Ojciec Tadeusz Rydzyk – organizator, katecheta, kapelan Klubu Inteligencji Katolickiej w Szczecinku (1979- 1981)

Obszerny opis dziejów całości życia oraz dokonań wybitnej postaci.
Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Ojciec Tadeusz Rydzyk – organizator, katecheta, kapelan Klubu Inteligencji Katolickiej w Szczecinku (1979- 1981)

Post autor: Warka » 05 kwie 2013, 02:16

Początki wpisanego 27 kwietnia 1981 r. do rejestru stowarzyszeń Urzędu Miejskiego w Szczecinku, miejscowego Klubu Inteligencji Katolickiej, nieodłącznie kojarzyły się z osobą o. Tadeusza Rydzyka- redemptorysty w parafii pw. Ducha Św. w Szczecinku, a także katechety nauczającego dzieci i młodzież z pobliskiej Szkoły Podstawowej nr 1[1]. Jednakże, jak relacjonował były prezes KIK w Szczecinku Antoni Troinski, już na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych przy parafii prowadzonej przez o. Redemptorystów „zgromadziła się wokół młodego, pełnego zapału i pomysłów katechety o. Tadeusza Rydzyka, grupka pracującej młodzieży”. Stanowili ją jego wychowankowie z lekcji religii oraz młodzi ludzie, którzy niedawno ukończyli studia i wrócili do Szczecinka, aby rozpocząć swoją pierwszą pracę zawodową. To właśnie w tym gronie narodził się pomysł utworzenia Klubu w Szczecinku[2]. Trzeba pamiętać, że ówczesna sytuacja polityczna chwilowo sprzyjała powstawaniu niezależnych stowarzyszeń. W całej Polsce niezwykle szybko rosła liczba KIK- ów[3].

W latach 1980- 1981 katecheta zaprosił do Szczecinka wiele znanych osobistości świata kultury i polityki. Przybyli m.in. działaczka KSS „KOR” Halina Mikołajska (grudzień 1980- styczeń 1981 r.), związkowiec Kazimierz Świtoń (luty 1981 r.), a także satyryk Jan Tadeusz Stanisławski (1981 r.)[4]. W listopadzie 1980 r. za sprawą o. Rydzyka odbyła się impreza masowa w Domu Kolejarza w Szczecinku. Jak relacjonował świadek tamtych wydarzeń, przewodniczący Komitetu Robotniczego NSZZ „Solidarność” Węzła PKP w Szczecinku Roman Ruciński, obecni byli na niej zarówno działacze „Solidarności”, przedstawiciele Kościoła katolickiego, jak i członkowie Egzekutywy Komitetu Miejskiego PZPR i Komitetu Zakładowego PZPR Węzła PKP:

„Po prostu ojciec Rydzyk -wówczas mniej znany redemptorysta z Klasztoru w Szczecinku – załatwił (już wtedy miał chody w dobrym kierunku) wieczór z Jackiem Fedorowiczem. Bałem się sprzedawać bilety, aby nie dać się złapać fiskusowi. Dlatego postanowiłem sprzedawać nie bilety, ale zaproszenia. Część rozprowadził Redemptorysta wśród parafian bezpłatnie. Przy pełnej sali, po raz pierwszy, siedzieli obok siebie sekretarz partii i proboszcz. Ten pierwszy rząd krzeseł był w ogóle przeznaczony właśnie dla Komitetu i Kościoła. W obecności Rydzyka wręczałem pieniądze uzyskane z zaproszeń Fedorowiczowi, ale ten ich nie przyjął. Ojciec Rydzyk też ich nie chciał. Zrobili to dla idei Solidarności. Chwała im za to, gdyż bardzo brakowało tego kontaktu. Telewizja jeszcze długo prezentowała jedyne słuszne stanowisko”[5].

