PRL: Zbrodnia przeciwko ludzkości.

Wszystko co nie pasuje do pozostałych sekcji, a dotyczy tego okresu.
Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

PRL: Zbrodnia przeciwko ludzkości.

Post autor: Warka » 18 mar 2013, 03:54

Wystąpienie Piotra Ł.J. Andrzejewskiego, przedstawiciela społecznego NSZZ „Solidarność”, na procesie w sprawie Grudnia ’70, 15 lutego 2013 r.



Aktywność przedstawiciela społecznego NSZZ „Solidarność”, do 28 września 2011 r. nietamowana ograniczeniem jego praw w procesie, doprowadziła do następujących twierdzeń opartych o zgromadzony w postępowaniu przygotowawczym i procesowym materiał dowodowy.

Objęte aktem oskarżenia wydarzenia były istotną częścią stanu faktycznego dotyczącego całego kraju.

W Warszawie niezależnie od „wydarzeń” na Wybrzeżu postawiono w stan gotowości do akcji Jednostki Nadwiślańskie, których zadaniem była ewentualna obrona budynku Komitetu Centralnego PZPR i rządu.

„W gmachu radia przy Al. Niepodległości (róg Malczewskiego) pojawili się żołnierze ze skrzyniami amunicji, którą windami zwozili do wieżyczek. Podobno nocą zainstalowano cekaemy” (Relacja Aleksandra Jerzego Wieczorkowskiego w publikacji „Mój PRL”, s. 162, Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita SA, 2007).

Fakty te świadczyły o zasadności domniemania, że eskalacja rozruchów na Wybrzeżu i popełnione wówczas przez wojsko i oddziały służb wewnętrznych zbrodnie były zaplanowane w celu usunięcia ekipy Władysława Gomułki.

Moskiewski ślad

Władysław Gomułka po 1956 r. wykazywał się zbytnią niezależnością w stosunku do dyrektywnego realizowania poleceń Moskwy.

Swoją polityką naraził się wszystkim odłamom politycznego establishmentu. Walka z Kościołem i niezależnymi ruchami oddolnych inicjatyw, antyżydowskość i czystki antysemickie roku 1968, zawarcie samodzielnego układu z Willym Brandtem stabilizującego zachodnią granicę Polski (bez dyrektywnego pośrednictwa Moskwy) i obietnica pomocy kredytowej NRF wobec pogarszającej się sytuacji gospodarczej w kraju spowodowały decyzję Kremla o zmianie kierownictwa partyjnego w zwasalizowanej Polsce.

Charakterystyczne, że po odwołaniu Władysława Gomułki z funkcji I sekretarza PZPR i objęciu tej funkcji przez Edwarda Gierka wygaszono wszelkie konflikty i łagodzono represje.

Do dziś pozostaje ukryta obecność „towarzyszy radzieckich” jako kontrolerów i doradców-obserwatorów w grudniu 1970 roku.

Faktem jest, że przebywającego w Moskwie Piotra Jaroszewicza (mianowanego premierem po ustąpieniu Władysława Gomułki) odwiedził 16 grudnia premier Aleksiej Kosygin i stwierdził, że kierownictwo KPZR i rząd radziecki są poważnie zaniepokojone rozwojem sytuacji na polskim Wybrzeżu, ale jeszcze bardziej niepokoi ich sytuacja w kierownictwie PZPR, że jest ono rozbite i rozpoczęła się w nim walka o władzę, którą już od 1968 roku pragnie przechwycić Mieczysław Moczar i jego grupa.

Kosygin następnie miał stwierdzić, że: „Wszystko wskazuje na to, że sugestie i zachęty do podpaleń i rabunków są wynikiem działania prowokatorów. Gomułka wykazuje niezdecydowanie, chwiejność i słabość. Brak mu koncepcji zarówno rozwiązania kryzysowej sytuacji w Gdańsku, jak i w kierownictwie partii. Sytuacja w Polsce rozwija się tak, jakby ktoś dolewał oliwy do ognia i wskazywał, jak i gdzie należy atakować, jakie wysuwać hasła, a nie ma nikogo, kto by to przerwał. (…)”. Mówił o tym Piotr Jaroszewicz w książce „Przerywam milczenie”.

