JAK MANIPULOWANO NAUKĄ POLSKĄ

Polityka partii komunistycznej wiązała się z przeświadczeniem o potrzebie dynamicznej industrializacji kraju. To zaś nieuchronnie prowadziło do przemian społecznych, wywyższenia osób pracujących fizycznie, zmian w samej mentalności ludzkiej. System ten jednak obarczony był wadą, szybko okazało się, że prowadzi do częstych kryzysów i sprzeciwu społecznego.
Awatar użytkownika
historyk
Posty: 334
Rejestracja: 19 lis 2010, 20:35

JAK MANIPULOWANO NAUKĄ POLSKĄ

Post autor: historyk » 25 wrz 2012, 21:35

Wpływ totalnej wojny informacyjnej na dzieje PRL. Wyd. b.d., Kielce 1999, s.
203-220. Dodane przez autora: tytuł, wyodrębnienie części I i pierwszy akapit.
Części II-IV dodane i opisane przez Mirosława Ruska (Cz. II, s. 324-326, s.
335-338; Cz. III, s. 367-369, s. 395; Cz. IV, s. 423).
Józef Kossecki
JAK MANIPULOWANO NAUKĄ POLSKĄ
Część I
Okres stalinowski
Wielka podatność na manipulacje współczesnego pokolenia nie jest
dziełem przypadku. Poprzedził ją dość długi okres przygotowawczy, którego
początku należy szukać w okresie stalinowskim, a ściśle mówiąc po 1948 roku.
W tym to okresie niemal całkowicie usunięto z programów szkolnych, jak
również programów studiów te przedmioty, które uczyły samodzielnego,
krytycznego myślenia, a tym samym uodparniały ludzi na wszelkiego rodzaju
manipulecje.
W ścisłym kierownictwie politycznym partii za aparat bezpieczeństwa
odpowiedzialny był w tym okresie Jakub Berman, który również sprawował
kontrolę nad sprawami ideologii, a w związku z tym podlegały mu takie
instrumenty sterowania społecznego i walki informacyjnej jak propaganda,
nauka wraz ze szkolnictwem i kultura, które według obowiązujących wówczas
koncepcji marksistowsko-leninowskich miały służyć przede wszystkim do
indoktrynacji ideologicznej społeczeństwa.
Indoktrynacja ta była wówczas prowadzona w dużej mierze wbrew
podstawowym zasadom socjotechniki propagandy, z których wykorzystywano
tylko nieliczne - najbardziej proste i prymitywne.
Podstawową zasadą socjotechniki propagandy, którą wykorzystywano
w procesie indoktrynacji naszego narodu w okresie stalinowskim, była zasada
masowości i długotrwałości działania. Propagandę i indoktrynację prowadzono
w skali masowej - wszędzie i stale. Nie było takiej dziedziny życia społecznego,
do której by się ona nie wciskała w sposób nachalny. Oczywiście w rezultacie
po pewnym czasie uzyskano efekt znieczulenia na tę propagandę, co dało znać
o sobie już w okresie kryzysu związanego z procesem destalinizacji w 1956
roku.
Zgodnie z zasadami socjotechniki propagandy, działania zmierzające do
przekształcenia świadomości społecznej powinny być prowadzone stopniowo,
przy wykorzystaniu istniejącego w społeczeństwie kodu społeczno-kulturowego
i funkcjonujących w nim stereotypów. 2
Natomiast indoktrynacja marksistowska, w okresie stalinowskim, była
w Polsce prowadzona bardzo szybko i w dużej mierze w sposób sprzeczny
z polskim kodem społeczno-kulturowym. Podstawowe elementy tego kodu to -
jak wspomnieliśmy wcześniej - trzy stereotypy: rycerski, męczennika
i szlachecki. Tymczasem propaganda komunityczna zajmowała się opluwaniem
polskich bohaterów (nie tylko z okresu ostatniej wojny) i w ogóle dużej części
polskiej tradycji. Co więcej wielu bohaterów z okresu II wojny światowej
prześladowano, a nawet mordowano. Było to działanie propagandy - i nie tylko
propagandy, wbrew stereotypom - rycerskiemu i męczennika. Nic dziwnego, że
naród polski był niejako impregnowany przeciw tego rodzaju propagandzie
i indoktrynacji, której miała ona służyć.
Jedynie stereotyp szlachecki był w propagandzie partyjnej i państwowej
PRL wykorzystywany w zdegenerowanej formie - propagowano mianowicie
tzw. awans społeczny. Awansem tym miało być przeniesienie się ze wsi do
miasta, zdobycie wykształcenia, stanowiska kierowniczego, wstąpienie do partii
itd. Ten motyw faktycznie chwycił w skali masowej, przyciągając jednak nie
tylko zwyczajnych ludzi - chłopów i robotników - ale również amatorów łatwej
kariery niezależnej od wyników pracy, co wkrótce zaowocowało powstaniem
tzw. nomenklatury, która szybko się zdegenerowała. Zarówno w szeregach partii
jak i w murach wyższych uczelni znalazło się bardzo wielu ludzi (a w miarę
upływu czasu i postępów budownictwa socjalistycznego było ich coraz więcej),
których mało interesowała ideologia, nauka czy wykonywany zawód, natomiast
chodziło im głównie o osobistą ułatwioną karierę za wszelką cenę.
Od tysiąca lat integralną częścią polskiej kultury narodowej jest religia
katolicka, która zrosła się z naszym kodem społeczno-kulturowym. Zgodnie
więc z zasadami socjotechniki propagandy, indoktrynację marksistowską
(podobnie zresztą jak każdą inną) - jeżeli miała być skuteczna - należało
rozpocząć od wskazania punktów stycznych marksizmu i katolicyzmu.
Marksowską teorię wartości dodatkowej i walkę z wyzyskiem prowadzoną przez
marksistów, można było przedstawić jako kontynuację walki św. Tomasza
z Akwinu z lichwiarskim wyzyskiem w średniowieczu. W sferze zaś filozofii
można było wskazywać daleko idące pokrewieństwo między epistemologią
marksistowską i tomistyczną. Tymczasem propaganda partyjno-państwowa
w PRL zajmowała się głównie propagowaniem tzw. naukowego światopoglądu,
eksponując zasadnicze różnice między materializmem a fideizmem
(idealizmem) w sferze ontologii.
W ramach indoktrynacji marksistowskiej mało czasu poświęcano nauce
samodzielnego stosowania metody dialektycznej, natomiast przedstawiano
marksizm jako zbiór prawd „naukowych”, „jedynie słusznych”, odkrytych przez
klasyków marksizmu-leninizmu (nieomal przez nich „objawionych”), do
których interpretacji uprawnieni są tylko partyjni „uczeni w piśmie”. 3
Ta metoda indoktrynacji mogła ewentualnie być skuteczna
w środowiskach żydowskich, w których funkcjonuje stereotyp uczonego rabina,
nie mogła natomiast dać trwałych rezultatów w środowiskach polskich.
Funkcjonujący w polskim narodzie stereotyp męczennika powodował, że
represje i prześladowania policyjne i administracyjno-sądowe, wspomagające
indoktrynację, w skali masowej i w dłuższym okresie czasu, przynosiły skutki
przeciwne do zamierzonych, podnosząc autorytet zarówno Kościoła - który stał
się w tym czasie jedyną ostoją niezależności od partii i sterowanego przez nią
państwa, jak i osób prześladowanych.
Większość ludzi programujących indoktrynację ideologiczną w Polsce na
przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych, prawdopodobnie nie zdawała
sobie sprawy z opisanych wyżej prawidłowości, bezkrytycznie stosując metody
wzorowane (na – uwaga M. R.) tych, które stosowano w ZSRR. Podstawą tych
metod była totalna indoktrynacja ideologiczna połączona z biurokratyzacją
poszczególnych dziedzin życia społecznego - obajmująca nie tylko zwyczajną
propagandę, lecz także naukę, kulturę i szkolnictwo.
Rozpoczęto w tym czasie akcję etatyzacji i ideologizacji polskiej nauki
i polskiego szkolnictwa. W miejsce dawnych, mających wieloletnią tradycję
społecznych instytucji naukowych - takich jak Polska Akademia Umiejętności
i Towarzystwo Naukowe Warszawskie - w dniu 30 października 1951 r.
powołano do życia biurokratyczną strukturę w postaci Polskiej Akademii Nauk
(odpowiednik Akademii Nauk ZSRR), która miała być „sztabem generalnym
armii polskich uczonych, kroczących w pierwszym szeregu budowniczych
socjalizmu w Polsce”. Na posiedzeniu Komitetu Wykonawczego I Kongresu
Nauki Polskiej w dniu 8 września 1950 r., z udziałem ministra Adama
Rapackiego, ustalono, że należy zapewnić udział w strukturze Akademii
czynników rządowych „ze względu na słabość ideologiczną większości naszych
uczonych”, chodziło o to, by „Akademia mogła być terenem walki ideologicznej
w kołach naukowych”
1
.
„W ramach «akcji N» partia przejęła pod kontrolę przede wszystkim dwa
najważniejsze odcinki frontu nauki - decyzje programowo-organizacyjne
i sprawy personalne. Działania dziedzinowych kierowników frontu koordynował
nieliczny zespół etatowych pracowników Wydziału Nauki i Szkół Wyższych
KC PZPR. Kierownik Wydziału konsultował ważniejsze decyzje z sekretarzem
KC, Edwardem Ochabem, ten zaś prowadził rozmowy z członkiem Biura
Politycznego Jakubem Bermanem. Przy Wydziale działało kolegium, złożone
z kierowników poszczególnych odcinków frontu nauki. W terenie sprawami
uczelni zajmował się jeden z instruktorów wydziału propagandy danego
komitetu wojewódzkiego.
Zgodnie z wytycznymi władz partyjnych «Nowe Drogi» (organ
teoretyczny i polityczny KC PZPR - przyp. J. K.), a następnie inne periodyki,

1
P. Hübner, Nauka polska po II wojnie światowej - idee i instytucje, Warszawa 1987, s. 143-144.4
rozpoczęły szeroko zakrojoną akcję popularyzacji problematyki ideologicznej,
opartą na dorobku nauki radzieckiej. Z wzorów pracy ogólnopartyjnej
przenoszono do środowiska naukowego takie formy działania jak: kampanie,
akcje, samokrytykę. Pojawili się zwolennicy cytatologii, eksponujący zdania
klasyków marksizmu jako dowód poprawności metodologicznej. Eksponowano
tezy Stalina - «największego uczonego naszych czasów». (...) Do życia
naukowego wprowadzono publicystykę, wspartą o autorytet władzy. Oficjalny
charakter miała dyskusja o wypowiedziach Stalina na temat językoznawstwa,
czy debata na temat osiągnięć Łysenki (radzieckiego biologa profesoraszarlatana - przyp. J. K.). Operowano w dyskusji dychotomicznym podziałem na
naukę «burżuazyjną» i «socjalistyczną», «dawną» i «nową». W procesie walki
o nową naukę kryły się często w kostiumie ideologicznym grupowe
i jednostkowe interesy”
2
.
Wytyczne do „akcji N” (N - nauka) zostały sformułowane
w niepublikowanej uchwale Biura Politycznego KC PZPR z 23 czerwca 1949 r.
w sprawie Kongresu Nauki. Rzucono hasło „ofensywy ideologicznej”,
zapowiedziano propagowanie marksizmu i włączenie nauki do „pracy nad
wykonaniem” Planu Sześcioletniego. Celem ofensywy miało być wyizolowanie
„elementów zdecydowanie reakcyjnych” w środowisku naukowym.
W listopadzie 1949 r. projekt organizacji I Kongresu Nauki Polskiej omawiało
Biuro Polityczne. W lutym 1950 r. powołano Komitet Wykonawczy I KNP,
który zgodnie z wytycznymi władz politycznych przygotował scenariusz,
według którego w dniach od 29 czerwca do 2 lipca 1951 r. odbył się
wspomniany Kongres.
W tym czasie Rada Główna do Spraw Nauki i Szkolnictwa Wyższego
zeszła do roli organu wykonawczego Ministerstwa Szkół Wyższych i Nauki. Po
reorganizacji w lipcu 1949 r. Prezydium Rady było coraz bardziej tożsame
z kierownictwem resortu.
W dniach 15 i 16 lipca 1950 r. obradowało plenum KC PZPR, na którym
referat „Zagadnienia kadr w świetle zadań Planu Sześcioletniego” wygłosił
Zenon Nowak.
„W dyskusji nad referatem A. Rapacki dowodził: «Przy wszystkich
wysiłkach i sukcesach w walce o starą kadrę nie dokonamy decydującego
przełomu w walce o ideologiczną treść i sens nauczania bez wychowania nowej,
swojej kadry pomocniczych sił naukowych. Wiemy natomiast, że polityczny
stan kadry asystenckiej jest gorszy niż kadry profesorskiej. Tu musi niedługo
nastąpić gruntowny przełom przy zastosowaniu rewolucyjnych metod szkolenia
tej kadry». Nie zapomniano też oczywiście o metodzie administracyjnej selekcji
asystentów i adiunktów, dla resortu była to droga znacznie prostsza i łatwiejsza
w wykonaniu”
3
.