Niemniej jednak w pierwszej połowie 1981 r. działalność o. Rydzyka była znana w Szczecinku z zupełnie innego powodu. W roku szkolnym 1980/81 redemptorysta wraz z grupą rodziców uczniów SP nr 1 w Szczecinku zainicjowali akcję wieszania krzyży w salach lekcyjnych[6]. Wydział IV koszalińskiej Służby Bezpieczeństwa ustalił, iż w połowie lutego 1981 r. na terenie miasta Szczecinka doszło do „brzemiennego w skutkach” społecznego zjawiska sakralizacji obiektów szkolnych. Wspomniany fakt miał mieć miejsce w popularnej „jedynce”, zaś w kilku innych czyniono podobne próby, przy czym niepoślednią rolę inspirującą odegrał o. Rydzyk. Funkcjonariusze ustalili, iż w dniu 20 lutego 1981 r. w godzinach wieczornych dwie uczennice szczecineckiej „jedynki” kolportowały ulotki o dość lamentacyjnej treści: Chcemy odnowy- zaczynamy od krzyży, Pomóżcie. Chcemy być Polakami, wykradają nam krzyże- ratujcie nas. O krzyżu będziemy mówić, bo jesteśmy Polakami. Rodzice- broniliście krzyża za Hitlera- pomóżcie nam teraz. W związku z tym podczas niedzielnych nabożeństw, w dniu 22 lutego, o. Rydzyk publicznie poruszył sprawę usunięcia krzyży ze szkół w Szczecinku i uznał ten fakt za sprzeczny z Konstytucją PRL i Konferencją Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Ponad miesiąc później, sierżant B. Klafetka z Komendy Miejskiej MO w Szczecinku, uzyskał informację, iż Krzysztof Szyszka, uczeń ZSM, który na początku miesiąca spotkał się dwoma kolegami (uczniami Liceum Ogólnokształcącego i Zespołu Szkół Rolniczych w Szczecinku) rozmawiał na temat ulotek związanych z hasłami umieszczania krzyży w szkołach oraz „Zbrodni Katyńskiej”: Ulotki te mieli prawdopodobnie otrzymać od księdza Rydzyka. (…) miały być wykonane na powielaczu, który ma znajdować się na plebani[7]. O fakcie posiadania przez redemptorystę powielacza świadczyła także relacja katechetki Heleny Bikuń, która w wyniku przeszukania i rewizji dokonanej w jej mieszkaniu w okresie stanu wojennego zeznała, iż wspomniany wyżej powielacz otrzymała od o. T. Rydzyka. Miała dzięki niemu stworzyć śpiewnik pieśni kościelnych, które następnie miały zostać wykorzystane w czasie Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej, a także na potrzeby Mszy św. odbywających się kościele pw. Ducha Św.[8]. 8 kwietnia 1981 r. zwerbowany przez SB kontakt operacyjny ps. „Kapsel” informował, iż na terenie miasta rozwieszane są zakupione przez o. Rydzyka w sklepie „Veritas” krzyże, a następnie wręczone uczniom „w celu dokonania sakralizacji wszystkich szkół na terenie miasta”[9].

Sytuacja stale nabierała tempa. Jeszcze w lutym 1981 r. delegacja uczniowska reprezentująca młodzież szkół szczecineckich w składzie: Radosław Niemiec, Karol Hejnowicz, Dorota Frątczak, Anna Stypa (wszyscy uczniowie LO), Agata Frączek (SP nr 2) i Lucyna Stańczak (SP nr 2), której przewodniczył o. Rydzyk, udała się w celach negocjacyjnych do Warszawy uzyskując ważne oświadczenie od Wydziału Prawnego Sekretariatu Episkopatu Polski. Oznajmiono w nim, iż ks. bp Bronisław Dąbrowski 25 lutego 1981 r. przeprowadził rozmowę z ministrem- kierownikiem Urzędu ds. Wyznań w rządzie premiera Jaruzelskiego Jerzym Kuberskim. W wyniku dwustronnych ustaleń, minister miał osobiście podjąć interwencję w Kuratorium Okręgu Szkolnego w sprawie zawieszenia krzyży w LO w Szczecinku[10]. Był to bez wątpienia osobisty sukces uczniów szczecineckich szkół oraz samego zakonnika, który zainicjował całą akcję i wspierał organizacyjnie młodzież.

Po blisko 30 latach od tamtych wydarzeń, sprawę wieszania i zdejmowania krzyży w szczecineckich szkołach wspominał sam o. Rydzyk:

„(…) Później, już sam byłem księdzem w Szczecinku i przyszło mi zmierzyć się z problemem zdejmowania krzyży. Jedna z sióstr niepokalanek, siostra Gizela, pokazała mi, jakie ma ładne krzyże. Siostra uczyła religii na poddaszu i przychodzili do niej uczniowie z pobliskiego liceum. (…) Zaproponowali, że je zawieszą w szkole. Pewnego ranka o siódmej rano przyszło do mnie dwoje uczniów z liceum z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemu. Zostali zastraszeni przez dyrektora szkoły, że jeśli do apelu, który miał być w południe, krzyże nie zostaną zdjęte, oni zostaną wyrzuceni ze szkoły. Powiedziałem do tych uczniów: <Nigdy nie wyciągajcie ręki przeciwko krzyżowi, nigdy! Nie bójcie się! Nie ściągajcie tych krzyży, nie łamcie swoich sumień, wy okrzepniecie, dostaniecie jeszcze więcej siły- dzisiaj jest próba. Dyrektorowi, powiedzcie, że sprawa została przekazana do ks. biskupa, a wy zaraz po lekcjach przyjdźcie do mnie>. (…) Później uczniowie wieszali krzyże w innych szkołach, w swoich klasach i przychodzili do mnie, do sali katechetycznej, by to wszystko opowiedzieć. (…) Pamiętam, jak wielu ludzi wieszało krzyże w szkołach i co się później działo z tymi krzyżami. Gdy zaczęli je zdejmować, mówiłem na ten temat kazania w niedziele. Inni księża czynili podobnie”[11].

Lokalny „konflikt o krzyże” nadał rozgłos działaniom redemptorysty. Wszelako spotkania z ludźmi „Solidarności” i organizowane grupy katechetyczne nie zaspokajały do końca osobistych ambicji o. Rydzyka. Za wszelką cenę dążył on do stworzenia grupy ludzi, która swoją aktywnością wpłynie na życie duchowe oraz kulturalno- społeczne w mieście. Kapłan zdawał sobie sprawę, iż stawiane przed sobą cele miały przede wszystkim wzbogacać i uzupełniać społeczną nauką Kościoła, lecz z drugiej strony nie mogły narażać na represje ze strony władz i SB miejscowego Zgromadzenia Redemptorystów. Tak też i narodziła się idea utworzenia KIK- u w Szczecinku. Członkini Zarządu Założycielskiego szczecineckiego KIK Jadwiga Onufrowicz podkreślała bardzo znaczącą rolę w procesie organizowania wspólnoty katolików świeckich o. Tadeusza Rydzyka:

„W mojej parafii Ducha Świętego spotkałam zupełnie wyjątkowego kapłana, zakonnika redemptorystę, o. Tadeusza Rydzyka obdarzonego niezwykłym charyzmatem zjednywania sobie ludzi i angażującego się w pracę duszpasterską całym sercem. On to na zasadzie przekory: <>, sprowokował mnie do uczestnictwa w spotkaniach młodzieży pracującej, której był opiekunem. Ta forma duszpasterska pozwoliła mi odnaleźć się w nowej rzeczywistości i kontynuować działalność rozpoczętą w duszpasterstwie akademickim”[12].

Zakonnik do przyszłych członków Klubu apelował: Bądźcie szerokiego formatu, wzrastajcie w głąb, nieście wiarę w Polskę… i utwórzcie w Szczecinku KIK, co miało okazać się mottem późniejszej działalności stowarzyszenia katolików świeckich[13]. Przypominano, iż o. Rydzyk miał bardzo dobry kontakt z młodymi ludźmi dzięki organizowanym przez siebie katechezom adresowanym do młodzieży szkół średnich oraz młodzieży pracującej, które często poruszały problematykę bliską właśnie ludziom młodym. Dzięki zaangażowaniu uczestników katechez powstał zespół młodzieżowy- namiastka późniejszego chóru „De Profundis”[14]. Zamiłowanie katechety do muzyki sakralnej nie mogło jednak dziwić, gdyż był on współorganizatorem V Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Religijnej „Sacrosong”, który miał miejsce w dniach od 20 do 23 września 1973 r. w Toruniu[15]. Katecheta zajmował się m.in. kierowaniem działającym przy parafii św. Józefa w Toruniu młodzieżowego zespołu muzycznego, a także organizacją miejsc noclegowych dla przybywających muzyków[16]. Funkcjonariusze toruńskiej SB podkreślali charyzmat, zdolności organizacyjne i aktywność, jaką prezentował w czasie festiwalu o. Rydzyk.

