Obóz na wyspie Bute w Szkocji

1 września 1939 roku Niemcy haniebnie zaatakowali Polskę. Polacy stanęli do nierównej, heroicznej walki o stawkę większą niż życie - niepodległość. Z "pomocą" Polsce przyszły zachodnie mocarstwa. Efekty tej pomocy odczuwamy do dziś.
Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Obóz na wyspie Bute w Szkocji

Post autor: Artur Rogóż » 05 cze 2010, 04:58

Poszukuję wszelkich źródeł, książek, dokumentów, które poświęcone są polskim oficerom przebywającym na wyspie Bute podczas II Wojny Światowej. Zbieram dane do opracowania na ten temat. Mam trochę materiałów i nowinek, które zmienią (może) dzisiejszy pogląd na ten aspekt.

Awatar użytkownika
ziomeka
Posty: 462
Rejestracja: 01 cze 2010, 03:37

Re: Obóz na wyspie Bute w Szkocji

Post autor: ziomeka » 17 cze 2010, 03:53

Znalazłem artykuł - może się przydać:-)
Wyspa Wężów – rysa w życiorysie Sikorskiego

Piotr Dobroniak

Władysław Sikorski pomimo swoich niewątpliwych zasług, miał także w swoim życiorysie kilka rys. Jedną z nich był zlokalizowany na szkockiej wyspie Bute (Isle of Bute) – obóz karny dla polskich żołnierzy. Oficjalnie do obozu trafiali żołnierze oskarżeni o alkoholizm, homoseksualizm i szpiegostwo na rzecz Niemców.
Nieoficjalnie wysyłano tam przeciwników politycznych Naczelnego Wodza oraz wszystkich tych, którzy odważyli się krytykować Władysława Sikorskiego. Oficjalnie nic szczególnego się tam nie działo. Nieoficjalnie miejsce nazywane było Wyspą Wężów.

Informacje na temat obozu są raczej trudno dostępne. Wprowadzająca w błąd jest też sama nazwa. Na żadnej mapie nie znajdziemy Wyspy Wężów. Z resztą nazwa „Wyspa Wężów” jest często podawana jako „Wyspa Węży”, co dodatkowo komplikuje poszukiwania. Czasem w polskich publikacjach można spotkać inną nazwę – Małpia Wyspa. Tak czy inaczej, z samych „alternatywnych” nazw wyspy wnioskować można, że miejsce nie cieszyło się dobrą opinią pośród Polaków.

Oficjalnie – wersja dla polskiej opinii publicznej – na wyspie był polski, wojskowy obóz karny. Oficjalnie – wersja dla Brytyjczyków – był tam zwykły „military camp”. Zdarza się, że w brytyjskich opisach jest adnotacja, że nieoficjalnie Władysław Sikorski traktował wyspę jak prywatne więzienie dla przeciwników politycznych. Wyspa, na której mieścił się obóz – nic z wężami wspólnego też nie ma, mało tego, była to kiedyś wyspa, na którą przyjeżdżało się „do wód”. Ze słynnego uzdrowiska nic już nie zostało, dalej jest to urocze miejsce, jednak swoją świetność przeżywało w czasach królowej Wictorii. W historii Polski to miejsce zapisało się niezbyt chlubnie.

Raz na wozie…
Żeby zrozumieć cel powstania obozu na wyspie Bute, musimy się cofnąć do okresu międzywojennego. Na czele państwa polskiego stał wtedy marszałek Józef Piłsudski. Okres ten w historii zapisał się jako okres sanacyjny. Przedstawiciele ówczesnych rządów marszałka byli często nazywani „sanatorami”. Sikorski razem z gen. Tadeuszem Rozwadowskim i Piłsudskim, walczyli w wojnie polsko-bolszewickiej. Tę wojnę Polacy wygrali, dzięki planom strategicznym Rozwadowskiego. Cały splendor spadł jednak na marszałka. Sikorskiemu, jeszcze wtedy pułkownikowi, trudno było się z tym pogodzić. Ale Piłsudski wziął Sikorskiego pod swoje skrzydła i awansował na generała brygady. Przez pół roku po zamachu na Gabriela Narutowicza gen. Sikorski był nawet premierem rządu. Za jego krótkiej kadencji, zachodnie państwa uznały polską granicę na wschodzie. Grabski przygotowywał reformę monetarną. Jednak coraz częściej mówiono o tym, że Sikorski chętnie zająłby miejsce Piłsudskiego. Generał związał się z prawicą i ponownie wszedł do rządu. Jako minister spraw wojskowych próbował przepchnąć ustawę, która ograniczyłaby władzę Piłsudskiego w Polskiej Armii. Tego marszałek Sikorskiemu nigdy nie darował. Podczas przewrotu majowego w 1926 roku, mimo że Sikorski nie wysłał podległych mu lwowskich jednostek przeciwko marszałkowi, ten podjął fatalną dla Sikorskiego decyzję. Pozbawił generała dowództwa i wysłał w odstawkę. Jego pobory ucięto o połowę. Ludzie odwrócili się od niego. Na salonach nikt nie podawał mu ręki.
Banicja generała trwała od 1928 roku aż do formowania się Polskich Sił Zbrojnych we Francji. Nie pozwolono mu nawet przyjść oficjalnie w mundurze na pogrzeb Piłsudskiego. Kiedy wybuchła wojna, Sikorski stawił się w pełnym umundurowaniu, gotowy do walki. Potraktowano go jak powietrze, mimo że oddał się do pełnej dyspozycji.

