Czas KOR-u

W 1976 do obrony robotników powołany został KOR. Dopiero jednak wydarzenia Sierpnia 1980 doprowadziły do sytuacji w której możliwa stała się rejestracja ogólnopolskiego związku zawodowego NSZZ "Solidarność". Był to ruch masowy, który wziął czynnie udział w transformacji ustrojowej państwa polskiego.
Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Czas KOR-u

Post autor: Adambik » 05 gru 2012, 19:59

Ostatnie lata rządów Władysława Gomułki należały do najgorszych w całym okresie PRL. Sekwencję ponurych zdarzeń otwierał Marzec, potem w sierpniu 1968 r. była inwazja na Czechosłowację dla stłumienia Praskiej Wiosny, czyli próby demokratyzacji realnego socjalizmu. Trwały procesy młodzieży zakończone kilkuletnimi wyrokami.


W roku 1969 toczyły się kolejne procesy „komandosów”, następnie osób zaangażowanych w akcje ulotkowe po Marcu i po inwazji na Czechosłowację, a w 1970 – „taterników”, którzy uruchomili drogę przemytu książek z Paryża do Polski. W 1970 r. aresztowano kilkudziesięciu członków tajnej organizacji Ruch, którzy wydawali podziemny „Biuletyn”, a także podjęli przygotowania do podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie. Represje policyjno-sądowe szły w parze z ograniczeniem swobód akademickich, zaostrzeniem kryteriów ideologicznych i propagandowych w oświacie, w wydawnictwach i czasopismach. Celem władz było zaostrzenie kontroli nad życiem umysłowym i dławienie wszelkich nadziei na demokratyzację czy liberalizację. Jednocześnie pogarszała się sytuacja ekonomiczna, podejmowano więc próby obniżenia stopy życiowej. Pod koniec 1970 r. władze podjęły decyzję o wprowadzeniu wysokiej, jak na warunki życia w Polsce, podwyżki cen. 14 grudnia na Wybrzeżu zastrajkowali robotnicy, doszło do manifestacji ulicznych, krwawo tłumionych przez milicję i wojsko. Po tygodniu wielkiego konfliktu, w którym zginęło 45 osób, Gomułka ustąpił ze stanowiska, a nowym I sekretarzem KC PZPR został Edward Gierek.

Kiedy w styczniu 1971 r. zastrajkowała Stocznia Szczecińska, Gierek udał się do strajkującego zakładu, by w osobistej wielogodzinnej rozmowie z robotnikami przekonać ich do siebie i zapewnić o swoich dobrych zamiarach. Bronił systemu i nie obiecywał zmian instytucjonalnych, ale dowodził swej troski o ludzi, o społeczeństwo, o kraj. Przyznał, że wielkim błędem było strzelanie do robotników (i rzeczywiście do końca swych rządów nie podjął decyzji o strzelaniu do demonstrujących lub strajkujących). Robotnicy wrócili do pracy1. Były to pierwsze w historii negocjacje przywódcy rządzącej partii komunistycznej ze strajkującymi i pozostawiły trwały ślad w horyzoncie wyobrażeń obu stron.

W 1971 r. nowe kierownictwo partii podjęło ostrożną liberalizację – naturalnie, monopol władzy nie miał być w niczym uszczuplony, ale władza miała stosować łagodne metody rządzenia, stwarzać pozory dialogu i liczenia się z opiniami obywateli, do niej jednak należały suwerenne decyzje. Nie zamierzano więc dopuścić do powstania niezależnych od partyjnej inspiracji i kontroli organizacji, a nawet czasopism ani do wybicia się na niezależność już istniejących. Liberalizacja różni się od demokratyzacji, ta ostatnia bowiem wiąże się z uznaniem autonomii i samorządności różnych środowisk społecznych, ich prawa do oddziaływania na władzę i głoszenia niewygodnych dla niej opinii. Jeśli więc okres Października ’56 był czasem demokratyzacji, to okres pogrudniowy był jedynie liberalizacją. Szybko zresztą, bo już w lutym 1971 r., KC PZPR uznał „rewizjonizm” za wielkie zagrożenie, podtrzymał ocenę protestów Marca ’68 jako antysocjalistycznych, wspomniał o niebezpieczeństwie dla socjalizmu, jakim była Praska Wiosna. Nie odwołano także antysemickich restrykcji z 1968 r., w wyniku których Polskę opuściło około 12 tys. obywateli polskich żydowskiego pochodzenia. Wszystko to oznaczało, że droga do demokratyzacji realnego socjalizmu jest zamknięta. Swoją legitymizację władza miała uzyskiwać przez złagodzenie metod sprawowania monopolistycznej władzy nad społeczeństwem oraz przez wydatne podnoszenie materialnego poziomu życia codziennego.

