Stosunek władz do mniejszości narodowych

Polityka partii komunistycznej wiązała się z przeświadczeniem o potrzebie dynamicznej industrializacji kraju. To zaś nieuchronnie prowadziło do przemian społecznych, wywyższenia osób pracujących fizycznie, zmian w samej mentalności ludzkiej. System ten jednak obarczony był wadą, szybko okazało się, że prowadzi do częstych kryzysów i sprzeciwu społecznego.
Awatar użytkownika
Kazik36
Posty: 344
Rejestracja: 22 lut 2011, 06:05

Stosunek władz do mniejszości narodowych

Post autor: Kazik36 » 02 kwie 2011, 03:02

Na pewno zachowanie władz odnośnie przedstawicieli mniejszości narodowych było różne w zależności od tego z jakiej mniejszości dana grupa ludzi wywodziła się.
Czym różniło się traktowanie przedstawicieli państw z bloku komunistycznego od mieszkańców państw demokratycznych?

Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Re: Stosunek władz do mniejszości narodowych

Post autor: Adambik » 02 kwie 2011, 03:03

sprawa dla wladz PRL-u byla prosta jak cep. Mając możliwość przesiedlenia, dokladniej wysiedlenia Niemców zrobiono to dość szybko i brutalnie do końcla lat 40 - tych, nie certoląc się zbytnio. Kolejne fale wyjazdowe nastąpily na przelomie lat 50-tych i 60-tych oraz pod koniec 70-tych... i dotyczyly gl. Ślązaków i Pomorzan, bo okazalo się że niemiecki Heimat jest bogatszy od polskiej ojczyzny [choć tak po prawdzie dla nich i jednym i drugim był Śląsk, czy nawet doklądniej konkretne miasteczko...].
Łemków i mieszkańców Bieszczad przesiedlono w zależności od tego pod kogo ich podciągnięto - Ukraińców "do siebie" czyli za wschodnią granicę, Łemków nad morze. Na ich miejsce przyjechali osiedleńcu z zachodu do PGR-ów utworzonych w tzw. międzyczasie.
Zydów w naszym krajy nie "antysemickim", których i tak niewiele zostalo po tych czy innych wyjazdach spowodowanych "traumą" powojenną pomagano zmusić do wyjazdu w '68 co się zresztą udalo.
Wedle opinii wladz najwyżzych byliśmy krajem w którym mniejszości stanowily znikomy procent, a te które zostaly to też byly Polakami.

Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Re: Stosunek władz do mniejszości narodowych

Post autor: karateka » 02 kwie 2011, 03:04

To jest odrobine bardziej zlozone. Czesc ludnosci - de facto niemieckiej - pozostawiono poniewaz byli
potrzebni fachowcy, sila robocza etc. Dotyczylo to szczegolnie pogranicznych rejonow Slaska, Pomorza, Mazur .
Wladze liczyly na to tez, te grupy sie uda w stosunkowo szybkim okresie czasu spolonizowac.

W powiecie mragowskim jeszcze w 1948 roku ok 16 000 osob - Mazurow - odmawialo przyjecia obywatelstwa polskiego, dopiero Mieczyslaw Moczar - owczesny wojewoda olsztynski "zrobil" z tych ludzi Polakow.
O ich wysiedleniu po 1947 r nie bylo mowy.

Chyba w 1950 roku dekretem przyznano wszystkim Niemcom zamieszkalym w Polsce obywatelstwo
polskie. Czesc chciala zreszta sama opuscic Polske juz wczesniej.

Pierwsza fala ruszyla z chwila uregulowania stosunkow z NRD na poczatku lat 50.
Po pazdziernikowej odwilzy ruszyla nastepna.
Potem lata 70 - te umowia miedzy Gierkiem i Schmidtem w Helsinkach,
no i poczatek i koniec lat 80 tych. Gdzies mam dolkade liczby.