Sugerował odejście Gomułki i wyłonienie nowego kierownictwa partii.

W materiale dowodowym zaistniało potwierdzenie tez sformułowanych na konferencji naukowej na Uniwersytecie Gdańskim w dniu 15 grudnia 2000 r. przez prof. Jerzego Eislera, iż wpływ na spowodowanie usunięcia Władysława Gomułki i zastąpienie go desygnowanym przez Breżniewa Edwardem Gierkiem mieli towarzysze radzieccy. Według dr. Henryka Kuli w Warszawie działała polityczna grupa operacyjna przygotowująca eskalację „wydarzeń grudniowych” mających doprowadzić do odejścia Gomułki.

Logika późniejszych wydarzeń wskazuje na świadome działanie wojska, dla którego rozkazy przyszły z najwyższego szczebla.

Ze wspomnień Franciszka Szlachcica, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, wynika, że minister obrony narodowej był jednym z organizatorów spisku przeciw Gomułce.

„W gabinecie ministra obrony narodowej, obok gospodarza czekali na mnie Edward Babiuch i Stanisław Kania” – wspomina Szlachcic w książce „Gorzki smak władzy” (s. 145).

Grupa spiskowa działała z udziałem Mieczysława Moczara, wówczas członka władz PZPR, któremu podlegały MON i MSW. Jej działania zostały wsparte przez list KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego do KC PZPR, nakłaniający do zmian politycznych.

KPZR obawiała się wzmocnienia pozycji Gomułki po zagwarantowaniu granicy na Odrze i Nysie układem z RFN z 7 grudnia 1970 r. (Rosjanie wówczas zabiegali o uznanie tej granicy jedynie w bezpośrednich rokowaniach niemiecko-radzieckich, co czyniłoby ich gwarantem polskiej obecności we Wrocławiu, Szczecinie i Gdańsku) i przeprowadzeniu przez niego reform, które pachniały rewizjonizmem.

Desant na Gdańsk

Zróżnicowana była rola w tym „przewrocie pałacowym” oskarżonych w tym procesie, ale każdy z nich stał się współuczestnikiem zbrodni, jakich się dopuszczano na Narodzie Polskim, niewinnych ludziach. Ludność cywilna zapłaciła cenę krwi, życia, zdrowia.

Na skutek zmanipulowanych informacji centralne władze Partii uznały, że na Wybrzeżu wystąpiła „kontrrewolucja” o podłożu politycznym i wykluczyły jakiekolwiek kroki pojednawcze z robotnikami. Władze PRL planowały opanowanie Stoczni Gdańskiej poprzez desant z powietrza oraz wywiezienie robotników Stoczni Gdyńskiej barkami na morze, a mieszkańców hoteli robotniczych w lasy!

Czołgistów jadących na Gdynię poinstruowano, że są obowiązani zamykać włazy czołgów, bo przeciwnik może rzucać na czołgi napalm, a idący cywile mają w teczkach ukrytą broń. Utwierdzano czołgistów w przekonaniu, że jadą tłumić rozruchy przeciw ustrojowi politycznemu PRL i że mogą ich czekać walki uliczne.

Żołnierzom mówiono, że „puszczono desant niemiecki na Gdynię”, że „jednostki pływające weszły do Gdańska. W Marynarce Wojennej instruowano bosmanów, jak mają odpalać rakiety przeciwpancerne! Już 14 grudnia 1970 r. do działań na Wybrzeżu włączono Marynarkę Wojenną”.

W tych wszystkich działaniach operujący dyrektywnie na Wybrzeżu gen. Grzegorz Korczyński był przedstawicielem ministra obrony narodowej gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Swoje relacje z ministrem obrony narodowej dokumentował gen. Korczyński w prowadzonym przez siebie dzienniku, o którego ujawnienie i zaliczenie do materiału dowodowego przedstawiciel społeczny NSZZ „Solidarność” w procesie wnioskował w ciągu całego postępowania przed sądem.