Nad niedawnymi zdarzeniami wkrótce zapadła kurtyna milczenia. Nie wspominano o nich w prasie, radio, telewizji, w książkach, w filmach. Uwaga całego systemu propagandy skoncentrowana była na kreowaniu pozytywnego obrazu współczesności i przyszłości, przy jednoczesnym wypieraniu ze świadomości wszelkich przykrych doświadczeń niedawno minionej historii. Jej przypominanie, utrwalanie związanych z nią świadectw czy gromadzenie pamiątek było traktowane jako przejaw działań opozycyjnych, czyli – wedle wykładni władz – antysocjalistycznych i antypaństwowych. Tacy śmiałkowie nieuchronnie musieli się liczyć z kłopotami, w tym z zainteresowaniem i ingerencją bezpieki.

Niepokornych obywateli próbowano pacyfikować przez rozmowy i zastraszanie, zablokowanie kariery, przesunięcie na gorsze stanowiska itp. Przeciętny obywatel nie liczył się jednak z kłopotami ze strony aparatu represji, z którym stykano się najczęściej przy okazji starań o paszport. Możliwości wyjazdów zagranicznych były większe niż kiedykolwiek wcześniej w PRL – korzystały z nich rocznie setki tysięcy obywateli, a trudności z uzyskaniem paszportu mieli nieliczni. Potencjał represyjny systemu był jednak ogromny, a to, czym jest praworządność, do świadomości przedstawicieli władzy, a szczególnie funkcjonariuszy MO i SB, słabo docierało. Pokazał to w całej pełni czerwiec roku 1976 i miesiące następne. Doświadczenie grudnia 1970 r., chociaż nie było werbalizowane, silnie wpłynęło na postawę rządzącej ekipy. Starała się ona zmniejszać napięcia polityczne w życiu codziennym, czemu służyło m.in. odwołanie do narodowych formuł legitymizacji władzy, przemiany polityki wyznaniowej w taki sposób, by nie antagonizować rzesz zwykłych katolików, a zarazem wzrost centralizacji władzy. Ekipa Gierka pamiętała, że podłoże buntu robotniczego miało charakter ekonomiczny, toteż wzrost poziomu życia obywateli w ogóle, a załóg wielkich zakładów pracy w szczególności, uważała za priorytet. Prezentując się społeczeństwu, przedstawiała się nie jako grono ideologów, ale grupa menedżerów, zarządców gospodarką państwa i samym państwem, którego funkcje ekonomiczne są najważniejsze.

Trwałą stabilizację systemu miało zapewnić podniesienie poziomu życia obywateli i zmniejszenie dystansu dzielącego Polskę od krajów rozwiniętych. Służył temu program inwestycyjny ekipy Gierka, czyli rozbudowywanie przemysłu za pomocą technologii kupowanych na kredyt na Zachodzie. Pogorszenie się warunków udzielania kredytu po 1973 r. oraz wzrost oprocentowania skutkowały gwałtownym narastaniem zadłużenia PRL i coraz większą nierównowagą na rynku wewnętrznym. Próba zaradzenia tej sytuacji – podwyżka cen w 1976 r. – spowodowała ogromną falę strajkową, która w Radomiu i Ursusie przybrała charakter wystąpień na ulicach. Rządzący wycofali się natychmiast z podwyżki, by uniknąć wybuchu społecznego podobnego do tego, który wstrząsnął Polską w grudniu 1970 r. Do lipca 1980 r. próby zmiany cen na taką skalę już nie podjęto.