Raz pod Wozem…
Po klęsce wrześniowej oraz po internowaniu rządu w Rumuni, przed Sikorskim, który przebywa we Francji, otwierają się nowe pespektywy. Mikołajczyk został prezydentem Polski i pod naciskiem rządu francuskiego wyznaczył Sikorskiego na premiera i naczelnego wodza. Władysław Sikorski we Francji to prawdziwa legenda. Francuzi wyraźnie mu sprzyjają. Książka Sikorskiego z 1934 roku pt. „Przyszła wojna”, jest w tłumaczeniu francuskim opatrzona wstępem gen. Petaina – legendy I wojny światowej. Władysław Sikorski nabiera pewności siebie, jednak ma sporo przeciwników, szczególnie pośród „figur sanacyjnych”, jak określał ludzi związanych z Piłsudskim. Jeszcze we Francji, w Cerezai (zwana potocznie przez żołnierzy Sereza-Bereza), powstaje obóz dla ludzi, którzy są przeciwni jego polityce oraz dla tych, których Sikorski i jego ludzie uważają za winnych klęski wrześniowej. Coraz bardziej okazuje się, że generał jest po prostu małostkowy. Ludzi utożsamianych z rządami przed wrześniem izoluje. Nie może im wybaczyć, że przez szereg lat żył na marginesie społeczeństwa. Zamiast jednoczyć społeczeństwo przed wspólnym wrogiem, rozpoczyna wielkie śledztwo, które ma ustalić, kto winien jest klęski wrześniowej. We Francji okazuje się również, jak bardzo jest spragniony pochlebstw i pochwał. Francuzi wręcz manipulują nim, korzystając z jego słabości. Kiedy docierają do niego meldunki, że jedynymi jednostkami wojskowymi, jakie walczą przy granicy z Niemcami, są jednostki polskie – ignoruje je. Cały czas wierzy tylko Francuzom, którzy utwierdzają go w przekonaniu, że walka trwa na całej linii z wykorzystaniem całej armii francuskiej. Lekceważy dramatyczne raporty o sytuacji na froncie i pomimo wszystko nie wycofuje w porę polskich wojsk z fikcyjnego „pola walki”. Kiedy jedzie sam na miejsce, przekonać się o sytuacji, widzi, że wszystko jest stracone i wpada w panikę. Nie wie, co robić. W tym momencie Winston Churchill proponuje polskiej armii schronienie na Wyspach. Sikorski korzysta z zaproszenia, jednak ze stutysięcznej armii do Wielkiej Brytanii dociera zaledwie 20-30 tys. Wielu wojskowych nie może mu tego wybaczyć. Wraz z tysiącami polskich żołnierzy Polska traci również całe zapasy skarbu narodowego – 75 ton złota oraz dewiz. Wszystko zostaje we Francji, ponieważ na czas nie podjęto decyzji o ewakuacji.

„Ci, którzy robią intrygi...”
Władysław Sikorski bardzo bał się, że za jego plecami wyrośnie siła, nad którą nie będzie mógł zapanować. Wiedział, z własnego doświadczenia, że najlepszym sposobem zapobiegawczym, jest wyrzucenie przeciwników na margines. Tak jak on sam, na marginesie znajdował się przez lata.
Początkowo Wódz Naczelny wysyła nieprzychylnych jemu i tych, których się obawia, do obozów namiotowych w Szkocji. Warunki są urągające. Mówi się, że Brytyjczycy proponowali lepsze warunki, ale „Regina”, jak nazywają rząd londyński, nie zgodziła się na to. Stefan Mękarski w swojej książce „Zapiski z Rothesay 1940–1942” opisuje sytuację w jednym z takich obozów, w Broughton, w lipcu 1940roku. „W namiocie >>pod cichą lipą<< mieszkają generałowie Rouppert, Dąb-Birnacki, Shally, Kwaśniewski i Masny. Stają w długich ogonkach po zupę i po kawę. Shally stał dziś przeszło godzinę w ogonku.”
Mękarski naliczył takich namiotowych obozów co najmniej dwa. Następnie został przeniesiony na Isle of Bute, nazwaną przez otoczenie Sikorskiego Wyspą Wężów. Opisywał, jakie warunki tam panowały oraz na jakie afronty byli narażeni oficerowie, którzy zostali tam wysłani.

Po słowach Sikorskiego, że „ci, którzy robią intrygi, znajdą się w obozie koncentracyjnym” (Adam Węgłowski, Tygodnik Powszechny 2010), niektórzy wzięli sobie te słowa do serca, także często ich nadużywając. Oczywiście, jak zaznacza Węgłowski, Sikorskiemu nie chodziło o obozy takie jak Auschwitz, raczej te z okresu wojny burskiej. Fakt pozostaje niezmienny, wydaje się, że Sikorskiego mało obchodziło, co z ludźmi tam skierowanymi się dzieje. Osadzeni w obozach oficerowie byli zdani na zabójczą nudę oraz nadużywającą władzy „dwójkę” (potoczna nazwa ówczesnego polskiego kontrwywiadu, który na rozkaz Sikorskiego zajął się inwigilacją „politycznych”). Wyobraźcie sobie ducha walki, jaki w nich był i tą bezczynność, kiedy rodacy ginęli za ojczyznę. Niektórzy nie wytrzymali takiego napięcia i popełniali samobójstwa. Czasem jeszcze zanim dotarli do Rothesay, dostając tylko rozkaz wysyłki w to miejsce. Wyobraźcie sobie sytuację, kiedy honorowi oficerowie przebywali razem z pijakami i czasem ze zwyczajnymi bandytami czy podejrzanymi o przestępstwa seksualne. Nie pozwolono im na uczestnictwo w walce, pomimo tego, że zgadzali się często służyć poniżej swojej szarży. Zaskakujący jest również fakt, że pomimo tego, że jeszcze w 1945 roku brakowało w Polskich Siłach Zbrojnych oficerów frontowych, dowództwo godziło się na takie praktyki. Sikorski był nieugięty i często potrafił wręcz naigrywać się z tych, którzy mieli odwagę do niego wystąpić z prośbą o „użycie w walce”, jednocześnie chowając swoją dumę i honor oficerski. Mękarski komentuje to w swoich pamiętnikach w ten sposób „(…) jakąż bzdurą jest w istocie dziś ta cała machlojka, która się polskim rządem nazywa.”