Nie da sie zaprzeczyc, ze wyjazy do Niemiec mialy przyczyny ekonomiczne ale to byloby duzym uproszczeniem.
Do polowy lat 60 - tych ten motyw nie byl raczej decydujacym.

Pozniej to tez roznie wygladalo. Np. jak jedna z przyczyn ktore spowodowaly nagly wzrost emigracji
ludnosci ewangielickiej z Mazur na poczatku lat 80 - tych mialo byc rugowanie ewangielikow z
kosciolow przez ludnosc katolicka.....Na pewno nie tylko ale tez...

Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Re: Stosunek władz do mniejszości narodowych

Post autor: Adambik » 02 kwie 2011, 03:05

masz troszkę racji, z tym że aby móc wyemigrować nieco dalej niż do DDR-owskiego Heimatu, czyli bogatszej choć nieco bardziej szpiegującej wersji PRL-u, należalo uregulować stosunki z Niemcami Zachodnimi. Co do owych specjalistów, statystki w kopalniach dolnośląskich wskazują, że na początku lat 50 tych bylo ich jeszcze ponad 10% miejscami, choć zwyklymi górnikami byli już Polacy [choć pomijam fakt w jaki sposób uzyskali oni obywatelstwo].
Podejrzewam, że "spolszczenia" tutejszych bylo znacznie więcej, tym bardziej że w granice PRL-u wszedl caly rejon Gdańska i Śląska, gdzie z racji specyficznej historii ludzie bardziej czuli się związani, jak pisalem, z miastem czy gminą niż jakąś konkretną narodowością.
Ciekawymi "dokumentami" historii są cmentarze. Wiele razy bylem na bytomskim: niemieckie nazwiska pisane po polsku, polskie pisane po niemiecku, czy każde w swoim języku - to jest zagmatwana historia tych ziem. Proste recepty i prosta kuracja zadawana z Warszawy nie przyniosly zbyt wielu efektów poza masową emigracja tych którzy woleli rozbite Niemcy od calej PRL.

Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Re: Stosunek władz do mniejszości narodowych

Post autor: karateka » 02 kwie 2011, 03:05

Miedzy rokiem 1950 i 2002 Polske opuscilo w kierunku Niemiec prawie poltora miliona osob -
statystyki niemieckie podaja liczbe 1.444.847 ludzi.
Gro na pewno z powodow ekonomicznych - jeden z autorow opracowania o migracji powojennej
w Niemczech szacuje liczbe osob z tej grupy uwazajacych sie za Niemcow na 600 - 800 000 .

Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Re: Stosunek władz do mniejszości narodowych

Post autor: Adambik » 02 kwie 2011, 03:06

takie problemy byly związane z jedną sprawą - wladze we Warszawie twierdzily, że każdy kto mieszkal na miejscu i podpisal jakąkolwiek DVL-ke to Niemiec. Nie ważne czy musial czy chcial. To wyjaśnianie trwalo do początków lat 50-tych po wojnie, i mimo że, 4/5 z tych którzy mieli DVL-ke III i niższe otrzymywali bez problemy papiery mówiące, że to nie ich wina, ale zostalo.
Kolejnym problemem jest to, ze osoby z "Kresów" przyjeżdżaly w ich mniemaniu na tereny niczyje, poniemieckie, bez wlaściciela, a każda osoba która mówila twardszym polskim z obcymi dla nich slowami to Niemiec, bez różnicy autochton czy rzeczywisty Niemiec.
Do tego problem z różnicą w rozwoju technologicznym Kresowiaka czy mieszkańca Wileńskiego a osoby ze Szczecina czy Wroclawia. Do tej pory jadąc po bocznych drogach na Dolnym Śląsku można zobaczyć zruinowane domy, nie remontowane od czasów wojny, zakopane po osie przyczepy, wsie czy miasta bez wlaściciela. Osoby naplywowe do tej pory traktują to wszystko jako "tymczasowe" nie ważne że trwa to już 60 lat..

Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Re: Stosunek władz do mniejszości narodowych

Post autor: karateka » 02 kwie 2011, 03:07

Adambik pisze:takie problemy byly związane z jedną sprawą - wladze we Warszawie twierdzily, że każdy kto mieszkal na miejscu i podpisal jakąkolwiek DVL-ke to Niemiec. Nie ważne czy musial czy chcial. To wyjaśnianie trwalo do początków lat 50-tych po wojnie, i mimo że, 4/5 z tych którzy mieli DVL-ke III i niższe otrzymywali bez problemy papiery mówiące, że to nie ich wina, ale zostalo.

Tu sa dwie rozne sprawy - rozne traktowanie osob, ktore podpisaly DVL np. na Slasku i w
takiej GG czy Warthegau. Od sierpnia 1945 oficjlany kurs w stosunku do osob, ktore podpisaly
VL na Slasku sie zmienil - przejscie do "lagodniejszych" metod. Te uprzedzenia "miejscowe" na szczeblu lokalnym miedzy ludnoscia autochtoniczna i naplywowa jednak pozostaly - niekiedy do dzis.

Druga sprawa, ze Warszawa dosc arogancko obchodzila sie z przedstawicielami atochtonow.
Kilku sposrod propolskich, przedwojennych dzialaczy mazurskich, ktorzy przez wojne ukrywali sie przed
gestapo na terenie GG decyduje sie w latach 50 - 60 - tych wyjechac na stale do Niemiec......

Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Re: Stosunek władz do mniejszości narodowych

Post autor: Adambik » 02 kwie 2011, 03:07

dzięki za poprawę mojego blędu i brak jasności - tak chodzilo mi glównie o dawne W.M. Gdańsk i Śląsk. Mam gdzieś u siebie dane ilościowe na ten temat i ostatnie wyroki ulaskawiające albo nie, sięgają bodajże '50 czy '51 r.
Poza tym - dla Warszawy każda osoba ktorej nie dalo się jednolicie określić: Polak , Niemiec Rosjanin to problem, tym bardziej, jak nikt w takich rejonach nie patrzyl na to jaką mają narodowość rodzice. Spytani o ich narodowość i tak by pewnie powiedzieli Ślązacy. Oni tak czy inaczej byli niepewni.
Co innego naplywowi - Polacy z krwi i kości tacy co to żadnych takich nie mieli. I mówili tylko jednym językiem a nie "od urodzenia" dwoma [na Śląsku i w Gdańsku: polskim i niemieckim].
Niedawno w pracy rozmawiałem z klientem. Dziadek w wieku lat ok 80, takim, że zalapał się na wojnę - partyzantka. Pochodzil z okolic Gdańska. Do dziś mówi perfekt po niemiecku, a sceny typu szykanowanie przez "przyjezdnych" mieszkańcó którzy mówili po niemiecku w/g niego na porządku dziennym [mówil akurat o okolicach w pasie Olsztyn - Elbląg, służyl tam jako SOK-ista]. Po kilku takich interwencjach, w którch wyszło, że zna język niemiecki, dostal propozycję wyjazdu do Niemiec, tak że nikt nie zauważy w jaki sposób. Nie zgodzil się. Żałuje do dziś.