Stabilizację systemu miało też zapewnić zaspokajanie aspiracji konsumpcyjnych ludzi aparatu władzy i ograniczenie do minimum rozgrywek i gier w aparacie partyjnym, które były charakterystyczne dla lat sześćdziesiątych. Gierek wyeliminował swoich konkurentów – Moczara w roku 1971, Szlachcica w 1974 – i do końca dekady rządził, nie mając oponenta w kierownictwie ani liczących się frakcji w partii. Reforma administracyjna, w wyniku której powstało 49 województw, zmniejszyła siłę polityczną sekretarzy wojewódzkich. Spowodowała jednak znaczne zwiększenie liczebności aparatu partyjnego i stanowisk nomenklaturowych, czyli grupy będącej najważniejszym beneficjentem systemu. Przyczyniła się też do większej jeszcze centralizacji ważnych decyzji ekonomicznych, czemu towarzyszyła znaczna swoboda wydatków inwestycyjnych na szczeblu województw (tzw. plan otwarty). Było to jedną z przyczyn niemożności zbilansowania planów gospodarczych i wydatków państwa, a z czasem pogłębiało kryzys ekonomiczny.

Zawarcie 7 grudnia 1970 r. układu PRL – RFN kończyło trwającą przez dziesięciolecia niepewność Polaków co do statusu ziem nad Odrą i Nysą. Uznanie przez Republikę Federalną Niemiec trwałości polskiej granicy zachodniej prowadziło do odblokowania stosunków polsko-niemieckich w wymiarze państwowym, ale też do wygaszania w Polakach obaw przed Niemcami. Ekipa Gierka nie próbowała, jak jej poprzednicy, budować legitymizacji władzy na podtrzymywaniu tych lęków. Młode pokolenia Polaków, które nie pamiętały wojny, gdyż wchodziły w dorosłe życie w epoce pokoju i stabilizacji, wyraźnie oddzielały zamkniętą przeszłość od teraźniejszości i nie żywiły obaw. Otwarcie granicy z NRD w 1972 r. skutkowało wycieczkami milionów Polaków za Odrę, wkrótce też do Czechosłowacji. Jeszcze większe znaczenie miało umożliwienie wyjazdów na Zachód. Pod koniec lat sześćdziesiątych do krajów kapitalistycznych wyjeżdżało około 100 tys. Polaków rocznie, w 1972 r. liczba ta się podwoiła, w 1975 – potroiła, i w drugiej połowie dekady stale rosła. W 1979 r. podróżowało na Zachód ponad 600 tys. obywateli2. Migracje te miały ogromne znaczenie dla zmniejszenia dystansu psychologicznego dzielącego PRL od świata zachodniego, tworzenia wzorców życia i jego standardu, postrzegania wolnych społeczeństw jako normy oraz oczywiście zaniku obaw przed Niemcami, i w ogóle Zachodem, które władza pielęgnowała w poprzednich dziesięcioleciach.

Świat tej dekady był zresztą wyjątkowo stabilny. Po zakończeniu wojny w Indochinach jedynie Bliski Wschód i niektóre regiony Afryki były strefami konfliktów, ale trwających okresowo, ze zmiennym natężeniem i z dala od światowych centrów. Stosunki między blokami Zachodu i Wschodu zdominowała polityka odprężenia (detente), której przejawem było ogromne ożywienie w handlu, rozmowy o rozbrojeniu, liczne wizyty przywódców. Podpisanie w 1975 r. Aktu końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie oznaczało uznanie istniejących granic i podziału na bloki oraz wyrzeczenie się zamiarów zmiany status quo.