Obóz istniał aż do śmierci Sikorskiego. O tym, co tam się działo, dowiedział się w końcu brytyjski parlament i nakazał jego likwidację. Obóz opuściła wtedy również żona marszałka Piłsudskiego, która była tam przetrzymywana. Co ważne, główny obóz znajdował się w portowym miasteczku Rothesay, jednak można czasem natknąć się na materiały mówiące o jeszcze jednym obozie znajdującym się w głębi wyspy Bute. Miejsce to opisywane jest już mniej „sielankowo”. Stąd też mogą pochodzić często sprzeczne relacje ma temat istnienia obozu. Jedni mówią, że były to bardziej „wczasy”, inni, że był to regularny obóz z drutem kolczastym wokół.

Często też Wyspa Weżów mylona jest z obozem w Shinafoot, również w Szkocji. W książce A. Majewskiego „Wojna, ludzie i medycyna” znajdujemy wstrząsający zapis: „Pewnego wieczoru major Mazanek wezwał mnie do izby przyjęć. Ujrzałem tam dwóch żandarmów i młodego żołnierza z ogoloną głową o tak sponiewieranym wyglądzie, że nie trudno było się domyślić w nim więźnia i to przeniesionego z bardzo złych warunków. Chłopak dosłownie się trząsł, ilekroć któryś z żandarmów zbliżał się do niego, rzucał przy tym na nas spojrzenia dzikiego zwierzęcia. Żołnierze od dawna coś przebąkiwali o jakimś polskim obozie koncentracyjnym na terenie Szkocji, ale nie wierzyłem w to. (…) gdy podano żołnierzowi narkozę (…) Wołał: „Nie bijcie mnie, nie wyłamujcie mi rąk” itd. Przeżywał jakieś straszne rzeczy. (…) W Wielkiej Brytanii znalazł się jako podchorąży w jednej z jednostek. Wszedł w konflikt, bo się w porę nie opanował, ze swoim dowódcą, jak się wydaje bardzo nieciekawym człowiekiem. Został aresztowany i odesłany do obozu urządzonego w Szkocji przez pewne władze wojskowe we własnym zakresie. Było tam wszystko jak w Berezie Kartuskiej: i druty kolczaste, i baraki , i >>żabka<<, i wybijanie zębów, i dozorcy sadyści, i komendant obozu, w którego kancelarii nasz więzień często szorował podłogę i bywał przy tym bity i kopany.”

Nie ma pewności, co do tego czy Sikorski w końcu przestał snuć intrygi i wzniósł się ponad podziały. Jedno jest pewne, tuż przed swoją śmiercią, wizytując jeden z oddziałów polskich, pozwolił zagrać nawet „My Pierwsza Brygada” – co do tej pory było zabronione. Jeżeli teoria o zamachu na Władysława Sikorskiego jest słuszna, to mając tylu niechętnych wobec siebie, pośród rodaków być może nie trzeba szukać sprawców zbyt daleko.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Obóz na wyspie Bute w Szkocji

Post autor: Artur Rogóż » 17 cze 2010, 04:04

Dzięki za artykuł. Chodzi o to, że mieszkam na Bute od 6 lat i z moich "badań" wynika, że mógłbym podważyć część tez z artykułu:
Oto artykuł, który ukazał się na poniższy temat we WPROST nr 12/2008 (1317)

Naczelny wódz i premier okazał się małostkowy, pamiętliwy i nienawistny wobec wszystkiego, co wiązało się z formacją piłsudczyków
Przed około stu laty na tej wyspie żyło 33 tys. osób. W roku 1940 już niewiele ponad 16 tys. Dzisiaj z trudem można się doliczyć 7 tys. mieszkańców. Z modnego, a za panowania królowej Wiktorii wręcz snobistycznego szkockiego kurortu z solankowymi kąpielami pozostała jedynie prowincjonalna dziura. Miejscowi mówią, że to wina Polaków.
Podobno z wyspy wyganiają ludzi polskie lamenty, płacz i złorzeczenia, które pobrzmiewają w każdym gwałtowniejszym podmuchu wiatru. A że wiatr wieje tu zawsze, to i owo polskie przekleństwo, zdaje się, będzie trwać wiecznie.