Z ustaleń powołanej po zmianie ekipy rządzącej w Polsce Komisji Biura Politycznego KC PZPR wynika, że gen. Grzegorz Korczyński wykonywał dyrektywy, które otrzymywał od premiera Cyrankiewicza i z Ministerstwa Obrony Narodowej, i stąd był przekonany, że zwalcza kontrrewolucję ustrojową, a wystąpienia mają charakter działań antyradzieckich.

Jak zeznał Zenon Jundziłł: „Decyzje o użyciu wojska zostały wprowadzone w życie po uzgodnieniach dowódcy naszej jednostki z MON. O wkroczeniu dywizji pancernych dowiedziałem się na egzekutywie 15 XII. Podejmując taką decyzję, trzeba się było liczyć ze wszystkimi konsekwencjami. Użycie broni to była konsekwencja wprowadzenia wojska”.

Na dwa tygodnie przed tragicznymi wydarzeniami na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. żołnierze z jednostki w Kołobrzegu, których potem skierowano do Gdyni, zostali odcięci od wszelkich informacji. Żołnierzom uniemożliwiono m.in. oglądanie telewizji i do chwili, kiedy zostali przerzuceni do Gdyni, nie wiedzieli o podwyżkach cen żywności i protestach przeciwko ich wprowadzeniu. Ponadto poddawano ich dezinformacji. Innym oddziałom przekazywano informacje, że mają do czynienia z powstaniem zmierzającym do oderwania Gdańska od Polski.

Jak zeznał sanitariusz wojskowy, który przyjechał ze swoją jednostką z Kołobrzegu, przełożeni poinformowali ich ogólnie, że mają prawo do użycia broni. Bezpośredni rozkaz otrzymali przed stocznią w Gdyni, kiedy znaleźli się naprzeciw robotników.

Decyzja Jaruzelskiego

Nie można oderwać działań poszczególnych oskarżonych od całości inspiracji, przygotowania, przebiegu i skutków wydarzeń grudnia 1970 w Polsce. Dotyczy to działań zarówno władz partyjnych, jak i członków rządu, premiera, wicepremiera i ministra obrony narodowej.

O ile decyzję władz partyjnych i I sekretarza Władysława Gomułki możemy kwalifikować z punktu widzenia prawa wówczas obowiązującego i ich konstytucyjnych uprawnień jako podżeganie do zbrodni i pomocnictwo w jej popełnieniu, o tyle konstytucyjna i karna odpowiedzialność członków rządu, premiera, wicepremiera, ministra obrony, ministra spraw wewnętrznych wynika z ich decyzyjnego imperium przewidzianego prawem i rodzi odpowiedzialność z racji zbrodni stanu – o ile zasadne jest przypisanie im winy z tego tytułu.

Należy w pierwszym rzędzie odpowiedzieć na pytanie, jak wyglądał system decyzyjny dotyczący użycia formacji wojskowych w Polsce.

15 grudnia 1970 r. przed południem do akcji na Gdańsk wysłano 154 czołgi, 99 transporterów, 173 samochody oraz 2137 żołnierzy, a po południu dodatkowo 169 czołgów, 301 transporterów, 118 dział i moździerzy, 1166 samochodów oraz dalszych 6543 żołnierzy.

Do akcji włączono lotnictwo podległe MON i MSW. Taki zakres ruchu wojsk polskich Układu Warszawskiego nie mógł nie przejść standardowej drogi decyzyjnej Układu.

Od roku 1965 nie tylko wojska liniowe, ale również wojska wewnętrzne (tzw. Obrona Terytorialna Kraju) zostały podporządkowane ministrowi obrony narodowej. Wojska liniowe mogły być użyte do działań bojowych wraz z mechanizmem pogotowia bojowego tylko po uzyskaniu zgody Kremla. Znaczyło to, że mogły być użyte do tłumienia rozruchów społecznych w ramach hierarchii decyzyjnej obowiązującej w Układzie Warszawskim, którego były integralną częścią. Hierarchię decyzyjną stanowili w 1970 roku: szef Układu Warszawskiego marszałek Iwan Jakubowski, minister obrony narodowej Wojciech Jaruzelski, szef Sztabu Generalnego Bolesław Chocha, dowódca Pomorskiego Okręgu Wojskowego Józef Kamiński, dowódcy innych okręgów ze swoimi szefami sztabu.

