Tajemnice Ryszarda Kuklińskiego

Wszystko co nie pasuje do pozostałych sekcji, a dotyczy tego okresu.
historia Polski
Posty: 110
Rejestracja: 15 kwie 2014, 04:37

Tajemnice Ryszarda Kuklińskiego

Post autor: historia Polski » 22 cze 2014, 03:46

– Kampania na rzecz Ryszarda Kuklińskiego, którą prowadzą jego zwolennicy, obraża polskie społeczeństwo. Karmi się je mitami i legendami. Nakazuje w nie wierzyć. Zastępuje się nimi wiedzę, która jest ograniczona, ale coraz bardziej dostępna – mówi gen. dr Franciszek Puchała. W jego książce „Szpieg CIA w polskim sztabie generalnym. O Ryszardzie Kuklińskim bliżej prawdy” przeczytać można m.in.: „W życiu Kuklińskiego były okresy, kiedy na kompromitujących go materiałach mógł być pozyskany do współpracy przez polskie służby. Od 7 marca do 13 kwietnia 1946 r. Kukliński przebywał w areszcie śledczym we Wrocławiu podejrzany o napad rabunkowy z bronią w ręku. Prawdopodobnie wtedy zwerbowało go UB”.

Im więcej o nim wiemy, tym więcej pojawia się znaków zapytania

Gen. dr Franciszek Puchała

Rozmawia Robert Walenciak

Panie generale, książką o płk. Kuk­lińskim zepsuł pan propagandowe uroczystości na jego cześć. Ujawnił pan fakty, które każą na Kuklińskiego spojrzeć zupełnie inaczej.
– Kampania na rzecz Kuklińskiego, którą prowadzą jego zwolennicy, obraża polskie społeczeństwo. Karmi się nas mitami i legendami. Nakazuje w nie wierzyć. Zastępuje się nimi wiedzę, która jest ograniczona, ale coraz bardziej dostępna. Na dobrą sprawę obraża to również amerykańskie służby specjalne.

Dlaczego?
– Na przykład gen. William Odom, były dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, w jednym z wywiadów mówił: „Płk Kukliński wyszkolił amerykańskie dowództwo”. Człowiek ręce załamuje, gdy to czyta – to oni nie wiedzieli, gdzie leży Polska? Jakie znaczenie militarne ma np. jej położenie geostrategiczne, obszar 312,6 tys. km kw., potencjał demograficzny itp.?

Opowieści o Kuklińskim brzmią jak propaganda. Dla mnie ciekawsze jest, dlaczego tyle wysiłku i pieniędzy wkłada się w robienie z prostego szpiega superbohatera.
– Faktem jest, że Kuklińskiemu przypisano szpiegowski urobek wielu innych amerykańskich agentów. Na przykład prof. Brzeziński na konferencji w Jachrance mówił o tym otwarcie: „Mieliśmy oficera w polskim Sztabie Generalnym, ale mieliśmy również swoich oficerów w Moskwie!”. W tym czasie nie tylko Kukliński zwiał na Zachód. Mieli takich uciekinierów Czesi, mieli Rumuni.

Dwa miesiące przed Kuklińskim do USA uciekł inny oficer Sztabu Generalnego – płk Włodzimierz Ostaszewicz.
– W takim razie nasuwa się pytanie, dlaczego w Kuklińskiego tak zainwestowano. W latach 80. USA odniosły w zimnej wojnie z ZSRR sukces. Wygrały ją dzięki wojnie ekonomicznej i wyścigowi zbrojeń. Ale na innych obszarach działań wywiadowczych ponosiły klęski. Oficer ich kontrwywiadu Aldrich Ames za sowitą opłatę wydał Rosjanom 33 ludzi współpracujących z CIA. Zostali oni straceni. Reputacja Agencji systematycznie się pogarszała. Chodziło więc o to, żeby ratować twarz CIA.

Opowieścią o „genialnym szpiegu”?
– Kukliński po raz pierwszy publicznie przemówił dopiero w kwietniu 1987 r. na łamach paryskiej „Kultury” Jerzego Giedroycia. Przy czym, o ile wiem, to nie była inicjatywa Kuklińskiego ani pana Giedroycia, ale innych podmiotów. W tym wywiadzie odniósł się tylko do jednego zagadnienia – do stanu wojennego. Potem były wywiad dla Benjamina Weisera i jego książka. Praca jednostronna, wręcz recenzowana przez pracowników CIA. Potem były inne wywiady i publikacje.