Polski obóz koncentracyjny
Polski epizod w historii wyspy Bute, który do dzisiaj budzi grozę wśród miejscowych, w naszej historii został starannie ukryty. Niewielu słyszało o Wyspie Wężów i polskich obozach karnych dla niewygodnych Polaków w latach drugiej wojny światowej. Formalnie były to obozy izolacyjne Rothesay i Tighnabruaich usytuowane na wyspie Bute, położonej niedaleko Glasgow. Ich pomysłodawcą i właściwym twórcą był polski premier i naczelny wódz, generał Władysław Sikorski. „Nie ma sądownictwa polskiego i ci, którzy robią intrygi, znajdą się w obozie koncentracyjnym" – powiedział, co zostało zapisane w protokole obrad Rady Narodowej w Londynie 18 lipca 1940 r. Pół roku wcześniej podobny obóz dla niechcianych, podejrzanych polskich oficerów urządzono w Cerizay, we Francji. O ile jednak w obozie francuskim przebywało ledwie kilkudziesięciu ludzi, o tyle przez obozy brytyjskie przewinęły się setki, a nawet tysiące polskich oficerów.
Gdy Sikorski we wrześniu 1939 r. zwrócił się do Francuzów z prośbą o wydzierżawienie w Paryżu więzienia dla oficerów i polityków winnych klęski wrześniowej, rząd francuski odmówił. Był również przeciwny działalności komisji poszukujących winnych klęski wrześniowej. Francuzi uznali, że na te działania przyjdzie czas po wojnie. Sikorski uważał inaczej. Do francuskich więzień, bez wyroku, trafiali ludzie osądzeni przez naczelnego wodza. Tak znalazł się za kratkami szef sztabu armii wrześniowej gen. Wacław Stachiewicz. Tak ściągnięto z Węgier i aresztowano generała Stefana Dąb-Biernackiego. Tak do obozu w Cerizay trafiło 69 legionowych oficerów z inspektorem lotnictwa gen. Ludomiłem Rayskim, prezesem Ligi Morskiej i Kolonialnej gen. Stanisławem Kwaśniewskim czy emerytowanym generałem Mikołajem Osikowskim. Wszyscy, którzy w II Rzeczypospolitej pełnili jakąkolwiek funkcję i sprawowali choćby najmniej ważny urząd, mieli pozostawać pod kontrolą rządu, z dala od armii.
Choroba Sikorskiego
Generał Sikorski cierpiał na znaną w historii „chorobę utraconej władzy". On, niegdyś premier polskiego rządu, minister spraw wojskowych, w 1928 r. został odsunięty od armii, w dyspozycji Ministerstwa Spraw Wojskowych. Gdy stanął na czele rządu na uchodźstwie, po prostu się mścił. Tak teraz on usuwał z wojska każdego, kto wydawał mu się podejrzany. Okazywał się małostkowy, pamiętliwy i nienawistny wobec wszystkiego, co wiązało się z piłsudczykami. Karierę w wojsku zaczęli robić donosiciele i agenci. „Melduję, że wyraźne oznaki agitacji pojawiły się już na statku »Clan Ferguson«, kiedy płk Ścieżyński, ppłk Pęczkowski i wielu innych oficerów rozpoczęło publiczną krytykę rządu i naczelnego wodza w związku z zarządzeniami odnoszącymi się do ewakuacji wojska. Można było zaobserwować, że rozmaici oficerowie, a w szczególności mjr Czajkowski, kpt. Meinhardt, Czechowicz i Kurzewski prowadzili codziennie wieczorem rozmowę, a następnego dnia rano kursowały na statku plotki, że rząd polski podał się do dymisji".
Każdy podobny donos agenta wywoływał przekonanie, że należy odseparować oficerów wrogo usposobionych do naczelnego wodza, a także oficerów, którzy skompromitowali się we Francji, „i których opinia oficerska wskazuje, jako na całkowitych niedołęgów". Tymczasem w powszechnej opinii wojska, we Francji skompromitowało się dowództwo i naczelny wódz. 85-tysięczna, z najwyższym trudem odtworzona polska armia została zatracona. Do Wielkiej Brytanii zdołało się ewakuować ledwie 16 tys. niedobitków. Ani Sikorski, ani jego generałowie nie dostrzegali, jakim szokiem była dla polskiego żołnierza druga klęska poniesiona w krótkim czasie. „Ta armia jest chora – pisał Zygmunt Nowakowski – i to bardzo ciężko chora na duszy". W raportach brytyjskich zwracano uwagę, że „Polacy rozpijają się w nieprawdopodobny sposób i dostrzec można wrogość wojska wobec oficerów”.

Wszyscy marnują czas
Dla oficerów, którzy przeżyli podwójną klęskę, na maleńkiej wyspie Bute na rozkaz Sikorskiego przygotowano dwa obozy izolacyjne. Minister Stanisław Kot uważał, że należy je otoczyć drutem kolczastym, ale okazało się to niepotrzebne, bo z wyspy nie sposób było uciec. Tym bardziej że mieszkańcy wyspy zostali powiadomieni przez dowództwo obozu, iż przysłani tu polscy oficerowie zostali skazani za malwersacje finansowe, zboczenia i ekscesy seksualne, sprzyjanie Niemcom, tchórzostwo i unikanie walki, za intrygi, pijaństwo i pospolite przestępstwa. Kiedy więc polscy oficerowie pojawiali się w Rothesay, spotykały ich ze strony autochtonów gesty wrogości. Nikt ze skazanych na Bute nigdy nie stanął przed sądem i nie otrzymał wyroku. Po prostu przysyłano tu ludzi niewygodnych.