2
Tamże, s. 99-100.
3
Tamże, s. 100-101.5
Zgodnie z tą koncepcją tych starych profesorów, którzy nie odpowiadali
ideologicznym kryteriom odsunięto od kształcenia młodej kadry. Musieli więc
odejść na boczny tor tacy wybitni profesorowie jak Czekanowski, Ajdukiewicz,
Ingarden, Kotarbiński, Ossowski, Tatarkiewicz i wielu innych. Profesorami
i docentami mianowano wielu „politycznie pewnych”, którzy przedtem
najczęściej niewiele mieli wspólnego z pracą naukową, a zdarzali się wśród nich
nawet tacy, którzy nie mieli ukończonych wyższych studiów (wyjątek w tym
gronie stanowił profesor Adam Schaff, który miał ukończone studia prawnicze
przed wojną na uniwersytecie we Lwowie i zrobił wojenny doktorat w ZSRR
z zakresu filozofii). Korzystały też z sytuacji wszelkiego rodzaju miernoty, które
działalnością polityczną pomagały sobie w karierze naukowej.
Do szybkościowego kształcenia kadry naukowej w humanistyce
utworzono Instytut Kształcenia Kadr Naukowych.
„Instytut Kształcenia Kadr Naukowych zaczęto organizować jedynie
z koncepcją późniejszego dyrektora, A. Schaffa. W marcu 1950 r. uformowano
trzy wydziały: filozofii z teorią państwa i prawa, historii oraz ekonomii
politycznej. Kierunki te uznano więc za newralgiczne kadrowo. Większość
przyszłych wykładowców odbyła parotygodniowy kurs specjalny w placówkach
radzieckich, wspominano też doświadczenia dawnego Instytutu Czerwonej
Profesury. Kształcenie w IKKN miało trwać trzy lata, dotyczyło wyłącznie osób
mających rekomendacje władz partyjnych. Zakładano, iż kandydaci będą mieć
ukończoną szkołę średnią, ale istniała możliwość pominięcia i tego wymogu
4
.
W toku zajęć słuchacze IKKN mieli prowadzić własne wykłady w Szkole
Partyjnej oraz w uczelniach warszawskich. Przygotowywali też na seminariach
własne doktoraty. Wydziały IKKN dzieliły się na katedry, kierownicy tych
katedr posiadali w większości etaty w zwykłej uczelni.
Pierwszym publicznym wystąpieniem pracowników IKKN była sesja
teoretyczna, poświęcona omówieniu znaczenia prac Stalina o językoznawstwie,
zorganizowana przy współudziale «Nowych Dróg» 4 grudnia 1950 r.
Przykładem polemicznych prac może być broszura Bronisława Baczki «O
poglądach filozoficznych i społeczno-politycznych Tadeusza Kotarbińskiego».
Ideą wokół której koncentrowała się działalność pracowników IKKN była
koncepcja «partyjności nauki». Emil Adler w artykule «Partyjność filozofii
i nauki», na łamach PAN-owskiej «Nauki Polskiej» (1953, nr 2) wskazywał że «
wszelkie deklarowanie ponadklasowości, ponadpartyjności w zagadnieniu
filozofii, a więc zagadnieniu należącym do nadbudowy, jest obłudą

4
Aby ułatwić przyjęcie na wyższe studia osobom, które nie ukończyły pełnej szkoły średniej i nie zdały
normalnej matury, w pierwszych latach po wojnie, organizowano tzw. kursy zerowe oraz uniwersyteckie studia
przygotowawcze, na których w przyspieszonym tempie - w ciągu jednego roku lub dwu lat - przerabiano kurs
szkoły średniej. Po ukończeniu takiego kursu lub studium, ich absolwenci uzyskiwali prawo rozpoczęcia
studiów na normalnych uczelniach. Była to jedna z metod przyspieszania tzw. awansu społecznego osób
o odpowiednim pochodzeniu społecznym i postawie politycznej.6
i świadomym stawaniem w służbie imperialistycznej burżuazji i jej niedobitków
u nas»”
5
.
Aby się przekonać co to oznaczało w praktyce naukowej, warto
przytoczyć pewne charakterystyczne cytaty z prac „naukowych”, które
spełaniały postulat „partyjności” - tak jak ją rozumiał Adler, Berman i inni
organizatorzy ówczesnego życia naukowego w Polsce i ich radzieccy
nauczyciele.
Swoistym katechizmem „partyjnej filozofii” a la Adler był „Krótki
słownik filozoficzny” pod redakcją M. Rozentala i P. Judina, przetłumaczony na
język polski i wydany w 1955 roku. Pod hasłem „Teoria względności” czytamy
w nim:
„(...) Einstein ignoruje rzeczywistą podstawę teorii względności - słuszne
pojmowanie materii. Przedstawia on tę teorię jako wniosek z pewnych rzekomo
konwencjonalnie przyjętych postulatów, pozwalających «opisać» zależności
między wielkościami przestrzennymi i czasowymi. (...) Wychodząc
z wypaczonej interpretacji zasady względności, wyciąga Einstein w ogólnej
teorii względności antynaukowy wniosek o równej prawomocności systemu
Kopernika i Ptolomeusza, tj. wniosek, że równie słuszne jest twierdzenie
przypisujące Ziemi ruch wokół Słońca (i układu słonecznego), jak twierdzenie
przypisujące Słońcu ruch wokół Ziemi. Twierdzenie to jest z gruntu fałszywe
i antynaukowe, ponieważ neguje ono materialną, genetyczną jedność układu
słonecznego i prowadzi do bezsensownych wniosków w rodzaju wniosku
o nieskończonej prędkości ruchu oddalonych ciał niebieskich względem
(obracającej się) Ziemi. Zarazem zmierza ono do zdyskredytowania wielkiego
rewolucyjnego odkrycia Kopernika. Idealistycznej interpretacji teorii
względności uchwycili się obskuranci i mistycy, którzy dogadali się aż do
realności czwartego wymiaru przestrzeni, skończoności świata i tym podobnych
nonsensów. Błędy Einsteina są świadectwem tego, jak słuszna teoria fizyczna w
warunkach ogólnego gnicia kultury burżuazyjnej zostaje wypaczona i jest
wykorzystywana przez idealizm. Radzieccy fizycy i filozofowie obalili szereg
antynaukowych twierdzeń zwolenników Einsteina, Eddingtona i innych. (...)”
6
.
Z kolei pod hasłem „Cybernetyka” czytamy w cytowanym Słowniku:
„(...) - reakcyjna pseudonauka, stworzona w USA po drugiej wojnie
światowej i szeroko propagowana również w innych krajach kapitalistycznych;
postać współczesnego mechanicyzmu. (...) Cybernetyka jest w istocie
skierowana przeciwko dialektyce materialistycznej, przeciwko współczesnej
fizjologii naukowej ugruntowanej przez I. P. Pawłowa i marksistowskiemu,

5
Tamże, s. 101-102. Warto przypomnieć, że słuchacze IKKN rekrutowali się z kadr MBP, aparatu politycznego
wojska, aparatu partyjnego oraz organizacji młodzieżowych - np. Zygmunt Bauman był politrukiem w KBW,
Włodzimierz Brus i Bronisław Baczko w wojsku - podobnie jak Mieczysław Rakowski. Nic więc dziwnego, że
absolwenci IKKN wnosili do nauki i dydaktyki język charakterystyczny dla wojny psychologicznej, a pojęcia
naukowe zastępowali stereotypami.
6
M. Rozental, P. Judin [red.], Krótki słownik filozoficzny, Warszawa 1955, s. 682-683.7
naukowemu pojmowaniu praw życia społecznego. Ta mechanistyczna,
metafizyczna pseudonauka daje się doskonale kojarzyć z idealizmem w filozofii,
psychologii, socjologii.
W cybernetyce ujawnia się w sposób jaskrawy jeden z podstawowych
rysów światopoglądu burżuazyjnego - jego antyhumanitaryzm, dążenie do
przekształcenia robotnika w dodatek do maszyny, narzędzie produkcji i wojny.
(...) Podżegacze do nowej wojny światowej wykorzystują cybernetykę do swych
brudnych celów. (...) Cybernetyka jest więc nie tylko ideologiczną bronią reakcji
imperialistycznej, ale i środkiem realizacji jej agresywnych planów
wojennych”
7
.
Uprawianie cybernetyki było w krajach komunistycznych w okresie
stalinowskim zakazane, a np. twórca polskiej cybernetyki profesor Marian
Mazur, musiał w tym czasie tworzyć swą cybernetyczną teorię układów
samodzielnych potejemnie, oficjalnie uprawiając naukę o termoelektryczności,
za dorobek z tej dziedziny uzyskał doktorat i tytuł profesora nadzwyczajnego,
potem zaś gdy po 1956 roku można już było w PRL uprawiać cybernetykę
i mógł oficjalnie zająć się tą dziedziną, nie uzyskał już tytułu profesora
zwyczajnego
8
.
Rezultat był taki, że nauka zachodnia - zwłaszcza amerykańska - oprócz
wyprzedzenia związanego z tym, że cybernetyka jako współczesna,
zmatematyzowana dyscyplina naukowa powstała w USA, uzyskała jeszcze
dodatkowe wyprzedzenie spowodowane zakazem uprawiania cybernetyki
w bloku komunistycznym. Dopiero na skutek interwencji radzieckich
wojskowych zakaz ten został cofnięty.
Pod hasłem „Psychologiczna szkoła w socjologii” znajdujemy
w cytowanym Słowniku następujące informacje:

7
Tamże, s. 76-77.
8
Gdy po 1956 roku zdjęto z cybernetyki tę swoistą naukowo-polityczną „ekskomunikę”, podstawowe
cybernetyczne dzieła M. Mazura - Cybernetyczna teoria układów samodzielnych, Jakościowa teoria informacji
oraz Cybernetyka i charakter - zostały wydane w Polsce (Jakościowa teoria informacji, została nawet
przetłumaczona na język rosyjski i wydana w ZSRR). Nigdy jednak władze PRL nie zgodziły się na to, by
M. Mazur podjął systematyczny wykład swojej teorii na polskich uczelniach - chociaż wykładał ją w wielu
ośrodkach zagranicznych (na Sorbonie, w Oxfordzie, w Amsterdamie czy w Huston) i prezentował ją na ponad
50 międzynarodowych kongresach naukowych. Do dziś zresztą teoria M. Mazura i dorobek innych
przedstawicieli rozwijającej jego dzieło polskiej szkoły cybernetycznej, nie są objęte obowiązkowym
programem polskich uczelni, zaś cybernetyka jako dyscyplina naukowa nie figuruje w wykazie nazw dyscyplin
z których - zgodnie z OBWIESZCZENIEM PRZEWODNICZĄCEGO CENTRALNEJ KOMISJI DO SPRAW
TYTUŁU NAUKOWEGO I STOPNI NAUKOWYCH z dnia 26 stycznia 1996 r. - można w Polsce nadawać
stopnie naukowe. Por. MONITOR POLSKI, Dziennik Urzędowy Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa, dnia 15
marca 1996 r., Nr 17, poz. 219. Również UCHWAŁA Nr 24/96 KOMITETU BADAŃ NAUKOWYCH z dnia 18
września 1996 r. w sprawie podziału komisji Komitetu Badań Naukowych na zespoły oraz dziedzin i dyscyplin
nauki należących do właściwości poszczególnych zespołów w trzeciej kadencji Komitetu, nie wymienia
cybernetyki wśród dziedzin i dyscyplin nauki, którymi zajmują się komisje KBN. Por. Dziennik Urzędowy
Komitetu Badań Naukowych, Warszawa, dnia 20 września 1996 r., Nr 7/96, poz. 26. Widać z tego jak mocno
pozostałości stalinowskiego podejścia do nauki zakorzeniły się w Polsce (podobnie zresztą jak w innych krajach
postkomunistycznych).8
„(...) - reakcyjna, antynaukowa teoria rozwoju społecznego, która
szczególnie rozpowszechniła się w epoce imperializmu w Stanach
Zjednoczonych, w Anglii i Francji. Szkoła psychologiczna w socjologii zwraca
się przeciw materialistycznemu pojmowaniu dziejów; chce ona udowodnić, że
podstawą społeczeństwa jest psychika ludzi i że od psychiki zależy
ekonomiczne i polityczne życie społeczeństwa. (...) Jednym z założycieli szkoły
psychologicznej w socjologii jest reakcyjny socjolog francuski G. Tarde (1843-
1904), który wystąpił z tzw. teorią naśladownictwa. Według Tarde'a całe zycie
społeczne jest podporządkowane tkwiącemu w naturze ludzkiej instynktowi
naśladownictwa. (...) Lud jest dla Tarde'a przede wszystkim zwykłym
wykonawcą cudzej woli; odmawia on ludowi jakiejkolwiek inicjatywy twórczej.
Na tej podstawie Tarde twierdzi, że klasa robotnicza potrzebuje kierownictwa
kapitalistów.
Śladem Tarde'a reakcyjne idee szkoły psychologicznej rozwijali
socjologowie amerykańscy F. Giddings i L. Ward. Obaj oni, uznając za główne
siły napędowe rozwoju społecznego uczucia, myśli, zdolności i pragnienia ludzi,
głoszą, że kapitalistyczny sposób produkcji jest nieodzowną konsekwencją «
normalnej» psychiki ludzkiej. (...) W Ameryce współczesnej przedstawiciele
psychologicznej szkoły w socjologii - Ross, Bogardus, Bernard i inni - głoszą, iż
«stuprocentowi» Amerykanie są ludźmi posiadającymi «wyższą» psychikę i na
tej podstawie wzywają do ustanowienia władzy amerykańskiego kapitału
finansowego nad światem. Pomagając w podżeganiu do wojny twierdzą oni, że
u podstaw ludzkiego postępowania leży rzekomo specyficzny «instynkt
wojowniczości». Wielu przedstawicieli psychologicznej szkoły w socjologii stoi
na stanowisku freudyzmu i usiłuje zohydzić walkę mas pracujących o pokój,
demokrację i socjalizm przez twierdzenie, że walka ta jest wynikiem
chorobliwych «popędów» podświadomych. Postępowi, demokratyczni uczeni
w Stanach Zjednoczonych ostro występują przeciw szkole psychologicznej
w socjologii jako orężowi ideologicznemu amerykańskiego imperializmu”
9
.
Pod hasłem „Freudyzm” znajdujemy w Słowniku następujące
informacje:
„(...) - reakcyjny prąd idealistyczny w psychologii, rozpowszechniony za
granicą, obecnie zwłaszcza w Ameryce. (...) Freudyzm uważa, że świadomość
jest podporządkowana «podświadomości», której treścią jest «libido», tj. popęd
płciowy. (...)
(...) Psychologia naukowa wyśmiewa twierdzenie, jakoby popęd płciowy
powstawał we wczesnym dzieciństwie, i stanowczo neguje «fatalistyczne
przesądzanie» losu człowieka przez jakikolwiek «czynnik». Reakcyjność
freudyzmu ujawnia się w pełni w jego śmiesznych próbach «wytłumaczenia»
zjawisk społecznych - od obrzędów i mitów «społeczeństw pierwotnych»
począwszy, a kończąc na współczesnych wojnach i rewolucjach. Od freudyzmu

