Podwójna gra Kremla

Polityka zagraniczna RP, sformułowana po przemianach politycznych w 1989, określa ją polska racja stanu. Podstawowe cele polityki zagranicznej w latach 90. pozostawały niezmienne mimo zmian politycznych w parlamencie i rządzie. Są to: członkostwo w NATO oraz Unii Europejskiej, współtworzenie stabilnego systemu bezpieczeństwa europejskiego opartego na współdziałaniu NATO, UZE, OBWE oraz ONZ, utrzymywanie dobrosąsiedzkich stosunków z państwami regionu, działanie na rzecz współpracy regionalnej, zrównoważona polityka wobec Zachodu i Wschodu, popieranie procesów rozbrojeniowych, ochrona tożsamości narodowej i dziedzictwa kulturowego, rozwinięte kontakty z Polonią.
Awatar użytkownika
Adambik
Posty: 501
Rejestracja: 24 lis 2010, 22:41

Podwójna gra Kremla

Post autor: Adambik » 22 kwie 2013, 05:18

70 lat temu świat poznał prawdę o strasznej tragedii w Katyniu. Władze stalinowskie natychmiast zaczęły negować swoją winę. Dopiero w 1990 roku za czasów Michaiła Gorbaczowa oficjalnie przyznano, że egzekucje były przeprowadzane w 1940 r. przez organy NKWD.
Wszczęto śledztwo, które trwało 14 lat. I oto 21 września 2004 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa Rosji wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa w sprawie katyńskiej z powodu śmierci winnych. I co dziwne, krąg oskarżonych nie zawierał ani nazwiska Stalina, ani innych członków Biura Politycznego WKP(b), którzy podpisali znaną uchwałę z 5 marca 1940 r. o rozstrzelaniu Polaków, ale ograniczył się zaledwie do kilku wysoko postawionych współpracowników NKWD. Przy czym ich wina została zakwalifikowana zaledwie jako „przekroczenie władzy”, które miało ciężkie następstwa.

Jeszcze gorsze było to, że społeczeństwo zostało poinformowane o umorzeniu śledztwa z dużym opóźnieniem – dopiero w marcu 2005 roku. Przy tym, wbrew rosyjskiemu ustawodawstwu, ogłoszono, że postanowienie, w którym były zawarte główne konkluzje, jest tajne i nie może zostać upublicznione. W ten sposób Naczelna Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej w istocie stanęła w szeregu tych, którzy ukrywają stalinowskie zbrodnie.

Parodia śledztwa

Stanowisko przemilczania i ukrywania wyników śledztwa sprawy katyńskiej pod pozorem tajemnicy państwowej stanowi naruszenie obowiązującego rosyjskiego ustawodawstwa. W artykule 7 federalnej ustawy O tajemnicy państwowej mówi się wprost: nie podlegają utajnianiu informacje „o faktach naruszania prawa i wolności człowieka i obywatela” oraz „o faktach naruszenia praworządności przez organy władzy państwowej i ich urzędników”. Kreml był zaniepokojony tylko i wyłącznie tym, aby nie dać powodu do oskarżenia byłego kierownictwa ZSRS o popełnienie przestępstw wojennych. Ukrycie przez prokuraturę wyników śledztwa sprawy katyńskiej to fakt bezprecedensowy, lecz w warunkach obecnego rosyjskiego klimatu politycznego wcale nie dziwi. Chociaż w 2010 roku, po katastrofie smoleńskiej pojawiła się nieśmiała nadzieja na to, że Kreml zrewiduje stanowisko i podejmie kroki w celu rozwiązania kwestii Katynia.

Powstaje pytanie: co stoi na przeszkodzie, by ujawnić postanowienie Naczelnej Prokuratury Wojskowej w sprawie katyńskiej? Co takiego się stanie, jeżeli do tego dojdzie? Można z łatwością domyślić się, że dokument wywoła międzynarodowe zażenowanie. Wyjdzie na jaw całkowita prawna niewydolność i nieporadność tego dokumentu. A przecież śledztwo powinno procesowo określić kompletny skład personalny ofiar egzekucji; ustalić listę winnych, zarówno inicjatorów zbrodni, jak i wykonawców na każdym szczeblu; określić kompletne kwalifikacje prawne przestępstwa zgodnie z normami prawa rosyjskiego i międzynarodowego.