Jadwiga Onufrowicz, Jacek Makarewicz, a także Urszula Danielewicz tworzyli szczecinecka reprezentację, która poprzez osobisty udział w „roboczych” spotkaniach w Gdańsku (rozmowy z reprezentantami KIK z całej Polski, m.in. z Jerzym Turowiczem i Maciejem Ziębą), Warszawie i Toruniu miała zapoznać się ze strukturą oraz działalnością Klubów w innych polskich miastach, a przy okazji korzystać z ich pomocy przy układaniu przyszłego statutu, ordynacji wyborczej i wszelkich potrzebnych do rejestracji stowarzyszenia dokumentów. Oczywiście za wzór dla nowopowstałych Klubów służyła piątka tzw. „starych” KIK z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania i Torunia, powstała w latach 1956- 1958. Końcowych wyjaśnień „grupie inicjatywnej” szczecineckiego KIK udzielił redaktor naczelny miesięcznika „Więź” Tadeusz Mazowiecki. Przekazał on wzorcowy statut stowarzyszenia, nie kryjąc przy tym zdziwienia, a wręcz pytając przybyłych do niego szczecinecczan nieco przekornie: „gdzie wy w Szczecinku będziecie szukać inteligencji”? Niezrażony tym faktem redemptorysta ojciec Rydzyk wziął na swoje barki pierwsze, najpoważniejsze kwestie organizacyjne, prezentując jednocześnie sylwetkę przyszłego prezesa Klubu- Antoniego Troinskiego- absolwenta filozofii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Wybór, jak pokazała cała 17- letnia historia KIK w Szczecinku, okazał się być najlepszym z możliwych. Antoni Troinski był pierwszym i ostatnim prezesem miejscowego KIK, gdyż prezesował szczecineckiemu Klubowi przez cały okres jego działalności[17].

12 kwietnia 1981 r. w czasie zebrania założycielskiego KIK w Szczecinku, zgodnie z rozdziałem II § 4 Statutu KIK, wybrano pierwszego kapelana Klubu. Został nim, co nie wywołało żadnego zdziwienia u zebranych, o. Tadeusz Rydzyk. Niemalże automatycznie po wyborze władz, reprezentanci Zarządu KIK wraz ze swoim kapelanem przedstawili wniosek o zarejestrowanie stowarzyszenia do UM w Szczecinku.

Niestety, wobec pogarszającego się stanu zdrowia (problemów z gardłem) ojciec Rydzyk został przeniesiony do Braniewa przez swojego przełożonego- Ojca Prowincjała Zakonu Redemptorystów Andrzeja Rębacza. Decyzja ta wywołała smutek i żal w kręgach miejscowej inteligencji katolickiej:

„Zwracamy się z gorącą prośbą o spowodowanie, aby O. Tadeusz Rydzyk, członek Zgromadzenia OO. Redemptorystów, pozostał na czas trwania rocznego urlopu zdrowotnego w Szczecinku. O. Tadeusz Rydzyk przez organizowanie podniosłych uroczystości kościelnych- których nie wahamy się porównać do wielkich religijno- patriotycznych manifestacji z okresu wskrzeszenia II Rzeczpospolitej- potrafił porwać tutejsze pełne marazmu i bierności środowisko, i pchnąć je ku samodoskonaleniu, i szukaniu prawdy. Jego umiłowanym dzieckiem, bo też był inspiratorem i faktycznym organizatorem, był powstały 29.04. br. Klub Inteligencji Katolickiej w Szczecinku”[18].

Prezes Troinski wręcz przekonywał, iż „zabranie Klubowi w tym początkowym okresie, póki jeszcze nie okrzepnie, Ojca Duchowego i promotora działań groziłoby jego rozpadem”. O. Rębacz w swoim liście uspakajał członków szczecineckiego KIK, tłumacząc swoją decyzję siłą „wyższą”, a mianowicie opinią lekarską, która była jednoznaczna- całkowite wycofanie z pracy gardłem ojca Rydzyka, a także roczny pobyt zdrowotny w miejscowość nadmorskiej. Lekarz otolaryngolog- foniatra przestrzegał wręcz, że nawrót choroby mógł przyprawić ojca Rydzyka nawet o utratę mowy:

„Cenię Państwa wysiłki w pracy dla Chrystusa i Ojczyzny, rozumiem rolę, jaką mógłby w Waszym gronie odegrać O. Rydzyk, ale proszę nie nalegać, zwłaszcza na O. Tadeusza. Pozwólmy mu spokojnie powrócić do pełnego zdrowia. (…) Szczerze żałuję, że nie mogę przesłać Panu lepszej wiadomości. Miejmy jednak nadzieję, że z tego chwilowego kłopotu Bóg wyprowadzi odpowiednie dobro, także dla KIK- u w Szczecinku”[19].