9
Tamże, s. 566-567.9
niczym się zasadniczo nie różni «neofreudyzm», dążący do pewnego osłabienia
roli «libido» lub zastąpienia go innym podobnym «czynnikiem». Freudyzm i «
neofreudyzm» pozostają obecnie w służbie imperializmu amerykańskiego, który
«teorię», głoszącą, że świadomość podporządkowana jest «podświadomości»,
wykorzystuje w celu usprawiedliwienia i rozwijania najniższych
i najnikczemniejszych dążeń i instynktów ludzkich”
10
.
Psychologiczne podejście do zagadnień socjologicznych,
a w szczególności znajomość możliwości wykorzystania podświadomości
w procesach sterowania ludźmi, ma zasadnicze znaczenie dla skuteczności
reklamy, agitacji i propagandy. Zaniedbanie tej problematyki w PRL - podobnie
jak w ZSRR i innych krajach komunistycznych - musiało wpłynąć negatywnie
na efektywność informacyjnego oddziaływania zarówno na własny naród jak
i na inne społeczeństwa, przyczyniając się walnie do ostatecznego przegrania
przez Związek Radziecki tzw. zimnej wojny, w której walka informacyjna
odgrywała zasadniczą rolę.
Stalinowskie „upartyjnianie” nauki przyniosło zgubne skutki dla polskiej
(podobnie jak radzieckiej) humanistyki. Jak można się zorientować
z przytoczonych wyżej obszernych cytatów, w miejsce pojęć wprowadzono do
nauki stereotypy propagandowe negatywne i pozytywne. Słowo „naukowy”
oznaczało synonim stalinowskiego - oczywiście pozytywnego - stereotypu
„marksistowsko-leninowskiego” poglądu na świat. Natomiast „nauka
zachodnia” - zwłaszcza zaś amerykańska - funkcjonowała jako negatywny
stereotyp, obok negatywnego stereotypu „amerykańskiego imperializmu”.
Podobnie słowo „idealistyczny” funkcjonowało jako stereotyp negatywny,
natomiast słowo „materialistyczny” jako stereotyp pozytywny itd. Cały ten
system stereotypów - nagatywnych i pozytywnych - służył indoktrynacji
ideologiczno-politycznej.
Warto też stwierdzić, że w cytowanym Słowniku - podobnie jak w innych
analogicznych dziełach „naukowych” - brak było odsyłaczy do źródeł. Wyjątek
stanowiły odsyłacze do dzieł klasyków marksizmu-leninizmu w stalinowskiej
wersji - tzn. dzieł Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina (po 1956 r. Stalin został
usunięty z tego kanonu) - i ewentualnie pomniejszych urzędowych autorytetów.
Cytat z dzieł klasyka marksizmu (ewentualnie innego urzędowego autorytetu)
występował przy tym jako „naukowy” dowód prawdziwości twierdzenia. Trzeba
też stwierdzić, że samo pojęcie „twierdzenie prawdziwe lub fałszywe”, zaczęto
zastępować pojęciem „twierdzenie obiektywne lub subiektywne” zaczerpniętym
z leninowskiej teorii odbicia, stanowiącej marksistowski surogat
epistemologii
11
.

10
Tamże, s. 196.
11
Nawet dziś jeszcze bardzo często, zarówno w naszej publicystyce jak i nauce, używa się pojęć twierdzenie
(zdanie) „subientywne lub obiektywne”, zamiast „prawdziwe lub nieprawdziwe”.10
Akcja tzw. upartyjniania nauki oznaczała w praktyce niszczenie dużej
części dorobku nauki polskiej oraz odcinanie naszych badaczy od kontaktu
z nauką światową. Na gruzach polskich nauk humanistycznych starano się
budować pseudonaukę, reklamowaną jako nowa rzekomo marksistowska nauka,
pomijając przy tym dorobek tych marksistów, którzy byli „wyklęci” przez
Stalina - przede wszystkim zaś dorobek Lwa Trockiego i jego zwolenników.
Przełomowe znaczenie miał I Kongres Nauki Polskiej w lecie 1951 r.,
który zlikwidował Polską Akademię Umiejętności i Towarzystwo Naukowe
Warszawskie oraz zalecił przyjęcie marksizmu-leninizmu jako podstawy
metodologii wszelkich badań naukowych.
Zadaniem zreformowanego w 1949 r. systemu studiów miało być
zaszczepienie młodzieży tzw. naukowego światopoglądu, będącego wytworem
stosowania zasad marksizmu-leninizmu we wszystkich dziedzinach myśli.
Nauka miała stanowić tylko odcinek „frontu ideologicznego”.
Kluczową pozycją „frontu walki o nowy światopogląd” stała się filozofia.
Andriej Żdanow stwierdził wyraźnie:
„Powstanie marksizmu było prawdziwym odkryciem, rewolucją
w filozofii. (...) Marks i Engels stworzyli nową filozofię, jakościowo różną od
wszystkich poprzednich, choćby nawet postępowych systemów
filozoficznych”
12
.
Główny na terenie Polski w okresie stalinowskim urzędowy filozof Adam
Schaff (który przed wojną był działaczem kominternowskim odbywając
równocześnie aplikację adwokacką, zaś powołanie do pracy naukowej poczuł
w czasie wojny w ZSRR) stwierdził:
„Filozofia jako pogląd na świat, jest odbiciem interesów tej klasy
społecznej, która jest jej nosicielką. (...) Dlatego też filozofia klas posiadających
- a taką była cała filozofia prócz marksizmu - nie może być całkowicie naukowa,
posiada mniej lub bardziej wyraźny charakter spekulatywny. Dlatego dopiero
filozofia marksistowska mogła stworzyć i stworzyła konsekwentnie naukowy
pogląd na świat”
13
.
Naukowcy, którzy nie odpowiadali oficjalnej wykładni filozofii
marksistowskiej, byli zwalczani. Przede wszystkim zaś rozpoczęto walkę
z przedstawicielami lwowsko-warszawskiej szkoły filozoficznej; prowadzili ją -
oprócz Adama Schaffa - Bronisław Baczko (który przedtem był politrukiem
w wojsku), Henryk Holland (były ochotnik Armii Czerwonej), Leszek
Kołakowski (który do IKKN przyszedł z aparatu organizacji młodzieżowej)
i inni. Zaatakowano w sposób prymitywny twórcę szkoły lwowskowarszawskiej Kazimierza Twardowskiego. H. Holland stwierdził wręcz, że
K. Twardowski to „obskurant filozoficzny i fideista, zalatujący zakrystią”, zaś
„w idealiźmie i fideiźmie Twardowskiego mamy do czynienia z «żebraczą

12
A. Żdanow, Przemówienie w dyskusji filozoficznej, Warszawa 1948, s. 12.
13
A. Schaff, Narodziny i rozwój filozofii marksistowskiej, Warszawa 1950, s. 48.11
zupką» eklektyzmu”. Gdy zaś profesor Tadeusz Kotarbiński próbował bronić
swego mistrza, redakcja „Myśli Filozoficznej” stanęła zdecydowanie po stronie
Hollanda
14
.
Dostało się zresztą również samemu T. Kotarbińskiemu. W 1951 r. pod
patronatem Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR została
wydana książka B. Baczki pt. „O poglądach filozoficznych i społecznopolitycznych Tadeusza Kotarbińskiego”, czytamy w niej m. in.:
„(...) Przed wojną, z punktu widzenia takiej indywidualistyczno-elitarnej
koncepcji etycznej, krzywdzoną mniejszością byli zapewne prześladowani przez
faszyzm ludzie postępu. Dziś zaś - z punktu widzenia tego samego
abstrakcyjnego stanowiska "pokrzywdzonymi" mogą się okazać
"prześladowani" przez władzę ludową ludzie uprawiający dywersyjną, wrogą
naszej ojczyźnie robotę. Nie chcemy twierdzić, że taka właśnie interpretacja leży
w intencjach prof. Kotarbińskiego lub że poglądami swymi chce uzasadnić tego
rodzaju interpretację - mamy głęboką nadzieję, że tak nie jest. Ale obiektywnie,
niezależnie od intencji, taka koncepcja etyczna pozostawia pole dla takiej
właśnie interpretacji, obiektywnie może ona być wykorzystana dla
usprawiedliwienia swej działalności przez ludzi, którzy cynicznie depczą
wszelkie normy moralne, którzy zdradzili swój naród, swoją ojczyznę, walcząc
przeciwko władzy ludowej i nie przebierając w środkach w tej walce”
15
.
Powyższy tekst trudno traktować jako polemikę, nie tylko naukową ale
nawet polityczną, stał on już właściwie na pograniczu donosu policyjnego -
przecież w tym właśnie czasie odbywały się procesy niewinnych ludzi,
oskarżanych właśnie o to, że walczą przeciwko władzy ludowej, w których
zapadały surowe wyroki.
T. Kotarbiński próbował polemizować z B. Baczką, ale „Myśl
Filozoficzna” zgromiła go za „burżuazyjny liberalizm”, zarzucając mu, że
„uparcie nie chce zostać marksistą i komunistą”.
Kolejnym przedstawicielem szkoły lwowsko-warszawskiej, wybitnym
polskim filozofem Kazimierzem Ajdukiewiczem, zajął się sam Adam Schaff,
zarzucając mu, że nie chce zrozumieć i przyswoić sobie marksizmu oraz
stwierdając, że:
„Podział na filozofię marksistowską i niemarksistowską jest w naszej
epoce najgłębszym, najistotniejszym, logicznie najpierwotniejszym podziałem w
zakresie filozofii współczesnej. Podział ten jest współczesną formą podziału
filozofów na ścierające się obozy materializmu i idealizmu. (...) Reakcją
burżuazji na materializm dialektyczny i rewolucyjny ruch robotniczy jest
wzmocnienie i forsownie idealizmu w różnych jego postaciach. (...) od
otwartego obskurantyzmu religianckiego do wyrafinowanych,

14
Por. K. Kąkol, Marzec 68 Fakty i mity, Warszawa 1981, s. 17-18.
15
B. Baczko, O poglądach filozoficznych i społeczno-politycznych Tadeusza Kotarbińskiego, Warszawa 1951,
s. 123.12
zakamuflowanych form idealizmu w postaci filozofii semantycznej. Cel
i funkcja społeczna pozostają te same - przeciwko marksizmowi, przeciwko
klasie robotniczej, w obronie ideologii burżuazyjnej”
16
.
A. Schaff stwierdził, że filozofia Ajdukiewicza jest idealistyczna,
nienaukowa, a on sam jest przedstawicielem szkoły, do której należą „idealista”
Twardowski, „religiant” Łukasiewicz, a także „faszysta i rasista” Leśniewski.
Wtórował swemu nauczycielowi Leszek Kołakowski, który określił dorobek
K. Ajdukiewicza mianem „filozofii nieinterwencji, znieczulającej religię na
krytykę naukową, rozbrajającej wobec zabobonu i ciemnoty”
17
.
Krytyką najwybitnijszego polskiego historyka filozofii Władysława
Tatarkiewicza, zajął się Tadeusz Kroński, stwierdzając:
„W rzeczywistości rozwój (filozofii) posiada dwa okresy: do Marksa i od
Marksa. (...) Nierozumienie przełomowego charakteru filozofii marksistowskiej
pociąga za sobą nieuchronne wykrzywienie całego rozwoju filozofii. (...) Każdy
historyk filozofii jest (...) filozofem - materialistą lub idealistą. A więc: albo,
wychodząc dziś z przesłanek materializmu dialektycznego, daje nam taką wizję
przeszłości, która odpowiada prawdzie, albo wychodząc z pozycji
idealistycznych daje wizję fałszywą”
18
.
Kroński sformułował tu wyraźnie swoiste kryterium prawdy naukowej,
według którego o prawdzie lub fałszu dzieł naukowych decyduje to z jakich
pozycji wychodzi ich autor. Upowszechnienie tego rodzaju kryterium prawdy
musiało prowadzić do ruiny nie tylko filozofii, ale również wszelkich nauk
humanistycznych, a w konsekwencji nawet i przyrodniczych. Było natomiast
bardzo wygodne dla wszelkiego rodzaju miernot i szarlatanów, którzy chcieli
robić karierę naukową.
Stosowanie opisanego przez T. Krońskiego kryterium prawdy było bardzo
wygodne dla stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości - dla sądu najistotniejsze
było to z jakich pozycji działał oskarżony, prawda materialna schodziła przy
tym na plan dalszy. Nie było też sprawą przypadku, że w IKKN utworzono
wydział filozofii z teorią państwa i prawa - było to łączenie teorii z praktyką.
Dokonano też w związku z tym dewastacji nauk prawnych.
Przed II wojną światową i w pierwszych latach powojennych,
wykształcenie polskich prawników oparte było na solidnych socjologicznych
i psychologicznych podstawach oraz gruntownej wiedzy ściśle prawniczej,
obejmującej również prawo kanoniczne, będące w owym czasie arcydziełem
sztuki legislacyjnej (absolwenci wydziałów prawa polskich uniwersytetów
uzyskiwali stopień magistra praw i prawa kanonicznego).
W okresie dwudziestolecia międzywojennego, na Uniwersytecie
Warszawskim, teorię prawa opartą na własnej oryginalnej teorii psychologiczno-