Cała korespondencja z Wyspy Wężów podlegała cenzurze. Pisać można było jedynie o pogodzie i dobrym zdrowiu. A jednak udało się dotrzeć do kilku świadectw rzucających nieco światła na prawdziwy charakter obozu. Jedna z relacji głosi: „Na ogół położenie nasze jest nadzwyczaj nieprzyjemne. Wyspa jest traktowana jako obóz karny. Wysyłają tu nałogowych alkoholików, pederastów, jest nawet były właściciel domu publicznego, ozonowców lub podejrzanych o sprzyjanie poprzedniemu rządowi. Dzięki temu doborowi ludzi nastroje są fatalne, pijaństwo panuje na całej linii, zupełny zanik morale, nienawiść względem władzy, rozdrażnienie w najwyższym stopniu". Albo taki głos: „Wszyscy marnują niepotrzebnie czas; nikt nie wykazuje najmniejszego zainteresowania, każdy bowiem uważa się za wyrzuconego poza nawias życia wojskowego i pracy dla sprawy polskiej".
Kilka dokumentów dotyczących obozów na wyspie Bute jest podpisanych przez polskich oficerów: „Znajduję się w tutejszym obozie tylko z powodu postawionych mi zarzutów związanych z ewakuacją z Francji. Oczekuję na załatwienie mojej sprawy osiem miesięcy. Ustawiczne wyczekiwanie wyczerpało mnie nerwowo i fatalnie odbija się na moim zdrowiu. Kampanię wrześniową w Polsce – pisał rotmistrz Marcisz – odbyłem z wyróżnieniem, a we Francji pracowałem z całym oddaniem. Ojca mego aresztowano w Wilnie i wywieziono w głąb Rosji, a w lutym 1940 r. resztę mojej rodziny, w tym jedynego 5-letniego syna Jerzego. Przydzielenie mnie do tutejszego obozu jest w najwyższym stopniu krzywdzące".
Porucznik rezerwy kawalerii Stanisław Dergiman zapisał w meldunku do naczelnego wodza: „Od roku jestem stale poniżany i krzywdzony. Mimo usilnych starań z mej strony, aby dowiedzieć się o stawiane mi zarzuty, nikt dotychczas nie tylko, że mi ich nie skonkretyzował, ale nawet nie przesłuchano mnie". Kapitan Sergiusz Niedzielski stwierdzał: „Mam 46 lat, jestem żonaty i mam dwoje małoletnich dzieci. Oświadczono mi, że jestem przysłany tutaj dlatego, że ciąży na mnie zarzut pijaństwa, karciarstwa i erotomanii. Oświadczam, że w ogóle nie piję alkoholu, w karty grać nie umiem, a co się tyczy zarzutu erotomanii, to oświadczam, że zboczenia takiego nie mam, a przypisywany mi zarzut polega widocznie na anonimowym doniesieniu, złośliwym i bezpodstawnym".

Znikające groby
Badacze ustalili, że przez polskie obozy na Bute przewinęło się ponad 1500 oficerów. Nie udało się ustalić, ilu z nich odebrało sobie życie. Szacunki dotyczą kilkudziesięciu, może stu samobójstw. Ludzie nie potrafili żyć w obliczu hańbiących oskarżeń, nie potrafili się pogodzić z pogardą i ustawicznym poniżeniem. Oficerowie tracili męstwo i odwagę oraz wiarę w sens dalszego życia i walki. Szczególną podłością tej historii jest to, że nawet po 70 latach nie sposób ustalić nazwisk ofiar, a tym samym oddać honoru, który niegdyś podano w wątpliwość. Na cmentarzach wyspy Bute nie ma żadnych polskich grobów. Zaorano nad nimi ziemię. Nikt o nie nie dbał, nikt za nie nie płacił, nikt nad nimi nie płakał. W 1942 r. któryś z posłów Partii Pracy złożył w brytyjskim parlamencie interpelację w sprawie polskich obozów na Wyspie Wężów. W jej wyniku zdecydowano zlikwidować haniebne obozy i haniebne praktyki. Jak jednak zdają się świadczyć dokumenty, jeszcze w kwietniu 1943 r. szef wydziału personalnego MON, ppłk Miller, zgłaszał w tej sprawie wątpliwości, uważając, że przeniesienie oficerów z Rothesay do Glasgow spowoduje, iż „siłą rzeczy oficerowi ci w Glasgow (milionowe miasto) wyjdą spod władzy i wpływu komendanta obozów". Trzeba więc przyjąć, że te polskie obozy koncentracyjne w istocie zakończyły działalność wraz z gibraltarską śmiercią swego twórcy i głównego ideologa, generała Władysława Sikorskiego.

Naczelny wódz i premier okazał się małostkowy, pamiętliwy i nienawistny wobec wszystkiego, co wiązało się z formacją piłsudczyków

Awatar użytkownika
ziomeka
Posty: 462
Rejestracja: 01 cze 2010, 03:37

Re: Obóz na wyspie Bute w Szkocji

Post autor: ziomeka » 22 cze 2010, 05:02

Cosik znalazłem więcej:
Nie mogli walczyć o Polskę, bo nie spełniali kryteriów „moralnych” lub „politycznych” – czyli: byli oponentami gen. Władysława Sikorskiego. Tylko przez Wyspę Wężów przeszło 1500 polskich oficerów.
Ci, którzy robią intrygi, znajdą się w obozie koncentracyjnym” – tak gen. Sikorski ostrzegł w lipcu 1940 r. politycznych przeciwników emigracyjnego rządu. – Oczywiście myślał o obozie odosobnienia na wzór tych z wojny burskiej, a nie o Auschwitz. Ale wypowiedź wypadła fatalnie – komentuje słowa Naczelnego Wodza prof. Mirosław Dymarski z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Czy był to tylko językowy lapsus generała? Jak wyglądały „obozy Sikorskiego”?

Sereza-Bereza i Wyspa Wężów

Preludium miało miejsce we Francji, późną jesienią 1939 r. Po kampanii wrześniowej emigracyjne władze Polski szukały winnych porażki. Dla ludzi Sikorskiego jasne było, że sanacyjnych polityków i wojskowych należy rozliczyć i trzymać z dala od rządów.

