LNG: Polska jeszcze nigdy nie była tak blisko dywersyfikacji dostaw gazu

W roku 1990 wszedł w życie plan Balcerowicza, w ramach którego podjęty został szereg działań o charakterze antyinflacyjnym i rozpoczęto proces zmian struktury własnościowej w gospodarce.
Plan Balcerowicza sprawdził się w części dotyczącej obniżenia inflacji i uzdrowienia sytuacji na rynku towarowym. Późniejsze posunięcia rządu, jak chociażby postawienie wszystkich PGR-ów w stan upadłości, niezależnie od ich indywidualnej kondycji finansowej, czy dyskryminacja przedsiębiorstw krajowych, preferowanie obcego kapitału i prowadzenie prywatyzacji bez względu na koszty społeczne, interes skarbu państwa czy wręcz rację stanu wzbudzały pewną nieufność społeczeństwa. Załamanie gospodarcze, szybko rosnące bezrobocie i liczne afery finansowe zdążyły w ciągu półrocza zmniejszyć poparcie społeczne, jakim cieszył się rząd Tadeusza Mazowieckiego na początku swojego istnienia.
Awatar użytkownika
Husarz
Posty: 822
Rejestracja: 31 paź 2010, 04:37

LNG: Polska jeszcze nigdy nie była tak blisko dywersyfikacji dostaw gazu

Post autor: Husarz » 30 mar 2013, 19:31

Nasza gospodarka nie może obejść się bez gazu. Oparta na trzech filarach – węglu kamiennym, brunatnym i gazie ziemnym – musi korzystać z niego w coraz większym stopniu. Unia nie lubi węgla, bo nie jest przyjazny dla środowiska. Co innego gaz, który nie stwarza aż tak dużych problemów. Między innymi z tego powodu w minionym dziesięcioleciu wykorzystanie gazu wzrosło u nas niemal o 50 proc.

Import ze Wschodu
Zużywamy go sporo. Według danych Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) w zeszłym roku było to 15,3 mld m sześc. Daje nam to 0,5-proc. udziału w globalnym rynku. Zdecydowaną większość gazu, bo ok. 11 mld sześc. sprowadzamy; jesteśmy jego 10. największym importerem w Europie. 4,3 mld m sześc. pochodzi z krajowych kopalń.

Import gazu nie jest niczym złym, większość państw europejskich kupuje go w najdalszych zakątkach świata. Kłopot Polski polega na tym, że gazowym monopolistą są u nas Rosjanie, a konkretnie Gazprom Export, z którym mamy podpisaną długoterminową umowę. Według niej, do 2022 r. mamy kupować od Moskwy corocznie 8,7 mld m sześc. surowca. Wschodni partner zdaje sobie sprawę ze swojej potęgi, i dlatego może ustalać ceny według formuł najbardziej dla siebie korzystnych. Nic dziwnego, że cena gazu sprowadzanego z rosyjskich źródeł należy w Polsce do najwyższych na Starym Kontynencie.

Zmiany po 2014 r.
Sytuacja jednak będzie się zmieniać, i to dosyć szybko. Gazprom już trochę spuścił z tonu, i w zeszłym roku nieco ściął nam cenę za swój surowiec. Rosjanie widzą, jak różnorodna staje się gazowa mapa świata, i że Polska na pewno znajdzie sobie na niej miejsce. A to znaczy, że w relacjach z Warszawą muszą być bardziej elastyczni.

Lawina już ruszyła, a cały proces nabierze tempa po 2014 roku, kiedy zostanie oddany do użytku świnoujski terminal do odbioru skroplonego gazu ziemnego LNG. Polityka dywersyfikacji dostaw zacznie przynosić szybkie efekty, kiedy za rok przypłynie do Świnoujścia pierwszy metanowiec z Kataru. Według umowy z Qatargas, od 2014 roku sprowadzać będziemy z tego kraju 1,5 mld m sześc. paliwa. Transporty LNG będą coraz większe, ponieważ już po ukończeniu pierwszego etapu budowy, terminal w Świnoujściu osiągnie zdolność regazyfikacji skroplonego gazu na poziomie 5 mld m sześc. Docelowo może wynieść ona 7,5 mld m sześc.

Katar wcale nie musi być jedynym dostawcą LNG do Polski. Rynek gazu płynnego zmienia się w szybkim tempie, i do tradycyjnych graczy dołączają inne kraje.

Amerykański eksport
W 2015–2016 roku do liczących się eksporterów gazu płynnego LNG mogą dołączyć Amerykanie. Jeżeli administracja USA i politycy zgodzą się na sprzedaż gazu wydobywanego ze skał łupkowych, metanowce z Ameryki popłyną do Azji i Japonii. Mogą dotrzeć też do Europy. Czy wpłyną również na Bałtyk?

PGNiG nie wyklucza skorzystania z tego źródła dostaw. Spółka w swojej długoletniej strategii przedstawionej pod koniec ubiegłego roku poważnie bierze pod uwagę import skroplonego gazu pochodzącego z niekonwencjonalnych amerykańskich złóż. Argumentem przemawiającym za taka opcją ma być m.in. zagospodarowanie potencjału terminalu LNG w Świnoujściu.