16
A. Schaff, Poglądy filozoficzne Kazimierza Ajdukiewicza, „Myśl Filozoficzna”, nr 1, 1952, s. 213-214.
17
Por. K. Kąkol, Marzec 68..., wyd. cyt., s. 19.
18
T. Kroński, Historia filozofii Władysława Tatarkiewicza, „Myśl Filozoficzna”, nr 4, 1952, s. 270-271.13
socjologicznej, wykładał profesor Leon Petrażycki. Do koncepcji
L. Petrażyckiego nawiązywał profesor Wacław Makowski, który wykładał
prawo karne na UW, był wicemarszałkiem Sejmu RP i autorem „Komentarza”
do kodeksu karnego z 1932 r.
Własną socjologiczną szkołę prawa karnego stworzył profesor Juliusz
Makarewicz, który najpierw wykładał na Uniwersytecie Jagiellońskim,
a następnie na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Zwrócił on uwagę
na znaczenie i wpływ czynników społecznych, historycznych, biologicznych
i fizycznych na przestępczość. Był on prezesem sekcji prawa karnego Komisji
Kodyfikacyjnej RP oraz głównym referentem kodeksu karnego z 1932 r., który
opracowywał wspólnie z prof. W. Makowskim. Był to prawdziwie nowoczesny,
precyzyjny kodeks karny, bardzo wysoko oceniany przez koła naukowe
i polityczne ówczesnej Europy.
Na Uniwersytecie Warszawskim, który był wiodącą polską uczelnią,
jeszcze w latach czterdziestych teorię prawa wykładał uczeń L. Petrażyckiego -
profesor Henryk Piętka, pierwszą część tego przedmiotu stanowiła socjologia,
część drugą nauka o normach społecznych (zwłaszcza prawnych). Wykład
socjologii oparty był na psychologicznej teorii społeczeństwa L. Petrażyckiego
i obejmował podstawowe pojęcia socjologiczne, naukę o rodzajach związków
społecznych (od rodziny poprzez ród, szczep aż do narodu i wewnętrznych
związków społecznych takich jak stany i klasy) oraz pojęcie państwa jako
związku społecznego. Wykład nauki o normach społecznych oparty był na
psychologicznej ich teorii L. Petrażyckiego i uwzględniał stosunek prawa do
innych norm społecznych - a zwłaszcza do norm etycznych - oraz motywacyjne
i wychowawcze działanie prawa
19
. W ramach wykładu teorii prawa słuchacz
zapoznawał się z problemami psychologii i socjologii prawa, ucząc się rozumieć
głębsze mechanizmy społecznego funkcjonowania norm prawnych. Dzięki
takiemu przygotowaniu polscy prawnicy w okresie dwudziestolecia
międzywojennego mogli tworzyć doskonałe ustawy, dobrze osadzone
w polskich realiach społecznych.
Poczynając od 1949 r. ten dorobek polskich nauk prawnych oraz
socjologii i psychologii systematycznie niszczono w imię walki
z psychologiczną szkołą w socjologii - jako „reakcyjną teorią rozwoju
społecznego”. Już w kolejnym wydaniu z 1949 r. skryptu teorii prawa profesora
H. Piętki dokonano daleko idących zmian - np. usunięto cały rozdział dotyczący
nauki o rodzajach związków społecznych, natomiast dodano wiele cytatów
z dzieł profesora A. Schaffa. Okrojono też nauczanie logiki (która jednak nie
została całkowicie wyeliminowana z programu studiów).
W nowym programie studiów prawniczych nie było też miejsca na
psychologię śledztwa, czy nawet psychologię procesu sądowego - te przedmioty

19
Por. H. Piętka, Teoria prawa; część I - Socjologia; część II - Nauka o normach społecznych (zwłaszcza
prawnych); Warszawa 1947.14
w późniejszym okresie PRL były w okrojonej formie nauczane co najwyżej
w szkołach SB i MO.
Podstawą teorii prawa stało się twierdzenie, że „prawo to podniesiona do
godności ustawy państwowej wola klasy panującej w danym społeczeństwie”.
Według nowej teorii prawo i stosunki prawne są jedynie odzwierciedleniem
ekonomicznych warunków życia społeczeństwa.
Z programu studiów prawnych usunięto też prawo kanoniczne i elementy
nauki o prawie naturalnym.
Naukową teorię dowodów zastąpiono - omówioną wyżej – „teorią
dowodów” A. Wyszyńskiego
20
.
Naukowcy, którzy nie chcieli się pogodzić z nowymi porządkami musieli
odejść, a na ich miejsce przyszli nowi, którzy najczęściej przedtem z nauką nie
mieli wiele wspólnego
21
, ale za to potrafili operować cytatami z dzieł klasyków
marksizmu-leninizmu i reprezentowali jedynie słuszną nową wiedzę - czyli
inaczej mówiąc „wychodzili ze słusznych pozycji”.
W rezultacie wychowano całą generację polskich prawników
posiadających poważne luki w swym wykształceniu, którzy uchwalali
i stosowali wielkie ilości wadliwych z punktu widzenia nie tylko legislacyjnego,
ale również psychologicznego i socjologicznego, norm prawnych (ustaw,
rozporządzeń, zarządzeń), w dodatku stosunkowo często zmienianych - co
z punktu widzenia wychowawczego oddziaływania norm prawnych stanowi
zasadniczy błąd. Ta generacja prawników wychowywała następców „na obraz
i podobieństwo swoje”. Ci następcy funkcjonują do dzisiaj, a przedmiotów
usuniętych w okresie stalinowskim z programu studiów wydziałów prawa, do
dziś nie przywrócono w pełnym wymiarze (wyjątek stanowią tu uczelnie

20
Por. J. Kossecki, Podstawy nauki porównawczej o cywilizacjach, Kielce 1996, s. 31.
Jakie były praktyczne skutki stosowania „teorii dowodów” A. Wyszyńskiego, mówiono już na naradzie aktywu
partyjnego Najwyższego Sądu Wojskowego i Zarządu Sądownictwa Wojskowego w dniach 20 i 21 listopada
1956 r. Uczestniczący w tej naradzie kapitan Włodzimierz Tereszczuk stwierdził: „Proces inkwizycyjny
wszczyna się na podstawie donosów - tak było również w sprawach tatarowskich (procesy gen. Stanisława
Tatara i jego kolegów - przyp. J. K.). Sąd nie stosował się do większości zasad procesu karnego, nie
przestrzegano na przykład zasady obiektywizmu, która nakazuje zbieranie wszystkich dostępnych materiałów
dowodowych, zsady prawdy materialnej, z której wynika obowiązek najsumienniejszej pracy organów
sprawiedliwości, obok jednoczesnego zwiększenia uprawnień oskarżonego. Ja widziałem na tych procesach
dwie prawdy: jedną materialną, a drugą fikcyjną, stworzoną przez Skulbaszewskiego i jemu podobnych. Organa
śledcze prawdę fikcyjną przykrywały zasłoną prawdy materialnej.
Jak do tego dochodzono, dowiedziałem się z rozprawy przeciwko ppłkowi Ledwigowi. Polegało to na
tym, że oskarżonego przesłuchiwano bez przerwy po 20-24 godziny na dobę, często stojąc (wskutek czego
przesłuchiwani mieli spuchnięte i zsiniałe nogi), obiecywano im łagodne kary, zwolnienie itd., a w razie
nieprzyznania się grożono rozstrzelaniem albo uwięzieniem najbliższych. Jeżeli uzyskano takie przyznanie się,
popierano to zeznaniami jednego albo dwóch świadków z tej samej grupy, których zeznania tak samo
wymuszono. Dla sądu to było wystarczające i sąd oszukiwał nie tylko oskarżonych, ale również i własne
sumienie, nie starał się dogłębnie zbadać sprawy, gdyż się bał. (...)” Cyt. wg. J. Poksiński, My sędziowie nie od
Boga, wyd. cyt. , s. 127-128.
21
Jednym z najbardziej merytorycznie kompetentnych - a być może wręcz najbardziej kompetentnym -
człowiekiem w tym gronie był mianowany profesorem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego
Stanisław Katz Suchy, który miał ukończoną szkołę średnią i prawdziwą przedwojenną maturę oraz jeden rok
studiów na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego.15
katolickie), czemu zresztą trudno się dziwić, gdyż brak jest specjalistów z tych
dziedzin, nie kształcono ich bowiem w Polsce przez blisko pół wieku.
Luki w wykształceniu naszych prawników, nie znających prawa
kanonicznego, dały znać o sobie np. w związku ze sprawą negocjowania,
podpisania i ratyfikacji konkordatu ze Stolicą Apostolską.
W codziennej praktyce naszych sądów i organów ścigania daje natomiast
znać o sobie brak wykształcenia w zakresie nowoczesnej teorii dowodów,
w których ocenie panuje zupełny woluntaryzm, maskowany zasadą swobody
oceny dowodów. Drastycznym przykładem braków w tej dziedzinie były
publiczne kontrowersje w związku z oceną materiału dowodowego dotyczącego
sprawy byłego premiera Józefa Oleksego, które wystąpiły między Urzędem
Ochrony Państwa i byłym ministrem spraw wewnętrznych Andrzejem
Milczanowskim (z zawodu prawnikiem, byłym prokuratorem) z jednej strony,
a Prokuraturą Warszawskiego Okręgu Wojskowego z drugiej
22
. Zarówno w tej
sprawie, jak i w wielu innych okazało się, że w szerokich kręgach prawniczych
współczesnej Polski, funkcjonują nadal elementy teorii dowodów
A. Wyszyńskiego, w myśl której już sam kontakt z przestępcą może stanowić
dowód winy. Niemal powszechnie też, przyznanie się do winy oskarżonego
traktowane jest jako dowód - jeżeli nie wręcz „dowód koronny”
23
.
Analogicznych zniszczeń dokonano w naukach ekonomicznych i systemie
kształcenia ekonomistów. Z programu studiów ekonomicznych usunięto
psychologię gospodarczą, bez znajomości której nie można zrozumieć głębszych