Dlatego utworzono ośrodek odosobnienia dla kilkudziesięciu „nieprawomyślnych” – we francuskim Cerizay. Zesłano ich tam bez wyroków sądowych. Warunki mieli jednak niezłe. Dostawali część uposażenia, mieszkali w hotelach i pensjonatach, nie mogli tylko opuszczać miasteczka. Ale i tak przeciwnicy Sikorskiego spolszczali Cerizay jako „Sereza”, nawiązując do Berezy Kartuskiej, w której sanacyjne władze gnębiły działaczy opozycji.

Po klęsce Francji polski rząd ewakuował się do Anglii. A za nim politycznie „podejrzani” z Cerizay. Najpierw umieszczono ich na stadionie Glasgow Rangers, potem w Douglas i Broughton. Znaleźli się tam wraz z oficerami bez przydziału z przyczyn czysto wojskowych – to był kolejny problem na głowie Sikorskiego, że w polskiej armii w Anglii stosunek oficerów do szeregowych wynosił wówczas 1:2,8. Nadmiar kadry oficerskiej sięgał aż 2500 osób.

Wśród bezczynnego wojska szerzyły się nałogi. Sikorski wydawał kolejne tajne rozkazy, w których winnym pijaństwa groził sądem wojennym. W końcu nałogowcy dołączyli do grona żołnierzy politycznie niewygodnych i tych z wojskowego punktu widzenia zbędnych. Wszyscy oni (plus oficerowie podejrzewani o skłonności homoseksualne i erotomanię) wylądowali 70 lat temu na szkockiej wyspie Bute, później zwanej „Wyspą Wężów”.

To tam, w miasteczku Rothesay, tajnym rozkazem z 11 sierpnia 1940 r. gen. Marian Kukiel (jako Dowódca Obozów i Oddziałów WP w Szkocji) utworzył „zgrupowanie oficerów nieprzydzielonych”. Kto się w nim znalazł? Np. były przedwojenny premier Marian Zyndram-Kościałkowski, dowódca Armii „Prusy” gen. Stefan Dąb-Biernacki, wojewoda śląski i przewodniczący ZHP Michał Grażyński i inni. Przez Wyspę Wężów przeszło w sumie około 1500 oficerów, w tym 20 generałów.

Samobójcze strzały

Wyspa była znanym kąpieliskiem, 45 km od Glasgow. Pozornie warunki były pierwszorzędne. Oficerowie mieszkali na kwaterach i dostawali żołd (choć zmniejszony). Wartowników ani drutów kolczastych nie było. Mieli tylko zakaz opuszczania wyspy, kontrolowano też ich korespondencję.

Bezczynność i poczucie krzywdy tworzyły toksyczną atmosferę. „Polityczni” nie pojmowali, dlaczego są osadzeni z „patologią”. Stefan Mękarski pisał w dzienniku: „Wegetujemy, wspaniale przeżywamy w luksusie najstraszliwszą wojnę w dziejach”. Rothesay nazwał „trupiarnią, z której ostatnio jednego oficera na tydzień wysyłają do szpitala wariatów”. Było też kilka samobójstw. Nie tylko wśród zesłanych, ale i tych, którzy dopiero mieli tam trafić.

Miejscowi Szkoci nie mogli zrozumieć, dlaczego Polacy grają w brydża, gdy ich koledzy z jednostek frontowych i żołnierze brytyjscy giną na wojnie. Władysław Dec w książce „Narwik i Falaise” wspomina: „– Czy wy jesteście podejrzani? – zapytała mnie pewna Szkotka z Glasgow, usiadłszy przy moim stoliku w kawiarni. – Mój ojciec mówił, że w Rothesay osadzeni są Polacy, którzy w Polsce... współpracowali z Niemcami”.
Wyspa Bute nie była Berezą pod względem metod, ale i ona miała być kneblem dla opozycji wobec Sikorskiego. Przy okazji marnowała ludzki potencjał. – Haniebne, a bardziej może głupie było to, że wśród sanatorów nie starano się znaleźć ludzi gotowych do pracy państwowej i nieskompromitowanych swoją działalnością – uważa prof. Dymarski, autor książek i artykułów na temat tamtych wydarzeń.

– Wielu można było wykorzystać, np. gen. Stanisława Roupperta, wybitnego lekarza i naukowca. Niektórzy wręcz prosili, żeby ich gdziekolwiek skierować. Ale Sikorski był tak małostkowy, że im zabraniał – dodaje prof. Janusz Zuziak, dyrektor Instytutu Nauk Humanistycznych Akademii Obrony Narodowej.

„Gorsi niż Niemcy”

Od listopada 1940 r. „patologiczne” przypadki z Rothesay kierowano do podobnego podobozu w Tighuabruaich (Tignabruaich). Zdaniem prof. Zuziaka żołnierze trafiali tam nawet na podstawie fałszywych donosów, bez żadnego dochodzenia i wyroku. Osadzony porucznik wojsk pancernych Henryk Halicki skarżył się: „Niemcy postąpili ze mną szlachetniej niż tutaj rodacy, bo pozwolili zatrzymać broń ręczną, traktując mnie jak rycerza, natomiast tu postąpiono ze mną jak z paskarzem lub bandytą”. Sam p.o. komendanta tego obozu, płk Władysław Spałek, meldował swemu zwierzchnikowi – gen. Bronisławowi Jacynie-
-Jatelnickiemu, szefowi ośrodka w Rothesay – że „odnośnie niektórych oficerów przybyłych tu brak mi szczegółowej opinii i wyraźnie podanego rodzaju winy”.