Odprężenie między blokami Wschodu i Zachodu stanowiło zarówno szansę, jak zagrożenie. Zagrożenie, że Zachód za cenę stabilizacji i pokoju zaniecha jakichkolwiek starań o ewolucję sytuacji w bloku wschodnim i przestanie upominać się o gwałconą tam wolność, było początkowo bardzo realne. W tym kierunku do 1976 r. zdawała się zmierzać polityka Stanów Zjednoczonych i ich europejskich sojuszników. Nadzieja na zmianę, która pojawiała się po 1976 r., też zdawała się złudna, gdyż mimo przyjęcia przez administrację prezydenta Cartera zasady upominania się o respektowanie praw człowieka ich gwałcenie w ZSRR, Czechosłowacji i większości innych krajów bloku jeszcze przybrało na sile. Zakres wolności w Polsce był większy niż w innych krajach bloku i polscy opozycjoniści to wykorzystali, poszerzając ramy wolności tolerowanych, acz z niechęcią, przez władze. Nie była to jednak liberalizacja systemu, lecz jedynie milczące tolerowanie dziur w systemie.

Tymczasem na Półwyspie Iberyjskim upadły trwające przez dziesiątki lat reżimy autorytarne. Rewolucja goździków w Portugalii (1974) była fascynującym przykładem obalenia dyktatury przez wojsko i stworzenia pokojowej drogi prze­jścia do demokracji. Bez rewolucyjnych wstrząsów, drogą odgórnych reform, ku demokracji zmierzała też Hiszpania. Oba te przykłady były nie do naśladowania w Europie Środkowo-Wschodniej ze względu na gwarancje ZSRR dla systemu, ale budziły nadzieję i pozwalały snuć rozważania o przeniesieniu przynajmniej niektórych elementów tamtych doświadczeń w polskie warunki. Stąd brała się popularność w środowisku opozycyjnym idei komisji robotniczych w zakładach przemysłowych, będących ważnym czynnikiem przemian w Hiszpanii.
Kontrastem dla pozytywnych przemian w Hiszpanii były zamachy stanu gen. Pinocheta w Chile (1973) oraz gen. Videli w Argentynie (1976). Te dwie dyktatury pokazywały, że w pozornie stabilnym świecie i w cywilizowanych krajach możliwe są wymyślne tortury, masowe zabójstwa przeciwników, urządzanie krwawych łaźni. Południowoamerykańscy dyktatorzy realizowany przez siebie terror określali jako obronę przed komunizmem. Odnosząc się do tych wydarzeń, korowska opozycja podkreślała, że tortury i zbrodnie są jednakowo godne potępienia i w reżimach komunistycznych, i w reżimach antykomunistycznych. Zbrodnia bowiem zawsze jest tylko zbrodnią i nie może być usprawiedliwiana. Było to oczywiście myślenie zbieżne z zasadą uznania praw człowieka za nadrzędne wobec podziałów politycznych i ideologicznych. Jej przyjęcie wynikało z racji taktycznych, gdyż zasada ta mogła krępować ręce wszelkim reżimom, przede wszystkim jednak było fundamentem przyjmowanego systemu wartości. O tych wartościach Jacek Kuroń mówił już w trakcie swojego procesu w 1969 r., a po wyjściu z więzienia podbudował je teoretycznie i pokierował w stronę afirmacji etycznego przesłania chrześcijaństwa.

W tym stanie rzeczy nie było miejsca na zgłaszanie programów daleko idących zmian politycznych. Jedyną racjonalną postawą zdawało się oczekiwanie na stopniowe łagodzenie rygorów systemu i większą otwartość w kontaktach ze światem zachodnim. W pierwszej połowie dekady dla opozycyjnych działań brakowało gruntu psychologicznego i sensownej perspektywy. Zdławienie przez sowieckie (także polskie) czołgi Praskiej Wiosny w 1968 r. zamykało okres nadziei na możliwą demokratyzację partii i jej systemu rządów. Nie pragnął zmian demokratycznych również aparat władzy, uformowany w warunkach prowadzonej w poprzednim dziesięcioleciu walki z „rewizjonizmem” i zintegrowany w kampanii 1968 r. Mimo prób samoorganizacji robotników Wybrzeża na przełomie roku 1970 i 1971, potem udaremnionych, społeczeństwo było zdezintegrowane, atmosfera nie sprzyjała podejmowaniu walki o większy zakres wolności, dominowała chęć indywidualnego dorabiania się i poprawy warunków życia. Istniejący system przez ogromną większość był uznawany za niezmienny i w pewien sposób naturalny.