22
Por. BIAŁA KSIĘGA. AKTA Śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Warszawskiego Okręgu Wojskowego
w Warszawie w sprawie wniosków Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 19.12.1995 r. i 16.01.1996 r.
(sygnatura akt PoŚl 1/96). Warszawa 1996.
23
Doświadczony sędzia Janusz Wojciechowski pisze na ten temat: „(...) Nie zapomnę wstrząsającej sprawy
chłopaka oskarżonego o zabójstwo własnej matki. Przyznał się i siedział ponad rok w areszcie, zanim
obiektywne dowody wykluczyły jego sprawstwo. Przepadła zarazem szansa złapania prawdziwego zabójcy.
Pamiętam inną sprawę - mężczyzny oskarżonego o zabicie kobiety, wieczorem na skraju miasta. Też się
przyznał, przesiedział trzy lata, aż się okazało, że kobieta prawdopodobnie w ogóle nie została zamordowana,
tylko ją samochód zabił”. J. Wojciechowski, Dowód koronny, „Rzeczpospolita”, 4 marca 1996 r.
„(...) Może to zabrzmi jak herezja, ale tak to widzę na gruncie własnych sądowych doświadczeń, że nie
ma niczego gorszego dla śledztwa niż podejrzany ochoczo przyznający się do winy.
Prowadzący śledztwo tracą wtedy głowy. Przestają myśleć o zabezpieczeniu śladów, eksperymentach,
ekspertyzach, opiniach, poszukiwaniu obiektywnych, wiarygodnych świadków. Nic tylko przesłuchują
podejrzanego dziesiątki razy, maglują na wszystkie strony od świtu do wieczora i «kupują» największe nawet
brednie. Potem urządzają jeszcze przedstawienie teatralne pt. «wizja lokalna», żeby podejrzany odegrał
stosowną rolę według instrukcji i żeby to utrwalić w protokółach i na taśmach. Jeżeli na wizji pokazywał -
znaczy że winien, taki funkcjonuje stereotyp. Zapomina się przy tym, że wizja lokalna w myśl przepisów
kodeksu postępowania karnego nie jest pomyślana jako przedstawienie. Zarządzić ją można tylko wtedy, gdy
trzeba sprawdzić jakieś okoliczności, istotne i wątpliwe. Nie jest dopuszczalne czynienie z wizji swoistej
ilustracji do wyjaśnień oskarżonego. Kto by jednak zaprzątał sobie głowę takimi drobiazgami, skoro śledztwo
idzie jak po maśle.
A potem przed sądem oskarżony oświadcza niespodziewanie, że nie jest winien i że się nie przyznaje.
Poprzednie wyjaśnienia są nieprawdziwe, bo go do nich nakłaniano, zastraszono albo bito. Że na wizji
pokazywał wszystko według policyjnego scenariusza. No i wtedy wychodzi na jaw przykra prawda, że poza
odwołanym przyznaniem to właściwie innych dowodów nie ma. I oskarżenie zaczyna się sypać. Pamiętam kilka
poważnych spraw, które tak właśnie doprowadzono do upadku”. J. Wojciechowski, Przyznanie się do winy,
czyli utrodnianie śledztwa, „Rzeczpospolita”, 12 grudnia 1996 r.16
mechanizmów funkcjonowania rynku i motywacji działań ludzi w życiu
społeczno-gospodarczym. Dyscyplina ta do dziś zresztą - mimo wprowadzania u
nas gospodarki rynkowej - nie została w Polsce odbudowana, chociaż bez
znajomości psychologicznych mechanizmów gospodarki nie jest możliwe
prawidłowe jej zorganizowanie (i to zarówno gospodarki rynkowej jak
i planowej), nie mówiąc już o skutecznym prowadzeniu wszelkiego rodzaju
negocjacji, czy marketingu. Zamiast niej naucza się pewnych chwytów
marketingowych czy metod negocjacji bez znajomości i zrozumienia praw
psychologicznych, na których się one opierają.
Podstawą wykształcenia ekonomistów stała się marksistowska ekonomia
polityczna. Wykład tego przedmiotu obejmował przedkapitalistyczne sposoby
produkcji, kapitalistyczny sposób produkcji i socjalistyczny sposób produkcji.
Przedkapitalistyczne sposoby produkcji były ujmowane bardzo skrótowo.
Wiedza zaś o sposobie produkcji kapitalistycznym była oparta na pracach
K. Marksa, F. Engelsa oraz W. I. Lenina, była więc już w latach czterdziestych
i pięćdziesiątych XX wieku mocno przestarzała.
Analiza socjalistycznego sposobu produkcji zajmowała najwięcej miejsca
w wykładach ekonomii politycznej, miała jednak charakter głównie
ideologiczno-propagandowy i w praktyce była mało użyteczna. Np. mówiąc
o gospodarce planowej nie uczono nowoczesnych metod prognozowania
demograficznego ani też planowania gospodarczego opartego o prognozy
rozwoju ludności. W praktyce więc planowanie gospodarcze niejako wisiało
w przysłowiowej próżni. Na szczęście pewne elementy demografii ocalały
w naszej nauce i w późniejszym okresie wróciły do programu studiów
ekonomicznych, a nawet były uwzględniane w praktyce planowania rozwoju
społeczno-gospodarczego.
Jako głównego współczesnego ekonomistę, który twórczo rozwija
dorobek Marksa, Engelsa i Lenina, przedstawiano Józefa Stalina, którego
główny wkład do ekonomii politycznej stanowić miała jego książka pt.
„Ekonomiczne problemy socjalizmu w ZSRR”. W książce tej Stalin
sformułował dwa „podstawowe prawa ekonomiczne”. Jedno z nich to
podstawowe prawo ekonomiczne współczesnego kapitalizmu, którego istotą jest
zapewnienie maksymalnego zysku kapitalistycznego w drodze wyzysku, ruiny
i pauperyzacji większości ludności danego kraju, ujarzmiania i systematycznego
ograbiania narodów innych krajów, zwłaszcza zacofanych, wreszcie w drodze
wojen i militaryzacji gospodarki narodowej wykorzystywanych dla zapewnienia
najwyższych zysków. Natomiast drugie z nich to podstawowe prawo
ekonomiczne socjalizmu, które według Stalina polega na zapewnieniu
maksymalnego zaspokojenia stale rosnących materialnych i kulturalnych
potrzeb całego społeczeństwa w drodze nieprzerwanego wzrostu i doskonalenia
produkcji socjalistycznej na bazie najwyższej techniki. 17
Uprawiana w ten sposób ekonomia polityczna bliższa była propagandowej
indoktrynacji politycznej niż nowoczesnej dyscypliny naukowej. Nic więc
dziwnego, że kariery naukowe mogli w tym czasie robnić ludzie tacy jak
Seweryn Bialer, który najpierw - w okresie od maja 1945 r. do czerwca 1951 był
kolejno kierownikiem wydziału politycznego Centrum Wyszkolenia Milicji
Obywatelskiej w Słupsku, kierownikiem wydziału politycznego Komendy
Głównej Milicji Obywatelskiej w Warszawie i zajmował inne kierownicze
stanowiska polityczne w Milicji Obywatelskiej; następnie w okresie od czerwca
1951 do 31 stycznia 1956 r. działał jako aktywista partyjny pracując w Wydziale
Propagandy Komitetu Centralnego PZPR, był lektorem KC PZPR, a także
profesorem Instytutu Nauk Społecznych przy KC PZPR i pracownikiem
naukowym Zakładu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk, chociaż -
jak można wnioskować z jego życiorysu opublikowanego po jego ucieczce
z kraju przez Wydawnictwo „Wolnej Europy” - nie miał ukończonych wyższych
studiów z prawdziwego zdarzenia i nie wiadomo czy miał porządną maturę -
urodził się 3 listopada 1926 r., w momencie wybuchu wojny miał więc 13 lat,
a później żył w warunkach, w których raczej nie miał możności ukończenia
normalnej szkoły średniej, czy tym bardziej wyższych studiów24
. S. Bialer nie
był wyjątkiem.
W rezultacie opisanych wyżej pseudonaukowych działań wychowano całe
pokolenie niedouczonych ekonomistów, które rzecz jasna wychowało
podobnych sobie następców. Ci ludzie po latach, przystępując do reformowania
gospodarki w ramach słynnego planu Balcerowicza, operowali abstrakcyjnym
modelem gospodarki wolnorynkowej znanym z czasów K. Marksa,
wzbogaconym doktryną monetarystyczną zapożyczoną z Zachodu, z którą
łączyła ich zasada dławienia popytu, w okresie socjalizmu służąca akumulacji,
zaś w okresie III RP walce z inflacją. Nie znali oni psychologii gospodarczej
byli więc dawniej i są obecnie zaskakiwani nieprzewidzianymi reakcjami
społeczeństwa. Takimi ludźmi łatwo mogli manipulować zachodni partnerzy,
znakomicie znający psychologiczne podstawy wolnego rynku.
W socjologii ograniczano wszelkie teorie niemarksistowskie, zaś
całkowicie eliminowano teorie sprzeczne z marksizmem, starając się tę
dyscyplinę ograniczyć do materializmu historycznego, według którego rozwój
społeczeństwa jest określany przez sposób produkcji dóbr materialnych
koniecznych do istnienia ludzi.
Analogiczna sytuacja była w psychologii, którą starano się oprzeć na
materialiźmie dialektycznym i historycznym oraz fizjologii I. P. Pawłowa.
Historię sprowadzono do roli dyscypliny usługowej w stosunku do
propagandy, zaś metodologię badań historycznych starano się ograniczyć do
dialektyki marksistowskiej, stosowanej zresztą w zależności od aktualnych

24

Awatar użytkownika
historyk
Posty: 334
Rejestracja: 19 lis 2010, 20:35

Re: JAK MANIPULOWANO NAUKĄ POLSKĄ

Post autor: historyk » 25 wrz 2012, 21:35

Por. S. Bialer, Wybrałem prawdę, Rozdział pierwszy, Wydawnictwo „Wolnej Europy”, s. 2.18
potrzeb politycznych. Przygotowano też bardzo szybko nowe podręczniki
historii, opracowane zgodnie z wytycznymi władz politycznych.
W 1951 r. została wydana „Historia Polski” Gryzeldy Missalowej
(uczennicy profesora Marcelego Handelsmana) i Janiny Schoenbrenner - miał to
być w założeniu ówczesnych dysponentów nauki polskiej, pierwszy oparty na
metodologii marksistowskiej podręcznik historii naszego kraju; za udaną próbę
uznali go tacy historycy jak W. Kula, B. Leśnodorski i T. Manteuffel
25
.
W książce tej czytamy m.in.:
„Upatrzeni na przywódców powstania kierownicy AK związani byli
z okupacyjnymi władzami i Gestapo. (...)
(...) Zdradzieckie dowództwo AK poddało się władzom hitlerowskim.
Z honorami wzięli oni do "niewoli" hrabiego Bora-Komorowskiego,
zbrodniczego "przywódcę" powstania”
26
.
„(...) Do szeregów PPS przedostało się dużo ludzi obcych klasie
robotniczej, dużo wrogów. Ale i w szeregach rewolucyjnej PPR ujawniły się
obce elementy, prawicowa, nacjonalistyczna grupa Gomułki. Nie chciała ona iść
drogą wytyczoną przez ZSRR, drogą dyktatury proletariatu wypróbowaną przez
WKP(b), drogą walki klasowej o zbudowanie socjalizmu. Twierdziła fałszywie,
że istnieją dwie drogi. Hamowała walkę o przebudowę wsi, o to, by biedota
wiejska i średniorolni chłopi zrzeszeni w dobrowolne spółdzielnie produkcyjne
mogli szybko zdobyć dobrobyt i kulturę. Zdrowe elementy obu partii pokonały
te wszystkie trudności. KC PPR napiętnował i rozbił odchylenie prawicowe
i nacjonalistyczne”
27
.
W tym samym roku, gdy ukazał się cytowany podręcznik, odbywał się
proces generała Stanisława Tatara i innych wyższych wojskowych,
w więzieniach przebywało wielu żołnierzy AK, a także miało miejsce
aresztowanie Mariana Spychalskiego wreszcie samego Władysława Gomułki.
Powyższe więc fragmenty „Historii Polski” G. Missalowej i J. Schoenbrenner
stały już na pograniczu aktualnej propagandy i donosu policyjnego.
O tym, że G. Missalowa i J. Schoenbrenner nie były w środowisku
historyków odosobnione, świadczyć mogą nie tylko wspomniane wyżej
pozytywne oceny ich podręcznika dokonane w partyjnych „Nowych Drogach”
w 1952 r. przez W. Kulę, B. Leśnodorskiego i T. Manteuffla
28
, ale również
liczne inne publikacje z tego okresu.
Warto tu dla przykładu zacytować fragment artykułu profesora Tadeusza
Manteuffla (tego samego, który w 1968 r. stał się sztandarową postacią
ówczesnej opozycji) opublikowanego w „Życiu Warszawy” z dnia 23 stycznia
1953 r. W artykule tym czytamy m.in.:

25
Por. Gryzelda Missalowa (1 V 1901 - 18 III 1978), „KWARTALNIK HISTORYCZNY”, Rocznik LXXXV,
Nr 4, Warszawa 1978, s. 1116.
26
G. Missalowa, J. Schoenbrenner, Historia Polski, Warszawa 1951, s. 284-285.
27
Tamże, s. 299.
28
Por. „Nowe Drogi”, nr 3, 1952.19
„Zadaniem polskiej nauki historycznej powinno być przeto przywrócenie
poszanowania dla faktów i bezlitosne rozbijanie skorupy kłamstw pod którymi
słudzy Watykanu, obszarnictwa i faszyzmu usiłowali ukryć i wypaczyć prawdę
historyczną”
29
.
Właśnie w 1953 r., w którym T. Manteuffel opublikował swój artykuł,
miał miejsce proces biskupa Czesława Kaczmarka - ordynariusza kieleckiego,
któremu zarzucano, że jako „sługa Watykanu” rzekomo współpracował
z faszystami. Również w tym samym roku nastąpiło aresztowanie prymasa
Stefana Wyszyńskiego, a w więzieniach przebywało wielu przedstawicieli
polskiego duchowieństwa. Publicystyka więc T. Manteuffla stała (podobnie jak
G. Missalowej i J. Schoenbrenner) na pograniczu propagandy i donosu
politycznego
30
.
Do programów studiów na wszystkich kierunkach wprowadzono takie
przedmioty ideologiczno-indoktrynacyjne jak podstawy marksizmu-leninizmu,
ekonomia polityczna, podstawy filozofii marksistowskiej; do szkół średnich zaś
takie przedmioty jak nauka o społeczeństwie, nauka o Polsce i świecie
współczesnym, zaś inne przedmioty przesycono treściami ideologicznymi.
Naukę w szkole podstawowej przedłużono z 7 do 8 lat, zaś w szkole
średniej - czyli liceum - skrócono do lat 4. Usunięto też z programu szkół
ogólnokształcących propedeutykę filozofii, w ramach której obok elementów
historii filozofii, nauczana była psychologia i logika - a więc przedmioty uczące
samodzielnego krytycznego myślenia i oceny informacji niezbędnych przy
podejmowaniu decyzji życiowych. Usunięto też łacinę jako przedmiot
obowiązkowy w gimnazjach i liceach humanistycznych, która uczyła
humanistów precyzyjnego wyrażania swych myśli. Zlikwidowano podział szkół
średnich na matematyczno-przyrodnicze i humanistyczne, wprowadzając w ich
miejsce licea ogólnoształcące, a ponadto bardzo rozbudowano średnie
szkolnictwo zawodowe.
Stosunkowo obronną ręką wyszły z tego pogromu nauki ścisłe, techniczne
i częściowo przyrodnicze. Od wpływu przedstawicieli tych nauk na życie
społeczno-polityczne zabezpieczono się jednak w latach późniejszych lansując
hasło walki z wpływem technokratów.