14 grudnia szef Sztabu Generalnego gen. Chocha meldował generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu, że szef sztabu Pomorskiego Okręgu Wojskowego Stanisław Antos zwrócił się na polecenie wicepremiera Kociołka do zastępcy szefa Sztabu Generalnego Wojciecha Barańskiego (zastępcy Chochy) o zezwolenie na użycie wojska garnizonu gdańskiego do ochrony ważnych obiektów na terenie miasta.

Za wiedzą generała Wojciecha Jaruzelskiego wniosek ten został zrealizowany. Nad ranem 15 grudnia 1970 roku, przed spotkaniem członków naczelnych władz partyjnych i rządowych u Władysława Gomułki, siły wojskowe zaczęły już wchodzić do akcji.

Dla oceny sprawowania kontroli nad sposobem użycia wojska na Wybrzeżu przez ministra obrony narodowej gen. Wojciecha Jaruzelskiego decydujące znaczenie miała operacyjna zależność gen. Korczyńskiego i umiejscowienie w systemie decyzyjnym formalnoprawnym roli ministra obrony narodowej.

W toku działań nikt z ówczesnych decydentów nie przejął funkcji ministra obrony narodowej i nie zwolnił go z odpowiedzialności za wykonywanie formalnie i faktycznie tego, co wynikało z decyzji podejmowanych w trybie politycznym.

Każdy działał w ramach swych kompetencji formalnoprawnych. Nie można przyjąć, iż podległość autorytetowi politycznemu zwalnia od odpowiedzialności wynikającej z usytuowania gen. Wojciecha Jaruzelskiego jako ministra obrony narodowej w strukturach decyzyjnych formalnoprawnych państwa.

Świadek Anna Walentynowicz zeznała: „Czołgi we wtorek rano 15-tego wjeżdżały do Gdańska”. „Rano 15 XII obudził mnie warkot silników…”. „Sama widziałam, jak człowiek z pałką milicyjną w skórzanej kurtce rozbijał szyby sklepowe. Sklepy były rozbijane przez podstawionych ludzi, żeby oskarżyć robotników”.

Ogień ze skotów

Przed ranną naradą 15 XII (we wtorek) u Gomułki szef Zarządu I w Sztabie Generalnym Zbigniew Jurewicz dostał polecenie, aby wziąć mapę rozmieszczenia wojsk i zameldować się u gen. Jaruzelskiego na Klonowej.

Generał wziął teczkę z mapą i poszedł na posiedzenie KC („a ja czekałem w sekretariacie”). „Ja tę mapę wziąłem z zarządu operacyjnego. Tego samego dnia otrzymałem zadanie towarzyszenia delegacji radzieckiej…”. „Następnego dnia gen. Jaruzelski polecił udać się do sztabu MSW – do Komitetu Współpracy MON i MSW”. „Tam spotkałem gen. Czaplę i płk. Kiszczaka”. „Po powrocie do Sztabu Generalnego dostałem polecenie udania się do Jednostek Nadwiślańskich. Tam był dowódca płk Siuchniński i tam przy magnetofonie zostałem przesłuchany na temat ruchu wojsk”.

„Gen. Jaruzelski formalnie pełnił swe obowiązki. Trudno mi powiedzieć, jak dalece był związany decyzjami politycznymi…”. „Decyzję o dyslokacji wojsk podejmował minister Wojciech Jaruzelski…”. „Dyslokacja wojsk odbywała się…”.

Z zeznań wiceministra spraw wewnętrznych, komendanta głównego MO Tadeusza Pietrzaka i świadka Marka Zarzyckiego 6 V 2003 r.: „Prawne posłużenie się regulaminem służby wartowniczej czyniło zbędnymi szczególne rozkazy o użyciu broni, a blokada ulicy była traktowana jako pełnienie służby wartowniczej”.

17 XII – „wydarzenia” w Gdyni: Do idących do pracy na wezwanie premiera Kociołka wojsko i milicja otworzyły ogień w warunkach alarmu bojowego.