Wyjazd o. T. Rydzyka do Braniewa nie doprowadził do zerwania wszystkich jego kontaktów z Klubem. Początkowo prowadził on bogatą korespondencję listowną z prezesem KIK w Szczecinku. Antoni Troinski na bieżąco relacjonował kapłanowi przebieg spraw Klubu, opisywał, co się wydarzyło w minionych tygodniach, a także, jakie Klub miał plany na najbliższą przyszłość. Były kapelan częstokroć wyrażał swoją radość wynikającą głównie z faktu ciągłego rozwoju szczecineckiego KIK, godnej pozazdroszczenia aktywności jego członków, która znalazła swój wyraz w organizowanych wykładach i spotkaniach z ludźmi świata teologii, filozofii czy kultury:

„Serdecznie dzięki za pamięć, modlitwę i przemiłe informacje. Cieszę się wszystkim! Po tym co otrzymałem- staram się domyślić całego obrazu KIK- u! (…) Otóż z dystansu pewnego myślę tak: chciałbym być z Wami- żyję tymi sprawami. Może jednak to, co jest [decyzja Ojca Prowincjała o wyjeździe ojca Rydzyka do Braniewa- T. C.], jest potrzebne bardziej dla sprawy! (…) Bóg nie chce zniszczenia dobra, a więc chce: by KIK- BYŁ! (…) Chyba tylko drogą dialogu można dojść do wielkiego dobra. Ja modlę się za Was- i o to ciągle proszę”[20].

Szczecinecki KIK bynajmniej nie zaprzestał swojej działalności po wyjeździe katechety[21]. Jak wspominał prezes Troinski, 12 października 1981 r. miała miejsce uroczysta msza święta, którą zainaugurowano działalność Klubu. Przewodniczył jej ks. kanonik Bernard Mielcarzewicz, który zastępował nie mogącego przybyć na spotkanie w Szczecinku ks. bp. Ignacego Jeża. Po nabożeństwie, prezes KIK w Toruniu dr Jerzy Matyjek wystąpił z prelekcją na temat zadań inteligencji katolickiej. Całą uroczystość uświetnił swoim występem chór „De Profundis”, a po południu zebrani uczestniczyli w koncercie pieśni religijno- patriotycznej[22].

3 listopada 1981 r. wierni parafii pw. Ducha Św. w Szczecinku tłumnie przybyli na wykład ks. prof. Michała Czajkowskiego z Warszawy pt. „Czy nauka obaliła Pismo Święte?”. Z kolei 4 grudnia 1981 r. uczestniczyli w prelekcji Przemysława Fenrycha ze Szczecina, który prezentował i wyjaśniał znaczenie „symboli Solidarności”. Jak wyliczyli organizatorzy, w każdym ze spotkań uczestniczyło ponad stu słuchaczy[23]. Zorganizowania ciekawych spotkań kulturalno- naukowych „klubowiczom” pogratulował w adresowanym do nich liście o. Rydzyk. Nie omieszkał także nie odnieść się do sprawy swojego odejścia z grona stowarzyszenia katolików świeckich w Szczecinku. Przekonywał, że nie można stawiać znaku równości pomiędzy jego osobą a Klubem, bo takie przyrównanie mogłoby mocno zaszkodzić obu stronom:

„Kochani- cały Klubie! Jest godz. 23:50. Wróciłem z kaplicy do pokoju. Zanim otworzę książki, by jeszcze trochę posiedzieć nad nimi to obowiązek serca- potrzeba serca. Jestem zawsze z Wami. Dziękuję Bogu za Was i proszę mocno o DUCHA ŚWIĘTEGO dla Was- dla nas. (…) Dziś miałem telefon- ze Szczecinka. Sam chciałem zadzwonić, ale nie dało się- telefon był zablokowany. Cieszę się, że był X. Michał Czajkowski, że było spotkanie, że cieszycie się. Oby tak, albo i lepiej na każdej płaszczyźnie działania KIK- u. Oby Pan sprawił w Waszych sercach potrzebę zaangażowania się każdego z Was- czynnie i szlachetnie w Jego dzieło odnowienia każdego człowieka. (…) Moi pseudo przyjaciele w Szczecinku mówili kiedyś (a konkretnie- w czerwcu), gdy ten Rydzyk wyjedzie, zdejmiemy Krzyże, KIK- rozleci się. Przecenili mnie, ubliżali KIK- owi (a raczej nieświadomość wykazali- jak zwykle). KIK- to DUCH. (…) Kochani to nie kazanie. To potrzeba serca- Niech Bóg Was błogosławi”[24].