Postawy przystosowania do rzeczywistości były powszechne. Przystosowanie nie wymagało, jak w poprzednich dziesięcioleciach, stłumienia w sobie cennych wartości. Władza nie żądała afirmacji ideologii komunistycznej, która pojawiała się wprawdzie w oficjalnych wypowiedziach, ale raczej jako rytuał niż akt wiary. Święta władzy, jakimi były pierwszomajowe pochody czy wybory, ale też „niedziele czynu partyjnego” czy święto „Trybuny Ludu”, miały charakter swobodny, pozbawione były elementu mobilizowania przeciw wrogom, nadawano im barwny charakter i atmosferę pikniku. W pierwszych latach pogrudniowych zmniejszenie presji odczuwała także inteligencja. Tygodniki kulturalne – „Kultura”, „Literatura”, a także „Polityka” – przynosiły mnóstwo ciekawych tekstów dotyczących kultury i historii Polski, świetne reportaże, liczne i atrakcyjne materiały o nowych zjawiskach w kulturze zachodniej. Interesującym pismem przez pewien okres był krakowski „Student”. Bardziej atrakcyjne i swobodne stały się programy telewizji, w których dominowały zachodnie filmy i rozrywka. Wydawnictwa oferowały liczne tłumaczenia literatury zachodniej. Inteligencja zainteresowana sferą ekonomii znajdowała ciekawe teksty w „Polityce” oraz dodatku do „Życia Warszawy”, ukazującym się pod nazwą „Życie i Nowoczesność”. Zaostrzenie cenzury nastąpiło w 1974 r., ale efekty tego dały się zauważyć nieco później. Niemniej także w okresie większej swobody cenzura eliminowała teksty, których autorzy głosiliby program zmian politycznych czy reform ekonomicznych wykraczających poza to, co za dopuszczalne uznało kierownictwo partii.

W systemie władzy komunistycznej naruszane były trzy kategorie wartości: przywiązanie do niepodległości, do religii oraz do wolności osobistej i społecznej. Potrzeby wynikające z dwóch pierwszych wartości ekipa Gierka starała się zaspokajać w stopniu zapewne dla wielu niewystarczającym, niemniej względnie akceptowanym przez większość. W szeroko propagowanych formułach propagandowych akcentowano wartości państwowe, modernizacji kraju, postępu ekonomicznego i cywilizacyjnego. Władza nie walczyła z tradycją narodową, próbowała ją adaptować i włączyć do ideologii państwowej. Najbardziej spektakularnym tego przykładem było odbudowanie Zamku Królewskiego w Warszawie, można też mnożyć inne przykłady przejawów polityki dowartościowywania narodowych tradycji. Selekcja wątków i przywoływanych postaci wynikała głównie z zasady niedrażnienia Moskwy, dlatego na przykład nie mogła wyjść drukiem kompletna biografia Piłsudskiego. Choć nie zawarto żadnego porozumienia z Kościołem, zaniechano jednak otwartych ataków na biskupów i Kościół, a celem władzy stało się lojalizowanie kleru i stopniowe nawiązanie stosunków dyplomatycznych z Watykanem3. Praktyki religijne były uznawane za sprawę prywatną obywateli i tylko ci, którzy wybrali karierę milicjantów, zawodowych wojskowych, pracowników aparatu partii lub „frontu ideologicznego” albo zajmowali wyższe stanowiska w administracji, nie mogli praktykować. Władze nie pozwalały na krzewienie poglądów religijnych w oficjalnym obiegu wydawniczym i medialnym, limitowały tytuły – cenzurowanych oczywiście – książek i pism katolickich, ale nie prowadziły agresywnej propagandy ateistycznej. Stopniowo rozwinęło się budownictwo sakralne. Szczególnie od 1976 r., kiedy władze miały coraz więcej kłopotów z sytuacją ekonomiczną, a także działaniami opozycji, dbano o utrzymanie poprawnych stosunków z Kościołem, zwłaszcza z prymasem Wyszyńskim.