Były działowy czołgowy Władysław Adamczyk (K. 3083 Tom XVI) zeznał: „Dowódca czoła otrzymał rozkaz otwarcia ognia, ale nie wiem, do kogo…”. „Przed nas wyszli milicjanci w hełmach, uzbrojeni w broń krótką. Oni strzelali z broni lekkiej. Porucznik Kowalski kazał załadować pociskami odpryskowymi…”. „Cały czas szedł ogień maszynowy ze skotów. Zasłoniłem oczy, nie chcąc na to patrzeć…”. „Przyszedł do nas po akcji gen. Kamiński i dał każdemu paczkę papierosów. Powiedział, że zadanie zostało dobrze wykonane…”.

Według świadka Anny Walentynowicz: „W czwartek tych, którzy poszli w Gdyni do pracy, spotkał ’pluton egzekucyjny’”.

Ranny serią z czołgu w Gdyni 17 XII 1970 r. pracownik Stoczni Komuny Paryskiej w Gdyni, świadek Stanisław Gotner m.in. zeznał: „…Nysa przemysłowa z rannymi została zatrzymana przez wojsko. Otworzyły się boczne drzwi i jeden z żołnierzy krzyczał coś po niemiecku… Od pracowników szpitala słyszałem, że uważali nas za dywersantów niemieckich… że gdyby na słowa oficera ktoś się z nas odezwał po niemiecku, to miał w y s t r z e l a ć rannych jako dywersantów niemieckich…”.

Do kontrrewolucji trzeba strzelać

Ze składanych przed sądem zeznań świadków wyłaniają się fakty zaprzeczające podtrzymywanej przez oskarżonych oficjalnej wersji wydarzeń Grudnia ’70, jak choćby wynikającej z relacji „Głosu Wybrzeża” z 28 grudnia 1970 r. czy z raportu tzw. Komisji Kruczka.

Prokurator XVI Dywizji Pancernej Tadeusz Danielewicz w swych zeznaniach podsumował wydarzenia oceną: „Tu, gdzie była walka o przejęcie władzy – prawo nie miało nic do powiedzenia”.

Sposób motywacji działań oskarżonych określono w zeznaniach świadków: „Słyszałem, że wydarzenia grudnia są inspirowane przez Niemców”.

Żołnierz Zenon Karpiński potwierdza, że z 14 na 15 grudnia jechały do Gdyni wojska pancerne.

Z ocen Komisji Kruczka wyłączono Wojciecha Jaruzelskiego i Mieczysława Moczara.

Kliszko mówił o konieczności spacyfikowania przez wojsko Gdańska… Mówił, jak to robiono w trakcie Powstania Warszawskiego.

Świadek Karol Hajduga relacjonuje dyrektywy formułowane przez Kliszkę i Logę-Sowińskiego na posiedzeniu egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego w Gdańsku wobec propozycji dialogu z pracownikami Stoczni. Kliszko miał stwierdzić: „…z kontrrewolucją się nie rozmawia, do kontrrewolucji trzeba strzelać, jeśli ktoś odważy się wyjść na miasto”. Loga-Sowiński miał powiedzieć: „Jak się tam zabije kilka osób (wziął mnie za rękę i mówił po przyjacielsku), to się uspokoi i wszystko będzie w porządku”.

Na rozprawie 7 V 2002 r. potwierdzono treść tego przesłuchania. W swych wyjaśnieniach płk Mirosław Wichny stwierdzał: „Aparat partyjno-polityczny przekazał nam, że istnieje zagrożenie zniszczenia stoczni przez siły wrogie proniemieckie. Wszystkim żołnierzom była taka informacja przekazana na lotnisku w Pruszczu Gdańskim 15 grudnia. Mówił o tym zastępca do spraw politycznych”.

Tych, których nie pozbawiono życia w bezpośredniej akcji, pobito, okaleczano, wyłapywano i poddawano zbrodniczym represjom i torturom.

