Wojsko w PRL

Ludowe Wojsko Polskie (LWP) – nieoficjalna nazwa używana dla określenia części Wojska Polskiego utworzonej podczas II wojny światowej w latach 1943–1944 na terytorium ZSRR, a następnie wywodzących się z niej Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w okresie 1944–1952 i Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej w okresie 1952–1989.
Nazwa "Ludowe Wojsko Polskie" używana była powszechnie przez propagandę, władze państwowe oraz piśmiennictwo tego okresu (przymiotnik - "ludowe" pisany małą literą) w celu podkreślenia związku z panującym w państwie ustrojem. Niemniej jednak nie była nazwą oficjalną (nie jest więc nazwą własną). Oficjalnymi nazwami w tych okresach były: Wojsko Polskie, następnie Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej, a od 1952: Siły Zbrojne Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Nazwy Siły Zbrojne PRL i Wojsko Polskie używane były zamiennie.
Awatar użytkownika
MarcinP
Posty: 153
Rejestracja: 08 gru 2010, 07:24

Re: Wojsko w PRL

Post autor: MarcinP » 11 mar 2011, 23:26

Jako obserwator (podchorąży po SPR) obserwowałem z boku zjawisko fali i stwierdziłem, że jako zjawisko, było dla wojska korzystne oczywiście póki nie trafił się jakiś psychol (o których w wojsku nie było trudno). Ale wychwycenie takiego osobnika i „wypionowanie” należało do kadry (zwolnić po przysiędze się nie dało).

Zjawisko fali było integralnie powiązane z systemem wartości jakie mieli żołnierze z poboru. A do tych cenionych wartości należały przepustki i urlopy oraz cyfra. Stąd strach przed wszelkimi karami mogącymi pozbawić przepustki czy urlopu (częsta kara), a zwłaszcza przed anclem, który przesuwał cyfrę, bo nie wliczał się do czasu trwania służby.
W tym momencie fala była skutkiem wprowadzonego około lat 60-tych naukowo opracowanego planu przepustek i urlopów podczas służby, ze względu na dbanie o zdrowie psychiczne poborowych coraz dłuższych im bliżej końca i systemu zerowań konta.
Jak wiadomo przysięga zerowała konto kar, podobnież jak półmetek.
Jeżeli do tego dodamy, iż każdy trep wiedział, że dla młodego wojska najlepsze dawać im tak w cyc(w pełni się zgadzam), żeby im głupie myśli nie przychodziły do głowy (niewiarygodne co facet odcięty od środowiska w którym się wychował potrafi wyczytać z niewinnego listu od dziewczyny podczas czytania go po raz pięćdziesiąty), to system „prowadzenia” poborowego przez kadrę przez dwa lata wojska jest oczywisty. Do przysięgi żadnych przepustek, potem w miarę.
W takim systemie młody miał najmniej do stracenia, dziadek najwięcej, więc wszystko co było niezgodne z przepisami było u młodego, a starzy nie ryzykowali. Stąd to parzenie herbaty przez koty dziadkom, bo kto ma mieć trefną grzałkę i kubek jak nie kot któremu i tak nie można zabrać urlopu bo go (praktyczne) nie ma.
System kręcił się bo kot wiedział, że po roku system ochronny obejmie i jego. Oczywiście na wojnie to nie mogło działać bo wtedy system kar i nagród jest zupełnie inny.

Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Re: Wojsko w PRL

Post autor: Adambik » 11 mar 2011, 23:27

Spróbuję w naprawdę dużym skrócie rozwinąć problematykę "fali" (dla ułatwienia przedstawię mój cykl, 2-letni):