Wynik śledztwa jest daleki od uczciwej odpowiedzi na te wszystkie pytania. Postanowienie o umorzeniu sprawy katyńskiej wygląda jak profanacja, świadcząca o próbie odejścia prokuratorów od wniesienia oskarżenia o dokonanie przestępstwa przez najwyższe władze ZSRS, i w ogóle jak usiłowanie zatuszowania lub zatarcia całej sprawy.

Cynizm rządu

Jednocześnie w Polsce w związku z Katyniem przez wszystkie ostatnie lata daje się zauważyć swego rodzaju niczym nieuzasadniony optymizm. Takie nastroje kreowali i szczodrze nimi szafowali na prawo i lewo wysłannicy Kremla, sugerując, że dziś, jutro akta sprawy katyńskiej zostaną odtajnione i przesłane do Polski, a rozstrzelani Polacy zostaną zrehabilitowani. Po śmierci prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego wielu ludziom wydawało się, że tak się stanie. W kwietniu 2010 roku minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow na sesji Parlamentarnego Zgromadzenia Rady Europy mówił z przekonaniem: „Szczerze wierzę, że wspólne przeżycia obydwu narodów w związku z tragedią pod Smoleńskiem staną się momentem zwrotnym w przezwyciężeniu tragicznej przeszłości”, i zapewniał, że Moskwa „przygotowuje się do przekazania Warszawie dodatkowych materiałów w sprawie Katynia, których polska strona jeszcze nie posiada”.

Przekazanie pierwszych 67 tomów ze 183 odbyło się w Moskwie w maju 2010 r. podczas wizyty p.o. prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego. Następnie przygotowano i przekazano tomy, które posiadały nadruk „dla celów służbowych”. Lecz później sprawa została zablokowana i tomy z nadrukiem „tajny” nie zostały przekazane, łącznie 35 tomów akt. Co więcej, w kwietniu 2012 r. Moskwa, poprzez głównego prokuratora wojskowego Siergieja Fridińskiego, dała do zrozumienia, że więcej niczego przekazywać Polakom nie zamierza, „ponieważ komisja ds. ujawnienia nie podjęła decyzji o zdjęciu tej klauzuli”. Działania strony rosyjskiej od samego początku były obciążone poważną wadą. Przecież normalne i logiczne jest, że przekazywanie wszelkich spraw zakończonych śledztwem należy rozpoczynać od dokumentu końcowego, który kumuluje wszystkie główne wnioski śledztwa i podsumowuje całą sprawę. Tutaj zaś wszystko zostało wywrócone do góry nogami. Przekazali najbardziej nieszkodliwe i mało znaczące tomy sprawy i nagle postanowili odwrócić się od przekazywania wszystkich kluczowych materiałów. Czy to jest prawne i cywilizowane podejście?

W ten sposób okazuje się, że najważniejsze materiały do tej pory nie są znane i nie zostały przekazane stronie polskiej. Prawdopodobnie na tym właśnie polega główne zadanie rosyjskich władz, by nie przekazywać do Polski prawnie znaczących i mających moc dowodową akt, a odpowiedzialność za zbrodnię katyńską uznawać tylko ustnie. Jaki jest więc status przyjętych na to konto deklaracji? Komunikat TASS opublikowany w prasie 14 kwietnia 1990 r. i oświadczenie Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej z 26 listopada 2010 r., a wraz z tym i oceny zbrodni katyńskiej, które wybrzmiały w niedawnych oświadczeniach Dmitrija Miedwiediewa i Władimira Putina – to niewątpliwie oficjalne dokumenty i mają ważne znaczenie polityczne. Lecz wszystkie te dokumenty są nieprzydatne w sądzie, w razie konieczności udowodnienia winy osób, które podjęły decyzję o rozstrzelaniu i przy rozpatrywaniu kwestii rehabilitacji ofiar zbrodni.

Procedura przekazywania Polsce materiałów sprawy katyńskiej nie została zakończona do dziś – to też mówi wiele. Przecież technicznie wszystko można było załatwić i skopiować w ciągu kilku miesięcy. Rzecz jednak nie w przepisach rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Dzisiaj w MSZ Rosji triumfuje podejście „służbisty” i króluje praktyka „wymiany”. Jeżeli my w czymś idziemy wam na rękę, to i wy w zamian bądźcie łaskawi w czymś nam ustąpić i coś dać. I tak we wszystkim!

