Zacieśniać relacje z Chinami

Polityka zagraniczna RP, sformułowana po przemianach politycznych w 1989, określa ją polska racja stanu. Podstawowe cele polityki zagranicznej w latach 90. pozostawały niezmienne mimo zmian politycznych w parlamencie i rządzie. Są to: członkostwo w NATO oraz Unii Europejskiej, współtworzenie stabilnego systemu bezpieczeństwa europejskiego opartego na współdziałaniu NATO, UZE, OBWE oraz ONZ, utrzymywanie dobrosąsiedzkich stosunków z państwami regionu, działanie na rzecz współpracy regionalnej, zrównoważona polityka wobec Zachodu i Wschodu, popieranie procesów rozbrojeniowych, ochrona tożsamości narodowej i dziedzictwa kulturowego, rozwinięte kontakty z Polonią.
Awatar użytkownika
Warka
Posty: 1577
Rejestracja: 16 paź 2010, 03:38

Zacieśniać relacje z Chinami

Post autor: Warka » 09 gru 2013, 04:08

Tomasz Nowak

Stara, a prosta mądrość mówi, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Jeśli z tego punktu widzenia poszukiwać nieprzyjaciół dla głównego przeciwnika Polski jakim jest – prowadząca neoimperialną politykę – Federacja Rosyjska, to są nimi wszystkie państwa zagrożone przez ów neoimperializm począwszy od Finlandii przez państwa Europy Wschodniej po Kaukaz. W związku z tym naturalnym powinno być dążenie Polski do zacieśnienia wzajemnych stosunków, zwłaszcza z państwami geograficznie najbliższymi.

Z różnymi efektami i z różnym nasileniem III Rzeczpospolita realizuje politykę budowy bufora bezpieczeństwa na wschodzie złożonego z państw sąsiednich, które chciałaby widzieć jako przyjaźnie nastawione, a w najgorszym przypadku neutralne względem niej. W ostatnich latach brakuje jednak konsekwencji w realizacji tego kursu. Co więcej Rosja zintensyfikowała zabiegi mające na celu ponowne uzależnienie regionu, w którym to działaniu odnosi niemałe sukcesy. Po krótkotrwałym zaangażowaniu Polski na Kaukazie w dobie prezydentury Lecha Kaczyńskiego, zarzucono zainteresowanie się tym terenem, co pozwala Rosji bez większych przeszkód stopniowo umacniać się nad Morzem Czarnym. Finlandia natomiast nigdy nie była znaczącym punktem odniesienia dla polskiej polityki zagranicznej.

Wszyscy wspomniani partnerzy powinni pozostawać w centrum zainteresowania polskiej dyplomacji i ośrodków odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa. Należy jednak zwrócić uwagę, że ewentualne alianse z zachodnimi i południowymi sąsiadami Rosji, ze względu na ich potencjał ludnościowy i gospodarczy, muszą nosić charakter defensywy. Jedynym sąsiadem Rosji, który posiada odpowiedni potencjał do podejmowania działań mogących mieć wpływ na wewnętrzne sprawy największego państwa świata, są najludniejsze na świecie Chiny.

Pomimo, że obecnie między oboma państwami funkcjonuje taktyczny sojusz skierowany przeciwko Stanom Zjednoczonym, prędzej czy później będzie musiało dojść do silnego konfliktu między nimi, być może militarnego – co prognozują np. niektórzy amerykańscy analitycy. Wynika to przede wszystkim z faktu, że stopniowo w granice Federacji Rosyjskiej wlewają się kolejne miliony Chińczyków. Szacunki wskazują, że w najbliższych latach może być ich nawet 20 mln. Pojawiające się w Chinach głosy mówięce, że Rosja niesłusznie zajmuje ogromne tereny na Dalekim Wschodzie, są wstępem do przyszłych wydarzeń. Kurcząca się ludnościowo Rosja będzie musiała jakoś zmierzyć się z wyzwaniem.

Antagonizm rosyjsko-chiński jest z punktu widzenia Polski, a także innych mniejszych sąsiadów Rosji, ze wszech miar korzystny. Realne zagrożenie ze strony państwa środka zmusiłoby włodarzy Kremla do skupienia się na obronie całości własnych granic, nie zaś na odbudowie strefy wpływów z okresu zimnej wojny. W związku z tym Polska powinna podejmować działania, które konflikt rosyjsko-chiński uczynią bardziej prawdopodobnym. O tym, że byłoby to postępowanie słuszne zaświadczył Józef Piłsudski, który, gdy w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku głównym przeciwnikiem Rosji na Dalekim Wschodzie była Japonia, już w dobie wojny rosyjsko-japońskiej 1904-1905 zaproponował Japończykom współpracę wywiadowczą, licząc jednocześnie na sfinansowanie jego bojowców przez Japończyków. Następnie ten kurs, zakładający współpracę w realizacji programu prometejskiego, był realizowany w II Rzeczypospolitej przez część kół politycznych i wojskowych związanych z Marszałkiem.