I zaczęto budować pomnik…
– Apologeci Kuklińskiego ciągle powtarzają: przekazywał Amerykanom tylko to, co dotyczyło Związku Radzieckiego, Układu Warszawskiego, natomiast o Wojsku Polskim nic nie mówił. Okazuje się, że to nieprawda. Na prapremierze filmu „Jack Strong” obecny był m.in. analityk CIA, Aristos Papas. Zacząłem go więc pytać: jak to było z informacjami Kuklińskiego? Jak on oddzielał informacje na temat Układu Warszawskiego od tych dotyczących polskiego wojska? Na co Papas odpowiedział: „Ale o co chodzi? Przecież my mieliśmy wszystko!”.

Kim innym jest Kukliński, a kim innym Jack Strong?
– Absolutnie tak! Spójrzmy na chłodno – jeżeli Kukliński miał być tak wspaniały, jeżeli uratował Polskę, a nawet świat, przed kataklizmem atomowym i pomógł rozwalić komunizm, dlaczego nie został przez Amerykanów odznaczony Medalem Wolności? Dlaczego nie awansowano go do stopnia generała w armii amerykańskiej? Amerykanie pozostawili go w stopniu pułkownika, a jedynym wyróżnieniem, które od nich otrzymał, był medal nadany przez dyrektora CIA, i to nie najwyższej rangi.

Dlaczego tak skromnie?
– Może jego szpiegowski urobek był inny, niż to dzisiaj się ogłasza? Może wciąż wokół niego są wątpliwości i oni sami nie byli pewni, kogo ewakuowali? Czy przypadkiem nie zostali przez Moskwę ograni…

O tych wątpliwościach napisał pan w książce.
– Im głębiej badamy życiorys Kuk­lińskiego, tym więcej pojawia się zagadek, wątpliwości i pytań. Co znamienne – apologeci Kuklińskiego w tych sprawach milczą.

O tym, że Kukliński współpracuje z Rosjanami, plotkowali jego koledzy z jednostki w Kołobrzegu, w której służył na początku lat 60.
– Bo widzieli, że kapitan ma skądś dodatkowe pieniądze – za które organizuje bibki dla oficerów całego garnizonu. Że ma morski jacht. Potem ten jacht sprzedał do Szwecji, pośredniczyła w tym centrala handlu zagranicznego Centromor. Czy zna pan innego oficera, który miał takie układy? Czy mogło to się odbywać poza wiedzą naszych służb specjalnych?

Pływał jachtem po Bałtyku, świadcząc różne usługi kontrwywiadowi i wywiadowi…
– A proszę mi powiedzieć, jak to się stało, że w którymś momencie udał się do gen. Czesława Kiszczaka, który wówczas był szefem wywiadu wojskowego, żeby pożyczyć 60 tys. forintów? I pożyczkę otrzymał. Potwierdził to Kukliński i jeden z jego kolegów. Na co były potrzebne te forinty? Na silnik do opla, bo na Węgrzech był tańszy. Teraz proszę sobie wyobrazić – w czasach PRL niech pan wsiądzie do samolotu, poleci do Budapesztu i kupi silnik do opla. I to jeszcze za pieniądze pożyczone od szefa wywiadu. Jak to było możliwe? Nie znam oficera, który coś podobnego by zrobił.

A zastanawiał się pan nad taką wersją, że Kukliński przeszedł na stronę amerykańską z pobudek ideowych?
– Że wewnętrznie się zmienił? Uwierzyłbym, gdyby nie ślady w jego statusie materialnym. Mówił, że nawiązał współpracę z CIA w roku 1972. A w 1974 r. zaczął budować dom przy ul. Rajców. I bardzo szybko go ukończył. Za co? Jego sąsiedzi, np. brat gen. Hermaszewskiego, mieli z tym ogromne problemy. Wciąż brakowało im pieniędzy. Apologeci Kuklińskiego twierdzą, że dobrze zarabiał w Sztabie, że miał nagrody. Pokazuję w książce kwoty, jakie wtedy dostawaliśmy.

Te nadprogramowe pieniądze nie zwróciły uwagi oficerów ochraniających kontrwywiadowczo Sztab Generalny? Znana jest historia przyłapania Kuklińskiego przez oficera obiektowego na fotografowaniu tajnych dokumentów.
– Znam tę historię i znam tego oficera. Rozmawiałem z nim. Owszem, pisał meldunki, ale nie spotkały się one z odzewem. A potem ten oficer nagle wyjechał na misję do Egiptu.

Kukliński po powrocie z Wietnamu już nie wyjeżdżał?
– Nie. Co więcej – nie chciał awansować. Przełożeni proponowali mu, żeby pojechał na dwuletnie studia do Moskwy, do akademii im. Woroszyłowa. Odmówił. Oficerowie ze sztabu byli kierowani na praktykę do jednostek liniowych. Jemu proponowano taką w dywizji w Krośnie Odrzańskim. Też odmówił.