Na dodatek znakiem rozpoznawczym polskich żołnierzy wśród Szkotów stało się to, co miało być zwalczane: pijaństwo, bezczynność i politykierstwo. Sytuacją zainteresowali się w końcu posłowie brytyjscy. Tak się składa, że w Rothesay mieszkała siostra posła Henry’ego Morrisona z Partii Pracy. Kiedy był u niej z wizytą, zainteresował się dziwnymi żołnierzami. Po interpelacji w parlamencie, w czerwcu 1942 r. polskie władze musiały zmienić politykę. Ośrodki w Rothesay i Tighuabruaich nie mogły już istnieć na „dzikich” zasadach.

Ale czy nawet w najgorszych czasach placówki te można było nazwać „obozami koncentracyjnymi”? Takich słów już nie politycy, a zwykli żołnierze używali w odniesieniu do innego miejsca z czasów Sikorskiego: wojskowego obozu karnego w Kingledoors (z czasem przeniesionego do Shinafoot i Abernethy).

Za drutami

Przyjaciel Sikorskiego, minister Stanisław Kot – wsławiony usuwaniem z wojska „figur sanacyjnych” i „osób o nienależytym poziomie moralnym” – nie wykluczył stosowania w miejscach odosobnienia drutów kolczastych. I właśnie one otaczały wspomniany obóz karny. Kiedyś trafił do niego z prelekcją oficer prasowy Stanisław Strumph-Wojtkiewicz. W książce „Wbrew rozkazowi” pisał, że pod Auchterarder (tam leży Shinafoot) widział obóz z drutami, strażnicami i „całym arsenałem obozowych udręczeń”. Wspomniał o biciu i głodzeniu skazanych, powołując się na relacje okolicznych farmerów.

W podobnym tonie wypowiada się wojskowy chirurg Adam Majewski we wspomnieniach „Wojna, ludzie, medycyna”. Pewnego dnia przyprowadzono do niego na operację wyrostka sponiewieranego więźnia. Majewski pisał: „Chłopak dosłownie się trząsł, ilekroć któryś z żandarmów zbliżał się do niego, rzucał przy tym na nas spojrzenia dzikiego zwierzęcia. Żołnierze od dawna coś przebąkiwali o jakimś polskim obozie koncentracyjnym na terenie Szkocji, ale nie wierzyłem w to. (...) Prawdy zacząłem się dowiadywać, gdy podano żołnierzowi narkozę i zaczął gadać. Wołał: – Nie bijcie mnie, nie wyłamujcie mi rąk”.
Kilka dni po operacji chirurg poznał resztę szczegółów. Młody podchorąży zadarł ze swym dowódcą i wylądował w obozie. Majewski pisze: „Było tam wszystko, jak w Berezie Kartuskiej: i druty kolczaste, i baraki, i »żabka«, i wybijanie zębów, i dozorcy sadyści, i komendant obozu, w którego kancelarii nasz więzień często szorował podłogę i bywał przy tym bity i kopany. Żandarmi byli specjalnie dobrani. Ludność szkocka wielokrotnie podchodziła do drutów, jednak kontaktu z więźniami nie nawiązała, bo straż przeszkadzała. Poza tym Szkotom wytłumaczono, żeby się nie zbliżali, bo tu siedzą szpiedzy i dywersanci niemieccy”.

Afera w „Kulturze”

Kolejne szczegóły pojawiły się po wojnie, gdy do sprawy obozu w Kingledoors (Shinafoot) wrócono w latach 1953-54 na łamach paryskiej „Kultury”. W artykule „Rubens miał filię w Szkocji” były podoficer Maciej Feldhuzen pisał: „Na czele obozu dyscyplinarnego w Shinafoot stanął kapitan Korkiewicz. Alkoholik, psychopata, sadysta, który własnoręcznie maltretował więźniów. Zakładano im od tyłu kajdanki na ręce i wieszano na poprzeczce u sufitu, a pan kapitan Korkiewicz sam wiszących dusił za gardło, bił po twarzach i kopał w brzuch. Działo się to w roku Pańskim 1941, a więc Lagerführer Korkiewicz nie był odosobniony w biciu skutych i bezbronnych żołnierzy polskich, bo robiło to samo, równolegle z nim, w tym samym dniu i o tej samej godzinie, wielu innych jego kolegów, Lagerführerów na terenie Polski i Niemiec”.

Z kolei biskup polowy WP Józef Gawlina napisał w liście do redakcji o „najgorszym wypadku”, czyli „zastrzeleniu niewinnego strzelca Edwarda Jakubowskiego”. Stało się to 29 października 1940 r. Osadzony w obozie dr A. Skowronek przypominał, że zabił go wartownik w „areszcie spoza zasieków podwójnych z drutów kolczastych”. Za co? „Pod silną prowokacją znanej w wojsku obelgi o »matce«” – jak oględnie wyjaśnił w liście.

W istocie, jeszcze podczas wojny środowiska oburzone warunkami w obozie zebrały zeznania więźniów i przekazały je gen. Kukielowi. Ten przystąpił do akcji. Kilku winnych nadużyć ukarano. Sam obóz – w związku z kolejnymi skargami – rozwiązano. Jednak z powojennego listu Kukiela do redakcji „Kultury” wynika, że poszkodowani więźniowie nie mogli się czuć usatysfakcjonowani. Generał pisze mianowicie, że wartownik Marian Przybylski, który zastrzelił Jakubowskiego, „po dochodzeniu sądowym został zwolniony od odpowiedzialności. Dochodzenie ustaliło, że użył broni w wykonaniu obowiązku służbowego”.