29
„Życie Warszawy”, 23 stycznia 1953 r.
30
Trudno się dziwić, że w tej sytuacji zwykli publicyści - nie posiadający wyższego wykształcenia - pisali
teksty takie jak np. Tadeusz Mazowiecki, który 27 września 1953 r. we „Wrocławskim Tygodniku Katolickim”,
opublikował artykuł pt. „Wnioski”, w którym czytamy m.in.:
„Proces ks. biskupa Kaczmarka udowodnił również naocznie, i to nie po raz pierwszy, jak dalece
imperializm amerykański, pragnący przy pomocy nowej wojny, a więc śmierci milionów ludzi, narzucić
panowanie swego ustroju wyzysku i krzywdy społecznej krajom, które obrały nową drogę dziejową, usiłuje
różnymi drogami oddziaływać na duchowieństwo oraz ludzi wierzących i kierować ich na drogę walki z własną
ojczyzną, stanowiącą wspólne dobro wszystkich obywateli. Przedstawiając się jako obrońca cywilizacji
chrześcijańskiej, imperializm amerykański dokonuje nadużycia, pragnąc oszukać katolików w krajach
demokracji ludowej, w szczególności w Polsce, że nowa wojna, wojna dokonywana przy pomocy neohitlerowskiego Wehrmachtu ma pozostawać w zgodzie z dobrem Kościoła. (...). T. Mazowiecki, WNIOSKI,
„Wrocławski Tygodnik Katolicki”, 27 września 1953 r.20
Nauki biologiczne ucierpiały jednak poważnie. Biologów zmuszano do
uznania pseudonaukowych koncepcji radzieckiego akademika Trofima Łysenki
(protegowanego Stalina) i jego szkoły. Wybitny radziecki genetyk Nikołaj
Wawiłow, który przeprowadził ostrą krytykę koncepcji Łysenki, został
aresztowany i zmarł w więzieniu.
Na temat naukowców, którzy nie chcieli się pogodzić z uprawianiem tego
rodzaju pseudonauki narzucanej środowiskom naukowym pod szyldem
marksizmu, pisał w 1953 r., z okazji śmierci Stalina, profesor A. Schaff:
„Należy stwierdzić, że wielu filozofów polskich - zwłaszcza wśród
młodszego pokolenia - przeszło dużą ewolucję pod tym względem. Należy
jednak stwierdzić jednocześnie, że ciągle jeszcze straszą u nas upiory filozofii
obiektywistycznej, "prawdziwie naukowej", która pod przykrywką
ponadklasowości spełnia faktycznie wyraźnie klasową, wrogą socjalizmowi
funkcję filozofii burżuazji. Te wpływy musimy wytrzebić do końca. Musimy
doprowadzić do zrozumienia przez ogół filozofów, że twórczą,
antydogmatyczną filozofią może być tylko filozofia zwalczająca sprzeczne ze
stanowiskiem nauki idealizm i metafizykę, że taką filozofią może być tylko
materializm dialektyczny.
Powiązania z praktyką, ostrej klasowości, nieprzejednanej postawy wobec
wroga klasowego - oto czego uczy nas Stalin. Uczy nas, że taką postawę może
mieć tylko zwolennik materializmu dialektycznego. Ta nauka Stalina winna się
stać własnością wszystkich naszych filozofów”.
„Odszedł od nas Józef Stalin - gigant myśli i czynu. Umarł, ale
jednocześnie pozostał z nami, gdyż żyją i działają Jego nieśmiertelne idee, żyje
i rozwija się Jego dzieło (...)”
31
.
Nie były to słowa rzucane na wiatr, ludzie, którzy nie chcieli zgodzić się
na uprawianie pseudonauki w stylu, którego próbki pokazano powyżej, byli
w sposób brutalny eliminowani z uczelni i odsuwani od wpływu na młodą kadrę.
W rezultacie wychowano całe pokolenie humanistów, dla których
pseudonaukowa metoda upowszechniana w tym czasie przez takich ludzi, jak
wymienieni wyżej prominenci PRL-owskiej nauki, stała się chlebem
powszednim. Ci ludzie dzierżyli w swym ręku ster nauki polskiej - zwłaszcza
zaś wpływ na decyzje personalne i programowe - w okresie późniejszym i byli
w stanie dość skutecznie blokować, a przynajmniej utrudniać podejmowane
wielokrotnie (jeszcze w okresie PRL-u) próby zmiany sytuacji w polskiej
humanistyce. Wychowali też oni swych następców w różnych dziedzinach nauki
(analogicznie jak w naukach prawnych i ekonomicznych, o czym
wspominaliśmy wyżej), którzy funkcjonują do dziś, zarówno w życiu
naukowym jak i politycznym.

31
A. Schaff, Stalinowski wkład w filozofię marksistowską, „Myśl Filozoficzna”, nr 2, 1953. 21
Część II
Okres gomułkowski
„W 1958 roku organy bezpieczeństwa zlikwidowały 20 organizacji
młodzieżowych uznanych za nielegalne, aresztując 160 osób w wieku 16-25 lat,
zajmujących się głównie drukiem i kolportażem ulotek i innych
antypaństwowych napisów. W 1959 roku aresztowano za podobne sprawy 62
osoby”
25
.
Jak widać za groźne antypaństwowe organizacje uważano
niezarejestrowane przez władze grupy młodzieży lub nawet wręcz dzieci, które
miały odwagę głosić i upowszechniać poglądy polityczne sprzeczne
z narzuconym przez władze kanonem.
Aby poradzić sobie z opozycyjnie nastawioną młodzieżą nie wystarczyły
same represje, trzeba było objąć kontrolą szkoły, a przede wszystkim wyższe
uczelnie - gdyż to właśnie studenci stanowili element najbardziej aktywny na
polu opozycyjnym;
„W uczelniach decydowały o wszystkim nie tylko struktury partyjne, ale
i ubeckie czy esbeckie. Każda uczelnia miała swojego «opiekuna» w wiadomej
komendzie, zwykle oficera średniego stopnia; funkcjonował w niej też
«łącznik», czyli młodszy oficer - oficjalnie asystent lub adiunkt. Obydwaj
kierowali siatką konfidentów oraz prowadzili nadzór personalny, zajmując się
m.in. tym, kto przejawia jakie poglądy i czy chodzi do kościoła. Oprócz tego,
w każdej szkole wyższej pracowali jako nauczyciele akademiccy oficerowie
UB-SB. których «fachowo» określano jako «pracujący pod przykrywką». Było
ich w zależności od wielkości uczelni - od kilku do kilkunastu; kiedyś w liście
do jednego z czasopism pewna pani profesor podała, że na UJ działało ich aż 32.
Nie ujawniali oni swych pozycji, choć ta «tajemnica» nie dawała się całkowicie
ukryć; pozostając w stałym kontakcie z sekretarzami komitetów uczelnianych
PZPR (zawsze z sekretarzami organizacyjnymi, nie zawsze zaś z I sekretarzami
- przyp. J. K.), mieli istotny wpływ na wszelkie nominacje oraz na zatrudnianie
asystentów.
W komórkach administracyjnych szkół wyższych istniały też stanowiska,
przeznaczone dla ukrytych funkcjonariuszy lub stałych «współpracowników».
Z reguły - w działach współpracy z zagranicą, a także w dziekanatach i studiach
języków obcych. Każdy kandydat na asystenta był oceniany wspólnie przez
instancję partyjną i strukturę esbecką - profesor nie miał decydującego głosu,
chyba że sam tkwił w tych układach. Przyszły asystent musiał mieć «czyste
konto» ideologiczne, należeć przynajmniej do ZSP, a najlepiej do ZMS -
preferowano «funkcyjnych» członków tych organizacji. Partyjność bądź
obietnica «wstąpienia» do PZPR odgrywały najważniejszą rolę. Nieliczne
wyjątki dotyczyły np. przypadków, gdy kandydat wywodził się z nieźle

25
H. Dominiczak, Organy bezpieczeństwa PRL..., wyd. cyt., s. 167. 22
notowanej «rodziny profesorskiej» i sam wyznawał «naukowy
światopogląd»”
26
.
Placówki Polskiej Akademii Nauk były w analogiczny sposób
kontrolowane przez centralę MSW. Wyjazdy zaś zagraniczne, zwłaszcza na
placówki, były kontrolowane na analogicznych zasadach jak służba zagraniczna,
której znaczna część była kadrowymi funkcjonariuszami MSW lub wojskowych
tajnych służb. Np. w latach siedemdziesiątych istniała niepisana, ale
przestrzegana zasada, że w składzie osobowym Ministerstwa Spraw
Zagranicznych 35% stanowili oficerowie wywiadu cywilnego, 15% to
oficerowie wywiadu wojskowego, a pozostali - tzn. 50% byli „niezapisani”
27
.
Wśród tych „niezapisanych” byli protegowani instancji partyjnych, osoby
spokrewnione lub w inny sposób związane z dygnitarzami partyjnymi
i państwowymi PRL, a także czasami autentyczni fachowcy - np. znający języki
obce.
Cały ten niezwykle rozbudowany aparat walki informacyjnej był ociężały
i niesprawny. Najczęściej zajmował się „mieleniem sieczki informacyjnej”, co
najwyraźniej uwidoczniało się na odcinku walki z autentyczną profesjonalną
działalnością obcych wywiadów - i to przez cały okres istnienia PRL. Najlepiej
świadczyć o tym mogą, zawarte w Informatorze o osobach skazanych za
szpiegostwo w latach 1944-1984 wydanym w 1986 r. w Warszawie przez Biuro
„C” MSW, dane na temat osób skazanych za szpiegostwo w okresie 1944-1984
r. (a więc przez prawie cały okres istnienia PRL). Według tego Informatora
w latach 1944-1984 za działalność szpiegowską w PRL aresztowano i skazano
2168 osób. Wśród nich - według H. Piecucha - „(...) rzeczywistych agentów
obcych wywiadów jest jednak nie więcej niż 350-400. Pozostałe osoby to ofiary
manipulacji służb specjalnych, sądów i prokuratury. Skazywano na podstawie
dowodów sfałszowanych lub istniejących jedynie w wyobraźni sędziów,
prokuratorów i pracowników bezpieki. Pod współpracę z wywiadem często
podciągano działalność niepodległościową, a nawet opozycyjną.
Ale nawet wśród tych 350-400 osób, szpiegów naprawdę groźnych można
policzyć na palcach jednej ręki, zaś asów było jeszcze mniej. Autor zna tylko
dwóch, Jerzego Strawę i Bogdana Walewskiego. Pierwszy został skazany na
śmierć, drugi tylko na 25 lat więzienia. Pierwszego powieszono, drugiego
wymieniono. Wśród ujawnionych agentów przeciwnika nie było ani jednej
osoby rangi pułkownika Kuklińskiego. A przecież dobrze wiadomo, że tacy
ludzie w Polsce działali, nawet na bardzo wysokich stanowiskach. Ale nigdy nie
dali się złapać. Sprzyjała temu obowiązująca zasada, że ludzie należący do elity,
czyli sitwy, są nieskazitelni, a jakiekolwiek wątpliwości na temat ich lojalności
są nietaktem. Mówią o tym dokumenty, np. Oświadczenie. Generał bryg. pil.

26
Z. Ż., Nauka po komunizmie, „Myśl Polska”, 2 sierpnia 1998 r.
27
Por. T. Kosobudzki, BEZPIEKA W MSZ - Służby specjalne w polityce zagranicznej RP w latach 1989-1997,
Kielce - Warszawa 1998, s. 16. 23
Adam B... zajmuje tak poważne stanowisko w ludowym Wojsku Polskim, że
problem jego karalności nie może w ogóle wchodzić w grę. W związku
z powyższym wysyłanie zapytań w tej sprawie do Rejestru Skazanych byłoby
zbędną formalnością...
Jeszcze mizerniej przedstawiają się osiągnięcia służb wojskowych –
Informacji i WSW”
28
.
Ważnym terenem ścierania się wpływów narodowych i wolnomularskich
z wpływami komunistycznymi była nauka.
W okresie po 1956 r. podjęto pewne próby uzdrowienia sytuacji w nauce
polskiej. Wrócili na katedry usunięci wcześniej profesorowie, rozpoczęto
szeroko zakrojoną wymianę naukową z zagranicą (zahamowaną w latach
poprzednich). Uzdrowienie nauki okazało się jednak nie takie proste.
Przede wszystkim w polskiej nauce, a w szczególności humanistyce,
zadomowiło się już w tym okresie wielu pseudonaukowców, którzy w czasach
stalinowskich rozpoczęli ułatwioną i przyspieszoną karierę naukową (właściwie
biurokratyczną imitację kariery naukowej), a po 1956 roku byli nadal dobrze
ustawieni politycznie i obrastali w tytuły, stopnie i stanowiska, przede
wszystkim zaś kontrolowali główne kanały awansu naukowego. Z kolei starzy
przedwojenni profesorowie z prawdziwego zdarzenia, którzy swój szczytowy
okres rozwoju mieli już za sobą, kształcili się i rozwijali naukowo wiele lat
wcześniej i nauczyli się stosować metodologię naukową, która w drugiej
połowie XX wieku była już w dużej mierze przestarzała; coraz częściej zdarzało
się im, że nie mogli zrozumieć prac naukowych ze swej dziedziny wydawanych
za granicą, które teraz docierały do Polski - w okresie bowiem gdy nauka polska
była odcięta od kontaktu z nauką światową, w światowej humanistyce dokonał
się wielki postęp związany z szerokim stosowaniem metod matematycznych,
cybernetyki oraz z szerokim wykorzystywaniem wyników nowocześnie
prowadzonych i opracowywanych badań empirycznych. Trudno było starym
przedwojennym naukowcom humanistom uczyć się matematyki, cybernetyki
i tym podobnych „nowinek”, woleli więc żyć w symbiozie z pseudonaukowcami
stalinowskiego chowu. Jedni i drudzy starali się jak umieli szkolić następców
i wychowali ich „na obraz i podobieństwo swoje”. W rezultacie wychowano
pokolenie humanistów, które pod względem metodologicznym można nazwać
pokoleniem „młodych staruszków”, a w wielu wypadkach nawet
i pseudonaukowców. Oczywiście były wyjątki od tej reguły, ale nie one
nadawały ton naszej oficjalnej humanistyce
41
.