Dwie tendencje

Rosjanie w takim stopniu przyzwyczaili się (i zostali przyzwyczajeni przez władzę) do cynizmu w stosunkach międzypaństwowych, że są pozbawieni w najmniejszym stopniu rozumienia ważności i wartości przejawów dobrej woli. To znaczy czują trwałą nieufność do bezinteresownych i szlachetnych gestów ze strony otaczających państw. Gorzej, ze zdziwieniem i dezaprobatą przyjmują każde ustępstwo swojego rządu w sprawach międzynarodowych. Tak jakby chodziło o przejaw słabości lub zdradę interesów kraju. W tej ideologii została wyhodowana nowa plejada rosyjskich państwowych biurokratów. Zasiedlili oni budynki administracji prezydenta i MSZ Rosji. Według ich logiki, uznanie winy za zbrodnię katyńską byłoby brzemienne w dalsze roszczenia Polski pod adresem Rosji, a następnie państw ościennych, które mogą przedstawić wiele krzywd historycznych. Tylko daj powód, mówi czujny kremlowski biurokrata, a oni zaraz zaczną niszczyć nasz kraj swoimi powództwami.

Rosyjskie władze mogą być pewne poparcia swoich obywateli dla takiego stanowiska. Ludzie nie wierzą w lojalność ani własnego rządu, ani sąsiednich państw. Tak! Nawet własny rząd Rosjanie traktują jako wrogą siłę. Jeżeli jutro gazety napiszą, że Polska regularnie podnosi temat Katynia tylko po to, by zbić cenę na rosyjski gaz – duża część Rosjan uwierzy temu od razu i bezwarunkowo. Dla nich takie zachowanie rządu jest całkowicie zrozumiałe. Ludzie przyzwyczaili się, że państwo lekceważy sprawy prostych ludzi, spekuluje na ich uczuciach patriotycznych i przy tym prowadzi „handel” w polityce i gospodarce nie w interesie narodu, ale dla wzbogacenia się grupki rządzących oligarchów kremlowskich.

Wśród rosyjskich aparatczyków państwowych i patriotów walczą dziś dwie przeciwstawne tendencje Z jednej strony – absolutne nieprzyjęcie jakiejkolwiek dezaprobaty sowieckich doświadczeń i socjalistycznej przeszłości oraz niechęć do nowoczesnego rosyjskiego systemu politycznego i jej liderów. Z drugiej – gorące poparcie dla wszelkich inicjatyw prezydenta Putina, skierowanych na konfrontację i wojskowe przeciwstawianie się Zachodowi.

Propaganda jak cep

Rosyjskie kierownictwo sprawnie wykorzystuje tę sprzeczność. W sprawie Katynia Kreml prowadzi podwójną grę. Na użytek zagranicy przyjmuje deklaracje i oświadczenia polityczne o winie stalinowskiego kierownictwa w rozprawieniu się z polskimi obywatelami w 1940 roku. A wewnątrz kraju toleruje nostalgiczną idealizację socjalistycznej przeszłości i nie ucina mnożących się spekulacji, że niby nie wszystko jest jasne w historii tej zbrodni, bo a nuż to jednak Niemcy są winni? Mamy istny zalew książek i artykułów kwestionujących winę Stalina i NKWD za zbrodnię katyńską i zrzucających odpowiedzialność na Niemców. Jeżeli wcześniej sprawa ograniczała się do nielicznych marginalnych publikacji, to w ciągu ostatnich dwóch lat artykuły siejące wątpliwości w umysłach ludzi pojawiły się w bardzo poważnych, budzących szacunek i mających ogromne nakłady oraz audytorium publikacjach: w czasopiśmie „Ekspert”, gazetach „Komsomolskaja Prawda”, „Krasnaja Zwiezda”, „Moskowskaja Prawda” i „Niezależny Przegląd Wojskowy”. Przy czym – co bardzo charakterystyczne – im bardziej podła treść kolejnego „antykatyńskiego” artykułu, tym ma bardziej litościwy i współczujący nagłówek. Ich autorzy gotowi są pisać i o „ranach”, i o „goryczy duszy” w celu przekonania czytelnika o swoim współczuciu dla rodzin zabitych Polaków, lecz w tym samym miejscu wyciągają na światło i powielają przeróżne fałszywki. Tak, stopniowo Rosjanie są zbijani z tropu – wmawia się im, że za granicą uznanie winy nie jest już tak ważne, a pełna prawda w tej sprawie nigdy nie zostanie poznana…

