukiwali ostatnich ‘ochotników’ do ‘anty-bolszewickiej krucjaty’, nie do przyjęcia była dla nich myśl stworzenia polskiej dywizji Waffen-SS. Gdzie indziej nie mieli raczej takich skrupułów.

Także Warszawa złościła Niemców. Jako stolica Drugiej Rzeczypospolitej, symbolizowała ona dumny opór 1939 r.. Jako jeden z głównych ośrodków polskich Żydów, symbolizowała ich bogate tradycje. Tak więc to miasto też było przeznaczone na radykalną reorganizację. Według planów z 1940 r. obszar Warszawy miał być zredukowany o jedną dziesiątą, a liczba mieszkańców – o jedną czwartą, która z kolei miała być uzupełniona napływem osadników niemieckich. W tym samym czasie planowano systematycznie redukować status Warszawy do drugorzędnego, prowincjonalnego miasta. Stołeczność i opór stawiany Niemcom miał pozostać jedynie wspomnieniem.

Oślepieni własną propagandą i skrzywionym przez samych siebie spojrzeniem na świat, naziści nie byli już zdolni widzieć w narodzie polskim czegokolwiek więcej niż zbieraninę ludzi opornych, recydywistów i bandytów. Patrzeli więc na rozwój wydarzeń w Warszawie sierpnia 1944 r. jako żywy dowód tego właśnie faktu. Dlatego też nie było zaskoczeniem, że pierwszymi siłami zbrojnymi wyznaczonymi do stłumienia Powstania były jednostki słynące ze swojej ekspertyzy w tzw. ‘anty-partyzanckiej’ sztuce wojennej. Na ich czele stał Generał SS Erich von dem Bach, weteran brudnych wojen SS, poprzednio dowódca anty-partyzanckich działań na froncie wschodnim. To pod jego nadzorem funkcjonowały dwa oddziały, które cieszyły się niesławą nawet wśród innych nazistowskich jednostek: Brygada Dirlewangera, złożona ze wskazanych kryminalistów i dowodzona przed pederastę, oraz Brygada Kamińskiego, w skład której wchodzili różni byli sowieccy cywile i dezerterzy. Te dwie brygady wyróżniły się już niektórymi z najbardziej bestialskich akcji z całej wojny, a w Warszawie miały się okryć jeszcze większą hańbą.

Początkową fazę niemieckiej kampanii w Warszawie można scharakteryzować, z niemieckiego punktu widzenia, jako eksterminację pewnej ilości ‘szkodników’. Tak to dosłownie wyglądało, gdy na przykład, na początku sierpnia jednostki „anty-partyzanckie” zaczęły przesuwać się przez zachodnie przedmieście w dzielnicach Woli i Ochoty. Wykorzystując umiejętności nabyte w licznych ‘anty-partyzanckich’ akcjach przeprowadzonych na froncie wschodnim, żołnierze tych jednostek podpalali budynki i masakrowali wszelkich napotkanych mężczyzn, kobiety i dzieci.

Gdzie indziej w mieście, siły niemieckie początkowo wykazywały pewność ze swej przewagi nad Polakami, która graniczyła z arogancją. Przyjęta strategia składała się z dwóch etapów. Najpierw artyleria i Luftwaffe miały intensywnie zbombardować powstańcze pozycje, po czym miało nastąpić frontalne natarcie ziemne. Tym sposobem zamierzano zademonstrować przytłaczającą siłę ognia i nieporównywalnie lepszy sprzęt wojenny, co zastraszyłoby lekko uzbrojonych powstańców, zmuszając ich do poddania się, z minimalnym kosztem (oczywiście dla Niemców) ludzkiego życia. Okazało się jednak, iż pod jednym i drugim względem było to przypuszczenie mylne.

Powstańcy nie dali się zastraszyć. Nie poddali się, a co więcej nie jednokrotnie skutecznie odpierali niemieckie ataki na ich pozycje, podczas gdy naloty bombardujące stworzyły jedynie jeszcze bardziej idealne środowisko do walki powstańczej w mieście. Wobec przytłaczającej przewagi nieprzyjaciela powstańcze oddziały rozpraszały się by następnie ponownie zewrzeć szyki i nacierać gdzie indziej. Pozycje stracone za dnia były odbijane pod osłoną nocy. Niewidoczni snajperzy czaili się w cieniach by znienacka trafic we wroga. Na opuszczonych barykadach zostawiano pułapki, a z górnych pięter leciały butelki z benzyną. Wkrótce niemieccy żołnierze na polu bitwy (nawet jeśli jeszcze nie ich przełożeni) zdali sobie sprawę, że ich przeciwnik był zarówno pomysłowy jak i śmiertelnie niebezpieczny. Kampania, którą początkowo przedstawiano jako prostą operacją oczyszczenia terenu ze słabo uzbrojonych i słabo szkolonych ‘bandytów’, teraz przekształcała się (w niemieckiej percepcji) w coś znacznie bardziej poważnego. Odrobina szacunku wobec polskiego przeciwnika zaczęła się pojawiać za równo w ich oficjalnej jak i nieoficjalnej korespondencji. Pojawiały się nawet porównania do Stalingradu.