W tym samym czasie, gdy Piłsudski liczył na rozbicie Rosji na szereg mniejszych państw narodowych, duchowy przywódca endecji Roman Dmowski przekonywał Japończyków, że nie warto inwestować pieniędzy w Piłsudskiego i jego ludzi. Zabiegi Dmowskiego wynikały głównie z faktu, że w walce o niepodległość widział on w Rosji sojusznika przeciw Niemcom i Austro-Węgrom. Był on ponadto zdania, że silna Rosja musi istnieć, by bronić cywilizacji europejskiej nie przed Japończykami, ale przed Chinami właśnie.

Minął wiek od czasu wyłożenia przez Dmowskiego jego punktu widzenia na stosunki na wschodzie i rolę Rosji. W tym czasie owa silna Rosja (Związek Sowiecki) zdążyła doprowadzić do tragedii milionów Polaków, do utraty przez Polskę połowy terytorium i niepodległości na pół wieku. Zupełnie błędną okazała się więc opinia, że niebezpieczeństwo dla Polski i innych państw europejskich mogą stwarzać oddalone o tysiące kilometrów Chiny, nie zaś bliska Rosja. Ponadto twierdzenie, że zachodniej cywilizacji przed obcą jej chińską cywilizacją miałaby bronić Rosja jest również całkowicie nietrafione. Już Feliks Koneczny, współczesny Dmowskiemu, a za nim Samuel Huntington rzeczowo udowodnili, że zarówno Chiny jak i Rosja tworzą swoje własne cywilizacje.

Obecnie sytuacja się nie zmieniła. Różnice cywilizacyjne nie zatarły się. Realia geopolityczne zaś są takie, że jeśli Chiny mogą komuś zagrozić to swoim sąsiadom – w tym Rosji – oraz ewentualnie Stanom Zjednoczonym w ich roli światowego hegemona. Trudno więc dostrzec jakiekolwiek racjonalne przeciwwskazania ku temu, by Polska „kibicowała” potencjalnemu rosyjsko-chińskiemu konfliktowi. Właściwy szlak i metody działania dla odpowiednich polskich instytucji na Dalekim Wschodzie wskazali Piłsudczycy. Sto lat temu partnerem dla Polski była Japonia, dziś powinny być nim Chiny.

Partnerstwo to wynika z pragmatyzmu i zbieżności interesów nie zaś z jakiejś bliskości ideowej czy mentalnej. W dobie gdy inny daleki aliant Polski, zdecydowanie bliższy kulturowo i mentalnie, jakim są Stany Zjednoczone wyraźnie dąży do ułożenia sobie dobrych relacji z Rosją, należy szukać alternatyw. Liczące już niemal ćwierć wieku założenie, że w razie niebezpieczeństwa USA na pewno przyjdą Polsce z pomocą jest coraz bardziej wątpliwe. Zaangażowanie tysięcy polskich żołnierzy w Iraku i Afganistanie nie przyniosło realnych korzyści z punktu widzenia wzmocnienia bezpieczeństwa państwa. Jednocześnie zainwestowanie przez Amerykanów ogromnych sił i środków w „wojnę z terroryzmem” doprowadziło do forsowanej przez administrację prezydenta Obamy polityki „resetu” w stosunkach z Rosją.

Jeśli wziąć jeszcze pod uwagę obawę przed utratą prymatu w świecie, któremu miałyby zagrozić właśnie Chiny, trudno oczekiwać ze strony USA realnej pomocy przeciw Rosji. O ile w dobie zimnej wojny USA i naród polski posiadały głównego przeciwnika w postaci Związku Sowieckiego, o tyle obecnie wspólnego wroga już nie ma. Polska obawia się neoimperialnej Rosji, a USA islamskich terrorystów i Chin. Nie może być w takiej sytuacji mowy o pewnym i skutecznym sojuszu. Dlatego też, nie rezygnując z zabiegania o większe zaangażowanie USA w naszym regionie, należy zacieśniać relacje z Chinami i zachęcać je do odpowiedniej troski o własnych rodaków mieszkających w Federacji Rosyjskiej.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Polska polityka zagraniczna”