Afery korupcyjne III RP: lodówka, czyli koniec kariery szefa policji

W roku 1990 wszedł w życie plan Balcerowicza, w ramach którego podjęty został szereg działań o charakterze antyinflacyjnym i rozpoczęto proces zmian struktury własnościowej w gospodarce.
Plan Balcerowicza sprawdził się w części dotyczącej obniżenia inflacji i uzdrowienia sytuacji na rynku towarowym. Późniejsze posunięcia rządu, jak chociażby postawienie wszystkich PGR-ów w stan upadłości, niezależnie od ich indywidualnej kondycji finansowej, czy dyskryminacja przedsiębiorstw krajowych, preferowanie obcego kapitału i prowadzenie prywatyzacji bez względu na koszty społeczne, interes skarbu państwa czy wręcz rację stanu wzbudzały pewną nieufność społeczeństwa. Załamanie gospodarcze, szybko rosnące bezrobocie i liczne afery finansowe zdążyły w ciągu półrocza zmniejszyć poparcie społeczne, jakim cieszył się rząd Tadeusza Mazowieckiego na początku swojego istnienia.
Awatar użytkownika
ziomeka
Posty: 462
Rejestracja: 01 cze 2010, 03:37

Afery korupcyjne III RP: lodówka, czyli koniec kariery szefa policji

Post autor: ziomeka » 22 kwie 2013, 03:28

Ujawnione przez „GW” nieprawidłowości w policji wstrząsnęły Polską w 1994 roku. Po latach można ocenić, że stawiane zarzuty były raczej miękkie.
Tekst „Korupcja w poznańskiej policji” z marca 1994 r., który opisywał nieprawidłowości w tamtejszym wydziale przestępstw gospodarczych, „Gazeta Wyborcza” zaliczyła do 20 najważniejszych osiągnięć pierwszych 20 lat swojego istnienia. Rzeczywiście artykuł ten zwrócił uwagę na fatalne skutki sponsorowania policji przez podejrzanego autoramentu biznesmenów, ale jednocześnie złamał karierę komendanta głównego policji Zenona Smolarka i jest dowodem na to, jak zmieniły się standardy dziennikarstwa śledczego, które w momencie publikacji tekstu jeszcze raczkowało.

Oparty na wypowiedziach anonimowych policjantów reportaż opisywał m.in., jak „dzięki sponsorom wojewódzki wydział PG w Poznaniu dostał komputery, nowocześnie urządzone biura, dyktafony”, a w zamian funkcjonariusze ostrzegali zaprzyjaźnionych biznesmenów o aresztowaniach, odbijali zajęte przez konkurencję samochody czy przymykali oko na przemycane papierosy i alkohol.

Pomiędzy konkretnymi przykładami policyjnych nadużyć pojawiały się nazwiska wywodzących się z poznańskiej policji szefa KG Zenona Smolarka oraz jego zastępcy Zdzisława Centkowskiego. Jednak zarzuty wobec nich były raczej miękkie: udział w imprezach opłacanych przez sponsorów policji, w tym godzinne spotkanie w warszawskim hotelu Forum z właścicielem rozlewni nielegalnego alkoholu, po którym biznesmen wyszedł w szampańskim nastroju i nocował w policyjnym hotelu. Potem kilkakrotnie przesłał szefowi policji kartony szampana, wódki, piwa i chipsów. Ze sklepu tegoż samego biznesmena w 1992 r. dwóch policjantów przewieźć miało Smolarkowi do mieszkania pralkę i lodówkę. Jak napisała „GW”, „jesteśmy w posiadaniu karty gwarancyjnej lodówki dla Smolarka. (...) Policjanci dostali kartę gwarancyjną sprzętu, ale nie widzieli rachunków. Być może komendant Smolarek ma rachunki na towary, które dostał.” Na tym lista zarzutów wobec szefa policji się kończyła.
Mimo to żądania, by zawiesić Smolarka i Centkowskiego, pojawiły się już następnego dnia. Okoniem stanął jednak ówczesny szef MSW Andrzej Milczanowski, który stwierdził, iż „nie może być tak, żebym na podstawie artykułu prasowego podejmował decyzje w stosunku do wysokich urzędników państwowych” i zamierzał czekać z decyzją do czasu raportu specjalnie przez niego powołanej komisji Inspektoratu Kontroli i Nadzoru MSW. – To nie jest byle zarzut prasowy, tylko pierwsza publikacja ujawniająca, że korupcja systemowo wniknęła w policję – ripostował wówczas Zbigniew Bujak, szef sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji. Milczanowski pozostał przy swojej decyzji, jednak walka o usunięcie oskarżonych toczyła się nadal. – Robimy w resorcie porządki. Te porządki mogą się niektórym nie podobać, nie każdy marzy o silnej i skutecznej policji. Dlatego artykuł w „Wyborczej” można też odebrać jako personalny atak na pewne osoby, a zwłaszcza na komendanta głównego policji Zenona Smolarka. W końcu nie tak trudno posterować inteligentnym graczom niedoświadczonymi, a zarazem bardzo ambitnymi dziennikarzami – przekonywał ówczesny szef UOP Gromosław Czempiński.

Smolarek i Centkowski kilkakrotnie podawali się do dymisji, która została przyjęta dopiero w lutym 1995 r., prawie rok po publikacji GW. Ani Smolarkowi, ani Centkowskiemu prokuratura nie postawiła jednak ostatecznie żadnych zarzutów, nie obciążał ich także wewnętrzny raport inspektoratu MSW. Smolarek pozwał „GW”, żądając przeprosin i 2 mln zł odszkodowania. Po wieloletnim procesie w 2003 r. sąd nakazał „Gazecie Wyborczej” przeprosić Smolarka za podanie niesprawdzonych informacji. „Przed sądem autorzy tekstu nie potrafili udowodnić, że opisane fakty rzeczywiście miały miejsce. Publikację podjęto w obronie interesu publicznego, jednakże w odniesieniu do powoda przekroczono granice krytyki, umieszczając jego nazwisko i funkcje w śródtytułach” – stwierdziła sędzia. Dodała jednocześnie, że „dzięki takim artykułom prasa ukróca korupcję i kontakty policji z biznesmenami”. Rzeczywiście sprawa wyglądała inaczej w odniesieniu do poznańskiej komendy. Zarzuty usłyszało kilku policjantów, w tym szef wydziału przestępstw gospodarczych, który popełnił samobójstwo, oraz komendant wojewódzki, wobec którego ostatecznie sąd umorzył postępowanie, uzasadniając, że choć komendant nie dopełniał obowiązków, to „nie przekroczył cienkiej granicy społecznego niebezpieczeństwa czynu”. Podlegający mu policjanci otrzymali z kolei wyroki w zawieszeniu.

Pod wpływem publikacji „GW” minister Milczanowski w kwietniu 1994 r. wydał decyzję regulującą i ograniczającą przyjmowanie darowizn, a wkrótce potem wprowadzono nakaz sprawdzania legalności darczyńcy, choć jak stwierdzał raport NIK z 1997 r., nieprawidłowości przy sponsoringu policji bynajmniej nie ustały. Mimo tego uchwalona w 2003 r. nowelizacja ustawy o policji jeszcze rozluźniła zasady przekazywania „darowizn”. Wicemarszałek Sejmu Janusz Wojciechowski komentował wówczas dla „Gazety Prawnej”: „To jest wyjątkowy bubel prawny, który zaowocuje aferami szybciej, niż się wydaje.”

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gospodarka, kultura i społeczeństwo”