Tak więc pod koniec pierwszego miesiąca Niemcy zdali sobie sprawę, że obrana przez nich taktyka była nieskuteczna. Polityka eksterminacji w stylu ‘anty-partyzanckim’ jedynie zwiększyła ilość ludzi chętnych do podjęcia walki i usztywniła determinację powstańców. Von dem Bach zdecydował, że będzie jednak musiał negocjować, a w związku z tym był zmuszony uznać, że wrogowi się należał jakiś szacunek. Po długich pertraktacjach przyznano polskim ‘bandytom’ pełne poważanie. Mieli oni zostać uznani jako kombatanci sił alianckich, którym po poddaniu się przysługiwało to samo traktowanie co jeńcom z wojsk zachodnich. Zapewniano, że nie będzie żadnych akcji odwetowych wobec ludności cywilnej i nie będzie też represji wobec ludzi schwytanych. Na ogół te warunki zostały spełnione.

Niemniej negocjacje te trwały a walki toczyły się jeszcze przez prawie jeden miesiąc. W tym okresie niektórzy Niemcy zdali sobie sprawę z pewnych niewygodnych prawd. „Jest to smutną prawdą, że oni walczyli lepiej od nas” pisał jeden. Inny był jeszcze bardziej rozczarowany: „stało się jasne dla mnie” – pisał on – „że to nie my jesteśmy tym ludem, który uosabia siłę, poczucie narodowość i ofiarności”. Dodał jeszcze: „Polacy wykazali się w sposób, w jaki my nie potrafimy”.

Gdy na początek października Powstanie wreszcie dobiegło końca, a wyczerpani i niedożywieni powstańcy gromadzili się by złożyć broń i ruszyć marszem do niewoli, dopiero wtedy wielu niemieckich żołnierzy zobaczyło twarze swych przeciwników po raz pierwszy. Nie mogło to im nie zaimponować. W listach do rodziny niektórzy opisywali „szlachetną postawę” polskich kombatantów, kontrastując wizerunek mężczyzn maszerujących zwartym szykiem z propagandowym stereotypem hordy ‘bandytów’ i ‘awanturników’. Inni pisząc podziwiali ich „wzorowy” i „nieugięty patriotyzm”. Ci, którzy doświadczyli kapitulację Polaków, w żaden sposób nie mogliby o niej zapomnieć.

Ale może największy komplement został wyrażony przez Generała Reinharda Gehlena, szefa biura Fremde Heere Ost (Armie Zagraniczne Wschód), które prowadziło wywiad nt. wschodnich wrogów Rzeszy. Gehlen wielokrotnie badał dane na temat polskiej Armii Krajowej i zapewne był również dobrze obeznany z przebiegiem Powstania Warszawskiego. Wczesną wiosną 1945 r. został on wezwany do Berlina by uczestniczyć w odprawie tych, którym powierzono założenie Werewolf: niemieckiej organizacji podziemnej mającej kontynuować walkę po spodziewanej okupacji wojsk alianckich. Pytano go jaką formę, w jego opinii, powinna przybrać organizacja Werewolf. Odpowiedział wówczas, że dobrze byłoby, gdyby wzorowała się na przykładzie polskiej Armii Krajowej.
Dwa miesiące po zakończeniu Powstania ustanowiono wydać tym niemieckim żołnierzom, którzy brali udział w jego tłumieniu naramienną odznakę w kształcie tarczy. Przysługiwała ona wszystkim tym, którzy uczestniczyli w walce w mieście przez co najmniej siedem dni, ponieśli tam rany albo służyli przez co najmniej 28 dni w jednostkach dostawczych. Produkcję tych odznak rozpoczęto, jednak nalot aliancki zniszczył wszystkie wraz z maszynami produkcyjnymi. W końcu żaden żołnierz nigdy nie otrzymał takiej odznaki. Niemniej sam jej projekt jest wymowny. Na tarczy widniał napis „Warschau 1944” oraz niemiecki orzeł ze swastyką na piersi, zaciskający w swych szponach zwiniętego węża. W Powstaniu Warszawskim Polacy zasłużyli na wielki podziw obcych, oficjalnie jednak nadal uważano ich jako naród żmij.


Roger Moorhouse
Tłum. z j. angielskiego: W. Zbirohowski-Koscia


Cytat z Noakes i Pridlam (red), Nazism 1919-45, tom III, Exeter 1988, s.996
Heinrich Stechbarth, wpis do dziennika 4 października 1944 r.
Peter Stolten, list z Warszawy, 5 października 1944 r.
Peter Stolten, list z Warszawy, 6 października 1944 r.
The service: The Memoirs of General Reinhard Gehlen, New York 1972.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Państwo podziemne i okupacja”