W Polsce Gierka próbowano też poszerzyć osobistą wolność obywateli, choć nie w sferze aktywności politycznej, lecz wolności indywidualnej. Umożliwiono wyjazdy za granicę, także na Zachód, próbowano – nim kryzys to uniemożliwił – zaspokajać apetyty konsumpcyjne. Poszerzono zestaw dopuszczalnych form wyrażania się wolności obyczajowej, umożliwiono rozwój kultury masowej wzorowanej na zachodniej, młodzieży oferowano sport, turystykę i dyskoteki, ale też nie ingerowano właściwie w poglądy wyrażane prywatnie i w małych zespołach. Dbano jednak, by to poszerzenie wolności nie skutkowało powstawaniem ośrodków odmiennych opinii ideowych i politycznych, czego pilnowała rozbudowana do monstrualnych rozmiarów cenzura i Służba Bezpieczeństwa. Starano się, by obraz kraju, jaki mają obywatele, był optymistyczny, by nie docierały do nich wiadomości niepokojące, a tym bardziej świadczące o niepowodzeniach lub niekompetencji rządzących. Również z tego względu podejmowano wobec licznych grup obywateli różne działania inwigilacyjne, mające ograniczyć i wytłumić niebezpieczeństwo powstania ośrodków niepożądanej aktywności. Unikano natomiast spektakularnych działań, takich jak aresztowania i procesy, które przynosiły rozgłos, mobilizowały do aktów solidarności, naruszały poczucie stabilizacji i powszechnego zadowolenia. Jedyne procesy polityczne – przeciw działaczom Ruchu – przeprowadzono w 1971 r., ale dotyczyły one zdarzeń sprzed Grudnia i jednak radykalnych form sprzeciwu.

Opisane tu pokrótce główne cechy specyficzne dla modelu Polski epoki Gierka zapewniały rozpowszechnienie postaw przystosowania, indywidualizmu, pragmatyzmu, skupienia na prywatności, ucieczki od zainteresowań sprawami publicznymi i wynikającej stąd aktywności (także po stronie reżimu). Strategia ta sprawdzała się dopóty, dopóki władza potrafiła zaspokajać podstawowe potrzeby konsumpcyjne, przede wszystkim zapełniać lady sklepów mięsnych. Kiedy wskutek pierwszego uderzenia kryzysu ekonomicznego w latach 1975–1976 tę zdolność utraciła, a niedobór się pogłębiał, zaczęło narastać niezadowolenie społeczne.

Polsce, jak się zdawało, nie zagrażały żadne wielkie wstrząsy społeczne. Socjolog prof. Stefan Nowak, który analizował system wartości społeczeństwa polskiego, zauważył, że dla wszystkich pokoleń najważniejszą wartością jest rodzina, potem grono przyjaciół i kolegów. Następną wielką wartością był naród polski jako całość. „Struktura społeczna Polski w subiektywnej ocenie jej obywateli wyglądała jak »federacja« opartych na więzi osobistej grup społecznych złączonych w społeczność narodową”. Brakowało natomiast więzi pośrednich, identyfikacji z grupą socjalną, co było wyrazem niskiego poziomu zaufania do instytucji życia społecznego. Brakowało też zdolności do podejmowania współdziałania4.

Badania przeprowadzone przez zespół Mirosławy Marody tuż po sierpniu 1980 r. ukazywały mechanizm tego poczucia obcości, a zarazem stosunek obywateli do systemu politycznego. Poza bezpieczną sferą życia prywatnego w świecie życia publicznego panował lęk. Zebrania związkowe i partyjne, akademie i narady robocze były zrytualizowane: „naprzeciwko człowieka zasiadali »oni«, i to ich obecność nadawała sytuacji piętno polityczności”. W owym świecie życia publicznego obowiązywały reguły gry, do których należały treści niemogące być przedmiotem dyskusji, a więc sprawy polityczne i doktrynalne, o których nie decydowali znajdujący się w zasięgu zwykłego człowieka „oni”. Krytyka negatywnych zjawisk, nawet jeśli nie była krytyką ustroju, oznaczała naruszenie tabu, mogła też być zinterpretowana jako atak na ustrój. Wszystkie działania społeczne mogące wpływać na kształt rzeczywistości określano jako politykę. „Pode­jmowanie takich działań nie jest przeznaczeniem normalnych ludzi – wszystko to, co wchodzi w zakres »polityki«, jest objęte zakazem, należy do sfery tabu”. Za prawdę uznawano to, „czego nie należy mówić publicznie, mówienie prawdy jest synonimem narażania się”. Dostępu do owej prawdy bronił cały system zabezpieczeń, a za naruszenie tabu groziły większe i mniejsze represje, które często oznaczały poważne i trudno usuwalne komplikacje życiowe. Indywidual­na odwaga polegająca na naruszeniu tabu i przyjęciu na siebie represji nie była wysoko ceniona. Raczej traktowana jako przejaw braku przystosowania, złego radzenia sobie w życiu, niepraktyczności. Ludzie „bali się krytykować niegospodarność, działania pozorne, nieudolność czy nadużycia, przeciwstawić się obowiązującym sztampom ideologicznym”. Gdy strach coś powiedzieć, „tym bardziej strach coś zrobić”5.