Jak powszechnie wiadomo, poborowy przychodzący do wojska (720 dni do cywila - ddc) mial przechlapane - na razie szedł na 2 - miesięczne przeszkolenie unitarne, i jako taki nie miał większego kontaktu ze starym wojskiem. Jednak wyjątek stanowili kaprale - ci potrafili sadystycznie "docenić" rekruta, szczegolnie, gdy im podpadł, lub okazywal się być ofermą. Ten okres był naistotniejszy - chodziło o to, by zrobić z ciebie maszynę do natychmiastowego wykonywania rozkazów (przez to ciągła musztra, marsze, piosenki, zgranie na poziomie drużyna/ pluton/ kompania). Żołnierz ma natychmiast i bezwłocznie wykonywac rozkaz - żołnierz myślący jest żołnierzem niepewnym, ktory może sprawić kłopoty reszcie oddziału (od myślenia są przełożeni). Po dwóch miesiącach "lepienia i formowania" materiału żołnierskiego jest uroczysta przysięga, i przejśce rekrutów na (już) macierzyste kompanie.
I teraz czas na "falę" - rekrut przez pierwsze pół roku będzie "kotem" - nosi opinacze zapięte na pierwszą dziurkę, pas "pod pachami", niewygiętą czapkę (i orła - jest to charakterystyczny, z daleka rozpoznawalny znak fali), zawsze elegancki, wyprasowany i ... czujny :roll: . Nie ma żadnych praw - po obiedzie może jedynie siedzieć na stołku, nie może leżyć, nie może oglądać filmu po dzienniku. słucha poleceń (czasami głupawych) starszych kolegow, sprząta, jest uczynny, zasuwa za dwóch, i co najważniejsze - nie donosi. Po pół roku slużby następowało pasowanie - zostawał "ogonem" (prawo popuszczenia opinaczy o jedną dziurkę. pas już delikatnie może "zwisać", prawo oglądania filmów, a także za pozwoleniem "starych" leżenie po obiedzie. W skrajnych przypadkach wspomaga "kotów" przy sprzątaniu rejonu).
"Ogon" jednak miał sytuację nieporównywalnie lepszą pd "kota".
Po roku służby, i przestrzegania niepisanych zasad i reguł "fali" "ogon" po pasowaniu* stawał się "starym". "Stary" - to już elita wojska (od 366 ddc w dół). Miał mnóstwo przywilejów, to jego polecanie musiały wykonywac "koty" (i częściowo "ogony"). Jeżeli spotkałeś go na przepustce, z daleka był rozpoznawalny - słychać było charakterystyczne "dzwonienie" (popuszczone opinacze o 2 dziurki, i wyrobione klamry), czapka wygięta w sidło, pas na "jaj..ch", - jednym słowem - zazdrość wśród młodszych roczników. Na kompanii był panem ...
Na pół roku przed końcem służby (180 ddc) po pasowaniu "stary" stawał się "dziadkiem" (opinacze popuszczone na ostatnią dziurkę). "Dziadkowie" to już wierchuszka Służby Zasadniczej - należał im sie szacunek, byli (w miarę możliwości) zastępowani żołnierzami młodszego rocznika przy pracach. Z chwilą, gdy "dziadek" do cywila miał 120 dni (120 ddc) wchodził na "falę"**. Z chwilą, gdy do cywila brakowalo mu 50 dni (50ddc) "dziadek" stawał się "cywilem". Był to bardzo ciekawy okres, ponieważ w zasadzie cywil miał w założeniu tracić ... zainteresowanie wojskiem (!) [ żołnierski wierszyk brzmiał: "Cywil nie fala.
Do wojska się nie wpie...la" :roll: Ostatnia noc w MON-e (wedle tradycji) należało spędzić na gołych sprężynach, bez materaca :twisted: ...

* Pasowanie to radosna chwila dla żołnierzy. Odbywało się zazwyczaj gdzieś w piwnicy lub w magazynie, wiara zazwyczaj byla już przebrana w piżamy, a za akcesoria służył taboret i pas. Delikwent kładł się na taborecie, a starsi "falą" z tekstem "pasuję cię na ..." lali go raz pasem w wiadomą część ciała :roll: (oczywiście, tu tez mógł się trafić sadysta). a później wóda lała się strumieniami, i szczęśliwy delikwent, z boląca pupą wracał na kompanię jako wyższy w hierarchii.

** Był to popularny centrymetr krawiecki (150 cm), z ktorego ścierało się jedna stronę acetonem, celem wypisanie wierdszyków, lub wykonania rysunków. Niektóre "fale" były naprawdę majstersztykami wykonania. Po zjedzaniu obiadu "dziadek" meldował cyfrę (np. 98ddc), i walił niezbędnikiem w talerz. Oczywiście, praktyki te były ścigane przez kadrę, ale największa wściekłość budził meldujący żołnierz podczas ostatniego obiadu - tradycja mówiła, iż trzeba (i to zdrowo) pierdyknąć przy meldunku drewnianym taboretem w blat stołu ... :roll:

P.S W nagłej sytuacji (np. podczas alarmu) fala nie miala mocy - każdy żołnierz musiał jak najszybciej udac się na wyznaczone stanowiska.

Awatar użytkownika
Kazik36
Posty: 344
Rejestracja: 22 lut 2011, 06:05

Re: Wojsko w PRL

Post autor: Kazik36 » 11 mar 2011, 23:28

Wojsko jest organizacją która osiąga sukces zespołowo. Stąd kaprale na unitarce wcale nie byli sadystami tak a nie inaczej traktując tzw. ofermy. Oferma może położyć sukces zespołu, stąd ostre ich traktowanie. Podobnie byłoby w każdej armii.

Poza tym ostre tempo, brak snu nie pozwalał myśleć o poprzednim życiu, co w wojsku jest pożądane. Żołnierz ma jak najszybciej poczuć się odpowiedzialnym członkiem zespołu. Pierdoły z cywilnego wcielenia są tu poważną przeszkodą.

Wadą LWP było to, iż w przypadku rzeczywistych oferm w PRL-u nie było możliwości pozbycia się ich z wojska. W rezultacie często kładąc osiągnięcia grupy byli traktowani w niej wrogo co prowadziło do samowolnych oddaleń i samobójstw.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wojsko, technika i uzbrojenie”