Na razie koncerny amerykańskie negocjują z Waszyngtonem. Do tej pory prośbę o zezwolenie na eksport LNG złożyło 15 amerykańskich firm wydobywających gaz łupkowy, zgodę dostała jedna – pierwsze długoletnie kontrakty podpisał Freeport LNG z brytyjskim BP. Podobne umowy mają firmy japońskie, m.in. Tepco – operator elektrowni Fukushima. Dostawy początkowo będą niewielkie, ruszą pełną parą po wybudowaniu nowych terminali w USA i w Kanadzie.

Koncerny amerykańskie chcą wypłynąć w świat ze swoim gazem z kilku powodów. Po pierwsze, USA ma na rynku wewnętrznym gazu pod dostatkiem. Rewolucja łupkowa okazał się takim sukcesem, że gaz zaspokoił z nadwyżką potrzeby gospodarki, a jego obfitość spowodowała spadek cen do 130 dol. za 1000 m sześc. Jest to około trzykrotnie mniej niż za importowany gaz płaci obecnie Polska.

Po drugie, wiele amerykańskich firm do eksportu LNG chce przebudować terminale, które przed laty wybudowały za gigantyczne pieniądze, spodziewając się importu gazu do USA. Dziś stoją bezużyteczne. Po trzecie, nadpodaż i duszenie cen na rynku wewnętrznym doprowadziło do tego, że wiele firm ogranicza lub wycofuje się z eksploatacji nowych złóż łupkowych. A według najnowszych prognoz Agencji Informacji Energetycznej, czyli amerykańskiego ministerstwo energetyki, produkcja gazu – głównie ze złóż z łupków – do 2035 r. i tak wzrośnie o dalsze 100 mld m sześc. , do 880 mld m sześc.

Decyzja o eksporcie gazu z łupków ma też podtekst polityczny – eksport taniego LNG do państw NATO mógłby być skuteczną kontrofertą dla dostaw z Rosji i Iranu, które wykorzystywały „broń gazową” w celach politycznych.

Poza USA i Kanadą, inne państwa w obecnym dziesięcioleciu nie będą raczej w stanie stać się eksporterem paliwa pochodzącego z łupków. W Europie większość krajów – potencjalnych producentów gazu łupkowego – na razie znajduje się na etapie poszukiwań. Według agencji Fitch, ewentualny eksport niekonwencjonalnego surowca, w tym z Polski, będzie możliwy dopiero po 2020 r.

Awatar użytkownika
Husarz
Posty: 822
Rejestracja: 31 paź 2010, 04:37

Re: LNG: Polska jeszcze nigdy nie była tak blisko dywersyfikacji dostaw gazu

Post autor: Husarz » 30 mar 2013, 19:32

LNG: zmiana w polityce gazowej

Zapotrzebowanie na gaz ziemny na świecie dynamicznie rośnie. Szacuje się, że w 2020 r. powinno przekroczyć popyt na ropę. Tradycyjni dostawcy, wykorzystujący do przesyłu gazu sieć gazociągów, nie będą już w stanie zaspokoić rynku.

Przełomowa technologia
Eksperci nie mają wątpliwości, że XXI wiek będzie należał do LNG, czyli gazu skroplonego. Dzięki tej przełomowej technologii cenny surowiec może być transportowany – zarówno drogą morską, jak i lądową – w dowolne miejsce na świecie. Dla LNG nie ma barier czy to geograficznych, czy też infrastrukturalnych. W przyszłym roku pierwszy statek z LNG przypłynie do Polski. W Świnoujściu trwa właśnie budowa terminalu, który pozwoli nam odbierać rocznie 5 mld m sześć., a docelowo nawet 7,5 mld m sześc. gazu rocznie. To sporo, bo rocznie zużywamy około 15 mld m sześc. Nowe źródło dostaw doprowadzi zatem do jakościowej zmiany w polskiej polityce gazowej i poprawi radykalnie bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju.


Metanowiec LNG
A co to jest?
LNG, z ang. Liquefied Natural Gas, to po prostu gaz ziemny – czysty, bezbarwny i bezwonny, a do tego całkowicie nietoksyczny i niekorozyjny. Z tym, że w postaci... płynnej. A właściwie skroplonej. Skraplanie gazu ziemnego wiąże się z bardzo dokładnym jego oczyszczeniem, m.in. z dwutlenku węgla, propanu-butanu, helu, azotu. Gaz ten jest też osuszany, pozbawia się go w ten sposób całkowicie wilgoci.

To bardzo czyste paliwo: w 95 proc. składa się z metanu, a tylko 5 proc. stanowią inne składniki. Gaz LNG ma liczbę oktanową 130 (dla porównania benzyna premium ma 98 oktanów).