W takim kontekście politycznym, społecznym i psychologicznym mała grupa ludzi podejmowała działanie opisane na dalszych kartach tej książki.

Stosunek autora do opisywanych tu zdarzeń jest nieprosty. Był to czas mojej młodości, a zarazem ideowych i politycznych inicjacji. Od 1975 r. znajdowałem się w kręgu ludzi współpracujących lub sympatyzujących z KOR-em, a w miarę upływu lat te związki się pogłębiały. Nie mogę się określić zaszczytnym mianem współpracownika KOR-u, choć z pewnością byłem jego gorącym sympatykiem. Wydawnictwa opozycyjne, zwłaszcza korowskie, stanowiły dla mnie podstawową literaturę dotyczącą polskiej współczesności, dostarczały kryteriów oceniania zjawisk, budowały system wartości ideowych i politycznych, wytwarzały silną więź emocjonalną. Na łamach korowskiego „Głosu” debiutowałem (pod pseudonimem) jako autor tekstu poświęconego historii najnowszej. Przewiezienie kilku egzemplarzy „Biuletynu Informacyjnego” do rodzinnego Olsztyna w grudniu 1978 r. poskutkowało najściem SB, potem przesłuchaniem w Komendzie Stołecznej MO, i w konsekwencji określiło w sposób wcześniej nieprzewidywany całą moją drogę życiową. O sprawach tych napisałem w innym miejscu6. W tym samym czasie byłem związany z Klubem Inteligencji Katolickiej w Warszawie, od 1979 r. – etatowo. Liczne kontakty i bliskie więzi ze środowiskiem KOR-u, a zarazem KIK-u, pozwalały mi zrozumieć sposób myślenia, wartościowania zjawisk, hierarchie przyjmowanych wartości i styl życia tych dwu przenikających się formacji.

Książka ta jest efektem długoletnich badań i przemyśleń. Wiele omawianych tu tekstów publicystycznych i oświadczeń czytałem zaraz po ich wydaniu, o wielu z nich dyskutowałem z przyjaciółmi. Przedmiot rozmów stanowiły też liczne opisane tu fakty, oceny i kontrowersje. W niektórych wydarzeniach uczestniczyłem osobiście, np. w manifestacjach patriotycznych w Warszawie. Poznałem wielu bohaterów tej książki, choć Jacka Kuronia tylko widywałem, i to rzadko, ale nie znałem wtedy osobiście. Był on jednak przedmiotem wielu rozmów, także z osobami, które często go spotykały, zarówno nim zafascynowanymi, jak wobec niego krytycznymi.