Jak zeznał świadek Stefan Serafin (tom XXXI, k. 6214): „Milicjanci w czasie rozpraszania demonstracji wychwytywali niektórych jej uczestników i już potem ustawiali się w dwuszereg mniej więcej długości 10-15 i środkiem puszczano tych wychwyconych i w tym czasie znęcano się nad nimi w ten sposób, że bito ich pałkami, rękoma, kopano nogami, ciągnięto za włosy, przy czym bito ich po całym ciele, również po głowach. Oni to nazywali ’ścieżkami zdrowia’… W ciągu pierwszych dwóch dni naszego pobytu w Gdańsku w ten sposób potraktowano około 50 osób. Tyle ich przynajmniej widziano”.

„Milicjanci postępowali w sposób szczególnie okrutny. Po przejściu przez tą ’ścieżkę zdrowia’ zabierano ich do piwnic budynku MRN i tam dalej ich katowano. Słyszałem krzyki dobiegające z tych piwnic. Tak, że nie można było spać. Dotyczyło to przede wszystkim młodych mężczyzn. Nie widziałem, aby bito również kobiety. Wojsko nie brało w tym udziału. Przypominam sobie, iż potem byłem w tych piwnicach, gdzie milicja katowała tych demonstrantów, to widok był tam straszny, ściany i podłogi były całe we krwi”.

„Z wydarzeń grudniowych 1970 najbardziej utkwiło mi w pamięci to, jak tłum niósł tego nieżywego chłopaka na drzwiach i jak milicja znęcała się nad tymi wychwyconymi demonstrantami”.

Znamiona zbrodni

Należy zadać pytanie, jakiemu celowi miały służyć planowane i przedsiębrane środki? Ze zgromadzonych w procesie przesłanek dowodowych należy wyprowadzić wniosek, że celem działania aparatu przymusu państwa – wojska, milicji, służb specjalnych – było spacyfikowanie sprowokowanej decyzjami i działaniami władzy państwowej sytuacji. Do działań operacyjnych włączono środki wskazujące na ich zbrodniczy charakter z eksterminacją fizyczną osób i zbiorowości uznanych za politycznych przeciwników włącznie. Członkowie decyzyjnych władz partii, rządu, wojska, milicji, wspólnie i w porozumieniu działali z zamiarem posłużenia się zbrodniczymi środkami. W wykonaniu swych zbrodniczych zamiarów celowo wprowadzali w błąd podległych im funkcjonariuszy służb wewnętrznych, wojska, milicji co do zakresu, charakteru i motywacji z premedytacją spowodowanych przez siebie wystąpień społecznych. Twierdzenia o rzekomej kontrrewolucji przeciwko ustrojowi socjalistycznemu, działaniach dywersantów niemieckich dla oderwania Gdańska od Polski, działaniach dywersyjnych skierowanych przeciwko Polsce i jej sojusznikom politycznym nie polegały na prawdzie. Miały zachęcić do bezwzględnych działań bojowych skierowanych do akcji dziesiątek czołgów, tysięcy żołnierzy, marynarzy, funkcjonariuszy milicji, ZOMO. Działania te przybrały krwawe i okrutne rozmiary. Funkcjonariusze państwowego aparatu przymusu drogą prowokacji i odrzucenia jakichkolwiek form dialogu społecznego dążyli do eskalacji wywołanego przez siebie konfliktu – do czasu zmiany władz partyjnych i rządowych w skali państwa. Ta motywacja, zamiar i formy działania wypełniły znamiona zbrodni przeciwko ludzkości. Pojęcie zbrodni przeciwko ludzkości doczekało się określenia znamion w prawie stanowionym i w orzecznictwie sądowym.

W grudniu 1970 r. niewątpliwie zaistniało poważne prześladowanie grupy politycznej ze względu na jej przynależność do klasy robotniczo-chłopskiej przeciwstawiającej się autokratycznej władzy totalitarnego aparatu partyjno-państwowego.

Zakres znamion występowania zbrodni przeciwko ludzkości dotyczący i odnoszący się do działań w grudniu 1970 roku na Wybrzeżu i w całej Polsce został wyspecyfikowany w oparciu o art. 7 Rzymskiego Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego i znalazł swoje odbicie w treści art. 118a kodeksu karnego.