LNG powstaje pod wpływem wysokiego ciśnienia i bardzo niskiej temperatury (około minus 160 st. C). Gaz w takich warunkach zmienia stan skupienia. Metodę tę wynalazł już na początku XIX wieku brytyjski fizyk i chemik Michael Faraday (1791–1867), a udoskonalił ją Karl Paul Gottfried von Linde, inżynier i przedsiębiorca z Niemiec. Proces skraplania gazu, czyli zamiany fazy gazowej w ciekłą, opatentował w 1896 r.

Technologia schładzania i skraplania została po raz pierwszy zastosowana w Stanach Zjednoczonych. Pierwszą instalację do produkcji LNG uruchomiono w 1917 r. Po II wojnie światowej zaczęto transportować gaz drogą morską. W styczniu 1959 r. wypłynął pierwszy gazowiec – „The Methane Pioneer”. Pokonał trasę z Lake Charles w Luizjanie (USA) do Canvey Island w Wielkiej Brytanii. Sukces pierwszego transportu LNG spowodował, że z roku na rok na światowych akwenach pojawiało się coraz więcej statków z gazem. LNG zaczął zyskiwać na znaczeniu, bo ludzie uświadomili sobie, że jest wiele miejsc na ziemi, które potrzebują energii, ale nie mają bezpośredniego dostępu ani do jego źródeł, ani gazociągów transportowych, lub też w wielu wypadkach budowa sieci jest zwyczajnie zbyt kosztowna i niepraktyczna.

Na początku na dominującego importera LNG wyrośli Anglicy. To oni początkowo zamawiali surowiec z USA, oni też w drugiej połowie minionego wieku zaczęli poszukiwać innych dostawców tego paliwa. Chcieli początkowo importować LNG z Wenezueli, ale w związku z odkryciem złóż w Libii i Algierii, krajach położonych znacznie bliżej, ostatecznie zdecydowali o sprowadzaniu surowca z Algierii. Pierwsza komercyjna dostawa LNG z tego kraju odbyła się w 1964 roku. Dzięki 15-letniemu kontraktowi na 1 mln ton LNG rocznie Algieria stała się największym eksporterem skroplonego gazu. Lata 70. i 80. XX wieku przyniosły dalszy wzrost zainteresowania LNG. Popyt na to paliwo pojawił się w krajach azjatyckich, głównie Japonii i Korei, gdzie budowano elektrownie, których paliwem opałowym miał być właśnie gaz.

Skroplona rewolucja
Prawdziwy boom na LNG to jednak tak naprawdę ostatnie dwie dekady. Wzrost znaczenia LNG w ostatnich latach związany jest z ogólnym wzrostem zapotrzebowania na gaz ziemny. Ogromne znaczenie dla wzrostu zainteresowania skroplonym gazem ma także lokalizacja złóż tego surowca w tych rejonach świata, które trudno połączyć gazociągami z krajami będącymi głównymi odbiorcami tego gazu. Wykorzystaniu skroplonego gazu ziemnego sprzyja dodatkowo rozwój możliwości transportowych LNG, a przede wszystkim rozbudowa floty metanowców. Na świecie pływa około 400 jednostek (z uwagi na niską temperaturę wymagają one zbiorników kriogenicznych).

Dziś LNG to jedno z najbardziej perspektywicznych paliw. Wynika to z dużej konkurencyjności cenowej LNG w stosunku do gazu transportowanego gazociągami oraz faktu, że import LNG stał się znakomitą metodą pokrywania szczytowych zapotrzebowań na gaz. Ale produkt ten ma znacznie więcej zalet. Oprócz wspomnianej elastyczności dostaw (LNG to świetny sposób na dywersyfikację dostaw gazu dla niektórych krajów) oraz ekonomii (koszty transportu LNG przy dużych odległościach są niższe niż gazu ziemnego w postaci lotnej) to wydajność. Podczas skraplania gazu ziemnego w LNG jego objętość zmniejsza się o ponad 600 razy, co czyni go niezastąpionym w transporcie i magazynowaniu. Po regazyfikacji ze 100 m sześc. LNG otrzymujemy zatem aż około 60 tysięcy m sześc. gazu ziemnego.

Kolejne plusy to ekologia i bezpieczeństwo. Gaz podczas spalania emituje do atmosfery znacznie mniej zanieczyszczeń niż węgiel, ropa lub inne paliwa kopalne. A skroplony gaz jest dodatkowo oczyszczany – nie ma w nim więc ani CO2, ani siarki. Do tego szkodliwość LNG jest zdecydowanie mniejsza niż ropy naftowej czy nawet gazu płynnego LPG. W przypadku kontaktu z powietrzem LNG odparowuje i rozrzedza się w powietrzu. Nie ma możliwości skażenia środowiska (czy to wód morskich, czy gleby) w przypadku ewentualnego wycieku. Nowoczesne technologie konstrukcji zbiorników LNG, stosowane specjalne procedury oraz systemy zabezpieczeń zapewniają wyjątkowo wysoki poziom bezpieczeństwa terminali regazyfikacyjnych.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gospodarka, kultura i społeczeństwo”