W 1942 r. sąd polowy uniewinnił też niesławnego komendanta obozu kpt. Korkiewicza (co podkreślał w „Kulturze” jego syn).

Zapomniana nienawiść

Czy Shinafoot to czarna plama w biografii Sikorskiego? Historycy sugerują rozwagę. W końcu każda armia potrzebuje jednostki dyscyplinarnej. – Był to obóz karny, głównie dla ludzi niezdyscyplinowanych, delikatnie mówiąc. Problemem byli ludzie i ich zachowania na obczyźnie, gdzie nie dało się pewnych karnych spraw rozwiązać jak w normalnym kraju – mówi prof. Dymarski. – Trzeba pamiętać, że Polacy nie mogli sprawować własnej pełnej jurysdykcji na terytorium Wielkiej Brytanii. Pewne sprawy były wstydliwe: pijaństwo, szerzenie się chorób wenerycznych. Sikorski groził, że taka choroba jest równoznaczna z dezercją. Były też kradzieże. A że byli psychopaci... Takie zjawiska w wojsku nie są czymś nadzwyczajnym. Jeden z dowódców wsławił się tam tym, że prowadził codziennie kilkugodzinne szkolenie z salutowania.

Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Re: Obóz na wyspie Bute w Szkocji

Post autor: Warka » 25 paź 2010, 20:11

Znajdę chwilkę to poszperam trochę po necie, aby znaleźć coś do tego tematu.
A jak tam idzie opracowanie?

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Obóz na wyspie Bute w Szkocji

Post autor: Artur Rogóż » 15 lis 2010, 17:39

Wypracowanie idzie ciężko - brak czasu. Powoli zbieram materiały - dostałem również pamiątki po Polakach z tej wyspy w tym okresie oraz relacje na piśmie jednej mieszkanki, która znała wielu polskich oficerów przebywających w Rothesay.

Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Re: Obóz na wyspie Bute w Szkocji

Post autor: Warka » 22 lis 2010, 00:17

Tutaj pomocny cytat:
błąd, a nawet zbrodnia antypolska, to utworzenie przez gen. Sikorskiego, przy czynnym udziale awansowanego do stopnia generała Izydora Modelskiego, we Francji, miejscowości Cerizay w tajemnicy przed rządem francuskim, obozu dla polskich oficerów i polityków, których uznano za potencjalnych wrogów. Oczywiście zadbano o rozpuszczenie oszczerstw, że w obozie przetrzymuje się malwersantów, alkoholików i homoseksualistów. Osadzono w nim około 300 osób. Znalazł się w nim były dowódca polskiego lotnictwa gen. Ludomił Rayski, gen. Stanisław Rouppert – szef wojskowej służby zdrowia, płk Władysław Ryszanek – konsul w Hamburgu, a nawet prezes Związku Dziennikarzy Polskich – płk Mieczysław Wyżeł-Ścieżyński.Ci, którzy cudem dotarli do Anglii, zostali wyłapani i osadzeni w nowym obozie koncentracyjnym, na dalekiej północy Szkocji, na wyspie Bute, w Rothesay i obozach przejściowych w Douglas i Broughton. Oficerowie byli więzieni tu bez wyroków sądowych. W sumie około 1.500 osób, w tym 20 generałów. Osadzono tu m. in. nawet przedwojennego wojewodę śląskiego, legendarnego Michała Grażyńskiego oraz byłego premiera, gen. Zyndrama-Kościałkowskiego. Wskutek fatalnych warunków bytowych zmarło około 100 więźniów, a więc kilkukrotnie więcej niż w sławionej Berezie Kartuskiej. Obóz w Rothesey został zlikwidowany na żądanie Anglików.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Obóz na wyspie Bute w Szkocji

Post autor: Artur Rogóż » 22 lis 2010, 05:11

Poszukuję danych o osobach:
Kpt. L. Raczkowski
Ppłk. W. Ryszanek
Mjr M.Paluch
St. Sierż. J.W. Wermiński
Ppłk. S.B. Hegner
Mjr A. Stebłowski
Kpt. S. Bylczyński
Por. J. Z. Stadnikiewicz
Dzięki za informacje.

Awatar użytkownika
stach
Posty: 518
Rejestracja: 19 cze 2010, 03:48

Re: Obóz na wyspie Bute w Szkocji

Post autor: stach » 22 lis 2010, 07:31

Bylczynski, Stanislaw
Obrazek Rothesay Cemetery - Bylczynski, Stanislaw

Cemetery: Rothesay Cemetery

Country: Scotland

Area: Buteshire

Rank: Airman

Official Number:

Unit: Polish Air Force

Force: Air Force

Nationality: Polish

Details:
21/02/41 Service Plot Section L Grave 1805.

Awatar użytkownika
Artur Rogóż
Administrator
Posty: 4711
Rejestracja: 24 maja 2010, 04:01
Kontakt:

Re: Obóz na wyspie Bute w Szkocji

Post autor: Artur Rogóż » 09 kwie 2012, 06:24

Jest pewna nieścisłość. Otóż w opracowaniach spotkałem się, że obóz założony został w Tighnabruaih. Tylko, że ani las ani miejscowość o tej nazwie nie znajdują się bezpośrednio na wyspie Bute. Miejscowość i las są po drugiej stronie brzegu na stałym lądzie. Więc nie wiem, gdzie tu jest błąd czy rzekomy obóz był poza wyspą, ale na wyspie podczas IIWŚ było wielu Polaków.
Mam całkiem inne informacje od mieszkańców wyspy tzn., że Polakom żyło się tutaj dobrze.

ODPOWIEDZ

Wróć do „II Wojna Światowa ogólnie”