W 1981 r., w epoce Solidarności, wspólnie z Andrzejem Paczkowskim zebraliśmy szereg relacji dotyczących działalności KOR-u, a jednym z naszych rozmówców był Jacek Kuroń. Relacje te zostały ostatnio opublikowane w tomie Niepokorni. Rozmowy o Komitecie Obrony Robotników (Znak, Kraków 2008). W czasie stanu wojennego, jesienią 1982 r., napisałem broszurę będącą syntetycznym opisem działalności Komitetu i jego głównych działaczy. Opublikowałem ją w podziemiu pod pseudonimem Witold Wolski i pod tytułem KOR. Ludzie, działania, idee. Książeczkę wydrukował mój przyjaciel Marek Pernal w wydawnictwie Norma, a potem przedrukowała ją NOW-a. Ponownie dziejami KOR-u zajmowałem się w książce Opozycja polityczna w PRL 1945–1980 (Aneks, Londyn 1994) oraz w napisanym jednocześnie doktoracie. Otworzenie dostępu do akt Służby Bezpieczeństwa przechowywanych w Instytucie Pamięci Narodowej pozwoliło znacznie uszczegółowić i pogłębić obraz tych zdarzeń. Kwerendą trwającą przez kilka lat objąłem akta Jacka Kuronia, KOR-u i KSS „KOR” (sprawa „Gracze”) oraz wielu członków Komitetu i innych osób aktywnych w środowisku.

Wyniki tych badań potwierdziły wcześniejsze ustalenia, oparte na obserwacji, relacjach, lekturze prasy. Pozwoliły jednak poszerzyć analizę o przyjmowane przez bezpiekę zasady walki z KOR-em, plany działań, zasięg inwigilacji, represje, przygotowania do uwięzienia i do procesu. Badania wzbogaciły analizę działalności o wiele materiałów, głównie pozyskanych przez SB w wyniku podsłuchów, a więc różnych kuluarowych dyskusji, w tym prowadzonych na posiedzeniach KSS „KOR”, czy dyskusji węższych zespołów w mieszkaniu Jacka Kuronia, Anieli Steinsbergowej, Edwarda Lipińskiego i innych. Materiały te zastąpiły niewytwarzane wtedy, a będące podstawą opisu działań politycznych i społecznych w innych epokach protokoły, diariusze, listy. Wydaje się, że tą drogą można było dojść do dosyć wiernego odtworzenia nie tylko działań i opinii ujawnianych, ale też wyrażanych „w kuchni”, w czasie ucierania koncepcji działania i reagowania na rzeczywistość. Oczywiście SB nie wszystkie istotne rozmowy udało się zarejestrować. Bohater tej książki był świadomy podsłuchu w swoim mieszkaniu i w wielu innych miejscach, w których się pojawiał. Wiele ważnych rozmów dotyczących spraw, które powinny być tajemnicą, prowadził więc na spacerach lub wychodząc z mieszkania na podwórze, w pobliże znanego wielu jego współpracownikom śmietnika, z którego korzystali mieszkańcy domu. Rozmowy poza mieszkaniem dotyczyły zwykle szczegółów technicznych, organizacyjnych, personalnych, nie zmieniały jednak generaliów, o których rozmawiano dość swobodnie w podsłuchiwanych przez SB mieszkaniach. Prowadzono bowiem działalność jawną, co oznaczało obojętność na to, że bezpieka pozna przebieg dyskusji dotyczących idei, programów, strategii działania i zamierzonych wystąpień publicznych.

Ze wstępu do książki „Czas KOR-U. Jacek Kuroń a geneza Solidarności”, Andrzej Friszke. Wydawnictwo Znak Kraków 2011

-----------------------------------

1. M. Paziewski, Debata robotników z Gierkiem. Szczecin 1971, Warszawa 2010.
2. Dane za: D. Stola, Kraj bez wyjścia? Migracje z Polski 1949–1989, Warszawa 2010, s. 486–487.
3. Por. A. Friszke, PRL wobec Kościoła. Akta Urzędu do spraw Wyznań 1970–1978, Warszawa 2010.
4. S. Nowak, O Polsce i Polakach. Prace rozproszone 1958–1989, zebr. A. Sułek, Warszawa 2009, s. 135–156.
5. Polacy ’80. Wizje rzeczywistości dnia (nie)codziennego, oprac. M. Marody z zespołem [1981], Warszawa 2004, s. 110–124.
6. A. Friszke, Historycy przed przełomem. Z dziejów Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego 1975–1979, w: Tradycje i współczesność. Księga pamiątkowa Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego 1930–2005, red. J. Łukaszewicz, M. Tymowski, J. Tyszkiewicz, Warszawa 2005.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Opozycja i protesty w PRL”