Grunt dla głoszenia takich wątpliwości był przygotowywany od dawna. Przez cały okres powojenny, aż do 1990 roku, mieszkańcom ZSRS wbijano do głów, że Polaków w Katyniu rozstrzelali Niemcy. Robiono to za pomocą prostych propagandowych stwierdzeń lub sprytnej podmiany. Nieprzypadkowo z 619 spalonych w latach niemieckiej okupacji białoruskich wsi została wybrana niewielka wieś Chatyń niedaleko Mińska dla urządzenia tam kompleksu pamiątkowego. Asonans nazw miał wyprzeć pojęcie „Katyń” i wszystko, co za nim stało i co się z nim wiązało. Pierwszy sekretarz KC Partii Komunistycznej Białorusi Kiriłł Mazurow w swoich pamiętnikach opisuje, jak w jedną z niedziel we wrześniu 1964 r., razem z przewodniczącym rady ministrów republiki Tichonem Kisielewem, jechali szosą witebską w okolicy Mińska. W odległości 50 km „skręcili w prawo na pierwszej przypadkowej drodze”, następnie, niewiele przejechawszy, zatrzymali się w brzozowym zagajniku, a gdy przeszli przez niego, na zarośniętej wysoką trawą polanie odkryli „ze dwadzieścia rur piecowych” pozostałych po spalonej wsi. I to wszystko, jakby wieś odnaleźli zupełnie przypadkiem, chociaż z pamiętników nie wynika całkiem jasno, po co wysokie partyjne władze republiki w ogóle udały się w niedzielę w te miejsca. W 1969 r. otwarto memoriał w Chatyniu, który stał się obowiązkowym miejscem do zwiedzania dla turystów krajowych i zagranicznych. Podobna zamiana obiektu sprzyjała utrwalaniu w masowej świadomości Rosjan niemieckiej winy za egzekucje w Chatyniu – Katyniu na poziomie podświadomości.

AntyKatyń

Inna, nie mniej skuteczna linia kontrpropagandy Kremla – to sztuczne wiązanie tematu Katynia z tragiczną historią pobytu jeńców czerwonoarmistów w polskiej niewoli w roku 1920, kiedy wielu z nich zmarło z powodu ciężkich warunków i epidemii. W tym przypadku występuje i zamiana pojęć, i jawne fałszerstwa, aż do przesady, kilkakrotne powiększanie liczby zmarłych jeńców. Władze Rosji w publicznych wystąpieniach robią jeszcze wiele innych rzeczy. I tak na przykład przewodniczący komisji spraw międzynarodowych Rady Federacji Rosji Michaił Margiełow z oburzeniem pisze w centralnej gazecie: „Zmuszają nas kajać się za Stalina, a dlaczego Polska nie pokaja się za Piłsudskiego, za czasów którego, według danych rosyjskich historyków, rozstrzelano i zamęczono do 80 tysięcy czerwonoarmistów? I żadnych przeprosin z Warszawy!”. Ot tak, po prostu, zwyczajnie i zrozumiale – „rozstrzelano i zamęczono”! Wychodzi na to, że jacyś rosyjscy historycy mocno wprowadzili Margiełowa w błąd.

Przyczyna jest prosta. Nauki historyczne w Rosji ponownie są gotowe do ideologicznego obsługiwania władzy. Nie mając żadnych dowodów, historycy z łatwością przypisują sowieckim władzom w 1940 r. motyw zemsty na Polakach za jeńców czerwonoarmistów z 1920 roku. Taki bezpodstawny schemat przedostaje się nawet do uczelnianych podręczników. Na przykład w poddanym poważnej krytyce naukowej podręczniku dla studentów fakultetu historycznego Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego otwarcie mówi się, że sprawa katyńska to swego rodzaju „odpowiedź reżimu stalinowskiego”. Tymczasem jakie były motywy Stalina, można dostrzec w argumentacji wyraźnie przedstawionej w dokumencie NKWD (pismo Berii nr 794/B z marca 1940 r.), gdzie postawiono pytanie o przyszłe egzekucje. Beria podkreśla w swoim piśmie klasowy charakter zbrodni na polskich obywatelach (oficerowie, urzędnicy, przemysłowcy, właściciele ziemscy) i zauważa, że „wszyscy oni są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej” i czekają na zwolnienie, „by móc aktywnie włączyć się do walki przeciwko władzy sowieckiej”. Tu widać wyraźne klasowe podejście, które definiowało represje podczas tzw. kułackiej operacji NKWD w latach 1937-1938. W tym sensie sprawa katyńska była taką samą „społeczną czystką” i logicznym przedłużeniem Wielkiego Terroru z 1937 r., rozciągniętym w latach 1939-1941 na ludność zagarniętych przez Związek Sowiecki ziem polskich, w celu zniszczenia osób „obcych klasowo” i stłumienia jakiegokolwiek oporu przeciwko sowietyzacji.