Czyny zawierające te znamiona z mocy art. 43 Konstytucji RP i art. 10 kodeksu karnego nie podlegają przedawnieniu.

W swych orzeczeniach Sąd Najwyższy między innymi stwierdza, że czyny funkcjonariuszy organów państwa polegające na znęcaniu się fizycznym lub moralnym nad osobami pozbawionymi wolności, udziale w pobiciu osób pozbawionych wolności czy nadużyciu władzy wyczerpują znamiona zbrodni przeciwko ludzkości, określone w aktach prawa karnego międzynarodowego, gdy sprawcy działający w strukturach systemu państwa totalitarnego, posługującego się na wielką skalę terrorem dla realizacji celów politycznych i społecznych, aprobowali sposób polityki władz państwa i popełniając takie czyny, brali tym samym świadomie udział w prześladowaniach ze względów politycznych.

Masowe represje

W aktualnym stanie prawnym art. 3 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu zalicza do zbrodni przeciwko ludzkości między innymi poważne prześladowania z powodu przynależności osób prześladowanych do określonej grupy narodowościowej, politycznej, społecznej, rasowej lub religijnej, jeżeli były dokonywane przez funkcjonariuszy publicznych albo przez nich inspirowane lub tolerowane.

Motywacja działań przeciwko określonej grupie społecznej i politycznej oraz środki działania zobrazowane przez aparat przemocy i represji państwa w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu spełniają ww. przesłanki zbrodni przeciwko ludzkości.

Proces dotyczy „wypadków” na Wybrzeżu, podczas gdy przewrót polityczny dotyczył całej Polski. Wskazane byłoby, aby uzupełnić kwalifikacje zarzucanych aktem oskarżenia czynów sprawstwa kierowniczego do zabójstwa na zbrodnię przeciwko ludzkości w oparciu o kryterium formułowane przez ustawę o Komisji do Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z 1991 roku.

Prawo polskie w definicji zbrodni przeciwko ludzkości obejmuje prócz zbrodni ludobójstwa pojęcie poważnych prześladowań jakiejś grupy ze względu na przynależność polityczną. W 1970 r. zastosowane zostały środki wskazujące, iż władza PRL potraktowała bunt robotników jako quasi-powstanie przeciwko władzy ludowej, „kontrrewolucję”, i postanowiła się z nim rozprawić w sposób krwawy i brutalny. Zamiar ten został sformułowany w wypowiedziach Kliszki i Gomułki, a zrealizowany poprzez uruchomienie wojska na taką skalę, która wskazuje, że byli gotowi do wprowadzenia represji o skali masowego zabójstwa. Wyprowadzenie tak wielkiej ilości wojska sprowadziło dla nieograniczonej ilości ludzi niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, mienia. Nie było to w żadnej proporcji do zdarzenia, które w różny sposób przebiegało w różnych rejonach Polski. Spowodowanie stanu powszechnego niebezpieczeństwa jest w kodeksie karnym z 1969 r. ujęte jako przestępstwo z art. 140 par. 1 pkt 5 przewidującego, że kto sprowadza niebezpieczeństwo powszechne dla życia lub zdrowia ludzkiego albo mienia w znacznych rozmiarach, działając w okolicznościach szczególnie niebezpiecznych, podlega karze pozbawienia wolności od 2 do 10 lat.

W obowiązującym aktualnie kodeksie karnym to samo przestępstwo jest zagrożone karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8, z tym że jeżeli następstwem takiego czynu jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 2 do 12 lat.

Zdaniem przedstawiciela społecznego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, zebrany w procesie materiał dowodowy uzasadnia określanie zbrodniczych, motywowanych politycznie działań organów decyzyjnych Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, wojska, milicji w grudniu 1970 roku jako zbrodnie komunistyczne w rozumieniu ustawy z 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu wypełniająca zbieg wielu przestępstw łącznie posiadających charakter zbrodni przeciwko ludzkości. Zbrodniami komunistycznymi w rozumieniu ustawy są czyny popełnione przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego w okresie od 17 września 1939 r. do dnia 31 lipca 1990 r., polegające na stosowaniu represji lub innych form naruszania praw człowieka wobec jednostek lub praw ludności, bądź w związku z ich stosowaniem, stanowiące przestępstwa według polskiej ustawy karnej obowiązującej w czasie ich popełnienia.