28
H. Piecuch, Akcje specjalne, wyd. cyt., s. 406-407.
41
Jako przykład może tu służyć twórca polskiej cybernetyki Marian Mazur, który po 1956 roku mógł już swój
dorobek z zakresu cybernetycznej teorii układów samodzielnych - mający przełomowe znaczenie dla nauki
światowej - prezentować jawnie, ale musiał się tułać po różnych instytucjach naukowych, nie pozwolono mu 24
Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że nawet tradycyjna humanistyka
polska nie została w pełni odbudowana. Co prawda profesor Tadeusz
Kotarbiński został w 1957 r. prezesem Polskiej Akademii Nauk, ale np. do
programu szkół średnich nie wróciła jako obowiązkowy przedmiot
propedeutyka filozofii i wykładana dawniej w jej ramach psychologia. Usunięte
z programu studiów prawniczych prawo kanoniczne również nie zostało
przywrócone (usunięto je w okresie stalinowskim, chociaż bez jego znajomości
trudno mówić o pełnej wszechstronnej znajomości prawa); nie wróciła też do
programu studiów prawniczych psychologiczna teoria prawa ani socjologia
prawa. W sądownictwie i naukach prawnych wprawdzie oficjalnie potępiono
stalinowską teorię dowodów A. Wyszyńskiego, ale w programie studiów
prawniczych nie wprowadzono jako osobnego przedmiotu nowoczesnej teorii
dowodów, poprzestając na głoszeniu zasady swobodnej oceny dowodów przez
sędziego, ponieważ zaś trudno jest sądom i organom ścigania obchodzić się bez
pomocy jakiejkolwiek teorii dowodów, nic więc dziwnego, że w praktyce
wymienionych organów PRL pokutowała nadal - oczywiście nieoficjalnie -
teoria A. Wyszyńskiego (tworząc jakby swoisty drugi obieg prawny). Nie
wróciła również usunięta w okresie stalinowskim z programu studiów
ekonomicznych psychologia gospodarcza (bardzo zemściło się to w okresie
wprowadzania gospodarki rynkowej po 1989 roku, gdyż psychologia
gospodarcza to podstawa tego rodzaju gospodarki).
Można ogólnie stwierdzić, że w okresie po 1956 r. w polskiej
humanistyce panował dalej marksizm w jego poststalinowskim wydaniu,
dopuszczono tylko pewne elementy nauki niemarksistowskiej - ale tylko takie,
które nie były w zasadniczy sposób sprzeczne z marksizmem-leninizmem.
Ludzie, którzy przed 1956 rokiem zrobili karierę naukową, mieli nadal
decydujący głos zarówno przy układaniu programów studiów jak i w sprawach
personalnych, byli bowiem mężami zaufania politycznych dysponentów polskiej
nauki. Zadbali też o to, aby swą pozycję umocnić od strony formalnej,
przyznając sobie różne stopnie i tytuły naukowe i utrudniając awanse młodym
ludziom, którzy mogli stanowić dla nich ewentualną konkurencję.
Rozbudowywano więc biurokratyczne procedury zdobywania i zatwierdzania
stopni i tytułów naukowych oraz ściśle kontrolowano wszelkie awanse w nauce
- zwłaszcza zaś na uczelniach.
Nie gardzono też donosami politycznymi i oszczerstwami, zaś w stosunku
do LND - która kultywowała prawdziwe nauki humanistyczne, jako podstawę
kształcenia swych kadr, użyto nawet represji policyjno-sądowych.
Oprócz tego na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dokonano
posunięcia bardzo groźnego dla rozwoju nauk technicznych (które ocalały ze
stalinowskiego pogromu) - zabroniono pracownikom politechnik (podobnie

podjąć wykładów z cybernetyki na uczelni, a w końcu odmówiono przyznania tytułu profesora zwyczajnego
(tytuł zaś profesora nadzwyczajnego uzyskał dawniej za prace z zagadnień termoelektryczności). 25
zresztą jak i innych uczelni) posiadania dodatkowych etatów w przemyśle,
budownictwie czy biurach projektowych. Wolno było natomiast - za specjalnym
pozwoleniem - posiadać dodatkowe etaty w aparacie partyjnym, Polskiej
Akademii Nauk czy aparacie państwowym. Rezultat był taki, że pracownicy
uczelni technicznych stracili posiadane przedtem stałe kontakty z gospodarką
i życiem technicznym (o ile decydowali się pozostać na uczelni). Wyższe
szkolnictwo techniczne w znacznej mierze oderwało się wówczas od praktyki.
Kiedy po 1956 roku rozpoczął się okres naszej wzmożonej wymiany
naukowej z Zachodem, ośrodki kierujące w tym czasie nauką polską nie miały
nowoczesnej koncepcji wykorzystania w naszym interesie tej wymiany. Taką
koncepcję miał oczywiście wywiad SB (polegała ona na kradzieży informacji)
i on też w znacznym stopniu sterował wymianą naukową z Zachodem w swoim
interesie, a że nie był on zainteresowany w rozwijaniu polskiej samodzielnej
nauki (z tego MSW nie rozliczano), lecz raczej w wykorzystaniu naukowców do
celów rozpoznania ośrodków zachodnich, więc to sterowanie przez MSW
wymianą naukową z zagranicą nie wyszło na zdrowie naszej nauce.
Natomiast ośrodki zachodnie miały swoją koncepcję wykorzystania
wymiany naukowej z Polską i innymi krajami komunistycznymi - oczywiście
w interesie własnym. Co więcej dla zachodnich ośrodków walki informacyjnej
nie było najważniejsze prowadzenie zwykłego wywiadu naukowego, lecz
kładziono nacisk na subtelną inspirację i propagandę socjologiczną - a wobec
tych działań PRL-owskie służby walki informacyjnej były właściwie bezbronne.
Przede wszystkim rozpoczęto kaperowanie najzdolniejszych polskich
naukowców, zwłaszcza młodych, z których wielu pozostało na Zachodzie m.in.
dlatego, że ich rozwój naukowy był w kraju hamowany przez starszych
kolegów, wykształconych w okresie stalinowskim.
Jednakże od tego „drenażu mózgów” dla rozwoju nauki polskiej znacznie
groźniejszy był inny proces. Do najciekawszych, najistotniejszych badań
dopuszczano na Zachodzie tylko tych naukowców z krajów komunistycznych,
którzy decydowali się pozostać na stałe za granicą lub byli swego rodzaju
„mężami zaufania” (często wręcz agentami wywiadu naukowego) odpowiednich
ośrodków zachodnich. Reszta, a była ich większość, trafiała z reguły tam gdzie
prowadzono mało istotne (zwłaszcza z punktu widzenia zastosowań) badania,
nie byli zaś dopuszczani do badań istotnych.
W rezultacie, po zakończeniu swego pobytu na Zachodzie, nasi naukowcy
przywozili do kraju najczęściej mało istotną i mało użyteczną tematykę
badawczą, jako rzekomo tematykę, którą zajmuje się „nauka światowa”. Jeżeli
zajmowali się taką tematyką - wówczas liczyli, że ponownie zostaną zaproszeni
na Zachód, zaś PRL-owski wywiad naukowy mógł być zadowolony, że
rozpoznaje tematykę uprawianą w „nauce światowej”. Z biegiem czasu
następował wskutek tego proces swoistego „zamulania” naszej nauki
drugorzędną problematyką, w najlepszym razie stanowiącą przyczynkarstwo 26
w stosunku do tego, co uprawiały różne naukowe ośrodki zachodnie, w dodatku
często nie najwyższej klasy.
Sytuacja ta była bardzo wygodna dla wszelkiego rodzaju miernot bez
talentu, bowiem uprawiając przyczynkarstwo można się było powoływać na
„naukę światową”. Ludzie pozbawieni talentu i inwencji twórczej zdobywali
coraz większe wpływy na nasze życie naukowe, dbając o zdobywanie
wszelkiego rodzaju kwalifikacji formalnych i decydując zarówno o sprawach
personalnych jak i tematyce badań naukowych.
Tematy badań, o które dopominały się nasze ośrodki gospodarcze, były
bardzo często przez „światowców” spychane na boczny tor, albo wręcz
blokowane - prowadząc takie badania nie można wszak było uzyskać zaproszeń
od zagranicznych ośrodków naukowych, a więc było się również mniej
wartościowym dla wywiadu naukowego PRL-owskiego MSW.
Przyczynkarze zapatrzeni w „naukę światową” starali się też
niejednokrotnie o zajmowanie pozycji doradców różnych wpływowych
osobistości politycznych, a następnie dbali przede wszystkim o to, aby
przypadkiem jakiś naukowiec z prawdziwego zdarzenia nie zagroził ich pozycji.
Ośrodki zachodnie zajmujące się walką informacyjną umiały
wykorzystywać tę sytuację, podsuwając naszym naukowcom - zwłaszcza tym,
którzy opracowywali ekspertyzy na użytek władz partyjno-państwowych -
odpowiednio spreparowane materiały inspiracyjne (np. wspomniane wyżej
prognozy demograficzne).
Analogiczne metody stosowały zachodnie ośrodki walki informacyjnej
w dziedzinie kultury, spełniając rolę swoistego bogatego mecenasa dla tych
twórców, którzy uprawiali twórczość dobrze widzianą na Zachodzie.
Jako charakterystyczny przykład inspiracji zachodniej może służyć
omawiana poprzednio sprawa polityki demograficznej. Na podstawie
wspomnianych wyżej zachodnich i opartych na nich polskich prognozach
demograficznych przewidywano, że Polsce grozi przeludnienie, które
uniemożliwić może wzrost stopy życiowej. Ponadto tłumaczono kierownictwu
partyjnemu, że polityka ograniczania przyrostu naturalnego, ułatwiania
przerywania ciąży i rozpowszechniania antykoncepcji sprzyjać będzie walce
z wpływami Kościoła katolickiego. Zasugerowane tym ośrodki decyzji
politycznej PRL od 1956 r. rozpoczęły konsekwentną politykę ograniczania
przyrostu naturalnego. 27
Część III
Okres gierkowski
Odszedł Gomułka, który byt nieufny wobec Zachodu i nie dopuszczał do
zaciągania długów, przyszedł na jego miejsce Gierek, który wychowywał się na
Zachodzie, był wolny od uprzedzeń i chciał prowadzić politykę otwartych
drzwi.
Ekipa Gierka zastosowała tzw. strategię przyspieszonego rozwoju,
musiała więc w szerokim zakresie korzystać z usług różnego rodzaju doradców.
Powstała więc koniunktura dla inspiratorów błędnych decyzji (nie zawsze
zresztą musieli oni być związani z zachodnimi ośrodkami walki informacyjnej,
niejednokrotnie działali w dobrej wierze, a błędy mogły wynikać z ich
niewiedzy). Rzecz jasna skorzystały z tego zachodnie ośrodki walki
informacyjnej, stosując chwyty socjotechniczne opisane w poprzednich
rozdziałach.
Zachodnia, a zwłaszcza amerykańska, propaganda socjologiczna, mogła
teraz bez przeszkód upowszechniać w Polsce zachodni styl życia - zwłaszcza zaś
konsumpcjonizm, odpowiednie stereotypy kulturowe, paradygmaty naukowe
itp., wytwarzając, a właściwie pogłębiając u ludności naszego kraju przychylne
nastroje w stosunku do wszystkiego co pochodzi z Zachodu (szczególnie
z USA), wreszcie - a właściwie przede wszystkim - wysterowując
zapotrzebowanie na różne zachodnie towary. Następnie bazując na tych
nastrojach i wykorzystując odpowiednie kanały wpływu starano się związać
polską gospodarkę z Zachodem. Gdy to się udało upadek komunizmu był już
nieuchronny.
Inspirowanie błędnych decyzji miało skomplikowany charakter, z jednej
bowiem strony funkcjonowały odpowiednie zachodnie kanały wpływu,
działające świadomie i planowo, z drugiej jednak strony w PRL wychowano już
całe pokolenie ignorantów, którzy byli ofiarami niszczenia nauki w okresie
stalinowskim i pauperyzacji inteligencji. PRL-owscy ignoranci niejednokrotnie
działając w dobrej wierze doradzali błędne decyzje, nie zdając sobie sprawy
z ich skutków.
Np. decyzją Prezesa Rady Ministrów z dnia 4 stycznia 1972 r. podjęto
prace nad pierwszym Państwowym Systemem Informatycznym dla potrzeb
sterowania systemem inwestycji. W dniu 26 maja 1972 r. zaczął działać system
WEKTOR. Powołano Komisję Ekspertów, w skład której weszło 100 osób.
Przewodniczącym tej komisji został docent Andrzej Targowski (w owym czasie
młody trzydziestokilkuletni naukowiec o dobrych powiązaniach rodzinnych
z elitą władzy PRL), drugą zaś bardzo dynamiczną osobą, która w charakterze
specjalisty współpracowała z Komisją, był Stefan Bratkowski (również
posiadający dobre relacje z PRL-owską elitą władzy). 28
S. Bratkowski od dawna jest specjalistą od bardzo wielu spraw - zajmował
się naukoznawstwem, informatyką, bankowością, cybernetyką itp. A. Targowski
skupiał swe zainteresowania głównie na informatyce. Już w 1963 roku został
dyrektorem warszawskiego ośrodka obliczeniowego ZOWAR, potem w 1971 r.
był inicjatorem Programu Rozwoju Minikomputerów w Polsce, był też
inicjatorem, współorganizatorem i współrealizatorem systemów
informatycznych w przemyśle, systemów rządowych (WEKTOR - inwestycje,
MAGISTER - kadry), dla Sejmu (FORUM), obliczeń abonenckich
(CYFRONET, POLRAX), bibliotecznych (INFONET), zainicjował
i przygotował pierwszy zatwierdzony kompleksowy Program Rozwoju
Informatyki (1971-1975) w Polsce oraz wysunął koncepcję Krajowego Systemu
Informatycznego, był wreszcie referentem informatyki na 11 Kongresie Nauki
Polskiej w 1973 r.
12
. Po okresie dynamicznej działalności Targowskiego i jego
kolegów pozostał nam w spadku zły stan polskiej informatyki, w dodatku mało
lub źle wykorzystanej - co oczywiście nie było winą Targowskiego, lecz
decydentów PRL-owskich.
Sfrustrowany Targowski wyjechał do Ameryki, gdzie już od szeregu lat
przebywa. Błąd Targowskiego i jego przyjaciół polegał przede wszystkim na
tym, że usiłowali rozwijać w Polsce informatykę na użytek partyjno-państwowej
biurokracji, która była w swej masie niechętna innowacjom (zwłaszcza w sferze
informacji) i wolała stosować prymitywne metody przetwarzania i blokowania
informacji, których się nauczyła i do których miała zaufanie. Komputery mogły
być dla ówczesnych PRL-owskich biurokratów dekoracją w gabinecie ale nie
podstawowym codziennym narzędziem pracy. Ten stan rzeczy był zresztą
bardzo korzystny dla Zachodu, gdyż uniemożliwiał powstanie w Polsce ośrodka
automatyki, elektroniki i informatyki mogącego stanowić konkurencję dla
analogicznych ośrodków zachodnich; a warto przy tym odnotować, że Polska w
tym okresie kształciła bardzo zdolne kadry w wymienionych dziedzinach, ich
pełne wykorzystanie w kraju mogło stanowić wielki atut w walce
konkurencyjnej w dziedzinach decydujących o postępie gospodarczym, do tego
zaś zachodnie ośrodki walki informacyjnej nie mogły dopuścić. Starano się więc
sprzedawać Polsce zachodnie - bynajmniej nie najnowsze ani też najlepsze -
rozwiązania, a równocześnie kaperowano najzdolniejszych ludzi (zarówno
wśród kadry naukowej jak i inżynierskiej), z których bardzo wielu pozostawało
na Zachodzie (zwłaszcza w USA).
Niemniej dynamicznie działali doradcy w dziedzinie ekonomii. Grupa
ekonomistów skupiona wokół profesora Kaleckiego już od dawna lansowała
teorię dynamicznego wzrostu gospodarki, opartej na znanej formule
matematycznej Kaleckiego, który zapewniał, że wyznacza ona tempo wzrostu
dochodu narodowego i ma zastosowanie przy analizie dynamiki gospodarki
socjalistycznej. Wywodził on, że przy względnie stałych takich parametrach jak