12 grudnia 1981 r. członkowie Klubu spotkali się z kapelanem w kaplicy Sióstr Niepokalanek w Szczecinku na Mszy św.:

„Około 22.00 wracaliśmy do domów. Był kilkunastostopniowy mróz. Na ulicach zauważyć można było wzmożone patrole milicji i ORMO. Czuło się napięcie. Następnego dnia rozpoczął się stan wojenny. Nasze ambitne plany i nadzieje zostały brutalnie przerwane”[25].

Wydarzenie to głęboko utkwiło w pamięci absolwentowi Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, szczecineckiemu historykowi Jerzemu Dudziowi. Wspominał, iż nigdy nie zapomni Mszy św. odprawianych w kameralnym gronie, a przez to bardziej osobiście przeżywanych, a w szczególności tej jednej u Sióstr Niepokalanek na kilka godzin przed wprowadzeniem stanu wojennego:

„Trzymaliśmy się za ręce otaczając ołtarz w przeczuciu rychłej katastrofy…”[26].

Władza straciła cierpliwość, a karnawał „Solidarności” się zakończył. Nie ulegało tudzież wątpliwości, iż decyzja o ogłoszeniu stanu wojennego kończyła pierwszy okres działalności KIK w Szczecinku i zarazem zapoczątkowała drugi- zawieszenia aktywności na czas trwania stanu wojennego. Był to okres szczególnie trudny dla członków stowarzyszenia, stanowił wielkie wyzwanie, ale paradoksalnie nie zamykał możliwości organizowania mszy św. w intencji Ojczyzny, rekolekcji, spotkań czy homilii, z czego miejscowi „KIK- owcy” skrzętnie skorzystali. Reżim prawny stanu wojennego nie uciszył ludzi ani nie osłabił ich wewnętrznych motywacji i rozbudzonych rok wcześniej pragnień. Dlatego też w roku 1983 KIK w Szczecinku mógł powrócić do swojej dawnej działalności sprzed okresu stanu wojennego, powrócić nawet w bardziej zintensyfikowanej formie, przy wyraźnych głosach poparcia, a także życzliwości ze strony reszty społeczeństwa.

Należy uznać, iż szczecinecki epizod pracy duszpasterskiej i aktywności katechety o. Rydzyka skończył się dość nagle i pozostawił szereg pytań oraz wątpliwości badawczych. Trudno ustalić, na ile decyzja o opuszczeniu miasta przez zakonnika była efektem przestrzegania diagnozy lekarskiej, a na ile był to wynik tzw. przymusu ze strony terenowych władz PRL. Faktem była inwigilacja o. Rydzyka- jego kazania, głoszone treści były często nagrywane przez tajnych współpracowników, a następnie analizowane przez pracowników SB. O czym zresztą zakonnik wiedział doskonale. Nie można odrzucić też hipotezy głoszącej, iż miejscowy aparat bezpieczeństwa napominał przełożonych zakonu, a zwłaszcza proboszcza parafii, ażeby wpływowego kapłana zdecydowanie uciszyć. Sprawa wieszania krzyży bez wątpienia wzmocniła autorytet o. Rydzyka, jednakże w przeciwieństwo do prowadzonych katechez zahaczała o sprawy państwowe i w opinii partyjnych prominentów kłóciła się z obowiązującym wówczas porządkiem prawnym. Duże zdziwienie mogły wzbudzać głosy informujące, iż od drugiej połowy lat osiemdziesiątych o. Rydzyk nie utrzymywał żadnych kontaktów z Klubem- ani z jego władzami, ani z członkami. Być może był to wynik wyczerpania się pewnej formuły, zawiedzenia, niewykorzystanych do końca szans, bądź niezatartych wcześniej niemiłych doświadczeń. Pewnym jest, iż przy obecnej znajomości podstawowych źródeł historycznych dot. działalności KIK w Szczecinku stawianie jednej tezy wyjaśniającej kontekst całego zdarzenia jest zbyt ryzykowne i może zostać potraktowane jako przejaw badawczej lekkomyślności.

Tomasz Ceglarz

ODPOWIEDZ

Wróć do „Biografie”