Toczące się od 1995 r. postępowanie w sprawie dostarczyło wystarczającą ilość przesłanek dowodowych dla takiego zakwalifikowania zbrodni popełnionych w grudniu 1970 r. przez „władzę ludową” na Narodzie Polskim.

Jako dopuszczony do procesu przedstawiciel społeczny NSZZ „Solidarność” działam w oparciu o dział 10 kpk (art. 90 i 91) w zw. z art. 3 kpk. Po zawężeniu praktykowanego od 1995 roku charakteru przedstawiciela społecznego przez pozbawienie go prawa zadawania pytań stronom i świadkom decyzją sądu meriti z dnia 28.09.2011 stwierdzam, iż sąd tą decyzją nie przysłużył się ustaleniu prawdy materialnej w procesie.

Czas na sprawiedliwość

Reasumując:

Oskarżeni w niniejszym procesie weszli w skład grupy przestępczej złożonej z funkcjonariuszy różnego szczebla władzy partyjnej i rządowej, wojska, marynarki wojennej, milicji, służb MSW Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, która dążąc do zmian personalnych na najwyższych szczeblach władzy partyjnej i rządowej, korzystając z wywołanego swymi decyzjami o drakońskim podwyższeniu kosztów utrzymania niezadowolenia społecznego, eskalowała zakres konfliktu społecznego, a następnie przy pomocy wojska, milicji, marynarki wojennej, lotnictwa i służb specjalnych MSW zastosowała środki bojowe wobec ludności cywilnej jako siły politycznej mającej rzekomo obalić panujący ustrój i integralność terytorialną państwa, powodując śmierć, trwałe skutki utraty zdrowia i niebezpieczeństwo powszechne dla życia i zdrowia ludzkiego oraz mienia w nieograniczonym zakresie. Działali wspólnie i w porozumieniu dla realizacji zakreślonego celu przy zastosowaniu zbrodniczych środków działania, przy czym przekroczyli świadomie i celowo swoje uprawnienia służbowe w ten sposób, że wbrew ciążącemu na nich z mocy przepisów art. 6 pkt 3 dekretu z dnia 21 grudnia 1955 r. o organizacji i zakresie działania Milicji Obywatelskiej i art. 21 ust. 2 ustawy z dnia 31 stycznia 1959 r. o służbie funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej obowiązkowi ochrony życia i zdrowia obywateli oraz wbrew przepisom par. 14 ust. 3 Instrukcji o pracy operacyjnej Służby Bezpieczeństwa resortu spraw wewnętrznych stanowiącej załącznik do zarządzenia nr 006/70 Ministra Spraw Wewnętrznych z 1 lutego 1970 r. nakazującego kierowanie się przy realizowaniu wyznaczonych zadań Służby Bezpieczeństwa m.in. zasadami praworządności, ochrony autorytetu władzy i zakazującym zlecanie tajnym współpracownikom zadań polegających na udziale w czynach stanowiących przestępstwa, wzięli udział w opracowaniu i wdrożeniu kombinacji operacyjno-bojowej bezpośrednio do osiągnięcia ww. celu, angażując bojową sprawność wojska na masową skalę.

Nierozliczone zbrodnie rodzą złe owoce. Umęczony Naród, umęczone rodziny ofiar Grudnia ’70, bez gniewu i nienawiści oczekują wyniku tego procesu, świadectwa prawdy i sprawiedliwości. Narodowy zryw wolnych Polaków w grudniu 1970 r. obnażył i podciął rzeczywiste korzenie funkcjonowania systemu komunistycznego w Polsce. Nie do przecenienia jest ofiara przelanej wówczas polskiej krwi. Wypływające z tej ofiary zobowiązania legły u podstaw przemiany ustrojowej sierpnia 1980 roku i wywalczenia powstania Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Zmierzch panowania zakłamanej ideologii, powstanie „Solidarności”, upadek muru berlińskiego i rozpad sowieckiego imperium były konsekwencją Grudnia ’70.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Historia PRL ogólnie”