Awatar użytkownika
karateka
Posty: 161
Rejestracja: 13 mar 2011, 05:42

Re: Stosunek władz do mniejszości narodowych

Post autor: karateka » 02 kwie 2011, 03:08

Jeszcze jedna uwaga - w zasadzie OT. Z relacji autochtonow, czy Niemcow, ktorzy wyjechali po
wojnie z Polski a rowniez z lektury pozycji "Ostpreußen - Geschichte und Mythos" Kosserta,
wynika, ze stosunki ludnosci miejscowej z wysiedlonymi z Kresow Polakami byly lepsze niz z ludnoscia przybyla z polski centralnej, czesto z pogranicza. Przyczyn chyba nalezy szukac w fakcie, iz kresowiacy -
- sami wypedzeni mieli troche inne podejscie do calej kwestii wysiedlen i w fakcie innych doswiadczen
z okupacja niemiecka niz miala je ludnosc polska zamieskala w Warthegau lub innych terenach anektowanych.
Negatywne doswiadczenia ludnosci miejscowej pozostalej po przejsciu frontu - czy to Niemcow, czy Mazurow,
Slazakow lub Kaszubow wiaza sie tez z pewnoscia z fala grabiezy i bandytyzmu, ktora objela
szczegolnie tereny polozone przy granicy z 1939 roku choc nie tylko. Administracja polska - w powijakach -sobie z tym nie radzila. Niemcy szukali czesto ochrony u Rosjan.
Interesujacy epizod mial miejsce w Olesnie, przy granicy Slaska z Wielkopolska.
Zachowaly sie pamietniki niemieckiego ksiedza, ktory pozostal w miescie po wkroczeniu Rosjan.
Pisze on, ze najwieksza zgroze wsrod pozostalej ludnosci - szczegolnie wiejskiej - budzily wpadajace zza granicy grupy Polakow, rabujace wszystko i wszystkich, majace na sumieniu wiele gwaltow i mordow. Rosjanie po swojemu zareagowali na dzialalnosc tych grup, dzialajacych czesto w przebrane za zolnierzy radzieckich.
Zlapanych rorzstrzliwano na miejscu, dochodzilo do potyczek. W poblizu Olesna kilku czlonkow
takiej grupy zostalo zastrzelonych w potyczce z Rosjanami. Miejscowi Niemcy dostali rozkaz pochowania
zabitych. No to ich pochowali, tam gdzie pochowano poleglych ( 2 albo trzech) zolnierzy radzieckich i
i nne rosyjskie ofiary zdobywania miasta Olesna ( okolo 20 zolnierzy zmarlych wskutek zatrucia alkoholem,
ofiar wypadkow itd).
No i dzisiaj ruscy spoczawaja razem z "walczacymi ze sowjecka okupacja" polskim patriotami.
Co dodaje specjalnego "posmaczku" dyskusji nt. likwidacji pomnika i cmentarza "sowjeckich okupantow",
prowadzonej w ostatnich latach w miescie Olesnie na Slasku.......:D))

No ale wracajac do tematu - te powojenne excesy na pewno rzutowaly na gotowosc ludnosci autochtonicznej
do "asymilacji". Dla wielu Slazakow "czas apokalipsy" zaczal sie wlasnie w 1945 roku.....

Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Re: Stosunek władz do mniejszości narodowych

Post autor: Adambik » 02 kwie 2011, 03:08

jest coś na rzeczy w tym co mówisz, do tej pory w wielu rodzinach są różne ciekawe rzeczy "ze szabru", np. zegary na widok ktorych osoba zajmująca się nimi zawodowo ma miękkie kolana i oczęta jak dekielki.
Niemcy mieszkający na tych terenach czy autochtoni, tak jak piszesz, nie wspominają najlepiej tego okresu, tym bardziej, że na wielu z nich nie było żadnej realnej wladzy do końca lata '45. Na dolnym Śląsku [mam takie rożne dokumenty o utrwalaniu wladzy ludowej], dowódcy radzieccy wielokrotnie nie chcieli oddać terenów które im podlegały wladzom polskim, a "scysje" pomiędzy siłami porządkowymi byly niemalże na dziennym porządku. Smaczku temu wszystkiemu dodaje fakt, że bywalo że posterunki milicji byly zlożone z autochtonów, "naczalstwo" to Polak z "Mazowsza" albo "zza Buga"...
W czymś takim jeden z generalów stacjonujących w Jeleniej Gorze bodajże pisze, że w ciągu lata '45 ukaral "za szaber" ok 2000 żolnierzy radzieckich. Ogólnie do N. niechęć byla największa - tak w ramach czystego rewanżu za to co robili w czasie II w.ś.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gospodarka, kultura i społeczeństwo”