"Za drutami śmierci" - fakty z obozu w Górach Sowich

1 września 1939 roku Niemcy haniebnie zaatakowali Polskę. Polacy stanęli do nierównej, heroicznej walki o stawkę większą niż życie - niepodległość. Z "pomocą" Polsce przyszły zachodnie mocarstwa. Efekty tej pomocy odczuwamy do dziś.
Awatar użytkownika
stach
Posty: 518
Rejestracja: 19 cze 2010, 03:48

"Za drutami śmierci" - fakty z obozu w Górach Sowich

Post autor: stach » 31 mar 2013, 04:02

Kilka dni po wyzwoleniu przez armię radziecką obozów w Górach Sowich, Abraham Kajzer na pożyczonym rowerze objechał miejsca w których ukrywał kartki z zapiskami swoich przeżyć. Zapiski na papierze z worków po cemencie Kajzer chował pod deskami obozowych latryn. Były to jedyne względnie bezpieczne miejsca na pisanie tego smutnego dziennika.

W 1947 z polecenia Jana Brzechwy z notatkami udał się do Adama Ostoi ze Związku Literatów Polskich i razem przez rok opracowywali wersję do publikacji. Z różnych przyczyn pierwsze wydanie ukazało się dopiero w 1962 roku, autor od 1949 mieszkał już w Izraelu. Dziennik zaczyna się w 1944 roku, w momencie kiedy likwidowano Łódzkie getto. Większość mieszkańców przetransportowano do Auschwitz. Nadających się do pracy umieszczono w obozie, resztę skierowano do komór gazowych. W Oświęcimiu zgładzono żonę i syna autora, o czym dowiedział się dopiero w AL Riese. Z Oświęcimia trafił w Góry Sowie. W bydlęcych wagonach dwa tysiące więźniów przewieziono do Wustegiersdorf (teraz Głuszyca Górna) skąd pieszo dotarli do obozu Kaltwasser (teraz Zimna Woda).

Za drutami śmierci.
Przydzielony do komanda budowniczych naziemnych instalacji przeszedł przez prawie wszystkie obozy w rejonie budowy kompleksu Riese. Dowiadujemy się jak wyglądały prace przy budowie tego tajnego projektu zamkniętego przez SS. Wycięczony pracą ponad siły trafił do szpitala w Tannhausen (dziś Jedlinka) gdzie zaznaje chwile spokoju. Ten pobyt tak wspomina: "Wczoraj pod wieczór przybyliśmy tutaj na rewir. Składa się on z czterech murowanych, parterowych budynków. Budowlę tę dopiero wykończono. Pokoje sa jasne, z pryczami. W każdej izbie jest piec. Mamy nowe, białe prześcieradła ze stemplem "O.T." i nowe koce. Wczoraj byliśmy w kąpieli. Otrzymaliśmy świeża bieliznę i świeże pasiaki. Odwszono nas. Jest tutaj nadzwyczaj czysto i wszy już nas nie gryzą. Gdyby nie to, że wacha znajduje się na korytarzu i poza kolczastymi drutami, nie odczuwałbym wcale, że jestem więźniem. "
W szpitalu zostaje pobity do nieprzytomności przez Unterscharfuhrera. Morderczy wysiłek, wypadki, zimno, głód i choroby zabierały setki żyć dziennie. Kajzera przy życiu trzymała myśl o rodzinie, wiedział że musi przeżyć dla syna, pisał ten dziennik żeby później pokazać światu jak “Wielkie Niemcy“ budowały potęgę. Nadzieję stracił po informacji o losie żony i syna zagazowanych w Oświęcimiu. Tylko śmierć wydawała się wyzwoleniem z piekła. Wiosną 1945 roku Kajzer na granicy życia trafia na rewir w Dornhau (wieś Kolce, budynek szpitala stoi do dziś). Obozy w Górach Sowich zostają ewakuowane, z oddali słychać echa dział. Niemcy demontują i zabierają wyposażenie kompleksu Riese, wysadzają podziemne tunele.



Dziennik Kajzera to pełen żalu i goryczy opis walki człowieka o przetrwanie. Czasów gdzie kawałek chleba miał większą wartość niż życie. Strach niosły myśli o biciu, a niemieccy strażnicy bili do śmierci. Równie okrutni byli lekarze oprawcy bez sumienia i kapo funkcyjni współwięzniowiowie. Ból i głód niemal czuć czytając książkę. Ale jest w tej historii odrobina pocieszenia bo po ucieczce z rewiru prawie nieprzytomny Kajzer znajduje schronienie w piwnicy domu miejscowej Niemki. Tuż po wyzwoleniu przez armię radziecką zauważa: “ Sowieckie wojsko dostarczyło lekarstw, i ci sami lekarze, którzy kilka dni temu zjadali przydział dla chorych i kwalifikowali słabszych do pieców, obecnie wykazywali maksimum starań i z zaaferowanymi minami konferowali z oficerami sowieckimi, jak polepszyć byt i zdrowie drogocennych pacjentów.” Kilka dni później Abraham Kajzer na pożyczonym rowerze objechał miejsca w których przebywał jako więzień i zebrał ukryte zapiski.

“Za drutami śmierci” to źródło wiedzy o dziesiątkach małych obozów zagłady w Górach Sowich, krótki zarys mało znanej historii tego tajemniczego rejonu. Fakty które mają potwierdzenie w krajobrazie, pozostałości budowli nieznanego przeznaczenia, tysiące skamieniałych worków cementu i masowe groby na zboczu Światowida i szpital w Dornhau dziś dobrze zachowany budynek funkcjonującej do niedawna tkalni.



"Za drutami śmierci" Abraham Kajzer. Muzeum Gross-Rosen Wałbrzych 2008.

ODPOWIEDZ

Wróć do „II Wojna Światowa ogólnie”