Czy Stalin myślał o poległych w 1920 r. w Polsce czerwonoarmistach? Niewątpliwie, ale trzy lata wcześniej i raczej nie o tych, którzy zginęli, a o tych, którzy mieli nieszczęście wrócić z niewoli do ZSRS. Wtedy, w 1937 r., w ramach tzw. operacji polskiej NKWD, represje dotknęły wszystkich „podejrzanych o polskie szpiegostwo”; wśród nich znajdowali się również byli czerwonoarmiści, którzy przeszli przez polskie obozy jenieckie. Powstaje pytanie: dlaczego Stalin miałby się mścić na Polakach za tych czerwonoarmistów, którzy dostali się do polskiej niewoli, kiedy w 1937 r. w ZSRS dobijano tych spośród nich, którzy przeżyli i wrócili? W tym świetle powoływanie się na to, że zbrodnia katyńska była „odpowiedzią” na śmierć jeńców w 1920 r., wygląda i bezmyślnie, i śmiesznie.

Rosja – Europa

To, jak dzisiaj Rosja traktuje sprawę katyńską i obecny stan tej sprawy, to bardzo ważny probierz. To kryterium dojrzałości rosyjskiego systemu państwowego, pokazujące, w jakim stopniu jest on demokratyczny, przezroczysty i na ile opiera się na prawie. To kryterium rozwoju w Rosji społeczeństwa obywatelskiego, świadczące, na ile efektywnie organizacje społeczne mogą walczyć o ujawnianie akt sprawy katyńskiej i starać się o rehabilitację ofiar. To również kryterium wiarygodności rosyjskich nauk historycznych, gdzie widać, jak i w jakim kluczu historycy podają i wyjaśniają to wydarzenie. Niestety, tego egzaminu na dojrzałość, otwartość, oddanie prawu i naukową rzetelność Rosja nie zdała. Po prostu go zawaliła.

Dzisiaj Kreml znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Jakich by działań nie przedsięwziął – z każdej strony czeka go przegrana. Ujawnić materiały sprawy nr 159 – i wszyscy ujrzą oczywistą prawną i ideową nieporadność i upadek państwa rosyjskiego, jego nieumiejętność i niezdolność przezwyciężenia ciężkiej spuścizny totalitaryzmu. Zataić i zamknąć te tomy, które nie zostały ujawnione – 35 tomów sprawy i decyzję o umorzeniu, odmówić rehabilitacji rozstrzelanych w 1940 r. polskich obywateli – zostanie wówczas uwidoczniony jawnie konfrontacyjny, nieprawny i antyeuropejski kurs rozwoju nowoczesnej Rosji. Na razie Kreml stoi na rozdrożu. Balansuje między tymi dwoma kierunkami i marzy o tym, by szum wokół Katynia zgasł i przycichł, by wraz z prośbami o przekazanie dokumentów nikt już więcej o nic się nie dopominał. Czy te marzenia się spełnią? Chyba nie!

Sprawa katyńska i jej rozstrzygnięcie leżą dzisiaj już nie tylko na płaszczyźnie relacji rosyjsko-polskich. Teraz są to już stosunki pomiędzy Rosją i Europą. Gotowość Kremla do zrobienia stanowczego i konkretnego kroku, by postawić kropkę w sprawie katyńskiej, będzie oznaczać gotowość określenia sowieckiej przeszłości. A przede wszystkim określi wybór priorytetów i kierunek dalszego politycznego rozwoju kraju.

Nikita Pietrow

„Nasz Dziennik”

ODPOWIEDZ

Wróć do „Polska polityka zagraniczna”