Młodzież i subkultury w PRL

Polityka partii komunistycznej wiązała się z przeświadczeniem o potrzebie dynamicznej industrializacji kraju. To zaś nieuchronnie prowadziło do przemian społecznych, wywyższenia osób pracujących fizycznie, zmian w samej mentalności ludzkiej. System ten jednak obarczony był wadą, szybko okazało się, że prowadzi do częstych kryzysów i sprzeciwu społecznego.
Awatar użytkownika
naiwniak
Posty: 97
Rejestracja: 04 gru 2010, 17:47

Re: Młodzież i subkultury w PRL

Post autor: naiwniak » 17 mar 2011, 05:47

Przede wszystkim PRL stworzyl jedyna oryginalnie "polska" subkulture,mianowicie gitowcow.Fakt,ze kryminogenna i patologiczna ,ale zjawisko spoleczne ktore do subkultury bez najmniejszej watpliwosci nalezy zaliczyc.Mieli wlasna mode,slang,ba nawet osobliwy kodeks honorowy.
W latach 70-tych hipisi sie pojawili na wieksza skale,a ze z muzyka,trawka a nawet dzinsami bylo kiepsko (o pacyfistycznych manifestacjach nawet nie wspominajac),wiec cale to towarzystwo koncentrowalo sie glownie na unikaniu blizszej znajomosci z MON i konsumpcji wszelkiej masci kompotow.Ten drugi aspekt dzialalnosci zreszta szybko spychal ich na ewidentny margines spoleczny zwany pospolicie rynsztokiem.Tutaj mogl rozwinac skrzydla znany dzialacz spoleczny Marek Kotanski,ktory ofiarami subkulturowych skutkow ubocznych sie pozniej zajmowal.
Punk szeroka fala wszedl w latach 80-tych.Nie tylko on zreszta bo i wielbiciele metalu sie masowo pojawili oraz skinheadzi.Do tego wszelkiej masci rastafarianie itp.Powialo wielkim swiatem :rolleyes:
Tutaj warto sie zastanowic jaki udzial mialy w tym wladze.Niby milicja na ulicy potrafila za taki czy inny nieprawomyslny w mysl socjalistycznych wzorcow wyglad pobic i obrabowac,ale odgorne wytyczne na tego typu swawole zdecydowanie zezwalaly.
Plyty sie ukazywaly,po piwnicach a nawet w Osiedlowych Domach Kultury brzdakal na gitarach kto tylko mial ochote.Jarocin byl pozycja obowiazkowa w letnich wyjazdach,a koncerty i to niejednokrotnie bardzo ciekawe byly jak najbardziej powszechne.Jako mlody milosnik metalu wlasnie w polowie lat 8o-tych moglem ogladac Metalice,Iron Maiden.Slayer,Deep Purple itd.Ba jako,ze i bluesem sie nie brzydzilem zaliczylem swego czasu nawet koncert BB Kinga.Jednym slowem muzyczne delicje pierwszej klasy byly jak najbardziej dostepne.
Subkulture propagowalo paradoksalnie ZHP radiem i np.takim tygodnikiem "Na Przelaj".Przy tym ewidentnie lewicowa tendencja to byla + ekologia i wszelkiej masci zachwyty nad szwedzkim modelem edukacyjnym i ubolewaniem nad losem pederastow.Tylko na temat ZHP tam nic znalezc nie mozna bylo,ale w szalenstwie byla chyba metoda.Chodzilo ,aby mlodych troszke odciagnac od opozycyjnych fascynacji i zainteresowania polityka.Zazwyczaj materializm jest skuteczniejszy,ale jezeli sie reglamentuje mydlo i zapewnia zarobki rowne takim z Afryki Rownikowej to trudno o jakims materializmie mowic.Tak wiec z jednej strony organizowala nam wladza koncerty,a po nich wszelkiej masci MO bilo nas i kradlo nam pieniadze.Z perspektywy paranoja,ale wspomina sie fajnie.

Awatar użytkownika
MichałK
Posty: 117
Rejestracja: 27 gru 2010, 18:14

Re: Młodzież i subkultury w PRL

Post autor: MichałK » 17 mar 2011, 05:48

A juści siur , sam pamiętam swoje radosne metamorfozy , po pierwsze :unsure: skin - krótkie włosy ok , ale skąd wziąsc Martensy ? ale znalazłem używane glany :thumbup: szelki na zewnątrz , skóra i bić murzynów tylko skąd ich cholera znaleźć, choć jednego , żeby tak choć kilku mieszkało w sąsiedztwie ( odwieczny dylemat rasisty z PRL jak bić kolorowych , gdy w około sami biali , sami Polacy :angry: , cholerna monokultura ) .
I tak z przyczyn obiektywnych , zostałem punkiem , miałem Irokeza , te same glany i ta sama skóra , tylko celtika zastąpiła anarcha , no ale muzzza była lepsza Dezerter , KSU , i nie musiałem szukać kolorowych do bicia , teraz walczyliśmy z skinami ( a ci byli w sąsiedztwie :thumbup: )
w Trzeciej klasie LO poznałem pierwsza poważną miłość mojego życia ( jedna z wielu )musiałem zmienić nawyki higieniczne ( zero cukru na włosy ) , zaczelem słuchać Depeche Mode , tylko jasnoniebieskie jansy , czarne koszule , dobre wody kolońskie ( to tez subkultura ).
A na studiach subkultura akademicka ( dosłownie akademik na Zmenhoffa 10 a w WaWie) czyli , zwykle rzeczy seks , alkohol , impezy , w przerwach sesje i kolokwia . :B):
przepraszam za osobiste wkręty w poście , można to uznać za reprezentatywna próbkę rocznika 1973 :lol:

Awatar użytkownika
naiwniak
Posty: 97
Rejestracja: 04 gru 2010, 17:47

Re: Młodzież i subkultury w PRL

Post autor: naiwniak » 17 mar 2011, 05:48

Oj nielatwo bylo wchodzic w jakies subkultury,nielatwo.Po pierwsze juz oryginalne dzinsy kosztowaly fortune.Z muzyka tez by byl niezly koszmar, gdyby nie calkowicie legalne piractwo.Przypominam,ze zarobki miesieczne siegaly jakies 30 $,a wiec zakup plyt oryginalnych dla zwyklego czlowieka to byl kosmos.Wychodzily prawdzie plyty licencyjne,nawet pozniej coraz lepiej wydawane.Taki np.Dead Kenedys powinienes pamietac,nawet wkladke mial w srodku jak oryginal :) ,ale generalnie bylo tego malo.I tu pomocna dlon wyciagalo do nas radio.Taki np.pan Gaszynski prezentowal plyte,podawal tytuly(a nawet uprzejmie je tlumaczyl)i czasy poszczegolnych utworow,a potem nastepowalo odtwarzanie.Pozniej kolejna strona i informacja kiedy,o ktorej i z jaka kolejna plyta sie zapoznamy.Dysponujac magnetofonem Kasprzak wszystko to mozna bylo sobie ladnie nagrac.
Jezeli Lancasterze o punk rocka chodzi to Ci sie pochwale,ze chyba w 1985 roku zaliczylem koncert UK Subs.No i wreszcie mielismy(i mamy) w Gdansku nasze wspaniale Po Prostu.Ze Szczepanem(i reszta) zreszta jako mieszkancy Gdanska-Wrzeszcza sie znalismy i nadal sporadycznie spotykamy.
Co do subkulturowych animozji to raczej jakos szczegolnych walk nie pamietam.Znalem(i znam nadal) wielu ludzi bedacych zarowno skinheadami jak punkami.Wszystko to byli bardzo ciekawi faceci z ktorymi sie do dzisiaj chetnie widuje przy kuflu dawne czasy wspominajac.Niby gdzies ktos sie pobil,a pozniej wszyscy sie w niedziele spotykali pod Sw.Brygida przepychajac z rozmaitymi funkcjonariuszami.I nie mialo wiekszego znaczenia,ze ten to lysy kibic,a tamten ma wlosy na cukier,bo i Waluszko z anarchistami sie tu regularnie zjawial.

Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Re: Młodzież i subkultury w PRL

Post autor: karateka » 17 mar 2011, 05:49

Ha , bo ty w Wielkim Mieście żyłeś nie na górniczo-hutniczym zadupiu :huh: , ale ja miale większy dostęp do tanich jansow z Burde , sorrki Bundesrepubliki , co do animozji owszem kultowo od czasu do czasu trzeba było się po osiedlu ( ach te blokowiska , wspomnienia ) przegonić bo tak podobno na zachodzie robią , ale bez większych szkód , co dziwne granice miedzy subkulturami były płynne sam bylem skinem , punkiem , depeszowcem .
O dziwo nigdy nie spotkałem się z narkotykami w ww subkulturach ( w LO ) , pierwszy raz marihuanę "zobaczyłem" w akademiku w Warszawie :blush:

Awatar użytkownika
MichałK
Posty: 117
Rejestracja: 27 gru 2010, 18:14

Re: Młodzież i subkultury w PRL

Post autor: MichałK » 17 mar 2011, 05:49

Bardzo ciekawa uwaga.Jak sie teraz zastanowie to poznalo sie sporo ludzi z rozmaitych srodowisk,a z biegiem lat niestety wielu z nich juz odeszlo.Przyczyny rozmaite:wypadki,marskosc watroby,a glownie rak.Nie pamietam jednak,aby ktos z moich znajomych zmarl z przedawkowania czy na AIDS.Inna sprawa,ze w kregach takie problemy majacych sie raczej nie obracalem.

Co do obowia to obowiazkowe byly glany rumunskiej produkcji.Ciezkie jak diabli,latem goraco,zima zimno,ale wizualnie trzymaly norme.Dymalem po miescie w tych koszmarnych buciorach z dumna mina,stopy sobie niszczac.Dopiero pod koniec lat 80-tych skutkiem wielkich finansowych poswiecen sprawilem sobie autentyczne martensy.Byl przy okazji maly szok cywilizacyjny.
Jak sobie przypomne to sie w glowe pukam,dzis sie czlowiek cieszy,ze moze beztrosko przez prawie polowe roku chodzic w japonkach :)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gospodarka, kultura i społeczeństwo”