Dlaczego wolał siedzieć w War­szawie?
– A jaki byłby z niego pożytek dla CIA w dywizji w Krośnie czy na woroszyłowce? W uzyskaniu stopnia generała to by mu pomogło, ale straciłby dotychczasowy dostęp do niezwykle ważnych informacji.

Miał dobry?
– Był ulokowany w oddziale, przez który przechodziły najważniejsze dla Wojska Polskiego informacje. W ramach obowiązków służbowych koledzy z innych instytucji niemal kładli mu je na biurko.

A on je wykradał dla Amerykanów.
– Tak. Przy tym najwięcej wiedział o Wojsku Polskim. W detalach. I to przekazywał. Nasz system obronny podał im na tacy. De facto wskazywał cele do uderzeń bronią klasyczną lub jądrową w czasie wojny. Z planów NATO zostały one usunięte w 1990 r., na początku transformacji ustrojowej w Polsce.

O współpracy Kuklińskiego z Amerykanami wiemy dużo. Ale nie wiemy, od kiedy ona trwała.
– Wiele wskazuje, że zaczęła się w Wietnamie, gdzie był w latach 60. Zresztą w książce Weisera jest opisana rozmowa Kuklińskiego z żoną po powrocie z pierwszego rejsu jachtowego, kiedy mówi jej: „Spotkałem oficerów amerykańskich, których poznałem w Wietnamie”. Przypadkowo ich tam spotkał?

A Rosjanie – kiedy mogli się zorien­tować, że Kukliński pracuje dla Amerykanów?
– Myślę, że już w Wietnamie. I wtedy mogli go wziąć na „krótką smycz”. Gdy Amerykanie panicznie ewakuowali się z Wietnamu, zostały po nich tajne dokumenty. W nich Rosjanie mogli znaleźć ślad po Kuklińskim. I rozmowa była krótka: „Towarzyszu Ryszardzie, będziecie współpracować. Nie tak jak dotychczas w Sztabie Generalnym, pół prywatnie, pół służbowo, tylko profesjonalnie. Będziecie otrzymywać zadania i je wykonywać”.

To prawdopodobna wersja?
– Jak najbardziej. Ciekawe są też jego opowieści, że w Moskwie był w pomieszczeniu, gdzie w piecu spalono Pieńkowskiego. Jak tam trafił? Podczas dwumiesięcznego kursu? Dlaczego więc nie pokazali tego pieca mnie? Hormozie, Koziejowi, innym oficerom? Też taki kurs kończyliśmy, a niektórzy nawet dwuletnie studia. Może ten piec, w ramach ostrzeżenia, był pokazywany tylko tym, którzy z Rosjanami współpracowali?

Więc i jego „ucieczkę” z Polski powinno się rozpatrywać w tych kategoriach? Że mógł dostać takie polecenie?
– Można zakładać i taką wersję. Zwłaszcza że Rosjanie na jego dezercję w ogóle nie zareagowali. Znaczenie tego faktu dla Rosjan i Polski opisał były radziecki attaché wojskowy płk Jurij Ryliow, co odnotowałem w książce. Ucieczkę przyjęli nad wyraz spokojnie. W planach operacyjnych na okres wojny i dotyczących stanu wojennego nie trzeba było niczego zmieniać! Żadnych konsekwencji nie ponieśli ani przełożeni Kuklińskiego, ani oficerowie kontrwywiadu wojskowego.

Jest zasada, że każdy autor w końcu staje się sympatykiem swojego bohatera. W pańskim przypadku czegoś takiego nie widzę.
– W sprawie Kuklińskiego propagowane są wzorce nie do zaakceptowania w jakiejkolwiek armii. Nie znam armii, w której honorowałoby się szpiegów pracujących na rzecz obcego wywiadu. Zmiana władzy i sojuszników nie ma tu nic do rzeczy.

Robert Walenciak

Emerytowany gen. dyw. Franciszek Puchała jest doktorem nauk o bezpieczeństwie. W Sztabie Generalnym Wojska Polskiego kierował kolejno: Oddziałem Gotowości Bojowej i Dowodzenia, Oddziałem Planowania Strategiczno-Obronnego i Zarządem Operacyjnym. Brał udział w pracach nad wieloma dokumentami dotyczącymi sił zbrojnych i systemu obronnego państwa. Uczestniczył w posiedzeniach Doradczego Komitetu Politycznego, Komitetu Ministrów Obrony i Rady Wojskowej Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego. Brał udział w pracach dotyczących udziału SZ RP w Partnerstwie dla Pokoju oraz akcesji Polski do NATO.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Historia PRL ogólnie”