12
Por. A. Targowski, Informatyka modele systemów i rozwoju, Warszawa 1980. 29
współczynnik kapitałochłonności wytwarzania jednostki przyrostu dochodu
narodowego, współczynnik wyrażający względny ubytek dochodu narodowego
z tytułu fizycznego i moralnego zużycia kapitału i współczynnik wyrażający
względny przyrost dochodu narodowego z tytułu pozainwestycyjnych
usprawnień, wzrost dochodu narodowego jest tym większy im większy jest
udział inwestycji w dochodzie narodowym.
Zgodnie z tą formułą w latach siedemdziesiątych podnoszono udział
akumulacji w dochodzie narodowym. Doradca najwyższych władz w owym
czasie - wówczas docent SGPiS - Zdzisław Rurarz postulował podnoszenie
udziału akumulacji w dochodzie narodowym do 40%. Miało to pewne
uzasadnienie w konieczności budowy nowych miejsc pracy dla powojennego
wyżu demograficznego, który w tym okresie wchodził w wiek produkcyjny.
Wzrost inwestycji i modernizacja naszego przemysłu miała się odbywać
głównie w oparciu o kredyty z państw kapitalistycznych. 8 sierpnia 1972 r.
w Urzędzie Rady Ministrów odbyła się narada w sprawie intensyfikacji handlu
z krajami kapitalistycznymi. Referował profesor i zarazem znany polityk
(wicepremier) Mieczysław Jagielski.
W tym samym czasie służby walki informacyjnej krajów NATO nie
próżnowały. Starały się one maksymalnie wykorzystać sytuację.
„W roku 1972 odbyły się kolejne ćwiczenia sztabowe oznaczone
kryptonimem "Hilex V”. Założeniem planu NATO było doprowadzenie do
stworzenia trudności gospodarczych w Polsce. Postanowiono wówczas
przeprowadzić ściśle uzgodnioną akcję kapitalistycznych kół gospodarczych
w celu kierowanego obciążenia kredytami polskiej gospodarki. Autorzy tego
planu przewidywali, że tego rodzaju działania doprowadzą do trudności
gospodarczych i poczucia niepewności w polskim społeczeństwie”
13
.
Pod koniec okresu rządów Gomułki Polska była praktycznie bez długów,
w 1971 r. zadłużenie PRL osiągnęło wysokość 966 mln dol., w 1972 r. wynosiło
1245 mln dol., w 1973 r. 2625 mln dol, w 1974 r. 5244 mln dol, zaś w 1975 r.
8388 mln dol.
14
.
Na początku lat siedemdziesiątych Polska płaciła od swego zadłużenia
odsetki w wysokości 5-6% średniorocznie, a np. w 1972 r. banki komercyjne
USA oferowały Polsce kredyty oprocentowane dość nisko: przeciętnie w skali
rocznej w wysokości 5,75%
15
.
„Pod koniec 1973 r. przekroczono barierę dopuszczalnego globalnego
zadłużenia. W 1974 r. koszty obsługi długów zagranicznych osiągnęły 24%
wartości eksportu, a w 1980 r. 101%. Większość uzyskanych pożyczek
zagranicznych przeznaczono na konsumpcję, przede wszystkim na zakup zbóż
i pasz, na wyrównanie niedoborów własnej produkcji rolnej”
16
. W późniejszym

13
M. Reniak, KPN kulisy fakty dokumenty, Warszawa 1982, s. 133.
14
W. Ważniewski, Zarys historii Polski Ludowej (1944-1983), wyd. cyt., s. 157.
15
Konferencja prasowa rzecznika rządu, „Rzeczpospolita”, nr 39, 1988.
16
W. Ważniewski, Zarys historii Polski Ludowej (1944-1983), wyd. cyt., s. 157. 30
okresie - praktycznie właściwie już od 1973 r. - kredyty średnioi długoterminowe w coraz większym stopniu były wykorzystywane na pokrycie
płatności kapitałowych i odsetek.
„Ogółem w ciągu 8 lat, w których prowadzono szeroką działalność
kredytową, 66,2% kwoty wykorzystywanych kredytów zostało przeznaczone na
obsługę zadłużenia. Równolegle przyrost zadłużenia odpowiadał prawie 88%
obsługi zadłużenia, a zatem poszedł - praktycznie biorąc - w całości na tę
obsługę. Same tylko płatności odsetek pochłonęły 34,3% przyrostu zadłużenia
w II obszarze płatniczym”
17
.
„Mimo znacznych wydatków na zakup licencji ich efekty ekonomiczne
były stosunkowo niewielkie - w 1980 roku udział produkcji opartej na
licencjach w ogólnej wartości produkcji przemysłowej stanowił tylko 7%.
Powodem tego było podejmowanie decyzji o zakupie licencji bez dostatecznego
uwzględnienia możliwości inwestycyjnych i dewizowych kraju, złe rozeznanie
istniejących oraz potencjalnych możliwości surowcowo-materiałowych
i kooperacyjnych kraju, częste podejmowanie decyzji o zbyt wysokiej
w stosunku do potrzeb i możliwości skali produkcji, niewystarczający rozwój
i upowszechnianie nabytych rozwiązań licencyjnych”
83
.
Dodatkowym efektem nadmiernego zakupu licencji było zahamowanie
rozwoju badań krajowych. W okresie od 1970 do 1980 r. liczba pracowników
naukowych wzrosła z 39,4 tys. do 70,0 tys. (tzn. o prawie 78%), a w tym samym
okresie liczba zgłoszonych wynalazków krajowych wzrosła z 5,5 tys. do 6,8 tys.
(tzn. zaledwie o niecałe 24%). Pod względem liczby patentów zgłoszonych za
granicą Polska znalazła się na ostatnim miejscu wśród krajów RWPG
84
.
Część IV
Okres od upadku Gierka do wprowadzenia stanu wojennego
W tym okresie kierownictwo MSW z trudem dawało sobie radę
z masowym ruchem opozycyjnym zgrupowanym w „Solidarności” - który mógł
wymknąć się spod kontroli SB, a jeszcze trudniej było z podwójną agenturą -
zwłaszcza uplasowaną w strukturach władzy partyjno-państwowej, która się
wówczas zaktywizowała.
„Panaceum na przeciwstawienie się aktywizacji elementów
antysocjalistycznych w środowiskach intelektualnych, w tym w Polskiej
Akademii Nauk, uczelniach, instytutach naukowych, wśród dziennikarzy, stać

17
S. Długosz, W. Szczepaniec, Problemy zadłużenia wolnodewizowego na tle stosunków gospodarczych między
Polską a rozwiniętymi krajami kapitalistycznymi w latach 1970-1980, Warszawa 1980, s. 39.
83
J. Kossecki, Reforma systemu sterowania społecznego w Polsce, Warszawa 1981, s. 37.
84
Por. tamże, s. 37. 31
się miało «zwiększenie osobowych źródeł informacji», czyli liczby agentów,
którzy kontrolowali te środowiska, a także osłabiali «przedsięwzięcia
antysocjalistyczne». Największych niebezpieczeństw oczekiwano ze strony
dziennikarzy, głównie radia i telewizji, które wywierały ogromny wpływ na
kształtowanie opinii społecznej. Kontrowersyjna wielce stała się sprawa
ewentualnej przynależności do związku «Solidarność» rodzin funkcjonariuszy
SB i MO. Po dłuższych dysputach zezwolono na taką przynależność pod
warunkiem wcześniejszego poinformowania o tym przełożonych.
Trzeba podkreślić duże umiejętności funkcjonariuszy SB w zakresie
zdobywania nowych agentów i lokowania zarówno w środowiskach
«antysocjalistycznych», jak i strukturach «Solidarności», w okresie bardzo
trudnym dla organów bezpieczeństwa, tj. w latach 1980 i 1981. Szef radomskiej
SB, płk M. Mozgawa, powiedział na wrześniowej naradzie w 1980 r.: «Mamy
dobre źródła informacji w środowiskach antysocjalistycznych. Przez kombinacje
i gry operacyjne oraz osobowe źródła informacji jesteśmy w stanie sterować
poczynaniami przeciwników politycznych w sposób dla nas wygodny.
Umiejętnie sterując agenturą nie dopuściliśmy przeciwników do zakładów
pracy, środowisk młodzieżowych i kulturalno-twórczych»
17
.

17
To stwierdzenie daje wiele do myślenia, zwłaszcza w zestawieniu z opublikowanymi w kilkanaście lal później
słynnymi Listami Macierewicza. Dla kontrwywiadu LND nie były one aż tak wielką rewelacją, wiedział on
bowiem już w 1980 r. o penetracji i kontroli środowisk opozycji „antysocjalistycznej” i kierowniczych gremiów
oraz aktywu „Solidarności” przez SB.
J. Kossecki, którego jako autora książki pt. Tajemnice mafii politycznych (wydanej w 1978 r.),
zapraszały niejednokrotnie organizacje partyjne - zwłaszcza w tych zakładach, których załogi strajkowały
w 1980 r., miał możliwość na miejscu dowiedzieć się od działaczy PZPR o tym, że strajki były organizowane
przez znakomicie wyszkolonych młodych ludzi, którzy pojawiali się lub nagle aktywizowali w zakładach i tak
umiejętnie sterowali załogą, że aktyw partyjny nie mógł opanować sytuacji. Często zdarzało się tak, że pierwszą
falę strajków aktyw partyjny opanowywał, a dopiero potem zjawiali się młodzi dobrze wyszkoleni ludzie,
z którymi już miejscowi działacze PZPR nie mogli dać sobie rady. Nie mogło ulegać wątpliwości, że takimi
kadrami do sterowania strajkami mogły w warunkach PRL w 1980 r. dysponować tylko służby specjalne.
Dlatego też kierownictwo LND zalecało swoim działaczom zachowywanie bardzo daleko idącej ostrożności we
wszelkich kontaktach z „Solidarnością”, zaś działaczy tzw. antysocjalistycznej opozycji doradzało w ogóle
unikać. (Przyp. J. K.)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gospodarka, kultura i społeczeństwo”